mtrzaskalska7
12.04.07, 09:45
Witam wszystkich!
Z radością informuję, że 4 kwietnia urodziłam synka.
Ponieważ niektóre z przyszłych mam interesował jakiś czas temu temat rodzenia
w naszym szpitalu, uprzejmie donoszę w skrócie, co następuje:
Byłam mile rozczarowana podejściem całego personelu do pacjentki, czyli do
mnie. W porównaniu z porodem sprzed 3 lat, oddział położniczy przeszedł jakąś
niesamowitą przemianę. Na plus. Poprzednio nikt mnie nie pytał o zgodę na
jakiekolwiek zabiegi podczas porodu. Teraz mogłam sobie wybrać, czy chcę
znieczulenie, czy nie. Czy z oksytocyną, czy bez. A może piłka? A może relaks
w wannie (w moim przypadku zakończył się zatrzymaniem akcji porodowej...)?
Nie nacinają krocza - chyba już standardowo. Tu akurat musiałam przeprowadzić
negocjacje z położną, bo akurat jestem z tych, co chcą nacinać. Negocjacje
przegrałam - i w sumie nie żałuję :)
Po porodzie zapytano mnie, czy chcę leżeć na sali czteroosobowej, czy w
jedynce (!). To był dla mnie kolejny szok, bo z poprzednich lat pamiętałam,
że nikogo nie obchodziło zdanie mamy w tej kwestii. Pamiętam, jak jechałam
sobie na łóżku z sali porodowej, a pielęgniarki zastanawiały się głośno,
gdzie mnie położyć - i nie miałam nic do gadania.
W każdej sali (chyba)są specjalne promienniki, żeby dziecku podczas zabiegów
pielęgnacyjnych było cieplutko.
Kilka sal jest odmalowanych na wściekłe kolory: pomarańcz, róż, chyba turkus,
zieleń. Podobno to na życzenie pacjentek... Żeby było bardziej domowo chyba,
ale w takich kolorach nie wyrobiłabym w domu :) Z drugiej strony to o wiele
przyjemniejsze, niż szpitalna biel i błękitne lamperie.
Jakieś pytania? Odpowiem w miarę możliwości - w jakiejś przerwie, kiedy Smok
akurat zapomni na moment, że najbardziej lubi być przy cycku.
Martyna