Dodaj do ulubionych

Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce

22.10.10, 10:31
Witajcie! Jakoś ostatnio mam mało czasu na grupę. Poza tym jakoś dietkowanie nie przekłada się na wagę. Wprawdzie zeszło ponad 4 kilo po 10 dniowej proteinówce, z czego po tygodniu wróciło 3 kilo smile Wiem, wiem - woda. Niemniej wkurzające. Chodzę 2x w tyg. na basen. Zasuwam na maxa - 500 m kraulem 500 zabką (staram się interwałowo). Nie grzeszę kulinarnie - w zasadzie mój ostatni wyskok to kebab z chudego kurczaka. To o czym jest ten wątek?

Zbig pisał o teorii Set pointów. W skrócie chodzi o to - tinyurl.com/set-pointy

Ja wagowo cofnąłem się wiekiem do 10 lat wstecz. Wtedy miałem długi okres stabilizacji wagowej - co ciekawe BEZ dbania o jakąkolwiek dietę. Waga stała a ja byłem happy, że mogę wpiepszać ile wlezie i to bezkarnie (oczywiście do pewnego momentu - potem wskazówka ruszyła w górę). Okres ten trwał o ile mnie pamięć nie myli dobry rok. Tak sobię myślę - chyba mam powtórkę z rozrywki. Wprawdzie wtedy ważyłem < 118 kg dziś jest 122,5 tyle że dzieki intensywnemu wysiłkowi % tłusty jestem mniej niż wtedy. I waga stoi. Od konca sierpnia. Jak pomyślę że jeszcze X miesięcy przede mną dla przełamania set pointa to ... szkoda myśleć. W kadym razie mój organizm broni się jak może smile Następny postój jako młody chłopak miałem w okolicy 95-100 kg. Też z rok czasu waga stała. Nie chcę wróżyć czarnych wizji, ale jeśli teoria SP jest prawdziwa, to wtedy czeka mnie kolejny postój. W sumie na SB jem co lubię i jest ok, nie brak mi np słodyczy. Ale fajnie jest gdy człowiek gubi nadwagę (szczególnie taką dużą jak ja) w miarę regularny sposób. Mi to niestety nie wychodzi. Nie chcę sobie też metabolizmu rozwalać zmiejszaniem racji żywnościowych - potem będzie szybkie jojo - bez sensu. Zaczynam poważnie się zastanawiać nad dukanem - którego nie lubię. Na białkach chudnę. Moim celem który już rewidowałem było schudnięcie 60 kilo w rok. Prawie 30 poszło w 7 miesięcy. Wiem, wiem - sporo. Ale zaczyna mi brakować cierpliwości. Chcę wyników. Wprawdzie rok, dwa czy trzy różnicy nie robią. Ale te postoje wagowe mnie frustrują, bo mam wrażenie, że cały wysiłek idzie na MARNE.

Mam nadzieję, że mnie wesprzecie. Właśnie tu teraz tego mi potrzeba ... może miłych słów, może jakiś rad, może coś z Waszych doświadczeń.
Obserwuj wątek
    • anh-oe Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 22.10.10, 20:33
      Ostatnio na siłowni czytałam fajny artykuł właśnie o zastojach. Wg autora zastoje są 3, trzeci najdłuższy i najbardziej demotywujący. To organizm się przestawia z chomikowania na wykorzystywanie na bieżąco. Najgorsze co można zrobic to zmniejszyc racje żywieniowe. To może doprowadzic wzrostu wagi (paradoksalnie) kiedy metabolizm zwolni jeszcze bardziej.
      Cierpliwośc- to jest lekarstwo. Ja też mam taką wagę, poniżej której próbuję zejśc już miesiąc i nic.
      A słyszałeś o tzw "ładowaniu węglowodanami"?
      Kiedy jesz węgle w swojej diecie (chodzi mi o porę dnia)?
      Aaaa...słowa otuchy...Moja trenerka zawsze mówi: DO ROBOTY QRWA! Ale ja może zacznę łagodniej: będzie ok!!!
        • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 23.10.10, 01:23
          Oki, jadę z jadłospisem... ale ten jest nieciekawy bo piątek i goście wieczorem. Więc rano - łyżka od herbaty oliwy +cebula + 3 pieczarki + plaster chudej szynki + 3 jajka. Jajecznica jak siemasz Wiktor. Po 4h przekaska - 10 cm kabanosa + pół kostki sera białego chudego z solą, pieprzem i ... uwaga smile musztardą którą uwielbiam z serem. Obiad - 200 gr piersi kurczęcej z warzywami na odrobinie oleju rzepakowego. Warzywa lajtowe. Kolacja - spaghetti na szczęscie na makaronie pełnym z małą ilością tłuszczu. Do tego sporo gorzały smile jak to przy gościach bywa. A tak normalnie to zazwyczaj węgle wrzucam na obiad, na kolację staram się nie. Przekąskami są orzechy niełuskane arachidowe albo włoskie. Ale z umiarem. U mnie to 2 zastój. Nie chcę myśleć co będzie w trzecim ... Acha, 2 albo 3x w tyg basen i zapie...rniczam na nim jak mały Jasio. Wychodzę i pot się leje. 1x tyg. 2h biegania za piłką. Codziennie 8 pietro 1x dziennie. I do pracy 1km piechtą. W zasadzie to wszędzie gdzie się nie spieszę to piechotka. Myślę o siłowni ... może tędy droga do rozbudzenia metabilizmu. Dzięki Anh-oe za rady smile Fajnie by było gdybyś znalazła (chyba jesteś Ona, nie on wink ten artykuł i wkleiła link. Chetnie przeczytam.
          • anh-oe Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 23.10.10, 20:45
            Bartek, po pierwsze za mało tłuszczu. Oczywiście tego zdrowegosmile. Podrzucam link do artykułu:
            www.kulturystyka.pl/artykul240/.
            Czytałam, że ilośc tłuszczu powinna się zawierac w przedziale 0,8-1,2 g/ kg masy ciała. Moja trenerka też jest zdania, że zbyt mała ilośc tłuszczu może spowolnic chudnięcie.
            Po drugie- węgle na kolację lepiej wykluczyc, no ale to wiesz i stosujeszsmile. Ta gorzałka to też raczej nie białkobig_grin.
            No i po trzecie- siłownia, jednak. Aeroby super, interwały też, ale tkanka mięśniowa powinna zostac rozwinięta. Z prostego powodu: 1 kg tłuszczu spala ok 4-5 kcal a tkanka mięśniowa ok 15 kcal (no tu dane się rozmijają, nawet do 100 kcal podają źródła). Rowerem i basenem nie rozwiniesz muskulatury. Owszem, do pewnego momentu tak, ale w pewnym momencie cieżar ciała będzie zbyt małym obciążeniem. Rozmawiałam dziś z moją trenerką o Twoim przypadku i mówi, że warto byłoby umówic się na trening personalny z trenerem, albo wypytac go podczas wizyty na siłowni. Bo wystarczy niewodpowiednio dobrane obciążenie i można sobie machac do u..nej śmierci...Ja przerabiam już 3 trening w ciągu 5 miesięcy, korygujemy obciązenia i zmieniamy cwiczenia.
            Najczęstszym błędem u facetów cwiczących na siłowni jest dbanie tylko o bicepsy i klatę, podczac kiedy to nogi mają największy wkład w metabolizm. Warto miec więc umięśnione udasmile
            No i to ładowanie węglowodanami: www.sfd.pl/%C5%81adowanie_w%C4%99glowodanami_%2B_dieta-t581613.html.
            To taki przykład na szybko, chodzi o to, że zbyt mała ilośc węgli poczas cwiczenia może spalac tkankę mięśniową a tłuszczowa sobie siedzi nienaruszona. A zredukowanie tkanki mieśniowej wiąże się ze spadkiem metabolizmu i koło się zamyka. 10% żarcia w tygodniu to zaspokajanie zachcianek- to zdanie zaprzyjaźnionego "pakera". Je wszystko na co ma ochotę (pizza, lody itp) w dzień wolny od treningu. Pocieszająca metodasmile
            Na siłowni mam fajne artykuły, poproszę o pożyczenie, mogę zeskanowac i puścic na maila. Poszukam jutro tego o zastojach, bo właśnie w którym kulturystycznym "szmatławcu" to czytałam...
            • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 24.10.10, 10:53
              Bardzo cenne rady i fajne artykuły. Dojrzewam z myślą o odwiedzeniu siłowni. Faktycznie - aeroby wyrobiły u mnie świetną kondycję ale przyrostu już nie. Apopro's kondycji - byście się zdziwili widząc 120 kilowego klocka biegającego praktycznie non stop jak mały Kaziu w meczu, którego następnego dnia rano bolą wyłącznie stawy skokowe, bo mięśnie mają wytrzymałość i są przyzwyczajone. Faktem jest - nigdy w życiu nie miałem tak doskonałej (na moje warunki) kondycji jak teraz. Czas jednak na zmiany bo jeszcze jakieś 30 do zrzuty. Znajomi prowadza siłownię i mógłbym być pod fachowym okiem trenera i to po znajomości smile PRzeraża mnie jednak czas na to poświęcony. I tak mam go mało ... Z drugiej strony - bez wyrzeczeń nie będzie efektów.

              ps. Tłuszczy nie unikam, jadam makrelę, łososia, tuńczyka, sałatki z oliwą smile Natomiast stronię od tłuszczy zwierzęcych nie wspominając o trans'ach.
              • anh-oe Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 24.10.10, 13:35
                znam ten bólsad. Mam w domu małe dziecko, męża jeżdżącego po połowie Polski i całą rodzinę na drugim końcu kraju. Ale cóż, sama jestem sobie winna, jakbym nie żarła to bym nie utyła, proste. Siłownię mam 4xtydzień (10 min rozgrzewka, 50-60 min siłowe, 20min interwały) i 2x aeroby (60min). Ale warto, bo duuużo lepsze wyniki niż po samych aerobach no i biceps ślicznysmile
                • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 25.10.10, 01:46
                  Wiem, sporo poczytałem artykułów na temat redukcji i treningu siłowego + aerobów. U mnie chyba juz czas na siłowy - bo aeroby nie przynoszą takich efektów. Owszem kondycha jest i to jak nigdy, siła też, sprawność itd. Tyle że te obciązenia nie są już dla organizmu problemem. Podejrzewam, że gdy zaczynałem pływać to 30 minut ostrego wysiłku kosztowało mnie nawet 400 - 600 kcal. Teraz będzie to max 60% tego mimo iż zasuwam w interwałach. Po prostu to czuję - mniej zmeczony jestem niż kiedyś. Jedyne co można zmienić to wydłużyć trening, ale to w moim wypadku w gre nie wchodzi. Na rower juz za zimno, na basen mam limity czasowe. Stąd decyzja o siłowni. Zaczynam dziś. Lecę spać żeby mieć siłę wink powyciskać.
          • zbig2007 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 24.10.10, 20:59
            > Oki, jadę z jadłospisem..

            Bartek zapodawaj menu kilka dni po kolei to może komuś coś zaświta smile
            po pierwsze szacun bo zrobiłeś większą drogę przez te pół roku niż ja kiedykolwiek, więc nie wypada mi tutaj uderzać w krytykanckie nutki wink
            ale nastawienie się że zastój będzie trwał nie wiadomo ile z powodu set pointa (dodajmy: domniemaneg, a już teoria że są trzy zastoje w życiu to jakaś magia) to jest skrajny pesymizm. Może jest coś co Cię blokuje (nie wiadomo: słodziki?, nabiał?, brak deficytu kalorii?)
            • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 25.10.10, 01:40
              Oki jadę z jadłospisem.

              Niedziela.

              Rano - Pasta z sera 0%, cebuli, markeli wędzonej, 2 kawy z mlekiem 4% (skondensowane light - nie do wyłącznenia z diety - bo nie wink ) + 3 kromki skromne chleba pełnego wypieku żony. Kawa słodzona aspartamem.

              Potem niestety w gosciach 2 herbaty z .. cukrem. Cukru na jakieś 40-60 kcal.

              Obiad - dwa dzwonka łososia + surówka lightowa warzywna. Zero węgli.

              Kolacja - ta sama pasta z makrela już bez kawy i chleba. Sama. Po drodze jeszcze przegryzka - 20 szt orzechów arachidowych niełuskanych.

              Porcje średnie, największe na śniadanie, potem stopniowo mniej. Głodny nie jestem, ale staram sie nie nażerać do oporu.

              Troche mnie rozkłada mam nadzieje, że jutro będzie okey bo idę 1 raz na siłownie z rana, znajomi prowadzą i mam obietnicę osobistego zainteresowania. Czyli poza aerobami trening siłowy. To musi rozruszać mój dietetyczny temperament wink

              A co do krytyki - Zbig - luzik - możecie mi dowalać - jak niesłusznie to będę sie odszczekiwac najwyżej. 8 miesiąc na diecie - wiem że zabrzmi to trywialnie - ale dla mnie to już część mojego nowego sposobu na życie - taki styl jedzenia mi odpowiada. A co do set-pointów - autentycznie czuję, że coś w niej jest. Jak wytłumaczyć postoje dokładnie w tych samych ramach wagowych gdy tyłem i teraz gdy redukuję? Zbierzność? Wątpię. Powiem tak - mam motywację do dalszej walki i choćby miała ona trwać nie rok jak zakładałem a 2,3 lata też wytrwam. Mam coś do stracenia? Nie jestem pesymistą - gdybym nim był to pewno już dawno przekroczyłbym 150 kilo i wyglądał jak project monster wink Wolę po prostu ewentualnie miło sie rozczarować, gdy waga spadnie szybciej niż to zakładają moje prognozy. I tak je zmieniałem i rewidowałem - na koniec października moj plan jest walniety o jakieś 9 kilo na plusie. Plan robiłem w marcu smile gdy szło jak z płatka. Takie życie wink
              • anh-oe Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 25.10.10, 07:28
                No to trzymam kciuki za dzisiejszą siłownię, daj znac co Ci trener dobrałsmile.
                A tak zapytam- jadasz regularnie? Czy przerwy masz dłuższe niż 3 godziny?
                Poproś trenera, niech Ci obliczy dzienne zapotrzebowanie na kcal i porównaj z kalorycznością dzienną. Może się okazac, że jednak bilans nie jest ujemny. No nie ma się co oszukiwac, od nadmiaru kalorii się nie chudnie. Ja wiem, że u agatstona nie liczy się kalorii, ale ta zasada wg mnie nie obowiązuje jeżeli włączasz do diety zakazane produkty typu cukier, wódeczka itpsmile.
                Ze słodzików nie chciałbyś przerzucic się na np diabex? Używam, bo nie mogę zdzierżyc tego gorzkawego posmaku słodzika, no i zawsze zdrowiej.

              • zbig2007 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 25.10.10, 08:58
                mój komentarz do niedzielnego menu (miej na uwadze że jestem bardziej hardcorowym wyznawcą paleo więc po pierwsze nie piszę przez pryzmat SB, a po drugie OK, że zadeklarowałeś odporność na krytykę bo będę się czepiał).

                1. pasta z sera 0% - a ile w takim serze jest węgli - oto jest pytanie. czy tam było 0% czy 4% tłuszczu to ma mniejsze znaczenie. Nabiał u niektórych ludzi powoduje wydzielenie insuliny i może jesteś takim właśnie przypadkiem?
                2 - już nawet nie będę się czepiać chleba bo to tabu na mainstreamowych dietach, ale 3 kromki?

                3. potem ten aspartam - tu też może dochodzić do wyrzutu insuliny, Robb Wolf opowiadał w swoim podcascie jak na seminarium pokazywał ludziom filmy z ciastami, słodyczami ("food porn" jak to nazwał) i u niektórych ludzi samo patrzenie na to zwiększało insulinę. Może jesteś takim przypadkiem?

                4. herbata z cukrem - to nie chodzi o to że kilka łyżeczek cukru to 60 kilokalorii, tylko że powoduje to wzrost insuliny, spadek glukagonu, przez co kropelki tłuszczu zgromadzone w Twojej tkance trudniej opuszczają swoją siedzibę żeby wejść do krwi i się spalić, tylko hormonalnie nastawiony jestes na oszczędzanie.

                5. orzechy arachidowe - to najmniej podejrzany "grzech" ale też mogą blokować spadek.


                Reasumując - może być tak, że od rana od śniadania chodzisz naładowany insuliną jak niedźwiedź przed zimą smile
                Dobrze Ci szło na dniach proteinowych, to może poeksperymentujesz dodając do "protein" jedne elementy, ale unikając innych spośród w/w przez np. tydzień.
                Takie bardziej paleo niż SB - mięso + warzywa OK, ale z rotacją mąki, nabiału, aspartamu (fuj!) żeby zobaczyć co najbardziej szkodzi.
                • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 26.10.10, 01:29
                  Zbyniu, w serku mało węgli głównie białko. Ser biały 'suchy'. Do tej pory jadłem go DUŻO i redukcja też była. 3 kromki owszem, wyjątkowo smile miałem świadomość że od 9.00 będę na czczo do 16.00. Zazwyczaj max 2 kromki - tak z 50 - 80 gramów. Aspartam - nie podlega negocjacji wink Zawsze go było dużo i jest go dużo. Mimo to co zaznaczam z uporem maniaka - nie przeszkadzał w redukcji. Herbata z cukrem - wina tego, że w gościach u ciotuchny byłem BEZ słodzika. Takie 'wyskoki' mają miejsce raz na 2-3 miechy. Czyli margines. Totalny margines podobnie jak ciastka czy słodycze. Ostatnio żarłem je na weselu smile czując deficyt węgli a nie mając już siły jeść wink Orzechy - do tego właśnie bym się przypier...tegolił bo jem regularnie. Już jak kupię kilo to po 2,3 tygodniach jest finito i nazad do sklepu.

                  Odebrałem wyniki morfologii. Krew w lutym była na czczo - 118. Dziś mam 86. Ideał. A więc insulinoodporność cofnięta. Stan przedcukrzycowy OUT. A więc gospodarka trzustkowa jest git. No w każdym razie na to wygląda po badaniu krwi. Nie sądzę bym teraz przeciążał trzustkę jak kiedyś.

                  A teraz dzisiejszy jadłospis:

                  Rano - 3 jajka, łyżka pesto na oliwie, plaster szynki jakieś 50 gram, 2 cebule, 2 pieczarki. 2 kromki chleba cienkie.

                  Potem Siłownia smile O matko ... aeroby a trening siłowy ... byłem miekki jak BUŁA. Zapisałem się. Będę ćwiczyc siłowo + aerobowo. Trener mi da ćwicznenia na redukcję.

                  Po treningu garstka mała nieprażonego ziarna sezamowego.

                  Obiad - pierś 250 gram, brukselka gotowana 200 gr, główka sałaty z oliwą + przyprawy + ocet balsamiczny.

                  Kolacja - wstyd. Sushi w knajpie. Do tego butelka. Wina wytrawnego. A potem druga już ... czegoś mocniejszego. Takie wyskoki zdarzają mi się rzadko (biały ryż). Mocne alko już prędzej. Wiem dziś dałem dupy i publicznie się kajam. Na pewno jutro sushi i wódki nie bedzie smile Mam cichą nadzieję, że te 500 czy 1000 kcal które dostarczyłem górką poszło podczas siłowni smile choć to mało realne.
                    • anh-oe Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 26.10.10, 08:19
                      przestaję się trochę dziwic temu zastojowismile
                      Najpierw wódeczka, kilka dni potem sushi, wino, zbyt długie przerwy miedzy posiłkami (8.00-16.00). Może i okazjonalnie, ale właśnie takie okazje spowalniają chudnięcie.
                      Bartek, poproś trenera, żeby dokładnie powiedział Ci co masz zjeśc zaraz po treningu siłowym. Ten sezam to nie był dobry posiłek. Obiad już lepiej, ale w ciągu jakiego czasu po siłowni został zjedzony? Posiłek powinien byc zjedzony maksymalnie w ciągu 60 min, najlepiej 30. Kiedy wiem, że mi się obiad opóźni to na siłowni piję białko na wodzie. Przez te kilka miesięcy redukcji trzymałam się posiłków białkowych po treningu, teraz mam "nakaz" dorzucenia węglowodanów ze względu na to, że mocno staram się o rzeźbę (tak też mam rozpisany trening, 4 serie po 20 powtórzeń, wcześniej miałam na budowanie masy, 4x12).
                      No i niestety trochę to takie oszukiwanie samego siebie- policz ile kcal ma wino i sushi. Policz ile spaliłeś na siłowni, bilans na pewno wyjdzie na plus. I tak to można przytyc, mimo intensywnej siłowni. Troch pułapka, nie?smile.
                      Miałam wczoraj dyskusję o zastoju. Moja trenerka bardzo podkreślała, żeby w czasie zastoju sobie absolutnie nie odpuszczac, nie grzeszyc, można zaprzepaścic cały wysiłek. Ale kiedy się kończy to waga idzie skokowo w dół, więc warto na ten moment poczekacsmile
                      No to trzymam dalej kciuki, ale już bez oszukiwania i grzeszenia, co?smile
                      U mnie do celu 8 kg. Do świąt, a potem ostatnie 3 kg zostawiam na nowy rok...
                      • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 26.10.10, 18:33
                        Faktycznie. Gdy zacząłem uważać ile i kiedy jem widzę już problemy. Jem więcej i rzadziej. Powinno być odwrotnie. Grzechy - one są sporadyczne, zdarzały się i wcześniej choć wtedy chudłem. Np przez całą dietę nie odstawiłem piwa (ale ze mnie wzór do naśladowania, nie?). I chudłem.

                        Miałem też zastój - od czerwca do lipca - 4 tyg. a potem faktycznie poszło jak z bata, 3 kilo w tydzien out.

                        4 serie po 20 powtórzeń? Ja pierdykam !!! Ja wczoraj (piewszy raz na siłowni od 12 lat byłem) ledwo robiłem 2x 15 powtórzeń. Budujące dla mnie jest tylko to, że dziś ... bolą ręce i nic więcej. Nie jest więc ze mnie taka buła jak myślałem wcześniej, jakąś kondycję i siłę mam, choć po siłowni ledwo łaziłem ze zmęczenia. Jutro znowu jadę smile Chyba się zawezmę i zimą 3x tygodniowo będę zasuwać po 2h + 2x basen po 40 minut. I na wiosnę Bartusia nie poznacie smile
    • kosmosik Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 26.10.10, 20:29
      Kiepsko że wolniej Ci spada, zastoje są do bani- w sumie jak facet nie obżera się pizzą, nie wcina kanapek i nie siedzi przez TV z czipsami po pracy a zamiast jedzie pomachać kończynami gdzieś to juz powinien chudnąć. Masz chłopie metabolizm jak baba co tu dużo mówić. Przybij piątkę wink
      I powiedz jeszcze masz Ty dzieci? Może rzeczywiście po siłowni Cię ruszy... powodzenia!
      • izawit1 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 27.10.10, 17:31
        Bartek tak czytam i czytam i mysle o tobie i jedynie co mi przychodzi do glowy to moze powrot do I fazy by ci pomogl. Wiesz I fazy SB, wyrzucic chlebek, makaron na 2 tygodnie i zobaczyc, przynajmniej jest pewne, ze jesli cos spadnie to nie wroci po ponownym przejsciu do II fazy. Bo te 3 kg, co wrocily po 10 dniach dukana to rzeczywiscie katastrofa po takim wysilku.

        Z mojego doswiadczenia wiem, ze organizm sie do wszystkiego przyzwyczaja i zeby znowy cos ruszyc potrzebna jest "jakas znaczaca" ZMIANA, tylko trzeba dobrac taka zeby after all nie bylo tego cholernego jo jo.

        Kolejna sprawa to moze organizm potrzebuje utrwalenia uzyskanej wagi, ja tak robie, odchudzam sie na wiosne, po jakis 3 miesiacach przestaje chudnac "samoczynnie", nastepnie probuje utrzymac wage do kolejnej wiosny (dorzucajac to i owo do menu) i znowu atak (= jakas ZMIANA) na wiosne i wtedy to dziala. Ale zakladam ze czekanie do kolejnego podejscia do odchudzania cie nie interesuje? Chcialbys zwyczajnie schudnac do wymarzonej wagi, prawda? Mi sie to nigdy nie udalo.

        To co? Co myslisz/myslicie o ponownej I fazie? Czy jestes juz zmeczony tymi zrywami? Domyslam sie ze to wszystko musi byc meczace, hm...
          • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 27.10.10, 19:43
            Iza to jest tak. Ja się nie odchudzam smile Ja zacząłem jeść z głową. A że niektórzy to nazwywają dietą ... spox. A że się chudnie przy okazji - same plusy. Najwyraźniej u mnie się zatrzymało z mojej winy. Widze to po analizie jadłospisu. Za dużo wyskoków. A to piwko, a to czysta, a to sushi a to srushi ... efekt taki że stoi waga albo powolutku down-uje.


            Uciekam więc od grzechów. Po drugie - trening siłowy. Siłka 3x tyg. Basen 2x. Powinno znacząco pomóc. Dziś byłem drugi raz na siłowni i już dostałem podwojenie ćwiczeń. Ledwo łapami ruszam - a o dziwo brzuch i nogi lekko bolą ale nie ma zakwasów - podejrzewam że to dzieki rowerowi i basenowi. Niestety przełamałem próg aerobów i same płwanie czy rowerowanie efektu nie przynosi w postaci redukcji. Pomoże mi trening siłowy smile Może czas jakiś waga będzie wisieć, ale zwiększę metabolizm powiekszeniem tkanki mięśniowej.

            Oki, spadam na basen rozruszać te ręce - dawno nie miałem takich zakwasów ... o matko, ale bolą wink
            • anh-oe Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 27.10.10, 20:10
              Lepiej trwaj na II fazie, skoro zacząłeś siłownię, I jest "za ostra"smile. Niech organizm ma szansę na przyzwyczajenie się, siłownią podkręcisz metabolizm i zobaczysz spadki. No, może nie spadki na wadze (bo masa mięśniowa wzrośnie) ale na pewno w obwodach.
              Teraz już bez grzeszków jedź dalej.
              Czy badasz tętno podczas aerobów? Bo może się okazac, że nie wchodzisz już na próg spalania, wyrobiłeś kondycję. I takie ogólne 130/min nie zawsze musi byc skuteczne. Warto obliczyc minimalne tętno, to zależy od wieku, tętna spoczynkowego, wagi. U mnie to jest 151/min, wtedy najefektywniej spalam. Może i tu leży problem?
              • bartek8241 Re: Marazm Bartka + o pewnej teorii w praktyce 28.10.10, 10:45
                Na basenie nie mam jak mierzyć tętna smile nie wiem czy mój czujnik pulsu jest wodo odporny - podejrzewam że nie. Natomiast na rowerze starałem się działać w zakresie cardio - w moim wypadku od 145 do 165. Wczoraj na siłce na koniec trener zapodał mi 15 minut roweru stacjonarnego - w te 15 minut musiałem się nieźle napocić wink bo poszło 110 kcal. A puls falował między 150 a 155. Zlazłem z roweru ledwo żywy, jednak jazda po mieście mniej mnie męczy ... albo to efekt wcześniejszego treningu siłowego i zmęczenia.

                Natomiast wieczorny basen był cudowny. Miałem mega zakwasy tricepsów i innych mięśni łap, popływałem 40 minut i jak ręką odjął. Na dodatek zrobiłem swoje założenie czyli 1 km i co drugi basen kraulem. I nawet się specjalnie nie zmęczyłem.

                Dziś rano .... JUPIIIII .... Waga w końcu w dół. W stosunku do dn. wczorajszego 700 gr.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka