Dodaj do ulubionych

pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z.

IP: *.lns10.syd6.internode.on.net 24.04.08, 03:20
Hej,
szukam osob, najlepiej po 35 r.z., ktore na emigracji zdecydowaly sie na 1
dziecko. Za granica mieszkam od 1,5 roku i wlasnie jestem w ciazy. Oboje z
mezem mamy po 40 lat.
Na pierwszej wizycie lekarz zapytal mnie, czy ciaze usuwamy (na szczescie tu -
tj. w Australii - aborcja jest calkowicie dozwolona i nikogo nie dziwi). Jak
usuniemy, pewno juz na dziecko sie nie zdecydujemy, i moze to rozwiazanie
byloby dla nas wlasnie duzo lepsze niz wchodzenie w bycie rodzicami.
Do ew. usuniecia zostalo nam jeszcze kilka tygodni, a nami targaja ogromne
watpliwosci, czy w ogole rodzic.
Na razie prace w swoim zawodzie ma na razie moj maz, ja sie musze
przekwalifikowac i jestem w trakcie nauki.
Obawiam sie, ze ciaza a potem dziecko przekresli moje szanse na wejscie na
rynek pracy. Po pierwsze moj angielski jest ciagle nienajlepszy, obecnie mam
prace casual, ale za jakies 5 mies., gdy brzuch bedzie widoczny, pewno nie
bede mogla jej wykonywac. Szansa na przebywanie wsrod ludzi i komunikowanie
sie z nimi drastycznie spadnie, a strasznie boje sie wykluczenia ze
spoleczenstwa (slaby jezyk=brak pracy i brak znajomych). Poznalam kilka
emigrantek, w tym 2 Polki, ktore wybraly macierzynstwo i w perspektywie czasu
kiepsko wyladowaly. Nie majac biezacego doswiadczenia na rynku pracy, jedna na
emeryture wyladowala w domku socjalnym i oczywiscie zasilku, a druga z 14
letnia corka urodzona tutaj ma tez zasilek i dopiero uczy sie zawodu. Pierwsza
pani miala meza, ktory zmarl, druga wychowywala sama.
Po drugie z tego powodu nie wyobrazam sobie siedzenia z dzieckiem po
urodzeniu. Poniewaz tu przyjmuja dzieci do child centre od 6 tyg., wiec
jedyne, co widzialabym, to oddanie go tam od 6-tego tyg. i skoncentrowanie sie
na mojej edukacji i pracy. Zastanawiam sie jednak, po co mi dziecko, ktore
bedzie caly czas w jakims zlobku czy przedszkolu? Po trzecie: aspekt
finansowy. Wprawdzie moj maz zarabia na razie wystarczajaco, by utrzymac nas
oboje, ale juz z trojka moze byc klopot.
Dodam, ze nigdy nie mialam tzw. instynktu macierzynskiego, nigdy za bardzo nie
chcialam dzieci, ale ostatnio doszlismy, ze moze warto byloby miec. Teraz sie
przestraszylismy i miotaja nami obawy, czy bedziemy mieli czas dla dziecka,
czy bedziemy je obwiniac za to, ze nie do konca nam tu wyjdzie. Ja przede
wszystkim nie widze sie w roli osoby, ktora przede wszystkim zajmuje sie
dzieckiem, chce miec tez swoje zycie, czas dla siebie i na wlasne
zainteresowania. Do tego dochodzi koniecznosc wrosniecia w australijskie
spoleczenstwo.
Czy ktos z was przeszedl przez podobne doswiadczenie i jak sobie z nim poradzil?
Ewa
Obserwuj wątek
    • ratpole Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 04:34
      Gość portalu: ewciak napisał(a):

      > Czy ktos z was przeszedl przez podobne doswiadczenie i jak sobie z nim poradzil
      > ?
      > Ewa

      Nikt rozsadny nie powinien zabierac glosu w tym watku.
      Najlepsze co moge ci sam doradzic to "rzut moneta"
    • atrust Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 08:53
      ewciak napisał(a):
      ale ostatnio doszlismy, ze moze warto byloby miec. Teraz sie
      > przestraszylismy i miotaja nami obawy, czy bedziemy mieli czas dla
      dziecka,
      > czy bedziemy je obwiniac za to, ze nie do konca nam tu wyjdzie.

      Nie wierze, ze to napisala jakoby 40 letnia kobieta.
      • kobieta_wyzwolona Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 12:27
        jestem zdumiona reakcjami, typowo polskimi chyba, bo czuje od nich zawisc
        ja tez jestem z podobnym dylematem i mam "tylko" 38 lat, a na emigracji od roku
        chetnie nawiaze kontakt z tworczynia postu kobieta_wyzwolona@NOSPAM.gazeta.pl) ,
        bo widze ze miotaja nami podobne watpliwosci a ide o zaklad ze jest nas o wiele
        wiecej.
        pozdrawiam
        Anka

    • Gość: zn Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: *.centertel.pl 24.04.08, 10:25
      Nie wiem, jak określić Twojego posta...
      Jak 40-letnia kobieta mogła coś takiego napisać???
      Ktoś tam mądrze napisał, żebyś rzuciła monetą. To rzuć! Tak będzie najlepiej,
      skoro nie umiesz docenić tego, co los Ci dał.
      • pia.ed Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 13:14
        Ja moge napisac o mojej znajomej, ktora zaszla w ciaze majac
        wiecej niz 45 lat.
        Jej dwoch doroslych synow bylo oburzonych, ze rodzice jeszcze
        robia "takie rzeczy", ale znajoma sie tym nie przejmowala.

        Po urodzeniu dziecka synowie byli zachwyceni braciszkiem,
        stali sie dla niego ojcami!

        Znajoma zdazyla to dziecko wychowac az do doroslosci,
        doczekala sie wnukow i twierdzila, ze to bylo najlepsze
        co sie zdarzylo w jej zyciu!!!
        To dziecko bylo jej pociecha w pustej willi kiedy synowie zalozyli
        wlasne rodziny i wyprowadzili sie z domu,
        a jej duzo starszy od niej maz zmarl.

        Opisalam tylko historie starszej matki, ktora zreszta
        NIGDY NIE MIALA PLANOW ABY SIE DZIECKA POZBYC,
        i to nie ze wzgledow religijnych.

        Nie wiem czy list to nie jaks podpucha domoroslej
        "dziennikarki" ...
        tak raczej przypuszczam,
        bo nikt oprocz niej i meza nie moze decydowac, aby donosila czy
        usunela dziecko.
    • majenkir Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 13:49
      Czy do podjecia tak powaznej decyzji jaka jest urodzenie dziecka
      naprawde potrzebne Ci sa opinie obcych ludzi???

      Gość portalu: ewciak napisał(a):
      > Do tego dochodzi koniecznosc wrosniecia w australijskie
      > spoleczenstwo.

      Najlatwiej wrasta sie w spoleczenstwo wychowujac w nim wlasne
      dzieci ;).
      • basia_kasia Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 16:18
        > Najlatwiej wrasta sie w spoleczenstwo wychowujac w nim wlasne
        > dzieci ;)
        Swieta prawda.

        Ta kobieta juz podjela decyzje, chce sie tylko usprawiedliwic przed
        soba i innymi, ze ja podjela w tym caly szkopul.

        Z daleka widac, ze jest slaba. Tacy ludzie nie powinni
        miec dzieci, bo sie nie nadaja. Zreszta skoro ma 40 lat i jak
        dotychczas nie ma dziecka, to o czyms swiadczy....

        Nie emigruje sie tez w wieku 40 lat, bo nie ma sie zadnych powtarzam
        zadnych szans na zadna kariere i godziwa prace. O tym tez warto
        pamietac. Chyba, ze sie jest wysokiej klasy profesjonalista
        doskonale znajacym jezyk kraju, do ktorego sie emigruje. Ale jak
        widac ta kobieta dopiero zaczyna sie uczyc jezyka w wieku 40 lat
        robi to, co ludzie zwykli robic w wieku lat 20 (jezeli emigruja).
        Jak sie jako tako nauczy to bedzie miala 55 lat i 10 lat do
        emerytury. Nie znajdzie juz zadnej normalnej pracy. Ponadto nie
        jest powiedziane, ze sie nauczy jezyka. Znam pewna polska
        nauczycielke w US, ktora uczy sie pilnie jezyka 12 lat i nic nie
        umie, lamie niemilosiernie ale dalej sie pilnie uczy....

        Jezeli posiadanie dziecka liczy sie w kategoriach czy sie zycie
        udalo cy nie i jaka kariere sie robi, to ona nie powinna sobie
        zawracac glowy.

        Ale co to bedzie kiedy kariery i tak nie zrobi a dziecka miec nie
        bedzie?????
        Znam takie, ktore rodzily dzieci, doksztalcaly sie, zrobily kariery,
        wyksztlacily dzieci. Wszystko zalezy. Roznica meidzy to kobieta
        tutaj a nimi polega na tym, ze one widzialy co robily. I nie
        potrzebowaly zadnych wskazowek z netu.




        • rlena Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 25.04.08, 00:10
          Przesadzasz, choc z twojego postu wynika,ze wierzysz w to,co
          piszesz. W wielu wypadkach mlodzi ludzie adaptuja sie latwiej,bo po
          prostu, maja na to wiecej czasu. Najwazniejszym wyznacznikiem
          tego,czy komus sie powiedzie na emigracji,czy nie jest determinacja
          tej osoby. Znam wiele ludzi, ktorzy zaczynali od poczatku w srednim
          wieku i odniesli sukces. Bo wierzyli w siebie i w swoje powodzenie
          (cokolwiek to dla nich zanaczylo). Znam osoby,ktore nauczyly sie
          jezyka w srednim i pozniejszym wieku. Madrosc ludowa, ktora tu
          demonstrujesz jest zwykla generalizacja i uproszczeniem.

          To,ze ktos nie ma dziecka w wieku 40 lat tez o niczym nie musi
          swiadczyc, z latwoscia mozna znalezc mnostwo innych powodow.
          • basia_kasia Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 25.04.08, 03:01
            Wcale nie przesadzam. Ale roznica miedzy toba a mna polega na tym,
            ze ty mieszkasz w Polsce teoretyzujesz i fantazjujesz a ja jestem
            emigrantka od 20 lat, z niejednego pieca chleb jadlam, skonczylam
            poza Polska studia, wychowalam i wyksztalcilam 3 dzieci.

            >Znam wiele ludzi, ktorzy zaczynali od poczatku w srednim
            > wieku i odniesli sukces. Bo wierzyli w siebie i w swoje powodzenie
            > (cokolwiek to dla nich zanaczylo.
            To co piszesz swiadczy o tym, ze nie tylko nie znasz zycia na
            emigracji ale w ogole nie znasz zycia.

            > Znam osoby,ktore nauczyly sie jezyka w srednim i pozniejszym wieku.

            Wszystko zalezy, co wedlug ciebie oznacza znajomosc jezyka. Jezeli
            jest to polska znajomosc jezyka, to mozna sie nauczyc nawet w wieku
            trzecim, jak sie ma 80 lat i to chinskiego.

            Tutaj rozwazamy znajomosc jezyka kraju, w ktorym sie zyje. Musi to
            byc taka znajomosc, zeby sie dalo spokojnie pracowac w jakis
            godziwym zawodzie. Do tego nie wystarczy znajomsc jezyka w polskim
            tego slowa znaczeniu. Poniala???

            > Madrosc ludowa, ktora tu demonstrujesz jest zwykla generalizacja i
            uproszczeniem.

            Glupota i niezajomosc rzeczy jaka ty reprezentujesz jest za to
            wyjatkowo gleboka w swojej glupocie i skomplikowaniu.
            Od razu widac, ze jestes stara panna zamieszkala w Polsce, ktora nie
            ma zielonego pojecia nie tylko o zyciu na emigracji ale o tym
            wszystkim o czym piszesz i dlatego powinnas zamilknac i nie
            wypowiadac sie na tematy, ktorych nie znasz.





            • rlena Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 25.04.08, 04:24
              Widze,ze nie tylko wiesz wiecej ode mnie o emigracji, ale tez wiesz
              o mnie wiecej niz ja wiem o sobie;)

              Moja rada: nie mierz wszystkich swoja miara lub miara ludzi wsrod
              ktorych sie obracasz. Powtarzam,to co piszesz jest uproszczeniem,i
              odnosci sie z pewnoscia do pewnych ludzi. Jednak nie do wszystkich,
              ani nawet do wiekszosci.

              I uspokoj sie. Poniala?
              • ratpole Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 25.04.08, 04:35
                rlena napisała:

                > I uspokoj sie. Poniala?

                Panowie, dajcie sobie po razie, a potem idzcie na wodke
            • wacek_z_portu Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 25.04.08, 07:14
              Jest o co sie denerwowac? Ta rlena to idiotka, ktora nawolywala do
              obnoszenia sie z polskoscia typu polskie podkoszulki i inne gadzety,
              ktore od razu pozwalaja umiejscowic wybranca narodow- Homo Bulbonus.

              Czas kiedy ta rlena pisze wskazuje, ze to kolejny nick towarzyszki
              redaktorki nadau. Baba po prostu udaje tez natchniona Polke w
              wolnych chwilach od plucia na Polonie.

              Ma pani racje Basiu, nadauowa nie zna zycia chociaz ma prawie 60 lat.
              Wynika to z tego, ze po prostu nosa nie wychylila z Polski, nigdzie
              nie mieszkala samodzielnie i na wlasny rachunek a jak juz robila
              kursy doksztalcajace, to jej to zalatwila rodzinka, wiec nie bylo
              zadnego powodu do obaw o zycie. PRL suto karmila geniuszke polska na
              stypendium zalatwionym po znajomosci.

              Rezultat taki pani basiu, ze babsztyl dojechal do 60tki i nic nie
              wie o zyciu a jedyne co wie, to jak opluwac wrogow politycznych,
              nauczyla sie tego na placowce w Wiedniu i na kursach w Moskwie.
              • rlena Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 25.04.08, 11:06

                Rozumiem,ze ten post jest wlasciwie do mnie.

                Widze,ze u ciebie nic nowego; w grupie razniej i pewniej, hmm?

                P.S.
                No to w koncu wychylilam nos z tej Polski, czy nie?
              • pest_controller Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 28.04.08, 08:38
                wacek a pod lozkiem kogo zobaczyles? heheeee
    • rlena Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 24.04.08, 20:07
      Takiego podejscia do zycia spodziewalabym sie od nastolatki..
      Wybacz,ale twoj sposob myslenia jest niesamowicie powierzchowny.

      Jestes w ciazy, wiec mysl o tym, co zrobic,zeby jak najlepiej
      wychowac dziecko: Kup odpowiednia literature, zapisz sie na kurs dla
      przyszlych rodzicow, przestan na chwile myslec o sobie..

      Hej!
      • hank-punk Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 14.05.08, 01:28
        A najgorzej jak stare popie..ne baby, ktore nigdy nie mialy
        dzieci wtracaja sie do dyskusji.

        Kup odpowiednia literature, zapisz sie na kurs 'jak normalnie sie
        zachowywac', przestan na chwile myslec o sobie i pomysl o tych co
        musza cie znosic i pomodl sie za nich.
        • szeelma Moze tak troche grzeczniej, hank-punk? 14.05.08, 14:27
          Spusc z tonu ... Kazdy ma prawo wypowiadac sie na forum ...
          Nie do Ciebie nalezy ocena czy glupio czy madrze!
          • hank-punk Re: Moze tak troche grzeczniej, hank-punk? 14.05.08, 14:30
            "Nie do Ciebie nalezy ocena czy glupio czy madrze!"

            No ale zdaje sie do ciebie to nalezy?
            Spywaj i nie zawracaj gitary.

    • bakolec Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 26.04.08, 12:40

      basia_kasia napisała:



      > miec dzieci, bo sie nie nadaja. Zreszta skoro ma 40 lat i jak
      > dotychczas nie ma dziecka, to o czyms swiadczy....

      Ludziom roznie uklada sie zycie, to po pierwsze, a po drugie coraz wiecej kobiet
      decyduje sie na dziecko dopiero po 40 r.z. Nie
      czytasz gazet, nie ogladasz telewizji? otrzasnij sie kobieto!
      Mieszkam w Londynie i w swojej pracy mam kilka kolezanek po 35 r.z. ktore
      planuja ewentualnego potomka po 40-tce.

      > Nie emigruje sie tez w wieku 40 lat, bo nie ma sie zadnych >powtarzam
      > zadnych szans na zadna kariere i godziwa prace. O tym tez warto
      > pamietac.

      A to dopiero teoria! Pojedz do Anglii i zobacz, w jakim wieku jada ludzie
      emigrowac - ja mieszkam od 4 lat w Londynie, wyjechalam jak mialam 37 lat.
      Pierwsze 2 lata sa trudnawe, potem zaczyna byc z gorki. Miedzy Polska a in.
      krajami jest dzis mala roznica i latwiej sie dostosowac. Trzeba tylko chciec.
      Przyjezdzaja Polacy w wieku 20,30,40 i 50 lat, a nawet po 50-tce. Jak ktos cos
      umie, jezyka sie poduczy to i prace znajdzie. Wazne by wejsc na rynek pracy
      szybko i nie miec przerw.

      >Chyba, ze sie jest wysokiej klasy profesjonalista
      > doskonale znajacym jezyk kraju, do ktorego sie emigruje. Ale jak
      > widac ta kobieta dopiero zaczyna sie uczyc jezyka w wieku 40 lat
      > robi to, co ludzie zwykli robic w wieku lat 20 (jezeli emigruja).

      Ja zaczelam sie uczyc angielskiego na rok przed wyjazdem i przez caly nastepny
      rok pobytu w Anglii chodzilam po 7 godz. dziennie do collegu a wieczorem
      pracowalam i wkuwalam slowka i gramatyke.
      Nie kazdy uczy sie jezyka w wieku 20 lat.

      > Jak sie jako tako nauczy to bedzie miala 55 lat i 10 lat do
      > emerytury. Nie znajdzie juz zadnej normalnej pracy. Ponadto nie

      zeby uczyc sie jezyka 15 lat zeby go opanowac mieszkajac w kraju, w ktorym tego
      jezyka sie uzywa, trzeba byc ograniczonym umyslowo. Normalnie po 4 latach pobytu
      osiaga sie poziom nativ speakera, pod warunkiem ze dzien w dzien jezyka sie uzywa.


      > Jezeli posiadanie dziecka liczy sie w kategoriach czy sie zycie
      > udalo cy nie i jaka kariere sie robi, to ona nie powinna sobie
      > zawracac glowy.

      ja tez nie mam dziecka i tez dopiero o nim mysle, zeby miec dziecko musze byc
      zadowolona z wlasnego zycia, a z pracy nie zamierzam rezygnowac czy zamieniac
      jej na dziecko,
      ty chyba jestes ze wsi jakiejs i musisz miec swoje lata, bo tak zasciankowo to
      juz sie dzis w polsce nawet nie mysli

      > Ale co to bedzie kiedy kariery i tak nie zrobi a dziecka miec nie
      > bedzie?????

      Ja bede wiesc wygodne zycie u boku swojego partnera, miec hobby i otaczac sie
      przyjaciolmi, ktorych ty chyba nie masz, bo taka zolc od ciebie bije.

      > Znam takie, ktore rodzily dzieci, doksztalcaly sie, zrobily >kariery,
      > wyksztlacily dzieci. Wszystko zalezy. Roznica meidzy to kobieta
      > tutaj a nimi polega na tym, ze one widzialy co robily. I nie
      > potrzebowaly zadnych wskazowek z netu.

      Dobrze ze jest "net", bo mozemy zweryfikowac wlasny punkt widzenia
      • majenkir Re: 26.04.08, 13:51
        bakolec napisała:
        > Normalnie po 4 latach pobytu
        > osiaga sie poziom nativ speakera, pod warunkiem ze dzien w dzien
        jezyka sie uzywa.


        WOW! Coz za optymizm ;)!
        • basia_kasia Re: bakolec 26.04.08, 21:45
          Bakolec napisala:
          >Ludziom roznie uklada sie zycie, to po pierwsze, a po drugie coraz
          wiecej kobiet decyduje sie na dziecko dopiero po 40 r.z. Nie
          czytasz gazet, nie ogladasz telewizji? otrzasnij sie kobieto!
          Mieszkam w Londynie i w swojej pracy mam kilka kolezanek po 35 r.z.
          ktore planuja ewentualnego potomka po 40-tce.

          No troche tam czytam i ogladam. To prawda, ze ludzie decyduja sie na
          dziecko po 40-tce. Ale jak ktos jest taki ograniczony jak ty, to nie
          zdaje sobie sprawy, ze rozne rzeczy moga sie zdarzyc robiac sobie
          dziecko po 40tce.
          Jedna z tych rzeczy to na przyklad rozne choroby, ktore juz pozniej
          delikwentki nie opuszcza, bo nie bedzie w stanie zregenerowac
          organizmu.
          84% ciazy po 40tce, to ciaze wysokiego ryzyka, raz z powodu wieku,
          dwa wlasnie z tego, ze wiekszosc jest juz w ciazy porzadnie chora.
          Poza tym, po 40tce jest duze prawdopodobienstwo posiadania dziecka z
          zespolem Dawn'a. I dzieckiem trzeba sie bedzie opiekowac do konca
          swojego zycia...

          Czytam wyobraz sobie gazety i nawet ogladam tv. Roznica miedzy toba
          a mna polega na tym, ze ja jestem zrodlem informacji dla tych gazet
          i tv a ty wylacznie ogladasz i czytasz.

          >A to dopiero teoria! Pojedz do Anglii i zobacz, w jakim wieku jada
          ludzie emigrowac - ja mieszkam od 4 lat w Londynie, wyjechalam jak
          mialam 37 lat.

          W UK bylam i to wielokrotnie. Ostatnimi czasy niechetnie tam
          zagladam, bo jest to najwiekszy szyf europejski jaki mozna na tym
          kontynencie zobaczyc. Mizeria w kapsulce. Moj syn robi badania
          naukowe na uniwersytecie St-Andrews wiec chcial nie chcial jezdze
          tam dwa razy do roku.

          >Pierwsze 2 lata sa trudnawe, potem zaczyna byc z gorki. Miedzy
          >Polska a in.krajami jest dzis mala roznica i latwiej sie
          >dostosowac. Trzeba tylko chciec.

          Od kiedy UK to emigracja?
          To jedynie wyjazd do pracy, nic wiecej. Masz ty o sobie wielkie
          wyobrazenie emigrantko... a cala emigracja to 2 godziny lotu....kon
          by sie usmial.

          >Przyjezdzaja Polacy w wieku 20,30,40 i 50 lat, a nawet po 50-tce.
          >Jak ktos cos umie, jezyka sie poduczy to i prace znajdzie. Wazne by
          >wejsc na rynek pracy szybko i nie miec przerw.

          Polacy sa slynni z tego, ze nie maja wyobrazni i wstydu. A do UK
          przyjezdzaja Polacy w roznym wieku, nawet emeryci z demencja starcza
          pragna sie dobrze urzadzic w UK, czasami jednak zapominaja jak sie
          nazywaja i maja troche klopotu z urzadzeniem sie w UK.

          >Ja zaczelam sie uczyc angielskiego na rok przed wyjazdem i przez
          >caly nastepny rok pobytu w Anglii chodzilam po 7 godz. dziennie do
          >collegu a wieczorem pracowalam i wkuwalam slowka i gramatyke.
          >Nie kazdy uczy sie jezyka w wieku 20 lat.

          Ja zaczelam sie uczyc jezyka angielskiego w wieku 4 lat, bo tak sie
          sklada, ze moja matka byla anglistka i wozila mnie miedzy Anglia a
          Polska w czasach, kiedy to jeszcze bylo malo spotykane, troche wiec
          znam jezyk angielski. Bylo to w czasach, gdy w twojej wsi nie
          wiedziano nawet, co to jest anglistyka.

          Jezeli sie ktos nie nauczy jezyka przed 20 roku zycia, nigdy nie
          bedzie operowal jezykiem nawet na srednim poziomie i to jest taka
          prawda, dawno juz znana. Jezeli sie nie opanuje jezyka przed 12
          rokiem zycia bedzie sie do koncza zycia mialo paskudny, ciezki
          slowianski akcent. Zdarzaja sie jednak wyjatki z akcentem, niektorzy
          uzdolnieni jezykowo i znajacy wiecj niz dwa jezyki maja akcent
          lagodniejszy i nie tak ciezki.

          >zeby uczyc sie jezyka 15 lat zeby go opanowac mieszkajac w kraju, w
          ktorym tego jezyka sie uzywa, trzeba byc ograniczonym umyslowo.

          Tez tak uwazam, Ale Polki niestety, to wcale nie nowosc, ze maja
          umyslowe klopoty. Nie musisz sie zreszta rozgladac za daleko....


          >Normalnie po 4 latach pobytu osiaga sie poziom nativ speakera, pod
          >warunkiem ze dzien w dzien jezyka sie uzywa.

          Nigdy nie osiagniesz poziomu jezykowego native speaker i to nie
          tylko po 4 latach ale nawet po wielu, wielu latach. Mozna sie czuc
          wygodnie w jakims jezyku ale to duza roznica miedzy byciem native
          speaker a bycie osoba, ktora troche zna jezyk... jak w twoim wypadku.
          Ja mowie po angielsku od 4 roku zycia i nawet mnie od czasu do czasu
          zdarza sie zaciagnac z polskim akcentem. A jezyk angielski znam
          dosc dobrze.

          >majenkir napisała:

          > bakolec napisała:
          > > Normalnie po 4 latach pobytu
          > > osiaga sie poziom nativ speakera, pod warunkiem ze dzien w dzien
          > jezyka sie uzywa.

          > WOW! Coz za optymizm ;)!

          Dokladnie, zeby nie powiedziec GLUPOTA!

          Bakolec napisala:
          >ja tez nie mam dziecka i tez dopiero o nim mysle, zeby miec dziecko
          >musze byc zadowolona z wlasnego zycia, a z pracy nie zamierzam
          >rezygnowac czy zamieniac jej na dziecko,
          >ty chyba jestes ze wsi jakiejs i musisz miec swoje lata, bo tak
          >zasciankowo to juz sie dzis w polsce nawet nie mysli

          Urodzilam sie i wychowalam w Krakowie, jezeli to jest wies to
          trudno, jakos to przezyje.
          O tak, w Polsce sie teraz mysli bardzo nowoczesnie i o zadnym
          zascianku nie ma mowy. Tam 40-letnie kobiety rodza super zdrowe
          dzieci i po 10 dniach wracaja do pracy w pelni sil.
          Dzieci oczywiscie natychmiast zajmuja sie same soba i 40-letnie
          matki w pelni sil pracuja i zajmuja sie niemowlakami, kiedy moga.
          Ale polskie niemowlaki nie wymagaja specjalnej opieki, bo wiadomo,
          naleza do narodu wybranego.

          Statystyki oczywiscie dotyczace 40-letnich kobiet w ciazy nie
          dotycza Polek.

          Wiek swoj mam. To zaden wstyd. Swoje zycie spedzilam pracowcie i nie
          stracilam jednego dnia. Mieszkam w USA juz 28 lat. To troche wiecej
          jak widzisz niz twoje 4lata w UK, ....2 godziny lotu od Warszawy.
          Ale jak widac, ty masz duzo wiecej doswiadczenia w zyciu
          emigracyjnym niz ja. Wiesz tez duzo wiecej niz ja na temat
          macierzynstwa chociaz ja urodzilam w US 3 dzieci, wychowalam je i
          wyksztalcilam. A ty nie masz nawet powierzchownego pojecia na temat
          czym jest posiadania dziecka.

          >Ja bede wiesc wygodne zycie u boku swojego partnera, miec hobby i
          otaczac sie przyjaciolmi, ktorych ty chyba nie masz, bo taka zolc od
          ciebie bije.

          Ciesze sie, ze jestes optymistka i masz swojego partnera. Miejmy
          nadzieje, ze nie opusci cie, kiedy juz bedziesz stara i niedolezna.
          Bo partnerzy maja to do siebie, ze maja mniej wyrzutow sumienia niz
          mezowie.
          Dobrze tez, ze masz przyjaciol. Ciekawe tylko na jak dlugo?
          Przyjaznie w Polakow sa bardzo charakterystyczne i uwarunkowane.
          Ja mam kilku przyjaciol, sa wyprobowani i mozna na nich liczyc. I
          zaden z nich nie jest Polakiem.
          Zolc ode mnie raczej nie bije, tylko realizm. Ale ty, jak kazda
          Polka nie bardzo lubisz sluchac prawdy, wolisz swoje glupawe wywody
          na tematy, ktorych nie znasz.
          • wacek_z_portu Re: bakolec 26.04.08, 22:24
            No coz bakolec to kolejny przyklad Homo Bulbonous. Slonce z dupy
            swieci i oslepa. Wszystko wie, wszystko widziala(w tv!!!!)i mowi w
            po angielsku jak native speaker, mimo, ze nauczyla sie jezyka
            angielskiego w 37 roku zycia.

            Szczegolna ekspertka jest w sprawie robienia sobie dzieci po 40tce.
            Ma juz 41 lat i wlasnie zastanawia sie nad posiadaniem dziecka.
            Zastanawia sie, jak dobrze pojdzie moze partner ja zaplodni jak
            skonczy 45 lat.
            Nie wiadomo jednak czy partner bedzie mial ochote dalej ciagnac ten
            kram z 45-letnia baba z niemowlakiem, moze zawsze sobie zamienic na
            insza partnerke, troche mlodsza i bez niemowlaka.

            Nie bedzie wtedy czasu na hobby i przyjaciol. Bo dzieciak bedzie
            gebe darl i trzeba bedzie na zycie zarobic.

            Hej lubie ja Bulbonow, wszystko wiedza i zycie z nimi jest latwe.
          • Gość: tadrachowa Re: bakolec IP: 78.149.7.* 10.09.08, 20:04
            W Anglii mieszkam juz 25 lat, mam meza Anglika, dzieci dwujezyczne.
            nie powiedzialabym, ze slowianski akcent jest taki okropny i ciezki.
            Bywasz widac w zaskorupialym srodowisku i sama masz kompleksy. byc
            moze mama anglistka I(oczywiscie z duzego miasta, bo na wsi nie
            wiedza co to jest anglistyka) wpoila ci te kompleksy. Ja mowie na
            tyle biegle angielskiego, ze pracuje na uniwersytecie - co prawda
            nie jezyki, ale kierunek techniczny, no ale zawsze... Moj maz i moi
            znajomi, jak i koledzy w pracy nie maja nic przeciwko temu, ze moj
            angielski ma slowianska melodie. Smieja sie, ze lepszy slowianski
            niz "liverpoolski" :)

            Wracajac do tematu - fakt - widzi sie sporo kobiet pod czterdziestke
            w ciazy. Widac w Anglii zachodzi sie w ciaze szybciej niz w Polsce...
            Jedna Polka (42 lata), ktorej syn chodzi do sobotniej szkoly
            polskiej z moim synem powiedziala mi, ze jej dzidzius, ktory ma sie
            niebawem urodzic zapewni im stabilizacje materialna, no bo
            macierzynski, zasilki, itp.
            Ma juz troje dzieci - dwojke doroslych i dwunastoletniego syna, a
            teraz jest w ciazy.
      • Gość: Kika Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.04.08, 19:32
        o,kurcze, jestem ograniczona umyslowo...
        Mieszkam, pracuje w Niemczech od 27 lat. Jezyka uzywam codziennie i
        wiem,ze poziomu native speakera nie uzyskam nigdy.Pomocy...
        • wacek_z_portu Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 28.04.08, 05:40
          Alez skad. Wiadome jest, ze Bulbiaki od razu ucza sie biegle jezyka
          i nawet znaja go duzo lepiej niz native speaker. Nastepuje to zwykle
          po 6 miesiacach intensywnej nauki. Ale sa informacje, ze niektorzy
          osiagaja poziom native speaker po 3 miesiacach. Szczegolnie
          uzdolnieni sa ci z bialostockiego i rzeszowskiego a dalej idzie
          Podkarpacie.

          Oczywiscie ich native speaker poziom jest wprost proporcjonalny do
          swiatla supernowej z dupy. Im wieksze slonce tym wyzszy poziom
          znajomosci jezyka.

          Niewazne, ze poziom poslugiwania sie jezykiem, to nie tylko zasob
          slow i prawidlowa gramatyka, to takze sposob wymawiania slow, czyli
          pospolity akcent, ktory osiaga sie uczac sie jezyka od dziecka. Bo
          tylko wtedy struny glosowe ustawiaja sie w odpowiedni sposob,
          inaczej do konca zycia ma sie akcent. I niestety nie ma na to rady,
          podobnie jak na kolor oczu czy krzywe nogi.
          Mozna akcent cokolwiek zamaskowac, jezeli sie uczeszcza do
          miejscowej szkoly np. sredniej. Ale jak sie nie uczeszcza, to nie ma
          sie umiejetnosci naturalnego poslugiwania sie idiomami danego jezyka
          a ponadto nie zna sie podkultur, ktore sa obecne w szkole sredniej i
          w znaczacy sposob wplywaja na idiomy i rozwoj jezyka mowionego.
          O tym wie kazdy, ktoremu urodzily sie i wychowaly dzieci na
          emigracji. Mozna dobrze znac jezyk obcy ale od swojego dziecka
          nieraz mozna uslyszec, ze nie tak sie cos tam wymawia albo inna
          uwage. I nie ma w tym nic zlego.

          Oczywiscie tylko my idioci zamieszkali w USA/Kanada od prawie 30 lat
          mamy podobne klopoty. Bulbiaki nie maja podobnych klopotow poniewaz
          natychmiast osiagaja poziom native speaker, mowia bez akcentow,
          prawdziwym idiomatycznym jezykiem pelnym podtekstow kulturowych.
          Nikt tez oczywiscie nie zauwaza, ze pochodza z bialostockiego,
          poniewaz mowia bez akcentu.
          Tak to jest jak sie nalezy do wybranego narodu geniuszy z Europy
          Wschodniej.
          • testaruda Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 12.06.08, 18:13
            > Oczywiscie tylko my idioci zamieszkali w USA/Kanada od prawie 30
            > lat mamy podobne klopoty...

            Cos w tym jest, ze polska emigracja ze Stanow i Kanady po wielu
            latach przebywania w tychze krajach osiaga ostanie stadium
            skretynienia i bufonady, co wybitnie widac po tej dyskusji. I jesli
            komukolwiek tutaj slonce z dupy swieci to wlasnie tej jasnie
            wielmioznej emigracji w Kanadzie/USA, ktora uzurpuje sobie prawo do
            nieomylnosci i jedynie slusznej racji. Jakie to niskie i zalosne!












    • bogo2 Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 26.04.08, 14:43

      nie wiem , czy ci, to pomoze, ale...
      wyemigrowalismy do melbourne w 1985r, z zona w ciazy i z dwu-letnim
      dzieckiem przy boku, z dwoma walizkami, bez znajomosci jezyka i
      miernymi kwalifikacjami zawodowymi ( pedagog i historyk)... na
      poczatku bylo ciezko, ale dziecko sie urodzilo, wychowalo,
      wykszalcilo...jak w zyciu....normalnie....!

      Gość portalu: ewciak napisał(a):

      (...)
      > Czy ktos z was przeszedl przez podobne doswiadczenie i jak sobie z
      nim poradzil
      > ?
      > Ewa
    • Gość: latarnick Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: 58.166.118.* 26.04.08, 23:03
      te twoje mysli o usunieciu plodu bardzo mu szkodza, urodzi ci sie
      dziecko nieszczesliwe, wyrodna matko
      • maryszka Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 27.04.08, 09:23
        Gość portalu: latarnick napisał(a):

        > te twoje mysli o usunieciu plodu bardzo mu szkodza, urodzi ci sie
        > dziecko nieszczesliwe, wyrodna matko

        bzdury...
    • maryszka Nie daj sie! 27.04.08, 09:22
      Twoje szanse na znalezienie pracy po urodzeniu dziecka rzeczywiscie sie nie
      poprawia ale gdy bedziesz miala w rekach swoje malenstwo z pewnoscia bedziesz
      wiedziala, ze postapilas ABSOLUTNIE SLUSZNIE.

      Jesli maz pracuje to w czym problem? Nawet jak nie znajdziesz pracy, jakos
      przeciez przezyjecie. A ze skromniej? Zaszanow sie, co jest dla ciebie
      wazniejsze, te wszystkie swiecace gadzety czy twoje dziecko? Zyjecie w koncu do
      cholery w jednym z najbogatszych krajow swiata! I co, jesli nie bedzie was stac
      na najlepszy samochod albo piekny dom? Z glodu nie umrzecie a nic nie daje tyle
      szczescia co wspolne dziecko.

      I nie martw sie o brak kontaktow! To wlasnie dziecko otwiera zupelnie nowe
      mozliwosci zawierania kontaktow, przez przedszkola, place zabaw, szkole. To
      wlasnie dzieki dzieciom wielu ludzi w ogole sie poznaje.

      Nie daj sie! Jestes w wieku, w ktorym coraz wiecej kobiet rodzi dzieci i jest to
      najbardziej wlasciwe, co mozesz teraz zrobic.
    • mieszkamzagranica Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 02.05.08, 12:35
      Gość portalu: ewciak napisał(a):

      > Hej,
      > szukam osob, najlepiej po 35 r.z., ktore na emigracji zdecydowaly sie na 1
      > dziecko. Za granica mieszkam od 1,5 roku i wlasnie jestem w ciazy. Oboje z
      > mezem mamy po 40 lat.
      > Na pierwszej wizycie lekarz zapytal mnie, czy ciaze usuwamy (na szczescie tu -
      > tj. w Australii - aborcja jest calkowicie dozwolona i nikogo nie dziwi). Jak
      > usuniemy, pewno juz na dziecko sie nie zdecydujemy, i moze to rozwiazanie
      > byloby dla nas wlasnie duzo lepsze niz wchodzenie w bycie rodzicami.
      > Do ew. usuniecia zostalo nam jeszcze kilka tygodni, a nami targaja ogromne
      > watpliwosci, czy w ogole rodzic.
      > Na razie prace w swoim zawodzie ma na razie moj maz, ja sie musze
      > przekwalifikowac i jestem w trakcie nauki.
      > Obawiam sie, ze ciaza a potem dziecko przekresli moje szanse na wejscie na
      > rynek pracy. Po pierwsze moj angielski jest ciagle nienajlepszy, obecnie mam
      > prace casual, ale za jakies 5 mies., gdy brzuch bedzie widoczny, pewno nie
      > bede mogla jej wykonywac. Szansa na przebywanie wsrod ludzi i komunikowanie
      > sie z nimi drastycznie spadnie, a strasznie boje sie wykluczenia ze
      > spoleczenstwa (slaby jezyk=brak pracy i brak znajomych). Poznalam kilka
      > emigrantek, w tym 2 Polki, ktore wybraly macierzynstwo i w perspektywie czasu
      > kiepsko wyladowaly. Nie majac biezacego doswiadczenia na rynku pracy, jedna na
      > emeryture wyladowala w domku socjalnym i oczywiscie zasilku, a druga z 14
      > letnia corka urodzona tutaj ma tez zasilek i dopiero uczy sie zawodu. Pierwsza
      > pani miala meza, ktory zmarl, druga wychowywala sama.
      > Po drugie z tego powodu nie wyobrazam sobie siedzenia z dzieckiem po
      > urodzeniu. Poniewaz tu przyjmuja dzieci do child centre od 6 tyg., wiec
      > jedyne, co widzialabym, to oddanie go tam od 6-tego tyg. i skoncentrowanie sie
      > na mojej edukacji i pracy. Zastanawiam sie jednak, po co mi dziecko, ktore
      > bedzie caly czas w jakims zlobku czy przedszkolu? Po trzecie: aspekt
      > finansowy. Wprawdzie moj maz zarabia na razie wystarczajaco, by utrzymac nas
      > oboje, ale juz z trojka moze byc klopot.
      > Dodam, ze nigdy nie mialam tzw. instynktu macierzynskiego, nigdy za bardzo nie
      > chcialam dzieci, ale ostatnio doszlismy, ze moze warto byloby miec. Teraz sie
      > przestraszylismy i miotaja nami obawy, czy bedziemy mieli czas dla dziecka,
      > czy bedziemy je obwiniac za to, ze nie do konca nam tu wyjdzie. Ja przede
      > wszystkim nie widze sie w roli osoby, ktora przede wszystkim zajmuje sie
      > dzieckiem, chce miec tez swoje zycie, czas dla siebie i na wlasne
      > zainteresowania. Do tego dochodzi koniecznosc wrosniecia w australijskie
      > spoleczenstwo.
      > Czy ktos z was przeszedl przez podobne doswiadczenie i jak sobie z nim poradzil
      > ?
      > Ewa


      mysmy wyemigrowali 2 lata temu, ja mam 38 lat, maz j. 2 lata starszy
      mamy podobny sposob myslenia do twojego i.... z dziecka zrezygnowalismy tu
      zaszlam w ciaze i ja usunelam
      po zyciu w szarej polsce chcemy wreszcie odpoczac i nacieszyc sie wlasnym
      zyciem, chcemy popodrozowac, miec czas dla siebie
      dla nas dziecko nie jest celem zycia uwazamy ze jest wiele fajniejszych rzeczy
      na swiecie niz ciaza
      moja mama urodzila nas dwoje i co ma ztego? kiepska prace i kiepska emeryture,
      zmeczenie, brak wlasnego rozwoju,
      wychowala dzieci a one sobie wyfrunely w swiat i teraz rzadko sie widujemy
      ja tak nie chce maz tez nie chce poza tym jakos nie czuje tej frajdy posiadania
      dziecka wiekszosc kobiet narzeka na swoj los twierdzi ze
      bez dzieci zyloby sie im o niebo fajniej, tj. wygodniej i ciekawiej
      wielu rodzicow twierdzi ze dziecko odebralo im wiele: wolny czas, swobode,
      rozwoj, obarczylo za to troskami, ciezka praca, zmeczeniem, koniecznoscia
      oszczedzania na przyszlosc dziecka
      zyjac tu obserwuje ze ludzie jesli juz to decyduja sie na dziecko coraz pozniej
      po 35 r. zycia ciazy staja sie norma
      ale wiele osob patrzac na to dzisiejsze zycie nie chce dziecka w ogole
      • Gość: Kika Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.05.08, 18:17
        Na razie widzisz wszystko przez rozowe okulary, oby opamietanie nie
        przyszlo jak bedzie za pozno. Po argumentach, ktore podajesz
        odnosnie nie posiadania dziecka decyzja nie wyglada na przemyslana.

        Macierzynstwo jest piekne!
        • Gość: gosc Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: *.ias.bredband.telia.com 03.05.08, 20:39
          Jesli przez 20 lat unikala dziecka, to widocznie za macierzynstwem nie teskni!
          Wyswiechtany slogan "Macierzynstwo jest piekne" nic nie pomoze, jesli nie
          masz innych powaznych argumentow dlaczego ta kobieta ma rodzic ...





          Gość portalu: Kika napisał(a):

          > Na razie widzisz wszystko przez rozowe okulary, oby opamietanie nie
          > przyszlo jak bedzie za pozno. Po argumentach, ktore podajesz
          > odnosnie nie posiadania dziecka decyzja nie wyglada na przemyslana.
          >
          > Macierzynstwo jest piekne!
    • borasca0107 Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 04.05.08, 08:10
      Gość portalu: ewciak napisał(a):

      > Do ew. usuniecia zostalo nam jeszcze kilka
      > tygodni, a nami targaja ogromne watpliwosci

      hmmmm... jakby to powiedziec .... ano...
      zyczylabym sobie, aby przede wszystkim te
      nienarodzone dzieci, ktorymi targaja ogromne
      watpliwosci, takze mialy prawo do aborcji
      ...swoich szurnietych rodzicow.
    • an122476 Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 11.05.08, 20:49
      Hej jak fajnie myslalam ze tylko ja mam takie podejscie do zycia.
      milo wiedziec ze sa tez i inni tacy ludzie.trzymaj sie .
      • kan_z_oz Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. 12.05.08, 12:23
        Ewciak mam spóźniony zapłon - ostatnio...piszesz z Oz, więc dopiszę
        się - nagłówek mnie nie zainteresował i nie nawet nie otwierałam,
        ale "from Oz to Oz" - chyba mogę???

        Ciąża po 35 roku życia w Australii, to moje doświadczenia z ciążą
        koleżanki australijki w tym wieku.
        Po rozwodzie, drugie małżeństwo - zaplanowane trzecie dziecko...
        Przeszła cały cykl zapobiegawczego "amnio" leczenia oraz
        monitorowania ciąży w trakcie - które dosyć dokładnie może ustalić
        wszelkiego rodzaju nieprawidłowości płodu. Lekarz zwykle podaje w
        takim układzie informacje ale decyzja zawsze należy do pary lub
        matki, co robić gdy płód ma wady??? Oraz czy urodzić???

        Z Twojego wątku wnoszę, że nawet nie jesteś/jesteście na tym etapie -
        proponuję abyście przedyskutowali to z lekarzem oraz poinformowali
        go o wątpliwości odnośnie ciąży, porodu etc. Nie widzę w tym nic
        dziwnego.

        W takim układzie, porada specjalisty - psychologa - czyli
        rozwiązanie wątpliwości czy to tylko "stres przed...porodem???" czy
        też nie pownniście mieć...bo w żadnym układzie nie jesteście
        gotowi???
        Zasięgnij specjalistycznej porady - i zrób, jak czujesz...w tym
        kraju nikt Cię nie będzie potępiał za aborcję, tak samo jak chwalił
        za poród.
        Zróbcie więc co czujecie za nalepsze dla Was i tym samym dla
        dziecka - po to wyjechałaś...aby doświadczyć różnicy.

        Pozdrawiam
        Kan


    • Gość: Malena Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: *.natpool.mwn.de 10.06.08, 20:54
      witaj, jestem co prawda w wieku 33 lat i mieszkam od 5 lat na
      emigracji ale juz teraz stawiam sobie podobne pytania.
      Mysle, ze rozumiem wszystkie Twoje watpliwosci ale niestety nie
      moge odpowiedziec na Twoje pytania za Ciebie. Tylko Ty mozesz
      mozesz podjac decyzje i mysle, ze jakakolwiek decyzje podejmiesz
      bedzie ona wlasciwa...

      Moge Ci jedynie opisac moja sytuacje i moj obecny poglad na
      zycie :))).
      Wyemigrowalam z milosci i wraz z wyjazdem z Polski stracilam
      wszystkich "prawdziwych przyjaciol"...nie mam tutaj nikogo i poki
      co nie szukam tez nikogo usilnie. Moja rodzine widze raz w roku.
      Wniosek jest taki, ze musze liczyc tylko na siebie i ewentualnie na
      mojego meza. Jestem realistka i wiem, ze z facetami roznie bywa.
      Dlatego obecnie pracuje nad tym, by moc wykonywac w przyszlosci w
      miare przyzwoita prace i zarabiac na siebie. Dzieki mojemu mezowi
      mam taka mozliwosc, bo on nas oboje utrzymuje. Poniewaz jestem
      osoba, ktora nie potrafi zyc bedac finansowo zalezna od
      kogokolwiek, nie wyobrazam sobie teraz miec dzieci i wlasciwie nie
      moge sie doczekac pierwszej powaznej pracy...Jestem pewna, ze do 35-
      tego roku zycia nie bede miala dziecka, choc szczerze mowiac bardzo
      bym chciala zostac kiedys matka.
      Moi rodzice nie rozumieja moich rozterek, choc sie staraja. Oni
      uwazaja, ze jestem zbyt ambitna. Nie mam im tego za zle, bo chyba
      tylko ludzie bedacy w podobnym polozeniu potrafia zrozumiec jak to
      jest.
      Gdybym zaszla teraz w ciaze mialabym podobny problem jaki Ty masz.
      Nie wyobrazam sobie co prawda usunac dziecka. Czesto tez bywa tak,
      ze usuwajac dziecko usuwa sie szanse na bycie matka na zawsze a ja
      chcialabym zostac matka. Z drugiej strony nie wyobrazam sobie
      skazywac moje dziecko na zycie w rodzinie niespelnionych rodzicow
      (zapracowany maz i niespelniona zawodowo matka). Coz wiec?!
      ROZTERKA!
      Gdybym jednak byla w wieku 40-tu lat prawdopodobnie zdecydowalabym
      sie na dziecko, bo jak juz napisalam, chce byc kiedys matka. Z ta
      decyzja podjelabym naturalnie swiadomie ryzyko, ze dziecko moze sie
      urodzic chore, ze moze nie bede miala dobrej pracy, ze moze....
      Ja bym chyba jednak zaryzykowala, bo choc nigdy nie mialam jako
      takiego instynktu macierzynskiego, wierze w to, ze bylabym dobra
      matka. Moj znajomy kiedy powiedzial, ze jak dziecko juz jest i jest
      ono chciane to i srodki sie na jego wychowanie znajda. JA bym
      zaryzykowala...
      To jest moja opinia na dzis....nie wiem czy za piec lat bede tak
      samo myslec. Nie wiem tez czy Ci pomoglam...trzymam za Ciebie
      kciuki bez wzgledu na to jaka decyzje podejmiesz.

      pozdrawiam
      Malena
      • pia.ed Re: pierwsze dziecko na emigracji 10.06.08, 23:20
        "Jestem realistka i wiem, ze z facetami roznie bywa..."

        Gdybys kochala Twego meza i stosunki miedzy Wami dobrze sie ukladaly
        to bys juz dawno zdecydowala sie na dziecko, i do glowy by Ci nie
        przyszly takie mysli!

        Jesli kazda mezatka - bez wzgledu na to gdzie mieszka - bedzie
        rezonowala w ten sposob, to na swiat nie beda przychodzily
        dzieci ... bo a nuz "chlop mnie rzuci i co wtedy zrobie?"

        Mam dwie siostry, ktore wyemigrowaly z milosci.
        Zadna z nich nie zastanawiala sie nad tym czy pora na dzieci
        czy nie, przeciez za maz wychodzi sie po to aby zalozyc rodzine.

        Pierwsza z moich siostr w szybkim tempie urodzila trojke dzieci
        i WTEDY poszla na studia.

        Druga siostra studiowala miedzy pierwszym a drugim dzieckiem.
        Specjalizacje robila na urlopach macierzynskich po trzecim
        i czwartym dziecku!

        Faktycznie to znam wiele Polek, ktore ksztalcily sie bedac
        zonami i matkami,
        nie majac innego oparcia jak tylko w mezu.

        Jednym malzenstwa sie udaly, innym nie, ale przeciez to samo moglo
        je spotkac w kraju ...
        to nie ma nic wspolnego z emigracja.

        Piszesz:
        "...on nas oboje utrzymuje.
        Poniewaz jestem osoba, ktora nie potrafi zyc bedac finansowo
        zalezna od kogokolwiek, nie wyobrazam sobie teraz miec dzieci ..."

        Przeciez dzieci bylyby WSPOLNE, wiec zupelnie naturalne byloby
        zeby maz Cie utrzymywal.
        Kto zreszta wie, czy moze kiedys w przyszlosci to Ty bedziesz
        utrzymywala swojego meza?

        Malzenstwo to zwiazek dwojga ludzi gdzie sie daje i bierze,
        pieniadze sa WSPOLNE, nie liczy sie kto daje i ile,
        bo inaczej to nie malzenstwo tylko jakis kontrakt!





        Gość portalu: Malena napisał(a):
        > Wyemigrowalam z milosci ... musze liczyc tylko na siebie i
        ewentualnie na mojego meza.
        Jestem realistka i wiem, ze z facetami roznie bywa.

        > Dlatego obecnie pracuje nad tym, by moc wykonywac w przyszlosci w
        > miare przyzwoita prace i zarabiac na siebie.
        Dzieki mojemu mezowi
        > mam taka mozliwosc, bo on nas oboje utrzymuje. Poniewaz jestem
        > osoba, ktora nie potrafi zyc bedac finansowo zalezna od
        > kogokolwiek, nie wyobrazam sobie teraz miec dzieci i wlasciwie nie
        > moge sie doczekac pierwszej powaznej pracy...Jestem pewna, ze do
        35-
        > tego roku zycia nie bede miala dziecka, choc szczerze mowiac
        bardzo
        > bym chciala zostac kiedys matka.
        > Moi rodzice nie rozumieja moich rozterek, choc sie staraja. Oni
        > uwazaja, ze jestem zbyt ambitna. Nie mam im tego za zle, bo chyba
        > tylko ludzie bedacy w podobnym polozeniu potrafia zrozumiec jak to
        > jest.
        > Gdybym zaszla teraz w ciaze mialabym podobny problem jaki Ty masz.
        > Nie wyobrazam sobie co prawda usunac dziecka. Czesto tez bywa tak,
        > ze usuwajac dziecko usuwa sie szanse na bycie matka na zawsze a ja
        > chcialabym zostac matka. Z drugiej strony nie wyobrazam sobie
        > skazywac moje dziecko na zycie w rodzinie niespelnionych rodzicow
        > (zapracowany maz i niespelniona zawodowo matka). Coz wiec?!
        > ROZTERKA!
        > Gdybym jednak byla w wieku 40-tu lat prawdopodobnie zdecydowalabym
        > sie na dziecko, bo jak juz napisalam, chce byc kiedys matka. Z ta
        > decyzja podjelabym naturalnie swiadomie ryzyko, ze dziecko moze
        sie
        > urodzic chore, ze moze nie bede miala dobrej pracy, ze moze....
        > Ja bym chyba jednak zaryzykowala, bo choc nigdy nie mialam jako
        > takiego instynktu macierzynskiego, wierze w to, ze bylabym dobra
        > matka. Moj znajomy kiedy powiedzial, ze jak dziecko juz jest i
        jest
        > ono chciane to i srodki sie na jego wychowanie znajda. JA bym
        > zaryzykowala...
        > To jest moja opinia na dzis....nie wiem czy za piec lat bede tak
        > samo myslec. Nie wiem tez czy Ci pomoglam...trzymam za Ciebie
        > kciuki bez wzgledu na to jaka decyzje podejmiesz.
        >
        > pozdrawiam
        > Malena
        • Gość: Malena Re: pierwsze dziecko na emigracji IP: *.natpool.mwn.de 11.06.08, 09:21
          czesc pia :)
          generalnie rzecz ujmujac masz racje...moj maz nie radzi sobie z
          faktem, ze on za wszystko placi. A ja nie radze sobie z faktem, ze
          musze byc za wszystko wdzieczna i sluchac przy kazdych zakupach
          wyrzutow, ze wydalismy pieniadze. Niektorzy sa tylko wtedy
          szczesliwi jesli maja pieniadze na koncie...Milosc to piekne slowo
          ale zycie niestety weryfikuje i nie wszystko jest takie proste jak
          w ksiazkach :):).
          Ja sie nie boje faktu, ze moj maz mnie rzuci, bo sobie poradze.
          Jednak sprawa wygladalaby inaczej gdybym miala dziecko, ktorego nie
          moglabym zabrac z kraju, w ktorym mieszkam. Poza tym chce byc
          szczesliwa matka i dac mojej pociesze poczucie bezpieczenstwa :).
          Czy to zle:)? Taka moge byc jesli sytuacja, w ktorej zyje nie
          bedzie mnie przygniatac...na to trzeba chyba jeszcze troche czasu.
          Mysle tez, ze nie jestem jedyna, ktora ma takie problemy:). Moja
          przyjaciolka tez wyszla za maz na emigracji i nie ma jeszcze
          dziecka, bo pracuje nad swoja niezaleznoscia. Moja druga
          przyjaciolka nie ma dziecka mimo, ze juz ta niezaleznosc
          wypracowala....kazdy zyje jak umie i jak chce.
          Byc moze bedzie na swiecie mniej dzieci ale za to bedzie tez mniej
          nieszczesliwych matek...nie sadzisz? ;)

          Wiem, ze zycie plata figle i mozliwe jest, ze to ja moge kiedys
          utrzymywac mojego meza. Mysle, ze moj maz tez to wie...a jednak nie
          radzi sobie z ta cala sytuacja a w konsekwencji obciaza ona takze
          mnie, bo to ja nie zarabiam i to ja czuje sie jak pasozyt...smutne
          ale prawdziwe :)...jednak kocham go i staram sie pracowac nad tym,
          bysmy oboje dobrze sie czuli w naszym malzenstwie. To chyba nie
          powinno dziwic :)...

          A jak jest w Twoim przypadku? Masz juz dzieci i meza?
          buziaki
          • pia.ed Re: pierwsze dziecko na emigracji 11.06.08, 10:54
            Dziekuje Malena za taka piekna i madra wypowiedz.
            A juz obawialam sie, ze sie na mnie obrazisz ...

            Ja zawsze pisze "prosto z mostu" i wielu osob ma mi to za zle,
            ale ja inaczej pisac nie potrafie.

            Tak, sa rozni mezowie. Moje siostry nie mialy problemu z tym
            ze sa utrzymywane przez mezow, a mezowie nie mieli nic przeciwko
            utrzymywaniu swoich zon.
            Na ten temat nie bylo nigdy dyskusji.

            Bylam trzy lata mezatka, mam dziecko, ale rozeszlam sie
            z mezem choc ten staral mi sie "nieba przychylic" ...

            Niestety byl nalogowym graczem, i to niepoprawnym, takim ktory
            obiecywal poprawe, przestawal grac pare miesiecy, i znow w
            tajemnicy przede mna przegrywal duze sumy.

            Z tego powodu odeszlam od niego, bo sama jestem bardzo gospodarna,
            oszczedna i wiedzialam, ze bez niego bede miala duzo lepiej
            ekonomicznie niz z nim, bo rachunki byly niepoplacone, telefon
            wylaczony i zadnych zaoszczedzonych pieniedzy ...
            Milosc ktora byla na poczatku, w takiej niepewnej sytuacji bardzo
            szybko mi przeszla.

            Rozeszlam sie kiedy dziecko mialo 6 miesiecy i mnie sie stopniowo
            polepszalo, podczas kiedy byly maz "zszedl na psy".

            O tym, ze nie moglabym zabrac dziecka do Polski nigdy nie myslalam,
            bo nie po to emigrowalam aby do Polski wracac!
            Swietnie czuje sie tu gdzie mieszkam, a z Polska nie mam juz zadnych
            wiezow.
            Wychowalam moje dziecko samodzielnie i dalam sobie rade, choc nie
            mialam tu nikogo kto by mi pomogl, bo moje znajomosci zakonczyly
            sie wraz z rozwodem!

            Zreszta niedlugo potem przeprowadzilam sie do duzego miasta
            i tam zaczelam budowac nowe zycie, z ktorego jestem naprawde
            zadowolona!



            Gość portalu: Malena napisał(a):

            > czesc pia :)
            > generalnie rzecz ujmujac masz racje...moj maz nie radzi sobie z
            > faktem, ze on za wszystko placi. A ja nie radze sobie z faktem, ze
            > musze byc za wszystko wdzieczna i sluchac przy kazdych zakupach
            > wyrzutow, ze wydalismy pieniadze. Niektorzy sa tylko wtedy
            > szczesliwi jesli maja pieniadze na koncie...Milosc to piekne slowo
            > ale zycie niestety weryfikuje i nie wszystko jest takie proste jak
            > w ksiazkach :):).
            > Ja sie nie boje faktu, ze moj maz mnie rzuci, bo sobie poradze.
            > Jednak sprawa wygladalaby inaczej gdybym miala dziecko, ktorego
            nie
            > moglabym zabrac z kraju, w ktorym mieszkam. Poza tym chce byc
            > szczesliwa matka i dac mojej pociesze poczucie bezpieczenstwa :).
            > Czy to zle:)? Taka moge byc jesli sytuacja, w ktorej zyje nie
            > bedzie mnie przygniatac...na to trzeba chyba jeszcze troche czasu.
            > Mysle tez, ze nie jestem jedyna, ktora ma takie problemy:). Moja
            > przyjaciolka tez wyszla za maz na emigracji i nie ma jeszcze
            > dziecka, bo pracuje nad swoja niezaleznoscia. Moja druga
            > przyjaciolka nie ma dziecka mimo, ze juz ta niezaleznosc
            > wypracowala....kazdy zyje jak umie i jak chce.
            > Byc moze bedzie na swiecie mniej dzieci ale za to bedzie tez mniej
            > nieszczesliwych matek...nie sadzisz? ;)
            >
            > Wiem, ze zycie plata figle i mozliwe jest, ze to ja moge kiedys
            > utrzymywac mojego meza. Mysle, ze moj maz tez to wie...a jednak
            nie
            > radzi sobie z ta cala sytuacja a w konsekwencji obciaza ona takze
            > mnie, bo to ja nie zarabiam i to ja czuje sie jak pasozyt...smutne
            > ale prawdziwe :)...jednak kocham go i staram sie pracowac nad tym,
            > bysmy oboje dobrze sie czuli w naszym malzenstwie. To chyba nie
            > powinno dziwic :)...
            >
            > A jak jest w Twoim przypadku? Masz juz dzieci i meza?
            > buziaki
            • Gość: Malena Re: pierwsze dziecko na emigracji IP: *.natpool.mwn.de 11.06.08, 11:13
              nie jestem obrazalska i zawsze nalezalam do ludzi, ktorzy wola
              trudna prawde niz sliczne klamstwa. A na forum niestety ciezko tak
              od razu wczuc sie w czyjac sytuacje.

              Moj maz mnie bardzo kocha ale on nalezy do ludzi, ktorzy nie lubia
              rozmawiac, nie widza problemow i odsuwaja je od siebie i gdy cos
              idzie zle robia wyrzuty tej drugiej osobie. Do tego jest barzdo
              zaborczy i zazdrosny. Kocham go ale mimo prob nie potrafie mu
              wytlumaczyc, ze rozmowa i sluchanie drugiej osoby to rozwiazanie na
              wiele problemow. Jego postawa bardzo psuje moje zaufanie i wiare w
              to, ze sie nam uda. Coraz czesciej trudno mi zachowac cierpliwosc i
              spokoj, bo te ataki na moja osobe bardzo mnie oslabiaja i moja wiare
              w siebie. Coraz rzadziej mysle o dziecku i coraz czesciej o tym zeby
              wreszcie zarabiac pieniadze :). Boje sie, ze z takim czlowiekiem
              trudno jest stworzyc szczesliwa rodzinke. Ale moze sie myle...cuda
              sie przeciez zdarzaja ;)))

              Podziwiam Cie za sile i fajnie, ze mi napisalas swoja historie :),
              ktora tez potwierdza teze, ze milosc jest piekna najczesciej w
              ksiazkach :). Ale i tak bede w nia wierzyc i nie dam sie.
    • Gość: Emigrantka Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: 128.241.105.* 10.06.08, 23:34
      Jesli do tej pory nie urodzilas, to daruj i sobie i temu dziecku.
      To nie los Ci cos dal, tylko po prostu wpadlas. Na dzieci jest zwyczajnie za
      pozno w tym wieku.
      Nie sluchaj tych idiotow z wypranymi mozgami, kieruj sie wlasna intuicja i
      wlasnym rozumem.
      • Gość: alusia Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: 194.216.125.* 14.08.08, 14:29
        ty basia-kasia,to chyba jakims omnibusem jestes.tylko takim
        troche "niedouczonym ortograficznie",takie maslo maslane.jezyk
        angielski troche znam,jezyk angielski znam od 4 roku zycia.na
        dodatek dosc sfrustrowana -paskudny slowianski akcent itp...dalej
        pisac nie bede...
    • jot-23 "usuwamy "ciaze"" 15.08.08, 05:01
      prawda jest taka ze nie "usuwasz" jakies bezosobowe "cos", co
      nazwalas "ciaza" tylko mordujesz czlowieka. legalnie masz do tego
      prawo, ale po co te ubieranie w slowka? zeby zagluszyc wlasne
      sumienie, co? mialas juz pierwszy usg? moze jak zobaczysz to "cos"
      na wlasne oczy to zrozumiesz co chcesz zrobic.

      i w imie czego? "wejscia na rynek pracy" puknij sie w ten durny
      czerep kobieto
      • cruelladevil Re: "usuwamy "ciaze"" 17.08.08, 09:57
        Ewciak, tak mowisz jakby chodzilo o wyrwanie zeba. "Aborcja na
        szczescie jest dozwolona". Mysle, ze nie tylko brakuje Ci uczuc
        macierzynskich. Brakuje Ci uczuc w ogole. Dobrze ktos napisal - rzuc
        moneta.
        I jeszcze jedno - komentarz takie jak moje nie maja nic wspolnego z
        zazdroscia ani zawiscia, jak ktos wczesniej sugerowal. Nawet nie
        wiem czy Ci wspolczuje, chyba tylko tego, ze jestes taka pusta.
    • Gość: k ten post to prowokacja? glupi zart? IP: *.range86-156.btcentralplus.com 17.08.08, 00:27
    • Gość: aaaa Re: pierwsze dziecko na emigracji po 35 r.z. IP: 195.117.150.* 17.08.08, 15:16
      aaaa

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka