Dodaj do ulubionych

najdluzsze 120 sekund zycia...

27.10.05, 23:46
...kiedy liczylam, patrzylam w swoje trzesace sie palce u stop i jakos
naiwnie wierzylam, ze na tescie bedzie jedna kreseczka. A potem swiat sie
zmienil bezpowrotnie. Witaj w doroslym swiecie- powiedzial mi niebieski
krzyzyk.
Rozstalismy sie tydzien temu, gdy uswiadomilam sobie, ze nic juz nas nie
laczy, a on woli spedzac czas z kumplami niz ze mna. Za 8 miesiecy wracam do
Polski, zeby tam zaczac zycie od nowa, skonczyc studia, znalec prace i
ukladac sobie zycie. Ta ciaza jest najwieksza katastrofa i kara, jaka
spotkala mnie za moja glupote.
Zyje w kraju, gdzie aborcja jest legalna, wiec do dwoch tygodni powinno byc
po wszystkim. Kazda decyzja bedzie fatalna, ale ja juz przestalam plakac i
postanowilam. Teraz juz nie widze innego wyjscia.
Obserwuj wątek
    • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 01:34
      Kurcze, dziewczyno. Ja tez zyje w kraju, w ktorym aborcja jest legalna, ale to
      nie znaczy, ze z tego bede korzystac. To teraz Ci sie wydaje, ze to najwieksza
      katastrofa. Ale za pare lat bedziesz to oceniac jako najwieksze szczescie.


      Bedziesz tego zawsze zalowala. Jesli urodzisz - nigdy nie bedziesz zalowala.
      Moze bedzie trudniej przez pierwsze lata (studia, praca, dziecko malutkie), ale
      masz przeciez chyba jakas rodzine, mame, tate, na pewno Ci pomoga we wszystkim.
      Nie musisz usuwac tej ciazy. nie rob tego.
      • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 12:26
        W mojej sytuacji nie ma innego wyjscia. Ciaza w tej chwili zniszczylaby mnie, z
        facetem, z ktorym jestem w ciazy nic mnie juz nie laczy i nawet nie chce, zeby
        sie dowiedzial, ze jest ojcem, choc pewnie poparlby aborcje. Jestem zagranica
        calkiem sama, cala moja rodzina, przyjaciele i ludzie ktorych kocham sa w
        Polsce, wiec zeby otrzymac pomoc od nich musialabym juz teraz rzucic prace,
        ktora uwielbiam, rzucic szkole, ktora koncze za 8 miesiecy i tez kosztowala
        mnie sporo wysilku i po prostu uciec do kraju, gdzie jakos samotna matka z
        dzieckiem jakiegos kolesia, ktorego nikt nigdy na oczy nie widzial jestem
        spalona w naszym katolickim kraju. Moi rodzice wkrotce wyprowadzaja sie na
        wiec, zeby w spokoju wreszcie odpoczac, wiec nie moge ich obarczac moimi
        problemami i prosic, zeby zajeli sie dzieckiem, bo ja musze szukac
        jakiejkowliek pracy, zeby sie jakos utrzymac. Do tego wszystkiego w Polsce jest
        facet, ktorego kocham i o ktorego chcialam wlaczyc po powrocie, a wracajac z
        brzuszkiem moge byc pewna, ze on nawet nie bedzie chcial ze mna rozmawiac.

        Nie ma zadnego, nawet najmniejszego podowu, dla ktorego powinnam zachowac ta
        ciaze. Wzgledy religijne do mnie nie przemawiaja, bo religijna nie jestem. I
        przekonywanie mnie- zobaczysz jak juz bedziesz miala dziecko to bedziesz je
        kochala calym sercem i nie bedziesz sobie wyobrazac, ze mialoby go nie byc- to
        tez mnie nie przekonuje. Owszem, kochalabym i bede kochac, ale wtedy, kiedy
        swiadomie zajde w ciaze z kochajacym mnie mezczyzna i bede wiedziec, ze tym
        samym tworze rodzine.
        • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 14:49
          Ok, no to takie pytanie mam wobec tego: skoro ciaza by cie zniszczyla, a
          wzgledy religijne (czy ja lub ktokolwiek tu o takich wzgledach wspomnial????)
          Cie nie przekonuja, skoro nie ma zadnego nawet najmniejszego powodu, bys
          zachowala te ciaza, to po co w ogole ten watek? Czemu tak sie balas tych dwoch
          paskow na tescie? W czym w ogole problem? Idz do lekarza i po prostu usun, nie
          zawracaj glowy ludziom, skoro nie ma zadnego powodu zatrzymywac tej ciazy. A
          gdy uznasz, ze juz jest wlasciwy czas, to sobie zajdz swiadomie w ciaze i wtedy
          kochaj to dziecko, ktore sobie swiadomie splodzisz i urodzisz.


          > W mojej sytuacji nie ma innego wyjscia.

          W Twojej sytuacji sa zawsze dwa wyjscia: Aborcja lub zatrzymanie ciazy.
          Wybralas to pierwsze, mowi sie trudno. Ale nie mow, ze jest tylko jedno
          wyjscie. Niejedna dziewczyna, ktora byla w identycznej czy jeszcze trudniejszej
          sytuacji niz Ty wybrala inaczej i zyje. Ty gdybys wybrala inaczej, tez bys
          przezyla i ciaza by Cie nie zniszczyla, wierz mi.


        • lisica_lesna Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 15:02
          Przepraszam wszystkie stałe mieszkanki tego forum, że się wtrącam bo nie
          przechodziłam przez to co wy.
          Ale pomyśl tymczasowa, kochasz kogoś i chcesz o niego walczyć. A to dziecko
          które nosisz kocha Ciebie i ma tylko Ciebie. Zamiast je obronić przed światem
          sama chcesz je skrzywdzic w najgorszy sposób?
          Nie pisze tego, zeby Cię potępić w jakikolwiek sposób. Pamiętam jak ja
          zobaczyłam dwie kreski. Nie cieszyłam się. Zaczynałam dopiero pracę, której
          szukałam pół roku. Mam wrażenie w takim momencie nie myśli się, ze to człowiek -
          że to dziecko, ktore może liczyć tylko na nas. To jest ciąża - problem. Nie
          będzie ciąży, nie będzie problemu. Ale to chyba nie tak, człowiek raz poczety
          żyje już zawsze - tyle że niekoniecznie na tym świecie.
          Czy jeśli nie mialabyś wątpliowści to czy pisałabyś na tym forum? Pomyśl
          jeszcze. Chciałabyś żeby Twoja Mama Cię odtrąciła ( nie mam na myśli aborcji)bo
          w tym konkretnym momencie inne sprawy są ważniejsze?
          Ja nie myślałam o aborcjii. Ale przyszło mi do głowy że może natura sama..
          wiesz , zdaża się. Bo praca! jak ja powiem.. Ale zreflektowałam się. Pomyślałam
          właśnie jak ja bym się czuła gdyby nagle moja Mama mnie nie chciała, nie miała
          czasu, nie chciała ze mną rozmawiac. Po tygodniu zaczęłam się cieszyć a dziś ..
          Malucha ma 15 misiecy. Najpiekniejszy jest moment gdy wieczorem przenosze ją do
          łóżeczka w naszym pokoju. Śpi tak całkiem ufnie, wie że nic jej nie grozi.
          Pisze i pisze, może pomyślisz, że głupoty. Ale zastanów się jeszcze.
          Pozdrawiam. Mam nadzieje że nikogo nie uraziłam.
        • jol5.po Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 15:05
          > Nie ma zadnego, nawet najmniejszego podowu, dla ktorego powinnam zachowac ta
          > ciaze.
          no i taki jest werdykt i Twoja sprawa co zrobisz - coś co pływa w Twoim brzuchu nie jest dla nikogo drogie, nie ma jednej życzliwej mu istoty, żadnej życzliwej dobrej myśli przy nim nie ma i nie będzie. Twojej na pewno nie. Inna sprawa, że Ty akurat idziesz w prawo, a to coś - może z centymetrowe akurat przesuwa się w lewo, zalezne, ale i niezależne - własna krew i te sprawy. Wiem, bo akurat jestem w ciąży, wiem, że pełnoprawne jest przypisane do jej początków czarnowidztwo, ale wiem, że tot całkiem odrębne ode mnie. Co dziwne w tej sytuacji, to, że ja wiem, a obok w tramwaju nikt nie wie, nie wie nikt komu nie powiem - do czasu oczywiście. To taka niby moja przewaga, która zdarza się, że jak w Twoim przypadku jest trybikiem kręcącym śrubkami racjonalizatorskimi. Racjonalizacja polegająca na naprawieniu życia. I wierzysz, że posunięcie przyniesie powrót do harmoni. No cóż, nie pytasz a stwierdzasz, więc... nie napiszę powodzenia, bo niestety nie sądzę, żeby sytuacja w której się znalazłaś była przypadkowa. >Witaj w doroslym swiecie< napisałaś. Ależ byłąś w nim, decyzja za decyzją doprowadziłaś do sytuacji zaistniałej. Nie wydaje mi się, że da się odwrócić wszystkiego ot tak. Zabieg, pyk i koniec. Że niczego sobie kończę pracę, wracam do kraju, gdzie mnie wszyscy kochają i walczę o faceta, o którego zamierzałam już dawno zawalczyć, bo go kocham. Coś te plany właśnie niezbyt dojrzałe.
          Acha, no i > samotna matka z dzieckiem jakiegos kolesia, ktorego nikt nigdy na oczy nie widzial jestem spalona w naszym katolickim kraju.<
          ani on taki znowu katolicki ten kraj, ani to nikogo nie ziębi nikogo tutaj, ani grzeje tak naprawdę kto z kim, bo wszyscy zajęci swoimi sprawami i nie wygladają za koniec własnego nosa. Owszem mozna się przejmować, co tam sobie kochani bliźni myślą, ale argument chyba trochę na wyrost.

          Tak więc racjonalizacja Twojej decyzji przednia, jednakże wystawiasz swoją historię na nasz osąd - zamieszczając na forum publicznym. Owszem dużo przeciw, według Ciebie rozwiązanie w zasięgu ręki - więc do czego my (czytelnicy) tutaj potrzebni?? Do poparcia Twojej decyzji, czy zgłoszenia uwag przeciwnych??? Czy tylko czytania i przewidywania dalszego ciągu tej historii, bo myślę, że ona już się zadecydowała. Pamiętaj jakby co, że tam na górze jest link do zamkniętego forum dla kobiet, które nie gładko a bardzo boleśnie odczuły efekt aborcji, bardziej psychicznie, a mniej fizycznie. Co zdarza się i nawet najbardziej zapiekłe przeciwniczki istnienia "syndromu poaborcyjnego" nie mogą zaprzeczyć, że procent kobiet po bardzo cierpi. Wszakże napisałaś, że > Kazda decyzja bedzie fatalna< więc taka znów 100-procentowej pewność, że wszystko będzie grało po tem już teraz nie masz.
          • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 18:58
            Weszlam na to forum, gdy zdecydowalam sie na aborcje, bo przeciez nie bede
            czytac forum o szczesliwych mamach, jesli mnie to nie dotyczy. Postanowilam
            opisac swoja sytuacje po pierwsze dlatego, ze to oczywiscie byl dla mnie wielki
            szok i chcialam sie gdzies anonimowo uzewnetrznic, po drugie chyba chcialam
            uslyszec te wszystkie glosy oburzenia osob, ktore beda mnie krytykowac ile
            wlezie. Ja sama kiedys krzyczalam glosno, ze aborcja fuj i be i jak mozna cos
            takiego zrobic, jedna z moich najlepszych kolezanek usunela ciaze kilka lat
            temu i pamietam, jak jej perswadowalam i zloscilam sie, ze ona twardo trzymala
            sie swojej decyzji. Minelo kilka lat, a ona czuje sie dobrze i nadal twierdzi,
            ze nie zaluje swojej decyzji, a ja stanelam przed tym samym wyborem i nagle juz
            nie jestem taka hop do przodu. Bo latwo mowic, gdy samemu ma sie rodzine, a nie
            tylko dziecko. Pewnie gdybym ja teraz miala dziecko z kims, kto wiem, ze sie z
            tego powodu cieszy i maly bedzie mial ojca, wtedy tez z oburzeniem
            traktowalabym kazdego, kto myslalby o aborcji. My, kobiety, zawsze myslimy, ze
            my na miejscu tej drugiej to bysmy zrobily tak czy siak. My bysmy zaraz odeszly
            od meza, ktory zdradza. My bysmy zaraz pozwaly do sadu faceta, ktory bije. My
            bysmy nigdy nie dopuscily do czegos takiego w naszym perfekcyjnym zyciu. Ale
            potem, gdy same jestesmy w tej sytuacji, nagle okazuje sie, ze wszystko jest
            inaczej, niz to wczesniej wykrzykiwalysmy.

            Co do moich dzialan- niezbyt przekonujaca dzialaja na mnie stwierdzenia: bedzie
            ciezko, bedziesz sama z malym dzieckiem, wiadomo, ze na studia na razie nie
            pojdziesz, ze utrzymywac cie beda rodzice przez jakis czas a ty bedziesz plakac
            w poduszke przez kilka miesiecy, a potem, po kilku latach bedziesz patrzec na
            swoje dziecko i bedzie tak super, bo go masz... Tak, ja wiem, ze tak wlasnie by
            bylo, ze kochalabym to dziecko, ale ja nie chce tych kilku lat lez i
            bezsilnosci, samotnosci, bo przeciez tylko facetow po przejsciach interesuja
            kobiety z dzieckiem, zaleznosci od rodzicow, zeby niby sobie udowodnic, ze
            jestem na tyle dojrzala, zeby miec dziecko. Otoz- nie jestem! Nie jestem
            absolutnie przygotowana na dziecko, przede wszystkim psychicznie...

            Dzis juz bylam w Centrum Planowania Rodziny, lekarz mnie zbadal i od razu, gdy
            tylko zobaczyl, ze nie potrafie mowic, bo ciagle powstrzymuje sie od placzu,
            umowil mnie na spotkanie z psychologiem tego samego popoludnia. Spotkalam sie z
            niesamowicie sympatyczny babka i rozmawialysmy bardzo dlugo. Opowiedzialam jej
            o wszystkim, jak wyglada moja sytuacja i ze nie potrafie sobie wyobrazic bycia
            matka. I co? I ona powiedziala, ze to dla mnie najlepsze wyjscie...
            Powiedzialam jej o tym, ze w Polsce jest straszna nagonka na kobiety dokonujace
            aborcji, ze wszedzie krzyczy sie, ze cale zycie bede juz w traumie i ze nigdy
            psychicznie nie dojde do siebie itp. A ona mi na to powiedziala, ze codzinnie
            jest u niej przynajmniej jedna kobieta, ktora chce dokonac aborcji i ona czesto
            widzi sie z nimi jeszcze pozniej, zeby sie upewnic, czy wszystko w porzadku i
            czy dobrze radza sobie z nowa sytuacja. I powiedziala mi, ze wiekszosc tych
            kobiet pozniej czuje juz tylko ulge, wielka ulge, ze ich zycie moze toczyc sie
            dalej, poznaja odpwiednich partnerow i czesto widzi ich w centrum planowania
            rodziny znow w ciazy, ale tym razem tej szczesliwej i chcianej. Przyznala, ze
            zdarzaja sie kobiety, ktore bardzo ciezko sobie z tym radza, ale zazwyczaj sa
            to osoby, ktore mialy problemy psychiczne juz wczesniej, ktore nie byly
            przekonane, ze chca usunac ciaze, ale cos lub ktos je do tego przekonalo, mimo
            ze one byly gotowe na dziecko.
            Ja jestem pewna, ze chce aborcji. I wiem, ze nie bede tego zalowac. Jestem juz
            umowiona na za dwa tygodnie, a poniewaz to wczesne stadium, podadza mi tabletki
            wczesnoporonne.
            I tak zaczne moje zycie od nowa, bo co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
              • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 21:36
                Udzielilam juz odpowiedzi na to pytanie w poprzednim poscie.

                Poza tym wlasnie przeczytalam post pt. 'dwie strony monety' i on dokladnie
                ujmuje to, co ja czuje. Nie kazdy musi przezywac traume i wieczna depresje z
                powodu aborcji i nie rozumiem dlaczego wiekszosc osob probuje na sile wzbudzic
                we mnie jak najwieksze poczucie winy i zalu. Najlepiej by bylo gdybym popadla w
                skrajna depresje i wtedy te wszystkie osoby moglby z radoscia powiedziec: a nie
                mowilam, masz za swoje!

                To jest moj swiadomy wybor i chcialam sie przekonac, czy ktokolwiek bedzie w
                stanie to przyznac i powiedziec: ja bym tak nie zrobila, ale szanuje twoja
                decyzje i zycze ci, zebys przeszla przez to spokojnie i zeby nie dreczylo cie
                to psychicznie. Ale nie, wy predzej zyczylysbyscie mi wszystkiego co najgorsze
                tylko dlatego, ze mysle inaczej niz wy. A to sie nie nazywa inaczej jak
                calkowity brak tolerancji.

                I jeszcze urywek z artykulu, ktory podala ainoa, o tym, jak szerzy sie mit o
                kobietach cierpiacych dozgonne katusze poaborcyjne, kiedy tak naprawde
                wiekszosc z nich cierpi mniej, niz cierpialy by bedac w ciazy z niechcianym
                dzieckiem:
                "wmawianie kobietom, że muszą rodzić za wszelką cenę, bo każde macierzyństwo -
                nawet to niechciane i wymuszone - jest największym szczęściem i jej misją
                życiową, nie uwzględnia różnorodnych doświadczeń kobiet, a w wielu wypadkach
                jest po prostu nieprawdą. Takie tendencyjne podejście do kobiecych wyborów jest
                jaskrawym przejawem przedmiotowego traktowania kobiet i ich funkcji
                rozrodczych. Uświadomienie sobie nieuczciwości i hipokryzji podobnej propagandy
                pomoże kobietom odzyskać prawo do stanowienia o sobie i swoim życiu."

            • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 21:39
              "I tak zaczne moje zycie od nowa, bo co mnie nie zabije to mnie wzmocni."

              rece opadaja, przeciez wiadomo, ze w klinice aborcyjnej psycholog zrobi takie
              pranie mózgu, zeby wyszlo na to, ze aborcja jest wogóle "najzdrowsza".
              propozycja: poprawi jakosc zycia psychicznego ... przeciez oni z tego zyja,
              jakby nie robili aborcji to by nie zarabiali takiej kasy.

              hej ! tymczsowa_idiotko, po pierwsze nie jestes idiotka, tylko zrobili cie
              idiotka w tej klinice (klinice-tfu!). Masz wyjscie, masz wybór, nie łudź sie ze
              zaczniesz od nowa, chyba ze masz na mysli poczatek koszmaru. poczytaj to forum,
              poczytaj co sadza o swoim czynie dziewczyny, ktore tego dokonaly. i nawet jesli
              przeczytasz ze ktos "poczuł ulge" to wczytaj sie w całość dogłebnie, zobaczysz
              jakie jest tam wolanie o miłość i żal, jak wiele trzeba sobie potem
              racjonalizowac, udowadniac, ukladac, przekładac, z natura ludzka sie nie wygra.
              luknij jeszcze na taka stronke www.aborcja.info.pl/psychika.html

              nie daj sie omamic tym pseudo-wybawicielom aborcyjnym.
              • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 22:18
                spokofaceciesmile
                ja nie mieszkam w Polsce, ale w kraju gdzie aborcja jest legalna i bezplatna.
                Od momentu, gdy weszlam do Centrum Planowania Rodziny zostalam otoczona
                profesjonalna opieka, az bylam zdziwiona, ze ktos tak bardzo moze sie
                przejmowac moim losem.
                Pani psycholog, z ktora sie dzis widzialam nie mialam zadnego interesu w tym,
                zeby mnie namowic na aborcje, poniewaz ja za to nie place ani grosza. Zreszta
                rozmawialysmy dlugo i to nie bylo tak, ze ona przekonywala mnie, ze powinnam to
                zrobic. Przedstawilam jej moja sytuacje, fakt, ze jestem calkiem sama zagranica
                a ojciec dziecka mnie olal i bawi sie gdzies zupelnie nie swiadomy tego, co ja
                musze teraz przezywac. Na koniec, gdy ona upewnila sie, ze taka jest moja
                decyzja, przekonala mnie, ze wiekszosc kobiet, z ktorymi ona sie spotyka nie
                zaluje tej decyzji i zebym nie zadreczala sie wizja traumy i wiecznego
                koszmaru, poniewaz to sprawa indywidualna kazdej osoby.

                Nie mysl sobie, ze ja tego nie przezywam. Ja duzo nadrabiam mina, bo przeciez
                nie moge siasc i plakac przez pol dnia dlatego, ze zaszlam w nieplanowala ciaze
                i to akurat wtedy, kiedy tylko przez miesiac nie bralam tabletek, bo nie
                zdazylam sie po nie wybrac na czas. Ja wiem, ze ja bede o tym myslec przez cae
                zycie i ja marze o tym, zeby miec dziecko, ale wtedy, kiedy bedzie obok mnie
                ktos, z kim bede mogla stworzyc rodzine. Wszystkie moje marzenia, plany i cele
                leglyby w gruzach, gdybym zdecydowala sie miec teraz dziecko. Ja wiem, ze to
                decyzja egoistyczna i ze jeszcze nie raz bede plakac w poduszke. I uwierz, nie
                jest mi latwo.
                • jol5.po Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 22:46
                  to ja już nie rozumiem, raz piszesz:
                  >Poza tym wlasnie przeczytalam post pt. 'dwie strony monety' i on dokladnie
                  >ujmuje to, co ja czuje. Nie kazdy musi przezywac traume i wieczna depresje z
                  >powodu aborcji i nie rozumiem dlaczego wiekszosc osob probuje na sile wzbudzic
                  >we mnie jak najwieksze poczucie winy i zalu. Najlepiej by bylo gdybym popadla w
                  >skrajna depresje i wtedy te wszystkie osoby moglby z radoscia powiedziec: a nie
                  >mowilam, masz za swoje!
                  potem zaś:
                  >wiem, ze to decyzja egoistyczna i ze jeszcze nie raz bede plakac w poduszke. I >uwierz, nie jest mi latwo.

                  I tak dziwnie racjonalnie wszystko masz już przemyślane, jakoś tak mało w tym emocji, rozterek typowych dla tego stanu, inne dziewczyny w podobnej sytuacji pisały inaczej, mniej logicznie, nie tak składnie - i piszę to bez złośliwości, tylko z zastanowieniem

                  i naprawdę napisałaś to wszystko dlatego, że:
                  >chcialam sie gdzies anonimowo uzewnetrznic, po drugie chyba chcialam
                  >uslyszec te wszystkie glosy oburzenia osob, ktore beda mnie krytykowac ile
                  >wlezie.
                  naprawdę chodzio Ci o to ostatnie???
                  czytałaś dokładnie to co było napisane do Ciebie, naprawdę widzisz w tym same głosy potępienia?????
                  a co do uzewnętrznienia - jest przecież pani psycholog, opowiadasz jej wszystko, uzyskujesz poradę, ukojenie, a potem jeszcze nam składasz dokładną relację, skąd tak duża potrzeba dzielenia się przeżyciami, tak intymnymi? i to przed osobami przeciwko którym ustawiasz się w kontrze (>chcialam uslyszec te wszystkie glosy oburzenia osob, ktore beda mnie krytykowac ile wlezie<wink?????
                  • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 23:37
                    No tak, a ty najpierw zarzucasz mi, ze juz tego nie rozumiesz, bo raz twierdze,
                    ze przejde to bez szoku i rozpaczy, a za chwile mowie, ze bede jeszcze plakac w
                    poduszke...a potem mowisz, ze nie ma we mnie rozterek typowych dla tego stanu...

                    Wiesz, ja sama jestem zdziwiona, ze juz jakos sie z tym pogodzilam i
                    uspokoilam. Wczoraj, gdy zrobilam test przezylam prawdziwy horror, przez chwile
                    pomyslalam, ze swiat mi sie zawalil i przeplakalam pol nocy. Ale dzis poszlam
                    do lekarza, spotkalam sie z psychologiem i z przyjaciolka i przekonalam sie, ze
                    nie jestem sama i mam w kims wsparcie. Poza tym juz mam ustalona date wizyty i
                    czuje sie z tym pewniej, spokojniej.
                    Jesli masz na mysli to, ze nie brzmie przekonujaco, to coz, pisze to, co czuje.
                    Nie bede robic z tego powodu wielkiego halo i z rozpacza wyc, ze swiat mi sie
                    wali. Widzisz, moje zycie zawsze bylo poukladane i gdy pojawia sie problem, ja
                    od razu podwijam rekawy i mysle, co zrobic, zeby problem rozwiazac i ciezko
                    jest mnie zlamac i wymusic na mnie dluga rozpacz. Dlatego teraz tez szybko
                    wzielam sie w garsc i mysle o wszystkim logicznie, odsuwajac od siebie emocje,
                    bo chyba bym zwariowala, gdybym miala zaczac sie uzalac nad soba i swoja
                    sytuacja. Jesli myslisz, ze symuluje i bawi mnie wypisywanie takich rzeczy na
                    forum, to coz, mylisz sie.
                    Skad potrzeba dzielenia sie intymnymi przezyciami? To jest anonimowe forum, a w
                    moim zyciu wiele sie dzieje i wlasciwie mysle tylko o tym, a tu moge napisac to
                    wszystko i nikt nie pokaze mnie palcem na ulicy i powie, ze to ta wstretna, co
                    ciaze usunela. To chyba normalne, ze ludzie pisza o sobie wszystko w
                    internecie, bo potem moga kliknac krzyzyk w prawym gornym rogu i po prostu
                    zniknac. Poza tym zdaje sobie sprawe z tego, ze jestem w trakcie tego, co jest
                    jjedna z najbardziej kontrowersyjnych spraw w Polsce i chyba czuje jakas
                    potrzebe tego, zeby powiedziec innym- ja zrobie tak i myslcie sobie co chcecie.
                    • jol5.po Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 23:52
                      >a potem mowisz, ze nie ma we mnie rozterek typowych dla tego stanu..<
                      no własnie, tylko te rozterki dziwne... (dla mnie - nie żadna to obowiązująca teoria)

                      ale jeśli wszystko gra, to tylko chyba zostaje życzyć Tobie szerokiej drogi
                      i myślę, że nic się więcej już od nas nie dowiesz, ani nie uzyskasz porad czy ewentualnego wsparcia, bo nie prosisz przecież o nie, tam w poradni Twoje wsparcie
                      a co do przekonywania w odwrotną stronę, to Twoje życie nie nasze, nas do niczego nie musisz przekonywać
                • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 22:50
                  myslisz ze nie wiem?! myslisz ze siedze tu zeby sie ponabijac albo pomadrzyc?!
                  ja nie znam nikogo, kto przezylby swe zycie zgodnie z tym co sobie wymarzyl, to
                  po pierwsze; ale znam setki ludzi ktorzy dzien w dzien dostaja kopa w dupe i sa
                  szczesliwi. a wiesz dlaczego? bo nie kopy w dupe sa najwazniejsze tylko ludzie
                  z ktorymi jestes, zyjesz i spotykasz sie. wyobraz sobie ze urodzisz to dziecko,
                  w oczach innych bedziesz bohaterka, bo nie poszlas na latwizne i nic ci nie
                  ubedzie w kobiecosci, jesli zdecydyjesz sie oddac dziecko do adopcji. pomysl o
                  przyszlym mezu i waszych dzieciach, co byloby lepsze: zyc ze swiadomoscia
                  aborcji, czy zyc z tym dzieckiem albo po odważnej i zgodnej z macierzynskim
                  instynktem, decyzji o urodzeniu dziecka i zapewnieniu mu odpowiedniego
                  srodowiska przez adopcje...
                  • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.10.05, 23:58
                    spokofacet, wiem o czym mowisz, ale ja chyba jednak nie nadaje sie na typ
                    bohatera i samo myslenie o takiej opcji mnie przeraza. Ja wybralam wersje
                    najszybsza, najbardziej tchorzowska na pewno... ja chce po prostu, zeby jak
                    najszybciej bylo po wszystkim, zeby tej calej sytuacji juz nie bylo, zeby za
                    miesiac wszystko bylo jak dawniej, zebym mogla zostac tutaj i dokonczyc szkole,
                    chodzic do tej samej pracy, w przyszle wakacje wrocic do Polski, pojechac na
                    dlugie wakacje, odzyskac faceta, ktorego stracilam wyjezdzajac, wrocic na
                    studia i do pracy w Polsce...a jesli utrzymam ciaze musze wszystko poswiecic
                    dla szczytnego celu, rzucac szkole i prace tutaj i jechac do Polski (bo
                    przeciez nie bede w ciazy tutaj calkiem sama) a tam nie wiem, co dalej...
                    Majac te dwie wizje przed soba i dwie decyzje, automatycznie wybieram ta, ktora
                    bedzie dla mnie lepsza. Tchorzliwe, na pewno. Egoistyczne, tez. Ale nic nie
                    jest w stanie mnie przekonac, zebym zrobila z siebie matke-polke w imie
                    wyzszych celow.
                    • genepis Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 29.10.05, 00:14
                      tymczasowa_idiotka napisała:

                      > Ale nic nie
                      > jest w stanie mnie przekonac, zebym zrobila z siebie matke-polke w imie
                      > wyzszych celow.

                      A matkę-amerykankę? (Nie wiem czy dobrze zrozumiałam skąd piszesz, wydaje mi
                      się że z USA) Jak w kraju, z ktorego piszesz, wyglada opieka nad samotnymi
                      matkami? Czy bezplatna jest tylko aborcja, czy tez rzad opiekuje sie jakos
                      przyszlymi matkami?
                      Jak wygladaja procedury oddania dziecka do adopcji? (zaloze sie, ze sa tam
                      setki bogatych a bezdzietnych par, ktore o niczym innym nie marza jak o adopcji
                      Twojego dziecka.) Moze to zabrzmi dziwnie, ale czy nie bedzie Ci lzej zyc ze
                      swiadomoscia, ze Twoje dziecko zyje i ma wszystko, co najlepsze, niz ze
                      swiadomoscia, ze nie zyje, abys Ty miala... no wlasnie,co?
                      Czy osrodki adopcyjne nie otaczaja opieka dziewczyny, ktora decyduje sie na
                      urodzenie dziecka?
                      Moze pomoga Ci jednak zostac, moze wcale nie musisz wracac do Polski, moze
                      urodzisz tu, a do Polski wrocisz potem i to z "czysta karta"?

                      Pozdrawiam serdecznie i licze na odpowiedz

                      genepis
                      • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 31.10.05, 22:56
                        Z ojcem dziecka rozstalam sie 4 dni zanim sie dowiedzialam, ze jestem w ciazy i
                        na pewno nie chce, zeby on o tym wiedzial. Szczerze mowiac nie mam pojecia jak
                        on by zareagowal. Ale wiem, ze nie chce jeszcze jego obarczac tym wszystkim i
                        przede wszystkim nie chce go juz wiecej widziec, a gdybym mu powiedziala na
                        pewno by mnie tak szybko nie zostawil w spokoju.
                        Co do aborcji- tu niestety musze was rozczarowac, bo on z cala pewnoscia bylby
                        za. Moze dlatego, ze tu aborcja jest na tyle powszechna, ze wlasciwie kazdy zna
                        kogos, kto usunal ciaze i nikt nie bulwersuje sie tak, jak nasz katolicki
                        narod. Dlatego nie chce jeszcze jego w to wszystko mieszac, tym bardziej, ze
                        pracuje z jego kumplem i potem sprawa moglaby sie rozniesc u mnie w pracy i
                        wszyscy by mieli temat do plotek. Dlatego wole, zeby on zyl w nieswiadomosci..
                    • gls1 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 02.11.05, 10:46
                      sTUDIA I PRACA W POLSCE?? tO NAJGORSZA INWESTYCJA JAKĄ MOŻESZ POCZYNIĆ!! STUDIA
                      W POLSCE SĄ NIEZAWSZE HONOROIWANE NA ŚWIECIE A W POLSCE NIE ZAROBISZ NA
                      UTRZYMANIE SWOJEJ "WYMARZONEJ RODZINY" O ILE DOSTANIESZ PRACĘ ZA MAX 300
                      EUR /MIESIĄC. NAJGORSZĄ ZBRODNIĄ PRZECIW WLASNYM DZIECIOM JEST SKAZANIE ICH NA
                      DORASTANIE W POLSCE JEZELI MA SIĘ MOZLIWOŚĆ DO TEGO NIEDOPUŚCIĆ!!! JA TEŻ MARZĘ
                      O RODZINIE I DZIECIACH ALE NAPEWNO NIE W POLSCE BO TU MOGĄ ZMARNOWAĆ SOBIE
                      ŻYCIE!!! PS- NIE JESTEM DYGNITARZEM A ZATEM CZŁOWIEKIEM Z "UKLADAMI" WIĘC NIE
                      MAM SZANS ŻYC W POLSCE NA SATYSFAKCJONUJĄCYM MNIE PIZIOMIE!!! PZDR!!!
                    • kasiarokicka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 03.11.05, 07:44
                      Nie wiem Jak masz na imię , niewiem kim jesteś ani jaka jestes ale wiem jedno
                      ze zdecydowac się na dziecko to nie jest bycie matka -polka. Z tego copiszesz
                      jak piszesz widać ze jesteś zagubiona, a czy ten psycholog odradzał ci w oglole
                      aborcję? Jesli nie powiedził ci o skutkach psychiczny i fizycznych to nie jest
                      dobry psycholog. Skutki psychiczne sa katastrofalne, za miesiąc nie bedzie po
                      wszyskim , aborcja to dopiero poczatek mek i starsznego zycia i z pewnościa
                      zycie się zmieni o 180 stopni - uwierz mi. A skutkami fizycznymi moze być to iz
                      możesz nie miec juz sznsy nawet na planowane dziecko - zastanów sie. a co do
                      rodziców i dawnej miłości to jak kochaja to beda z Toba a jak nie to pokaz im
                      że jesteś silna i sama poradzisz a i tak ja zobacza to będeza Toba. A chłopak -
                      ten z Polski jak kocha Cię to będzie z Toba a jak nie to olej go - juz nie
                      będziesz sama. Mam nadzieje że podejmniej właściwa decyzję bo ona będzie ważyć
                      na Twoim dalszym życiu.
                    • spyrogyra Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 11.04.06, 19:29
                      Droga Moja Tymczsowa idiotka,
                      Jak czytam te wszystkie odpowiedzi to mi się słabo robi. Wiem, że jesteś chyba
                      w UK, tak jak ja.
                      Uważam, że Twoja decyzja jest w 100% słuszna. Nie słuchaj dobrych rad w
                      moherowych /mocherowych beretach. Pójdz do Family Planning. Podejmujesz słuszną
                      decyzję. Nie rujnuj sobie zycia w imię katolickiej martylorogii.
                      M.
                  • kapitanekt Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 15:50
                    Wytłumaczcie mi jedną rzecz?? Kto powiedział, że życie jest największą
                    wartością?? Tylko nie mówcie, że tak głosi religia. Nie mogę zrozumieć ludzi,
                    którzy uważają, że aborcja to morderstwo. To usunięcie płodu! Dlaczego nie
                    potępiacie oddania noworodka do adopcji czy do domu dziecka?? Przez jakiś czas
                    byłam wolontariuszem w domu dziecka i widziałam jak "ułomne" emocjonalnie są te
                    maluchy a potem nastolatki. Dla mnie gorszą zbrodnią jest noszenie w sobie
                    dziecka przez 9 miesiecy a potem oddanie go gdziekolwiek niż aborcja. I nie
                    trafiąja do mnie tendencyjne bzdury jak film "niemy krzyk", czy łąpiące za
                    serca określenia katechetek.
        • dorsie Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 25.10.06, 11:49
          moja znajoma z malego miasteczka wyjechala do pracy do Francji i tam poznala
          murzyna (czarny jak z buszu)
          i zaszla z nim w ciaze, wrocila do kraju, urodzila to dziecko i choc bylo
          bardzo ciezko (wszyscy przeciwni ona mloda, bez szkoly, on ja rzucil we Francji
          i wszystko pod gore) to teraz wyszla powtornie za maz a jej sliczna czarniutka
          coreczka ma juz 9 lat
          wiec pomyslcie dziewczyny zanim wskoczycie facetom do lozka bez zabezpieczenia,
          nie robcie z siebie slodkich idiotek ze sie zdarzylo raz ...........
          szkoda gadac
    • akiel_idi_farm Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 30.10.05, 01:18
      W calym tym watku, Idiotko, roztrzasasz jedynie swoja sytuacje, to jak Ty sie
      czujesz, na co Ty jestes gotowa, to jak ciaza wplynie na Twoje zycie, jak Tobie
      to wszystko jest nie na reka.

      Kompletnie zapomnialas zastanowic sie, jakie prawa ma to dziecko, co ono by
      wybralo w tej sytuacji. W koncu rzecz idzie o jego zycie. Czy ono nie ma
      zadnych praw? Bo jest za male, zeby je egzekwowac? A kiedy urodzisz dziecko,
      gdy Ty bedziesz gotowa, to tamto dziecko bedize mialo wszelkie prawa i bedziesz
      sie z nim cackac jak z jajem swieconym, prawda?

      Cholernie mnie wkurzaja takie Idiotki, ktore widza tylko jednego czlowieka i
      jego prawa w sytuacji swojej niechcianej ciazy, w ktora przeciez dobrowolnie
      zaszly - widza tylko i wylacznie siebie. I tak bezwzglednie selekcjonuja sobie
      dzieci - to nie w pore to do kanalu z nim, albo do komina,jego prawo do zycia
      mnie nie obchodzi. A tamto, ktore urodzi sie za pare lat, to jak go pani w
      szkole pociagnie za ucho to do sadu podasz te pania, bo naruszy prawo Twojego
      dziecka do nietykalnosci. A co z nietykalnoscia tego, ktore poczelo sie nie w
      pore? Masz prawo tak selekcjonowac sobie ludzi?
      • zakreta1881 STOP!!!!! 30.10.05, 09:59
        patrzac w stech 1.5 roku jedyna osoba ktora podjela decyzje o nie-aborcji bylam
        ja. i tylko ja.wszyscy byli przeciwni.hm chyba ten isntynkt,milosc
        podtrzymywala ta decyzje.klasa maturalna, z facetem juz nie bylam jakis czas i
        tez uwazal ze aborcja jest jedynym rozwiazaniem. bylam miedzy mlotem a
        kowadlem.na warunkach rodzicow. a teraz jest inaczej. rodzice zajmuja sie malym
        tyle ile moga.ja robie co to dawniej.nie zmienilo sie nic.oprocz tego ze jestem
        mama i mam super syna smile czasem jak patrze na niego i mysle sobie do czego mnie
        namawiano to az mnie sciska i wtedy jego mocno sciskam....choc jest rozbieganym
        dzieckiem, i czasem daje popalic to slowo mamo podnosi mnie do gory . i jestem
        mama i tata bo tate ma tylko na papierku. przeszlam duzo w szpitalu, porod
        ciezki i nawet do dzis jest ze mna nie tak jak powinno to nie chciala bym
        cofnac czasu i zrobic to. ale niektorzy nie maja tak. moja przyjaciolka usunela
        i nie powstrzymala jej od tego. kariera itd.reszta sie nie liczy. moze ja mam
        wpojone inne wartosci. zawsze mysle jakos to bedzie. choc nie zawsze jest
        kolorowo choc by sie chcialo

        pozdrawiam
      • limonka.sweet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 05.08.06, 23:24
        Ja mam dwójkę dzieci i powiem Wam że w Polsce dzieci nie mają głosu tak jak
        przysłowiowe ryby. Nie mają żadnych praw, przywilejów. Trudno jest być
        rodzicem, oj trudno. Bywało tak, że oboje byliśmy bez pracy (7 miesięcy, dwójka
        malutkich dzieci na wychowaniu, w tym noworodek) - nie udało nam się uzyskać od
        miasta żadnej pomocy, MOPS odpisał na naszą prośbę o dopłatę do przedszkola, że
        rodzice nam powinni pomagać - nie Państwo!

        Teraz się jakoś ułożyło, ale już nigdy tutaj nie urodzę dziecka, choćby nie-
        wiem-co

        Gdyby w naszym kraju respektowano prawa dziecka NARODZONEGO do godnego życia -
        byłoby mniej aborcji.

      • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 31.10.05, 22:49
        Coz Madzia, ja sie nigdy nie wahalam, nawet przez sekunde... Mam juz ustalone
        wszystkie terminy i bede w ciazy jeszcze tylko przez dwa tygodnie. Szczerze
        mowiac nie moge sie doczekac, az bedzie po wszystkim... Pisze to zdanie ze
        swiadomoscia, ze znow ktos sie zbulwersuje i bedzie twierdzil, ze jak tak
        mozna. Otoz- mozna. Codziennie 150 tysiecy kobiet na calym swiecie podejmuje
        taka sama decyzje jak ja i ich zycie przez to nie zamienia sie w koszmr, ale
        wrecz przeciwnie- dzieki temu moga zyc dalej.
        Oczywiscie, jestem egoistka i nigdy tego nie ukrywalam. Mysle o sobie i o tym,
        zeby mi bylo dobrze w przyszlosci. Mysle o swoich planach, ktorych nie chce
        zniweczyc i mysle o tym, zebym ja byla szczesliwa. Nie kazdy rodzi sie zdolny
        do wielkich poswiecen, a urodzenie tego dziecka byloby dla mnie ogormnym
        poswieceniem. I jak juz mowilam, wiem, ze po urodzeniu kochalabym to dziecko i
        wtedy nie wyobrazalabym sobie, ze mogloby go nie byc, ale tak sie nigdy nie
        stanie. I wy, ktore urodzilyscie dziecko i jakos sobie dajecie rade myslicie,
        ze kazdy tak moze. Owszem, kazdy moze, ale nie kazdy chce. Ja nie chce.
        Osoby, z ktorymi podzielilam sie ta wiadomoscia, zgodnie stwierdzily- ja nie
        moge teraz miec dziecka. Dlatego myslac tylko o swoim wlasnym szczesciu usuwam
        ciaze w przyszlym tygodniu. I zrozumcie, sa kobiety, dla ktorych to jest po
        prostu zabieg a pozniej zycie toczy sie dalej. I teksty w stylu, ze
        zamordowalam wlasne dziecko i cale zycie bede tego zalowac wywoluja u mnie
        najwyzej poblazliwy usmiech.
        Ale wiem, ze wy nigdy nie zrozumiecie mojej dezycji, tak jak ja nie potrafie
        zrozumiec waszego swietego oburzenia...
          • demoniczna27 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 13:25
            kto jak kto ale my na pewno jesteśmy w stanie zrozumieć podjęcie takiej
            decyzji, bo wiele z nas zrobiła to samo. TEż usunełam ciąże i tez byłam pewna,
            że to słuszna decyzja. Pisałam na tym forum jeezcze przed zabiegiem i też nie
            pomogło czyjeś "gadanie" miałam swoją prawdę. Nie osądzam cię bo zrobiłam to
            samo. Jestem niestety pewna tego że skoro trafiłas tutaj teraz trafisz tutaj po
            zabiegu. Będziesz sama zdumiona tym jaki to bedzie mieć wpływ na ciebie. Tego
            się nie przewidzieć przed, jak w sobie nosi sie niechciane dziecko. Potem się
            za nim tęskni.
        • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 17:07
          Wiesz co, Tymczasowa? Dlaczego w pierwszym poscie napisalas, ze ta ciaza to
          katastrofa? Przeciez to zadna katastrofa - po prostu pojdziesz i usuniesz, za
          darmo, gdzie tu widzisz katastrofe? Ze kazda decyzja bedzie fatalna? Przeciez
          fatalna bylaby jedynie decyzja o pozostawieniu tej ciazy, bo to zniszczyloby Ci
          zycie. Decyzja o aborcji jest, jak sama piszesz, praktycznie zbawcza, uratuje
          Ci zycie, ktore dziecko w tej chwili by zmarnowalo. Czytajac Twoj wpis powyzej,
          trudno mi uwierzyc, ze ktos tak pewny slusznosci swojej decyzji, ktos, kto
          nigdy nie ukrywal, ze jest egoistka, ktos, kto nie potrafi zrozumiec "naszego"
          oburzenia - ze jestes tą samą osobą, która załozyła ten wątek. Jakby to były
          dwie zupełnie inne kobiety. Ta, ktora zalozyla watek byla przerazona, drzaly
          jej palce u stop, dostrzegala katastrofalnosc sytuacji i mowila o braku dobrego
          wyjscia. Teraz jestes taka butna, pewna siebie, nie widzisz zadnego dylematu
          moralnego, wszystko jest dla Ciebie takie oczywiste, nie obawiasz sie niczego,
          bo wiesz, ze wybierasz susznie - jak to mozliwe? Jaka w koncu jestes?
        • e2005 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 17:17
          I po co te krzyki? Czas pokaże...jesli to tylko zbawienny zabieg dla Ciebie żyj
          sobie spokojnie i niech Ci się wiedzie jak najlepiej ale jeśli kiedyś okaże się
          inaczej wiedz, że znajdziesz zrozumienie nie u zwolenniczek aborcji ale właśnie
          u tych oto dziewczyn, które łączy aborcja.
    • kasiarokicka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 19:53
      Witaj
      Przeczytałam częsc tego co napisałać. Nie wiem ile masz lat ale zachowujesz się
      jak moja 5 letnia córka a nawet gorzej, rozchisteryzowany dzieciak. Nikt ci nie
      kazał iśc do łóżka z byle frajerem, nikt nie mówił ci abyś nie stosowała
      zabezpieczeń, zyjesz w dobie XXI wieku i wiesz co to są środki antykoncepcujne,
      co to seks, ciąża itd. NIe wiem czy ktoś uczył cię i mówił ci o
      odpowiedzialności i ze za swoje błędy trzeba płacic lub je naprawiac. To
      Dzieciątko które jest w Twoim brzuszku nie jest winne temu, że się poczeło, kto
      jest jego ojcem i napewno chce życ bo pewnie juz bije mu serduszko. Chcesz aby
      ono płaciło swoim życiem za Twoje błędy? Ja mam dwie wspaniałe córki i bardzo
      je kocham - naprawdę bardzo. Z moim obecnym męzem mielibyśmy jeszcze jedno ale
      niestety moi rodzice na to nie pozwolili i bum. Teraz ja do końca życia będę za
      to płaciła moimi łzami patrząc jak rosna moje córki i to dziecko które by było
      rosło by tak samo ale go nie ma i nigdy przy mnie już nie będzie. Zastanów się
      co robisz i co jest ważniejsze, szkoła kriera, pieniądze czy tak niewinne małe
      zycie?
      • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 22:19
        kasiarokicka napisała:

        > niestety moi rodzice na to nie pozwolili i bum.

        Ubezwłasnowolnili Cię? Nie zyjemy w sredniowieczu, wiesz co to prawo do
        decydowania o sobie, podobnie jak Tymczasowa wie, co to antykoncepcja i seks.
        Za każdym razem, gdy byłaś w ciąży pytałaś rodziców o pozwolenie na
        doprowadzenie do rozwiązania? To ile Ty masz lat, ze rodzice pozwalają lub nie
        pozwalają Ci mieć dzieci z własnym mężem.
      • kizdam47 Re: Kasiarokicka... 02.11.05, 09:39
        Rozumiem Cię.
        Za mnie tez w sumie zadecydowali najbliżsi, osoby, które powinny mnie wspierać
        i chyba doradzać inne rozwiązanie.
        Może nie obwiniam ich za to ale mam ogromny żal - przede wszystkim za
        wspomniany brak wsparcia w trudnych chwilach.


        Co do wypowiedzi Idiotki - ktoś słusznie zauważył, że w ciągu bodajże tygodnia
        ich ton bardzo się zmienił, tzn. najpierw drżenie i strach oraz
        tytułowe "najdłuższe 120 sekund życia", a na zakończenie pobłażliwy uśmiech
        skierowany do osób, które doradzają jej utrzymanie ciąży i ostrzegają przed
        skutkami (szczególnie psychicznymi) aborcji- przypuszczam, że to efekt małego
        prania mózgu przeprowadzonego przez psychologa w klinice.

        Tymczasowa idiotko - nie życze Ci przeżywania tego, co ja czy inne kobiety
        przeżywają.

        Pozdrawiam serdecznie.
        • kasiarokicka Re: Kasiarokicka... 02.11.05, 21:20
          Dziękuję ci bardzo a ta Pani czepiająca się mnie wcześniej powinna wiedzieciz
          wtedy mój mąz nie był moim męzem a ja nie mogłam jeszce decydowac tak do końca
          osobie ( choć teraz wiem że mogłam) bo byłam niepełnoletnia, na garnuszku
          rodziców i zupełnie od nich zależna. Byłam młodziutka, przestraszona - a z taka
          osobą mozna zrobić wszystko. Teraz jest inaczej bo zrozumiałam swój błąd i
          bardzo droga cene za niego płacę, ale jestem teraz silna, madrzejsza i mam dwie
          wspaniałe córki z moim "obecnym" męzem. A Pani idiotka jest dorosła i jak sama
          napisała egoistyczna i jak dla mnie niedojrzała mio swojego wieku do uprawiania
          seksu, podabnie jak ja wcześniej.
          • reniatoja Re: Kasiarokicka... 02.11.05, 23:31
            Ja Cię skrytykowałam, bo potępiającym tonem piszesz do Idiotki, ze nikt jej
            nie kazał iść z frajerem do łóżka, a sama zrobiłaś to samo, wiec jakie masz
            prawo ją za to potępiać? A odczytuje potepienie w Twoich słowach. A to, czy ona
            dzis jest o te dwa czy nawet piec lat starsza, niz Ty byłaś wtedy - nie ma
            najmniejszego znaczenia.

        • olda_2 Re: 03.11.05, 01:13
          Rzeczywiście Tymczasowa , chyba przeprowadzono na Tobie pranie mózgu.
          Taki psycholog pomaga podjąc decyzje o aborcji. Ja również otrzymałam podobne
          wsparcie w klinice. "Miła i madra" pani nie próbowała mnie nawet słowem od tego
          odwieść. Jedyne pytanie zadane przez nią to dlaczego chcę to zrobić?
          Przekonała mnie , że to co robię nie jest złe i właściwie zamierzam usunąć
          kilkutygodniowe "coś tam" ... A takim pogłaskaniem po głowie było ,że mam po
          zabiegu bardzo na siebie uważać i odpoczywać kilka dni.
          Jestem bardzo pewna , że w klinice nikt Cię nie ostrzegł przed możliwymi
          skutkami psychicznymi i fizycznymi aborcji!
          Kobietą w ciąży łatwo jest manipulować .

          Życze wszystkiego dobrego i
          Pozdrawiam




    • poleczka2 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 01.11.05, 20:33
      Dajcie sobie spokój dziewczyny, nic się nie da już zrobić. Idiotka (to
      nawiązanie do nicka a nie wyzwisko) podjęła już decyzję na podstawie rozmowy z
      jakąś tam panią psycholog i tak zrobi. I pewnie nie będzie żałować. A jak
      będzie to pewnie i tak się do tego nie przyzna. Pozdrawiam.
    • redudek Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 02.11.05, 09:32
      Wrzuc sobię na wyszukiwarkę Aborcja i dokładnie obejrzyj!
      Chcesz żyć?,twoje dziecko zostało powołane do zycia nie zabijaj go!Tez chce
      żyć,miec mamę i jej miłosć.Zastanów się dziewczyno,bo będziesz załowac tej
      decyzji do konca życia.Jezeli nie możesz wychowac dziecka to oddaj do adopcji
      jest tyle rodzin które czekają aby pokochac maleństwo.
    • aida19 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 02.11.05, 10:48
      hej ja cie popieram sama wlasnie stoje przed taka decyzjacrying tez mam straszna
      sytuacje a moze jeszcze gorsza od ciebie tylko nie wiem co zrobic bo jestem
      gotowa na aborcjecryingale nie mam duzo kasy i srodkow jak mozesz to odezwij sie do
      mnie
    • utka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 08.11.05, 08:33
      wiesz,
      nie moge przestac myslec o Tobie od kiedy przeczytalam te Twoja historie.
      Nie moge pojac jak mozna pod sercem nosic dziecko i wiedziec, ze za tydzien je
      sobie zabije, bo mi przeszkadza. Kurcze, juz naprawde dlugo zyje na tym
      swiecie, ale pewne rzeczy wciaz sa dla mnie zupelnie niepojete ...
      Codziennie polecam to Twoje malenstwo opiece sw. Gerarda - to patron kobiet
      oczekujacych potomstwa, szczegolny patron ... I codziennie zastanawiam sie, co
      moze byc wazniejsze w zyciu niz milosc, rodzina, dzieci. Juz nie wiem czy
      zyczyc Ci bys sie o tym na wlasnej skorze przekonala Idiotko ...
      • kizdam47 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 08.11.05, 10:14
        Można tak myśleć, chcociaż uważam, że zawsze towarzyszy temu duży strach i
        wielkie wyrzuty sumienia, chociaż może odezwac sie kilka głosów, że tak nie
        jest.
        Sama tak starałam sie to sobie tłumaczyć - że nie teraz, że to własnie zwykły
        zabieg niewiele różniący się od innych. Może z medycznego punktu widzenia tak
        jest rzeczywiście, ale ta świadomość, że przekreśliło się czyjeś szanse na
        życie tylko dlatego, że pojawił się w niewłasciwym czasie - jest straszna.
        Najbardziej to odczuwam, gdy patrze na moje dzieci - to mogło spotkać któregoś
        z moich żyjących synów.

        Poza tym kilka osób pisało, że fakt wejścia na to forum świadczy o jakichś
        wątpliwościach co do swoich zamiarów lub już dokonanego czynu.

        A Tymczasowa idiotka jest tego najlepszym przykładem - ale po nabiciu głowy
        przez psychologa kliniki aborcyjnej stara się nas przekonac, jak to
        wszechobecna wiara katolicka destrukcyjnie i nienowocześnie wpływa na naszą
        świadomość.

        Ja nie pochodzę z katolickiej rodziny, sama w kościele pojawiam się od
        przypadku, ale zdarzyło mi się kilka razy zostać nazwana moherowym beretem, co
        mnie nie obraża, bo wiem, jaka to wierutna bzdura.
    • 0ania Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 08.11.05, 22:30
      Nie będę Cię pouczać, chwalić ani ganić! Jednak nie wiesz jak wielki ból
      towarzyszy bezpłodności! To boli o niebo bardziej niż nie chciana ciąża.
      Zastanów się póki nie jest za poźno! Potem mozesz nie mieć możliwości takiego
      wyboru!!!
    • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 11.11.05, 20:40
      Nie zagladalam tu przez kilka dni, nie chcialam czytac tych wszystkich postow,
      bo wiele z nich bylo dla mnie naprawde obrazliwych i pomyslalam, ze w chwili,
      kiedy moje zycie jest wystarczajaco ciezkie, nie jest mi jeszcze potrzebne
      wysluchiwanie oskarzen i obelg pod moim adresem.

      Juz jest po wszystkim, juz nie jestem w ciazy.

      Jest cala masa rzeczy, ktore chcialabym napisac w odpowiedzi na oskarzenia pod
      moim adresem. Ale chyba to nie ma wiekszego sensu, bo i tak kazdy bedzie teraz
      widzial tylko ten jeden fakt- ciaza zostala usunieta, aborcja dokonana i hop na
      nia z nowymi zarzutami...

      Czuje sie dobrze. Osmiele sie nawet powiedziec, ze czuje sie bardzo dobrze.
      Moje zycie zmienilo sie diametralnie w momencie, kiedy dowiedzialam sie, ze
      jestem w ciazy. Przez pierwsze dni przechodzilam prawdziwa depresje, stad braly
      sie moje skrajne emocje i nieporadnosc. Tym bardziej, ze mieszkam za granica
      calkiem sama i wlasciwie musialam sie ze wszystkim zmagac calkiem sama. Moze
      dlatego weszlam na to forum, zeby uzyskac jakakolwiek reakcje, choc bylo to
      chyba glupie, skoro z gory zakladalam, ze nie uslysze slow otuchy. To jest
      chyba najokropniejsze w tym wszystkim- w momencie kiedy zaszlam w ciaze, ja
      przestalam istniec. Bylo tylko to 'dzieciatko' z bijacym 'serduszkiem', a co
      dalej bedzie ze mna- pal licho. Teraz juz jestem tylko pojemnikiem
      na 'dzieciatko' i mam sie godzic na wszystko, co sie bedzie dalej dzialo i
      przyjmowac to z pokora. Nikt nie pomyslal o tym, ze ja tez jestem czlowiekiem i
      ja tez chce byc szczesliwa. Dlatego moze i jestem egoistka, ale nie jestem
      gotowa na takie poswiecenia, zeby postawic na szale cale swoje dalsze zycie
      dlatego, ze popelnilam blad. Za bledy sie ponoc placi i zapewne aborcja tutaj
      byla moja zaplata, bo gwarantuje wam, ostatnie dwa tygodnie byly najwiekszym
      koszmarem mojego zycia.
      I tutaj chcialam tylko odniesc sie do jednego komentarza, gdzie ktos oskarzyl
      mnie o to, ze ide do lozka z byle frajerem i nie wiem, co to antykoncepcja. Nic
      o mnie nie wiesz, nie wiesz, kim bym dla mnie facet, z ktorym wpadlam, dlaczego
      sie rozstalismy 4 dni zanim sie dowiedzialam, ze jestem w ciazy. Wiec prosze,
      nie oceniaj mojego zwiazku i nie wypowiadaj sie na temat mojej dojrzalosci do
      wspolzycia, jesli nie znasz mnie i nie wiesz w jaki sposob zaszlam w ciaze.

      Usunelam ciaze. I co? I jestem normalna, nie odbilo mi psychicznie. Mimo
      wszystko umowilam sie na spotkanie z psychologiem juz po zabiegu, zeby z kims o
      tym porozmawiac. Ja wiem, ze wy tu widzicie cala teorie spisku i ze pani
      psycholog zrobila mi pranie mozgu, ale to jedna wielka bzdura. Ja przyszlam do
      niej bedac pewna swojej decyzji i gdyby zaczela mnie przekonywac, ze to nie
      jest dobre wyjscie, bo 'dzieciatko' i 'serduszko' to poszlabym sobie szybko i
      nigdy nie wrocila. Ona nigdy nie powiedziala mi, ze powinnam usunac ciaze.
      Powiedziala mi, ze cokolwiek zadecyduje z pewnoscia, ze tego chce, bedzie dla
      mnie dobre. Bo najgorsze to usuwac ciaze, gdy tak naprawde do konca sie tego
      nie chce. Ja to juz mowilam- ja nawet przez sekunde nie pomyslalam, ze moglabym
      urodzic to dziecko.
      Rozmawialysmy dlugo i mowilam jej o wszystkim, a przede wszystkim, ze inni
      ludzie staraja sie we mnie wzbudzic poczucie winy i wiedza najlepiej, co
      powinnam zrobic, rzucajac oskarzeniami i obelgami. A juz najbardziej
      tendencyjne stwierdzenie, to ze bede tego morderstwa zalowac do konca zycia,
      od czego po prostu dostaje juz wysypki... I tutaj powiedziala mi sluszna rzecz,
      ktora i tak wiem, ze obrobicie po swojemu i oskarzycie wstretna pania psycholog
      o pranie mozgu...ale gdyby wszystkie kobiety po aborcji konczyly ze zjechana
      psychika to zawod psychologa bylby najlepiej oplacalnym zawodem na swiecie,
      kliniki roslyby jak po deszczu i musialyby byc otwarte 24h na dobe z wielkimi
      kolejkami. Poniewaz dziennie na swiecie usuwa ciaze setki tysiece kobiet i
      gdyby one wszystkie mialy skonczyc z problemami psychicznymi to bylyby nas
      miliony i bylaby to swiatowa epidemia. I jeszcze powiedziala mi, ze tak
      naprawde wiecej do niej przychodzi kobiet z depresja poporodowa niz
      poaborcyjna. Ja wiem, ze i tak wiekszosc osob to zakwestionuje i powie, ze to
      bzdury. Coz, kazdy z nas wierzy w to, co jest dla niego najwygodniejsze.

      W kazdym badz razie ja usunelam ciaze i zyje dalej. Zmienilo sie kilka rzeczy w
      moim zyciu, wlasciwie wszystko wyglada teraz inaczej niz dwa tygodnie temu. Ale
      nauczylam sie z tego wiele, wyciagnelam wnioski i czuje potrzebe zmian,
      poprawy. Chce isc do przodu i cos robic ze soba i chce byc szczesliwa.

      Ja wiem, ze dla was to i tak jest niepojete. Ale przynajmniej chce, zebyscie
      uswiadomili sobie, ze takich kobiet jak ja jest mnostwo. Dokonujemy zabiegu, a
      potem zycie toczy sie dalej. I nazywajcie sobie mnie jak chcecie, rzucajcie
      obelgami i wyrzutami, ale juz po fakcie, ja usunelam ciaze a w miedzyczasie
      zrobilo to mnostwo innych kobiet. I nic na to nie poradzicie krzyczac, tak jak
      ja nie przekrzycze wam swoich racji.

      Dziekuje za wszystkie komentarze, czy te zwykle, czy te niemile. Sporo
      grzebalam w internecie, zeby dowiedziec sie o abrocji w Polsce i wiem jedno- to
      niesamowite, jak niewiele ludzie o tym wiedza, a czasem wrecz scianajace z nog,
      jakie ludzie maja o tym pojecie. Najbardziej przeraza mnie to, co dzieje sie w
      podziemiu aborcyjnym, te wszystkie piwniczne zabiegi, ktore zagrazaja zyciu i
      zdrowiu kobiet. Bo one beda to wciaz robic tak czy siak.

      Pozdrawiam was wszystkich i przyrzekam, ze jak juz w koncu mi psychicznie
      odwali to przyjde tu, zeby sie pochwalic i zebyscie mogli powiedziec: a nie
      mowilam/em! A masz tu swoja kare za zle czyny!
      • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 11.11.05, 22:31
        nikt ciebie tu nie potepił i nie potępi; nikt tu nie jest tak odważny, żeby to
        robić, co najwyżej oceniany był twój zamiar aborcji, który stał sie faktem. To
        forum jest bardzo specyficzne. zgodze sie z toba, ze ludzie wiedza o aborcji
        mało, tak samo jak wiedza o płodności. czasami wchodza tu nowicjusze, zobacza
        kilka zdjeć abortowanych płodów, poczytają opinie dziewczyn, które chca zobić
        aborcję i doznaja wielkiego szoku, niekiedy dopisujac cos nieodpowiedzialnego,
        obraźliwego, ale to łatwo można rozpoznać, to mniejszość. Takie osoby bardziej
        okazują w ten sposób swoje uczucia nieprzyjemne niż obrażaja.

        Myśle ze wiekszosć osób piszacych tutaj pro-life, zna dośc dobrze problem
        aborcji, problem niespodziewanej ciązy itd.. to nie jest tak, ze zaslepieni
        ideologia obrażają i walcza dla samej walki.

        tu chodzi po prostu o zycie. TWOJE, moje, moich dzieci, tych dzieci ktore
        dopiero sie poczną... i o wszystkie relacje miedzy ludzmi. ja tez chce byc
        szczesliwy, chce zeby moje dzieci byly szczesliwe, chce zebys ty byla
        szczesliwa. wiem ze to da sie zrobic tylko miloscia, zadna wojna, zadna
        eksterminacja, przemoc nie przyniosla nikomu milosci i szczescia...

        a juz na pewno nikt nie bedzie mial dzikiej satysfakcji, kiedy tu wrocisz w
        jakimkolwiek stanie, bo kazdy z nas jest troche "psychicznie odwalony", w
        koncu, wszyscy ktorym dane jest zyc na ziemi to tylko OCALENI, nieprawdaż ?
        • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 01:15
          spokofacet, madrze gadasz, wiesz... ja tylko chce, zeb nikt mnie nie potepial,
          bo to moje zycie i moje czyny, a ja rozumiem, ze sa ludzie, dla ktorych moje
          dzialania sa niepojete... i to przede wszystkim chcialam uslyszec, ze kazdy z
          nas ma swoje grzechy na sumieniu i nie warto negowac innych, gdy samemu ma sie
          trupy w szafie.
      • trollolap Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 00:12
        tymczasowa_idiotka napisała:

        > Ja wiem, ze dla was to i tak jest niepojete. Ale przynajmniej chce, zebyscie
        > uswiadomili sobie, ze takich kobiet jak ja jest mnostwo.
        > Dokonujemy zabiegu, a potem zycie toczy sie dalej.
        > I nazywajcie sobie mnie jak chcecie, rzucajcie
        > obelgami i wyrzutami, ale juz po fakcie, ja usunelam ciaze a w miedzyczasie
        > zrobilo to mnostwo innych kobiet.
        > I nic na to nie poradzicie krzyczac,
        > tak jak ja nie przekrzycze wam swoich racji.

        Dlaczego od razu krzyczeć?
        Rzadko się zdarza, żeby po popełnieniu jakiegoś czynu życie przestawało się
        toczyć dalej dla tego, kto go dokonał, więc nie ma się czemu dziwić.

        Czy chciałaś w tym swoim długim liście przekazać coś konstruktywnego innym, czy
        napisałaś go, żeby czegoś się dowiedzieć, szukasz porady, itp?

        Pzdr,
        trollołap
        • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 01:01
          Hm, napisalam ten podsumowujacy komentarz bo jakby nie bylo to ja jestem
          autorka tego postu i ktos sie nawet dopytywal, czy podziele sie 'wrazeniami'.
          Nawet jesli mialam cos do przekazania to na pewno spadlo to na nieplodna
          glebe... Ja tylko chcialabym, zeby ludzie zrozumieli wreszcie, ze sa tez inni
          ludzie, ktorzy mysla inaczej. I zeby wreszcie zlamac ten idiotyczny mit o
          abrocji, ze my wszystkie konczymy w wariatkowie i nasze zycie zmienia sie w
          koszmar. Ja wiem, czasem sie zmienia. Ale mnostwo, mnostwo razy nie. I tylko
          chcialam, zeby ludzi zdawali sobie z tego sprawe i nie zapodawali tandetnych
          tekstow o morderstwach i koszmarach, ktore beda mnie dreczyc cale zycie.

          Kazdy z nas jest inny. Masa ludzi nie rozumie mnie i tego co ja zrobilam. Ja
          nie rozumiem masy innych ludzi, ktorzy osadzaja mnie i mowia mi jak zyc, kiedy
          ich wlasne zycia sa nieraz o wiele bardziej popieprzone niz moje. Chcialam sie
          dowiedziec, czy ktos potrafi prowadzic dialog, nie klocic sie i obrzucac
          obelgami. Ale do tego nam jeszcze duzo dalej niz blizej.

          Jak dla mnie to byla bardzo duza lekcja tolerancji. I nauczylam sie zbywac pol-
          usmieszkiem osoby, ktore najchetniej wyciagnelyby piesci jako swoj argument. Ja
          patrze na swiat inaczej, wy inaczej, zrozumcie to. Tylko to chcialam osiagnac.
          • trollolap Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 08:51
            tymczasowa_idiotka napisała:

            > Hm, napisalam ten podsumowujacy komentarz bo jakby nie bylo to ja jestem
            > autorka tego postu i ktos sie nawet dopytywal, czy podziele sie 'wrazeniami'.
            > Nawet jesli mialam cos do przekazania to na pewno spadlo to na nieplodna
            > glebe... Ja tylko chcialabym, zeby ludzie zrozumieli wreszcie, ze sa tez inni
            > ludzie, ktorzy mysla inaczej.

            Ja myślę, że oni doskonale o tym wiedzą.
            Nie jest na świecie tak, że każdy, kto cokolwiek zrobił dobrego lub złego,
            będzie o tym zawsze pamietał. Wielu ludzi nie pamięta tego, co zrobili dobrego,
            bo uważają, że to, co zrobili jest normalne i nie chcą sobie tym zawracać
            głowy - i wtedy jest to pokora, a wielu innych nie pamięta tego, co zrobili
            złego, bo uważają, że to, co zrobili jest normalne i nie chcą sobie tym
            zawracać głowy - i wtedy jest to buta.
            To są jednak dwie marginalne skrajności. W ogromnej większości ludzie jednak
            nie są aż tak skrajni i większość z nich pamięta o tym, co zrobili - jeżeli
            zrobili coś dobrego, to się cieszą, a jeżeli coś złego, to się martwią.

            > I zeby wreszcie zlamac ten idiotyczny mit o
            > abrocji

            Czy to jest coś dobrego?

            Pzdr,
            trollolap
          • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 10:12
            >Chcialam sie
            dowiedziec, czy ktos potrafi prowadzic dialog, nie klocic sie i obrzucac
            obelgami. Ale do tego nam jeszcze duzo dalej niz blizej.

            >Jak dla mnie to byla bardzo duza lekcja tolerancji. I nauczylam sie zbywac pol-
            usmieszkiem osoby, ktore najchetniej wyciagnelyby piesci jako swoj argument. Ja
            patrze na swiat inaczej, wy inaczej, zrozumcie to. Tylko to chcialam osiagnac.

            mysle ze tego nie osiagnelas i nie osiagniesz. prowadzenie dialogu nie polega
            na tym, ze akceptuje sie wszystko po to zeby miec "dobre samopoczucie", w
            dialog wpisana jest takze kostruktywna kłótnia, przekazywanie informacji, ze
            nie toleruje sie jakiegoś czynu itd. powiem ci, ze po twoich doswiadczeniach
            dokonania aborcji i "uswiadamianiu" innych, z calym szacunkiem do twojej osoby,
            nie przybylo mi madrosci, moj stosunek do zycia ludzkiego tez nie zmienil sie.

            w swoich postach ciagle piszesz ze ktos cie obrzuca obelgami, tylko ze ich tu
            nie ma; a wg mnie natomiast obelga jest to jak potraktowalac swoj zlepek
            komorek, przerywajac proces ciazowy i cynicznie nazywajac to bijace serduszko w
            pudelku. co teraz jest w tym pudelku?... czasem w takich sytuacjach trzeba
            powiedziec trudna prawde: koszmarne.

            mimo wszystko z calego serca zycze ci abyc znalazla kogos kto cie pokocha i
            abys ty takze kochala, abys juz nie musiala siebie nazywac idiotką.
            • genepis do spokofacet 12.11.05, 11:51
              spokofacet napisał:

              > w swoich postach ciagle piszesz ze ktos cie obrzuca obelgami, tylko ze ich tu
              > nie ma; a wg mnie natomiast obelga jest to jak potraktowalac swoj zlepek
              > komorek,

              Pisałąm to juz w innym wątku, ale wpiszę i tu:
              Stanowczo protestuję przeciwko nazywaniu dziecka "zlepkiem" nawet w dobrej
              wierze. Jest to merytoryczny błąd ponieważ embriologia w ogóle nie stosuje
              takiego pojęcia. Słownik języka polskiego zlepej definiuje jako: "zlepek m III,
              D. ~pku, N. ~pkiem; lm M. ~pki
              «coś zlepionego z różnych substancji, z różnych cząsteczek»
              Masa była zlepkiem gliny i gipsu."

              Nie ma czegoś takiego jak zlepek komórek. Od samego początku komórki ukladają
              sie według z góry ustalonego wzoru, kazda ma tam swoje miejsce i każda zna
              swoje zadanie. Wiadomo gdzie dana komórka powędruje, ile będzie żyła, jakiej
              tkance, czy jakiemu narządowi da początek. Mówienie "zlepek" świadczy o
              kompletnej ignorancji i niedouczeniu.

              Uważaj na słowa spokofacet. To, jak coś nazywasz, tak jest traktowane. I nie
              jest dobrze przejmować błedną terminologię, bo w ten sposób tylko ją utrwalasz
              a celu (większej zrozumiałosci wypowiedzi) nie osiągasz.
              Co do tymczasowej idiotki - może nieuważnie czytałam wątek, ale nie zauważyłam
              by Cię ktokolwiek obrzucił obelgami. Raczej starano sie potraktować Ciebie z
              wielką delikatnościa, a że się nie zgodzono z Twoją decyzją... Czy akceptujesz
              tylko tych, którzy myślą dokładnie jak Ty?

              genepis
              • spokofacet Re: do spokofacet 12.11.05, 22:19
                no widzisz tymczasowa i ja dostalem opierdziel od genepis. a taki chcialem byc
                empatyczny.

                .... bo ja wogóle nie chce walczyć i przekrzykiwać sie, że dziecko poczęte to
                po prostu male dziecko, które nie może wyrazić swego zdania, wypisywać opinii
                na forach...
                zdaje sobie sprawe z trudności sytuacji: niska świadomość wśród ludzi o
                embriologii, ontogenezie; choć tendencja jest wzrostowa, bo przed wakacjami
                czytalem wyniki badań, iz juz 60% Polaków nie popiera aborcji na żadanie i
                tzw. "względów ekonomicznych". coś w tym jest, nie od razu świat potępił
                niewolnictwo, rasizm. Aby całkowicie zostały potepione takie wynaturzenia jak
                abortowanie dzieci, eutanazja starców potrzeba jeszcze czasu (niestety!).

                ktoś tu kiedyś napiasł, że najważniejsza jest miłość i ja sie z tym zgadzam,
                wszystko bez miłosci sie pierniczy.
      • olda_2 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 00:35

        jesli rzeczywiście wyglądała Twoja rozmowa z psychologiem tak jak piszesz i
        jesli powiedziała Tobie : "że cokolwiek zadecydujesz z pewnością , że tego
        chcesz , będzie dla Ciebie dobre . Bo najgorsze to usuwać ciąże gdy tak
        naprawdę do końca się tego nie chce" to przepraszam
        w takim razie to mnie zrobiono pranie mózgu w klinice aborcyjnej
        gdybym ja usłyszała takie słowa i inne rzeczy o których piszesz ,prawdopodobnie
        podjęłabym inną decyzję
        przynajmniej dałoby mi to do myślenia...
        pisałam o tym , że przeprowadzono na Tobie pranie mózgu ponieważ sama tak się
        czuję do teraz , ja tego doświadczyłam
        nie wspominam dobrze tej jedynej rozmowy , która trwała zaledwie kilka minut
        (wieksza połowa to na temat jak zamierzam się zabezpieczać po aborcji) a po
        niej bezpośrednio zabieg (żadnych więcej rozmów z psychologiem)


        tymczasowa
        niech Ci się wiedzie...


        • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 00:49
          wiesz, olda, ja sama chcialam porozmawiac z psychologiem po zabiegu i to ja
          mialam mase pytan, a ona wysluchiwala mnie i tylko probowala mnie uspokoic (bo
          przeciez nie od tego ona tam jest, zeby mie jeszcze wyrzucac, ze po cholere to
          zrobilam) i ogolnie rozmowa wplynela na mnie bardzo pozytywnie i kojaco.
          Gdy powiedziala mi, ze najgorsze to usuwac ciaze gdy tak naprawde sie tego nie
          chce, chodzilo o kobiety, ktore potem cale zycie maja wyrzuty i zaluja tego. A
          jak ja to juz napisalam, nie mialam nawet cienia watpliwosci, ze chce usunac ta
          ciaze, dlatego ona powiedziala, ze przekonywanie mnie w tym momencie, ze ciaza
          to najpiekniejsza rzecz na ziemi zadzialalaby na mnie jak plachta na byka i
          tylko bym sie wkurzyla, nic wiecej. Nie bylo takiej osoby na ziemi, ktora
          moglaby mnie przekonac, ze powinnam zrobic inaczej. I nie zaluje swojej dezycji
          ani troche, nie zalowalam jej nawet przez ulamek sekundy. Te dwa tygodnie ciazy
          traktowalam jak chorobe, nie bylo nikogo na swiecie, z kim moglabym sie
          podzielic ta nowina i kto moglby sie tym cieszyc- juz sama ta swiadomosc jest
          okropna i wiele osob nie wie, jak to jest, gdy wychodzic z testem ciazowym z
          ubikacji i jestes sama w domu i wiesz, ze komukolwiek o tym powiesz, kazdy
          bedzie ci tylko wspolczul.
          Ja mialam dosyc tej ciazy, tego, ze plakalam w samotnosci, rzygalam w
          samotnosci i nie bylo nikogo obok mnie, kto moglby mi pomoc. Pewnie tego nie
          zrozumiecie, ale dla mnie to bylo jak powrot do normalnego zycia. I naprawde
          czuje ulge.

          A jesli ktos uwaza, ze bluznie i ranie uczucia innych- to jest moj post i nikt
          nie kaze wam go czytac. Poza tym nikt mnie tutaj nie szczedzil...

          dzieki olda, ja wlasnie chcialam, zeby ktos zauwazyl, ze JA tez biore w tym
          wszystkim udzial.
          Pozdrawiam
          • olda_2 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 09:25
            tymczasowa
            a gdybyś miała kogoś na świecie, z kim mogłabyś podzielić sie tą nowiną i kto
            mógłby się tym cieszyć i by Ci nie współczuła... to wtedy może miałabyś cień
            wątpliwości? może zawachałaśby się przez ułamek sekundy??
          • olda_2 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 15:32
            no tak nie doczytałam , poprostu "nie było takiej osoby na ziemi , która
            mogłaby Cię przekonać, że powinnaś zrobić inaczej " nie było i nie bedzie bo i
            tak zrobiłabyś to i tak ...

            byłaś pewna , że tego chcesz i już
        • kizdam47 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 08:54
          No tak, Redudek, ale nie każdy ma ochotę być "pojemnikiem na dzidziusia z
          bijącym serduszkiem" - słowa autorki wątku.

          Durnie to wszystko jest urządzone, że czasami kobiety są zmuszone są - różnymi
          okolicznościami - do usunięcia ciąży. Ale Idiotka ma rację, że tak po prostu
          jest. I zdaję sobie sprawę - i naprawdę rozumiem, że dla kogoś takiego to tylko
          wielka ulga, ale ze względu na moje przeżycia denerwuje mnie jej kpiący toni
          sugerowanie, że z moim rozumowaniem to kierunek - wariatkowo.
          • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 14:34
            Kizdam, przepraszam jesli urazilam Twoje uczucia. Wiem, ze czasem uzywam za
            mocnych slow i ze czasem nie panuje na emocjami i palne cos, zupelnie nie
            myslac o tym, co ktos inny moze poczuc.
            Rozumiem, ze Twoje przezycia i odczucia po nich sa inne niz moje i ty odczuwasz
            to duzo bolesniej ode mnie. Jeszcze raz przepraszam.
        • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 14:41
          Redudek, ja cie prosze, to jest wlasnie to, przy czym mi rece opadaja.
          Doskonale dobrane slownictwo, zeby podkreslic dramatyzm calej sytuacji...
          Zarodek mial 13mm gdy jak to nazwales 'wyrywali go sila' i zapewniam cie, ze
          sie niewiele wycierpial. Jesli chciales tym wzbudzic we mnie poczucie winy, to
          sie nie udalo, ale moze innych to akurat bardzo poruszy...
          • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 12.11.05, 22:32
            no to mamy pierwszy sukces tego watku! tymczasowa napisala z wlasnej woli o
            zarodku i ze "niewiele wycierpial", czyli jednak cierpial, chocby niewiele.
            (oczywiscie czepiam sie słowek jak kazdy samiec.)

            a wiec to nie był zlepek tylko zarodek, embrion, organizm ludzki. to sie nazywa
            postęp.
            czasami mam wrazenie, przy podobnych watkach, ze to jakas komisja sledcza
            dochodzaca do prawdy. przez chwile sie poczulem jak tomasz nałecz albo roman
            giertych smile
            • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 13.11.05, 01:13
              spokofacet, jestem zbyt leniwa, zeby przejrzec jeszcze raz moje wszystkie
              posty, ale jestem przekonana, ze ja nigdy nie uzylam slowa 'zlepek'. Jesli sie
              myle, to prosze o cytat, wtedy chetnie przyznam sie do bledu. Ja z tego co
              pamietam, do poczatku mowilam zarodek...

              A dzis wyszlam z domu z zamiarem, zeby sie upic. Tak po prostu, tak jak to
              robilam kilka tygodni temu, ze szlam z kolezankami, wypijalam pare drinkow,
              bylo smiesznie i swiat na ta jedna chwile sie zmienial. A dzis pilam i pilam,
              sama nie wiem, ile tych drinkow wypilam- i nic. Po prostu nie moglam sie upic,
              az w ktoryms momencie po prostu wyszlam i poszlam do domu, bo cala ta impreza
              to byla jakas farsa. To glupie, ale czuje sie inna osoba, slucham opowiesci
              kolezanek o tym, jak to inna tam powiedziala, ze ta ma brzydka spodnice i mysle
              sobie, ja piernicze, jak wy mozecie rozmawiac o takich bzdetach jak na swiecie
              jest tyle powazniejszych spraw niz to...
              Przeraza mnie to, ze nagle wszystko stalo sie niczym w porownaniu do tego, co
              wydarzylo sie z moim zyciu. I do tego wszystkiego juz nawet upic sie nie umiem.
                • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 00:21
                  A ten komentarz to ni przypial ni przylatal...
                  Chyba przeczytalas z mojego tekstu tylko ostatnie zdanie i sie do niego
                  przyczepilas. Myslisz, ze ja oczekiwalam od kogos wspolczucia w tak trywialnym
                  temacie, jak to, ze sie po prostu nie moglam upic? Nastepnym razem, jak
                  bedziesz chciala byc cyniczna, to przynajmniej przyczep sie do czegos, co
                  wymaga cynicznego komentarza.
              • akiel_idi_farm Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 13.11.05, 11:46
                W sumie to co piszesz to jest wlasnie pocieszajace - mimo, ze czujesz sie teraz
                dobrze, jak uzdrowiona po dwoch tygodniach choroby, mimo, ze nie zalujesz, ze
                wiesz iz uczynilas dobrze, to przynajmniej pare rzeczy Ci sie
                przewartosciowalo. Mowie, ze to dobrze, bo sa ludzie, dla ktorych długosc
                spódnicy była i pozostała najważniejszym problemem dnia codziennego - tak przed
                jak i po aborcji. Znam takie osoby. Nie winie ich za to. Po prostu stwierdzam
                fakt, ze tak jest. U Ciebie jest nieco inaczej i to jest dobre.
                • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 00:37
                  Wiesz, ja sie naprawde wiele nauczylam przez to wszystko i w przeciagu dwoch
                  tygodni moje zycie zmienilo sie diametralnie. Bo to jest tak, ze gdy innym
                  przytrafialy sie zle rzeczy to ja bylam pelna wspolczucia, ale gdzies tam w
                  srodku nie uswiadamialam sobie tego, ze mi tez moze sie to przytrafic i ze nie
                  mam jakiegos cudownego amuletu, ktory uchroni mnie przed tym wszystkim. Bo
                  jeszcze kilka tygodni temu przez mysl by mi nie przeszlo, ze dokonam aborcji. I
                  teraz mysle sobie o tych wszystkich innych rzeczach, o tym, ze mloda kolezanka
                  niedawno zmarla na raka, ze maz innej odszedl do kochanki i zostawil ja sama z
                  dzieckiem, ze kogos zgwalcili... I teraz wiem, ze mnie to wszystko tez moze
                  spotkac, ze nie mam wylacznosci na szczescie, dlatego chce teraz moje zycie zyc
                  inaczej. Juz teraz wiele sie zmienilo i wiem, ze to dopiero poczatek. Taki kop
                  w zadek spowodowal, ze wzielam rozped...
              • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 13.11.05, 23:13
                masz racje. nie uzylas slowa zlepek. wiecej, pisalas: "ciąża", "dziecko".

                powiem ci, ze jakies 10 lat temu bywalem w szwecji, wtedy to byl dla mnie raj,
                dobrze mozna bylo zarobic i pożyc w "normalnym swiecie": centra handlowe,
                dyskoteki, multikina, lunapark w Tivoli, ludzie usmiechnieci, kulturalni itd.
                oczywiscie z polakami przebywalem jak najczesciej bo szwedziochy zimni i
                zamknieci. sporo czasu uplynelo zanim zobaczylem wielka pustke w sercach tych
                ludzi - szwedow i zeszwedzialych polakow. moi rowiesnicy tam mieli problemy,
                ktorych nie rozumialem, myslalem ze to ja jestem nienormalny, ze jestem
                opozniony w rozwoju. z czasem docieralo do mnie, ze szwecja to bogaty kraj
                ogromnie kochajaca przyrode, zdrowie, wspierajaca uciemiezonych obcokrajowcow,
                dbajaca o glodujacych afrykanczykow, ale z rozwalonymi wiezami rodzinnymi,
                brakiem milosci, hedonistyczna i tolerancjonistyczna - wlasnie kazdy robil to
                co chcial. i tam tak naprawde spotkalem pierwsze osoby, dziewczyny w wieku 18,
                20 i troche wiecej, ktore mialy na swoim koncie aborcje, czasem kilka.
                widzialem jak wyglada ich zycie, relacje z najblizszymi; na zewnatrz usmiech i
                kulturka a w srodku pustka duchowa. nie wiem jak jest teraz w holandii czy
                szwecji ale pewnie nie lepiej, nie bywam juz za granica.

                nie wiem po co ci to pisze moze tez powinienem sie upic...
                • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 00:54
                  Hm, zaczelam pisac w tym samym temacie, ale w polowie pomyslalam sobie, ze to
                  chyba bylaby hipokryzja. Bo sama wlasciwie nie wiem, czy w jakims stopniu nie
                  stalam sie troche tak jak Ci ludzie tutaj, prowadzacy konsumpcyjny styl zycia.

                  A z tym upijaniem sie to chyba dam sobie spokoj i przerzuce sie na herbate z
                  cytryna.
                  • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 23:21
                    zadna pogarda. jesli ktos sie poczul urazony to przepraszam! przebywajac w
                    szwecji jakos tak sie mowilo wsrod Polakow (byc moze wlasnie troche pogardliwie
                    i z gory)i nie zwracalem uwagi na to. moze rzeczywiscie nienajlepiej to wyglada
                    w tekscie. stare dzieje i stare nawyki!
                    oczywiscie pelen szacunek dla Szwedek i Szwedów!

                    felot! jag alskar sverige!

      • kasiunia.fm6 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 15:12
        tymczasowa, w Twoich postach widze wielkie rozżalenie, no ale może i ja bym tak
        zareagowała gdybym przeczytało takie komentarze po swoim adresem. To przykre,
        że zdecydowałabys się na aborcje. Rozumiem ludzi którzy oburzają się na to ,
        niejednokrotnie chodzi tu o fakt niesprawiedliwości Bożej (ty nie chiałaś
        dziecka a je miałaś a inne chca a nie mogą), spróbuj ich zrozumieć. Staram się
        też i Ciebie zrozumieć, choc nie jestem zwolenniczką aborcji i nie wiem czy bym
        się zdecydowała na nią, ale jak piszę nie wiem. Nie znam całej Twojej sytuacji
        dlatego Cie nie oceniam. Jest mi poprostu strasznie przykro w
        imieniu "dzieciątka" i "serduszka" o którym piszesz z takim przekąsem. No ale
        cóż nie usprawiedliwiam Cię ale też nie potepiam w swoich oczach. Życze
        powodzenia i obyś więcej tak ważnych błędó jak niechiana ciąża, nie popełniałą.
        Powodzenia!
        • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 21:01
          Dziekuje Kasia, ja wlasnie tego chce. Nie tego, zeby osoby przeciwne aborcji
          zaczely przyklaskiwac mojej decyzji, ja rozumiem, ze ich to bulwersuje. Ale to
          nie znaczy, ze musze slyszec komenatarze w stylu redudka- idz, chlej i dalej
          dawaj dupy... dobra, ja zrobilam cos, czego znaczna wiekszosc ludzi nie bedzie
          popierac, ale czy tym samym zasluzylam sobie na pogardliwe traktowanie?
          Ja nie mowie innym jak zyc, bo skad ja do cholery mam wiedziec, skoro sama
          swojego zycia nie moge pozbierac do kupy? I zaloze sie, ze wiele z osob
          krytykujacych mnie tak naprawde ma niezle zwichrowane zycie, ale ja nie bede
          ich za to wyzywac, bo co ja o tym wiem?

          Dziekuje Ci za ten komentarz, bo byl jednym z niewielu bez zlosci i wyrzutow. W
          pelni rozumiem, ze negujesz moja decyzje, ale przynajmniej masz odwage
          przyznac, ze nie kazdy musi myslec tak jak ty, podczas gdy wiele osob mysli, ze
          ma wylacznosc na prawde i jesli tak mysla- to tak wlasnie jest.
          • trautlusia Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 15.11.05, 15:50
            tymczasowa idiotka powiedz po co wogole pisałas na forum skoro bylas
            zdecydowana na zabieg i po co teraz piszesz? Nie rozumiem jesteś w 100 %
            przekonana że zrobiłas dobrze i ok jak twierdzisz twoje zycie Twoj brzuch -
            masz prawo. To po co nadal tu siedzisz czego szukasz czyzby potwierdzenia ze
            dobrze zrobilaś? Może jednak podśwadomie wcale nie jestes tego taka pewna i
            dlatego Towja obecność tutaj! Jezeli w 100% jestes pewna swojej decyzji to idź
            i żyj dalej tak jak chcesz i nie szukaj na tym czy innym forum potwierdzenia że
            słuszną decyzję podjęłaś, bo po co przecież Twoje egoistyczno-konsumpcyjne
            podejście do zycia "rozgrzeszyło" Cie z tego co zrobiłas po co wspominać nie
            lepiej zapomnieć.
            • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 15.11.05, 17:14
              Ja mysle, ze nie mozna tak upraszczac: JAk wiesz ze zrobilas dobrze to idz i
              zyj dalej a nie pisz tutaj, a jak nie wiesz to tutaj pisz. Mysle, ze nawet
              jesli Idiotka wie, ze zrobila dobrze, to nie bylo jej latwo to zrobic. Nawet
              jesli nas tu przekonuje, ze nie odczuwa zadnego zalu aniwatpliwosci, to
              prawdopodobnie jakies sa, bo nie wierze, ze ktokolwiek moze usunac ciaze i
              naprawde traktowac to jak wyborowanie zeba i zalozenie plomby. NAwet
              najbardziej zlaicyzowany czlowiek, ktory aborcje traktuje jak antykoncepcje, ma
              jakis dylemat z tym zwiazany. Dlatego z pewnoscia Idiotka tu pisze - bo mimo,
              iz wie, ze nie miala innego wyjscia, mimo, iz to bylo dla niej dobre i jedyne
              wyjscie, to nie bylo to rownoczesnie czyms latwym prostym i przyjemnym. Jest
              jej teraz dobrze, jest spokojna, ale pozostala rysa. To oczywiste. Dlaczego
              wiec bronic jej pisac tutaj? Niech pisze. Ubolewam nad tym, ze nie ma szans
              uratowac zadnego dziecka skazanego na aborcje, ze nie udalo sie uratowac i tego
              dziecka, ale z drugiej strony nie widze tez powodu, zeby wyganiac stad kobiete,
              ktora wybrala takie wyjscie. To w koncu forum wlasnie dla niej.
    • utka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 11:16
      Pewnie jestem jedyna lub jedna z niewielu osob, które oplakuja smierc tego
      malenkiego czlowieka ... a taka mialam nadzieje, ze jednak wezmiesz
      odopowiedzialnosc za to dziecko i wybierzesz MILOSC ............
      Strasznie, niewyobrazalnie mi smutno i przykro .............

      Ps. Szczescia nigdy nie zbuduje sie na cudzym nieszczesciu i krzywdzie.
      Wszystko zawsze będzie tylko pozorne.

      Nie wiem czego Ci zyczyc

      pozdrawiam
      • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 15:04
        Nie opłakuję tego dziecka, to prawda. Uderza mnie jednak to, jak jestesmy tu
        niemalże naocznymi swiadkami usuwania ciaży. Na innym forum jest watek kobiety,
        która tez "mysli" o aborcji - tak pisała 9 listopada. Na razie ona milczy,
        myślę, że odezwie się dopiero jak juz bedzie po. Tak jak zrobiła Idiotka. Tak
        jak kiedys zrobiła inna dziewczyna z tego forum. To jest tragiczne - nie ma
        szans powstrzymac kobiety przed aborcją, jeśli ona się na to zdecyduje. Prawo,
        które pozwala na aborcję tez jest tragiczne - traktuje te nienarodzone dzieci
        jak smieci, dopoki sie nie urodza sa po prostu nikim, nic ich nie chroni,
        wszystko zalezy od postanowienia kobiety, ktora jest w ciazy. Moje dziecko tez
        jest tylko pecjalem dla mojego lekarza - nie zadnym czlowiekiem: o ile bede
        miala humor je zatrzymac to bedziemy nad nim skakac i robic mu wszelkie
        badania, zeby miec pewnosc ze jest zdrowe. Jesli zas powiem lekarzowi wie pan
        co, rozmyslilam sie, to bez mrugniecia okiem zrobi mi skrobanke. Czy to nie
        jest przerazajace? Kiedy ten zarodek staje sie wiec czlowiekiem i nabywa prawa
        do takiej samej ochrony jak noworodek? Wczesniaka urodzonego w 19. tygodniu nie
        wolno zabic, czy nawet zostawic na pastwe losu, tylko trzeba ratowac mu zycie
        bez wzgledu na koszty. To samo dziecko, ktore jest w brzuchu mozna bez problemu
        zlikwidowac i nikt nie ponosi za to konsekwencji. Czy zatem to dopiero porod
        daje nam prawo do zycia, ktorego nikomu nie wolno pogwalcic?
        • madzia1708 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 16:29
          masz rację Reniatoja. Nic nie możemy zrobic, a każda, która palnuje to zrobić
          pisze tu po to, żeby przeczytac chociaz jeden post, ze to jednak nie jest złe i
          ze to tylko zwykły zabieg, taki tam sobie wrzodzik, nikomu nie potrzbny

          Jak Maluszek się miewa? I jak Ty się czujesz?
        • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 14.11.05, 23:56
          prawo jest nieprecyzyjne, sprzeczne i niekonsekwentne. Konwencja o Prawach
          Dziecka mowi ze dziecko to istota ludzka ponizej 18 roku życia. Konstytucja tez
          daje prawo do zdrowia, zycia, ochrony itd. "ustawa o planowaniu rodziny,
          ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży" już
          jest precyzyjniejsza, ale pełna sprzecznosci, juz nawet w samej nazwie. ale
          przynajmniej tam dobitnie jest powiedziane "Art. 1. Prawo do życia podlega
          ochronie, w tym również w fazie prenatalnej w granicach określonych w
          ustawie" . Podobno na 6 ekspertyz wystawionych tej ustawie przed glosownaiem w
          sejmie 4 mowily ze sa sprzeczne z konstytucja. Ale jak wiadomo to
          tzw. "przyzwolenie spoleczne" spowodowalo kompromis i mamy to co mamy. czytalem
          projekt konstytucji PiSu , ale tam nic nie ma o sprecyzownaiu "życia
          ludzkiego", jest tylko ogolnie ze czlowiek ma prawo do życia, nie ma tam tego
          dopowiedzenia "w kazdej fazie: prenatalnej ... poznej starosci". Coz, na razie
          czekamy na tzw. "przyzwolenie spoleczne", a to cale szczescie wzrasta.
      • jol5.po Re: 15.11.05, 13:10
        dziecko - matka - dwie strony - "JA tez biore w tym wszystkim udzial", napisała Tymczasowa.
        więc ja z drugiej strony, troche kontynuując post Renitoja.
        Dziwne, nie pierwsze to moje dziecko, nie pierwsza ciąża, ale od momentu dowiedzenia się o ciąży czułam się jakbym czytała książkę - chyba pierwszy raz tak wyraźnie. Jakbym oglądała na filmie całe spektrum odczuć, które towarzyszą tej wiadomości. Początek ciąży - jaka to huśtawka emocjonalna. Czarny tunel, w który wjechałam i przebywałam tam przez półtora tygodnia zmagania się sam na sam z wiadomością. Wcale nie dlatego, że absolutnie nigdy nie brałam pod uwagę faktu bycia mamą jeszcze jednego dziecka - właśnie gdzieś tam brałam go pod uwagę, ale czarny tunel, a wręcz chyba depresja się pojawiły. Trzy nastepne miesiące spedziłam głównie zwinieta w kłębek na łożku - o 11 padałam już na nos ze zmęczenia.
        Dziwnie przy tym czułam się z jednej strony jak uczestnik, a z drugiej bardzo wyraźnie jak obserwator wydarzeń.
        Teraz minęło 3 miesiące, powoli nowa sytuacja jest już moją częścią, a nie czymś zewnątrznym, z czym musze się bolesnie oswajać - czyzby bolesny proces przeobrażania siebie, życia, zmiany planów?
        Trudno to przekazać, ale czuję, wiem, że te zmiany, przechyły emocjonalne, to część procesu, rodzenia się czegoś nowego - nowej osoby - mnie w nowej roli??
        Dużo ma do powiedzenia też głupia fizjologia.
        Do całej skomplikowanej sytuacji dochodzi rola osób trzecich, które mogą wyjątkowo duzo. Mogą też być nie gotowe na zmiany??
        Zajmując się tylko kwestią kobiety (nie dziecka) myślę, że aborcja, to kurczowe trzymanie się stanu przeszłego, tego co było. Próba kontrolowania swojego życia, ale w tak kurczowy sposób, że zamyka się przy okazji na to co mogłoby się pojawić po pierwszych bolesnych doświadczeniawch związanych ze zmianą.
        Jest takie opowiadania Lema, bodaj "Katar", gdzie otwierają się wciąż nowe poziomy danego wydarzenia, nieprzewidywalne dla obserwatora na początku. O coś takiego mi chodzi.

        Chciałam do rozważań zapoczątkowanych historią Tymczasowej dorzucić jeszcze jeden element - bo było dużo o sytuacji zewnątrznej, był element dziecka, jego miejsca, prawa lub nie do bycia i czy wogóle było.
        Ja dorzucam ten element - w jednym ze starszych watków pojawił się pomysł, że to własnie odczucia kobiety mogą być (czy powinny być) decydujące dla zdarzeń. ja twierdzę, że one sa elementem, często całkiem nieprzewidywalnym (bo fizjologia może płatać figle), jednym z. Własnie dlatego, że wchodzi w grę fizjologia - to tak trudno popatrzeć wtedy kobiecie na sprawy nawet nie tyle objektywnie, ale chociaż trochę bardziej optymistycznie niż to co widzi w pierwszym odruchu.

        Cd historii (mojej), pewnego dnia (kilka dni wstecz) zbudziłam się i stwierdziłam, że olewam (ale autentycznie przestało mnie to obchodzić) że otoczenie bardzo przeżywa moje kolejne ciąże, że będę broniła pracy za kilka miesięcy ze sterczącym brzuchem, a cały instytut będzie huczał od plotek, wszak to doktoratwink że nie chce mi się już przejmować i zamartwiać itd., itp.
        I co ciekawe takie przechyły - raz w górę raz w dół towarzyszą całej ciąży - u jednych bardziej u drugich mniej.

        ps. Renia gratulacjesmile

          • jol5.po Re: 16.11.05, 10:31
            hmm, typowe (dla mnie), w sumie nie skończyłam myśli - ten czynnik kobiety w początkowej fazie ciąży jest taki niestabilny, tak bardzo nieobiektywny, wystawiony na wszelkiego rodzaju huśtawki emocjonalne. W zestawienou z moją historią chciałam wykazać, że po kilku tygodniach, po oswojeniu się z sytuacją - dokładnie te same warunki mogą być ocenione całkiem różnie, mogą mniej dotykać, może zachodzić przewartościowanie - i dzieje sie to samo z siebie, mimo, że warunki często nie uległy zmianie.

            Agatka - odwzajemniamsmile)
            Oldo kochana, nie pisałam z powodów j.w. czekaj na list, bardzo Cię pozdrawiam
            jola
      • reniatoja Re: Boże, kobieto! Co Ty piszesz!!!??? 05.12.05, 14:10
        aada100 napisała:

        > Idę wtulić się w mojego Łukaszka, który był dzieckiem niechcianym,
        wpadkowym...
        > .
        >
        >
        Co za ckliwość... Lubisz takie ckliwe klimaty?


        Jestem przeciwna aborcji, ale nie lubię, gdy ktoś jako jedyny argument ma : ide
        wtulic sie w mojeego wpadkowego, a jednak ukochanego syneczka. To cudowne, ze
        go kochasz i jesteś szcześliwa, że nie podjęłaś decyzji o aborcji, ale warto
        również zachować pewien poziom w dyskusji... Bo tak prawde mówic - jaki związek
        z tematem wątku ma Twój "wzruszający" post? I to "Boże, kobieto!" - w tytule
        posta. Same emocje, zero argumentów, a chyba nie o to chodzi w dyskusji na
        forum.
        • utka Re: Boże, kobieto! Co Ty piszesz!!!??? 05.12.05, 14:17
          Coz wydaje mi sie, ze temat aborcji jak najbardziej nalezy to tematow
          emocjonalnych, ze sie tak wyraze. Naukowo i na chlodno to sobie mozna
          porozmawiac o za i przeciw usuwaniu 'ósemek', ale o aborcji, to sie tak nie da
          niestety.
          Rozumiem dziewczyne, bo sama jak patrze na swoja coreczke (czy inne malenkie
          dzieci, niewazne ...) i przypominam sobie niektore listy z tego forum to zimny
          pot mnie czasami oblewa .....
    • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.12.05, 07:57
      Tak na sam koniec mojego watku... od niemilego zdarzenia minelo kilka ladnych
      tygodni, ile- tego juz nie licze. Stalo sie, jestem jedna z tych dziewczyn,
      ktore maja na swoim sumieniu aborcje. Czasem sama nie moge uwierzyc, ze to mi
      sie naprawde przytrafilo i czasem mam wrazenie, ze to nigdy tak naprawde sie
      nie stalo. Wlasciwie za bardzo o tym nie pamietam i juz rzadko o tym mysle.

      Naczytalam sie tyle, ze hoho. O tych wszystkich strasznych rzeczach, ktore beda
      sie ze mna dzialy. Ludzie rzucali na mnie klątwy i straszyli mnie
      najstraszniejszymi rzeczami na swiecie. A potem nie wydarzylo sie nic.

      Zyje sobie dalej i co wiecej- nigdy nie pozalowalam tego, co zrobilam. Nie
      zaluje tego teraz, bo dopiero co obudzilam sie przy boku tego faceta, ktorego
      tak bardzo chcialam odzyskac i jestem tak strasznie zakochana, ze moj caly
      swiat stanal na glowie. I to nigdy by sie nie stalo, gdybym teraz wrocila do
      Polski w ktorymstam miesiacu ciazy.

      Nie, nie mam sie czym chwalic. Czasem mam ochote wykrzyczec komus z kim akurat
      rozmawiam- ja piernicze, o czym ty do mnie mowisz, ja usunelam ciaze!!!
      Ale to juz sie stalo i jak mowilam, gdybym mogla cofnac czas, zrobilabym to
      samo. Jestem szczesliwa, nawet osmiele sie powiedziec, ze dawno nie bylam tak
      szczesliwa.

      Chyba po prostu jestem pieprzona egoistka. I Boze, wybacz mi, ale tak mi z tym
      dobrze!
        • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.12.05, 21:12
          utka napisała:

          > Mam nadzieje ze facet nie ucieknie za szybko, bo szczescie prysnie ...
          >


          Zastanawiam się, co Tobą kierowało, gdy pisałaś ten post. Jakaś zazdrość, że
          ktoś jest szczęśliwy, a Ty moze nie? Jakieś przemożne pragnienie, zeby Idiotke
          jednak spotkało nieszczęście i kara, jakaś WielkaMądrośćŻyciowa Utki, zwykła
          bezinterna zawiść, czy co to miało być? Po co taki post? Skąd wiesz, ze facet w
          ogóle od niej ucieknie? Moze dożyją razem szczęśliwej starości w zdrowiu i
          pogodzie ducha. Uważaj raczej na swoje życie i swoje szczeście, zeby Ci Utko
          nie prysneło, gdy Ty będziesz zajęta NIEszczerą "troską" o odpowiednią długość
          związków innych ludzi.
          • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.12.05, 23:11
            utka takie skroty myslowe stosuje i tyle...

            dla mnie zrozumiale: tymczasowa okresla swoj stan "teraz mi dobrze" i jak
            wiekszosc ludzi z twarda dupa wie, ze zycie to nie je bajka, tylko zycie jest
            pelne wyborow. A jesli ktos wybiera rozwiazania "po trupach" czy "szybkie i
            latwe" to wpada sie w pulapke i dostaje sie zawsze wpierdy. czy CHWILA jest
            szczesciem absolutnym???!!! carpe diem jest przerekalamowane - cuchnacy, stary,
            splesnialy bubel filozoficzny.

            utka na pewno nie zazdrosci takiego szczescia tymczsowej i nikomu
            takiego "szczescia" ja nie zycze. Milosc nie jest prezentem, ale ciezka praca,
            zadaniem, nie jest uczuciem ale postawa. i domyslam sie,ze utka zwyczjnie wie,
            ze to uniesienie tymczasowej to obraz idylii, utopii faceta, ktory
            niekoniecznie musi fizycznie uciec, ale obraz ucieknie i wtedy uniesienie-
            szczescie prysnie jak banka mydlana, ot... zycie jest z krwi i kosci a nie z
            telenoweli.
          • utka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 29.12.05, 10:09
            Tak co cos na ksztalt skrotu myslowego – wiem, ze zabrzmialo zjadliwie ...

            Spokofacet – dzieki za rozwiniecie ...

            Sama powinnam była napisac wiecej ...

            Nie, nie chce Tymczasowej dolowac ani jej dokopywac, ani jej niczego nie
            zazdroszcze (bo czego na przykład moglabym ... to akuratnie dla mnie anty-
            przykład na szczesliwe zycie ...) ani nie jestem zawistna, ani msciwa, ani,
            ani ...

            Bardziej niż o sama Tymczasowa chodzilo mi tu prawde mowiac o pojecie
            szczescia – sa szczescia na chwile i sa te szczescia prawdziwe i trwale, które
            w przeciwienstwie do pierwszych ZAWSZE budowane sa na milosci, prawdzie,
            uczciwosci i odpowiedzialnosci.
            Takie szczescie, to nie chwilowe uniesienie, ale, jak napisal Spokofacet,
            mozolna praca i konsekwentne dzialnanie.
            Szczescie Tymczasowej to szczescie hedonistyczne. Chwilowa przyjemnosc
            fizyczna, zadowolenie, stan blogostanu – osiagany po trupach (tu niestety w
            doslownym tego slowa znaczeniu ...) i za wszelka cene nie wydaje się być czyms
            wartosciowym, godnym nasladowania no i nade wszystko nie trwa wiecznie. To
            bardziej postawa uzywania zycia, usuwania wszystkich przeszkod, które w tym
            uzywaniu zycia przeszkadzaja, a uzywanie zycia nie pozostawia miejsca na milosc
            niestety.
            Trwale i prawdziwe szczescie daje dopiero zdolnosc prawdziwego cieszenia się
            zyciem, przezywania, smakowania zycia we wszystkich jego przejawach i
            kolorach, mierzenia się z jego przeciwnosciami, wychodzenia zwyciesko z
            trudnych zmagan z samym soba, brania odpowiedzialnosci (ale rozumianej
            wlasciwie) za wlasne decyzje i postepowanie – to jest wlasnie prawdziwe
            SZCZESCIE.

            Oki na wiecej nie mam czasu, bo robota czeka ...

            ps. a Tymczasowa sama napisala ze jest egoistka i tak pewnie zycie traktuje; no
            i o slowa sie nie bedzie czepiac. I niech sobie zyje gdzies z kims tym swoim
            szczesciem dlugo jak zapragnie i bez wyrzutow sumienia .....
            • direta chwilowe szczescie przy boku odzyskanego 04.01.06, 13:43
              Tak się przyglądam całej dyskusji z boku i jedno pytanie mi się ciśnie pod
              palce.
              Czy ten "odzyskany" wie?
              Czy wie, że w tej Ameryce go zdradzałaś, że, mówiąc eufemistycznie, "dokonałaś
              aborcji", zatarłaś ślady i teraz "z czystą kartą" budujesz szczęście z nim?
              Ja nie oceniam - ja pytam.
              Są faceci, którzy potrafią przejść nad tym powyżej do porządku dziennego i "dać
              się odzyskać"
              Ale mało który facet zostanie, jeśli odkryje prawdę zatajoną.
              Więc pytam jeszcze raz: Wie?
        • wanilia3 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 09.01.06, 15:01
          Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, głównie Twoje.....
          Muszę szczerze przyznać (chcąc czy nie chcąc)choć nie sprawia mi to
          przyjemności że tak jest-wiele w tym co pisałaś to prawda.
          Z jednej storny przerażasz mnie racjonalizmem ale z drugiej strony podziwiam że
          napisałaś to co napisałaś.
          Co do tego że jak się już ktoś znajdzie w danej sytuacji to co wczesniej
          krzyczymy rozmywa się... to prawda!!!!!!
          Ludzie lubią oceniać... w grunicie rzeczy jesteśmy egoistami chełpiącymi się że
          komuś jest gorzej... ciesząc sie ze nam sie to nie przytrafiło ...i lubimy
          wtedy radzić... nagle stajemy sie najmądrzejsi.

          Jestem własnie w ciąży i oczekuję malucha... a na forum to zeby zobaczyć co tu
          jest.
          Nie pomyślałam nawet przez sekundę o aborcji, chociaż też nie mam dobrej
          sytuacji życiowej.

      • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.12.05, 09:57
        a dla mnie jest to tak pokierane, ze stawiam na to ze jest to kolejna sciema
        tego forum, albo rzeczywiscie tak przykre ze tylko pozostaje smutek, zal, ze
        czlowiek tak potrafi sie sam unicestwiac. jestem zdolowany takim obrazem
        czlowieczenstwa , nawet jakby mialaby byc to fikcja "lietacka". jeszcze raz
        zycze wszyskim, mimo wszystko, aby kochali, coz... liczy sie tyko dawanie
        milosci, nic wiecej...
        • jol5.po Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.12.05, 11:22
          a jeśli prawda, to

          >Naczytalam sie tyle, ze hoho. O tych wszystkich strasznych rzeczach, ktore beda
          >sie ze mna dzialy. Ludzie rzucali na mnie klątwy i straszyli mnie
          >najstraszniejszymi rzeczami na swiecie. A potem nie wydarzylo sie nic.

          Tymczasowa, gdzie te klątwy, gdzie te najstraszniejsze rzeczy, które miały Ci sie przytrafić?? jeśli niespecjalnie zwierzałaś się gdzieś indziej niż na tym forum - to gdzie klątwy???
          a jesli tak widzisz rzeczywistość, że z taką łatwością te klatwy i straszenia pojawiają się w Twojej głowie, to może masz skłonność do tworzenia takich uproszczonych wizji - a wtedy związek bezproblemowy z tym ukochanym, którego mogłoby nie być, ale na szczęście jest i oto zbodyłas go i lezysz u jego boku i już świat jest Twój, jest także tego typu doznaniem - oby poszło Ci lepiej w dalszym zyciu, oby było mimo wszystko bardziej przyziemnie
          ale prawdziwie
          takie rzeczywiste, wypracowanie szczęścia może nie są takie spektakularne, ale mozna ich dotknąć i nie rozlecą się jak bańka mydlana
          prawda, szczerość to waży i jest ciężkie (chociażby wobec Twojego obecnego), ale na tym mozna coś trwałego zbudować, a tak coś mi się wydaje, że całe to "zakochanie, ze Twój caly swiat stanal na glowie" o kant stołu roztrzaskać

          ale to Twoja droga - pisz czasami gdzie Cię zawiodła

          jola
          • pyska32 Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 28.12.05, 19:24
            Tak naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć , że kobieta po aborcji , nie
            jest złym człowiekiem . Że nie rosną jej rogi i nie maita z tyłu diabelskim
            ogonem. Że potrafi być w przyszłości dobrą matką i kochającą żoną. Wiem ,że
            przeciwnikom aborcji łatwiej jest znieść myśl o tym ,że kobieta załamuje się i
            sięga dna. Tymczasem niektóre robią to , wychodzą z gabinetu i żyją dalej.
            Każdy jest inny , podejmuje inne ,słuszne tylko dla niego decyzje , kierując
            się SWOIM kodeksem moralnym. Kobiety , które załamują się po aborcji są
            pocieszane i utulane , te które tego nie robią i co gorsza, przyznają się do
            tego , są potępiane i na siłę wmawia im się winę.
              • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 10.01.06, 09:43
                cenny glos w dyskusji, ale obawiam sie ze nikt tu w tym watku kamieniami nie
                rzucal, i raczej w innych tez nie bylo takich tendencji, choc czasem
                incydentalnie komus nerwy puszczaja. wszyscy skupiaja sie na problemie, czynie,
                zamiarach. oczywiscie czytajac TYLKO posty tymczasowej mozna odniesc wrazenie
                ze uczestnicy dyskusji najchetniej ukamienowaliby grzesznice, ale jest to
                kwestia autodestrukcyjnego podejscia tymczasowej do siebie samej, i ktos mogly
                powiedziec ze to poprostu wynika z syndromu poaborcyjnego, ale dla mnie jest to
                sprawa bardziej zlozona: primo-jej samej, jej histori zycia, wychowania itd. ;
                secundo: mody na filozofie postutylitarne-feminizm, libertynizm, modernizm itd.
      • golami Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 29.01.06, 22:49
        dzisiaj pierwszy raz przeczytałam Twoje posty. Nie mam zamiaru oceniać całej
        sytuacji. Jakoś tak dziwnie zaczęło mnie wciągąć to co napisałaś. Ciekawa
        jestem ile masz lat? Życzę Ci dużo powodzenia, wiesz czego chcesz. Tak
        trzymaj!!!
    • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 06.02.06, 13:55
      Coz, przestalam sie juz od pewnego czasu udzielac na tym forum, a teraz mysle o
      zlikwidowaniu swojej poczty na tej stronie po niektorych mailach, jakie mialam
      nieprzyjemnosc otrzymac. Oto jeden z nich, od niezwykle sympatycznej osoby o
      nicku angela216:

      JESTES KURWA!!!!!!!!!.Szkoda mi slow na taka osobe jak
      ty.Nastawialas dziwko dupe a potemn dziecko cierpi przez takie
      prostytutki jak ty.
      Znajdde cie po numerze ip.i wszyscy twoi znajomi ,rodzina i
      chlopak ktorego "kochasz"(wiesz wogole co to znaczy kochac
      pieprzona kreyynka).Wszyscy sie dowiedza o tej aborcji!!!!!!!!!!
      Obiecuje ci to dziwko!!!!!!!!


      Chyba nie warto nawet tego komentowac...
      • golami Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 18.02.06, 20:19
        Boże miej w opiece takie biedne osoby jak angela126, bo ona naprawdę
        potrzebuje Twojej pomocy. A ty kochana autorko tegoż wątku nie przejmuj się
        takimi nieszczęśliwymi osobami, im trzeba pomóc może np. psychoterapia.
        • sowa_hu_hu Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 18.02.06, 21:57
          a ja nie moge sie nadziwic ja można nie mieć wyrzutów sumienia...
          patzrąc na zdjęcia z aborcji - na te porozrywane części ciała tych dzieci - nie
          rozumiem...
          nie żebym była przeciwniczką aborcji...
          ale po prostu jest to dla mnie niezrozumiałe , że niektórzy traktuja usunięcie
          ciąży jak usunięcie zęba...(nie wiem czy było tak w tym przypadku czy tez nie
          ale po tym co przeczytałam nasuwają mi sie takie własnie wnioski , choć moge
          sie mylić...)
          moja kolezanka 2 tyg temu usunęła 8 tygodniowa ciąże - nie moge sie z tym
          pogodzic... nie potrafie jej nie oceniać a zwłaszcza jej dziewnego zachowania
          przed i po aborcji... źle mi z tym i boje sie że strace przez to bliską mi
          osobe... chciałabym tak nie mysleć ale to byłoby wbrew mnie...
          • kasia0802 sowa huhu tez pisałas kiedys ze usunełas ciążę 04.05.06, 16:35
            sowa_hu_hu napisała:

            > a ja nie moge sie nadziwic ja można nie mieć wyrzutów sumienia...
            > patzrąc na zdjęcia z aborcji - na te porozrywane części ciała tych dzieci -
            nie
            >
            > rozumiem...
            > nie żebym była przeciwniczką aborcji...
            > ale po prostu jest to dla mnie niezrozumiałe , że niektórzy traktuja
            usunięcie
            > ciąży jak usunięcie zęba...(nie wiem czy było tak w tym przypadku czy tez
            nie
            > ale po tym co przeczytałam nasuwają mi sie takie własnie wnioski , choć moge
            > sie mylić...)
            > moja kolezanka 2 tyg temu usunęła 8 tygodniowa ciąże - nie moge sie z tym
            > pogodzic... nie potrafie jej nie oceniać a zwłaszcza jej dziewnego zachowania
            > przed i po aborcji... źle mi z tym i boje sie że strace przez to bliską mi
            > osobe... chciałabym tak nie mysleć ale to byłoby wbrew mnie...
            >
            >
    • sokka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 21.02.06, 02:09
      przeczytałam cały wątek. niezbyt uwaznie. w kazdym razie, odczucia co do poziomu
      dyskusji mam podobne jak t_i. wrogosc, całkowity brak pokory, skłonność do
      wydawania ocen baaardzo pochopnych. no, leniwa jestem, nie chce mi sie cytować,
      ale na pewno t_i sie nie ubzdurało, że spotkała sie tu z brakiem życzliwości i
      zrozumienia ze strony większości forumowiczów (nie wszystkich) - gwoli
      uściślenia - zrozumienie nie koniecznie polega na pochwalaniu cudzego
      postępowania. zaś pytania: po co weszła na forum skoro już się na aborcję
      zdecydowała i skoro dokonała jej i nie żałuję, świadczą o problemach autora z
      czytaniem ze zrozumieniem:

      "ABORCJA – Czym jest i dokąd prowadzi?

      Forum dla osób, które źle się czują ze świadomością dokonanej aborcji…..i chcą o
      tym porozmawiać.
      Również dla osób, które stoją taką przed decyzją….
      i chcą poznać odczucia kobiet, których dotknął syndrom poaborcyjny."

      w takim razie powyższy tekst powinien brzmieć:

      "forum wyłącznie dla kobiet, które źle się czują ze świadomością dokonanej
      aborcji…..i chcą o tym porozmawiać.
      Również dla osób, które stoją taką przed decyzją… i nie będą kontynuować wątku,
      jeśli syndrom poaborcyjny ich nie dotknie."

      piszę wyłącznie o poziomie dyskusji, żeby było jasne, nie jestem fanką aborcji i
      uważam, że kobieta która się na nią decyduje, zazwyczaj jest w skrajnej
      desperacji. ta desperacja nie musi być wynikiem tylko czynników zewnętrznych. ja
      zdecydowałam się urodzić dziecko, mimo że o ciąży dowiedziałam się po rozstaniu
      z ojcem dziecka (faktycznie się później jeszcze zeszliśmy, ale nasz związek nie
      wytrzymał długo). różnica między sytuacją moją a t_i była przede wszystkim
      mentalna. paradoksalnie i wbrew rozsądkowi baaardzo ucieszyłam się z ciąży i
      nawet przez myśl mi nie przeszło by ją usuwać, mimo że były sugerował takie
      rozwiązanie. wbrew pozorom, uważam że to różnica kolosalna. nie jest moją
      zasługą to, że pomimo niesprzyjających okoliczności chciałam tego dziecka i mam
      świadomość, choć mam nadzieję, że los nie wystawi mnie na taką próbę, że nie
      znam się aż tak dobrze, żeby wiedzieć, że NA PEWNO NIGDY nie usunę ciąży... i
      wydaje mi się, choć może popadam manierę 'lepiej wiedzenia' co czują i myślą
      inni od nich samych, no w każdy razie wydaje mi się, że nikt z nas nie zna się
      na tyle dobrze....
      pzdr
    • julex Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 22.02.06, 22:02
      Przeczytalam Wasze wypowiedzi... zaczynajac mialam nadzieje, ze na koncu
      autorka tego watku napisze, ze zrezygnowala z zamiaru usuniecia ciazy, ale tak
      jednak nie bylosad - przerazajace.
      Jesli w tej chwili nie zalujesz jeszcze swojej decyzji to pamietaj, ze jest to
      tylko kwestia czasu - sumienie, jesli w ogole je masz jeszcze Cie ruszy, bo
      zamordowalas wlasne dziecko !!! Pisalas, ze duzo nadrabialas mina w chwilach
      zastanowienia przed podjeciem decyzji, mysle, ze teraz juz po - nadrabiasz mina
      jeszcze bardziej i oszukujesz wszystkich dookola wlacznie z samam soba!
      Zycze Ci wiele roztropnosci i madrych decyzji w zyciu - nie popelniaj nigdy
      wiecej tych samych bledow - kazdy ma prawo zyc, kazdy ma prawo do milosci,
      zwlaszcza te jeszcze nienarodzone malenstwa, ktore ich matki nosza pod sercem
    • julex Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 22.02.06, 22:12
      Chce jeszcze napisac, ze krytykujac postepowanie drugiego czlowieka powinnismy
      zachowac pewien umiar, kulture, bo zbyt brutalne slowa moga kogos zranic, nawet
      jesli ten ktos popelnil naszym zdaniem wielki zyciowy blad.
      Mam nadzieje, ze autorka tego postu nie bedzie otrzymywac wiecej listow o takim
      charakterze jaki nam przedstawila - jak mozna cos takiego napisac drugiemu
      czlowiekowi?!
      Pozdrawiam wszystkich! bardzo serdecznie - Kasia.
    • horseradish Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 04.04.06, 15:33
      Bardzo dobrze, ze podjelas decyzje, ze podjelas ja sama i ze jest zgodna z
      Twoim sumieniem! Kazda kobieta ma prawo decydowac o tym kiedy chce miec
      dziecko. Choc ta decyzja moze byc i pewnie jest bardzo trudna, to nalezy na
      szczescie (w kraju, w ktorym mieszkasz) do Ciebie. W Polsce tego luksusu wyboru
      nie mamy. I czytajac to forum widze, ze dlugo jeszcze miec nie bedziemy. Nikt
      na swiecie, nawet najbardziej Cie kochajacy (czego chyba nie mozna powiedziec o
      forumowiczkach) nie moze wiedziec i nigdy wiedziec nie bedzie, co dla Ciebie
      jest najlepsze, jakiego wyboru dokonac "powinnas". Tylko ty mozesz podejmowac
      decyzje w Twoim zyciu i tak wlasnie postapilas.
      A dzieci bedziesz miala kiedy bedziesz tego rzeczywiscie chciala!
      Pozdrawiam i wspieram!!!
    • tymczasowa_idiotka Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 11.06.06, 05:49
      Witam, to znowu ja. Jakos dlugo nie mialam ochoty tu zagladac, glownie dlatego,
      ze wiedzialam, ze spotkam sie glownie z obelgami i niechecia. Od momentu kiedy
      zaszlam w ciaze minelo juz dokladnie 9 miesiecy, czyli teraz pewnie bym
      rodzila. Ale nie rodze. Wlasciwie moj brzuch jest nawet o 6cm chudszy niz byl,
      gdy zaszlam w ciaze. Wiem, co teraz najbardziej chcecie uslyszec. Ze zaluje, ze
      dopadlo mnie to, co polscy psychologowie opisuja jako nieodwolalne, czyli
      depresja, zalamanie w dniu, kiedy dziecko ma sie narodzic, ze popadne w jakies
      nalogi, itp. Tak naprawde po aborcji moje zycie stalo sie lepsze niz
      kiedykolwiek. Wlasnie dzis sie obudzilam w mysla, ze jestem najszcesliwsza w
      moim zyciu. Gdy usunelam ciaze wiele sie we mnie zmienilo. Rzucilam palenie,
      wzielam sie porzadnie za siebie i zaczelam zdrowy styl zycia. Zaczelam walczyc
      o faceta, ktorego chcialam zdobyc od wielu lat i jestemy ze soba i jestem
      szczesliwa i zakochana jak nigdy i wkrotce wezmiemy slub . I wiem, ze nie
      byloby go przy mnie, gdybym za pare dni rodzila. Co wiecej, nikogo by przy mnie
      bylo, bo przeciez to dziecko mialo byc tylko moje. Sklamalabym mowiac, ze nie
      jest mi zal. Jest. Ale to nie byl wlasciwy moment, to nie byl wlasciwy facet...
      W kazdym badz razie chcialam wam powiedziec, ze jestem szczesliwa. Jestem
      bardzo szczesliwa. I mozecie mnie nienawidziec, mam to gdzies. Ciesz sie, ze
      mnie zrobilam z siebie ofiary dla ideii, wiekszosc moich kolezanek jest teraz
      nieszczesliwych w zwiazkach i mowia mi: odeszlabym od niego, ale mam Jasia i
      nie moge...Mialam prawo wyboru i nie zaluje. I chcialabym zeby kobiety mogly po
      prostu miec prawo wyboru. Nie chesz- nie rob tego. Bo jesli bedziesz chciala to
      zrobisz to tak czy siak. Ja wiem jedno, mozna usunac ciaze i zyc normalnie, zyc
      tak, jak sie chce, zyc po swojemu, tak jak chce...
      • reniatoja Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 11.06.06, 15:02
        Chciałabym cos Ci odpisać, ale nie wiem co. Mam gratulowac? Mam Cie oskarżac,
        że jesteś potworem bez serca, bo nie żałujesz? Nie mam ochoty ani na jedno, ani
        na drugie. Dobrze, ze ułożyłaś sobie życie, że jesteś sczęśliwa. Co nie zmienia
        faktu, zę aborcja to nic dobrego. Nie wiem własciwie kogo chcesz przekonywac i
        do czego - chcesz przekonac te dziewczyny, które załują, że nie ma czego
        załować? Chcesz przekonać tych, którzy Ci mówili, ze będziesz załować, że nie
        mieli racji? Cokolwiek przyświeca Ci, gdy piszesz tu od czasu doc zasu te posty
        z doniesieniami o swoim szczesciu - życzę Ci jak najlepiej, niech Ci sie
        wiedzie w zyciu.
      • spokofacet Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 15.06.06, 01:02
        ciesze sie ze wierzysz w to ze jestes szczesliwa. gratuluje rzucenia palenia i
        ladniejszego brzuszka! moj niestety ciagle rosnie. tongue_out dobrze ze pamietasz kiedy
        mial sie urodzic twoj dzidzius. wlasnie takie naturalne traktowanie faktow
        deideologizuje cala sytuacje. fajnie ze chcesz zeby kobiety mialo prawo wyboru,
        to szlachetne! ale czy niebylo by fajniej gdyby wszyscy mieli prawo wyboru -
        łacznie tymi najmniejszymi-poczetymi ludzmi, ktorzy nie maja wprawdzie praw
        obywatelskich, ale maja swoja godnosc osoby ludzkiej ? hmm? pozdrawiam i zycze
        najlepszego ! dobrych wyborów w życiu!!!
        • zachod_slonca Re: najdluzsze 120 sekund zycia... 16.06.06, 14:31
          Nie wiem jak zacząć, bo nie jest to forum dla mnie. Nie wiem jak odnieść się do
          tego, co opisałaś, aby nie urazić nikogo. Na to forum trafiłam poprzez
          hasło „aborcja”. Nie wiem, dlaczego i co skusiło mnie do tego, by zobaczyć te
          dzieciątka. Być może chciałam wiedzieć jak wyglądało moje dziecko, które
          zostało usunięte ze mnie. Moje maleństwo umarło. Ja nie miałam nic do
          powiedzenia!!!!, Nie miałam wyboru!!!. Stałam się przez 3 tyg. grobem dla
          własnego dziecka. Potem usunięto ze mnie jego zwłoki i wyrzucono niewiadomo
          gdzie. Nic nie mogłam zrobić. Potraktowano mnie jako jedną z wielu, a moje
          dziecko po kawałku usunięto. Bardzo nie chcę wtrącać się w, to forum. Widzę tu
          cierpienie i smutek, którego żadna siła na świecie nie jest w stanie
          powstrzymać. Czytam listy kobiet, które, mimo, że świadomie pozbyły się
          własnego dziecka cierpią i płaczą. Wiedzą, co zrobiły!!!!!!!!!!. Moje
          cierpienie w porównaniu z ich cierpieniem jest zaledwie odrobiną!!!!!!!!!!!!.
          Nie potrafię nic powiedzieć, poradzić, bo wiem, co to za ból!!!!!!!!!!!.
          Czytając większość twoich listów nie mogłam się pohamować, nie mogłam
          zrozumieć.- DLACZEGO? .Czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, co się
          stało? Jak można pisać, że to normalne, tam gdzie jesteś? Jak można dać
          przyzwolenie na zabijanie?. Czy dziecko ma być traktowane jako „cos”, czego
          można się pozbyć?- Dlaczego więc jest tyle oburzenia w stosunku do kobiet,
          które biją i katują swoje dzieci-, dlaczego? Bo co, bo one się urodziły? Skoro
          dajemy przyzwolenie na aborcję, to nie czepiajmy się tych, które zabijają -
          tyle, że później? Skoro dziecko mi przeszkadza, to mogę je odsunąć? Zabić?.
          Odpowiedz mi. Po co skazuje się ludzi za morderstwo? No, po co? Przecież skoro
          aborcja, tak ładnie zresztą brzmiące słowo pozwala na zabijanie?. Więc co-
          anarchia? Ja noszę, ja mam prawo zabić? Ja, jako człowiek z wolną wolą, mogę?
          Ja decyduję?. Przepraszam wszystkie osoby na tym forum za uniesienie. Ale
          postawa tej dziewczyny jest dla mnie nie do zrozumienia. Chłopak?- jasne. Ale
          patrząc na ciebie nie potrafię pojąć. O jakiej ty miłości mówisz?. Ty kochasz?
          Czy pożądasz i chcesz? Nie pragnę abyś płakał, albo cierpiał. Ale żądam od
          ciebie słowa przepraszam. I nie pisz głupot, bo gdzieś dali ci „ prawo” do
          wyboru „życie za życie”. Na seksie zarabia się dziś ogromną kasę.
          Dzieciaki „dupczą” się po, to by być dorosłe, a jak im coś nie wyjdzie, to już
          takie dorosłe nie są?. Ludzie rozumu!!!!!!!!!!!!! Chcecie wolności, prawa do
          wyboru, zrozumienia i akceptacji, tolerancji- dajcie
          jeWSZYSTKIM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Do osób, które stworzyły to forum. Bardzo cieszę się, że istnieje gdzieś słowo.
          Słowo kobiet „po”. Najbardziej wiarygodne. Przepraszam was za moje uniesienie,
          ale ten temat i autorka tego wątku jest dla mnie niczym więcej, aniżeli osóbką
          ogarniętą i przesiąkniętą wizją chorego myślenia. Aborcja „tak”, a narodzonym
          dzieciakom-„ rodzicu nie dotykaj, nie wolno ci,- bo to człowiek”.