Dodaj do ulubionych

Opener 2009 - im więcej tym lepiej?

25.10.08, 18:53
miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,89917,5843509,Open_er_2009.html
No nie wiem. Jakoś mi się ta gigantomania niezbyt widzi. Dwa lata
temu było mniej scen a jakby więcej się działo. W tym roku sporo
czasu spędziłem na chodzeniu w kółko po wybiegu, bo nie było akurat
nic ciekawego...
Obserwuj wątek
    • nefil Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 26.10.08, 15:10
      cze67 napisał:

      > miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,89917,5843509,Open_er_2009.html
      > No nie wiem. Jakoś mi się ta gigantomania niezbyt widzi. Dwa lata
      > temu było mniej scen a jakby więcej się działo. W tym roku sporo
      > czasu spędziłem na chodzeniu w kółko po wybiegu, bo nie było akurat
      > nic ciekawego...
      Egzaktly, a z drugiej strony były chwile, że chciałem być pod 3 scenami naraz.
      Bezmyślnie ułożyli program.
      • heinakuu Kings of Leon 11.02.09, 23:14
        mnie to nawet pasi:D i coś jakby pierwszy garnitur
        współczesnego grania, hm? może nie Radio- ani Portis-
        ale zawsze można podygać...
        (czy humory się poprawiły? mnie dotychczas rozczarowanej: ciut tak)

        parę godzin temu ogłosiła Trójka.

    • heinakuu Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 11.02.09, 23:49
      hm, jeszcze nie byłam na Openerze, nigdy.
      i zastanawiam się czy w tym roku wydać tyle kasy na to.
      czy może lepiej Off w Mysłowicach? jeśli w ubiegłym roku
      grali tam Clinic i Mogwai - to dla mnie to dość...
      gwarantujące ciekawe wrażenia w 2009:)
          • glebogryzarka1 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 05:19
            nieee, to Madness i Q-Tip (ten drugi to było jakieś cholerne i
            zupełnie obiektywne 10/10 pod każdym względem) DALI CZADU.
            Faith No More - wolałem ich kilkanaście lat temu w Spodku. ale
            59.999 ludzi było zachwyconych, to prawda.
            Lily Allen dziś też nieźle, choć bardziej repertuar tu zadziałał i
            wesoły bębniarz niż charyzma i emocje. Santigold zaskoczyła mnie
            mocno in plus, Priscilla Ahn wręcz przeciwnie (kopia Amy MacDonald,
            chociaż ładna i urocza i nawet żal mi jej było gdy grała dla 1/3
            namiotu), a Kumka Olik WYPIERDALAĆ. w życiu nie słyszałem czegoś
            bardziej wtórnego i antymuzycznego.
            tradycyjne podziękowania za gościnność sejneńsko-kaszubską dla
            managera tego forum. moja żona mówi, że jesteś przystojny i
            sympatyczny, a nawet o mnie rzadko tak mówi :D
            • cze67 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 10:12
              Jak to ustaliliśmy stojąc w godzinnym korku - cudownie jest pieknie
              się różnić. Mnie Faith No More bardzo się podobali. Choć tam gdzie
              stałem znów, bo w poprzednich latach to samo, dźwięk falował, było
              słychać raz grad basów, zaraz potem same soprany. Ale jako show było
              to wspaniałe. Goście nieźle się bawią tym reunionem.
              Z Madness musiałem się niestety zrywać z powodu właśnie FNM. Trochę
              poskakałem, trochę ciarek miałem, podobało się.
              A w ogóle to zacząłem od Fiszego i Emadego. I to też był
              energetyczny koncert.
              To tyle. Mało w tym roku, bo i czasu nie było, i gwiazd jakby
              zdecydowanie, tych które mnie interesowały, mniej. Nie będę go
              wspominał jakoś szczególnie. A przyszłoroczny skład artystów
              prześwietlę dwa razy.

              >tradycyjne podziękowania za gościnność sejneńsko-kaszubską dla
              managera tego forum. moja żona mówi, że jesteś przystojny i
              sympatyczny, a nawet o mnie rzadko tak mówi :D

              Nie wiem, czy wypada tak o żonie kumpla, ale dziękuję i wzajemnie:-)
              Było mi bardzo miło Was gościć.

                • hennessy.williams Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 18:15
                  cze67 napisał:

                  > O, hennessy był
                  > hennwill.blogspot.com/
                  > tylko cicho siedzi jakoś.

                  Był był.
                  Ale gdzieś zapodział Tfój numer, któryś mu kiedyś niegdyś podał.

                  U mnie w piątek rządził Gossip. Fajna była Gaba Kulka, choć ludzi w cholerę się
                  do tego namiotu napchało. Z Duffy uciekłem po dwóch kawałkach. IMHO to
                  porównania z Amy Winehouse daleko na wyrost. Uszy mnie bolały od jej głosiku.
                  Nie było w tym dla mnie ani grama sztuki.
                  Na Furię Futrzaków niestety nie zdążyłem.

                  W sobotę Faith No More górą i basta. Patton wielkim artystą jest. Chłopaki go
                  goniły i nawet im się chwilami udawało. Stałem w oku cyklonu, więc odsłuch
                  miałem dobry, tylko czasem tłum mnie porywał i potem musiałem nogi i ręce
                  zbierać. Tylko te basy jak w BMW mnie wpieniały. Ponadto bardzo dobrze Emiliana
                  Torrini, choć musiałem zmykać na FNM i Twilite (duzo lepiej niż w Jadło -
                  przynajmniej w kwestii nagłośnienia). Madness opuściłem w myśl zasady "wszystko
                  albo nic". Przesunęli na Scenę World, nałożyli na FNM, więc wyjścia nie było.
                  Gdybym poszedł, to chyba bym nie umiał wyjść na Pattona.

                  W niedzielę skromnie - Santigold, która mnie lekko (ale tylko lekko)
                  rozczarowała, bo wszystkie koncerty gra tak samo i Priscilla Ahn, która zupełnie
                  nie kojarzy mi się, jak koledze Glebo, z Amy MacDonald (uważam, że pisze
                  znacznie lepiej od MacDonalda), już bardziej z Rachael Yamagata (szczególnie w
                  piosence o cyckach).

                  Ogólnie festiwal wporzo, czego nie mogę powiedzieć o PKP.

                  W kwestii butleżków - będzie więcej, choć jakościowo niedoskonałych.
              • olgicz Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 17:00
                Patton to był diabeł, a Prodigy cała diabelska sekta. Trochę ogłuchłam, chyba
                głośniej niż Prodigy się nie da. I'm your f***kin' warrior!!! Gossip przuroczy,
                odkrycie i zaraz zabieram się za przesłuchanie. Kings of Leon flaczany i nudny,
                podobnie Artic Monkeys, ale to chyba z powodu mojej starości, córka kolegi była
                wniebowzięta hehe. Co za ciężka świadomość, że to już festiwal dla córek
                kolegów. Ale jak ściągną dziadzia Nicka Cave'a to w przyszłym roku jestem!
                (Kurde był na innych festiwalach w tym roku, czemu nie u nas???). Wielu
                koncertów nie widziałam bo kręgosłupy bolały moją ekipę i trzeba było starannie
                wybierać. No i się pokrywały a ze sceny na scenę daleko;). Ogólnie super przeżycie!
                • cze67 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 19:05
                  olgicz napisała:
                  Wielu koncertów nie widziałam bo kręgosłupy bolały moją ekipę i trzeba było
                  starannie wybierać.

                  Oj, to to to. Starość. Wiem coś o tym. W zeszłym roku, z powodu licznych
                  dolegliwości kręgosłupa i okolic, ledwo dałem radę wystać na Massive Attack i
                  Chemical Brothers.
            • aimarek Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 19:31
              glebogryzarka1 napisał:

              > nieee, to Madness i Q-Tip (ten drugi to było jakieś cholerne i
              > zupełnie obiektywne 10/10 pod każdym względem) DALI CZADU.

              No ja w przypływie emocji miałem wysyłać Ci sms-y spod World Stage, że Q-Tip
              masakra i najlepszy koncert open'era, a dopiero potem dowiedziałem się, że też
              jesteś w Gdyni. Czemu Cię nie spotkałem pod sceną? Przejesz widownia tego
              koncertu to było ile... ze 100 osób? Może trochę przesadzam, ale wciąż, był to
              bodaj najsłabszy frekwencyjnie koncert jaki widziałem w ciągu 3 odwiedzonych
              openerów. Jakościowo natomiast - okolice pierwszej piątki.

              Pragnę przy tej okazji wyrazić pogardę dla mojej ekipy, która solidarnie, JAK
              JEDEN MĄŻ, olała ten doskonały występ. Patrzę też na Ciebie, KUBASO, który
              wolałeś się wysikać i stać w kolejce po piwo (dobrze, że chociaż jedno
              przyniosłeś dla mnie), a potem zająć miejsce na M83 (na godzinę przed
              rozpoczęciem koncertu :| )

              Madness niestety nie widziałem.

              Muzycznie ten open'er dla mnie do zapomnienia. Właściwie tylko Q-Tip ratował
              poziom i powiedzmy, że Basement Jaxx, którzy jednak też trochę mnie zawiedli.

              M83 - spoko, ale zarazem ziewy.

              Duffy - podobnie.

              Moby - uderzyło mnie w sumie jak bardzo jego muzyka została antycypowana przez
              kawałki mojego kumpla robione dla zabawy w 5 minut programem Music na
              Playstation w okolicach drugiej klasy liceum. Takie coś że "tu damy bicik, tu
              damy gitarke, tu zagwiżdżemy". Raz było Z WYKOPEM, raz NASTROJOWO, DO TAŃCA I
              RÓŻAŃCA. Rzygi w sumie, choć zapewne było na tym openerze co najmniej kilka
              nudniejszych koncertów.

              Reszta to mi już tak jakoś zupełnie zlała się w plamę jednorodną, ale nie
              widziałem niedzieli. Może cuś straciłem?

              Aha, o co chodziło, że na koncercie Crystal Castles jakieś takie wrzaski były?
              Nie mogłem się dopchać, więc nie wiem co tam się działo. Jakiś performance z
              przemocą?
              • glebogryzarka1 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 19:41
                > No ja w przypływie emocji miałem wysyłać Ci sms-y spod World
                > Stage, że Q-Tip masakra i najlepszy koncert open'era, a dopiero
                > potem dowiedziałem się, że też jesteś w Gdyni. Czemu Cię nie
                > spotkałem pod sceną? Przejesz widownia tego koncertu to było
                > ile... ze 100 osób?

                dlatego mnie nie spotkałeś, że byłem daleko od sceny, gdyż po
                przestanym w pierwszym rzędzie koncercie Madness czułem się nieco
                SFLACZAŁY. i z perspektywy straży tylnej to na pewno nie było 100
                osób, 1100 prędzej, nie odczułem frekwencyjnej porażki zupełnie,
                dopiero na wysokości budy akustyka dało się potańczyć bez
                wpierdalania ludziom łokci w nietykalność cielesną. sam koncert
                chwilami podróż w czasie, nie dlatego, że najstarszy track miał 19
                lat, bo dalej, w lata 70. jakby ktoś mnie spytał, co jest fajnego w
                CZARNEJ MUZYCE, to bym mu kazał ten koncert obejrzeć, bo zamykał i
                definiował pojęcie jak żaden inny z tych które widziałem.
                i Q-basa też był, nie no kurwa panowie, to jest skandal trochę że !
                ja! o tym nie wiedziałem :)
                • aimarek Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 09.07.09, 18:30
                  glebogryzarka1 napisał:

                  > dlatego mnie nie spotkałeś, że byłem daleko od sceny, gdyż po
                  > przestanym w pierwszym rzędzie koncercie Madness czułem się nieco
                  > SFLACZAŁY. i z perspektywy straży tylnej to na pewno nie było 100
                  > osób, 1100 prędzej, nie odczułem frekwencyjnej porażki zupełnie,
                  > dopiero na wysokości budy akustyka dało się potańczyć bez
                  > wpierdalania ludziom łokci w nietykalność cielesną.

                  Chyba inaczej to wyglądało po lewej, a inaczej po prawej stronie od barierki. Po
                  prawej stronie serio bardzo mało ludzi - stałem sobie 3 metry od pierwszego
                  rzędu i było bardzo pusto. Jak Q-Tip zaczął się przechadzać środkiem, to mógłbym
                  bez problemu podejść żeby uścisnąć mu pałke.

                  > i Q-basa też był, nie no kurwa panowie, to jest skandal trochę że !
                  > ja! o tym nie wiedziałem :)

                  Ja myślałem, że Cię nie ma, bo zdawało mi się że tak kiedyś pisałeś na forum, że
                  się nie wybierasz na openera. A do Cze nie miałem numeru. No w każdym razie
                  głupio wyszło.
      • frank_76 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 22:16
        Jednakowoż uważam, że Moby wypadł bardzo OK. Nie mówiąc o tej pani z afro na
        głowie, co mu tam nomen omen czarną robotę odwalała. Była wspaniała,
        ultraseksowna, nadsłodka. I dalibóg nie wiem kiedy ostatnio słyszałem tak tłustą
        linię basową, jak podczas 'It's Raining Again'. Zajebiście katarktyczne to było.

        W ogóle to Pan Kapsa z CNS (dawniej CNQ) miał koszulkę The Beatles. Ja zresztą
        też, ale inną, fajniejszą! Prawie przypadkiem na nich trafiłem: szukając
        bankomatu przechodzę i słyszę: "A teraz będzie "Słuchaj, Kurwo"". To sobie
        blachę strzeliłem w czoło: "No przecież szubińskie chłopaki!". No to skręciłem i
        zaszedłem. Tylko końcówkę widziałem, ale i tak bardzo w porządku, bisy gromko
        wywoływane, szał.
        Ja ich widziałem w ostatnim roku już ze dwa razy chyba, więc tylko dlatego nie
        byli na liście priorytetowej.

        Co do Faith No More to nie mam pytań w ogóle. Generalnie to chciałbym być
        Majkiem Pattonem i rwać lachony na monciaku. Ktoś spisał setlistę może?

        Wiem, że piszę o lamerskich kapelach, ale plusa daję też Placebo. Ja to ich z
        zasady nie lubię: 2 lata temu jak mnie kumpel (ówcześnie szef mój, więc wyboru
        nie miałem) wyciągnął na Torwar, to żem siedział dwie godziny i rzygał se po
        butach. A wczoraj całkiem zgrabnie wycinali, jakoś tak dojrzeli trochę chyba
        muzycznie i rockowo: także całkiem rasowo było moim zdaniem. I nawet molkowe
        kozojęczenie tak nie męczyło.

        Prodiż atoli moim zdaniem z dupy strasznie. Tam wszystko z tych puszek leci i
        doprawdy nie kumam, o co tyle hałasu. Taki np. klasyczny wszak już "Breathe"
        zabrzmiał jak ze starego Rubina mojej babci. Darcia masę i skakania, ale drive'u
        to już nie ma.

        Najważniejsze jednak, że byłem tam znowu ze znakomitą ekipą. "Kadry decydują o
        wszystkim" jak to powiedział Lennon. Piękny weekend, rybki w Rewie, dojrzałe
        piersi dziewcząt i schłodzony Specjal. Czego więcej trzeba?
        • hennessy.williams Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 06.07.09, 22:44
          frank_76 napisał:

          > Co do Faith No More to nie mam pytań w ogóle. Generalnie to chciałbym być
          > Majkiem Pattonem i rwać lachony na monciaku. Ktoś spisał setlistę może?

          Prosz:
          01 Reunited
          02 Land of Sunshine
          03 Caffeine
          04 Evidence
          05 Surprise! You're Dead!
          06 Last Cup of Sorrow
          07 Cuckoo for Caca
          08 Easy
          09 Ashes to Ashes
          10 Midlife Crisis
          11 I Started a Joke
          12 The Gentle Art of Making Enemies
          13 King for a Day
          14 Be Aggressive
          15 Epic
          16 Just a Man

          Encore 1:
          17 Chariots of Fire/Stripsearch
          18 We Care a Lot

          Encore 2:
          19 This Guy's in Love With You
          20 Digging the Grave

          Butleg będzie jeszcze dziś, ale ostrzegam, że jest to mój najgorszy butleg w historii.
                • teddy4 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 07.07.09, 00:33
                  FNM - znakomicie brzmiąca sekcja, trochę gorzej nagłośniony Patton i kiepsko
                  zrealizowany dźwięk gitary i klawisza. W ogóle większość koncertów na
                  "mejnstejdżu" kiepsko nagłośniona. Miejscami moc się traciła i właśnie przy FNM
                  to najbardziej było słychać.
                  Jazzanova - genialnie zagrane, zaśpiewane i nagłośnione. Szkoda, że tak mało
                  osób mogło się o tym przekonać.
                  Kings Of Leon - beznadziejny dobór utworów na początku. I w ogóle nie rozumiem
                  popularności tego zespołu. Fajny przester na basie i to wszystko.
                  Gossip - muzyka obuwnicza (bo na jedno kopyto). Ale panna jest zjawiskiem.
                  Moby - nie oceniam występów, gdzie 80 procent jest z playbacku. Na Stegnach w
                  2003 roku na żywca leciało więcej.
                  Prodigy - panowie wokaliści (?) posiadają kompetencję pt. "Skakanie po scenie".
                  Perkusja nie była omikrofonowana. Czy coś w ogóle leciało na żywo?
                  White Lies - blisko płyty "Sons and fascination" Simple Minds, czyli dla mnie
                  akurat dobrze. Nawet nie przeszkadzało, że wokalista "daje po sąsiadach". W
                  sumie lepiej niż Editors na głównej rok temu.
                  Speed Caravan - tu naprawdę opadła mi szczęka. W ogóle koncerty na world stage
                  miały najlepsze nagłośnienie w tym roku.
                  Maria Peszek - typowo polska specjalność. Coś z rzekomymi ambicjami
                  intelektualnymi i artystycznymi. Sceniczny i muzyczny dramat. Okrutni
                  organizatorzy wiedzieli co robią, dając potem Beth Ditto:)
                  Wiolonczele z Miasta - całkiem dobra i nowatorska muza. Dla mnie największym
                  odkryciem było to, że sekcję tworzą kolesie z legendarnego Plemnika:)
                  Izrael - czyżby zatrudnienie Janka Pęczaka było próbą pozyskania targetu
                  T.Love?:))) Serio - bardzo dobry, energetyczny koncert.
                  • nefil Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 08.07.09, 07:55
                    cze67 napisał:

                    > Kolejne doniesienia, coraz bardziej zatrważające
                    > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6797714,Powrot_z_Open_era_jak_z_koszmarnego_snu__WIDEO_.html

                    Smutne... Niestety, z roku na rok coraz gorzej. Poziom chamstwa rosnie wprost
                    proporcjonalnie do liczby uczestnikow i lanserow.
        • cze67 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 07.07.09, 15:24
          > W ogóle to Pan Kapsa z CNS (dawniej CNQ) miał koszulkę The
          Beatles. Ja zresztą też, ale inną, fajniejszą! Prawie przypadkiem na
          nich trafiłem: szukając bankomatu przechodzę i słyszę: "A teraz
          będzie "Słuchaj, Kurwo"".

          Ten numer jest świetny. Żałuję, że nie uczestniczyłem w koncercie
          CNS. Widziałem ich już dwa razy i chętnie bym to uczynił raz trzeci.
          A jeszcze ta koszulka z CZWÓRKĄ Z LIVERPOOLU...
          • akukuuuumarek Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 07.07.09, 17:08
            Dzień dobry.Witam wszystkich na tym forum.
            Openera traktuję jako imprezę o wymiarze kulturalnym,
            społecznym, socjologicznym i muzycznym. Naprawdę miło
            popatrzeć na inteligentne twarze mlodych ludzi doskonale się
            bawiących,otwartych na różne tematy.O muzyce nie będę tu pisał.
            Wczoraj wieczorem wróciłem z rodziną po całym dniu podróży z Gdyni.
            Do 23.15 czekałem na reportaż w TVP 2 z Openera.
            Prowadząca Katarzyna Kasia Burzyńska. To jakieś totalne
            nieporozumienie, intelektualana masakra, to Jola Rutowicz
            dziennikarstwa muzycznego. Infantylne teksty i zachowanie
            w stosunku do wykonawców, składanie autografów przez muzyków grupy
            Pendulum na wewnętrzne stronie ud.Kto i wg jakich kryteriów
            przyjął ją do pracy w TVP .Prezentowała się jakby staże z zajęć
            miała w redakcji gazety dla nastolatek/o ile ma jakiekolwiek
            wykształcenie/. Koszmar .
            • carmody Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 07.07.09, 18:18
              > Prowadząca Katarzyna Kasia Burzyńska. To jakieś totalne
              > nieporozumienie, intelektualana masakra, to Jola Rutowicz
              > dziennikarstwa muzycznego.

              Do TVP przeszła z MTV:)

              No, ale to taka formuła. Że niby młodzież zwariowana. Jakbym grał w Pendulum to
              też bym jej się podpisał na wewnętrznej stronie ud.
              • asiula_2008 Re: Opener 2009 - im więcej tym lepiej? 08.07.09, 00:17
                Faith No More - no, taki powrót po latach to jest coś. I muzyka, i
                emocje, i kontakt ze słuchaczami... Bomba. No i werbalno-
                pantomimiczny dialog Pattona z publicznością:
                MP - Who is seeing us for the first time?
                P [prawie wszystkie ręce w górze]
                MP - Who have seen us before?
                P [około pięćdziesięciu rąk]
                MP - God, we thought, we were popular...

                Gossip - cudo absolutne i cud prawdziwy, zachwyciłam się. Poza
                muzyką dla mnie ważny fakt: wreszcie wokalistka, która nie tylko
                gada, że scena to nie wybieg dla modelek, ale potwierdza swoje słowa
                czynem... I ważąc tyle, ile waży, występuje w obcisłym skąpym
                wdzianku - bo pracuje przecież głosem, a nie ciałem, więc skoro ma
                ochotę tak się ubrać i wyeksponować kilogramy, to czemu nie? Nie za
                sylwetkę wszak bierze pieniądze. Bardzo bardzo na plus. (I nie piszę
                tego z zazdrości do "modelek" - objętościowo sama mieszczę się w tej
                kategorii z racji kosmicznego metabolizmu - tylko z autentycznego
                przekonania.)

                Santigold - bardzo pozytywnie i dla mnie zaskakuąco. Nie mój klimat
                zupełnie; poszłam z ciekawości i z przyjemnością zostałam do końca.
                Taka rozrywkowa muza z fajnym zadziorem, bardzo sprawna, a nie mdła.

                Poza tym: kolejny raz brawa za gastronomię. Szczególne vegavani
                (kofta i ryż z warzywami i orzechami) oraz stanowisko makaronowe (ja
                jadłam ze szpinakiem, mniem).

                Za to jeśli chodzi o gazetkę festiwalową... Dlaczego poświecano w
                niej tyle miejsca na opisywanie ciuchów, w których ludzie chodzą na
                koncerty? Masa miejsca poszła na opisy deseni, faktur, tkanin...
                Kogoś to w ogóle obchodzi (poza autorami artykułów)? Ale może
                własnie tu przemawia przeze mnie zazdrość, gdzież mi w trampkach,
                dżinsach, koszulce i bluzie, do tego bez makijażu (temperatura
                jakieś 24 stopnie Celsjusza), mierzyć się z tymi szarawarami,
                klapkami na szpilce, vintage'em i czort jeden wie z czym jeszcze...

                Podsumowując: muzyka git, jedzenie spoko. Mi wystarczy.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka