Czy warto?

22.08.04, 18:09
Pytanie kieruję do specjalistek od tej diety.Nie mam nadwagi ani problemów z
ukladem krwionośnym ale bardzo chciałabym schudnać w oklicy tali,przy
wzroscie 170 waże 56 kilo,czy warto zastosowac tą dietę w miom przypadku.W
sumie nie chodzi mi zebym ważyłą mniej tylko zeby okolice tali sie
zmniejszyły, dodam ze ćwicze ale skutków raczej nie widac.Dzieki za odpowiedż.
    • dominikams Re: Czy warto? 22.08.04, 21:03
      Wiesz, specjalistką jeszcze nie jestem, ale jeśli masz tłuszczyk w okolicy
      talii, to oczywiście - tam najszybciej ubywa (wg tego, co właśnie
      przeczytałam). Poza tym to nie tylko chodzi o schudnięcie (ja taż mam tylko 2 -
      3 kg do zgubienia), dla mnie przede wszystkim to zdrowie. I jedyny sposób, zeby
      zmusić męża, by zadbał o siebie ( a musi, bo je fatalnie i pewnie stan zdrowia
      nie najlepszy)
    • askur Re: Czy warto? 23.08.04, 08:14
      Dzięki za odpowiedż.Dziś poszukam książki.
      • justynek13 Re: Czy warto? 23.08.04, 14:21
        jak nie masz problemow z waga zacznij od II fazy
    • gonia102 Re: Czy warto? 23.08.04, 17:47
      Ja zaczynałam z podobnego pułapu - 170 wzorstu i 57 kg. Przed dietą przez rok z
      przerwą zimową, dość dużo ćwiczyłam, zwłaszcza siłowo, więc część z tego to
      były (i są) mięśnie. Po tygodniu w bardzo łatwy sposób zeszłam do 54,5. Tutaj
      niestety mój organizm się zbuntował i teraz na dwa dni przed końcem ważę 54,4.
      Dobiłam do dolnej granicy "zdrowej" wagi, więc utrzymanie dalej takiego tempa
      chudnięcia byłoby nawet dziwne. Zawsze tak mam. Po drodze miałam nawet chwilowy
      wzrost do 55. Ale to raczej związane było z zatwardzeniami (niestety są i nie
      jestem tutaj wyjątkiem) i późnym jedzeniem i piciem przy kolacji.
      Różnicę między nami może jednak stanowić obwód w talii. Ja mam skurat inne
      problem - przed dietą miałam 63 w tali. Teraz mam 62. Moje pole bitwy to biodra
      i uda. Mimo to schudłam również w talii.
      Nie wiem jaką masz budowę. Układu kości dietą nie zmienisz. Ja też pewnie nigdy
      nie będę miała idelanych nóg - musiałabym sobie kolana obłupać, ale ważne że
      idzie w dół.
      W moim przypadku, w twoim sądząc po wadze też, zalecane porcje były większe,
      niż moje dotychczasowe odżywianie. Mimo to chudłam, ale na dłuższą metę jest to
      uciążliwe - krojenie też trwa. Teraz staram się utrzymywać nadal zalecaną ilość
      posiłków oraz ich "ideę", ale jeśli na kolajcę są na raz - mięcho, gotowany
      kalafior, fasolka szparagowa i sałatka (porcje sałatek nie są małe), to
      rezygnuję np. z fasolki, albo kalafiora. Poza tym na śniadanie porcje omletów
      dzielę na pół - zamiast z 2 jajek, jem porcje z jednego jajka. W końcu dieta ta
      została opracowana dla grubych Amerykanów o rezepchanych brzuchach. Nas to nie
      dotyczy. Nie ma po co sobie te brzuchy rozpychać. W drygiej fazie chcę
      właściwie nadal jeść podobnie, ale na przekąski przed lunchem chcę jadać owoce,
      na śniadania nie zawsze jajka, ale co drugi dzień i marzę o winie do kolacji od
      czasu do czasu. Poza tym na lunch nadal sałatka, na kolajcę coś na ciepło
      (rybcia, soja (kto wytrzyma wciąż mięcho?) lub zapiekane warzywa, ale lub, a
      nie i) i sałatka. No i deserki z ricotty - pycha! Zwykłą ricottę rozcieńczam
      Danonkiem naturalnym bez cukru, reszta według zaleceń w ten sposób mam do 4
      porcji deserka.
      Ja chcę zejść do 50 - 51 kg. Jak dotarłam do tej diety, to byłam o krok od
      zastosowania zupy kapuścianej - działa, nawet prędzej, raczej też nie ma efektu
      jo-jo, ale odwadnia i zakwasza organizm. Poza tym to jest śmierdzące
      paskudztwo. Przy stylu odżywiania Agatston'a wolę chudnąć woniej, ale
      smaczniej. No i jestetm pewna o swoje zdrowie.
      Nauczyłąm się też gotować. Zaczęłam używać świeżych przypraw i wyciskanego
      czosnku. Aby było łatwiej każdą rybę zastępuję łososiem (ciekawe gdzie można
      kupić np. Mai-mai). Chudy bekon pomijam - ten nasz rodzimy nie jest chudy.
      Odtłuszczoną mozarellę zastępuję chudym twarożkiem. Ricottę rozcieńczam Danonem
      naturalnym bez cukru. Zamiast wołowiny i wieprzowiny, których nie jadam jem
      filet z indyka, albo kotlety sojowe firmy Sante. W ten sposób zakupy mogę robić
      w Tesco i nie szukam niesamowitych produktów (np. kabaczków, rukwii i
      roszponki). Te rzeczy zmieniam. Ja jestem zadowolona. Schudłam jedząc same
      pyszności. Męża nie udało mi się namówić na zrezygnowanie z coli czy piwa, ale
      po moich dankach nie ma nawet ochoty na jakieś pogryzanie. Niestety on nie jada
      śniadań, więc w nocy atakuje lodówkę i wyżera mi ser zółty w plasterkach - ma
      jednak teraz tylko ten 17%, więc OK. Zresztą on nigdy nie miał kłopotów z wagą.
      Reasumując - polecam.
      Jak chcesz zaatakować brzuch, to idelany będzie jeszcze dla ciebie Pilates -
      książka Denise Austin do kupienia wszędzie, nawet w Tesco. Tak samo, jak Dieta
      South Beach. Poza tym można jeszcze kupić już pierwszą kasetę z ćwiczeniami po
      polsku - www.pilates.com.pl.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • askur Re: Czy warto? 23.08.04, 22:41
      Strasznie dziękuję za taki odzew i dokładny opis (zwłaszcza goni 102).Kupiłam
      dziś książke i kilkanaścieie produktów(jak przyszłam do domu to sie okazało ze
      to w większości serki i warzywa)Masz rację goniu 102 że jadam mniejsze porcje
      bo dziś na próbę spróbowałąm zjeść jeden z propnowanych obiadów i w całości
      nie podołałam(nie mówiąć już o deserze i tak czuje się objedzona)Zastanawiam
      sie tylko czy czy konieczne są te przkąski.BO ani nie chce mi się ich
      przygotowywać ani nosić do pracy.Namówiłam dziś także swoją przyjaciółkę na te
      dietę.Zawsze to rażniej ale bardzo też podniósł mnie na duchu ten opis bo w
      rqazie czego zawsze moge się zwrócić do Was.Co do ćiwczeń napewno się nad tym
      zastanowię ale z brzuchem raczej nie mam kłopotu, mam za to pieknie wychodowane
      tak zwane przezemnie "boczki"
      Dzieki pozdrawiam pa
      • gonia102 Re: Czy warto? 24.08.04, 11:03
        Hej,
        Niestety przekąski są konieczne. Ja czasem jedną pomijam, ale staram się tego
        unikać. Można natomiast zamiast 2 roladek zjeść 1. Moim zdaniem starczy. Seler
        nadziewany serkiem traktuję jako gałązkę (jedną!) selera naciowego i wtedy to
        jest przekąska. Polecam książkowe sosiki do sałatek - pycha!
        Jak się doczytać w książce - warto przeczytać ją całą - to zrozumiesz, że są
        częścią całego pomysłu. Generalnie chodzi o regulację wydzielania insuliny.
        Małe przekąski z białkiem, tłuszczem i błonnikiem zaspokajają apetyt i w
        rezultacie potem jesz mniej. Zresztą jeśli tylko parę razy je zastosujesz, to
        sama zauważysz, jak łatwo organizm się do nich przyzwyczaja, podpowiadając ci
        przy okazji, co dla niego dobre. Teraz w porze przekąski odczuwam właśnie
        taki "mały głodzik".
        No to pa
        Idę po trójkącik serka
        Pozdrawiam
        Gosia
Pełna wersja