sprawy sporne

06.08.10, 10:54
d.c.n.
    • superplebs Re: sprawy bezsporne kajdaniarzu! 06.08.10, 13:01
      Komentuje: 2010-08-04
      „Kto to piękna sylwia???? biedna z daleka zjawiskowa a z bliska
      pomarszczona wyniszczona kobiecina ludzie czy wy oczu nie macie
      stara posuwająca się z szybkością światła już nie pachnie jak do tej
      pory nie opływa w dostatek to i latka lecą (50)a wygląda na starszą
      od mojej babci widać jak życie daje popalić a przy chłopie swojego
      życia szybko popadnie w ruinę nie pomoże puder róż kiedy dupa stara
      już...” Autor, autor???!! No, któż by inny - sama we własnej osobie
      matka Sylwii Janina T. szczycąca się w wieku 71 (kończy w
      listopadzie) lat „wspaniałym ciałem”...bez zawodu, po wieczorowym
      liceum i „kursach niektórych”, przy mężu” emerytowanym pułkowniku
      LWP, podobno doktorze czegoś tam...., po „niby działalności
      gospodarczej” także skromna emeryturka, no i – na razie –
      przewodnicząca Oddziału w Warszawie Wesołej Towarzystwa Opieki nad
      Zwierzętami , napisałem „na razie”, bowiem w dniu 5 sierpnia razem z
      Sylwią (odpowiednio sekretarz i skarbnik tegoż Oddziału TOZ)
      złożyliśmy wniosek o odwołanie „pani prezes”z funkcji i zawieszenie
      w ogóle działalności tego Oddziału jako „sztuki dla sztuki”
      wyłącznie... Ta sama ukochana „mamuśka”, tym razem pod
      pseudonimem „znajda” napisała między innymi:



      „ Gratuluję "wysokiego rozwoju duchowego" przyszłego męża Krzsztofa.
      Robicie ogromne postępy na swojej duchowej ścieżce. Już widzę
      niebiańską waszą przyszłość. Jesteście już prawie
      aniołami......Wszak z jednej gliny jesteście ulepieni. Tak się
      dopasować w "paskudztwie", to trzeba mieć szczęście........Gratuluję
      chamstwa i bezczelności. Uciekła przed gwałcicielem ~XXXY / 2010-08-
      03 17:09/ A może ta młoda uciekła od matki bo zaczęła się bać i nie
      chciała przebywać pod jednym dachem z gwałcicielem? całe szczęście ,
      że zmądrzała”

      A teraz krótki rys historyczny „nieskazitelnej Jany T. Córkę Sylwię
      urodziła z gościem, z którym wzięła ślub po 2 tygodniach znajomości.
      Podczas ceremonii okazało się, że dzieciak ma ledwie 18 lat i się
      rozstali zanim Sylwia się urodziła. Później „zabezpieczyła” właściwy
      proces wychowawczy poprzez podrzucanie Sylwii komu się dało. Przede
      wszystkim babci, ale także różnym obcym ludziom Mając 4,5 roku
      Sylwia w Karpaczu7 musiała sama wracać z przedszkola przez las ok. 2
      km, bo „mamusia” wyjechała sobie do Wrocławia. Także w Karpaczu
      Sylwia przeżyła szok związany z molestowaniem jej przez obcego
      mężczyznę, któremu babcia wynajęła pokój. Zostawiana była z tym
      mężczyzną w nocy sama, a jak się sprawa wydała, to dostała manto od
      babci... W tym też czasie Sylwia znalazła się w stanie agonalnym po
      pogryzieniu przez psa. Taka wspaniała opiekunka śmie dzisiaj robić
      wyrzuty swojej córce, że rzekomo porzuciła troje dzieci.
      Ostatnie „dziecko” Paulina w wielu 15 lat czmychnęła z Gulczewa
      opowiadając matce bajeczki o wakacjach z koleżankami, w
      rzeczywistości zaś od dawna planowała „rajskie życie” z tatusiem,
      który sypnął – podobnie jak Kasi, której nawet w jakimś zapewne
      amoku obiecał przepisanie udziałów w Firmie....groszem. Obstawiam
      zakłady, że ów „raj” skończy się wraz z rozwodem, bo tylko jako
      fałszywy świadek są mu ona potrzebne...
      To były „wyczyny” „wychowawczyni” Jany sote. A teraz już duet z jej
      ukochaną „rybką” pijaczyną Edwardem T.:








      04.08.10, 21:31 napisali między innymi:
      Plebsie, to co wypisujesz to jest paranoja. "Ty parszywa obleśna
      świnio, alkoholiku, nędzna kreaturo, mendo w ludzkiej skórze, SB-ku
      o
      pseudonimie Ziutek"- cytuję artykuł z dnia 2010-07-24 z forum
      halinowskiego. Pisze o tobie ktoś kto cię zna z minionego okresu.
      Jeździłeś ze sportowcami na zachód i to by się zgadzało, tak
      rzeczywiście
      w tym czasie było. .... Ty myślałeś, że o Sylwii i jej wyczynach z
      zostawianiem
      kolejnych dzieci nikt się nie dowie. Wszak Alan miał zaledwie 7 lat
      jak go
      zostawiła tatusiowi, rzekomo dla jego dobra, a sama wyjechała za
      granicę,
      na tak zwany przemyt. „
      Przemyt to była domena „pani pułkownikowej”. Chociaż nie tylko...
      Pan pułkownik LWP jako kierownik sekcji WKKW Legia Stara Miłosna
      przemycał „w koniach” obrazy z Wilna do Polski. Dwa z nich znajdują
      się pod kluczem” „parowozika” w Jeleniej Górze....Mamuśka zaś Jana
      (bo nie znosi imienia Janina)T. z dumą zaznajamiała Sylwię – wówczas
      nauczycielkę jak można zarabiać duże pieniądze w dodatku bez
      podatku. Nie musiałem Sylwii o nic pytać, bo sama mi opowiadała,
      także nie tyle – jak piszecie „gołąbki” o Jugolu tylko uciekinierze
      z Albanii, u którego – znanego cinkciarza wszyscy Polacy w
      tym „mamuśka” Jana wymieniali pieniądze. Jeśli chodzi o Jugoli
      to „pani pułkownikowa” ma bardzo duże doświadczenie, kiedy to na
      przemian balowała i pracowała z nimi w Szwecji. Pokazywała nawet
      zdjęcie Sylwii, bo oto któregoś pięknego dnia, gdy Sylwia była na
      obozie sportowym pojawili się dwaj Jugole samochodem Volvo i jeden z
      nich chciał na ten tychmiast zabrać Sylwię do Jugosławii. A
      więc „mamusia” niewątpliwie wystąpiła tu co najmniej w roli
      swatki.....chociaż być może Jugol po prostu wolał zainteresować się
      młodszą...???
      Sylwia również powiedziała za co muzyk – jej pierwszy mąż - złamał
      jej nos. To był okres karczemnych awantur, które spowodowane były
      zwierzęcą wprost nienawiścią męża Sylwii, tegoż muzyka z Wrocławia
      ze znanej muzycznej rodziny R. do „pani” Jany, której nie chciał
      oglądać w domu we Wrocławiu. Sylwia – oczywiście nie przewidując
      dzisiejszego internetowego szału mamusi ciągle ją broniła i popadała
      w coraz większy konflikt z mężem. A ponieważ był to typowa damski
      bokser to skończyło się złamaniem nosa. Rzeczywiście nie wróciła na
      noc, ale skąd taki knur, niejaki Edzio który nie wie co to seks i
      musiał chodzić po instrukcje do burdelu może wiedzieć jaki był powód
      tej nieobecności
      Po tym nosie dwudziestokilkuletnia Sylwia znalazła się pod opieką
      mamusi i w jednym łóżku spała razem z nią i przyszłym „ojczymem”,
      który nota bene kilka lat później usiłował ją na obiekcie WKW Legia
      Stara Miłosna molestować....Rzekomo opuściła Alana. A gdzie go miała
      zabrać? Do „dziadka” na czwartego, do tego łóżka? Przynajmniej
      liznął trochę kultury muzycznej, a tak skazany byłby na mądrości z
      pola walki i odór źle trawionego piwska
      Pan pułkownik (jako wnuk przedwojennego pułkownika Juliana
      Zbyszyńskiego aż mnie ciarki przechodzą, ze takie indywiduum też
      jest pułkownikiem) Edward Janusz T. tak wczuł się w rolę
      obrońcy „pasierbicy”, ze kiedy rozjuszony pierwszy Jan R. jej mąż
      wpadł by rozprawić się z teściową leżał mężnie - cichutko w pokoju i
      nawet się nie ruszył ten zacny rycerz Ludowego Wojska Polskiego,
      doktor podobno. A obok niego stał jego jedyny wówczas majątek
      teczka męska z uszkodzonym zamkiem związana sznurkiem od
      snopowiązałki, zapewne jeszcze pamiętająca Janówek.... Z gościny
      Janki korzystał z ową torbą 5 lat nie dokładając się do żadnych
      rachunków i rozwodząc się ze swoją pierwszą żoną.
      Pan pułkownik tak się zapatrzył w piersi Marzeny G. że mu się imiona
      pomyliły....wymiona zresztą też....jak zwykle mija się z prawdą
      bowiem gdyby – jak pisze „ Ja się ślinię tylko na widok piersi mojej
      żony bo są najpiękniejsze na świecie”, to po co łaził do burdelu?
      Ale zachowała się (nie jedna) kaseta z nagraniem. Seks w wykonaniu
      pana pułkownika to od lat łażenie do burdelu i oglądanie nocami
      pornosów, co zresztą w rodzinie pana T jest praktykowane nawet przez
      małe dzieci...Połączenie tego z oświadczeniem Jany – do nieb
Pełna wersja