jan.kran 14.01.10, 09:16 Najpierw chciałam nadac tytuł wątkowi " Deser w Breslau " ale ile razy napiszę słowo na B... to potem ktoś przychodzi i mnie wyzywa:PPPP www.smakiwroclawia.pl/artykuly/286/Bomby-wroclawskie Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
brezly Re: Wrocławskie bomby:) 14.01.10, 09:48 Mam gdzies przepis na "Liegnitzer Bombe" czyli bomba legnicka. A wiesz ty, Kran co to "Kratusprache"? PS. Kran - ja chce opowiesc o pszczolach na poligonie. Kuniecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
jan.kran Re: Wrocławskie bomby:) 14.01.10, 10:12 No co Ci mam powiedzieć o tych pszczouach , poczekaj... A to było tak. Wrzosowy miód można uzyskać kiedy pszczoły stoją blisko wrzosowiska. A najlepsze i najbliższe byly w zielonogórskiem , na ruskich poligonach. Związek Pszczelarski w Oleśnicy gdzie tatuś nalezał co roku rozdzielał miejsca na wrzosowiskach między swoich członków. Muszę sie dokładnie dopytać jak to bylo ale pamiętam że co roku było pytanie czy ruskie wpuszczą:)) A dochód z miodu wrzosowego był istotny dla naszej rodzinnej kasy bo czysty miód wrzosowy był w cenie. Na miejscu w zielonogórskiem byli zaprzyjaźnieni pszczelarze którzy już od wiosny negocjowali z Rosjanami:)) Jeden z miejscowych pszczelarzy , pochodzacy ze wschodu , nie dosyć że znał perfekt rosyjski to jeszcze ich mentalność i pojawiał się u rosyjskiego naczalstwa ze zgrabną banieczką samogonu coby ustalić warunki:PPP Po długich negocjacjach dochodziło do konsensusu :) Muszę powiedzieć że ruskie nie brały łapówek pieniężnych , tylko w naturze. Najchętniej alkohol ale miodem i innymi naturaliami nie gardzili. To było Brezly naprawdę niesamowite wedrzeć się na rosyjskie tereny wojskowe, Sciśle strzeżone ale jakoś wiele lat szło. O kanonadzie wspominałam w innym miejscu:)) Po prostu Rosjanie mieli ćwiczenia z ostrym ogniem i jakoś im się zapomniało poinformować pszczelarzy stojących na linii ognia żeby się na momet dzialań wojsk sprzymierzonych wynieśli. Ja akurat nie byłam obecna ale znam z opowiadań . Rodzice i innie pszczelarze mieszkali na poligonie miesiąc. Mieli domki campigowe, infrastrukturę , żeby ten miesiąc w lesie miło spędzić. I pewnej nocy moich rodziców obudził świst kul:PP Umknęli szybko a następnego ranka zjawił się jakiś < w międzyczsie zaprzyjaźniony > rosyjaki oficer z przeprosinami:PPPP Odpowiedz Link Zgłoś
ab_extra Pani Kranowo 14.01.10, 21:48 A to trzeba z tymi pszczołami mieszkać? W Grecji wiosną wywozi się całe pasieki ciężarówkami w góry i tam zostawia (w maju góry są całe żółte od kwiatów). Spotykaliśmy takie pasieki, po kilkadziesiąt uli na zupełnych bezludziach, kilkadziesiąt kilometrów od jakiejkolwiek wioski. I żywego ducha w pobliżu. Pytam, bo nie mam z takimi praktykami doświadczeń, choć mój ojciec też był pszczelarzem, tyle, że stacjonarnym. Ule stały w ogrodzie. Ale przyzna Pani, że gdy nadszedł dzień wkładania ramek do wirówki, to było wydarzenie, nie? Ja najbardziej uwielbiałem żuć kawałki wosku, nasączone miodem, które odrywały się od plastrów w wirówce :))) Odpowiedz Link Zgłoś
jan.kran Re: Pani Kranowo 15.01.10, 00:28 ab_extra napisał: > A to trzeba z tymi pszczołami mieszkać? W Grecji wiosną wywozi się całe pasieki > ciężarówkami w góry i tam zostawia (w maju góry są całe żółte od kwiatów). > Spotykaliśmy takie pasieki, po kilkadziesiąt uli na zupełnych bezludziach, > kilkadziesiąt kilometrów od jakiejkolwiek wioski. I żywego ducha w pobliżu. > Pytam, bo nie mam z takimi praktykami doświadczeń, choć mój ojciec też był > pszczelarzem, tyle, że stacjonarnym. Ule stały w ogrodzie. -----> Panie Ab Extra. Mam wrażenie że to zamieszkanie na wrzosach miało jakiś aspekt obronny ... żeby przez miesiąc pasieka nie uległa zagładzie a poza tym cos tatuś zawsze w ulach grzebał na tych wrzosach , ustawiał i przekladał. Natomiast kiedy pszczoly były wywożone na rzepaki , kilkanaście km od miejsca stacjonarnego rodzice tam nie mieszkali tylko tatuś codziennie odwiedzał pasiekę na wyjeździe. > Ale przyzna Pani, że gdy nadszedł dzień wkładania ramek do wirówki, to było > wydarzenie, nie? Ja najbardziej uwielbiałem żuć kawałki wosku, nasączone miodem > , > które odrywały się od plastrów w wirówce :))) --------> Ja też :) Poza tym uwielbiałam wyjadać pyłek z ramek oraz zajadać pszczele mleczko pomieszane z miodem , niepowtarzalny smak. A o zaletach kitu pszczelego mogę długo ... Tak że pszczoua dużo produkuje nie miód li tylko ... Kran Odpowiedz Link Zgłoś
ab_extra Re: Pani Kranowo 15.01.10, 08:21 No, od czasu do czasu, to trza było cos tam robić, ale daleko rzadziej, niż codziennie. Zimą dokarmiało się, gdy było trzeba, sprawdzało, czy ciepło nie zwabiło jakiego gryzonia, potem zakładało się nowe ramki z plastrami. No i trza było zdążyć z odszukaniem nadliczbowej matki, zanim zacznie się afera z wyrojeniem :) Zbyt częste grzebanie, to był jednak duży stres dla ula. Odpowiedz Link Zgłoś
jan.kran Re: Pani Kranowo 15.01.10, 09:41 ab_extra napisał: > No, od czasu do czasu, to trza było cos tam robić, ale daleko rzadziej, niż > codziennie. Zimą dokarmiało się, gdy było trzeba, sprawdzało, czy ciepło nie > zwabiło jakiego gryzonia, potem zakładało się nowe ramki z plastrami. No i trza > było zdążyć z odszukaniem nadliczbowej matki, zanim zacznie się afera z > wyrojeniem :) Zbyt częste grzebanie, to był jednak duży stres dla ula. ------------> Zimą się pszczouów nie dokarmia:) Czlowiek jest wredny i zabiera im miód a jesienią podaje syrop z cukru coby miały coś na zimę:) Potem się zamyka pasiekę aż do marca , jakoś tak. Grzebać trzeba o tyle coby poukładac odpowiednio ramki, żeby było dośc czerwiu i innych ingrediencji , ogólnie to jest robota non - stop od wiosny do jesieni Ale moja rodzina miała nie pasiekę tylko fabrykę. Z rzepaku w dobrych czasach było do tony miodu , inne pożytki kilkaset kilo... O rójkach Panie Ab Extra mi nie wspominaj:))) One wredne te pszczouy som. Wybierały sobie z reguły najwyższe drzewa żeby się tam umieścić i potem tatuś z drabiną latał po okolicy żeby tych buntowników złapać i wsadzić do wora:PPPP Pozdrawiam miodowo Ula :) Odpowiedz Link Zgłoś
ab_extra Re: Pani Kranowo 15.01.10, 10:46 A nie nie. Czasem się zima przedłużała, a te cholery na przednówku wyżarły już wszystko do czysta. A ojciec martwił się, skąd zdobyć tyle cukru, zwłaszcza od późnego Gierka. Ale wyroje miały też swoje plusy. Od czasu do czasu pojawiał się skądś nowy rój i zasiedlał jakiś pusty ul :) Odpowiedz Link Zgłoś
brezly Re: Wrocławskie bomby:) 14.01.10, 21:51 Dawnych wspomnien czar, kurcze :-))) DziekiKran :-) Odpowiedz Link Zgłoś
jan.kran Re: Wrocławskie bomby:) 14.01.10, 10:13 brezly napisał: > A wiesz ty, Kran co to "Kratusprache"? -------------> Nie wiem Brezly ... Odpowiedz Link Zgłoś
drzejms-buond Re: Wrocławskie bomby:) 14.01.10, 10:20 ja przepraszam uprzejmie ale TO nie wygląda najlepiej www.smakiwroclawia.pl/_cache/_thumbs/D8/d8a0daee6196b29881c4e39e86c6a12f.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
jan.kran Re: Wrocławskie bomby:) 15.01.10, 00:51 brezly napisał: > Krautsprache, kurde :-) -------> Nadal nie wiem ... Odpowiedz Link Zgłoś