uma76
17.05.06, 11:07
Piotruś (onm) – vojta przez prawie rok. Teraz skończone dwa latka i dwa
miesiące, chodzi już prawie od roku.
Bardzo się cieszę, że rehabilitacja przyniosła efekty. Pi od początku chodził
ostrożnie, chybotliwie, dużo się przewracał. Myślałam, że trzeba czasu. W
czerwcu minie już rok od chwili, kiedy postawił pierwsze kroki. Teraz, jak
idzie po chodniku czy w domu – jest oki. W zasadzie nie odróżnia się od
zdrowych dzieci. Problem zaczyna się na trawie, górce, itp. Trudno mu
utrzymać równowagę, przewraca się, chodzi „pokracznie”, balansuje ciałem.
Kiedy próbuje biec, nóżki są jakby usztywnione. Więcej chce niż może. Czasami
tak się rozpędzi, że leci na oślep, a ja mam oczywiście zawał ;) Wiem, że
rokowania nie były najlepsze (miał nie chodzić, nie mówić). Ja się bardzo
cieszę z jego osiągnięć. Nie o mnie tu idzie. Zastanawiam się tylko, czy to
jest normalne, czy z czasem się to zmieni. Bo może powinniśmy wrócić do
ćwiczeń? Tylko jakich?
Wiem, że sami się trochę przyczyniamy do tego stanu rzeczy, bo wiedząc, że na
nierównym mu się ciężko chodzi, staramy się mu ułatwiać i wybierać łatwiejsze
trasy. Chociaż ostatnio, kiedy sobie to uświadomiłam zmieniłam taktykę i
wybieramy się często na łączki, do lasu, itp.
Neurolog jest zadowolona, twierdzi, że znajduje się dokładnie w środku normy
rozwoju ruchowego dla swojego wieku. No nie wiem.
Takie mam rozterki, że nic nie robię. A może to syndrom mamy po zaprzestaniu
rehabilitacji – mającej za dużo czasu? ;))