opolak
05.06.12, 08:21
opole.gazeta.pl/opole/1,35114,11865213,Zgrzyt_na_festiwalu__Bedzie_nauczka_na_przyszlosc_.html#ixzz1wtgSUOcl
Chętnie napisałbym, że podczas niedzielnego koncertu w amfiteatrze wszystko było na najwyższym poziomie: muzyka, wokalistki i wokaliści, publika oraz atmosfera. Niestety, w połowie tej pięknej imprezy pojawił się pewien dysonans, który nieco popsuł wrażenie całości
Piszę to z przykrością, bo opolski koncert zorganizowany przez Narodowe Centrum Polskiej Piosenki jest naprawdę za co chwalić.
Po pierwsze, sam pomysł na imprezę okazał się trafiony. Przypomnienie największych hitów Anny Jantar i Jarosława Kukulskiego oraz jubileusz popularnych rockmanów z T.Love to strzały w dziesiątkę.
Po drugie, poziom muzyczny był niesamowicie wysoki. O ile w wypadku T.Love można było praktycznie być pewnym, że będzie dobrze, o tyle koncert piosenek Jantar i Kukulskiego do końca pozostawał wielkim znakiem zapytania. Owszem, wiedzieliśmy, że ich utwory zaśpiewają utalentowani artyści oraz za ich aranże odpowiada Adam Sztaba. Nie było jednak wiadomo, jak odnajdą się w tym repertuarze oraz czy Sztaba nie przesadzi z unowocześnianiem.
Wszystko tu jednak zagrało. Zasługa to nie tylko udanych interpretacji wokalistów, ale i idealnego połączenia orkiestry symfonicznej z rozbudowaną kapelą rockową.
Po trzecie, koncert utworów Jantar i Kukulskiego był pozbawiony typowej konferansjerki. Zamiast tego z ekranów można było oglądać wspominki znajomych twórców. Wspominki bez zadęcia, traktujące zarówno o ich miłości, poczuciu humoru Kukulskiego, jak i śmierci Jantar (zabrakło tam dla młodszych podpisów, kim są osoby się wypowiadające, ale to chyba moje subiektywne odczucie), a sporo ludzi na widowni przy wypowiedziach płakało ze wzruszenia.
Podobnie jak i podczas słuchania muzyki.
Mnie łza z oka nie poleciała, ale słuchając większości kompozycji, czułem ciarki na karku. Koncert naprawdę robił wrażenie. Choć gdyby ktoś z zewnątrz patrzył na widownię, to doszedłby do wniosku, że ze sceny wieje nudą. Wszak nie było biesiadowania i tańców, które tak bardzo lubi pokazywać telewizja. Ale też nie była to biesiadna impreza, ale melancholijny, nastrojowy koncert, podczas którego widownia skupiała się na tym, czego słucha.
O T.Love trudno się rozpisywać. Muniek Staszczyk z ekipą dali solidny show, który z każdą minutą sprawiał, że na miejscach siedziało coraz mniej ludzi, a coraz więcej bawiło się w rytm muzyki. Pod koniec nie siedział już nikt i wykrzykiwano teksty wraz z Muńkiem. Warto też pochwalić gościnne występy przyjaciół zespołu T.Love, czyli Kory, Johna Portera i Artura Rojka. Szczególnie ten ostatni świetnie sprawdził się w "Bogu", a "Nienawiść" z repertuaru zespołu Myslovitz (z którym Rojek się rozstał) zabrzmiała z taką mocą, że można spokojnie powiedzieć, że był to jeden z najlepszych kawałków, jakie publiczność usłyszała w niedzielę w opolskim amfiteatrze.
Co w takim razie było owym zgrzytem, który popsuł nieco wrażenie całości? Otóż po pierwszej części imprezy na scenie pojawiła się Natalia Kukulska, córka Anny Jantar i Jarosława Kukulskiego. Natalia wyszła, aby podziękować za koncert, który koordynowała. Na jej widok ludzie zgotowali taką owację, że artystka gotowa była wspólnie z innymi artystami zaśpiewać nieplanowany bis. Po dłuższej chwili okazało się jednak, że nie ma na to zgody realizatorów. Bo czas nagli, a T.Love czeka.
Myślę, że Muńka pięć dodatkowych minut by nie zbawiło, a publika byłaby usatysfakcjonowana. Szczególnie że koncert nie był transmitowany, więc można było sobie pozwolić na odejście od scenariusza. Niestety, okazało się, że nawet na imprezie niepodporządkowanej dyktatowi telewizyjnej ramówki widownia wcale nie jest najważniejsza. Najważniejsza okazała się ekipa TVP, która koncert rejestrowała, a którą organizatorzy mieli podobno zakontraktowaną tylko do północy.
Czy powinniśmy stosować tak czołobitne podejście do TVP, skoro miasto zapłaciło ciężkie pieniądze za to, by koncert był nagrany (i być może wydany również na DVD)? Jeśli płaci, to wymaga.
Słowem - szkoda. Bo całej nieprzyjemnej sytuacji można było uniknąć. Wtedy wrażenie po koncercie byłoby wręcz nieskazitelnie dobre.
Tymczasem opolska publiczność opuszczała amfiteatr zadowolona, ale zniesmaczona taką sytuacją. Dla organizatorów powinna to być lekcja na przyszłość.
Kiedy TVP pokaże nam ten najpiękniejszy koncert - poza tym dwudniowym badziewiem