superplebs Re: sprawy bezsporne kajdaniarzu! 06.08.10, 13:01 Komentuje: 2010-08-04 „Kto to piękna sylwia???? biedna z daleka zjawiskowa a z bliska pomarszczona wyniszczona kobiecina ludzie czy wy oczu nie macie stara posuwająca się z szybkością światła już nie pachnie jak do tej pory nie opływa w dostatek to i latka lecą (50)a wygląda na starszą od mojej babci widać jak życie daje popalić a przy chłopie swojego życia szybko popadnie w ruinę nie pomoże puder róż kiedy dupa stara już...” Autor, autor???!! No, któż by inny - sama we własnej osobie matka Sylwii Janina T. szczycąca się w wieku 71 (kończy w listopadzie) lat „wspaniałym ciałem”...bez zawodu, po wieczorowym liceum i „kursach niektórych”, przy mężu” emerytowanym pułkowniku LWP, podobno doktorze czegoś tam...., po „niby działalności gospodarczej” także skromna emeryturka, no i – na razie – przewodnicząca Oddziału w Warszawie Wesołej Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami , napisałem „na razie”, bowiem w dniu 5 sierpnia razem z Sylwią (odpowiednio sekretarz i skarbnik tegoż Oddziału TOZ) złożyliśmy wniosek o odwołanie „pani prezes”z funkcji i zawieszenie w ogóle działalności tego Oddziału jako „sztuki dla sztuki” wyłącznie... Ta sama ukochana „mamuśka”, tym razem pod pseudonimem „znajda” napisała między innymi: „ Gratuluję "wysokiego rozwoju duchowego" przyszłego męża Krzsztofa. Robicie ogromne postępy na swojej duchowej ścieżce. Już widzę niebiańską waszą przyszłość. Jesteście już prawie aniołami......Wszak z jednej gliny jesteście ulepieni. Tak się dopasować w "paskudztwie", to trzeba mieć szczęście........Gratuluję chamstwa i bezczelności. Uciekła przed gwałcicielem ~XXXY / 2010-08- 03 17:09/ A może ta młoda uciekła od matki bo zaczęła się bać i nie chciała przebywać pod jednym dachem z gwałcicielem? całe szczęście , że zmądrzała” A teraz krótki rys historyczny „nieskazitelnej Jany T. Córkę Sylwię urodziła z gościem, z którym wzięła ślub po 2 tygodniach znajomości. Podczas ceremonii okazało się, że dzieciak ma ledwie 18 lat i się rozstali zanim Sylwia się urodziła. Później „zabezpieczyła” właściwy proces wychowawczy poprzez podrzucanie Sylwii komu się dało. Przede wszystkim babci, ale także różnym obcym ludziom Mając 4,5 roku Sylwia w Karpaczu7 musiała sama wracać z przedszkola przez las ok. 2 km, bo „mamusia” wyjechała sobie do Wrocławia. Także w Karpaczu Sylwia przeżyła szok związany z molestowaniem jej przez obcego mężczyznę, któremu babcia wynajęła pokój. Zostawiana była z tym mężczyzną w nocy sama, a jak się sprawa wydała, to dostała manto od babci... W tym też czasie Sylwia znalazła się w stanie agonalnym po pogryzieniu przez psa. Taka wspaniała opiekunka śmie dzisiaj robić wyrzuty swojej córce, że rzekomo porzuciła troje dzieci. Ostatnie „dziecko” Paulina w wielu 15 lat czmychnęła z Gulczewa opowiadając matce bajeczki o wakacjach z koleżankami, w rzeczywistości zaś od dawna planowała „rajskie życie” z tatusiem, który sypnął – podobnie jak Kasi, której nawet w jakimś zapewne amoku obiecał przepisanie udziałów w Firmie....groszem. Obstawiam zakłady, że ów „raj” skończy się wraz z rozwodem, bo tylko jako fałszywy świadek są mu ona potrzebne... To były „wyczyny” „wychowawczyni” Jany sote. A teraz już duet z jej ukochaną „rybką” pijaczyną Edwardem T.: 04.08.10, 21:31 napisali między innymi: Plebsie, to co wypisujesz to jest paranoja. "Ty parszywa obleśna świnio, alkoholiku, nędzna kreaturo, mendo w ludzkiej skórze, SB-ku o pseudonimie Ziutek"- cytuję artykuł z dnia 2010-07-24 z forum halinowskiego. Pisze o tobie ktoś kto cię zna z minionego okresu. Jeździłeś ze sportowcami na zachód i to by się zgadzało, tak rzeczywiście w tym czasie było. .... Ty myślałeś, że o Sylwii i jej wyczynach z zostawianiem kolejnych dzieci nikt się nie dowie. Wszak Alan miał zaledwie 7 lat jak go zostawiła tatusiowi, rzekomo dla jego dobra, a sama wyjechała za granicę, na tak zwany przemyt. „ Przemyt to była domena „pani pułkownikowej”. Chociaż nie tylko... Pan pułkownik LWP jako kierownik sekcji WKKW Legia Stara Miłosna przemycał „w koniach” obrazy z Wilna do Polski. Dwa z nich znajdują się pod kluczem” „parowozika” w Jeleniej Górze....Mamuśka zaś Jana (bo nie znosi imienia Janina)T. z dumą zaznajamiała Sylwię – wówczas nauczycielkę jak można zarabiać duże pieniądze w dodatku bez podatku. Nie musiałem Sylwii o nic pytać, bo sama mi opowiadała, także nie tyle – jak piszecie „gołąbki” o Jugolu tylko uciekinierze z Albanii, u którego – znanego cinkciarza wszyscy Polacy w tym „mamuśka” Jana wymieniali pieniądze. Jeśli chodzi o Jugoli to „pani pułkownikowa” ma bardzo duże doświadczenie, kiedy to na przemian balowała i pracowała z nimi w Szwecji. Pokazywała nawet zdjęcie Sylwii, bo oto któregoś pięknego dnia, gdy Sylwia była na obozie sportowym pojawili się dwaj Jugole samochodem Volvo i jeden z nich chciał na ten tychmiast zabrać Sylwię do Jugosławii. A więc „mamusia” niewątpliwie wystąpiła tu co najmniej w roli swatki.....chociaż być może Jugol po prostu wolał zainteresować się młodszą...??? Sylwia również powiedziała za co muzyk – jej pierwszy mąż - złamał jej nos. To był okres karczemnych awantur, które spowodowane były zwierzęcą wprost nienawiścią męża Sylwii, tegoż muzyka z Wrocławia ze znanej muzycznej rodziny R. do „pani” Jany, której nie chciał oglądać w domu we Wrocławiu. Sylwia – oczywiście nie przewidując dzisiejszego internetowego szału mamusi ciągle ją broniła i popadała w coraz większy konflikt z mężem. A ponieważ był to typowa damski bokser to skończyło się złamaniem nosa. Rzeczywiście nie wróciła na noc, ale skąd taki knur, niejaki Edzio który nie wie co to seks i musiał chodzić po instrukcje do burdelu może wiedzieć jaki był powód tej nieobecności Po tym nosie dwudziestokilkuletnia Sylwia znalazła się pod opieką mamusi i w jednym łóżku spała razem z nią i przyszłym „ojczymem”, który nota bene kilka lat później usiłował ją na obiekcie WKW Legia Stara Miłosna molestować....Rzekomo opuściła Alana. A gdzie go miała zabrać? Do „dziadka” na czwartego, do tego łóżka? Przynajmniej liznął trochę kultury muzycznej, a tak skazany byłby na mądrości z pola walki i odór źle trawionego piwska Pan pułkownik (jako wnuk przedwojennego pułkownika Juliana Zbyszyńskiego aż mnie ciarki przechodzą, ze takie indywiduum też jest pułkownikiem) Edward Janusz T. tak wczuł się w rolę obrońcy „pasierbicy”, ze kiedy rozjuszony pierwszy Jan R. jej mąż wpadł by rozprawić się z teściową leżał mężnie - cichutko w pokoju i nawet się nie ruszył ten zacny rycerz Ludowego Wojska Polskiego, doktor podobno. A obok niego stał jego jedyny wówczas majątek teczka męska z uszkodzonym zamkiem związana sznurkiem od snopowiązałki, zapewne jeszcze pamiętająca Janówek.... Z gościny Janki korzystał z ową torbą 5 lat nie dokładając się do żadnych rachunków i rozwodząc się ze swoją pierwszą żoną. Pan pułkownik tak się zapatrzył w piersi Marzeny G. że mu się imiona pomyliły....wymiona zresztą też....jak zwykle mija się z prawdą bowiem gdyby – jak pisze „ Ja się ślinię tylko na widok piersi mojej żony bo są najpiękniejsze na świecie”, to po co łaził do burdelu? Ale zachowała się (nie jedna) kaseta z nagraniem. Seks w wykonaniu pana pułkownika to od lat łażenie do burdelu i oglądanie nocami pornosów, co zresztą w rodzinie pana T jest praktykowane nawet przez małe dzieci...Połączenie tego z oświadczeniem Jany – do nieb Odpowiedz Link