Dodaj do ulubionych

Trudna decyzja i odmienne zdania

28.11.11, 20:10
Niedawno dowiedziałam się, że jestem dopiero w szóstym tygodniu ciąży. Owszem mam już swój wiek, dalej - mam już dwójkę dorosłych dzieci. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się ciąży w tym wieku. W zasadzie można przyznać, że nie wzięłam tego kompletnie pod uwagę. Ale jestem pewna istnienia ciąży. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Powiedziałam o wszystkim mężowi - i tutaj się zaczyna cały problem. On uważa, że powinnam ciąże usunąć. Że teraz, kiedy już mamy dwójkę dorosłych dzieci nie ma sensu zakopywać się od nowa w pieluchach. Sam mówi, że zdaje sobie sprawę że lekceważyliśmy zabezpieczenie, ,,bo wiek'', ale że teraz to musimy jakoś załatwić. Oprócz w/w powodów mówi, że przeciwko ciąży przemawia także mój i jego wiek (jest sporo ode mnie starszy - mój w takim sensie, że istnieje większego ryzyko urodzenia dziecka niepełnosprawnego. I ogólnie nasz wiek - że bardziej będziemy pasowali do bycia dziadkami, niż rodzicami. Myślę, że finanse raczej nie są problemem, bo oboje pracujemy i wiedzie się nam naprawdę nieźle. Ja przyznam, że nie chce usuwać. Co prawda to tez jest dla mnie szok, w życiu nie spodziewałabym się, że mogę jeszcze zajść w ciąże. Wiem, mam świadomość, że dziecko może się urodzić chore. Ale wierzę, że potoczy się to inaczej. Może to naiwne myślenie, sama nie wiem. Mąż cały czas podtrzymuje swoje zdanie i mówi, żebym jak najszybciej znalazła lekarza, póki to jest jeszcze embrion. Ja już sama nie wiem, co robić. Trudne sa takie sprawy.
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 28.11.11, 20:42
      może zacznę od końca.

      Co to jest embrion? Czy to gatunek żaby? A moze krokodyla?
      zarodek, embrion, płód, noworodek, niemowlę, małe dziecko, dziecko, dorosły, starzec - przeciez to tylko nazwy różnych etapów w życiu. Ale ciagle jest to człowiek. Od początku do końca. W twoim wypadku po prostu bardzo maleńki.

      co do ryzyka chorego dziecka. Ono jest zawsze. Mam znajomą, która urodziła dziecko z ZD w wieku 22 lat, który jest podobno najlepszym wiekiem na dzieci. To tylko statystyka. Masz ogromną szansę na urodzenie zdrowego dziecka.

      To dobrze, że chcesz go urodzić. Bo ono już jest. To nie decyzja: czy mieć jeszcze jedno dziecko? ale decyzja: czy pozwolić żyć swojemu 3-ciemu dziecku. Mówiąc brutalnie: to dziecko już jest i moze być tylko żywe lub nie.

      Pozostaje problem męża. Może zacznij od tego, że nie moze namawiać cię do zabicia waszego dziecka. Choćby dlatego, ze ew aborcja obciaży głównie ciebie. Możesz jako kontrargumet podać ryzyko abrocji dla ciebie (nie jest taka obojętna dla zdrowia). ALe najważniejsze to dostrzec i uwidocznić pozytywy. Dziecko to dar. Wam został dany, mimo poważnego wieku. Jest w tym jakiś cel. Jak tówj mąż taki jest biegły w statystykach, to może przytocz te, które mówią, ze te późne dzieci są przez rodziców postrzegane jako coś wspaniałego. Najczęściej rozpieszczane prawie jak wnuki wink A poza tym sprawiajacy rodzicom ogromną radość.

      Nie daj się zmanipulować. Daj sobie czas. I poproś meża, by też nie naciskał. Aborcja to z zasady niedobry pomysł. Ale dokonana pod wpływem kogoś drugiego jest wyborem fatalnym.
    • lina_ewe Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 28.11.11, 22:03
      Mam 43 lata i za tydzien moja coreczka bedzie swietowac roczek. Jest sliczna, zdrowa, i uwielbiana przez starsze rodzenstwo ...
      Przezywam macierzynstwo po raz 4, ale tak na prawde po raz pierwszy sprawia mi az tyle radosci. No i oczywiscie czuje sie duuuuuzo mlodsza.

      Zas co do prawdopodobienstw ...
      Dla ok. 42 letniej kobiety, ktora rodzi kolejne dziecko przwdopodobienstwo urodzenia dziecka z zespolem Downa lub podobnymi zaburzeniami jest ok. 1.5%, czyli na kazde 200 kobiet rodzacych w tym wieku 3 urodza dziecko chore. To naprawde niewiele...
      Mniej znany jest fakt, ze starsze matki czesciej rodza dzieci bardzo zdolne.
      Tak wiec, prawdopodobienstwo, ze urodzisz geniusza jest znacznie wieksze niz to, ze urodzisz dziecko uposledzone.

      I tak, jak juz zostalo wielokrotnie powiedziane, to dziecko juz jest. Jest pelnym czlowiekiem. Kompletnie bezbronnym i zdanym na Twoja laske i nielaske. Moja polozna tlumaczyla mi kiedys, dlaczego w poblizu matki wrzeszczacy nowododek sie uspokaja: "On instynktownie wyczuwa obecnosc matki po zapachu. A matce ufa, bo obecnosc matki zwieksza jego szanse na przezycie."
      Prosze, nie zawiedz tego zaufania...


      • nikt.ciekawy Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 28.11.11, 22:36
        nie rób tego, zaufaj tym wszystkim dziewczynom(w tym mnie)które to zrobiły i żałują bardzo. Przeżywają naprawdę straszną pustkę, rozpacz i ogromne poczucie winy. Jeśli urodzisz mąż to zaakceptuje a dziecko z pewnością bardzo pokocha. Jeśli usuniesz to zobaczysz że mężowi nie wybaczysz nigdy..sobie podejrzewam też nie.To już zawsze będzie w was.
      • cowell4 Re: no jak nie wiesz, jak wiesz :) 29.11.11, 17:30
        Owszem. Ja chcę urodzić. Nawet, mimo szoku, pogodziłam się z myślą ciąży. Ale mąż nadal nie chce tego zaakceptować. Dla niego w tym wieku powinniśmy myśleć o sobie, a nie o małych dzieciach. Zresztą, starsze dzieci, kiedy się o wszystkim dowiedziały, raczej poparły ojca, niż mnie. Ale one, jestem tego pewna, w końcu to przyjmą do wiadomości, nie są małymi dziećmi.
        Mąż też nie jest, a jednak. Nie przyjmuje do wiadomości moich zapewnień i argumentów.
          • cowell4 Re: ile masz lat? 29.11.11, 19:37
            Jestem już grubo po 40, więc obawy związane z wiekiem istnieją, i raczej nie da się temu zaprzeczyć. Jedynie można wierzyć, że się inaczej potoczy.
            • nati1011 Re: ile masz lat? 29.11.11, 20:11
              Ale to tylko STATYSTYCZNIE wiesze ryzyko.

              Wiek kobiety
              ciężarnej (lat) Ryzyko zespołu
              Downa u płodu
              25 1:946
              30 1:626
              35 1:249
              37 1:163
              39 1:89
              41 1:51
              43 1:29

              co oznacza, że kobieta 43-letnia ma 97% szans na urodzenie zdrowego dziecka. Badania w drugą stronę pokazują, ze w tym wieku - też statystycznie częściej - wzrasta szansa na urodzenie ..... geniusza

              Moja ciotka urodziła 2 dzieci po 40-tce. Obaj chłopcy są całkiem zdrowi. A jeden wybitnie zdolny.

              Powtarzam - to tylko statystyka. Nie ma sensu zamatrwiać się na zapas.
            • gemmasaka Re: ile masz lat? 29.11.11, 20:57
              Piszę chociaż pewnie i inne forumki Ci już napisały smile Nie rób tego, nieważne co mąż mówi. Teraz wydaję Ci się, że jego zdanie się liczy ale jak usuniesz dziecko, przestaniesz o nim myśleć, a właściwie zaczniesz mieć mu za złe, że Cię do tego zmusił.
              UWierz mi, że strata dziecka włąściwie nazwijmy to po imieniu usunięcie go jest czymś potwornym i ból który w Tobie siedzi jest większy niż może Ci się to wydawać.

              Jest też taka reklama może pokażesz ją mężowi. Przychodzi kobieta do kliniki i mówi, że musi usunąć ciąże, ponieważ ma już jedno dziecko i nie stać ją na utrzymanie kolejnego, lekarz odpowiada jej, w takim razie zabij to istniejące i pozwól urodzić się temu w Tobie.
              • nowako-wa Re: ile masz lat? 30.11.11, 22:38
                Ja mam prawie 40, mąż 48- chłopaki :18 i 26 lat, a nasza królewna-1,5 roczku i rozumiem Twoje obawy, bo mąż tylko chodzi i steka:" jak ja dam radę ją wychować " po czym idzie wyściskać , bo chłopaków w życiu tak nie kochał....
                Nigdy nie wiesz co Ci będzie pisane, nie wiesz kto pierwszy odejdzie z tego świata, po co to dziecko zsyła BÓG.... a może kiedyś to będzie największa podpora dla męża. Starsze dzieci pomogą....niemowle tak szybko wyrasta....
                Nie możesz wiedzieć jak potoczy się los z ciążą , ale poczytaj inne historie i pomyśl , czy dasz radę zyć ze świadomością ,że zabiłaś....
        • patrycja855 Re: no jak nie wiesz, jak wiesz :) 12.01.12, 22:20
          > Owszem. Ja chcę urodzić. Nawet, mimo szoku, pogodziłam się z myślą ciąży. Ale m
          > ąż nadal nie chce tego zaakceptować. Dla niego w tym wieku powinniśmy myśleć o
          > sobie, a nie o małych dzieciach. Zresztą, starsze dzieci, kiedy się o wszystkim
          > dowiedziały, raczej poparły ojca, niż mnie
          No bo jak urodzisz to ich też czekają konsekwencja powiększenia rodziny
          Jak zabijesz konsekwencje poniesiesz tylko ty no i zabite przez ciebie dziecko
    • bellagnos Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 01.12.11, 14:14
      Bardzo Ci współczuje bo stoisz między młotem a kowadłem. Ja gdy dowiedziałam się ze jestem w ciąży też tak ok 5 6 tydzień to serduszko biło, niesamowite wrażenie. Szczerze to nie sadzę, że usunięcie dobrze zrobi twojemu małżeństwu, tym bardziej, że tego nie chcesz. Prawo polskie i moralne stoi po Twojej stronie, nie można zabijać, od tak po prostu dla wygody i nie usprawiedliwia was to, że się nie spodziewaliście. Jeśli nie usuniesz to co się stanie, mąż odejdzie?? Zawsze może zmienić zdanie i wrócić, jeśli usuniesz już czasu nie cofniesz.
      Owszem opieka nad dzieckiem to wysiłek ale skoro was stać, można zatrudnić panią do pomocy, mleko można ściągać laktatorem, teraz jest wiele ułatwień których kiedyś nie było.
      moja ciocia też urodziła po 40 zdrową zdolną dziewczynkę, bała się, tym bardziej że im się nie przelewa .
      Życzę Ci siły , to dziecko ma tylko Ciebie broń go, bądź asertywna.
      • immer.sonne Cowell 04.12.11, 18:52
        Wejdz do nas na topik
        f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3517458

        Tu są dziewczyny starsze też od Ciebie smile

        Powiem Ci jedno-dzieci niesamowicie odmładzają i dają ogromną radość.Mam 38lat,19letnią córkę,32miesięcznego synka i 13dniową córeczkę.
        A mąż przeżyje..Mój tez przeżył,przy 2 ciąży był w szoku a przy 3 to już siedział w miarę cicho smile
        Pozdrawiam wszystkich
        • cowell4 Re: Cowell 04.12.11, 21:34
          Tylko że ja zbliżam się już, o dziwo, do 50. Dlatego to tym bardziej szok. I powoli sama zdaję sobie z tego sprawę. Na męża nie mam co liczyć. Powiedział, że jak urodzę, to mam sobie radzić sama. Córka, która ma roczne dziecko mówi, że nie spodziewała się czegoś takiego w moim wieku. I chyba mają rację.
          • lina_ewe Re: Cowell 04.12.11, 22:41
            spokojnie ...
            w rodzinie mojej kolezanki wszystkie siostry jej mamy rodzily co najmniej do 48 ... i urodzily zdrowe dzieci i starczylo im czasu, by je wychowac i wnuki wybawic ...

            ja, jak juz pisalam mam 43 i roczna corunie ...
            ja zawsze ciezko rodzilam (to u nas rodzinne), ale w czasie ostatniego porodu - pomimo, ze istnialo bezposrednie zagrozenie zycia - lekarze nie zdecydowali sie na usuniecie macicy, by nie odbierac mi mozliwosci posiadania nastepnych dzieci ....
            ludzie teraz zyja dluzej (nawet wiek emerytalny podnosza na calym swiecie), to i kobiety dluzej rodza dzieci ...
            jeszcze bedziesz dziekowac Bogu, ze Ci dal to dziecko :o)
          • bellagnos Re: Cowell 04.12.11, 23:28
            Nie dziwię się że czujesz strach, ale i wstyd, jednak one nie są dobrymi doradcami. A z facetami tak jest że z reguły po zobaczeniu dziecka rodzi się jakieś uczucie tacierzyńskie. Na pewno wchodzisz w wiek w którym robi się rewizje życia, takie podsumowanie i te złe wybory mogą się przypominać. Oby decyzja o aborcji nie zniszczyła Ci pokoju serca, może być tak ze to tylko próba dla was, że wcale tego dziecka nie donosisz ale konkretny krok by je wyeliminować z rodziny pozostanie w pamięci i wzorcu do naśladowania dla twoich dzieci. Pamiętaj życie jest ważniejsze od wstydu i od tego o ludzie powiedzą, bo czasy się zmieniają, podejście ludzi również a życie jest cudem, darem niezależnie od tego.
            • cowell4 Re: Cowell 05.12.11, 12:39
              Boże, kobiety, jak Wy jesteście wszystkie naiwne. Przepraszam, ale ile Wy macie lat? Jakie wy macie doświadczenie życiowe? Pomijam fakty syndromu poaborcyjnego, bo to zupełnie inna para kaloszy. Mam rozwalić rodzinę, odciąć od siebie dorosłe dzieci, tylko z powodu płodu? Naprawdę to takie nic, jak trzeba liczyć tylko na siebie? Jeżeli zostałabym sama, kto mi pomoże? Kto? Muszę pracować. Tak, wiem, że istnieją opiekunki. Ale obcej osoby nie chciałabym do opieki nad własnym dzieckiem. Co ja powiem takiemu dziecku w przyszłości, jak się o ojca zapyta? Nikt go nie chciał, bo się pojawiło wtedy, kiedy nie trzeba? Że starsze, dorosłe rodzeństwo nigdy go nie akceptowało? To będzie miłe dla takiego dziecka? Będzie miłe usłyszeć takie słowa? Nie sądzę. I co, dziesięcioletnie dziecko będzie miało mamę w babcinym wieku, w wieku 58 lat? A jak dziecko rzeczywiście urodzi się niepełnosprawne? Bo w urodzenie geniusza nie wierzę, a faktem jest, że z wiekiem ryzyko urodzenie niedorozwiniętego dziecka wzrasta.
              Wiem, że zmieniłam zdanie. Wiem, że może robię to trochę wbrew sobie. Ale nie każda kobieta ma męża, który zaakceptuje dziecko, nie patrząc na wiek. W moim wieku trzeba mysleć realnie i logicznie. Innego wyjścia nie ma.
              P.S. I nie interesuje mnie, że dziecko można oddać do adopcji/zostawić w szpitalu.
              • nati1011 Re: Cowell 05.12.11, 13:04
                tja, a rozwiązaniem wszystkich problemów jest zabicie dziecka. Oczywiśćie tego najmłodszego, bo to najłatwiej.




                Tak,
                > wiem, że istnieją opiekunki. Ale obcej osoby nie chciałabym do opieki nad własn
                > ym dzieckiem. Co ja powiem takiemu dziecku w przyszłości, jak się o ojca zapyta
                > ? Nikt go nie chciał, bo się pojawiło wtedy, kiedy nie trzeba? Że starsze, doro
                > słe rodzeństwo nigdy go nie akceptowało? To będzie miłe dla takiego dziecka? Bę
                > dzie miłe usłyszeć takie słowa? Nie sądzę. I co, dziesięcioletnie dziecko będzi
                > e miało mamę w babcinym wieku, w wieku 58 lat?

                Kobieto przeczytaj co sama napisałaś? Co mu powiesz? NIc mu nie powiesz, bo go po prostu spuścisz w toalecie. Zeby mu przykro nie było, że ma za starą mamusię.

                I ty się nas pytasz ile mamy lat? Oprzytomnij. Weź głęboki oddech. Bo zrobisz krzywdę i sobie i rodzinie. Taka jesteś pewna, ze jak zabijesz to maleństwo to wszyscy bedziecie zdrowi, bogaci i szczęśliwi? Jesteś pewna?
                • cowell4 Re: Cowell 05.12.11, 13:16
                  Ale jeżeli URODZIŁABYM, i zostałabym SAMA, to chyba coś bym mu musiała powiedzieć, nieprawdaż? Czy miałabym powiedzieć ironicznie, że zostało niepokalanie poczęte?
                  Ciekawe jest to, co piszesz... Tak, najłatwiej jest pozbyć się płodu. Bo go jeszcze nie widać. Bo jeszcze nie jest w pełni rozwinięty. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
                  Na pewno łatwiej, jak to napisałaś, spuścić płód w toalecie, niż zabić lub oddać do adopcji będące już na świecie dziecko.
                  Może Ty mogłabyś być sama. Bez nikogo. Tylko z dzieckiem. Ale nie każda kobieta chce tak żyć.
                  Co nie zmienia faktu, że takie decyzje i tak takie łatwe nie są.
                  • aniulka8503 Re: Cowell 05.12.11, 14:55
                    I masz 100% pewności, że mąż Cię zostawi? Twoje dzieci się od ciebie odwrócą? NIE! To co teraz gadają jest normalne...jesteś już babcią...niańczysz wnuka, wnuczkę...pomyśl sobie, że dbasz właśnie o swoje dziecko...
                    Ile my mamy lat...hmhm to może zapytam inaczej - dlaczego nie pomyślałaś o tym wcześniej? może ZANIM zaszłaś w ciążę?
                    Nawet jeśli zostałabyś bez męża - nie zostaniesz SAMA. A jeśli mąż by odszedł od ciebie - to ma obowiązek płacić alimenty na dziecko...dodam więcej, jeśli odszedłby tylko dlatego, że nie usunęłaś ciąży - rozwód z orzekaniem o winie jest tu jak najbardziej na miejscu...a wtedy twój jakże "dziecinny" mąż ma OBOWIĄZEK płacić alimenty również na CIEBIE!
                    Mnie obecnie zwolnili z pracy...i wiesz dlaczego? TYLKO DLATEGO, że jestem w ciąży...zbyt młodej bo nie 12 tygodniowej...i co? to jest powód by zabijać? NIE! bo pieniądz czy praca to jest rzecz nabyta...a miłość dziecka jest czymś, czego nie dostaniesz nigdy od nikogo...a skutki zabicia jak to mówicie "embrionu" są poważne...i będziesz z tym walczyć do końca życia...pomyśl, że za rok Twoje dzieci mogą powiedzieć tobie w oczy, że jesteś morderczynią...i co wtedy? wtedy te dorosłe dzieci również mogą się od ciebie odwrócić...przemyśl swoją decyzję...dopóki jeszcze nie jest za późno...
                    • aniulka8503 Re: Cowell 05.12.11, 15:05
                      Może nie, ale może będziesz budzić się w nocy z krzykami...odsuniesz od siebie wnuki bo nie będziesz mogła patrzeć na małe dzieci...staniesz się zgorzkniałą zrzędzącą staruszką, tylko dlatego że po czasie stwierdzisz, że podjęłaś ZŁĄ decyzję...i to bez możliwości naprawienia tego błędu...a jeśli za rok mąż się od ciebie odsunie, bo zrozumie, że mógłby właśnie teraz tulić swoje dzieciątko? albo ty od niego? bo znanych jest wiele przypadków, gdy to właśnie kobieta zaczyna nienawidzieć partnera czy męża i obwiniać go o swoje cierpienia... TAK WŁAŚNIE CHCESZ ŻYĆ? Skutki takich czynów bywają różne...i to co napisałam to nie jest czarny scenariusz...to jest coś, co sama przeżywałam przez kilka dobrych lat...coś, co mimo wszystko nadal wraca...i wiesz, czego pragnęłam najbardziej na świecie??? Otóż DZIECKA...
                  • iktoto Re: Cowell 05.12.11, 15:17
                    cowell, jeśli myślisz, że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, to mylisz sie bardzo. serce czuje, ono ma swoje oczy. nie potrzebuje tych oczu na głowie, żeby być świadomym np straty dziecka

                    Monika
              • iktoto Re: Cowell 05.12.11, 15:15
                piszesz, że nie chcesz rozwalić rodziny swoją decyzją o urodzeniu dziecka. tylko ja zastanawiam się, czy w tej chwili ta rodzina istnieje? jeśli mąż ma gdzieś to dziecko, jeśli córka zawiodła się na Tobie, bo zaszłaś w ciążę w taaaaakim wieku to czy to jest rodzina?? wg mnie jest to chore podejście tych osób, które myślą tylko o sobie w tym momencie. gdyby mi tak mąż i córka powiedzieli w takiej sytuacji jak Twoja to co Twoi Tobie, to oznaczałoby, że oni mnie tu zawodzą a nie ja ich. czy to nie jest zwykłe wygodnictwo?
    • cowell4 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 05.12.11, 15:32
      Ile Twoje dziecko ma lat? Najłatwiej krytykować obcych ludzi, to oczywiste. Tak się próbują dowartościować niektórzy ludzie. Się lepiej dzięki temu czują. Zobaczymy, co u Ciebie przyniesie przyszłość. Zresztą, ja się nie będę nikomu tłumaczyła, dlaczego tak a nie inaczej zachowują się moje dorosłe dzieci. Widocznie jestem beznadzieją matką. To po co mam rodzić kolejne dziecko? Skoro jestem tak ,,bezdennie głupia'', to będzie to dobre dla tego dziecka? Chyba nie. Zapewne nie chciałoby mieć głupiej matki, która wychowa rozwydrzonego bachora, bo inaczej nie umie.

      Zresztą, nie ma się co oszukiwać. Ja nadal chce tego dziecka. Ale tylko ja się ciesze. Nikt kompletnie. I to naprawdę nie jest nic miłego, jak się takie słowa od najbliższych osób słyszy.
      I pytania, ile jeszcze zamierzam odwlekać zabieg. Dla nich to takie łatwe, bo moja znajoma jest ginekologiem i sa pewni, że pomoże zlikwidować dziecko.
      • aniulka8503 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 05.12.11, 15:44
        Skoro przyznajesz rację swojej głupocie, to może właśnie masz szansę stać się wspaniałą matką...
        To co robi twoja rodzina to jest zwykła MANIPULACJA.
        TY CHCESZ tego dziecka i TO JEST NAJWAŻNIEJSZE.
        A chcesz się przekonać co zrobi rodzina...proszę...powiedz mężowi, żeby się już wyprowadził...oczywiście uświadom mu, że składasz pozew o rozwód z orzekaniem jego winy, ponieważ manipuluje cię do aborcji...i że w takiej sytuacji oczywiste jest, że będzie zobowiązany płacić alimenty na ciebie i na dziecko...myślisz, że się wyprowadzi? ja myślę, że nie...a jeśli to zrobi to się tym ciesz - JEDEN MANIPULANT MNIEJ!!!
        • nomya Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 05.12.11, 16:03
          Zgadzam się. Jakie to cholernie smutne kiedy bliscy -wydawałoby się- ludzie okazują się takimi bezwzględnymi manipulantami sad Mąż, który zrobił to dziecko, dzieci -nie wiedzieć czemu wpieprzają się matce w życie i straszą brakiem akceptacji dla swojego w końcu brata czy siostry uncertain Wychowałaś egoistów zapatrzonych tylko i wyłącznie w siebie, taka jest smutna prawda.
        • ela696 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 05.12.11, 16:12
          Jeżeli chodzi o Twoje dzieci te już dorosłe. Uważam, że nie powinni mieć prawa głosu w tej sprawie i nie powinni wiedzieć o ciąży dopóki nie podejmiesz decyzji decyzji.
          Niepotrzebnie obciążasz ich tą wiedzą i teraz gdybyś zdecydowała się na aborcje będą musieli z tą wiedzą żyć i czuć się współodpowiedzialni. Czy jesteś pewna że kiedyś nie powiedzą Ci że zabiłaś ich brata siostrę, że nie będą mieć Ci za złe?
          Jeżeli zdecydujesz się na dziecko jestem pewna, że wszystko się ułoży. Dzieci przestaną się bać i wstydzić. Mąż nie odejdzie bo niby gdzie miałby iść. Maluch wywróci trochę świat do góry nogami ale na pewno będzie waszym oczkiem w głowie. Poradzisz sobie. Jest wiele kobiet które zostały matkami takim wieku. Weź byka za rogi.
        • cowell4 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 05.12.11, 17:13
          On się nie wyprowadzić. Co innego miał na myśli. Urodzisz - ok, ale nie licz na moją pomoc.
          Taki typ człowieka. Ogólnie na co dzień jest między nami dobrze, normalnie żyjemy, o dziwo, z dziećmi też nie mieliśmy problemów. Ich zachowanie, ich i męża, jest dla mnie dlatego takim szokiem. Tzn. dorosły syn sie tym nie przejął, powiedział, że to nasze życie. Ale córka już inaczej. Dla niej to nie wiek na dziecko.
          • nati1011 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 05.12.11, 17:26
            cowell, faceci tak czasem mają. Skoro dotąd nie było źle, to tym bardziej jest szansa, ze sie jednak ułoży. Zobaczysz, ze jak urodzisz, to maluch będzie oczkiem w głowie. A cóka? Może liczyła, ze pomożesz jej przy dziecku? Moja ciotka - dalsza - rodzziłą najmłodsze dziecko gdy miała już 2 wnuków. To naporawdę jeszcze kiolkadziesiąt lat temu nie był wcale ewenement. A i teraz bardzo wiele kobiet decyduje się na pierwsze dziecko dopiero ok 40-tki. Wcale nie bedziecie takim "odstajacymi " od średniej rodzicami.

            Naprawdę zdołąsz mężowi wybaczyć, zę zmusił cię - psychicznie - do aborcji?
          • iktoto Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 09:35
            Twoje dzieci w ten sposob zareagowaly, ale to nie oznacza, że po urodzeniu nie zmienią zdania. nie możesz wiedzieć, czy nie będą dla Ciebie wtedy wsparciem. to wszystko tylko teoria. zakładasz, że... jesteś pewna, że tak właśnie będzie?
      • nati1011 Cowell 05.12.11, 17:20
        Kobieto, ratuj się! Tak, siebie przede wszystkim.

        Nastoletnim dziewczynom tłumaczy się, zę jak chłopak domaga sie dowodu miłości, to nie kocha lecz chce wykorzystać. Tobie chyba też trzeba by wytłumaczyć, ze jeżeli mąż i dzieci domagają sie krwi swojego najbliższego krewnego to też nie czynią tego z miłości a ze skrajnego egoizmu. I dla nich chcesz zabić swoje dziecko?

        Może to właśnie ono obdarzy cie miłością? Tak - myślę, ze twoje dziekco chciałoby usłyszec, ze urodziłąś je mimo iż tak wielu było przeciwko. Nawet gdyby oznaczało to samotne macieżyństwo.

        Wiem, ze jest ci cholernie trudno przeciwstawić się rodzinie. Ale czy to dziecko nie jest tego warte? Daj sobie szansę. Uródź to dziecko. Jeżlei nic się nie zmieni, albo ty nie dasz rady - będziesz mogła oddać - z miłości. Wiem że to trudne i bolesne, ale naprawdę łatwiejsze, niż życie ze swiadomoscią zabicia własnego dziecka. Zwłaszcza chcianego.

        poza tym... to późna ciaża. Może się okazać, że i tak nie uda ci się jej donosić. Może po prostu zaufaj. Skoro w tym wieku dostałaś dar macieżyństwa, to jest on "po coś"? Choćby po to by uporzadkowac sprawy rodzinne.
        • nowako-wa Re: Cowell 05.12.11, 20:36
          cowell, ja tez rozumiem Twoje rozterki, bo najgorsze jest to ,że z decyzją jesteś sama - a najgorsze jest to że jesli zdecydujesz się na aborcje to wtedy zobaczysz co to znaczy zostać z tym sama PO....
          Czy będziesz w stanie być dobrą matką dla swoich dzieci , wiedząc ,że "przymusili" Cię do tej decyzji...
          A babcią ? wiedząc ,że Twoje dziecko mogłoby tulić się do Ciebie ?
          Sama napisałaś "zlikwidować dziecko" więc nie trzeba Cię oświecać ,że embrion to tez dziecko...
          Ja myślę podobnie jak Nati- ta ciąża sama może się "rozwiązać" to próba dla Ciebie, Twojej rodziny, jeśli chcesz być wierna swojemu macierzyńskiemu instynktowi tak czy inaczej sporo Cię to będzie kosztować, bo innym jest na rękę żebyś usunęła - dla nich problem z głowy, a co z Tobą ? Twoim dalszym życiem ?
          Gwarantuję Ci ,że jeśli pojawiłoby sie dzieciątko....bardzo szybko znalazłoby miejsce w rodzinie...ale teraz nikt nie chce zaryzykować- więc cały ciężar jest na Tobie...
          Moja córka bawi się z wnuczkiem, bo jest 10 miesięcy różnicy- pewnie Twoje świetnie bawiłoby się z dzieckiem córki- łatwiej o opiekę, zbliżyło by to rodziny, Ciebie odmłodniało...
          Moze w przyszłości miał kto szklankę wody podać....
          Po aborcjach, a przed córką byłam w ciąży i urodziłam przedwcześnie- po walce o życie synek zmarł- nie masz pojęcia jak kocha sie martwe dziecko- widzisz je w każdym momenicie , odliczasz jego wieki, tak bardzo tęsknisz...
          Dziecko możesz usunąć ale nigdy go nie wymażesz z pamięci....dlatego nie bój sie , zaufaj naturze i zdaj sie na los....
          Gorąco ściskam i życzę odwagi , bo to bardzo trudna decyzja...
          • nikt.ciekawy Re: Cowell 05.12.11, 22:57
            No widzisz, czyli oparcie w synu w razie czego masz.Córka wkońcu da spokój, a co do facetów to czy mówią"nie licz na mnie po urodzeniu" czy "zobaczysz ja ci pomogę" to prawda jest taka ze w miażdżącej większości przypadków na jednych i na drugich liczyć nie można i w zasadzie to i tak na kobietę spadają wszystkie obowiązki.Ja tak mam.Nigdy nie chciałam mieć dzieci a on zdeklarował że najchętniej chciałby pięcioro.A tak się składa że naszemu synowi ani razu nie zmienił pieluchy, wykąpał go może 2razy i generalnie poswięca mu może 10min.dziennie. Ale ja kocham moje dziecko najbardziej na świecie i nie przeszkadza mi to że się nim non stop zajmuję tylko to że mój facet jest takim zakłamanym palantem.
            Co do aborcji to naprawdę jeszcze to przemyśl bo myślę że bez względu na to ile sie ma lat poczucie winy, rozpacz i straszna pustka po aborcji są tak samo potężne. Ja wprawdzie jestem od ciebie młodsza prawie 20lat ale niestety "bogatsza"o te doświadczenie i uczucia z tym faktem związane.I naprawdę ci ich nie życzę(nie będę się powtarzać więc jak chcesz przeczytaj moj wątek:pomóżcie nie daję już rady")Nie nakłonimy cię do niczego, ale wiedz, że my dziewczyny PO mamy obowiązek cię ostrzec.i właśnie to robimy.
      • madzia1708 Cowell 06.12.11, 07:39
        Moje dzieci mają 8 i 2 lata,mam 2 synów. Pierwszą ciążę poroniłam.
        Wiem, ze to jest trudne w tym wieku, na pewno,nikt nie mowi, że nie. Sama nie chcesz tego zrobic, nie wiem jak zamierzasz poźniej zyć, nie mam pojęcia. Wlaśnie tą decyzją, nie swoją, a pod wpływem presji rodziny, Wasza rodzina może się rozsypać,nie wierzę, że zaciśniesz zęby i będziesz udawać, ze to się nie stalo. No może na początku dasz radę,ale w końcu nie wytrzymasz. Kilka lat temu spotkałam się z kilkoma dziewczynami z tego Forum, z różnych miast Polski. Każda miala inny powód, zeby to zrobić, każda też niestety tego żałowała, żałuje do dziś. Bardzo różnie się potoczyły losy tych dziewczyn,wszystkie urodziły dzieci po zabiegu-taka rekompensata za tamte, zabite dzieci...
        Nie wiem Cowell, wczoraj moze za ostro napisalam, ale gdyby moja mama zaszla w ciąże z moim tatą, a ja mialabym roczne dziecko(mialbym wtedy 26 lat a mama 50) na pewno nie powiedziałabym takich słow, jak Ty usłyszałaś od swojej córki, przepraszam Cię, ale to mi się w głowie nie mieści. Przeciez ten człowiek w Tobie, to taka sama córka czy syn, jak Ona. Przeciez sama ma malutkie dziecko. No sory, ale ja nie pojmę tego


        Zastanów się, co się stanie z Twoją rodziną, jak to zrobicie. Bo teraz myślisz, że będzie tak samo jak było, to wiedz, że nie będzie tak samo.


      • iktoto Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 09:33
        skoro uważasz siebie za głupią matkę to masz szansę przy kolejnym dziecku na poprawę smile. skoro nikt się nie cieszy to już ich problem. Ty ciesz się.
        rozwydrzony bachor w pewnym momencie przestaje być rozwydrzony, staje się kochanym bąblem.
        • cowell4 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 11:13
          Proszę Cię, aż trudno uwierzyć, że są bliscy ludzie, którzy potrafią ci wprost powiedzieć, że będą najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, jak pozbędę się płodu.
          Ciężko dobrze się czuć, skoro z samego rana mąż ci sie pyta: umówiłaś się już ze swoja znajomą na zabieg? Jak ginekolog chyba powinna ci pomóc w aborcji?
          To jest normalne? Nie sądzę.
          A swoje dzieci już za dobrze znam. Za dobrze.
          I tyle w tym temacie, który najlepiej zakończyć.
      • lina_ewe Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 11:07
        Czesc,

        rzucilam okiem na roczniki statystyczne. Dla wiarygodnosci podaje link:
        demografia.stat.gov.pl/BazaDemografia/Tables.aspx
        W wieku 45-49 co roku w Polsce dzieci rodzi 300-400 kobiet.
        Wiec przypadek Twoj wcale nie jest taki osamotniony i znowu nie powinien budzic takiego zdziwienia otoczenia. A jesli budzi, to problem otoczenia ... Wielu chcialoby miec dzieci, bo przespali wczesniejszy czas, a juz nie moga ...
        Ciesz sie, wiec swoim dzieckiem. A nie od dzis wiadomo, ze dzieci lagodza obyczaje i po prostu nie sposob nie kochac takiego bobaska.

        Zas co do reakcji otoczenia przypomina mi sie jak bylam w mojej drugiej ciazy i akurat przesunieto mnie do pracy w innym oddziale. Gdy bylo juz widac brzuch zauwazylam, ze wszyscy patrza na mnie, jak na przybysza z kosmosu. Zaczelam pytac dlaczego i dowiedzialam sie, ze w tym instytucie od 20 lat nikt nie byl w ciazy. Bo sie bali, ze prace straca, czy co ...?
        Pracowalam tam tylko 3 lata, ale po mnie jeszcze 3 inne osoby zdecydowaly sie na dziecko.
        Nie nalezy bac sie otoczenia, tego co powiedza, bo tak na prawde, to ci ktorzy najbardziej kasaja i robia smieszne komentarze, najbardziej sie boja ...

            • aniulka8503 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 18:04
              Sama się nie przekonasz...przekonają się wszyscy...to jest zwyczajne morderstwo...dodam więcej, morderstwo z premedytacją...
              Ja żałuję do dziś, że na to i na podobne fora nie trafiłam PRZED, bo wtedy by mi uświadomiono co tak naprawdę mogę zrobić i że to co było to manipulacja na którą też są paragrafy...niestety, miałam tylko albo aż 19 lat...Dziś, 7 lat później, nadal jest świadomość, że jestem morderczynią...i wiesz, umiem to nazwać...choć zniknęło obrzydzenie to wiem, że zawsze na sercu pozostaje ciężar...ciężar morderstwa...i nawet gdy pragniesz z całych sił o tym zapomnieć, nawet gdy już masz poukładane życie...to nadal wiem, że jestem morderczynią...w mniejszym czy w większym stopniu, ALE NIĄ JESTEM...
              A możesz mi odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie? "dlaczego nie możesz rozważyć oddania dziecka do adopcji?" to byłoby dużo lepsze...niż morderstwo...
                      • wiesia140 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 22:13
                        Jestem na to gotowa.
                        I akurat tutaj spycham rodzinę na dalszy plan. Oni myślą o mnie? Nie. Więc odpłacę im tym samym.

                        Nie wiem jak jest z twoją rodziną, być może nie zdają sobie sprawy jakie mogą być dla ciebie konsekwencje po aborcji . Podsuń córce to forum , niech poczyta , mąż też niech zapozna się z historiami dziewczyn , zwłaszcza tych które zrobiły to pod wpływem rodziny, może coś sobie przemyślą, daj im szansę przynajmniej się z tym zapoznać przed faktem, póki jeszcze w to nie wejdziecie

                        Oni myślą o mnie? Nie. Więc odpłacę im tym samym.

                        Z takim podejściem zranisz tylko siebie i to głęboko.
                        • lilia-wodna Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 22:23
                          Córka powiedziała, że nie spodziewała się czegoś takiego? No i co z tego? Ty też się nie spodziewałaś. Powiedziała prawdę, ale co z tego?
                          Najlepsze decyzje to te podejmowane z głębi serca, które dają spokój, a nie te - podejmowane "na siłę". Nie zamykaj swojego serca, MASZ POD SERCEM CZŁOWIEKA, takiego samego jak Ty, mąż, wnuki...
                            • ela696 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 23:08
                              W Twoim przypadku konsekwencje aborcji poniesie cała rodzina, a najbardziej Ty. Aborcja wszystko rozwali, ona Was nie scali ale podzieli.
                              Prędzej po urodzeniu dziecka wszystko wróci do normy niż po aborcji.
                              Co musiałoby się wydarzyc byś zmieniła zdanie?
                              • lilia-wodna Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 06.12.11, 23:39
                                Moja ginekolog, kiedy bezskutecznie staraliśmy się o dziecko, powiedziała, że to organizm kobiety decyduje, czy jest gotowy na ciążę. Skoro Twój zadecydował, że jest biologicznie gotowy - może nie jesteś aż tak "stara" wink Biologicznie możesz być nawet 20 lat młodsza (tak np. powiedzieli lekarze o moim dziadku).
                                Gwiazdy Hollywood w Twoim wieku rodzą pierwsze dzieci.

                                Wychowanie jest trudne, ale bez przesady. Pozbycie się "problemu" - to tak naprawdę egoizm rodziny i wygodnictwo. Po co masz sobie psuć życie tak trudną decyzją jak aborcja? Te nie planowane dzieci często są największą podporą i wsparciem dla rodziców.

                                Rodzina gada, ale będzie musiała zaakceptować Twoją decyzję. Nie bój się. Posłuchaj głosu swego serca.

                  • nomya Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 08:03
                    cowell4 napisała:

                    > Jestem na to gotowa.
                    > I akurat tutaj spycham rodzinę na dalszy plan. Oni myślą o mnie? Nie. Więc odpł
                    > acę im tym samym.

                    Odpłacisz nie im, tylko swojemu niczego nie winnemu dziecku, które nosisz pod sercem, ale zdaje się, że decyzję już podjęłaś, dlatego myślę, że dalsze bicie piany w tym temacie nie ma sensu. Życzę Ci, byś jednak zmieniła zdanie.
                    • cowell4 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 10:13
                      Nie zmienię zdania. Robię to wbrew sobie, ale czasem tak musi być.
                      Ostatnie godziny życia mojego dziecka, to boli, ale trudno. Jestem gotowa.
                      Kobieta zgwałcona dokonuje aborcji - co jak najbardziej rozumiem. Ja też dokonam - co prawda powód kompletnie inny, ale to nie ma znaczenia w tym momencie.
                      Dlaczego nie rozważam oddania do adopcji?
                      Bo ja nie potrafiłabym oddać urodzonego dziecka obcym ludziom.
                      Ale tak, usunę.
                      • bellagnos Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 11:25
                        Jak nastolatka na złość innym się buntuje, nie uczy czy ucieka, a ty chcesz na złość rodzinie zabić najmłodsze, to może zamiast najmłodszego bo ono nie ma jak się bronić wybierz najstarsze??
                        No i ty babcia z laseczką jesteś już nie wypada rodzić...
                        • aniulka8503 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 11:31
                          Ty nie robisz tego na złość innym...ty zrozum, że robisz wszystko dla twojej wygody...
                          Do adopcji nie umiałabyś oddać, a zabić TYLKO ZE WZGLĘDU ŻE RODZINA TEGO CHCE umiesz??? To nie jest normalne...chętnie bym sobie porozmawiała z twoją niedojrzałą do macierzyństwa córką...a może zabij najpierw jej córkę? kto wie, wtedy pewni zmieni zdanie, jak poczuje czym jest śmierć...
                            • madzia1708 Nati 07.12.11, 11:48
                              A Ty jeszcze mój post usunełaś. Proszę o przywrócenie, bo nie napisałam tam nic, co by było nieprawdą, w końcu to Forum otwarte i można tu pisać otwarcie. Nie użyłam ta słów powszechnie uznanych za obraźliwe
                              • nati1011 Re: Nati 07.12.11, 11:57
                                Madzia - ona twój post przeczytała. Ale czytają też inni. Dla nich jest to forum. A że nie każdy da sobie pomóc? zrobiłyśmy co w naszej mocy. Kobieta jest już babcią. Wydawałoby się, ze powinna już mieć swój rozum. NIe rozumiem.... nie ja jedna.

                                NIech Bóg ma ją w swojej opiece. Będzie jej bardzo potrzebować. Ja wierzę, że z każdego czynu przyjdzie nam zdać sprawę. Tylko jakoś trudno mi zrozumieć co może ją trzymac przy takiej rodzinie? Ja chyba po samej propozycji aborcji nie potrafiłabym zostać z takim mężem. Zwłaszcza, ze nie ma poważnego powodu do tego zabójstwa.
                                • cowell4 Re: Nati 07.12.11, 12:05
                                  Ja już nie wierzę w boga..
                                  Co za rodzina? Chora najwyraźniej. Co chcesz powiedzieć? Że jestem głupia? Może masz rację.
                                  Myślisz, że mnie jest łatwo? Nie jest i nie będzie.
                                  • madzia1708 nie, nie jesteś głupia 07.12.11, 12:10
                                    to Oni są głupi
                                    wiem, że nie jest Ci łatwo, dlaczego im ulegasz? to jest trudne, wiem o tym, wiem Cowell. dziecko w tym wieku, ale kurde, ani nie jesteś chora, pieniądze macie, o co im chodzi do cholery. Dlaczego nie chcą? bo ludzie, czy co? no nie mogę tego pojąć, naprawdę
                                    szkoda mi Ciebie... dziecka też crying
                                    • cowell4 Re: nie, nie jesteś głupia 07.12.11, 12:27
                                      Nie wie tak naprawdę, dlaczego nie chcą.
                                      Dla nich w tym wieku to powinnam się zajmować czym innym, a nie wychowywaniem dzieciaka.
                                      Zresztą, dla nich jestem za stara na macierzyństwo, to nie ten wiek, mam już dwójke dorosłych dzieci, na dodatek już babcią jestem, to niby jak sobie wyobrażam jeszcze trzecie? Takie pytanie mi zadają.
                                      Skoro potrafią mi powiedzieć, że decyzja o aborcji to najlepsza decyzja w życiu to chyba to świadczy, jaka to jest ,,rodzina''...
                                      Nie wierze w boga, bo gdyby istniał, to by nie pozwolił na takie cierpienie...
                            • cowell4 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 19:30
                              Byłam na 16 w gabinecie, zrobiłam to.
                              Mąż czekał w poczekalni, nie trwało to długo. W zasadzie bez żadnych komplikacji. Wiem, że miałam duże szanse na donoszenie ciąży, mimo wieku.. Ja już tego nie mogę sobie wybaczyć. Już.. A minęła dopiero w zasadzie chwila od zabiegu. I fakt, że ja tego dziecka chciałam, akceptowałam ciąże, że ja tego dziecka nadal chce, potęguję ten ból i żal. Wiem, że już go nie ma, ale ja nie potrafię się z tym pogodzić. W gabinecie byłam otępiała, poza tym wszystkim, jakbym była w innym świecie, mimo że o tym wszystkim myślałam. Jakie to jest uczucie, jak się chciało dziecka, do tego widziało sie bijące serce, to chyba jest nie do opisania. Tym bardziej, że nigdy nie zobaczę tego dziecka, nigdy się nie dowiem, jaką miało płeć. I chciane dziecko w śmietniku jak jakiś odpad... Dostałam rady, co i jak mam robić. Ogólnie czuję się dobrze, czułam się dobrze też wtedy. Fizycznie, bo psychicznie to zupełnie osobny temat. Dostałam wskazówki, co brać, na co uważać, kiedy się lepiej zgłosić do gabinetu. I kontrola na wszelki wypadek za tydzień. Ale to mnie w zasadzie nie obchodzi. Co z tego, że fizycznie nic mi nie jest, że fizycznie czuję się tak, jakby nic się nie stało, skoro dziecko nie żyje i już nigdy go nie zobaczę? Widziałam tylko to, co na monitorze USG, i tak pozostanie do końca. Mąż nie okazuje oznak smutku. Wręcz przeciwnie - mam wrażenie, że to przede wszystkim on czuje ulgę i satysfakcję. Pyta z troską, jak się czuję. Mówię, że dobrze, bo co mam powiedzieć? Boli mnie to, że dałam się zmanipulować, że nie przeciwstawiłam się temu, ale co to zmienia? O czym to świadczy? Chyba tylko o tym, że jestem słaba.
                              Nie wierzę w boga, nie wierze w to wszystko, co biblia opisuje. Nie wierze w żadne życie wieczne. Moje dziecko po prostu umarło, i nigdy więcej go nie zobaczę.
                              Ja jestem zniszczona psychicznie. Minęło ledwie trochę ponad dwie godziny od zabiegu, a ja już mam ochotę płakać.
                              W sumie to kara, i to zasłużona. Skoro dałam się na to namówić, to chyba jestem wyzbyta jakichkolwiek uczuc wyższych.
                              Nie wiem jak, ale muszę jakoś żyć dalej.
                              Ale jak, skoro żałuje już w pierwszym dniu? Nie mam pojęcia.
                              Przepraszam Was.
                              • nowako-wa Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 19:58
                                Gdybyś była wyzbyta uczuć wyższych- nic byś nie czuła ...Twój ból świadczy o Twoim człowieczeństwie i wrazliwości....ale do godz 16-tej miałaś wybór, od teraz zacznie się życie PO i paranoicznie napiszę Ci ,że im bardziej zaakceptujesz to co się stało i odcierpisz masz szanse na normalne życie...
                                I pisząc tu o cierpieniu i żalu miałyśmy na myśli to psychiczne, to dreczenie duchowe- różnie to trwa u danej osoby, różne nasilenie, ale moim zdaniem ból trzeba przetrawić żeby w przyszłości móc funkcjonować- udawać ,że się nic nie stało nie ma sensu, bo zeżre Cię od środka...
                                Sytuacja dodatkowo obnazyła relacje rodzinne- bliscy powinni wiedziec ,że żałujesz ,że jest Ci ciężko- bo łatwo jest przerzucić winę na innych i zniszczyć nadwątlone więzy rodzinne...
                                I mam nadzieję ,że osoby tu piszące darują sobie uwagi typu: a nie mówiliśmy...
                                To forum ma ratować a nie dobijać...
                                Gdybyś potrzebowała się wygadać polecam zamknięte forum BLIZNA albo zapraszam na priv...

                                dziewczyna poniżej napisała ,że NIGDY sobie nie wybaczysz- nie ma prawa tak pisać- można sobie wybaczyć, bo wiele takich dziewczyn tu pisze, ale najpierw trzeba odcierpieć swoje sad

                                Ps.Bóg istnieje- ja go znalazłam smile Dzięki niemu dziś potrafię cieszyć sie życiem.
                                W cierpieniu można go znalezc najprędzej
                                • lilia-wodna Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 20:10
                                  Powinnaś powiedzieć bliskim, że cierpisz. Oni Ci to doradzali, tego oczekiwali, zaszczuli Cię. To Wasz wspólny błąd, choć może oni tego nie chcą/nie będą chcieli przyjąć.
                                  Może chociaż spróbujecie poszukać pomocy u specjalisty teraz? Bo Wasze relacje rodzinne są mocno skomplikowane, niestety teraz jeszcze bardziej sad

                                  Nie wiem, czy powinnam to pisać, ale może to komuś pomoże, ktoś stojący przed decyzją o aborcji się zastanowi. Ponieważ dziś jest rocznica śmierci mojego taty, tak się zastanawiam nad mechanizmem, który najpierw pcha do podjęcia decyzji o aborcji, a w "chwilę" potem (dzień, miesiąc, rok...) - do żalu.
                                  Może to wynika stąd, że najpierw działają emocje, że czas płynie, dziecko rośnie, za moment będzie za późno na zabieg - a po zabiegu dociera, że uczyniło się rzecz nieodwracalną.

                                  Dopóki człowiek żyje - czasami działa nam na nerwy, wkurza nas, mamy go czasami dość. Kiedy odchodzi - te rzeczy, które nas denerwowały, blakną, znikają - i widać wyraźnie to, co odeszło bezpowrotnie, to, co zabrał ze sobą.

                                  Najpierw człowiek zatyka oczy, uszy, na argumenty, zakrzykuje wewnątrz siebie głos serca - potem nastaje cisza i w tej ciszy czuje pustkę.

                                  Bardzo mi przykro. Posłuchaj rad mądrzejszych ode mnie i szukaj pomocy od razu, już teraz. Przytulam Cię.
                                  • cowell4 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 21:43
                                    Przy rodzinie nie chcę się użalać. Nie chce im dawać tej satysfakcji. Robię dobrą minę do złej gry.
                                    Mąż nawet teraz mi potrafi powiedzieć, że jeszcze się przekonam, że aborcja to najlepsza decyzja w moim życiu.
                                    Teraz takie słowa bolą podwójnie.
                                    Ale uczucia ich i moje, to zupełnie osobna bajka. Oni tego chcieli, ja nie.
                                    Ja cały czas do końca, nawet podczas zabiegu, robiłam to wbrew sobie. To jest dopiero chore. Chciałam dziecka cały czas, a się go pozbyłam. Wydaje się to nielogiczne, a jednak miało miejsce.
                                    Jeszcze jak pomyśle, że miałam duże szanse na donoszenie ciąży...
                                    • madzia1708 odpiszę, bo szkoda mi Ciebie 08.12.11, 10:13
                                      cowell4 napisała:
                                      > Przy rodzinie nie chcę się użalać. Nie chce im dawać tej satysfakcji. Robię dob
                                      > rą minę do złej gry.
                                      > Mąż nawet teraz mi potrafi powiedzieć, że jeszcze się przekonam, że aborcja to
                                      > najlepsza decyzja w moim życiu.
                                      > Teraz takie słowa bolą podwójnie.
                                      > Ale uczucia ich i moje, to zupełnie osobna bajka. Oni tego chcieli, ja nie.
                                      > Ja cały czas do końca, nawet podczas zabiegu, robiłam to wbrew sobie. To jest d
                                      > opiero chore. Chciałam dziecka cały czas, a się go pozbyłam. Wydaje się to niel
                                      > ogiczne, a jednak miało miejsce.
                                      > Jeszcze jak pomyśle, że miałam duże szanse na donoszenie ciąży...


                                      Paradoksalnie chciałaś ratować rodzinę, a wczoraj ją zniszczyłaś. Ale juz nie ma o czym mówić i Cię dołować jeszcze bardziej.

                                      Nie udawaj przez nimi i przed sobą, że nic się nie stało, bo tego nie wytrzymasz. Postaraj się z tym pogodzić, pochowaj swoje dziecko, idź się wyspowiadaj, płacz jak chcesz, nie trzymaj tego w sobie, bo się zniszczysz. Tu pisz, jak nie masz z kim pogadać, ale lepiej by było, zebyś mogła się komuś naprawdę wypłakać sad
                                      przykro mi bardzo.
                                  • hermenegilda_zenia Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 21:48
                                    Przepraszam bardzo, ale kto ją zaszczuł? To chyba jakiś żart... Kobieta jest dorosła, a nie potrafiła postąpić tak jak jej rozsądek, czy serce nakazywało, bo mąż i dzieci pokazali fochy. Kurcze, nie mówimy tutaj o 16-letniej trzpiotce, co nie ma pojęcia o życiu i środków do utrzymania siebie i dziecka, bo sama jest jeszcze dzieckiem, ale o dojrzałej i dobrze sytuowanej kobiecie, która postanowiła usunąć ciążę, bo nie pasowała ona do jej wizji wygodnego życia i wygodnego życia jej rodziny. Nie zazdroszczę sytuacji, ale niestety to już nie czas na krokodyle łzy. Osoby wypowiadające się na tym forum znają dobrze takie sytuacje i jeszcze przed zabiegiem wielokrotnie opisywały, co najprawdopodobniej stanie się z założycielką wątku, jeżeli aborcji dokona, i to się właśnie zdarzyło. Nie życzę nikomu, żeby musiał przechodzić przez to, co ona, ale cóż ta aborcja nie była skutkiem tragicznej sytuacji życiowej, tylko słabości charakteru.
                                    • aniulka8503 Re: wiesz, co może i ja jestem naiwna 07.12.11, 22:53
                                      Dobra mina do złej gry to jest coś, co cię do końca pogrąży...
                                      Ktoś napisał o przeklętym grudniu...no niestety się z tym muszę zgodzić...
                                      Zrobiłaś to wbrew sobie...nie posłuchałaś nikogo...nikogo, kto ma te doświadczenia za sobą i ten ogromny ból w trakcie...bo prawda jest taka, że nie zapomnisz...
                                      Co mam powiedzieć...czy mi żal? tak, żal...ale tylko dziecka...próbowałaś nas przekonać, że wszystko będzie super, że nie chcesz żyć z tym dzieckiem...pozbyłaś się go...z Twoich wypowiedzi odniosłam podwójne wrażenia...jedne - matki cierpiącej, drugie niestety nie...
                                      Właśnie...to małe serduszko biło...i wiesz, wczoraj ja byłam na usg...i moje małe serduszko biło...i wiesz, ta ciąża nie była planowana...choć miała być w przyszłości...to nie był dobry czas...straciłam, przez tą ciążę pracę...ale nigdy nie pomyślałam o aborcji...bo niestety wiem jak to cholernie boli...
                                      Cóż...życzę Ci udanych Świąt...powiem ci tylko tyle, że ja nie umiałabym w takiej sytuacji spędzić Świąt z mężem czy z córką...nie za to czego kazali Ci się dopuścić...mimo, że Boże Narodzenie to czas wybaczenia...
                                    • madzia1708 HERMENEGILDA 08.12.11, 10:40
                                      hermenegilda_zenia napisała:

                                      > Przepraszam bardzo, ale kto ją zaszczuł? To chyba jakiś żart... Kobieta jest do
                                      > rosła, a nie potrafiła postąpić tak jak jej rozsądek, czy serce nakazywało, bo
                                      > mąż i dzieci pokazali fochy. Kurcze, nie mówimy tutaj o 16-letniej trzpiotce, c
                                      > o nie ma pojęcia o życiu i środków do utrzymania siebie i dziecka, bo sama jest
                                      > jeszcze dzieckiem, ale o dojrzałej i dobrze sytuowanej kobiecie, która postano
                                      > wiła usunąć ciążę, bo nie pasowała ona do jej wizji wygodnego życia i wygodnego
                                      > życia jej rodziny. Nie zazdroszczę sytuacji, ale niestety to już nie czas na k
                                      > rokodyle łzy. Osoby wypowiadające się na tym forum znają dobrze takie sytuacje
                                      > i jeszcze przed zabiegiem wielokrotnie opisywały, co najprawdopodobniej stanie
                                      > się z założycielką wątku, jeżeli aborcji dokona, i to się właśnie zdarzyło. Nie
                                      > życzę nikomu, żeby musiał przechodzić przez to, co ona, ale cóż ta aborcja nie
                                      > była skutkiem tragicznej sytuacji życiowej, tylko słabości charakteru.


                                      Och, jaka Ty mądra jesteś. Krokodyle łzy, dojrzała kobieta... każdy błądzi, każdy... więc nie osądzaj, bo sama możesz też się kiedyś pogubić. Dla Niej teraz potrzebne jest wsparcie, a nie pieprzenie andronów o wygodnym życiu itp


                                      mam jeszcze pytanie do Ciebie Hermenegildo:
                                      powiedz mi jaka jest różnica między aborcją z powodu tragicznej sytuacji życiowej, a aborcją z powodu słabości charakteru?
                                  • berberiska Re: no, ja pierdziele 07.12.11, 23:44
                                    Ja tez po cichu wierzylam crying(( niepojete. Nie bede Cie bardziej pograzac , ale niepojete jest co sie wydarzylo....
                                    Siadziecie do stolu? Beda prezenty, radosc w oczach wnukow z kolejnego badziewia a Ono mogloby w tym uczestniczyc za rok...co jemu zostalo??puste i smutne serce matki...
                                    Czuje ogromny zal do pani, ze tak patwo sie poddala, nie walczylacrying
                                  • bibina Re: no, ja pierdziele 07.12.11, 23:47
                                    Kiedy slysze o takiej tragedii (bardziej matki niz dziecka), to po prostu w glowie mi sie nie miesci, ze Pan Bóg jest gotowy takie zbrodnie przebaczac. A jest. I to jedyny ratunek.

                                    Ale jest bezsilna zlosc. Tez jestem czlowiek.
                                    • lilia-wodna Re: no, ja pierdziele 08.12.11, 10:07
                                      Mnie też jest bardzo smutno i żal, żal tego dzieciaczka sad
                                      Jak któraś z Was napisała - miliony dzieci umierają w ciszy - nie - przecież krzyczą, lecz nikt ich głosu nie słyszy... To mnie najbardziej przeraża...

                                      Z drugiej strony może nie pastwmy się nad Autorką wątku. Co my wiemy, żeby oceniać, krytykować? Metryka nie zawsze świadczy o dojrzałości. Czy to wina danego człowieka, że jest za słaby, ma za mało odwagi?

                                      Im dłużej żyję (34 lata) - tym bardziej widzę, że ludzie do końca w głębi siebie pozostają dziećmi, czasami działają infantylnie mimo wieku.
                                      Tak, Autorka nie posłuchała nas, jednak rzeczywiście trzeba mieć dużą odwagę cywilną, by postąpić inaczej niż "żądają", dogadują, podszeptują bliscy.

                                      To taki diabelski głos... Dla mnie sama sytuacja, że Autorka nie powiedziała rodzinie wprost, że chce tego dziecka, że teraz udaje, iż nie cierpi - świadczy o zaburzonych relacjach w tej rodzinie. Jest jakoś za bardzo uzależniona od niej - może my w takich relacjach też nie potrafiłybyśmy się"wyplatać" i posłuchać siebie?

                                      Cowell - weź się za siebie. Nie musisz od razu "zrywać" z rodziną - ale nie może być tak, że jesteś na szarym końcu i Twoje uczucia się nie liczą. Ba - że sama się w tej pozycji sytuujesz!

                                      Nie jestem psychologiem, jednak uważam, że w tej sytuacji (cierpienia po aborcji i tego, że w ogóle postąpiłaś wbrew sobie) - powinnaś poszukać pomocy specjalisty.
                                        • cowell4 Re: no, ja pierdziele 08.12.11, 10:45
                                          Nie ma w co wierzyć (bo Madzia napisała, że we mnie wierzyła).
                                          Są ludzie i ,,ludzie'', więc o co chodzi?
                                          Że niby ja czuję ulgę po wczorajszym? Bo chyba powyżej ktoś tak sugerował. Jeżeli tak by było, to bym tutaj nie pisała.
                                          Ja w boga nie wierze, i proszę to uszanować, dobrze? Człowiek umiera i więcej nic nie ma. Kończą się funkcje życiowe i koniec.
                                          Być może zniszczyłam ,,rodzinę'', zakładając, że takich ludzi w ogóle można nazwać rodziną.
                                          Chciałabym, żeby oni wszyscy zniknęli z mojego życia. Człowiek, który wychował dzieci potworów, raczej nie chce ich przy sobie zatrzymywać. I nie, nie piszą tego pod wpływem emocji. Piszę to jak najbardziej świadomie. Ból psychiczny mi nie przysłonił logicznego myślenia. Co prawda, oni mi wszyscy gratulują podjętej decyzji, i twierdzą, że są ze mnie dumni, ale co się dziwić? Skoro nadal utwierdzam ich w przekonaniu, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie? Nie chce, żeby widzieli moje łzy, więc ich nie zobaczą. I o żadnym cierpieniu się nie dowiedzą. Przeraża mnie tylko fakt, że są ludzie, podobno bliscy ludzie, którzy potrafią w ogóle gratulować decyzji o aborcji.
                                          • madzia1708 powiedz im to 08.12.11, 10:54
                                            a najlepiej wydrukuj cały ten wątek w 3 egzemplarzach i daj im poczytać. Oni muszą wiedzieć, co czujesz, muszą!
                                            pisałam wyżej, każdy błądzi Cowell, Oni widać też zbłądzili i nadal błądzą, muszą wiedzieć, co Tobie zrobili...
    • aniulka8503 Re: Oj cowell 08.12.11, 12:24
      Widocznie to dziecko miało wylądować w śmietniku.

      Nie rozumiem takich słów...nic nie miało...myślę, że powinnaś zrozumieć, kto tutaj jest winny...a może to twoja rodzina powinna wylądować na śmietniku? chociaż ty tej opcji nie miałaś...nawet nie spróbowałaś...a teraz krzywdzisz najbardziej siebie udając, że wszystko jest w porządku...przyjmujesz dumę i gratulacje rodziny bo usunęłaś...nie pozwól by twoja rodzina uważała aborcję jako coś wspaniałego...a takie odnoszę wrażenie...bądź silna, powiedz im co myślisz, co czujesz...choć przyznam, że widzę u Ciebie "dwie twarze"...jedna jest cierpiąca...druga...podporządkowana, wygodna i uznająca racje rodziny...
      Powiem Ci, że gdybym w 2004 roku trafiła na to forum, na pewno nie przeżyłabym tak wielu cierpień...a dziś, miałabym dwójkę wspaniałych dzieci i trzecie w drodze...chociaż może i nie...ale byłoby "tamto" dziecko...to, które zabiłam...
      Życzę Ci naprawdę dużo sił...i przełamania strachu nad rodziną...teraz chyba tylko to może ci zmniejszyć cierpienia...
      • panna_z_nikad Re: Oj cowell 08.12.11, 12:42
        Ja bardzo wspolczuje dziecku. Tobie zycze Cowell, zebys wreszcie dojrzala, bo choc jestes dorosla kobieta, to jakby mala dziewczynka, ktora trzeba wziac przez reczke i przeprowadzic przez ulice. Nie chce Cie teraz krytykowac, ale smutek czlowieka ogarnia, jak czyta to wszystko.
      • nienienie_85 Re: Oj cowell 09.12.11, 23:50
        Zawsze jak wchodziłam na te forum uwielbiałam wątki, które zaczynały się od wpisów, że dziewczyna chce usunąć a potem pod namową komentarzy jednak odstępowała od tego zamiaru, to było takie radosne i bolesne zarazem. Pocieszające w tym sensie, że jestem przeciwniczką aborcji (prawie od zawsze, nie wiem co się stało tamtego jednego piep****onego wieczoru, dałam się zmanipulować przez faceta, że tak będzie lepiej, że unieszczęśliwiam go dzieckiem itp. itd.), bolesne z tej strony, że ja weszłam na to forum już po. Nie dałam sobie tej szansy. Z jednej strony miałaś szanse nie zgodzić się na aborcji z drugiej Twoja sytuacja była jak taki konflikt tragiczny, nie rozumiem Twojej rodziny tak samo jak nie rozumiem swojego faceta a jednak ja podobnie jak Ty rodzinie, uległam jemu. To takie dziwne że z jednej strony Cię rozumiem z drugiej jest mi smutno że ta historia właśnie tak się skończyła. 3maj się ale nie możesz całej winy brać na siebie udając twardą, to jeszcze nikomu na zdrowie nie wyszło.
      • ambergold84 Re: Do Anullka 18.10.12, 14:43
        Przepraszam za ostre słowa, ale myśle że kto jak kto ale akurat Ty nie powinnas jej szkalowac. Usprawiedliwiasz siebie, dla innych nie widzac usprawiedliwienia , a fakt jest ten sam-bezsporny-zabiłas własne dziecko.Na koniec tylko dodam:Nie sądzcie a nie będziecie sądzeni.
    • dzika.rozalka Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 08.12.11, 13:19
      Uważam, że oczekiwalaś i pragnęłaś, aby mąż powiedział: "ok, no nie spodziewałem się, może bedzie trudno, ale skoro tak bardzo tego chcesz, to miejmy to dziecko" - wtedy bys urodziła. Chciałaś miec dziecko mogąc liczyc na wsparcie rozdziny. Na samotne maciezyństwo i ewentualne wysłuchanie "chciałaś urodzić, to teraz sobie radź" nie byłaś gotowa. Dlatego sie zdecydowałaś.

      Wydaje mi się, że dla Ciebie niezwykle ważne w życiu są (a przynajmniej były) wsparcie i akceptacja rodziny. Niestety nawet bliscy sobie ludzie czasem mają różne wizje życia, rozwiązywania problemów i nie zawsze dzielą te same wartości.

      W tym co piszesz, uderza mnie najbardziej, że uznajesz wyrażanie głebokich uczuć, uznajesz za upokarzające. Powiedzenie rodzinie, że cierpisz jest 'dawaniem im satysfakcji'. Ja myslę, że oni wogole nie maja pojęcia, co się z Tobą działo, przed aborcją i co się dzieje teraz. Pewnie uważają, że Cię przekonali i zrobiłas to w zgodzie ze sobą, a gatulują, żeby rozwiać drobne wątpliwości, które czasem sie pojawiaja przy podejmowaniu trudnych decyzji i wtedy poparcie spoleczne bardzo pomaga je rozwiać. Nie widzą Twojego dramatu, bo im nie pozwalasz go zobaczyć.

      To co się stało, juz się nie odstanie. Byc może jednak zmobilizuje Cię do zweryfikowania relacji rodzinnych, oraz zastanowienia nad własnym udziałem w ich tworzeniu.
      • nowako-wa Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 08.12.11, 14:17
        trafna diagnoza: nie widzą Twojego dramatu, bo im nie pozwalasz go zobaczyć sad

        Moze musi minąć troche czasu żebyś zobaczyła ,że to dziecko które być może wylądowało na śmietniku zrobiło rewolucję w Twojej rodzinie...może jednak było "po coś" żebyś zobaczyła chore reakcje w swojej rodzinie i spróbowała je naprawić...
        I nie rozumiem po co grasz twardzielkę, jaka głupia rywalizacja i przekomarzanie się ..
        Przecież siebie krzywdzisz najbardziej...
        • nomya Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 08.12.11, 14:30
          Po co nadal bijecie pianę skoro temat już jest zamknięty? Dorosła kobieta podjęła decyzję o aborcji, zrobiła to i koniec. Kropka.
          Mi jej żal nie jest, bo przed aborcją wszyscy próbowali ją przestrzec przed tą decyzją.
          • nowako-wa Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 08.12.11, 20:05
            nomya napisała:

            > Po co nadal bijecie pianę skoro temat już jest zamknięty? Dorosła kobieta podję
            > ła decyzję o aborcji, zrobiła to i koniec. Kropka.

            Właśnie o to chodzi ,że aborcja to nie koniec....a często początek problemów...
    • nomya Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 08.12.11, 15:20
      > Faktycznie czas zakończyć tą farsę...bo to jest farsa...pisze,jak jej źle a zar
      > az później gotuje obiad i podaje go mężulkowi z uśmiechem na twarzy...sorry...

      Dokładnie. Ponadto udaje jej się udawać przed rodziną, że wszystko jest okay. Ja bym tak nie potrafiła.
    • ela696 Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 08.12.11, 15:37
      Żal całej rodziny, że tacy bezwzględni i zakłamani. Oby ta ofiara przyczyniła się do uzdrowienia relacji rodzinnych. Nic podobno nic nie dzieje się przypadkiem.
      Osobiście strasznie mi źle, że kolejna kobieta nie dała rady, że kolejne bezbronne dziecko zostało zabite. sad
    • iktoto Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 09.12.11, 10:03
      aniulka, zejdź z autorki wątku. nie musisz wielokrotnie podkreślać swojego obrzydzenia względem Niej. w czym jesteś lepsza? jesteś pewna, że postąpiłabyś inaczej?? łatwo jest na spokojnie z boku popatrzeć na wątek i ocenić, skrytykować. wciąż dziwisz się innym za ich postępowanie. może autorka potrzebuje czasu, żeby wyprostować relacje. może musi teraz trwać z jak to ujęłaś farsie, żeby z niej wyjść za jakiś czas? nie da sie naprawić wszystkiego w kilka dni.
    • cowell4 Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 09.12.11, 14:39
      Gdzie, pytam się GDZIE ja nazwałam swoje dziecko ,,bachorem''? Proszę dokładnie zacytować rzekomą wypowiedź z takim słowem.
      Nie chciałabyś być teraz w mojej sytuacji. Nie będę się jednak Tobie tłumaczyła, bo Ty i tak wszystko wiesz ,,najlepiej'', do tego dla Ciebie to farsa, ale może puknij się 20 razy w głowę, zanim następnym razem cokolwiek napiszesz. Bo na razie to chyba nie myślisz, jak wystukujesz słowa na klawiaturze. A najlepiej to nic nie pisz, bo na to forum nie zamierzam już wchodzić, bo mam dość takich chamskich komentarzy, jak Twoje.
      Typowe dno dna, które na dodatek puka od spodu.
    • katus118 Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 09.12.11, 16:11
      Aniulka, Ty faktycznie mało inteligenta jesteś.
      Wyrywasz zdania z kontekstu (no tak, dla mało inteligentnych tak najłatwiej).
      Wiesz w ogóle, co oznacza słowo bachor? Oznacza rozpuszczonego, okropnego dzieciaka.
      Chyba się nie popukałaś teraz w głowę, jak Ci autorka kazała.
      • lilia-wodna Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 09.12.11, 16:27
        Tak mi się zdaje, że ta dyskusja nie ma sensu - po co się kłócić? Mnie jest żal każdego dziecka i w pierwszym odruchu też miałabym ochotę mocno skrytykować matkę, zwłaszcza kiedy jej "kibicuję" i mam nadzieję, że zrezygnuje z aborcji. Tylko po co? Forum ma pomagać, a nie dołować dodatkowo, a te kobiety najbardziej też skrzywdziły siebie.

        Cowell potrzebuje czasu, dla mnie powinna powiedzieć co czuje rodzinie i zacząć uzdrawiać te chore relacje. Może oni - zupełnie inaczej by mówili, gdyby znali jej prawdziwe uczucia? MOże by do tego czynu nie doszło?



    • cherry_cola Aniulka 09.12.11, 17:23
      W każdym wpisie wykraczasz poza regulamin, czytasz bez zrozumienia i cytujesz bez kontekstu, poza tym wydawałoby się, że skoro jesteś po aborcji, to powinnaś wiedzieć, jak należy rozmawiać z kobietą, która zrobiła tak samo, że czegoś Cię to nauczyło, ale niestety zawodzisz. Poza tym pamiętaj: pod omawianym względem jesteś taka sama jak ona, a nawet dotarłaś o stopień wyżej, bo zaakceptowałaś to, co zrobiłaś, więc nie obrażaj, nie wymądrzaj się i zrozum również swoją pozycję, skoro tak idealnie potrafisz oceniać pozycję innych. Dla Ciebie to takie oczywiste, że powinna utrzymać tę ciążę. A może opisz swoje przyczyny zabicia własnego dziecka i poddaj ocenie autorki, być może dla niej Twój przypadek byłby niezrozumiały i na Twoim miejscu nie zrobiłaby tego.
      • aniulka8503 Re: Aniulka 09.12.11, 18:34
        Nie wymądrzam się...tylko wyrażam swoje zdanie...
        To była świadomie podjęta decyzja przez przecież jakże rozsądną kobietę z doświadczeniem życiowym...
        Była przestrzegana przed tym co może nastąpić, co najprawdopodobniej nastąpi...wówczas ją to nie interesowało...każdy w nią wierzył, każdy próbował jej przemówić, że wiek i brak pomocy ze strony rodziny nie jest powodem...a ona mówiła, że to jest najlepsze rozwiązanie...ile my mamy lat, przecież to my nie mamy pojęcia o życiu...
        Ja rozumiem, że kobieta dokonuje aborcji...rozumiem, że są ku temu powody...i rozumiem jaki to jest żal...tylko dlaczego wcześniej ten żal ją nie interesował?
        Postąpiła jak postąpiła...kolejne dziecko wylądowało na śmietniku...teraz należy ją tulić, przytulać i mówić, że wszystko jest dobrze?że dobrze zrobiła nie słuchając ludzi?
        Moja historia była opisana w swoim czasie...i też była spowodowana manipulacją...tylko ja nie zdążyłam wejść na to forum...nie zdążyłam zobaczyć wcześniej jakie to cierpienie...i tego bardzo żałuję...ja odeszłam, uciekłam...wyprowadziłam się, by mnie o to nie nękał...niestety mnie znalazł...próbowałam ratować to dziecko...a w tym przypadku nie było mowy o gwałceniu siostry...wręcz tylko "trochę wbrew sobie"...
        I żal mi tego dziecka...ale nic więcej nie da się zrobić...przed rodziną nic się przecież nie stało...dlaczego adopcja nie była brana pod uwagę? bo gdyby maluszek się urodził to każdy by go pokochał, to jest naturalne...
        • cherry_cola Re: Aniulka 09.12.11, 20:43
          A Ciebie do cholery interesował żal przed dokonaniem aborcji?! Ty nic nie rozumiesz?
          To, że aborcja jest nielegalna, zakazana moralnie w wielu krajach, wiele ludzi ją potępia, to nie dało Ci nic do myślenia? Nie trzeba czytać tych wszystkich wpisów, żeby wiedzieć, że to niesie za sobą wiele konsekwencji psychicznych i fizycznych - wystarczy być człowiekiem mającym serce i podstawowe uczucia, żeby przypuszczać, że zabicie drugiego człowieka nie ujdzie na sucho psychice.
          Nie jesteś lepsza pod żadnym względem od niej, nie usprawiedliwiaj się niewiedzą o tym forum. I właśnie dlatego nie masz prawa jej potępiać, krytykować i gnębić. Po prostu - forum i teksty dziewczyn po przejściach nie pomogły jej myśleniu, dokonała aborcji, napisała, że teraz czuje się źle i koniec tematu - ani pocieszeń ani gnębienia.
          Idea tego forum jest inna, jak poinformowało mnie kilka dziewczyn i jak informuje pierwsza strona, więc zastosuj się.
    • ambergold84 Re: Trudna decyzja i odmienne zdania 18.10.12, 13:17
      Przez przypadek trafiłam na Twoje posty.Przede wszystkim uważam że nie ma przypadków-z jakiegoś powodu weszłam na Twój post i z jakiefgoś powodu Twoja historia tak bardzo mnie poruszyła.Jeżeli weszłaś tu po takim czasie i czytasz to co Ci napisałam to wiesz, że Bóg jest-nawet jeżeli w to nie wierzysz-powietrza przeciez tez nie widzimy prawda??.I Bóg chciał żebyś to przeczytała co mamCi do napisania.Bóg Cię kocha i nie zsyła nam niczego czego nie możemy udzwignąć i i co nie jest dla nas dobre.Walka na tym świecie rozgrywa się o człowieka, jego duszę. Jak ktoś to pieknie napisał Twoje Dziecko cierpiało tylko przez moment teraz jest u swojego Ojca, Ty natomiast cierpiałas i będziesz cierpieć.Uważam że nie jestes złym człowiekiem że jest w Tobie wiele miłosci ale niestety nie do siebie.Dziecko które pojawiło się w tak nieoczekiwanym dla Ciebie czasie miało Ci uświadomić jak samotna tak naprawdę jesteś.Masz rodzinę, ale to nie kochający maż syn córka tylko ludzie egoistyczni, którzy ani przez moment nie pomyśleli ani o swojej matce(pragnełaś tego dziecka)-jej potrzbach, woli itd.ale jedynie o sobie.Jeste takie mądre powiedzenie:Kto kocha nie zabija , oni Cię zabili a Ty zabiłaś swoje dziecko.Potraktowałaś je jak siebie-okrutnie, bezwzględnie bez miłości i wpółczucia nie dałaś mu prawa żyć tak jak oni Tobie go nie dali(twoja rodzina).Jesteś bardzo świadomą kobieta tak naprawde ile osób kobiet zyje w takim zakłamaniu a go nie dostrzga ,Ty dostrzagasz prawdziwe oblicze swoich ,,bliskich''nie masz ku nim żadnych złudzeń..Jednak...nie kochasz siębie, bałas i boisz się samotności-nie dostrzgając zupełnie a raczej nie chcąc zauważyć, że jestes bardzo samotna.Otaczasz się ludzmi którzy są Twoją rodzina a którymi tak napradę gardzisz, którzy powinni Cię kochac a odsuneli się od ciebie wtedy kiedy najbardziej ich potrzebowałaś...Byś może -tak przypuszczam ten Dzidziuś miał być Twoją pociechą, kims z kogo w końcu mogłabyś być dumna jako matka i człowiek kims kto by Cię kochał.Urodzenie go zupełnie przewartościowało by Twoje zycie...a tego sie pdświadomie obawiałaś.W myslach masz jedynie odpowiedni stosunek i zdanie o swoich myśli w realu boisz się, musiałabyś przyznac że mąz to zwykły manipulant i egoista któremu zalezy tylko i zalezało tak naprawę tylko na sobie, a dzieci nieodrodne dzieciaczki ojczulka.Urodzenie tego dziecka oznaczałoby przznanie sie tak moje życie 20-30 lat mój mąż moja rodzina to farsa...nie chiałas tego.Przypuszczam że jestes osobą bardzo słabą psychicznie, że tzw.pranie mózgu masz robione od dawna, takie kobirty to obiety które kochają za bardzo, daja z siebie bardzo wiele w zamian nie dostając nic.Byłaś zawsze potulna, uległa a twoja rodzina to wykorzystywała.Dostałas szanse od losu...ale pamiętaj ,że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych że i tę sytuację przewidział...Zastanów się nad sobą, zastanów się na d swoją rodziną a raczej jej brakiem czy chcesz tak dalej żyć.Boisz się samotności ale człowiek jak jest samotny to tylko duchowo...Ty jesteś , nie masz nikogo tak naprawdę.Będe się o Ciebie modliła o to byś zobaczyła wszystko takie jakie jest w istocie,żebyś poprzez cierpienie jakim jest utrata Twojego nienarodzonego dziecka mogła się na nowo odrodzić, bo ono urodziło się dla Ciebie u marło dla Ciebie.Ten mały Aniołek Czeka na swoją mamę.Załuj i proś Boga o wybaczenie i spokój Duszy i podjęcie słyusznych decyzji.A ja pomodlę się o Laskę wiary dla Ciebie .To że czytasz ten post jest chyba najlepszym dowodem na to że jest coś więcej niż ten marny pełnen cierpienia padół ziemski.Prawda??Pozdrawiam Cię serdecznie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka