Dodaj do ulubionych

Szczescie za granica?

17.08.07, 20:37
Mam do was pytanie. Czy znalezliscie szczescie na emigracji? Czym
dla was wlasciwie jest szczescie? Praca, rodzina, pieniadze? Jakie
cele stawialiscie sobie przed wyjazdem? Czy udalo sie je spelnic,
czy tez pojawily sie jakies inne? Co okreslilibyscie w swoim zyciu
mianem emigracyjnej porazki? Czy gdybyscie mieli z obecna wiedza raz
jeszcze zdecydowac sie na emigracje, to podjelibyscie taka sama
decyzje?
Duzo pytan i ogromna wdziecznosc autora watku za wyczerpujace
wypowiedzi. Potrzebne mi sa one do artykulu, ktory pisze dla jednej
z gazet, watek przewodni brzmi- szczescie emigranta.
Z gory dziekuje za przemyslenia.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • ratpole Re: Szczescie za granica? 18.08.07, 00:44
      Ja tez mam pytanie i tak samo glupie. Czy znalazlas szczescie w kraju? Czym
      wlasciwie dla ciebie jest szczescie? Praca, rodzina, pieniadze? Jakie cele
      stawialas sobie rodzac sie? itd, itp.

      > Co okreslilibyscie w swoim zyciu mianem emigracyjnej porazki?

      To, ze nie wyjechalem wczesniej.

      > Czy gdybyscie mieli z obecna wiedza raz jeszcze zdecydowac sie na emigracje,
      to podjelibyscie taka sama decyzje?

      Teraz podjalbym decyzje o nierodzeniu sie w Polsce
      • dradam2 Re: Szczescie za granica? 18.08.07, 01:20
        Noo, ja nie bylbym tak dramatyczny w tonie choc rozumiem i popieram intencje
        przedpiscy.

        Sa, najogolniej biorac , dwa wyznaczniki zadowolenia. Ktore w duzej czesci
        wyznaczaja poziom uczuc do nowej ojczyzny i nowego zycia.

        Primo - na ile dany kraj jest w ogole przyjazny imigrantom. Kraje takie jak
        US/Kanada/AU , skladajace sie w wiekszosci z imigrantow (ich potomkow, przy
        istniejacych zywych tradycjach z kraju rodzinnego) , z reguly wywoluja znacznie
        wyzszy poziom zadowolenia imigrantow z nowego miejsca. Latwiej przebiegaja
        procesu asymilacyjne, zwlaszcza, w odniesieniu do Europejczykow.

        Secundo - na ile dana osoba ( dana rodzina) ma kwalifikacje indywidualne
        powodujace to, ze poziom asymilacji odbywa sie szybciej. Wiaze sie to z , na
        przyklad, posiadaniem poszukiwanego i dobrze platnego zawodu. Najogolniej rzecz
        biorac jest to wyrazane okresleniem " punkt widzenia zalezy od punktu
        siedzenia". Im szybciej dana osoba/rodzina awansuje w spolecznej drabinie, tym
        zadowolenie niewatpliwie wieksze.

        Stad tez bardzo bym ostrozny z wrzucaniem wszystkich emigrantow do jednego kotla
        i szukaniu wspolnych mianownikow dla "calej" emigracji.

        Pozdrawiam


        dradam 1/2
        • ratpole Re: Szczescie za granica? 18.08.07, 02:04
          dradam2 napisał:

          > Noo, ja nie bylbym tak dramatyczny w tonie choc rozumiem i popieram intencje
          przedpiscy.

          Po prostu nie lubie wystepowac w charakterze obrzydliwego robala w formalinie
          bedacego obiektem chwilowego "naukawego" zainteresowania jakiejs siksy. Oni tam
          teraz bardzo edukowani sie zrobili i doktoryzuja sie na naszych przypadkach, ale
          ze zrozumialym wstretem ;-)
          • Gość: Staruszek Re: Szczescie za granica? IP: *.dsl.bell.ca 18.08.07, 07:40
            Jako "podpisca" szczesliwy na emigracji nie czuje zadnej potrzeby naukowego
            rozwazania mojej szczesliwie ulozonej emigracji , ktora wynikla z
            nieszczesliwych ukladow i dala mi najwiekszy wklad naukowy jaki zadna uczelnia w
            kraju nie bylaby ulozyc w formacie naukowym niezaleznie czy bylby to Giertychowy
            lub postkomunalny w opracowaniu lewacko-laickim......:o)
            Emigracje trzeba przezyc i potem czerpac z tego naukowe wnioski , kazda inna
            opinia bedzie jedynie zlepkiem "skojarzen/marzen/podpuchy"....i czego tam jeszcze .
      • thea-bag Re: Szczescie za granica? 18.08.07, 15:16
        > Ja tez mam pytanie i tak samo glupie. Czy znalazlas szczescie w
        kraju? Czym
        > wlasciwie dla ciebie jest szczescie? Praca, rodzina, pieniadze?
        Jakie cele
        > stawialas sobie rodzac sie? itd, itp.

        Odpowiadam na Twoje pytanie. Tak bylam szczesliwa w kraju. Pozniej
        poznalam kogos, i duza czesc mojego szczescia zaczela zalezec
        wlasnie od bycia z ta osoba. Dlatego spakowalam sie i wyjechalam do
        jego kraju. Mieszkam za granica dopiero cztery lata. Na poczatku
        bylo wiecej rozczarowan, niz pozytywnych aspektow. Mysle, ze wiazalo
        sie to z tym, ze w Polsce zostawilam dobra prace, wielu znajomych,
        rodzine. Tu mialam zas "tylko" moja milosc. Pojawialy sie pytania,
        czy to nie za malo, czy nie wrocic. Ale z czasem udalo mi sie tu
        odnalezc. Poznalam nowych ludzi, zawodowo odzylam. Teraz na pytanie
        czy jestem szczesliwa powiem "bywam". Czy wyjazd spelnil moje
        oczekiwania? Tak, bo nie mialam ich wiele, chcialam byc z
        czlowiekiem, ktorego pokochalam i na szczescie w tej kwestii
        wszystko sie ulozylo. Czym jest dla mnie szczescie? Tym, ze mam
        wokol siebie ludzi, z ktorymi gram w jednej druzynie. To znaczy, ze
        nie czuje sie sama i wiem, ze w razie kolopotow mam bliskich, ktorzy
        zawsze mi pomoga (a ja im). Pieniadze oczywiscie sa wazne, ale nie
        wplywaja na moje poczucie szczescia. Bylam szczesliwa bez grosza i
        totalnie zalamana z pelnym portwelem. Nie zdecydowalabym sie na
        emigracje dla pieniedzy. Zbyt drogo to kosztuje w ogolnym
        podsumowaniu.
        Jakie cele sobie stawialam rodzac sie? Tak, to faktycznie glupie
        pytanie.
        Gdzies tam pieszesz o obrzydliwym zainteresowaniu zlosliwych pseudo
        badaczy, ktorzy postanowili cie zlosliwie inwigilowac. Mam rade, po
        prostu nie odpowiadaj jesli nie masz ochoty.
        • ratpole Re: Szczescie za granica? 18.08.07, 17:09
          thea-bag napisała:

          Chryste, jestes glupia jak torba (torebka?) herbaty.
          Przy okazji, popracuj patriotko nad polska ortografia.
          Jak slusznie zauwazylas pieniadze to nie wszystko.
          Wazna jest tez ortografia hehe
        • Gość: sas Re: Szczescie za granica? IP: *.hsd1.fl.comcast.net 23.08.07, 06:32
          Przed odpowiedzia na pytanie o szczesciu emigranta chce ustosunkowac
          sie do niektorych wypowiedzi moich wspolemigrantow. Jedna z
          poprzednich forumowiczek zaznacza, ze najwazniejsze jest by
          emigracja byla z wyboru a nie koniecznosci. Znaczy mam fantastyczny
          zawod, wielu przyjaciol i zapewniona przyszlosc w dostatku i pokoju
          i postanawiam wyrwac korzenie, zostawic wszystko co znam i kocham, i
          zaczynac od nowa gdzies, gdzie nawet nie mowia moim jezykiem. To by
          bylo z wyboru. Z wyboru nawet nie jest gdy zakochalam/lem sie w
          kims z jakiegos Cicago czy Toronto i emigruje bo tam jest moj/moja
          milosc. Jakby w Polsce bylo normalnie to mieszkalibyscie w Gdyni
          czy Krakowie i nikt by nie myslal o wyjezdzie do wstretnego skadinad
          Chicago (Toronto nie jast az takie wstretne, ale Krakow... co tu
          porownywac). Nie swiadczy to wcale zle o osobie, ktora to
          napisala. Jest to poprostu pewien rodzaj "neprzemyslenia" wsrod
          rodakow, ze emigracja stala sie taka sama lub podobna decyzja jak
          przeprowadzka do innej dzielnicy. A teraz o szczesciu emigranta.
          Jestem w Stanach od 82 roku. Dorobilem sie stadka (3)
          fantastycznych dzieciakow z cudowna zona oczywiscie tez z Polski.
          Dorobilem sie niezaleznosci materialnej, bardzo wygodnego domu z
          basenem i kortem tenisowym. Wielu zabawek i tych jezdzacych i nawet
          latajacych. Czy jestem szczesliwy. Oczywiscie, ze tak. Nie
          tesknie juz za kolegami z mlodosci bo uplynelo kupe czasu i nasze
          drogi sie bardzo rozeszly, nie tylko geograficznie. Mam wielu
          przyjaciol i cala rodzine tutaj. Zyje spokojnie i bezpiecznie.
          Odwiedzam Polske przynajmniej raz, a czesciej dwa razy w roku.
          Czego mi brakuje. By moc mieszkac w mojej Polsce. By wreszcie bylo
          tam na tyle normalnie by mozna bylo tam byc. By nikt nie jechal na
          emigracje z "wyboru" czy koniecznosci. Bym mogl miec taki sam dom
          jak tu, w mojej kochanej Gdyni i nie musial stawiac 3 metrowego muru
          i straznikow na bramie jak pan Krauze. Odpowiedzia wiec na Pani
          pytanie jest, iz szcesciem wiekszosci emigrantow, nawet tych bardzo
          cynicznych, byloby by nie bylo powodow do emigracji.
        • Gość: rybka Nemo Re: Szczescie za granica? IP: 195.25.76.* 25.08.07, 15:49
          Odpowiadam, bez jadu i frustracji.
          Tak, jestesmy szczesliwi za granica.
          Mamy rodzine (stac Nas na jej zalozenie i utrzymanie), nowych
          przyjaciol, znajomych.
          W Polsce moglibysmy marzyc o pracy na 1 etat, 5 dni w tygodniu za
          godziwe wynagrodzenie - Sluzba Zdrowia, wiec mysle, ze nie ma wiecej
          pytan. Satsfakcja zawodowa zdecydowanie wieksza, choc pracujemy na
          tych samych stanowiskach co w Polsce (inne podejscie do tematu praca)
          Wyjazd spelnil Nasze oczekiwania, ponownie podjelibysmy taka
          decyzje, tylko ... duzo wczesniej!
      • thea-bag Na koniec 18.08.07, 16:18
        Chcialabym na koniec podziekowac "dyskutantom" za opinie. Nie
        rozumiem co wywolalo szereg tak skrajnych emocji, wrecz agresji
        (wydaje mi sie niczym nie uzasadnionej). Przykro mi, ze az tak was
        zdenerwowalam. Nauczona tym wlasnie doswiadczeniem wyleczylam sie
        juz z pytania w internecie, chociaz wydawalo mi sie wczesniej, ze
        bedzie to ciekawy element mozaiki. Moi dotychczasowi rozmowcy, spoza
        sieci jakos nie rzucali sie do bicia mnie, bo smialam poruszyc ten
        temat. I wcale nie chodzi mi o wyciaganie jakichkolwiek wnioskow,
        tylko o pokazanie jak roznie definiujemy nasze szczescia i z jak
        roznymi nadziejami wyruszamy w swiat.
        Mimo wszystko dziekuje za wylanie na mnie wiadra pomyj. To tez uczy.
        Moze nawet uda sie "zbic piane na nastepna gazetowa wierszowke",
        temat- "Emigracja - frustracja. Czyli jak potopic sie nawzajem w
        lyzce wody.". Pozdrawiam.
        • Gość: Staruszek Re: Na koniec IP: *.dsl.bell.ca 18.08.07, 19:19
          thea-bag napisała:
          Mimo wszystko dziekuje za wylanie na mnie wiadra pomyj. To tez uczy.
          > Moze nawet uda sie "zbic piane na nastepna gazetowa wierszowke",
          > temat- "Emigracja - frustracja. Czyli jak potopic sie nawzajem w
          > lyzce wody.". Pozdrawiam.
          ......Dzieki za pozdrowienia , mily akcent do dialogu , ktory nie jest
          frustracja dla wielu jesli watek i jego uczestnicy nie obrzucaja sie inwektywami
          , a takowych jeszcze tutaj nie widze.....znajda sie medrcy pouczajacy pisownie ,
          tych odstaw do lamusa .
          Emigracja zawsze byla jest i bedzie tematem dla wielu .....przejsc jednak ta
          droge dane bedzie tylko niewielu i tego akcentu w tym dialogu i ja
          poszukuje,jesli potrafisz wyciagnac z tego wnioski to bedziesz bogatsza od wielu
          innych z tego forum ,czego Ci zycze ....:o)
        • spacecoyote Re: Na koniec 22.08.07, 12:36
          > Mimo wszystko dziekuje za wylanie na mnie wiadra pomyj. To tez
          uczy.
          > Moze nawet uda sie "zbic piane na nastepna gazetowa wierszowke",
          > temat- "Emigracja - frustracja. Czyli jak potopic sie nawzajem w
          > lyzce wody.". Pozdrawiam.

          Cos w tym jest. Na forach emigranckich za byle co zostaje sie
          zmieszanym z blotem. Na innych to sie raczej nie zdarza.
    • dradam2 osobiste pytania 18.08.07, 22:03
      pytanie o szczescie jest zawsze cholernie osobistym. Tak to juz jest i jest to
      kwestia konwencji/zachowania "prywatnosci".

      Jezeli ktos wiec przychodzi i bez wiekszego przedstawienia sie usiluje
      "wycisnac" publiczne zwierzenie sie z opinii/odczuc , to jest rzecza naturalna,
      ze albo uslyszy ogolniki albo narazi sie na mniej lub bardziej ukryta agresje.

      Sa to najbardziej normalne, ludzkie reakcje.

      Tylko osoby cyniczne/pozujace potrafia odpowiedziec zmyslonymi historiami.

      A przeciez nie o takie wypowiedzi chodzilo autorce watku.

      Pozdrawiam


      dradam 1/2
    • Gość: Phila Re: Szczescie za granica? IP: *.hsd1.pa.comcast.net 20.08.07, 21:48
      Thea-bag,

      Na Twój wątek natknęłam się niechcący, surfując po internecie w
      poszukiwaniu ludzi takich jak ja. Twoje pytanie zainteresowało mnie
      tym bardziej, że sama sobie często zadaje podobne pytania. Na
      początek jednak pozwolę sobie wspomnieć o rzeczy najmniej moim
      zdaniem ważnej: zupełnie nie rozumiem skąd bierze agresja w kilku
      odpowiedziach na twoje pytanie. Trudno mi uwierzyć, że jest to coś
      więcej niż prowokacja, w dodatku bardzo niskich lotów. Wytykanie
      komuś błędów ortograficznych jest już bardzo przestarzałym sposobem
      krytykowania kogoś, komu właściwie nic rzeczowego nie można
      zarzucić...
      Oczywiście liczę się z tym, że moja wypowiedź będzie również
      oceniona według tych samych, nonsensownych kryteriów. Z góry jednak
      zastrzegam, że niewiele mnie obchodzi wykłócanie się prawdę z
      niedojrzałym psychicznie anonimowym rozmówcą.

      Od dwóch lat mieszkam na emigracji i już nie raz stawiałam sobie
      podobne do Twoich pytania. Może dlatego, że sama do końca nie jestem
      szczęśliwa. Obserwuję też losy dwójki moich przyjaciół, którzy tak
      jak na, zdecydowali się zamieszkać poza Polską, chociaż w
      przeciwieństwie do mnie – w Europie. Zauważyłam że ktoś, kto nigdy
      nie przeżył szoku kulturowego, językowego, oderwania od
      dotychczasowego stylu życia, rodziny i przyjaciół nigdy do końca nie
      zrozumie rozterek emigranta. To, co wydawać się może Ziemią Obiecaną
      najczęściej okazuje się tak samo szarą codziennością jak wszędzie.
      Ja zanim zdecydowałam się zamieszkać w Stanach na dobre, byłam tutaj
      dwa razy na wakacjach, więc w sumie wiedziałam mniej więcej czego
      się spodziewać. Nigdy moje oczekiwania co do emigracji nie
      ograniczały się do pieniędzy. Przyjechałam tutaj raczej z chęcią
      sprawdzenia się, z potrzebą przeżycia czegoś nowego. Oczywiście w
      miarę upływu czasu moje marzenia zaczęły się zmieniać. Uświadomiłam
      sobie, że to co wydawało się potrzebne do szczęścia: dobra praca,
      udany związek nie wystarcza. Usłyszałam kiedyś, że tęsknota z czasem
      blednie i goi się jak rana. W moim przypadku tęsknota zamieniła się
      w samotność. Tak po prostu. Nie udało mi się na razie spotkać
      nikogo, z kim znalazłabym wspólny język, a o Amerykanach mam coraz
      gorsze zdanie, chociaż czasem wydaje mi się, że po prostu nie miałam
      szczęścia. Tak czy inaczej różnice kulturowe są bardziej dotkliwe
      niż się spodziewałam. Kolejny czynnik to język. Wszyscy mamy
      świadomość tego, że im lepiej opanujemy język kraju, w którym
      mieszkamy, tym bardziej będziemy niezależni. Nie wiem ilu ludzi
      zdaje sobie jednak sprawę z tego, że język, który używa się od
      dziecka jest powiązany z naszą tożsamością, jest językiem naszej
      duszy. Dlatego kiedy używa się języka obcego w pracy, w domu, w
      sklepie, a nawet śni się po angielsku, francusku, hiszpańsku, to po
      pewnym czasie pojawia się pytanie: kim jestem? Czy tą samą osobą,
      którą jestem wracając do domu rodziców, wychodząc na piwo z
      przyjaciółmi ze studiów? Oczywiście są to pytania egzystencjalne,
      które może nie zadajemy sobie codziennie, ale faktem pozostaje ich
      istnienie. Myślę, że dotychczas było to moim największym
      zaskoczeniem i tym samym najciekawszą rzeczą jakiej się o sobie
      nauczyłam.
      Podsumowując, myślę, że wiele z celów stawianych sobie przed
      wyjazdem udało mi się spełnić. Czy jest to jedynym wyznacznikiem
      szczęścia? Myślę, że nie. Zawsze bowiem pojawiają się nowe marzenia
      i plany. Kolejne pytanie: czy zdecydowałabym się na wyjazd mając ze
      sobą dzisiejsze doświadczenia? Chyba tak, choć ta odpowiedź wiąże
      się z tym, że nigdy nie zastanawiam się „co by było gdyby”. Na pewno
      nie spodziewałam się natomiast, że będzie tak ciężko. I na koniec:
      czym jest szczęście emigranta? Myślę, że jest niczym innym jak
      poczuciem, że to, co się robi ma sens, że tęsknota kiedyś będzie
      czymś wynagrodzona. No i najważniejsze: emigracja powinna być
      wyborem, a nie koniecznością. Tylko wtedy mamy większą gwarancję na
      to, że nie stanie się porażką.

      Pozdrawiam Wszystkich Emigrantów :)
      • Gość: emigrantka Re: Szczescie za granica? IP: 86.43.81.* 21.08.07, 17:06
        bardzo ciekawe to co piszesz...
        zwlaszcza o jezyku,to jednak jest tak ze jak mowisz jakies slowo w
        obcym jezyku to jednak w glowie to jest to tylko pusty wyraz, nie
        stoi za nim wyobrazenie rzeczy o ktorej mowisz..
        emigracja ma wiele twarzy i niekoniecznie oznacza emigracje do
        innego kraju, moze to byc inne miasto w Polsce.
        Nawet taka emigracja sprawi ze inaczej zaczniemy postrzegac
        rzeczywistosc ktora pozostawilismy za soba..juz nie bedziemy sie w
        niej czuli tak jak wczesniej..czy gorzej? na to kazdy sam musi sobie
        odpowiedziec..jest to z pewnoscia b. ciekawe doswiadczenie i raczej
        nikt, tak jak pisalas wczesniej, nie zrosumie go, jesli sam nie
        doswiadczy.
        ja poza Polska mieszkam juz lacznie 4 lata..wyjechalam od razu po
        liceum, (dodam moze ze wladalam juz biegle jezykiem wiec nie
        odczuwalam bariery jezykowej)zmienilo mnie to totalnie jako
        osobe,zmienily mi sie marzenia i plany,przez 3 lata mieszkalam w USA
        Podobnie jak Ty nie moglam nawiazac kontaktu z Amerykanami, sa tak
        bardzo inni od nas, inni od Europejczykow.
        Funkcjonuja, mysla, sa jakby na innym poziomie, inne rzeczy sa dla
        nich wazne a inne kompletnie nieistotne..mimo tych wszystkich I love
        you czy I hate you tak silnych zwrotow odczuwalam ciagle ten sam
        dystans.
        Obecnie mieszkam w kraju anglojezycznym w Europie,czuje sie tu
        zdecydowanie lepiej.
        Z pewnoscia kazdy emigrant jest w jakims tam stopniu rozdarty, jedni
        bardzo inni mniej, teskni za krajem, ma problemy z tozsamoscia.
        Ja jestem chyba tak samo szczesliwa jak bylabym teraz w kraju, mam
        chlopaka, spore grono znajomych, latam do Polski co 3-4 mce.
        a propos jadu, zlosliwosci i wylewania pomyj..takie zjawisko
        wystepuje na KAZDYM z polskich forow internetowych, juz tak mamy, ze
        wszystko bierzemy do siebie i smiertelnie powaznie, i jestesmy b.
        klotliwi.Wiec trzeba na to wziac poprawke:)
        Pozdr.
    • Gość: foczka Re: Szczescie za granica? IP: *.toya.net.pl 24.08.07, 00:01
      BOZE DLACZEGO POLACY SA TACY WSCIEKLI, PODLI I ZJADLIWI??????????
      Czytam prawie wszystkie wątki i nie wierze - ileż tutaj jest
      zawziętosci wsciekłosci i podłosći.
      Mam wrażenie, że większość siedzi za szkłem i tylko czyha jakby tu i
      komu dopier........ i popiasac sie, ulżyc sobie!!!!!!!!!!!
      BOZE ODMIEN TEN NARÓD (bo jest ohydny, obojętnie gdzie się znajduje).
      Wielu z Polski wyszło ale "polskośc" z nich nie wyszła! Az mną
      wzdryga bbbrrrrrryyyyy
      • Gość: Staruszek Re:foczka.....:o) IP: *.dsl.bell.ca 24.08.07, 02:27
        Kazdy sobie szczescie gotuje....na jakie go stac !!!
        Podlosci ludzkosci nie brakuje i nie jest to tylko polskie zjawisko , frustraci
        tez maja swoje z tego zadowolenie i chyba tak to nalezy odczytywac , wiec ja sie
        na taka frustracje nie pisze .
        Jak Ci wiadomo , emigracja nie nalezy do przyjemnych aspektow zycia , wyrwani z
        lona znanych od urodzenia zakatkow , znajomych , rodzinnych koligacji stajemy na
        progu nowego otoczenia jak dziecko w nowym swiecie realiow .....i co dalej ,
        damy sobie rade , mamy jakies przygotowanie psychiczne , naukowe, zawodowe
        ???....etc.
        Gdzie Ciebie ponioslo , co z tego wypracowalas dla siebie , rodziny , jakie
        przeciwnosci Tobie sprawily trudnosci w adaptacji nowego wymiaru egzystencji i
        swoich wlasnych oczekiwan , bo chyba tez takie mialas/masz !!!
      • ratpole Re: Szczescie za granica? 24.08.07, 03:58
        Gość portalu: foczka napisał(a):

        > BOZE DLACZEGO POLACY SA TACY WSCIEKLI, PODLI I ZJADLIWI??????????

        Ja na przyklad taki jestem, bo wscieka mnie typowo polska glupota i podlosc. ;-)
        Pytanie bylo glupie. W dodatku nie zwyczajnie glupie tylko po trollowsku podle i
        zjadliwie glupie. Tym bardziej zasluguje na spluniecie w czerstwy, glupawo, a
        zlosliwie wykrzywiony polski ryj, ktory je zadal.

        > BOZE ODMIEN TEN NARÓD (bo jest ohydny, obojętnie gdzie się znajduje).

        Boga nie ma wiec nie odmieni.
        Mozemy sie za to ewentualnie pomodlic, zeby go starl z powierzchni Ziemi ku
        uldze innych narodow oraz samego zainteresowanego hehe
      • Gość: Monika388 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... IP: *.tpgi.com.au 26.08.07, 01:55
        A w zasadzie szczescie opuscilo mnie juz krotko przed wyjazdem z
        kraju. Wyjezdzalam jednak z ogromna nadzieja w sercu na lepsze
        zycie , odnalezienie celu , odbudowe swojego "ja" i poprawe
        egzystencji. Nie nastawialam sie na kokosy, nie liczylam na lekkie i
        latwe poczatki. Raczej realnie zakladalam trudnosci na pocztku,
        majac jednak nadzieje , ze po kilku latach nastapi poprawa.

        Minelo juz kilka lat. Ciagle przebilam przyslowiowy mur glowa.
        Calkowicie juz stracilam poczucie wlasnej wartosci , pomimo, iz
        bronilam sie przed tym stanem bardzo. Jednak ukryta nienawisc
        tubylcow do "obcych", ukryta dyskryminacja, wysmiewanie sie z obcego
        akcentu, ciagle dawanie do zrozumienia ze jest sie tutaj nikim, nic
        nie umiejacym, nic nie znaczacym ... po kilku latach takiego
        traktowania zaczynam postrzegac siebie jako totalne zero. Zero,
        ktore chocby nie wiem co robilo, nie ma szans ani mozliwosci
        przebicia sie na normalna i spokojna egzystencje.

        Fatalnie czuje sie w pracy. Totalna ignorancja mojej osoby;
        zaakceptowalam juz , ze srednio okolo 9-10 razy musze upraszac sie
        mojego szefa i wspolpracownikow o podjecie jakies decyzji w jednej
        sprawie (generalnie problemy pozostaja bez jakiejkolwiek odpowiedzi,
        chociaz rzutuja na efekty i organizacje mojej pracy). Kazdy problem
        jaki pojawia sie na moim stanowisku - jest ignorowany; moj sukces -
        jest natychmiast przypisywany szefowi.
        Oczywiscie mozna powiedziec, ze takie sytuacje zdarzaja sie
        wszedzie. Jednak w mojej pracy takich problemow nie maja tubtlcy. Sa
        wysluchiwani, otrzymuja odpowiednie wsparcie ze strony menagera.
        Ostatnio podumowalam moj czas w pracy i okazalo sie ze prawie 50%
        czasu trace NIE na wykonywanie wlasnych obowiazkow, ale
        na "wyszarpywaniu" niezbednych i potrzebnych mi informacji,
        wymaganych do wykonania zadan. Zauwazylam, ze totalnie panuje
        przekonanie i podejscie: "niech sie meczy jak chce tutaj
        pracowac", " niech sie cieszy ze w ogole ma u nas prace", "nie widze
        powodu aby ulatwiac jej prace", itp itp
        Zauwazylam rowniez, ze obowiazuja inne zasady pracy obowiazujace
        tubylcow i mnie. Tubylcy sa oplacani za godziny nadliczbowe, ja
        pracuje 12-13 godzin dziennie szesc dni w tygodniu, bez dodatkowego
        wynagrodzenia. Na moje uwagi i takiej "nierownosci' uslyszalam , ze
        nikt nie jest "niezastapiony", czym dano mi do zrozumienia, ze albo
        sie zamkne i bede nadal tak pracowac, albo wynocha.
        Moze w Polsce jest podobnie, ale tam przynajmniej nie jest to na tle
        roznosci narodowosciowej.

        Innym tematem jest sprawa nawiazywania kontaktow i asymilacja z
        tutejszym spoleczenstwem. Spedzilam naprawde kilka lat na
        intensywnym poszukiwaniu nowych znajomosci i probach zaprzyjaznienia
        sie . I tutaj takze nie udalo mi sie odniesc
        przyslowiowego "sukcesu". Skonczylo sie na odizolowaniu. Nie
        podejmuje juz zadnych prob, w zasadzie poddalam sie, gdyz wszstkie
        to proby, zabiegi konczyly sie fiaskiem.
        Mam swoje zaintersowania, ktore absolutnie nie przystaja do
        tutejszych i brak jest jakichkolwiek klubow gdzie moglabym
        realizowac swoje pasje. Probowalam poprzez interent znalezc ludzi o
        podobnch zainteresowaniach - ani jedna osoba nie nawiazala kontaktu
        (w Polsce nigdy nie mialam z tym problemow, a nawet moge powiedziec,
        ze byl nadmiar chetnych do dzielenia pasji).
        Usilowalam odnalezc cos dla siebie w tutejszych "hobby", ale bylo to
        takie mocno "na sile" i nie dawalo mi zadnej satysfakcji.

        Z pewnoscia sporo osob na tym forum skrytykuje mnie, oceni jako
        nieudacznika, ale ja przynajmniej napisalam szczerze. Takie niestety
        sa moje losy, chociaz nie twierdze ze kazdy tak ma . Mnie poprostu
        sie nie udalo ...

        • ratpole Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 02:22
          Gość portalu: Monika388 napisał(a):

          > Z pewnoscia sporo osob na tym forum skrytykuje mnie, oceni jako
          > nieudacznika, ale ja przynajmniej napisalam szczerze. Takie niestety
          > sa moje losy, chociaz nie twierdze ze kazdy tak ma . Mnie poprostu
          > sie nie udalo ...

          Przykro sie czyta. Na twoim miejscu nie meczylbym sie i wrocil tam gdzie mi bylo
          dobrze
        • dradam2 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 03:35
          Gość portalu: Monika388 napisał(a): (...)

          Czasami sa problemy w Australii. Czesciej w miastach, niz w bushu...

          Aussie maja oponie na ogol ze sa otwarci i bezposredni. Moze akurat nie mialas
          szczescia. Nigdy nie myslalas aby poszukac szczescia gdzie indziej ?

          Pozdrawiam


          dradam 1/2
        • Gość: Staruszek Emigracja i Monika....w AU IP: *.dsl.bell.ca 26.08.07, 03:58
          Jak dlugo jestes w AU , jak sie "poruszasz" z jezykiem angielskim , wiek i
          nastawienie na kontakty ....te i wiele innych aspektow mnie tez dotyczylo bedac
          juz blisko 30-ci lat na emigracji , ale nie moglo to zalamac zapatrywania na
          kraj mojego nowego miejsca zamieszkania , teraz pomysl sobie jak inni musza sie
          przebijac wokol , kiedy Ty masz jedynie dylemat .
        • bogo2 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 11:04
          nie wiem gdzie pracujesz, ale jezeli pracujesz na etacie, objetym
          umowa zbiorowa o prace , to takie rzeczy sie nie zdarzaja...
          takie rzeczy, to moga sie przydarzyc osobom zatrudnionym
          na "czarno"...gdzies na zlewozmywaku...

          Gość portalu: Monika388 napisał(a):
          (...)
          > Zauwazylam rowniez, ze obowiazuja inne zasady pracy obowiazujace
          > tubylcow i mnie. Tubylcy sa oplacani za godziny nadliczbowe, ja
          > pracuje 12-13 godzin dziennie szesc dni w tygodniu, bez
          > dodatkowego wynagrodzenia. Na moje uwagi i takiej "nierownosci'
          > uslyszalam , ze nikt nie jest "niezastapiony", czym dano mi
          > do zrozumienia, ze albo sie zamkne i bede nadal tak pracowac,
          > albo wynocha.(..)
            • bogo2 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 11:34
              nie wiem ,jak jest w nz, ale w australi, jezeli jestes zatrudniny
              legalnie, to znaczy pracodawca zatrudnia cie legalnie,takie rzeczy o
              ktorych pisala monika sie nie zdarzaja... takie rzeczy moga sie
              zdarzac, kiedy w gre wchodzi zatrudnienie na gotowke...z dnia na
              dzien...
              legalnie zatrudniony pracownik w oz, wie, ze ma za soba prawo, ktore
              zabrania dyskryminacji pracownikow w jakiejkolwiek formie...

              bonzee33 napisała:

              > Ja u Waszych sasiadow (NZ) pracowalam kiedys na work permicie jako
              > IT Professional (poza tym moj maz jest Australijcyzkiem) i wiem,
              ze
              > takie sytuacje w AU przytrafiaja sie nie tylko nielegalnym..
                • bogo2 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 11:53
                  pozwol, ze sie nie zgodze z taka generalizacja....!

                  ochrona prawna pracownika najemnego w oz, zatrudnionego legalnie
                  przez pracodawce jest taka, ze nadal problemem jest dla pracowodawcy
                  zwolnienie pracownika,ktory jest nierobem...
                  i to pomimo, tego, ze obecny rzad zmienil przepisy dotyczace
                  zwalniania pracownikow na korzysc pracodawcow...


                  onzee33 napisała:

                  > zdarzaja sie, niestety zdarzaja,(...)
                  • bonzee33 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 12:03
                    chyba troche nie na temat sie nie zgadzasz :-)
                    bullying jest w niektorzch firmach na porzadku dziennym, pare
                    prostych chwytow psychologicznych i pracownik sam sie zwalnia (tylko
                    jedyni zywieciele rodziny z kredytami na glowie potrzebuja troche
                    wiecej czasu zanim odejda)
                    Ten przepis, o ktorym piszesz dla profesjonalistow nie jest zadnym
                    problemem.
                    • bogo2 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 12:16
                      to prawda, ale to nie ma nic wspolnego z ochrona prawna najemnego
                      pracownika w oz...
                      to o czym piszesz, to rezultat tego, ze nie wszyscy chca korzystac z
                      prawa dostepnego na codzien...
                      bonzee33 napisała:
                      (..)
                      > bullying jest w niektorzch firmach na porzadku dziennym, pare
                      > prostych chwytow psychologicznych i pracownik sam sie zwalnia
                      (...)
                      • Gość: Monika388 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... IP: *.tpgi.com.au 26.08.07, 12:47
                        Coz.... pracuje legalnie i na pelny etat.
                        I naprawde zapewniam,ze takie sytuacje sie zdarzaja. Poprostu dano
                        mi do zrozumienia, ze nie ma ludzi "nie do zastapienia". W ciagu
                        ostatniego roku mojej pracy ... nie, nie zwolniono - oni poprostu
                        sami odeszli . Siedem osob odeszlo "niby" z wlasnego wyboru. Prawda
                        jest jednak, ze gdy zaczeli okazywac jakies niezadowolenie,
                        doprowadzano wielokrotnie do sytuacji, w ktorej pracownik nie mial
                        juz wyjscia.
                        I nikt nie odwolywal sie do nadrzednych instytucji, zapewniam. I tak
                        nie wygraliby ... Zawsze mozna powiedziec, ze pracownik nie byl
                        wystarczaja wydajny i nie spelnial potrzeb firmy. Coz, samo zycie ...


                        • bogo2 Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... 26.08.07, 13:41
                          jezeli pracujesz legalnie i na pelen etat, to takie rzeczy o
                          ktorych pisalas wczesniej nie sa mozliwe....

                          Gość portalu: Monika388 napisał(a):
                          (...)
                          > Zauwazylam rowniez, ze obowiazuja inne zasady pracy obowiazujace
                          > tubylcow i mnie. Tubylcy sa oplacani za godziny nadliczbowe, ja
                          > pracuje 12-13 godzin dziennie szesc dni w tygodniu, bez
                          > dodatkowego wynagrodzenia. Na moje uwagi i takiej "nierownosci'
                          > uslyszalam , ze nikt nie jest "niezastapiony", czym dano mi
                          > do zrozumienia, ze albo sie zamkne i bede nadal tak pracowac,
                          > albo wynocha.(..)

                          prawna protekcja najemnego pracownika w oz , polega na tym, ze to
                          nalezy do dyspozycji sadu, a nie pracodawcy...

                          Gość portalu: Monika388 napisał(a):


                          > Zawsze mozna powiedziec, ze pracownik nie byl
                          > wystarczaja wydajny i nie spelnial potrzeb firmy. Coz, samo
                          > zycie ...

                          >
                          • Gość: chichi Re: Emigracja nie dala mi szczescia ... IP: 74.12.152.* 26.08.07, 20:35
                            Uwazam, ze nie ma glupich pytan. Czasem tylko pyania stawiane sa
                            nierozsadnie w zle dobranym towarzystwie.
                            Dobiegajac emerytury, czuje sie szczesliwym czlowiekiem. Coraz
                            trudniej jest mi ocenic, czy rownie szczesliwy bylbym pozostajac w
                            Polsce jako, ze slusznym jest zapewne cliche: szczescie nosi sie w
                            sobie.
                            Mam dobre, wygodne zycie, zwiedzilem prawie caly swiat,
                            wyksztalcilem syna i czuje sie bezpiecznie 24 godziny na dobe.
                            Jestem pewny, ze mojego syna i moja wnuczke czeka dobre zycie tu,
                            gdzie teraz jestesmy. Jestem wciaz relatywnie zdrowy i nie opuszcza
                            mnie radosc zycia. Czy bylbym taki sam w Polsce? Naprawde trudno
                            jest mi spekulowac.
                            Emigracja sprowokowala mnie do wielu dzialan, ktorych zapewne nie
                            podjalbym pozostajac w Polsce a wiec mialem szanse rozwinac wiele
                            mozliwosci i umiejetnosci, ktorych nie rozwijalbym nie wyjechawszy.
                            Gdybym mial znow wybierac, zapewne wybralbym emigracje po raz
                            kolejny choc pewnie zmienilbym wiele innych elementow zwiazanych z
                            moim zyciem na emigracji.
                            Tak, jestem szczesliwym emigrantem ale raczej wole sie postrzegac
                            jako po prostu szczesliwego czlowieka. Niezaleznie od adresu.
                            • Gość: Staruszek Emigracja to szczescie ...a moze to obawa. IP: *.dsl.bell.ca 27.08.07, 08:03
                              Poznalem na emigracja rodaka , wygnanca z ojczystej ziemi (dzialacz "S" byly
                              wiezien polityczny , represjonowany etc .), ten sam czlowiek przyznal mi sie ,
                              ze jest to najwiekszy uniwersytet zycia jaki kiedykolwiek moglby zaliczyc i to
                              dzieki komu....komunistom z PRL-u .
                              Emigrowal bez jezyka z jedna walizka , zawod taki sobie , rodzina na karku i ten
                              sam czlowiek twierdzi , ze nie ma juz checi na powrot do kraju , mimo , ze w
                              pewnym okresie ze lzami i roztarganym sercem przygladal sie wydarzeniom w kraju .
                              Co ludzi zmienia , jakie wartosci zdobywaja na emigracji ......tego nikt nie
                              jest w stanie opisac bo kazdy zdobywa to w sobie tylko znanym stylu/sposobie .
                              Wielokrotnie nadmieniam znajomym w kraju , ze emigracja powinna byc dostepna dla
                              wszystkich jako lekcja zycia i skala porownawcza do wlasnych zamiarow w kraju .
    • madalena3333 Re: Szczescie za granica? 30.08.07, 14:11
      Szczescie? mozna polemizowac.. Nie jestem szczesliwa bo sie nie
      usmiecham jak kiedys bo nie mam juz w sobie tyle energii ktorej
      mialam dawno temu... Tak wyjechalam do Londynu...Syf i tlok...
      Zaczynalo sie od mycis kibelka i podlizywania sie angolom ktorzy
      slyszac ze mam dwa fakultety glupio sie czuli gdy mylam im
      ubikacje... To bylo dwa lata temu.. Mimo ponizajacej pracy,ciaglych
      wydatkow na doksztalcanie bo przeciez nasza edukacja to zadne
      wowowowwo w UK jestem na stanowisku wysokim w finansach...
      Moze uwierzysz moze nie ale chyba ktos gdzies mnie wysluchal, gdzies
      tam daleko bo tyle lez ile wylalam i nerwow stracilam na ten
      dobrobyt tu w UK to nalezalo mi sie cos od zycia..
      W Polsce mam bardzo dobrze.. Nie moglam jednak zniesc tego cos ei
      tam dzieje.. Najgorsze dziadostwo dorwalo sie gdzies tam wyzej i
      sobie kradnie rzadzi jak chce... Bez znajomosci mozna zde..c z glodu
      w tej PL.
      Mimo wszystko bardzo tesknie bo to zawsze moj kraj...
      Oddalabym to stanowisko aby wrocic ale nie to takiej nedznej
      Polski...
      Tu sa szanse szybkiego rozwoju tylko trzeba bardzo chciec i byc
      zdeterminowanym...

      co tu dodac..hymmmmmmm zazdroszcze tym ktorym sie w Polsce udalo..

      MMM
      • Gość: Staruszek Re: Szczescie za granica? IP: *.dsl.bell.ca 30.08.07, 19:28
        madalena3333 napisała:
        Bez znajomosci mozna zde..c z glodu w tej PL.
        > Mimo wszystko bardzo tesknie bo to zawsze moj kraj...
        > Oddalabym to stanowisko aby wrocic ale nie to takiej nedznej
        > Polski...
        > Tu sa szanse szybkiego rozwoju tylko trzeba bardzo chciec i byc
        > zdeterminowanym...
        >
        > co tu dodac..hymmmmmmm zazdroszcze tym ktorym sie w Polsce udalo..
        ......Jaka jest wiec Twoja definicja szczescia , determiancji Ci brak , wiec
        dajesz dyla , szukasz dziury w politycznych wydarzeniach , ale nie
        uczestniczysz w tych wydarzeniach i nie wprowadzasz poprawy tej sytuacji .
        Przegon to "najgorsze dziadostwo" z wyzszym wyksztalceniem i zacznij tworzyc
        nowe realia , tylko nie popadaj w drugie dziadostwo
        Marzycieli mamy ponad stan , chetnych do krzyku tez ponad .....umiar , skala
        szczescia to nie tylko szukanie dziury u innych , to takze wlasny wklad w postep
        ktorego nie potrafisz okreslic , wiec uciekasz , ale w tej ucieczce ja widze
        pewien akcent zdobywania wiedzy i szacunku do wlasnej poprawy ....a moze
        zrozumienia siebie samego i otoczenia .
        • Gość: Anna z Polski Re: Szczescie za granica? IP: 194.42.116.* 21.09.07, 11:24
          Czytam i nie wiem co myslec. Od dawna marze skrycie o emigracji.
          Najchetniej do Australii. Podobno tam jest cudnie. To piekne miejsce
          dla emigrantow kotrzy nie chca miec wielkich pieniedzy ale spokojne
          godne zycie.
          Mieszkam w cholernej Polsce gdzie wszystko jecst chore. Nie widze
          przyszlosci w tym kraju. Mam 31 lat. Nie mam dzieci bo boje sie je
          miec. Chyba zostane bezdzietna sfrustrowana kobieta! To straszne.
          Pracuje na dobrym stanowisku w oswiacie. Jestem dyrektorem szkoly a
          zarabiam 1500 zlotych! Czasem mysle ze najwiekszym moim bledem bylo
          to ze sie nie uczylam angielskiego. Teraz place za prywatne lekcje.
          Gdybym znala jesyk to chyba mialabym wiecej odwagi zeby wyjechac. A
          tak to procz braku pieniedzy mam braki w wyksztalceniu. Plakac sie
          chce. zazdroszcze emigrantom!
          • Gość: Staruszek Re: Szczescie za granica? IP: *.dsl.bell.ca 23.09.07, 06:26
            Gość portalu: Anna z Polski napisał(a):
            .......Plakac sie chce. zazdroszcze emigrantom!

            ......Anna , nie zapomnij , ze wielu emigrantow tez placze , ze podjeli taki
            krok (emigracji) i teraz nie wiedza co ze soba zrobic , inni popadli w
            osamotnienie i tylko pustka ich otacza a jeszcze inni wtopili sie w cos czego
            nie sa w stanie odroznic od ......piasku w piaskownicy w ktorej najlepiej sie
            moga poczuc ......:o)
            • ratpole Re: Szczescie za granica? 23.09.07, 06:49
              Gość portalu: Staruszek napisał(a):

              > ......Anna , nie zapomnij , ze wielu emigrantow tez placze , ze podjeli taki
              > krok (emigracji) i teraz nie wiedza co ze soba zrobic

              To pasjonujace co piszecie Dziadku. Rozwincie prosze. Dorzuccie szczegolowych
              przykladow takich placzacych emigrantow. Podyskutujmy jak dorosli ludzie przy
              stoliku w knajpie, a nie jak dzieci w piaskownicy. Czekam!
              • Gość: Staruszek Re: Szczescie za granica? IP: *.dsl.bell.ca 24.09.07, 18:47
                ratpole napisał: Podyskutujmy jak dorosli ludzie przy
                > stoliku w knajpie, a nie jak dzieci w piaskownicy. Czekam!
                .....Oczekiwania przy piaskownicy maja bogatszy rozdzwiek niz przekrzykiwanie
                sie w kanjpach , najgorze w tym , ze tak to wlasnie wyglada wsrod tych
                biedoloacych na emigracji , ale jesli mozna to dlaczego nie ....wypijmy za getto
                emigracyjne .
                Jaki procent wraca z bogatszym bagazem doswiadczen lub finansowym kontem na swoj
                rozwoj w Polsce ???
                Ilu nie przyzna sie do swoich utraconych nadziei emigracyjnych z
                braku......jezyka , zawodu , aspiracji ( moze za duzo niektorym to przeslania
                droge ), oczekiwan ( ze gruszki na wierzbia rosna w Irlandii , Anglii , USA ,
                Kanadzie etc.)
                • ratpole Re: Szczescie za granica? 24.09.07, 19:14
                  Gość portalu: Staruszek napisał(a):

                  > Jaki procent wraca z bogatszym bagazem doswiadczen lub finansowym kontem na
                  swoj rozwoj w Polsce ???

                  Dziadku, juz po tym pierwszym pytaniu dostajesz grabkami w leb i poprawke
                  wiadereczkiem.
                  To, ze nikly procent emigrantow wraca do Polski jest dla ciebie dowodem na to,
                  ze przegrali zycie na emigracji?
                  Nie ma wiecej pytan poza jednym: gdzie sie takie polackie poheby legna?
                  Chcialbym isc w to miejsce i zdezynfekowac je strumieniem moczu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka