Dodaj do ulubionych

Sulejówek żąda dostępu do morza... !

07.05.02, 09:48
...a co :) !!!!
Obserwuj wątek
      • Gość: KrzysztofPlebs Re: Sulejówek żąda dostępu do morza... ! IP: *.wesola.3.pl / 172.16.9.* 01.06.03, 11:58
        Gość portalu: Dejavu napisał(a):

        > woland? napisał(a):
        >
        > > ...a co :) !!!!
        >
        > naturalnie....Morza Chinskiego.
        Nie takie rzeczy obiecuje "wirtualny burmistrz" Waldemar Chachulski. Wprawdzie
        słownictwo zapożyczył z dawnej Smolnej (ZSMP), ale w końcu chłopaki ze Smolnej
        i Ordynackiej zrobili karierę, więc może i Chachulskiemu sie uda? Na razie
        smieszy, tuman, rozprasza. Najbliższy kabaret w jego wykonaniu w poniedziałek 2
        czerwca o 17 w SP nr. 1.
      • krzysztofplebs Re: Sulejówek żąda dostępu do morza... ! 07.12.03, 12:02
        w środę, 10 grudnia na sesji rady miasta powinno być ciekawie. Jako preludium
        proponuję dla przybliżenia dwa moje materiały, które ukażą się w dniu sesji w
        Tygodniku Powiatowym „ Co słychać?”
        RYSY DEMOKRACJI
        Radny Sulejówka Zbigniew Oktaba z Postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia
        podpisanego przez Maksymiliana Zboinę z mińskiej prokuratury dowiedział się, że
        tak naprawdę to chyba nie jest funkcjonariuszem publicznym, ponadto został
        pouczony, że lepiej by było żeby poszedł sobie do sądu i tam walczył o swój
        honor z Jackiem Zalewskim i Moniką Agopsowicz oczywiście za własne pieniądze (
        co akurat ów radny już przed światłą radą prokuratora uczynił i wykorzystał
        także przepisy prawa prasowego). Sprawa jest w toku. Smaczek polega jednak na
        tym, ze poza pomyleniem jednej literki ( aczkolwiek ważnej) przez pana
        prokuratora ( zamiast k.p.k. napisał k.k. przy art. 305 co zamiast
        proceduralnej podstawy odmowy wszczęcia dochodzenia oznacza jak najbardziej
        materialne ujęcie przestępstwa „ kto w celu osiągnięcia korzyści materialnej
        udaremnia lub utrudnia przetarg publiczny...itd.” Akurat ani Monika Agopsowicz
        ani nawet były radny Jacek Zalewski do przetargów w Sulejówku nic nie mają,
        natomiast ze słynnego „ obwąchiwania” radnego zrobili szum medialny w dodatku
        usiłują ukryć się teraz za parawanem „ bezimiennych mieszkańców Sulejówka
        którzy 3 października głośno dziwili się jego ( Zbigniewa Oktaby – przyp.
        Plebs) zachowaniu”. Panu prokuratorowi po prostu pomyliły się kodeksy i już!).
        Oaza?!
        Nie po raz pierwszy pan prokurator jest łagodny. W sprawie o groźby karalne „
        małego człowieczka z breżniewowskim ZIŁ-em” kierowane pod adresem autora tego
        felietonu w uzasadnieniu odmowy skierowania do sądu aktu oskarżenia był łaskaw
        napisać: „Jan Roch St. wielokrotnie groził śmiercią i kalectwem Krzysztofowi
        Maciągowi, ale gróźb swoich nigdy nie spełnił...” Dla przyjemności pana
        prokuratora nie dałem się zabić np. ze słynnego „złotego”
        długopisu „strzelającego”, natomiast akurat innego zdania była prokuratura
        warszawska i niedoszły zabójca za wykonanie tylko jednego telefonu dostał w
        innej sprawie w warszawskim sądzie 200 dni paki i dziś biedaczek musi leczyć
        się u psychiatry....
        Był już w Mińsku jeden łagodny - bezsprzecznie dusza człowiek - prokurator ( za
        jego kadencji tylko w jednym roku przeszło 500 umorzeń!), który najpierw
        został „zdjęty” z szefa, potem zawieszony, potem „ w dyspozycju” ( jak mawiali
        Rosjanie) tyle tylko, że nie NKWD tylko Ministerstwa Sprawiedliwości” , a potem
        awansował, bo jest w stolicy, w samym centrum. Jeśli Maksymilian Zboina będzie
        konsekwentny też może zajść wysoko...
        Trudno wyczuć jaki związek - i czy w ogóle – mają odwiedziny „chłopców z
        miasta” posesji radnego Sulejówka i szefa tamtejszej komisji rewizyjnej Zenona
        Dąbrowskiego z jego elokwencją na sesjach i w komisjach, ale na wszelki wypadek
        popularny Zenek założył sobie alarm i podpisał umowę ze stosowną firmą. Póki co
        trwa w Siedlcach proces „o ochronę czci i dobrego imienia” wytoczony przeciwko
        niemu przez Jolantę Sidor – Rzeszot i Krzysztofa Naszewskiego ( pracowników
        referatu inwestycji), których rzekomo – przy świadkach – nazwał „ największymi
        złodziejami w mieście”. Świadków już kilkoro przesłuchano. Jedni słyszeli, inni
        nie słyszeli. Przy okazji owych przesłuchań pojawił się jednak problem: czy
        świeżo upieczona ławnik Sądu Okręgowego w Siedlcach ( a więc tego, który bada
        sprawę Dąbrowskiego) Jadwiga Wójcik daje rękojmię bycia osobą zaufania
        publicznego, skoro zeznając najpierw skłamała twierdząc, że nie była ( a była i
        nawet podpisała listę!) na zebraniu komisji rewizyjnej w dniu 11 czerwca 2003
        kiedy to miały paść obraźliwe słowa ze strony Dąbrowskiego, a poza tym wykazała
        się nie tyle pomrocznością jasną, co amnezją, a może głuchotą albowiem – jak
        stwierdziła - nigdy nie słyszała żadnych wulgarnych lub obraźliwych słów ze
        strony Dąbrowskiego pod adresem kogokolwiek. Tu akurat mocno przesadziła,
        bowiem popularny „Zenek” aż kipi jadem, ale co gorsza dla ewentualnych chetnych
        do procesów w wielu przypadkach akurat to on ma rację. Myślę natomiast, że
        obrana przez niego linia obrony jest chybiona. Jeżeli miał dowody na nadużycia,
        a podobno miał, to dlaczego i on postanowił zachorować na „pomroczność jasną”
        biorąc przykład z pani ławnik Jadwigi Wójcik? Art. 213 k.k. wyraźnie mówi: „
        nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 k.k. ( pomówienie) kto
        publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie
        uzasadnionego interesu”
        Plebs
        P.S. „ W temacie” „ pieska adwokackiego” zgłosiło się na razie 5 osób. Jeszcze
        9 i nawet będziemy mogli założyć stowarzyszenie...
        Mysia w Sulejówku

        Osławiona ulica Mysia ( centrum cenzury za czasów PRL) odżyła w
        marszałkowskim Sulejówku. Głównym cenzorem okazał się przemawiający językiem z
        tego minionego okresu ( co jest szczególnie dziwne z uwagi na jego młody wiek)
        burmistrz Waldemar Chachulski. Z uporem godnym lepszej sprawy odmawia on radnym
        dostępu do opracowanego za społeczne pieniądze przez biegłego rewidenta panią
        Bolesławę Piszczek audytu SPZOZ. Podpiera się przy tym „szlabanie na jawność”
        na przepisy zobowiązujące biegłych rewidentów do zachowania tajemnicy. Tu
        oczywiście ma rację, gdyż biegłego rewidenta obowiązuje tajemnica, ale
        wspomniane badanie audytowe przestało już być w rękach biegłego rewidenta.
        Stało się własnością Urzędu Miasta Sulejówek, a więc przestało być na mocy
        obowiązującej ustawy o dostępie do informacji dokumentem tajnym. Nic więc
        dziwnego, że komisja rewizyjna rady miasta Sulejówek wytknęła burmistrzowi ten
        błąd. Wyjaśnienia burmistrza w piśmie skierowanym w dniu 26 listopada 2003 do
        przewodniczącej rady Hanny Matrackiej jeszcze bardziej go pogrążają. Zachodzi
        pytanie: dlaczego burmistrz, który po przeanalizowaniu wyników audytu w SPZOZ
        skierował do mińskiej prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez
        byłą dyrektor SZZOZ teraz usiłuje ukryć pod korcem tajemnicy rzeczywiste dane
        dotyczące sulejóweckiej służby zdrowia? Wyjaśnienia jednej z pracowników urzędu
        ( a w słowach dźwięczy jakby głos burmistrza), że chodzi o to, iż grupa radnych
        usiłuje wykorzystać te „tajne” informacje by pomóc oskarżonej ( a jednocześnie
        powodowi przed sądem pracy, bowiem była pani dyrektor mimo stwierdzenia po
        prostu manka ośmieliła się wystąpić przeciwko miastu z roszczeniem ze stosunku
        pracy!) zakrawają na kpinę. W sadach znajdują się kopie audytu i pełnomocnik
        byłej pani dyrektor bez pośrednictwa radnych bez trudu może się z nim zapoznać.
        Burmistrz jednak nie rozumie ( lub nie chce zrozumieć), ze nie ma racji.
        Ostatni akapit przywoływanego i pisma świadczy dobitnie o tym, że działa jak
        pijane dziecko we mgle. „Wydaje się więc, że w trudnej sytuacji jako burmistrz
        podjąłem decyzje wyważoną i trafną. Decyzja ta ( zaproszenie na zamknięte
        spotkanie radnych biegłej rewident, co akurat narusza ustawę samorządową,
        bowiem radni pracują wyłącznie na jawnych sesjach i na jawnych posiedzeniach
        komisji, a nie na towarzyskich, czy zamkniętych spotkaniach – przyp. K.M.)
        uwzględnia wszystkie nierzadko przeciwstawne interesy. Restrykcyjne brzmienie
        art. 4a ustawy o biegłych rewidentach ( co ma piernik do wiatraka? – przyp.
        K.M.) wskazuje, że inicjując zamknięte spotkanie Rady Miasta z dnia 29 września
        2003 w mieście Sulejówek w kwestii udostępnienia wyników kontroli
        przeprowadzonej przez biegłego rewidenta zrobiono wszystko, co było można.
        Gdyby odbiorcami tych informacji nie byli radni – funkcjonariusze public

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka