maria88
01.08.12, 22:40
W szkole l.50te podłogę z desek pociągano ropą. Była czarna i śmierdząca.
Szczególnie gdy przychodziło się w poniedziałek do szkoły a zapach nie wywietrzał.
Nosiłam faruszek z falbankami trudno mi jest go tu opisać . O, taki nosza chyba dziewczynki
w Ukrainie. Pod spodem biała bluzka i czarna spódniczka. Nosiłam warkocze więc
obowiązkowo 2 kokardy białe lub granatowe. Te dziewczynki, które miały włosy
krótkie miały upiętego na górze pośrodku głowy tzw." loka". Dzieci nosiły
skarpetki lub pończochy w prążki. Wszystko z naturalnej bawełny.
Do fartuszka przypieta musiała byc tarcza. Pamietam też,że miałam plastikowy
sztywny grantowy tornister. Mimo,że były to lata powojenne pamietam,że
wszystkie dzieci musiały być jednakowo ubrane.
Rano naukę rozpoczynał apel z hymnem o Stalinie ze słowami ktore nie w zupełności pamietam
...wzbił sie orzeł z grani wysokiej
wzbił sie spod wysokich gór
nie zawrócą skrzydeł szerokich
wichry ani zwały chmur...
Na podniebnych szczytach.....
..tu nie pamietam....
między nami słowo Stalina
jego wola pośród nas.....
Z podstawówki pamietam obowiązkowe picie tranu.
Każdy musiał mieć z sobą łyzkę, chleb i sól.