balbina_alexandra
29.06.07, 22:50
Jestem drugi dzień na I fazie, bardzo ostro przeze mnie zmodyfikowanej,
(drastycznie obcięte węgle + koktajle białkowe) i po prostu nie mogę uwierzyć
że przecież jeszcze niedawno SB wyznaczała mi nowy zdrowy styl odzywiania, że
ciągnęłam pierwszą fazę tak długo, że tyle schudłam... Po raz pierwszy od pół
roku odchudzania mam autentyczny kryzys. Kryzys wielki jak góra... Od dwóch
miesięcy jestem na utrzymaniu, niby 3 faza nie chcę już więcej chudnąć, i wagę
trzymałam cały czas ładnie, jedząc sporo (ale zdrowo), ćwicząc. Miałam
ostatnio wyjazd i chyba z chęci udowodnienia sobie, że mogę jeść wszystko
zaczęłam się opychać słodkim. Nie przytyłam właściwie, bo co to jest te marne
0,2 kg, za to chyba zacukrzyłam się znów. Truskawki na finiszu, więc mogę
wyrzucić węgle z diety, nie zależy mi już tyle na chudnięciu co zredukowaniu
body fat, stąd to dietowanie teraz. Drugi dzień i czuję po raz pierwszy że nie
dam rady, czuję że moja dieta, ba, całe moje zdrowe żywienie mnie przerasta.
Nie daję rady, niby nie jestem głodna (jem co 3 godziny) ale okrutnie mnie
ciągnie do rzeczy zakazanych
Chyba znów wpadłam w ciąg uzależnienia od węgli - pewnie miałam podobne
odczucia na samym początku dietowania, ale się zapomniało. Pamiętam tylko
moment szału jak kupowałam pieczywko dla mieszkającej ze mną siostry, jak
zapach świeżo upieczonego chleba doprowadził mnie do zgoła obłędu. Muszę chyba
przetrzymać
Jak radzicie sobie z kryzysami, zwłaszcza na początku jedynki? Wiadomo że
organizm pozbawiony węgli zaczyna wariować i strasznie cięzko jest się nie
poddać od razu na wstępie...