mama.julii
21.06.11, 11:16
Kilka refleksji się mi nasunęło. W Mińsku mieszkam od 6 lat. Specjalnie uczuciowo nie czuję się związana z tym miejscem. Zresztą mieszkałam już w tylu różnych miejscach że wolę pielęgnować kontakty z ludźmi niż z miejscami. Ale dzięki temu mam perspektywę, z której widać różne sprawy lepiej. I taką właśnie sprawą jest życzliwość lub raczej jej brak. Jak to jest, że ludziom łatwiej przychodzi chamstwo niż uprzejmość? Oczywiście nie generalizuję, bo są wyjątki. Nie będę pisać konkretnymi nazwami, ale nader często zdarza się to w handlu i usługach. Zastanawia mnie to bardzo. I to nie chodzi o to, że obsługa sklepów często robi łaskę że coś pokaże, odpowie na pytanie, lub przeliczy oczami ile "wart" jest klient, a co za tym idzie czy opłaca się do niego wstawać czy nie (zawsze w takich wypadkach mam przed oczami scenę z filmu "Pretty woman", gdzie Julii Roberts nie chcą obsłużyć panie w eleganckim butiku, a ona na drugi dzień tam idzie obkupiona u konkurencji). Bo zaraz ktoś powie, że za 800 zł to nikt się nie będzie silił na uśmiech. No a właśnie dlaczego nie? Może niech poszuka innego zajęcia, skoro to nie jest satysfakcjonujące. Spotykam panie na kasach w supermarketach pracujące za grosze, ale miło witające i żegnające każdego. Gdyby ludzie okazywali sobie nawzajem trochę więcej życzliwości i dobrej woli myślę, że i łatwiej, i przyjemniej by było. Oczywiście, to też kosztuje, trzeba może czasem przejść więcej kroków, włączyć komputer, wykazać się pomysłowością, empatią. Przecież nigdy nie wiadomo na kogo trafiamy. Może ta pani w kasie, która warczy na klientkę i krzyczy na cały sklep by wołać kierownika, bo ona nie będzie rozmawiała z klientką bo ta jej robi awanturę, na drugi dzień będzie potrzebowała pomocy właśnie tej pani np. w przychodni gdy przyjedzie z chorym dzieckiem i trzeba będzie przyjąć dziecko poza kolejnością. Albo pani w urzędzie, która spogląda na petenta i oznajmia, że nie wie czy zdąży załatwić sprawę, mimo, że nikogo nie ma a do zamknięcia urzędu pozostało 40 min. Nie patrzy, że ktoś dyszy bo biegł z dzieckiem by zdążyć, że dziecko marudzi. Ona te 40 min. musi przeznaczyć na umycie kubka po kawie, wyłączenie komputera, tak by punktualnie o 16 drzwi się po niej zamknęły. To też jest śmieszna prawidłowość. U nas godzina zamknięcia sklepu oznacza, że w sklepie jest już umyta podłoga, zgaszone światło, a personel jest już na parkingu, ostatni pracownik zamyka drzwi. W cywilizowanym świcie godzina zamknięcia sklepu oznacza że wchodzi do niego ostatni klient. W jednej aptece pani farmaceutce nie chce się ruszyć głową i pomóc klientowi, w drugiej inna farmaceutka poradzi sobie z problemem i pomoże pacjentowi, nawet jeśli to oznacza dla niej np. samodzielne pójście do lekarza i wyjaśnienie sprawy. Nie będę pisała nazw, ale to są przykłady z naszego mińskiego podwórka. Zastanawia mnie czy to że wszyscy gdzieś się spieszą, maja problemy, za mało zarabiają, za dużo i ciężko pracują usprawiedliwia brak uczuć wyższych, czyli właśnie chęci pomocy drugiemu człowiekowi, wykazania się odrobiną dobrej woli. Życzliwości właśnie.