izabela1976
24.05.06, 11:35
Swojego synka rehabilituję od urodzenia (jest po zapaleniu opon mózgowych i
ogólnie ma opóxniony rozwój psychoruchowy, mimo 2 lat nie potarfi sam
chodzić, ani wstawać); na poczatku państwowo ,później już prywatnie bo
musiałam wrócić do pracy. Nasz prywatna rehabilitantka nakazała nam od
grudnia uczenie małego wstawania i prowadzania go jak najwięcej (na dworzu ma
chodzić trzymając się wózka; w domu ja prowadzam go trzymając za bioderka). I
tak robilismy. Mówiła, że w ten sposób pokażę małemu, że istnieje coś takiego
jak pozycja stojąca i może to zmobilizuje go do chodzenia. Jednocześnie
chodząc Michaś będzie ćwiczył utrzymywanie równowagi z czym ma duzy problem.
Od dwóch tygodni zaczeliśmy turnus rehabilitacyjny w Helenowie (państwowo). I
tam rehabilitantka powiedziała nam, że nie powinniśmy prowadzać małego i
uczyć go samodzielnego stawania, bo to nic nie da, dopóki nie opanuje
utrzymywania równowagi w pozycji klęczącej.
I teraz to ja już zgłupiałam i nie wiem kogo powinnam się posłuchać. Wiem, że
najlepszym roziązaniem byłoby by Michasia prowadziła jedna rehabilitantka,
ale w naszym kochanym kraju nie jest to mozliwe. No chyba, że ma się dużo
forsy.