rainbow1988
01.01.12, 21:18
I znowu to samo….. kolejny wstrząs, kolejne załamanie nerwowe, co dalej, co robić? Może wyjść zobaczyć co robią inni? Ale po co… już wieczór zresztą podobno koniec już bliski, wszyscy tak mówią, każdy żyje z przeświadczeniem ze może to być ostatni dzień jego egzystencji. Oczywiście lad i porządek SA zachowane, wszystkie normy moralne SA przestrzegane aby do końca trwać w człowieczeństwie…. To dziwne bo zawsze myślałam ze kiedy już wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują koniec to tak zwane zezwięrzęcenie człowieka przed którym ostrzegają duchowni musi w końcu zaistnieć. A tu niespodzianka, cisza i spokój i to nieracjonalne poczucie obojętności…… Po co w ogóle trwać w tych samych zachowaniach i przyzwyczajeniach kiedy niechybnie jesteśmy skazani na zagładę? To chyba pozostanie dla mnie – 22 letniej pracownicy kliniki transplantologii zagadka…..
I
7.00 Poniedziałek, 13 marca 2046 Dzień dobry dr Bravado. Życzę miłego dnia pracy.
Każdego dnia rano ten sam żałosny komunikat wita mnie kiedy loguje się w systemie rejestracji pracowników. Czy nie wystarczyło by sama data? Przynajmniej to jedyna zmienna, no cóż mam to gdzieś idę dalej może dziś cos się wydarzy…. I się wydarzyło ! wchodząc do laboratorium zaczepiłam o tackę z jakimiś probiotykami która to pewnie ten idiota i debil Zakij zostawił zamiast zanieść do chłodziarki. Gdyby nie był protegowanym przełożonego to bym go wyśmiała i wyzwala od najgorszym łajz jakie chodzą po świecie… szkoda ze promieniowanie nie zamieniło mu mózgu w papkę został by przynajmniej zutylizowany… hehe. Cholera musze umyć łapy bo mam cale w tej mazi… Gdzie ta Maisa przecież sama nie będę tego sprzątać…
- dzień dobry Monica. Cos spadło? Już sprzątam. Maisa akurat przechodząc zauważyła dr. Bravado w laboratorium stojącą nad rozbitymi próbkami. Jako ze to ona załatwiła jej posadę w klinice czuła się zobowiązana do natychmiastowej pomocy chodziarz często nie lubiła humorów jakie jej towarzyszyły o godzinie 7 rano.
- OK. Nie pali się to wina Zakija nie powinien tego tu zostawiać, a propos gdzie on jest?
- Podobno został oddelegowany przez szefa do jakiegoś nowego projektu w skrzydle C. Ale sama Niewinem.
- no tak przez szefa – pomyślała Monica – w porządku dzięki Maisa potem go znajdę idę do łazienki.
Jak ja nie lubię tej jej służalczości! Mogła by po prostu to posprzątać i tyle….. i może jeszcze zapytać jak się czuje albo czy nic mnie nie boli? Totalna obojętność a przecież znamy się od czasów przeprowadzki….
Po starannym 7 minutowym umyciu dłoni Monika podąża jak zwykle do części laboratorium gdzie nowe organy tworzone SA z pojedynczych komórek pacjentów zakwalifikowanych do przeszczepu.
- o cześć jak leci? – zapytał Musad II lekarz w klinice i I laborant czyli częściowo przełożony Moniki ale pozostający z nią w koleżeńskiej relacji.
- cześć Musad wczoraj znowu był wstrząs – nie mogę się przyzwyczaić za każdym razem czuje się jak bym uciekała z rodzinnego domu jeszcze przed wojna.
- HAHAHAH – roześmiał się Musad – miałaś przecież wtedy chyba rok! Nie możesz tego pamiętać!
- mogę i pamiętam – nie słyszałeś o pamięci nabytej jeszcze w łonie matki? Ja mam ja poszerzona o najmłodsze lata.
- hmm, no tak – z politowaniem przyznał Musad robiąc przy tym swoje miny a ze nie miał w zwyczaju zbyt często chodzie do fryzjera ani golic twarzy wyglądał przy tym jak książkowy przykład ortodoksyjnego islamskiego bojownika.
- wiesz cos o Zakiju? Podobno poszedł do jakiegoś nowego projektu.
- nieeee - odparł Musad zbywając przy tym Monice – chcesz kawy?
- tak, poproszę – Monica pomyślała ze skoro nie chce powiedzieć to nie będzie dopytywać bo nie chce wyjść na wścibska jednocześnie wiedziała ze Musad cos wie gdyż z racji tego iż jest byłym wojskowym ma większy dostęp do informacji niż ona.
- podobno nasi SA już na Wenus – jak by od niechcenia zagadnął Musad jednocześnie podając jej kubek czarnej kawy.
- serio? Nic nie wiedziałam wczoraj miałam dość o poszłam wcześniej spać. I co wiesz cos więcej? Dopytywała Monica zapominając całkiem o kawie.
- tylko tyle co wszyscy. –ironicznie odpowiedział.
- czyli?
- Jest tak jak się spodziewaliśmy, chyba nie wszyscy będą mieli szczęście – tajemniczo odparł.
Monica już miała wydusić z niego wszystko co wie kiedy nagle rozległ się głośny alarm ewakuacyjny.
- ku... znowu wstrząs! Zabezpiecz próbki. Szybko! – krzyknął Musad.
Monica jednym ruchem zwolniła dźwignie zamykająca właz do tzw lodówki . Wszystkie jeszcze nie do końca wyhodowane organy i te dopiero w fazie prenatalnej zniknęły za ciężkim tytanowym walcem z logo „ Lorie trans”. Jednej z pierwszych powojennych fabryk organów dzięki której podobno tysiące ludzi przetrwało choroby popromienne i inne skutki skażenia czego oczywiście nie możemy potwierdzić z racji braku jakichkolwiek danych.
Musad i Monica pobiegli do windy która zjechali do strefy czerwonej zwanej tak od kolorowych czerwonych lini które pokrywały ściany sektora D. Kiedy byli już bezpieczni jakieś 25 metrów pod ziemia udali się do Sali przyjęć gdzie rejestrowano wszystkich pracowników aby potem odnaleźć ewentualnych zaginionych. W miedzy czasie kilka silnych wstrząsów było odczuwalnych nad ich Glowami.
Musad Khaliri i Monica Bravado – z uśmiechem na zarośniętej twarzy Musad podął dane starszej pani w okienku.
- to co idziemy na druha kawę ? zapytał Musad.
- chyba nie, mamy nic innego do roboty – z grymasem odpowiedziała Monica.
Kiedy szli w stronę małego malego bufetu na końcu ogromnej chyba 400 metrowej Sali do której dochodziły 3 odnogi z każdego sektora badawczego w Glowie Monici ciągle kłębiły się te same myśli…
Co miał na myśli Musad mówiąc ze nie wszyscy będą mieli szczęście? Z pewnością nie będzie chciał mi dokładnie tego wyjaśnić, odkąd wyszła na jaw afera z szemranymi próbkami Musad jest nie ufny nawet w stosunku do mnie… ale Wiem ze on cos wie… Musze dziś zadzwonić do Naruto on podobno pracował z technikami przy projekcie skafandrów na wypadek awarii stacji wiec może…
- z mlekiem? Zapytal Musad
Co? Yhh tak, jasne.
- jesteś jakąś zamyślona, nie przezywaj tak tych wstrząsów przecież już niedługo wszystko powinno się zimnic dla nas na pewno otworzą się jakieś nowe możliwości.
Nim Monica zdarzyła odpowiedzieć podszedł do nich główny kierownik placówki dr. Hagens jeden z niewielu uczonych niemieckiego pochodzenia którzy współpracowali przy tworzeniu ośrodka a wcześniej służyli na froncie. Mimo tego ze wydawało by się SA z jednego obozu z Musadem to nie dążyli się zbytnia życzliwością.
- Mam nadzieje ze żadne nasze badania nie ulęgły zniszczeniu? Zapytał Kutko Hagens.
- Nie, zachowaliśmy profesjonalizm. Zdawkowo i trochę złośliwie odpowiedział Musad.
- to dobrze , dobrze. Jak zawsze wyprostowany prawie na baczność Hagens odszedł w stronę malej grupki inżynierów wyższego szczebla.
„ WSZYSCY ZEBRANI W SALI BEZPIECZENSTWA PROSZENI SA O POWROT DO SWOICH STANOWISK PRACY ”
Komenda z megafonu to znak ze już po wszystkim przynajmniej na chwile, w ostatnim miesiącu wstrząsy nękające ta cześć europy nasiliły się do tego stopnia ze ze względów bezpieczeństwa pol roku temu cześć małych ośrodków na obrzeżach kontynentu zostały przeniesione do naszej stacji głównej. Wynikiem tego jest lekko mówiąc ciasno – pełno kreci się różnych typków, zwykle to ciemnoskórzy ale zdarzają się tez takie rodzynki jak Zakij – arab albinos albo kto tam go wie skąd się wziął. Monica często zastanawiała się jak taki przygłup o niewyjaśnionym pochodzeniu mógł wpaść w oko Hagensowi ze ten zrobił go swoim podopiecznym to był kolejna zagadka dla młodej laborantki.
Ale jeszcze dziwniejsze było to ze nie zauważyła Zakija w strefie bezpieczeństwa. A przecież będąc na terenie ośrodka Musi