no to sobie powsominajmy...:)

23.07.12, 21:04
nasze najmłodsze lata...
gry i zabawy na podwórzu z kolegami, kolezankami...
fajnie było, nie to co teraz przy komputerzetongue_out
dwa ognie
podchody
gra w gumę itd.
jak to było u Was?
    • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 21:09
      beztrosko przede wszystkim, z poczuciem bezpieczeństwa.
      czasem gorzej się zjadło i gorzej ubrało ale to nie było ważne.
      • zetka50 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 21:22
        tak jak piszesz, ubiór nie był ważny, nikt na to nie zwracał uwagi, a co do jedzenia, co smakowało to sie jadło, a czasem owoce niedojrzałe z działki sąsiada big_grin
        • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 21:34
          papierówki kwaśne i kosztele i nadziewane czereśnie smile
          • zetka50 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 21:41
            tak, niedojrzałe owoce, ale jak nam smakowały?! smile
            • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 21:44
              wyśmienicie
              już teraz nie wiem czy sa takie prawdziwe kosztele,malinówki
              mój smak pozostał w dzieciństwie smile
              • wirujacypunkt Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 22:17
                Papierówki na pierwszym miejscu, gra w klasy, skakanka i zabawa w policjantów i złodziei, pomidora i głuchy telefon, a przebieranie się ciuchy mamy, jak rodzice wyszli z domu i jeszcze zabawa w teatr.Odrygawnie niektórych scen z przeczytanych książek.
                Przed Bożym Nardzeniem wlasneręcznie robione łancuchy i ozdoby na choinkę.
                Pamiętacie ?
                • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 22:22
                  tak i te wspomnienia są coraz cenniejsze smile
                  jazda wozem konnym zaprzężonym w dwa kasztanki
                  teraz byłam na wsi niedawno to ani krowy,ani konia nie uświadczysz smile
                  • zetka50 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 22:29
                    i my mamy co wspominać, a nasze dzieci już- nie sad
                    na wioskach to kiedyś każdy miał jakieś zwierzę, czy to kozy, konie, króliki...
                    ciekawe czasy smile
                    • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 22:37
                      drewniane domy,kryte słomianą strzechą,płoty a przy nich malwy,ślazy,rumianki.
                • zetka50 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 22:23
                  łańcuchy robiłam po papierkach, sreberkach po cukierkach; zawinięte, zrulowane i nawinięte na sznurek smile
                  • wirujacypunkt Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 23:00
                    Z wakacji przywoziliśmy kilka garści słomy, w sklepie była kupowana cienka bibułka.
                    Slomę cieliśmy na równe kawalki, około 3 cm, bibuła była cięta na kwadraty i zaginana tak, że powstawała harmonijka, która była składana na krzyż i tak między skrzyżowaną bibulkę nawlekana byla słomka i tak na przemian, aż powstawał łancuch.
                    Z wydmuszek i kolorowego papieru robiliśmy pajacyki, orzechy malowaliśmy srebrzanką.
                    A ten żywy ogień ze świeczek, nie był wprawdzie bezpieczny, ale dawał tyle uroku i ciepła.
                    Boże, jak cudne sa wspomnienia i teraz patrząc z perspektywy czasu wcale mi nie żal, że nie było wówczas tych wszystkich cudów techniki.
                    Dom był miejscem w ktorym siadało się przy dużym stole ustawionym na środku pokoju, a nad stołem żyrandol i my siedzący przy stole, rozgadani, rozesmianie.
                    Nikt nie mówił ''mamo ja się nudzę"
                    • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 23.07.12, 23:08
                      tak się ciepło zrobiło na sercu smile))
                      • lvova Re: no to sobie powsominajmy...:) 24.07.12, 14:02
                        Oj dużo tego było,wszystko co możliwe latem i wszystko co możliwe zimą,łatwiej komuś spytać mnie o coś konkretnego niż mi wymienić to co robiliśmy,jeśli się mieszka w miejscu z którego do rzeki jest 100m do lasu 150m to w co się można bawić? Krótko,zimą od jazdy na nartach,gry w hokeja po sanki,grę w piłke na śniegu,a latem od pływania,gry w piłkę po rower i puszczanie latawca,tenis,strzelanie z łuku,gry w palanta,badmintona,kajaki i Czort wie jeszcze co smile
                        • skuter44 Re: no to sobie powsominajmy...:) 24.07.12, 17:27
                          To raczej zwierzenia o życiu młodego pokolenia w PRL.
                          Tylko hasłowo, bo to było w zamierzchłych czasach:
                          - zabita dechami wieś kolo Opola Lubelskiego,
                          - 7 lat, kino objazdowe przyjechało : w malej izbie , przy lampie naftowej, projektor kręcony korbą, obok patefon z pieśnią religiną, pierwszy film - Droga Krzyżowa.
                          - 6 lat i do szkoły, w baraku przywiezionym z Oświęcimia, nauka w jednej salce, na zmiany, bardzo zimno na lekcjach, kary - klęczenie na ziarnach gryki z podniesionymi rękoma, łapy, bicie linijką. Mnie nie dotyczyły.
                          - 8 lat wyjazd z rodziną na Zachód (faktycznie na wredne zimne i mokre Mazury- koło Węgorzewa), jazda 18 dni w wagonie towarowym, rodzice, brat 4-ro miesięczny, koń, krowa, kury, świnie. Przez Białystok, Ełk, Ketrzyn. Postoje kilkudniowe - wycieczka na Pradze - w pamięci pomnik (teraz wiem) "czterech śpiących".
                          - przyjazd do zrujnowanego gospodarstwa (ziemi powyżej 20 ha+4 ha łąki + skolko ugodno odłogów. 8 lat męczarni rodziców i powrót na Lubelszczyznę z utraconym zdrowiem. Dla dzieci - jazda na nartach zrobionych przez ojca z desek brzozowych, nagonki na polowaniach, kłusowanie z kolega,jazdy konne, wokół wilki, surowy klimat, niewybuchy, praca dzieci w PGR-ach p- we wrześniu jeszcze żniwa a w listopadzie wykopki .
                          - 8 - 10 lat szkoła 4 km w Wiązkach, uczniowie wyrośnięci po 18 lat - potrafili bić co jakiś czas młodego nauczyciela, ja przy nich "wróbelek", podróż biegiem za nimi lub na rowerze-hulajnodze (rama,kierownica i kółka żelazne od młocarni) stawało sie na widełkach jedną nogą a podpychało drugą. Sąsiedzi co kilometr - Ukraińcy, Wilniaki, Łotysz i z Lubelskiego. Społeczność bardzo zintegrowana. Obok przy lesie tradycyjne obozowiska wędrujących Cyganów. Pogoda - najgorsza w kraaju, tragiczna dla rolników - opady, ostra długa zima.
                          - 11 -13 lat szkoła 7 km w Węgorzewie, dojazd rowerem w lecie, w zimie stancja u portiera w budynku Banku Rolnego, na kanałem (teraz PKO BP) i przy Zamku. Piękne kilka lat. Walki na kamienie na cmentarzu z Niemcami (dziećmi autochtonów) my - Polacy, Ukraińcy. Świetni nauczyciele jez. polskiego i rosyjskiego. Wagary na jeż Święcajty,3 miesiące w 7 klasie, skończyły się trójkami na świadectwie (w 6 klasie - same piątki),
                          13-17 lat - młode lata w Bydgoszczy - stancja u ciotki, nauka na II zmianie w Tech.Statystycznym, ciasnota, spanie na jednej kozetce z chorym na gruźlicę wujkiem, moja gruźlica od 15 -22 roku życia. Znowu świetne lata - przygody turysty w szkolnym PTTK (rajdy po całej Polsce), koncerty szkolne muzyki klasycznej, świetni nauczyciele - wzorce osobowe - do dziś . Odejście od katolicyzmu - pod wpływem nauczyciela wychowawcy ( wykształconego młodego partyzanta, materialisty) i kolegów z rodzin ateistów.
                          Potem było lepiej - praca w GS "SCH" , 4 lata awansów, w 21 roku - praca w zawodzie statystyka, na kierowniczym już stanowisku " w powiecie"..... i t d. Ale ten ostatni fragment życia był ponad pół wieku temu. Długie życie zawodowe wypacza charakter człowieka. Było minęło.
                          Zanudziłem. Ale chyba nikt tych długich wspomnień nie przeczytał.
                          • darima_ka Re: no to sobie powsominajmy...:) 24.07.12, 18:44
                            Skuterze ja przeczytałam i....ciarki mnie przeszły.
                            Pięknie to opisałeś,moje pokolenie takich tragicznych wspomnień
                            na szczęście nie ma.
                            Cóż wobec tego ja mogę napisać?
                            Moje dzieciństwo to jedna wielka zabawa ,beztroska.
                          • lidka449 Re: no to sobie powsominajmy...:) 24.07.12, 22:57
                            drogi człowieka są pokrętne,
                            jeden ma wszystko na wyciągnięcie ręki,drugi musi się starać
                            by coś w życiu osiągnąć
                            i jeśli kosztowało go to wiele trudu i wysiłku bardziej wszystko
                            docenia - takie proste myślenie kobiety,która też niejedna górkę
                            przeszła i teraz na wszystko biorę poprawkę
                            i nie mam monopolu na rację,słucham ludzi ot tak po prostu smile
                • natla Re: no to sobie powsominajmy...:) 26.07.12, 18:00
                  Punkciku, już mi się zaczyna wydawać, żeś moją bliźniaczką wink, no może poza papierówkami.
                  Najlepszą zabawą były przebieranki. Szafy domowe i przyjacielskie należały do nas......czyli od 2 do w porywach 5 małolatów płci obojga. Królewny, królowie, baby jagi itp. Ale najlepszą przebierankę przeżyłam w wieku mniej więcej 20 lat. Odbyła się w moje urodziny. Mama pojechała do wód, a Tata bawił się z nami. Było około 20 osób. W "starym mieszkaniu" był korytarz 10-metrowy, w którym stały tylko szafy. Raj dosłownie. Podziwiałam wtedy mojego Ojca, który szalał pomysłowością jak my, duuuuużo młodsi. To były jedne z najpiękniejszych urodzin w moim życiu. Śmiech, anegdoty, odgrywane scenki - pastisze na różnych takich. No rewelka. Najlepsze były oczywiście same przebieranki, kopanie w szafach i odkrycia cudnych Mamy balowych kreacji.
                  A ozdoby choinkowe, to był mus wprowadzony przez Babcię i chyba nigdy tego specjalnie nie lubiłam. Na szczęście powoli zaczęły sie pokazywać gotowce, na które się rzucałam pomna tego, co mnie może znowu czekać. Dorośli, acz niechętnie, to jednak powoli kapitulowali big_grin
    • darima_ka Re: no to sobie powsominajmy...:) 24.07.12, 18:49
      Jestem pokolenie któremu notorycznie brak czasu
      na wspomnienia,ale swoje dzieciństwo i lata szkolne
      czasem z koleżankami/kolegami wspominamy przy okazji
      spotkań klasowych.
      Boszszsze co to były za beztroskie lata ,to se ne wratii big_grin
Pełna wersja