Gość: Jenek z Toronto
IP: *.hwdsb.on.ca
15.04.08, 00:57
GONIEC NR 14/2008 (222) (4-10 kwietnia 2008)
W zeszłym tygodniu, w czwartek, pan Bartek Kurpan wraz z rodziną
oczekiwał w
Toronto na przylot szwagra z Polski (już po zniesieniu wymogu
wizowego dla
Polaków). Oto jego relacja z wydarzeń, jakie rozegrały się na
lotnisku
Pearsona, którą nadesłał do redakcji - red.
Czekaliśmy trzy godziny i 30 min, pytaliśmy się 10 razy, raz w
informacji,
raz polskiego LOT-u, raz stewardesy i raz amerykańskiego przewoźnika
i
Polaków, którzy wychodzili stamtąd. Nic nie było wiadomo, co się
dzieje z moim
szwagrem. Poszedłem się spytać ponownie w informacji, powiedziano
mi, żeby
pójść do "immigration", więc powiedziałem mojej żonie i jej bratu,
że idę się
pytać, i poszedłem tam.
Najpierw po schodach na drugi koniec lotniska na trzecie piętro,
potem do
windy na drugie piętro, tam w kamerze obejrzeli moją twarz i
spytali, czego
chcę. Powiedziałem im, że szukam informacji o moim szwagrze, którego
jeszcze
nigdy nie widziałem, i zapytałem, co się z nim dzieje. Celnik mnie
poinformował, że mojego szwagra nie wpuszczą do Kanady, bo nie mają
pewności,
że wróci do Polski, i kazał wpłacić 4000 dolarów gotówką, wtedy go
puszczą.
Zszedłem do żony i jej brata, powiedziałem, jaka jest sytuacja,
byłem tak
zdenerwowany tą decyzją, że aż musiałem się napić drinka. Nie
wiedzieliśmy, co
robić, moja żona z jej bratem i ze mną poszła znowu do "emigracji",
żeby z nim
porozmawiać. Ten celnik w ogóle nie chciał rozmawiać, pokazał cztery
palce, że
musimy wpłacić pieniądze, 4000 dolarów gotówką. Myśmy się rozpłakali
i celnik
powiedział, że zejdzie na 2500 dolarów, i kazał wrócić, jak będziemy
mieli
pieniądze, bo jak nie wrócimy, to w ten sam dzień o godz. 22.30
szwagier
zostanie odesłany do Polski. Mieliśmy na załatwienie pieniędzy dwie
godziny,
bo była godzina 19.42, i nie mieliśmy skąd wziąć takiej kwoty.
Musieliśmy
jechać 50 km, żeby pożyczyć tę sumę od czterech osób, bo wszystkie
banki o
godzinie 20.00 już są zamknięte, a bankomat wypłaca tylko 500
dolarów.
Mieliśmy na to dwie godziny. Po załatwieniu pieniędzy byliśmy z
powrotem na
lotnisku Toronto International Airport po 21.30 i biegiem do
tej "emigracji",
żeby je wpłacić. Wpadliśmy tam zmęczeni, zestresowani i jak
pokazaliśmy
pieniądze, to od razu zaczęli z nami rozmawiać, mówiąc, że zaraz
wyjdzie.
A jeszcze chciałem dodać, że mój szwagier siedział tam tylko z
wiadomością,
że wraca do Polski, i prosił ich, żeby zadzwonił ten celnik do mnie i
powiedział, jaka jest sytuacja. Żadnego telefonu nie było od nich, a
mojemu
szwagrowi powiedziano, że jestem powiadomiony!!!
Po wpłaceniu pieniędzy kazali nam zejść na dół. I po wpłaceniu tych
pieniędzy, czekaniu 6 godzin wyszedł. Jaka to rzeczywistość, że
znieśli wizy
dla Polaków, że bez problemów, bez kłopotów będą przylatywać do
Kanady, a tu
spotyka ich coś innego - ZAPŁAĆ, TO WEJDZIESZ.
Bartek Kurpan
Hamilton
Od redakcji: Szanowni Państwo, prosimy o zgłaszanie nam o wszystkich
tego
typu przypadkach!