minka2403
12.09.07, 23:32
Witam, moj synek ma prawie 7 m-cy. Zanim przejde do wlasciwego pytania, w
skrocie opisze sytuacje. Od 4 mc-a rehabilitowany vojtą. Od poczatku bardzo
nie lubi lezec na brzuszku, umie przekrecac sie z pleckow na brzuszek, ale
kiedy sie znajdzie w tej pozycji to zaczyna mocno protestowac, na raczkach
unosi sie ponoc na wiek 5 m-cznego dziecka, czyli juz nie opiera sie na
lokciach, ale tez nie podnosi wysoko klatki piersiowej i nie ma zupelnie
wyprostowanych rak, nie opiera sie tez na calkowicie otwartych dloniach, tylko
troszke je otwiera i troche "przymyka", nie przekreca sie z brzuszka na
plecy, nie siada i nie raczkuje, niedawno zaczal krecic sie na brzuszku "wokol
pepka", ale poniewaz nie lubi lezec na brzuchu, to nie robi tego, choc umie.
Ma stwierdzona lekka asymetrie, zbyt slabe miesnie brzuszka i wzmozone
napiecie obreczy barkowej. A zatem przechodze do mojego pytania. Synek bardzo
zle reaguje na cwiczenia metoda vojty, bardzo placze, po wizytach u terapeuty
ma czasem wybroczyny na policzkach. Ale rownie zle jak synek znosze te metode
ja. Po prostu jestem za slaba psychicznie na jej sumienne wykonywanie. Wszyscy
mi wokol powtarzaja, ze to dla dobra dziecka i ja to swietnie rozumiem, ale to
mnie przerasta. Nie potrafie zniesc, kiedy on tak placze. Poza tym ja nie
jestem terapeuta i nie mam do tego talentu. No przeciez nie wszyscy musza byc
rehabilitantami, prawda? Te cwiczenia czesto mi nie wychodza i mam swiadomosc,
ze to takie odrabianie pracy domowej, kiedy sie nie rozumie zadania i wynik
nie ten, jaki byc powinien... dodatkowo mamy z synkiem troche klopotow innej
natury - wg neurologa nie za dobry jest z nim kontakt wzrokowy, kiedys padlo
nawet gdzies slowo autyzm, oczywiscie nie w formie diagnozy, bo do tego
potrzebne sa doglebne badania, ale mnie to strasznie meczy. Nie wierze w to,
ze ta metoda w zaden sposob nie wplywa na psychike dziecka. Przeciez dziecko
szuka u matki 100% bezpieczenstwa, a ja mam wrazenie,ze sie nad nim pastwie.
Jeszcze do tego kiedy on traci oddech od placzu, jest zalany lzami, spocony i
kwiczy jak maly zarzynany prosiaczek resztkami tchu, ja mu mowie "wszystko w
porzadku", "nic sie nie dzieje", "super". Boze, nic nie jest super i czuje sie
strasznie nie w porzadku, ze ja mu to robie. A zatem, czy tego typu
niedociagniecia jakie ma moj synek mozna korygowac metoda bobath i ze ta
metoda mu pomoze? Czy te metode dzieci lepiej znosza? Przepraszam za tak dlugi
post, ale ten Vojta naprawde mnie przerasta.