heluvald 11.08.06, 19:46 No i tym się zajmują "naukowcy"za ciężkie pieniądze podatników:) Pożal się boże. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
muzg_na_patyku Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 11.08.06, 20:56 > No i tym się zajmują "naukowcy"za ciężkie pieniądze podatników:) Pożal się boże A co w tym doniesieniu jest nie tak? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Georg Naukowcy a "naukowcy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.06, 13:43 Problem w tym, że tylko taka "nauka" jest w stanie jakoś dotrze do mas, a i to nie wszystkich (np. do wyborców leppera już nic nie dotrze...). Gdyby pisali o topologii i spinorach to liczba czyteników spadłaby jakieś 1000 razy. Zresztą, polska młodzież i tak szturmuje przede wszystkim marketing i zarządzanie lub tym podobne koszałki, a potem szuka posad w hipermarketach za 800 zł. Odpowiedz Link Zgłoś
heluvald Re: Naukowcy a "naukowcy" 12.08.06, 14:40 A powiem Ci, że jak szukalam pracy, to wszędzie żądali znajomości zarządzania i marketingu, chociaż nie mialam wpisane w CV, że mam o tym choć blade pojęcie, więc te "koszalki": moim zdaniem mają przyszlość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Georg Re: Naukowcy a "naukowcy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.06, 15:57 To wszystko zależy jakiej pracy się szuka. Niewątliwie dobrze to wygląda gdy kasjerka w Tesco jest absowentką marketingu. Wtedy sie przydaje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Naukowcy a "naukowcy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.06, 17:09 a nie przyszło ci go głowy ,że ktoś po "koszałkach" jak to nazywasz jest rowniez ekonomistą ( jak ja po AE)? i może znaleźć ciekawa prace ,a kasjerka w Tesco nie potrzebuje sie znać na marketingu ,musi tylko umiec liczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fryzia Kasjerka z Tesco IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.06, 16:24 nie musi umieć liczyć. Musi mieć silne ręce, kręgosłup, końskie zdrowie i cierpliwość wobec klientów, którzy mają ją za nieudacznicę i kretynkę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.lle.rochester.edu 11.08.06, 21:06 heluvald napisała: > No i tym się zajmują "naukowcy"za ciężkie pieniądze podatników:) > Pożal się boże Droga Heluvaldo: Naukowcy zajmuja sie mnostwem niepotrzebnych rzeczy, jak na przyklad ruchem elektronow pomiedzy atomami. Na skutek ich niepotrzebnych badan po jakims czasie powstaja komputery. Do historii przeszlo powiedzenie Michala Faraday's (a ktoz to taki?) ktory odpowiedzial na pytanie JKM ministra finansow "do czego przydadza sie badania nad elektrycznoscia?" Odpowiedz Faraday': "Sir, nie mam pojecia, ale pewnego dnia bedzie pan pobieral od elektrycznosci podatki." Jak Pani sama sie moze przekonac u siebie w domu, elektrycznosc okazala sie potrzebna. Generalnie, kraje dziela sie na takie, ktore loza na niepotrzebne badania, i takie, ktore nie loza. Te drugie kupuja od tych pierwszych rozne wysoko- zaawansowane produkty. Nastepnym razem prosze o tym pamietac, czytajac o niepotrzebnych "pozal sie boze" badaniach. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dudek Niech mi ktos zarzuci ze klamie! IP: *.bredband.comhem.se 11.08.06, 22:14 Ja nie robie badan nikt mnie nie sposoruje ale mam teorie ze masturbacja moze powodowac otylosc ,a w konsekwencji ta ....cukrzyce. Sex uprawiany codziennie z partnerka jest najzdrowsza forma ruchu. I ostatnia moja teoria to :opalanie ciala w lato powoduje wzrost potencji w zimie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dudek Re: Niech mi ktos zarzuci ze klamie! IP: *.bredband.comhem.se 11.08.06, 22:18 Picie mleka slodkiego przez osoby dorosle powoduje zwapnienie kosci i ostoroporoze.Tylko oseski moga pic slodkie mleko ,dorosli pija mleko zsiadle dla zdrowia. Ludzie ktorzy obmawiaja innych lub klamia maja bardzo nieswizy oddech. Balagan w mieszkaniu powoduje balagan w zyciu. Nie naprawione rzeczy w mieszkaniu,to komplikacje problemow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dudek Re: Niech mi ktos zarzuci ze klamie! IP: *.bredband.comhem.se 11.08.06, 22:21 Palenie papierosow mozna rzucic tylko dzieki hipnozie.Wszelkie plastry ,czy gumy do zucia to wielomiliarodwa bujda na resorach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Joasia Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.mewa1.fw.puchalak.net / *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.06, 23:01 W pelni popieram narciarza!!! Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 12.08.06, 01:04 Gość portalu: Joasia napisał(a): > W pelni popieram narciarza!!! Dziekuje, Pani Joasiu. Chcialbym dodac, ze sam artykul mnie nie przekonuje. Wzrok ksztaltowal sie pod wplywem tysiecy czynnikow. Bardzo trudno jest wybrac akurat jeden i nazwac go decydujacym na podstawie, o ile dobrze zrozumialem, dosc fragmentarycznych danych. Mimo to nie nalezy sie wysmiewac z badan, ktore wydaja sie dziwne albo watpliwe na pierwszy rzut oka. Niedawno przeczytalem o badaniach, ktorym national Science Foundation albo odebrala finansowanie albo byla taka grozba (nie pamietam, jak sie skonczylo). Byly to badania zycia seksualnego kierowcow ciezarowek dalekobieznych. Przedmiotem badan bylo, gdzie, z kim, jak czesto. Okazalo sie, ze w USA istnieje cale nocne zycie na parkingach dla kierowcow ciezarowek. NSF nie chcialo tego finansowac, bo to niemoralne, obraza, i tak dalej. Rzeczywiscie, po co badac takie swinstwa? Otoz jest powod. Jak sie okazalo, kierowcy ciezarowek byli glownymi roznosicielami wirusa HIV po calych Stanach. To glownie za ich posrednictwem zaraza sie rozpowszechnila. Niech nikt nie mowi, ze to nie jest ogromnie wazne. Zeby zapobiegac, dobrze jest wiedziec, gdzie zapobiegac. Wlasnie te badania dostarczaly takiej wiedzy. To byl przyklad badan, ktore albo padly albo omalze padly ofiara "pozal sie boze, wydaja pieniadze podatnika na cos takiego". Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: arandan Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: 83.17.110.* 12.08.06, 03:01 tak, artykul moze i nie przekonuje, ale takze nie ma. naukowiec powinien zdawac sobie sprawe z tego, ze artykul ma za zadanie jedynie poinformowac, oraz przyblizyc nieco temat, po dokladne dane nt. badan, wnioskow osob ktore je przeprowadzily etc, proponuje udac sie do innego zrodla niz przedostania strona wyborczej. co do 'ciekawej' historii z kierowcami ciezarowek, ciekaw jestem coz takiego sie zmienilo od ukazania wynikow tych 'badan' (ktore nota bene prawdopodobnie nigdy nie istnialy, gdyz wiemy, ze to _nie jest_ glowne zrodlo opisanego problemu). Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 12.08.06, 04:24 arandan napisał(a): > co do 'ciekawej' historii z kierowcami ciezarowek, ciekaw jestem > coz takiego sie zmienilo od ukazania wynikow tych 'badan' > (ktore nota bene prawdopodobnie nigdy nie istnialy, gdyz wiemy, > ze to _nie jest_ glowne zrodlo opisanego problemu). O ile pamietam, badania nad kierowcami byly opisane w American Scientist, nie mylic z Scientific American, to sa dwa rozne pisma. Nie wiem, co sie zmienilo. Chcialem na tym przykladzie zilustrowac, ze istnieja dziwaczne na oko badania, ktore mimo to moga byc bardzo wazne. Jesli pan/pani jest zainteresowany/a, to mozna do artykulu pewnie dotrzec. Jesli Pan/i twierdzi, ze "nigdy nie istnialy", oraz "_nie jest_ glowne zrodlo", to piszac ten post wstukalem do Google nastepujaca fraze "sex life of truck drivers". Napierwszej stronie wynikow znalazlem miedzy innymi nastepujace strony: www.youandaids.org/Features/Pak2Jul2003.asp "A sero-surveillance study sample of 300 truckers carried out at Mauripur showed the existence of 12 percent syphilis among this group, a strong marker for HIV/AIDS" Truck Drivers and Casual Sex - ISBN: 0821358944 Marzena Kulis, Mukesh Chawla, Adam Kozierkiewicz, Emilis Subata Truck Drivers and Casual Sex An Inquiry into the Potential Spread of HIV/AIDS in the Baltic Region Na drugi raz doradzam co najmniej uzyc Google przed napisaniem frazy 'nigdy nie istnialy". Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 12.08.06, 04:46 arandan napisał(a): > co do 'ciekawej' historii z kierowcami ciezarowek .... > 'badan' (ktore nota bene prawdopodobnie nigdy nie istnialy Sluze dalszymi szczegolami, znalezionymi w raporcie Marzena Kulis et al, wykonanym na zlecenie Banku Swiatowego (strona 12 w.g. PDF, numer 2 na gorze strony): While the threat of an HIV/AIDS epidemic cannot be taken lightly in any country of the region,four countries —Poland, Latvia, Lithuania, and Estonia —stand out as being perhaps the most vulnerable. Warto przeczytac przed deklaracja "badania nigdy nie istnialy". Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
sceptyko Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 12.08.06, 21:19 Grasz nieuczciwie! Uzywaz calego mozgu a arandan i inni "pozal sie boze" tylko tego, co im zostalo po pieciu godzinach telewizji. Daj im szanse - zamiast rzeczowo argumentowac nazwij ich palantami, sam sie obraz i koniecznie zrob kilka bledow ortograficznych (blendoof). I na Boga nie uzywaj Google! Przeciez nie o to chodzi w dyskusji na forum! Tu chodzi o to, zeby byle petak mogl powiedziec naukowcowi-autorytetowi "palancie", obrazic sie na innych i zrobic 'koope blendoof'. scep Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.lle.rochester.edu 13.08.06, 02:12 sceptyko napisał: > Grasz nieuczciwie! Uzywaz calego mozgu a arandan i inni > "pozal sie boze" tylko tego, co im zostalo po pieciu > godzinach telewizji. Jest faktem, ze od dziesieciu lat nie posiadam telewizora. Zgubil sie przy przeprowadzce, i do dzis nie zostal odnaleziony. Od tego czasu kilka razy usilowalem ogladac, badz to u znajomych, badz w podrozy, i za kazdym razem dostawalem bolu glowy i oczoplasu, zas w mozgu pojawialo sie "koope blendoof" i innych przeklaman. Bol glowy chroni mnie przed powrotem do nalogu. Serdecznie polecam zgubienie telewizora. Po odstawieniu telewizji jest wiecej czasu na robienie innych rzeczy. Skoro odeszlismy od tematu wezow, zas pojawil sie temat telewizji, to pozwole sobie zaprotestowac przeciw nazwie "telewizja publiczna" na okreslenie polskiej telewizji panstwowej. Takze protestuje przeciw okresleniu "telewizja niekomercyjna" na okreslenie tejze. Moglismy sie przekonac przy okazji zdjecia Wielkiej Gry, jak pracuje panstwowa komercyjna telewizja. Pojawilo sie slowo "reklama" i wskazniki ogladalnosci, co pokazuje komercyjny charakter panstwowej telewizji. Poza tym, jesli sie nie myle, panstwowa telewizja jest tuba wladzy i kontrole nad nia sprawuje rzad a nie publicznosc. Jest to wiec telewizja rzadowa a nie publiczna. Nazywanie jej "publiczna" jest zwyklym naduzyciem. W USA istnieje telewizja publiczna i publiczne radio. Kontrole sprawuje publicznosc, przynajmniej w pewnym zakresie, bo publicznosc dobrowolnie placi skladki na publiczne rozglosnie. Nie ma reklam. Brak reklam to wiecej niz oszczednosc czasu na antenie. To takze brak pieniedzy z reklam, czyli brak bezposredniego wplywu reklamodawcow. Warto posluchac radiowych audycji PBS, oraz obejrzec troche audycji telewizyjnych PBS, zeby docenic roznice pomiedzy polska telewizja pseudo-publiczna oraz amerykanska telewizja publiczna. Mam nadzieje, ze PBS jest w Polsce dostepne na kablu? PBS produkuje znakomity program dokumentalny Frontline. Szczerze polecam. Szczegoly pod www.pbs.org/ Od dawna chcialem cos takiego napisac, ale nie bardzo jest gdzie. Dyskusja o wezach jest taka sama dobra okazja jak i gdzie indziej. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
colombina Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 04:21 Jestes lepszy, ja "nie uzywam" TV od czterech lat i nie wiem czy kiedykolwiek znow zaczne. Przyznam, ze brakuje mi niektorych programow szczegolnie historycznych, przyrodniczych i naukowych. Dla rozrywki uzywam Netflixa, ale niestety maja bardzo mala selekcje w ww tematach. Jak sobie z tym dajesz rade? Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 06:42 colombina napisała: > Jestes lepszy, ja "nie uzywam" TV od czterech lat i nie wiem czy kiedykolwiek > znow zaczne. Przyznam, ze brakuje mi niektorych programow szczegolnie > historycznych, przyrodniczych i naukowych. Bardzo lubilem ogladac polska telewizje w ciemnych i nieslusznych czasach PRL. Ogladalem Teatr Telewizji, Kabaret Starszych Panow, rozne filmy, wlaczajac Czterech Pancernych i Klossa. (Piszac to, z rozkosza przewiduje atak czytelnikow forum na Klossa i na mnie...) W jeszcze bardziej nieslusznych czasach obejrzalem w telewizji Dekalog Kieslowskiego. To byly piekne chwile. Potem wyjechalem za chlebem. W USA ogladalem PBS, czyli telewizje publiczna. Do dzisiaj Frontline oraz Nova budza we mnie dreszcz. To sa znakomite programy. Serial Nature przykuwal uwage co tydzien. Uwielbiam przyrode i zwierzeta. I wlasnie serial Nature zaczal budzic coraz wieksze watpliwosci. Po kilku miesiacach zacal nudzic, i pojawilo sie pytanie "co ja mam z tych paru godzin dziennie przed telewizorem". Cos mialem. Jezyk, akcent, slownictwo. Ale wiedze? Raczej nie. A po pewnym czasie "na pewno nie". Nature to byla (nadal jest?) dobra seria na poziomie National Geographic albo moze Scientific American. Ale ja juz wyroslem z Scientific American. Nie zwraca sie czytac plytkich artykulow na rozmaite tematy. Nie zwraca sie siedziec przed telewizorem, nawet ogladajac programy, o ktorych polska telewizja nawet nie marzy. I tak pozegnalem sie z telewizja. Podobnie, jak pozegnalem sie z papierosami. Kiedys smakowaly, teraz juz nie. Napisalem "PBS". Nigdy, przenigdy, nie moglem zniesc komercyjnych kanalow. Jesli PBS mi nie wystarcza, to jakze moglby wystarczac History Channel albo Discovery Channel? Sa bardziej plaskie od nalesnika. Sposrod kilkuset kanalow interesuje mnie tylko jeden, czyli PBS. I wlasnie ten jeden przestal zwracac czas spedzony przed telewizorem. Wiec wraz z zona pozbylismy sie telewizora. > Dla rozrywki uzywam Netflixa, Co to jest Netflix? > ale niestety maja bardzo mala selekcje w ww tematach. > Jak sobie z tym dajesz rade? Ja mam wiecej projektow niz czasu. Skoro sie ujawnilem odpowiadajac Profesorowi Soleckiemu, to zapraszam na moja strone internetowa. Elektronika, fizyka, optyka, studenci.. a prywatnie narty, uprawianie ogrodka, spotkania ze znajomymi... mam za malo czasu na to wszystko. Mam dostep do biblioteki uniwersyteckiej. Mam dostep do internetu. Od okolo dwu miesiecy zaczalem czytac Gazete i czasem odpowiadac na forum. Nie pozostaje czasu na bierna rozrywke. Telewizja jest bierna, nawet bardzo dobra telewizja. Nie zwraca sie przyswajac przetrawione informacje. Sa ciekawsze rzeczy do zrobienia. Natomiast bardzo lubie radio, choc nie zawsze i nie bez przerwy. Muzyka i slowo mowione nie sa tak agresywne, jak obrazy. Nie atakuja i nie probuja zawladnac umyslem. Oczywiscie, dobre radio, czyli znow PBS. Mamy w Rochester bardzo dobra stacje publiczna WXXI. Muzyka klasyczna i troche publicystki. Slowo mowione pomaga w angielskim, zas audycje sa na ogol na bardzo dobrym poziomie. Mam nadzieje, ze choc czesciowo odpowiedzialem na pytanie, jak sobie daje rade. Jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. Jak mozna miec czas na bierne przyswajanie pozornie ciekawych informacji? Pozdrawiam, Wojtek www.pas.rochester.edu/~skulski Odpowiedz Link Zgłoś
colombina Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 14:13 Dzieki za odpowiedz! Ja tez nie moge ogladac nic z reklamami, strasznie mnie to wybija z koncentracji. Poniewaz dojazdy do/z pracy zajmuja mi ok 1.5 godziny dziennie, to wypozyczam z biblioteki "ksiazki na tasmach" i slucham w drodze. Maja spuer selekcje klasykow. Odpowiadajac na pytanie o Netflix, jest to serwis (w USA) gdzie mozesz zamowic na internecie rozne pozycje na DVD i masz to przeslane poczta do domu, a gdy obejrzysz to odsylasz z powrotem (wszystko bez reklam ;-))). Cena serwisu ponizej $20 miesiecznie. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 18:33 colombina napisała: > Poniewaz dojazdy do/z pracy zajmuja mi ok 1.5 godziny dziennie O moj Boze. Jak Ty to wytrzymujesz? Ja dojezdzam 20 minut w jedna strone, ale na rowerze. Jesli idzie o Netflix, to sprawdze, ale chyba dopiero na emeryturze... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaczy_interes Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.ztpnet.pl 12.08.06, 07:01 A ciekawe, do czego doprowadzi dzisiejszych naczelnych ciągły strach przed Najwyższą Izbą Kontroli? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wilk Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.06, 08:52 Dawno nie czytałem takiego steku bzdur. Dzięki Ci GAZETOOOO! Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 12.08.06, 09:58 Wilk powiedział, co wiedział i wrócił do czytania POPCORNU czasopisma o najwyższym impact factor. Jeśli uważasz że to bzdury napisz dlaczego i podaj na to dowody. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wilk Re: Dzięki wężom widzimy lepiej że to ściema IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.06, 11:54 Dowody to podaje ten który taką teorię przedstawia,a jakoś ich w artykuliku nie widać. Odpowiedz Link Zgłoś
heluvald Re: Dzięki wężom widzimy lepiej że to ściema 12.08.06, 13:27 wlaśnie o to chodzi.Nie neguję potrzeby przeprowadzania badań, nawet na zwierzętach, choć wydają mi się często bardzo okrutne.Ale udowadnianie że czlowiekowi się wyksztalcil wzrok, bo kotom się uaktywniają komórki na widok rombów, to lekka przesada. To mialam na mysli, pisząc, że żalosne jest finansowanie takich badań, które nie dosc, że niczego nie wnoszą ( bo nie mają wnieść), to jeszcze męczą zwierzęta. No chyba, że pani proferor zaproponuje żeby dzieciom nad kolyską stawiać terraria z czarnymi mambami żeby im się nie psul wzrok od dzieciństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
reszelanka Re: Dzięki wężom widzimy lepiej że to ściema 12.08.06, 16:48 Nie mozna w kilku zdaniach przedstawic calej dokumentacji dotyczacej tego tematu! Zalosny, to jest taki typ myslenia! No i jeszcze tekst: ' Odpowiedz Link Zgłoś
heluvald Re: Dzięki wężom widzimy lepiej że to ściema 12.08.06, 17:06 Wiesz, jest subtelna róznica pomiędzy zjedzeniem bulki z szynką a ogoleniem szczura i przywiązaniem go za lapki, żeby sprawdzić czy go kremik uczuli. Napisalam wyżej, że nie mam nic przeciwko badaniom jesli maja sens, więc się nie podniecaj.Mój tytul naukowy, to moja sprawa, a że nie uważam za zbyt mądre badania reakcji mózgu kota na ksztalt rombu i do tego wiązania wyniku z ostrością wzroku czlekoksztaltnych, to wynika z tego, że myślę. Mój tok myslenia wynika z logiki. Nie wiem, co Cię tak bardzo poruszylo. Masz tytul profesora i się czujesz niedoceniana przez spoleczeństwo? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pingu ta swinia z ktorej szynke masz na bulce IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.08.06, 16:54 tez cierpiala przez cale zycie. w klatce tak malej ze nie moglasie w niej nawet ruszyc. jesli zapoznasz sie z metodami 'produkcji' zywnosci moze wyjdzie na to ze nie ma wiekiej ronicy z tym torturowanym kotem. a tak poza tym sie zgadzam, bez sensu badania Odpowiedz Link Zgłoś
evita_duarte W stanach za pieniadze podatnikow?? 13.08.06, 16:46 Chyba ci sie cos ciezko pomylilo! badania naukowe finansowane sa glownie z prywatnych funduszy Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: W stanach za pieniadze podatnikow?? 13.08.06, 21:08 evita_duarte napisała: > Chyba ci sie cos ciezko pomylilo! badania naukowe finansowane sa glownie z > prywatnych funduszy Czy "ci" to mam byc ja, czy ktos inny? Bardzo prosze cytowac na przyszlosc. Jesli idzie o finansowanie badan w USA, to nie znam liczb, choc na pewno mozna do nich latwo dotrzec. Moge mowic tylko o tym, co sam widze w laboratoriach narodowych i na uniwersytetach. Znakomita wiekszosc grantow w mojej dziedzinie (fizyka eksperymentalna) pochodzi od rzadu, poprzez agencje takie jak Department of Energy oraz National Science Foundation. Przez "znakomita wiekszosc" rozumiem 90% albo wiecej, choc dokladnych liczb nie sprawdzalem. Fundusze rzadu oczywiscie pochodza z podatkow. Bez funduszow rzadu nie byloby w USA preznej nauki. Co ciekawe, rzad rowniez pomaga malym firmom prywatnym hi-tech poprzez program Small Business Innovation Research (SBIR). Nie wiem, czy w Polsce istnieje cos porownywalnego do SBIR. Jesli nie istnieje, to powinno. Oczywiscie warunkiem powodzenia jest uczciwosc w rozprowadzaniu funduszow. Bez uczciwosci taki program prowadzilby tylko do naduzyc. Naprawde warto dowiedziec sie, jak dziala SBIR, i zrobic cos podobnego, jesli jeszcze nie zostalo to zrobione. Informacje dostepne na stronach NSF, DOE, NIH, DOD, i tak dalej. (Prosze wstukac SBIR do Google, strony sie pokaza.) Glowne zrodlo informacji: www.sba.gov/SBIR/ Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 01:28 Wejście do rozmowy z trzydniowym opóźnieniem ma zalety - wiele ciekawych rzeczy już powiedziano. Zamiast próbować powtarzać to, co już stoi tu drukiem przeczytam jeszcze raz uwagi "narciarza", potem spróbuję dotrzeć googlem do źródła anegdoty o Faraday'u (świetna, dzięki) i dodam parę uwag na mniej komentowaną część ostrej wypowiedzi "heluvalda" (czy "heluvaldy", ewentualne przeprosiny). Wprawdzie zwrot "No i tym się zajmują "naukowcy"za ciężkie pieniądze podatników:) Pożal się boże" został później nieco rozwinięty, ale to w tej formie nadał ton rozmowie. 1. O ciężarze pieniędzy. Sieć łączy z witryną pani profesor Lynne Isbell - jej pole działania to socjoekologia. Katedra antropologii. W tej dziedzinie nauki nakłady nie imponują. Myślę, że dużo więcej wydają partie polityczne na "badania publicznych preferencji" czyli na odkrycie jak wykołować wyborcę. 2. Atak jest frontalny - a przyczyną jest jedno dziennikarskie doniesienie z popularnego wydawnictwa dotyczące jednej hipotezy jednej pani. 3. Cudzysłów ("naukowcy") jest bodajże wyceną działalności tej pani. Zerknięcie na jej witrynę nie wskazuje, by na owej tezie oparła swoją karierę akademicką. 4. Rozmowa nie toczy się wokół artykułu pani L.I. z "Journal of Human Evolution" ale na podstawie doniesienia PAP-u, który opowiada co National Geographic napisał, którego relacja jest zapewne ułatwionym przekazem tego, co stoi w JHE. W podobnych wypadkach (a nie są rzadkie) mam wrażenie, że powodem fuknięcia nie jest doniesienie o szczególnie oburzającym marnowaniu pieniędzy na świecie (a dzieje się to w czasie gdy kilkanaście armii na paru kontynentach używa bardzo drogich cudów techniki zamiast argumentów słownych), ale nastawienia umysłów, uformowane poprzez działania szkół i modyfikowane niekiedy przez popularyzatorów nauki. I o tym chcę dodać słówko. Były czasy, gdy pisma dla Dam i Gentlemenów nie zamieszczały kącików z horoskopami i plotek o życiu płciowym znanych aktorów, ale wieści ze świata nauki. Czemu teraz jest tego mniej niż przed 150 laty? Jeśli ktoś "chałupniczo" dotarł do wiedzy pozwalającej na pisanie z sensem o jakiejs gałęzi nauki, może nie dotrzeć do druku bo a) nie jest naukowcem, b) nie jest dziennikarzem. Jeśli jest naukowcem i nauczy się pisać bez "naukawego" zadęcia, będzie ostro oceniany przez Akademię, że marnuje czas ("ciężkie pieniądze Akademii") na nieścisłe bzdurki. Ale jeśli mimo wszystkiego ktoś, laik czy dyplomowany specjalista, zużyje wiele czasu na napisanie artykułu, który może by mu przyniósł tyle co trzy dni pracy przy ladzie w "Biedronce", ryzykuje, że zostanie to odrzucone z bardzo niemerytorycznych przyczyn. Piękny przykład z drugiej ręki: przyjaciel w Stanach (Wacław Timoszyk, Norwich University) już trochę popublikował, bo lubi dzielić się przemyśleniami. Posłał kolejny artykuł ze świetnym tytułem "Plemnik plemnikowi wilkiem". Rzecz w tym, że u tych ssaków gdzie samica często kopuluje z różnymi samcami nie ten musi być zwycięzcą, który wygrał walkę wręcz (a może "na rogi"), ale ten, którego plemnik w ostatniej rozgrywce okaże się zręczniejszy. Ale czytelnicy nie mieli szansy ocenić czy to ciekawe, decyzję podjęła pewna pani w redakcji, a okoliczności wskazują, że ubodła ją niemoralna tematyka, mogąca ssakom naczelnym podsuwać niewłaściwe sugestie z obserwacji innych grup zwierzęcych. Andrzej Solecki www.andsol.org Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 06:06 andsol-br napisał: > spróbuję dotrzeć googlem do źródła anegdoty o Faraday'u Panie Profesorze: slyszalem i czytalem te anegdote dziesiatki razy, ale nie potrafie wskazac zrodla. Jest ona powtarzana "wszedzie", z czego nie wynika, ze jest prawdziwa. Jesli nie jest, to powinna byc! Jesli idze o zrodla, ktore pan cytuje, to z zazenowaniem przyznam, ze sam do nich nie dotarlem po przeczytaniu artykulu. Nie chcialo mi sie... Bardzo dziekuje, ze pan to zrobil. Gazeta zawsze powinna podawac odnosnik do oryginalnej informacji. A moze podala, tylko ja przegapilem? Cenzura informacji o badaniach naukowych i/lub samych badan. Trudno sobie wyobrazic cenzure w matematyce albo w fizyce, chyba, ze idzie o obronnosc. Powiedzmy, jakis sprytny material wybuchowy (fizyka/chemia) albo nowa metoda szyfrowania (matematyka) moga zostac utajnione w taki czy inny sposob. Ale to sa wyjatki. Latwo zrozumiec reguly. Natomiast ciekawsze sa nauki spoleczne albo biologiczne. Slyszalem, ze niektore badania nad malpami naczelnymi stracily fundusze w Stanach. Dlaczego? Bo okazalo sie, ze z malpami mozna sie porozumiec, z czego wynika inteligencja i myslenie takowych... oops! Malpa podobna do czlowieka?! Przeciez Czlowiek jest Najwyzsza Forma Stworzenia. Badania, ktore moglyby poddac to w watpliwosc, nalezy zablokowac. Co tez, podobno, sie wydarzylo. (Nie potrafie przywolac odnosnika. Idzie o slynna malpe gatunku bonobo, z ktora porozumiewano sie przy pomocy obrazkow. Slyszalem, ze badania stracily fundusze. Przepraszam, jesli cos pokrecilem.) Skoro Pan sie przedstawil, to nie pozostaje mi nic innego, jak uczynic to samo. Wojtek Skulski ps. narciarz2 www.pas.rochester.edu/~skulski Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Nastepna anegdota 14.08.06, 20:02 andsol-br napisał: > spróbuję dotrzeć googlem do źródła anegdoty o Faraday'u (świetna, dzięki) Oto nastepna anegdota, nie wiem czy prawdziwa. Dotyczy Wolfganga Pauliego (fizyk-teoretyk, jeden z tworcow mechaniki kwantowej). Podobno zdarzyla sie podczas wykladu W.Pauliego dla studentow. Fizyka teoretyczna nie rozni sie od matematyki, i Pauli prowadzil wyklad jak zwykle to robia matematycy: twierdzenie A, z niego wynika lemat B, skad latwo widac C.... Jeden ze studentow przerwal i zapytal "panie profesorze, czy moze pan wytlumaczyc, jak z B wynika C, bo ja tego nie widze?" Zapadla cisza. Cisza sie przedluzala. Po dluzszej chwili Pauli oglosil przerwe. Przerwa sie przedluzala. Po pol godzinie Pauli wrocil do czekajacych studentow i powiedzial "tak, to rzeczywiscie latwo widac", po czym podjal wyklad bez slowa wytlumaczenia. Te historie (nie wiem, czy prawdziwa) chcialbym dedykowac moim bylym wykladowcom z Wydzialu Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Czasem bywali rownie komunikatywni. A moze tylko to ja nie mialem odwagi nacisnac ich troche bardziej, niz to uczynil student z anegdoty? Te angdote mozna takze dedykowac profesorom ekonomii i innym ekspertom odpowiedzialnym za polityke gospodarcza. Oni na pewno maja racje, ale czasem powinni ja troche lepiej wytlumaczyc. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Te wnioski Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.abhsia.telus.net 14.08.06, 07:14 wynikly z faktu otrzymania duzego grantu finansowego na te badania. Ja twierdze ( bez grantu) ze czlowiek chodzi w pozycji pionowiej poniewaz nauczyl sie tego od kobry ktora utrzymuje pozycje pionowa w momencie ataku i prezentuje sie ladnie. Widzialem to w Indii. Zwyczajnie, tylko brac taki przyklad i chodzic na dwoch nogach. Slon w pozycji pionowej czyni to rzadko ale ja juz sie wspina pol-pionowo to jest tak nieudolny ze czlowiek z niego nie wzial przykladu. LP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bill Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.06, 08:42 Jasne , lepiej wierzyć ,że ziemia jest płaska a te ciężkie pieniądze podatników wywalać na kolejne świątynie.A jak Ci naukowcyt nie pasuja to wywal wszyskie sprzęty jakie masz i goł do jaskini. Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 20:09 Często zazdroszczę ludziom zdolności widzenia w tekstach tego, czego ja nic a nic nie dostrzegam. Np. gdzie u "arandana" jakaś sugestia, że to osoba spędzająca pięć godzin przed tv? (Jego pierwszy akapit jest strzałem w dziesiątkę w temacie "popularyzacja nauki".) I gdzie w kpinkach "LP" stoi, że wolał(a)by stawiać za te pieniądze świątynie i że wierzy w płaskość Ziemi? No nic, jeszcze się kiedyś wyrobię. Spróbujmy wrócić do tematu, choć nie do widniejących już argumentów. Laicy powinni mieć wgląd w administrację nakładów na naukę? Nie znam prostej odpowiedzi. Najkrótsza to: "tak i nie". Ale podejrzewam (to mój wkład do nauk biologicznych), że kozy chętniej wskakują na drzewa pochyłe i niskie. Na przykład: ktoś z Państwa widział dużą publiczną dyskusję o projekcie genomu? Wiem, są wyniki, ale czy uzasadniające koszty? A może trzeba było rzucić owe miliardy na fizjoneurologię? No tak, ale takie badania mogłyby zakończyć istnienie pewnej modnej nauki (mającej tak silne stowarzyszenia zawodowe, że nie odważe się ani psyknąć o jej nazwie) i przynieść potwornie kłopotliwe pytania o wolnej woli, o indywidualnej odpowiedzialności za pewne patologiczne działania itp. Strasznie dużo mówi się o finansowaniu "gender studies", choć te studia są wśród najtańszych na świecie. Ale mogą podgryźć męską kontrolę nad kasami korporacji i instytucji. I drugi temat: autorka tezy o wzroku i wężach pracowała w Afryce. Przed wyśmianiem mnie, że "i ile lat ma dozorca bloku z tą windą" proszę pozwolić, że opowiem historyjkę. Też od wspomnianego uprzednio przyjaciela - spędził on uprzednio wiele lat w Nigerii. I był kiedys tam w kinie na pokazie polskiego filmu. Para czule trzyma się za ręce i spaceruje po łące (na ekranie) a Wacek wyczuwa jakiś spazm przechodzący przez ciała (na sali kinowej). Skąd to napięcie? Rzecz wyjaśnia się, gdy któryś widz nie wytrzymuje i wrzeszczy po angielsku do polskiego aktora: "uważaj, węże!!" Nie zamierzam bronić hipotezy owej pani L.I. - zastanawiam się tylko czemu tak ona poruszyła parę osób. Może dlatego, że Polak zna głównie węże do podlewania ogródka? Może tutaj (w Brazylii) nie zrozumianoby (możliwych) polskich badań nad zmniejszaniem stressu przez odpowiednie sztuczne oświetlenie - bo tu nie wiedzą co to jest żyć parę miesięcy bez słońca? Do "LP": doceniam kpinki o kobrze i słoniu, sam chętnie wdaję się w podobne sesje o pojedyńczych tezach i o całych dziedzinach nauki (a może "nauki"). Nie wiem czy ta publikacja słoniłaby mnie do zaśmiewania się, musiałbym przeczytać oryginał (kto wie, może bym zrozumiał szczegóły). Ale nie przyłączę się do śmiechu gdy Rodacy łupią pod tym pretekstem w naukę. I myślę sobie: cztery razy Polacy dostali Nobla w literaturze. Mogli byli dostać w nauce - Kazimierz Fajans. Ale to dawno i zresztą nie chciano go w Kraju. Przy nakładach krajowych na naukę, mogących rozśmieszyć przemysłowców, lepiej nie liczyć na sukces. Są kandydaci z Polski, jak się uda to będzie się liczyło dla nauki z USA. Do Wojtka, o ujawnianiu się. Każdy nosi co mu lepiej leży. Lubię wiedzieć coś o osobie, często korzystam na tym. No popatrz, mogłem dotrzeć do Twojego wielostronicowego "BB_Class.pdf" (szybko poszło, bo duże litery), przypadkiem bym tam nie trafił. Dzięki. W internecie wolę formę "ty", nie wchodzę z nią od razu, bo nie wszyscy lubią. Ale ujawniony autor czy nie, w rzetelnej dyskusji (chwytającej się za argumenty a nie za adwersarza) to nie ma znaczenia. Za to nic a nic nie cenię w publicznej rozmowie tytułów. Przy okazji, nigdy nie rozumiałem czemu ciekawy i mądry publicysta Rp, Józef Życiński, ma swoje artykuły oznaczone tytułem "apb". Przecież nie czytelnik wchodzi do Kościoła, a Arcybiskup do gazety. Więc podpisuję się moim tytułem: Andrzej Solecki www.andsol.org Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 14.08.06, 21:11 Andrzeju: pozwole sobie przejsc na "ty". Uzywalem formy oficjalnej, bo raz, bezpieczniej, a dwa, oferuje ona odpoczynek od stylu wiekszosci internautow. Sam nie lubie garnituru i (prawie) nigdy nie nosze krawata, ale po przeczytaniu paru wypowiedzi na forum mam ochote kupic frak, zeby sie jakos odroznic. Jesli idzie o odmiennosc doswiadczen i wynikajacy stad brak zrozumienia. Od dluzszego czasu usiluje propagowac wsrod znajomych Amerykanow ksiazke "Mistrz i Malgorzata". Niedawno ukazalo sie nowe tlumaczenie na angielski, moim zdaniem naprawde dobre. Ale wiekszosc Amerykanow, ktorym probowalem ksiazke polecic, nie moze przebrnac przez kilka pierwszych rozdzialow. Nie rozumieja, o co chodzi. Domyslam sie, ze nigdy nie mieszkali w miescie o europejskim stylu. Jak sobie uzmyslowic klimat Moskwy, jesli ktos sie wychowal wsrod niskich domkow i wystrzyzonych trawnikow? Nigdy nie wchodzil na piate pietro po schodach? Trudno ich winic za brak zrozumienia. Niemiec wychowany w Niemczech zrozumial i sie zachwycil, choc mieszka tu juz trzydziesci lat. Ale miejscowi nie rozumieja. Mysle, ze ta obserwacja jest ogolnie sluszna. Teren nauki jest tak samo dziwny dla laika, jak laka bez wezow dla Afrykanczyka, albo wielkomiejska Moskwa dla mieszkanca amerykanskich suburbiow. (Pisze "suburbiow", nie przedmiesc, bo polskie przedmiescie nie jest tym samym, co tutejsze.) Swiat Leszka Balcerowicza, poza tym, ze znienawidzony, jest po prostu niepojety dla wiekszosci Polakow. Wiec krzycza "weze" na sam jego widok. Tak sobie mysle, moze nieslusznie. Jesli idzie o BB_Class, to moge podac namiar na fizyka-teoretyka z Moskwy, ktory robi obliczenia symboliczne uzywajac tego systemu, i jak twierdzi, nie bylby w stanie dokonac owych obliczen w zaden inny sposob. Jego imie: Fyodor Tkachov. Wystarczy wstukac do Google, zaraz sie pokaze. Ja sam uzywam z powodzeniem do pomiarow. Zaden zawodowy programista tu w laboratorium nie moze nawet sie rownac z wydajnoscia, z jaka piszemy programy razem z pewnym studentem z Krakowa. Naprawde szczerze polecam. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Re: Dzięki wężom widzimy lepiej 15.08.06, 18:05 Jeszcze raz wrócę do tematu: przypomniałem sobie o drobiazgu, który opowiadałem w innym miejscu przed trzema latu, proszę pozwolić, że tu to powielę. Kpiarze z Harvardu "honorują" Ig-Noblem (czyli anty-nagrodą) badania, które mają za bzdurne - i w roku 2002 dali ją autorom publikacji "Zalotne zachowania strusi względem ludzi w brytyjskich gospodarstwach" (Courtship Behaviour of Ostriches Towards Humans Under Farming Conditions in Britain). Jak i inni bardzo się śmiałem, dopóki nie przeczytałem w piśmie "Folha de Sao Paulo" (9/X/2002) tego listu do redakcji: "Ptak Miłości Reportaż 'Zakochany ptak dostaje nagrodę bezużytecznej nauki' (Nauka, str.A12, 5/10) mówi, że jedna z nagród 'antynagrody Nobla' została przyznana artykułowi o zachowaniu seksualnym strusi w stosunku do ludzi. Może to wydawać się dziwne, ale jest to faktem dość istotnym. Rodząc się w wylęgarce pisklę strusia nigdy nie poznaje swoich rodziców i na poczatku życia dostrzega ludzi. I ludzie mają z tymi zwierzętami stały kontakt, przez co pewien procent zwierząt wykazuje tendencje seksualne skierowane ku osobom. Gdy pracownik wchodzi do sektoru reprodukcji, gdzie żyją zwierzęta, niektóre samce tańczą taniec godowy dla niego, zapominając o samicy, co może przynieść straty takie jak spadek zapładniania jaj. Marcel Eduardo Kornfeld, zootechnik, dyrektor Grupy 'Brazylijski Struś', przedsiębiorstwa wyspecjalizowanego w hodowli strusi." Andrzej Solecki www.andsol.org Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Ptak Miłości 15.08.06, 20:20 andsol-br napisał: > Może to wydawać się dziwne, ale jest to faktem dość istotnym. > Rodząc się w wylęgarce pisklę strusia nigdy nie poznaje swoich > rodziców i na poczatku życia dostrzega ludzi. Tzw. "imprinting" zostal wykryty przez Konrada Lorenza (1). Jest to fakt dobrze znany biologom i ma on przerozne konsekwencje. Na przyklad, wychowujac kondory kalifornijskie przed ich wypuszczeniem na wolnosc, hodowcy musza sie kryc i przebierac, aby zapobiec dewianckim zachowaniom (2,3) tychze. Inny znany przyklad, ktory kosztowal mase pieniedzy, dotyczy programu odtworzenia rzadkiego gatunku zorawia tanczacego (Whooping Crane, Grus americana) poprzez wychowywanie ich w towarzystwie znacznie czestszego innego zorawia (Sandhill Crane, Grus canadensis). Pomysl byl znakomity, poza tym ze po dorosnieciu samce rzadkiego zorawia zalecaly sie do samic gatunku, wsrod ktorego wyrosly, i nie bylo mlodych. Po zauwazeniu tego faktu trzeba bylo zmienic metody wychowania mlodych zorawi tanczacych, poniewaz ptaki odchowane stara metoda nie mogly sie skutecznie mnozyc. Niektorzy polscy internauci byc moze zapytaja "a co to kogo obchodzi, sa powazniejsze problemy niz hodowla i wypuszczanie zorawi". Uprzedzajac takie wypowiedzi, chcialbym napisac dwie rzeczy. Po pierwsze, rozmawiamy o nauce, wiec rzeczy ciekawe acz moze niepraktyczne sa jak najbardziej na miejscu. Po drugie, czy szanowni internauci chcieliby zyc w kraju, w ktorym jedynymi ptakami sa golebie? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 16.08.06, 05:08 narciarz2 napisał: > homoseksualizm pingwinow zostal niedawno udokumentowany w San Diego. Odszczekuje w imie naukowej scislosci. W Nowym Yorku (pierwszy link). A takze w Niemczech w Bremen (drugi). Zle zapamietalem. Jak zwykle, na brak pamieci pomaga Google. Wystarczy wstukac "homosexual penguins" i zaraz sie pokaze. www.jrn.columbia.edu/studentwork/cns/2002-06-10/591.asp www.ananova.com/news/story/sm_1284769.html Przy okazji, cytat z pierwszego artykulu: Bruce Bagemihl's "Biological Exuberance," published in 1999, documents homosexual behavior in more than 450 animal species. The list includes grizzly bears, gorillas, flamingos, owls and even several species of salmon. Tlumaczenie: Ksiazka Bruce Bagemihl "Ekscesy w biologii", opublikowana w roku 1999, opisuje homoseksualne zachowanie u ponad 450 gatunkow zwierzat, wlaczajac niedzwiedzie grizli, goryle, flamingi, sowy, a nawet kilka gatunkow lososi. Czyli, jak zwykle, biologia jest na bakier z jedynie sluszna ideologia. Ministerstwo Edukacji Narodowej jest bez szans. Trzeba bedzie wytlumaczyc jedynie sluszne reguly nie tylko ludziom, ale takze pingwinom, niedzwiedziom, flamingom, a nawet lososiom. Mnostwo roboty. Trzeba zaczac jak najszybciej. A wszystko przez Lorenza. Po co badal te swoje zakichane gesi? Pozdrowienia. Wojtek Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 16.08.06, 06:40 > A wszystko przez Lorenza. Po co badal te swoje zakichane gesi? Mam nadzieję, że podam niepoprawną próbę odpowiedzi i ktoś lepiej usytuowany w temacie poprawi mi rozumienie kwestii: jego prace z końca lat 30-tych sugerują, że wdał się w to starając się zrozumieć pojęcie "instynktu" z ewolucyjnego punktu widzenia. I tak od rzemyczka do koziczka... Gdyby podszedł do instynktu wedle pomysłu Inteligentnego Zamiaru, mogło by było się okazać, że instynkt to taki rodzaj stanu łaski, że zwierzęta mają wolną wolę i że tylko bardzo niedobre zwierzęta wdają się w homoseksualizm. Andrzej Solecki www.andsol.org Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 16.08.06, 18:49 andsol-br napisał: > > A wszystko przez Lorenza. Po co badal te swoje zakichane gesi? > Gdyby podszedł do instynktu wedle pomysłu Inteligentnego > Zamiaru [...] mogło by było się okazać [...] że tylko > bardzo niedobre zwierzęta wdają się w homoseksualizm. Ciekawe stwierdzenie. Inteligentny Zamiar, czyli Intelligent Design, czyli ideologiczne tlumaczenie swiata, dostarcza jasnej odpowiedzi na dowolnie trudne pytanie. Do wytlumaczenia dolaczona jest ocena. Stwierdzenie "niedobre zwierzęta wdają się w homoseksualizm" jest trudne do obalenia, pod warunkiem, ze "niedobre zwierzeta" zdefiniujemy jako "takie, ktore wdają się w homoseksualizm". Po takim zdefiowaniu stwierdzenie jest nie do obalenia, poniewaz tak naprawde nie jest to stwierdzenie, tylko definicja. Do definicji jest gratis dolaczone slowo "niedobre". Nastepnym krokiem jest dokonanie myslowego skrotu. A mianowicie, zostawiamy tylko dwa slowa "niedobre" i "homoseksualizm", opuszczajac cala reszte. Nastepnym krokiem sa represje. Ciekaw jestem, czy ktokolwiek poza nami dwoma czyta dyskusje o wezach. Jesli tak, to spodziewam sie wyzwisk. Jesli wyzwisk nie bedzie, to moim zdaniem bedzie to dowod na brak czytelnikow. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 16.08.06, 20:50 > Ciekawe stwierdzenie. Wiesz, takie wieczorne kpinki, reakcja organizmu na przepracowanie. (Zapewne jak i Ty, jestem z tego grona co pracuje gdy tylko głowa nie pada ze zmęczenia, ale nie da się zrobić o tym ani mini-filmu, bo ile minut ktoś by oglądał obrazek pod tytułem "siedzi gość przy biurku i patrzy".) > Ciekaw jestem, czy ktokolwiek poza nami dwoma czyta dyskusje > o wezach. Jesli tak, to spodziewam sie wyzwisk. Powiększyłem trochę wiarę w możliwości sensownej rozmowy na otwartym forum po przeglądnięciu kilkuset wypowiedzi na temat zdjęć z Północnej Korei. Nawet nie tknięto tam innych etni (które mogą tu być jeszcze wywołane skoro wspomniałeś obyczaje niektórych pingwinów). I dyskutanci odnosili się do tematu a nie do rodzin innych dyskutantów. Więc niech piszący nie tracą nadziei. > Jesli wyzwisk nie bedzie, to moim zdaniem bedzie to dowod na brak > czytelnikow. Czyli i Ciebie dotknęła niemiła pianka osadzona na wielu dyskusjach, szczególnie w GW, jak gdyby to był taki w najgorszym wydaniu sarmacki anty-Hyde Park. Ale chyba nie jest źle. Wierzę, że krajowa "milcząca większość" jest też myślącą większością, tyle, że przepracowaną, niedospaną i nieco zirytowaną. I że po trosze będzie ustalał się wzór rozmowy osób o diametralnie odmiennych poglądach, które zamiast tokować słuchają oponenta. Takie zmiany obyczajów zauważa się szybko, już po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach. Trochę się tam jeszcze postrzępi przymiotników, może myślenie nie będzie miało przyszłości tak kolosalnej, ale jakoś tam będzie. Przy okazji, próbowałeś kiedyś przekazać w USA w ichniej mowie tę naszą perełkę językową: "jak jest tak jest ale nigdy tak nie jest żeby jakoś nie było"? Bo w Kraju ludzie potrafią zrozumieć co to znaczy. Andrzej www.andsol.org Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 17.08.06, 01:18 andsol-br napisał: > Powiększyłem trochę wiarę w możliwości sensownej rozmowy na otwartym > forum po przeglądnięciu kilkuset wypowiedzi na temat zdjęć z Północnej > Korei. Gdzie? W Gazecie? Chetnie zobacze zdjecia, poprosze o odnosnik. > Czyli i Ciebie dotknęła niemiła pianka osadzona na wielu dyskusjach, Oczywiscie. Przestalem czytac dyskusje po artykulach w GW. Na forach GW szaleje kilku niewatpliwych psychopatow ktorych mozna odsiac, ale ogolnie poziom taki, ze mi sie odechcialo. > Wierzę, że krajowa "milcząca większość" jest też myślącą większością, Mysle, ze tak. Moje rozmowy w Polsce twarzą-w-twarz nie sa złe. Z jakichś powodow internauci sa inni. Moze czują sie bezkarni za pseudonimem? > I że po trosze będzie ustalał się wzór > rozmowy osób o diametralnie odmiennych poglądach, które zamiast > tokować słuchają oponenta. Mam nadzieje. Ale na forach trwa przepychanka i bijatyka. Jesli nie ma argumentu, to pojawia sie wyzwisko. Nie sadze, ze to przycichnie, bo to jest walka polityczna w polskim wydaniu. Jest to idiotyczne. Jesli jestem powiedzmy zwolennikiem PiSu, i publicznie naublizam zwolennikowi PO, to czy tym samym sklonie go do glosowania na PiS? Chyba wrecz przeciwnie. Umocnie go w przekonaniu, zeby glosowal na PO. (I w druga strone tez.) Jesli celem walki politycznej jest przeciagniecie kogos z drugiej strony na moja strone, to nalezy unikac wyzwisk. Tak by sie zdawalo. To bylo oczywiscie uproszczenie. Celem walki moze byc rowniez zohydzenie samej polityki do tego stopnia, zeby przeciwnicy polityczni w ogole nie poszli do wyborow. Strategia moze polegac na niszczeniu samej idei zycia politycznego. Byc moze wlasnie o to chodzi. Wtedy wyzwiska staja sie bardziej zrozumiale. A moze jest jeszcze inaczej. Moze to tylko zwykły brak kultury i glupota. > wspomniałeś obyczaje niektórych pingwinów Tak mi sie potoczyl tok mysli. Temat jest fascynujacy. Tu w Rochester jest sporo gejow, sa tęcze na niektórych domach, odbywaja sie parady. Rok temu na paradę przyszli dwaj kandydaci na burmistrza, odbywala sie ich kampania polityczna, rozdawane byly ulotki na temat ich poparcia dla gejow. Nikomu by nawet do glowy nie przyszlo, ze mogliby sie pojawic jacys skinhedzi i kogos zaatakowac. (Zreszta byla policja. Tu z policja sie nie zartuje. Same rosle chlopy.) U moich znajomych sasiadow z bodajze pieciorga dzieci dwaj to geje. Reszta nie. Skad to sie bierze? Nie wiadomo. Potem czytam o pingwinach, gesiach, i tak dalej. Na pewno nic nie czytaly i nie zapatrzyly sie na niewlasciwa parade. W ich przypadku, odpada epitet "nienaturalne, wiec zle". Skoro zdarza sie w naturze, to jest to zjawisko naturalne i zgodne z natura, mimo, ze na oko wyglada dziwnie. Skad im sie wzielo? Nie wiadomo. Pytanie jest jak najbardziej naukowe, wiec poczulem sie w prawie postawic temat na tym forum. Przypomnial mi sie AIDS. Kiedy tylko AIDS stal sie glosny, rozmaici ewangelicy przyczepili do AIDS podobne etykietki, jakie zawsze przyczepiali gejom, zreszta z tego samego powodu. Podniosl sie rwetes w slusznej sprawie, ale szybko zniknal, gdy nauka znalazla przyczyne. Obecnie, poza najbardziej zakutymi pałami, AIDS juz nie jest propagowany jako kara za grzechy zesłana z nieba. Taka sama choroba jak syfilis. Ma znana przyczyne. To jest ilustracja bardziej ogolnej tezy, ktora za mlodu przyswoilem sobie od Lema: w starciu z nauka religia oddaje kolejne połacie. Kiedys budowa ukladu słonecznego i kosmologia to byly domeny religii. Pamietamy los Galileusza i Giordano Bruna. Minelo troche czasu, i chrzescijanstwo wycofało sie z tego pola walki. Nie tak dawno JP2 zwołał konferencje filozoficzno-kosmologiczna w Watykanie i wysłuchał wykładu kosmologa na temat Wielkiego Wybuchu. Ten kosmolog jest zreszta ksiedzem, co mu nie przeszkadza pracowac w dziedzinie kosmologii matematycznej, na wysokim poziomie, o ile moge stwierdzic. To ilustruje, ze fizyka i kosmologia stały sie dziedzinami, o ktore chrzescijanie juz nie walcza. Batalia przeniosła sie na teren biologii. Niektore przynajmniej chrzescijanskie koscioły maja wiele do powiedzenia ponizej pępka. Przewiduje, ze podobnie, jak stało sie z fizyka, koscioły beda powoli oddawac takze ten teren. Historia AIDS ilustruje, jak to sie dzieje. Zostaje wykryta naturalna przyczyna, i dyskusja sie konczy. Podobnie stanie sie z homoseksualizmem. Skoro juz wiemy, ze jest to zjawisko naturalne, to pozostaje znalezc naturalna przyczyne. Jak na razie nie wiadomo, co jest przyczyna, ale za jakis czas bedzie wiadomo. Zjawisko przejdzie ze strefy moralnej do strefy obiektywnej, medyczno-biologicznej. Mysle, ze wtedy skoncza sie takze parady, a w kazdym razie zmienia charakter. Nie bardzo bedzie o co sie prac po pyskach, kiedy zjawisko stanie sie wytłumaczalne i zrozumiałe. Jeszcze jedna uwaga. Powyzej swiadomie pisalem "chrzescijanskie" a nie "religijne". Mysle, ze powolne oddawanie pola nauce ma miejsce na terenie religii zachodniej, natomiast niekoniecznie innych religii. Patrzac z oddali na islam, nie jestem pewien, czy on funkcjonuje na podobnych zasadach. To jest osobny temat, oczywiscie niezwykle wazny w swietle ostatnich konfliktow i wydarzen. Jestem prawie pewien, ze poza nami dwoma nikt juz tego watku nie czyta, i chwała Bogu. Nie lubie wyzwisk. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 17.08.06, 02:01 > Jestem prawie pewien, ze poza nami dwoma nikt juz > tego watku nie czyta, i chwała Bogu. Jestem robot Andrzeja. Nie rozumiem chwała Bogu. Potwierdzam on Ciebie nie czyta. On ma dożynki. Użyte słowo niestety. Sesja egzaminacyjna. Może pojutrze przeczyta. Przekazał tinyurl.com/9vp4o . Wyjaśnił Korea. To nie ma sensu za dużo samogłosek takie słowo nie istnieje. Powiedział nie strzępić przymiotników nie przegrzewać neuronów. Thank you for your posting I am equal opportunity robot. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WojciechKubalewski Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) IP: *.vector-polska.pl 17.08.06, 19:48 > Ciekaw jestem, czy ktokolwiek poza nami dwoma czyta dyskusje o wezach. Jesli > tak, to spodziewam sie wyzwisk. Jesli wyzwisk nie bedzie, to moim zdaniem bedzi > e to dowod na brak czytelnikow. Jak mowi tutejsza mlodziez mlodsza: spoko. Dzieki Wam dwom jest to pierwsza dyskusja na forum Gazety, ktora nie powoduje u mnie zadnych fizjologicznych dyskomfortow i nie sprawia, ze na nastepne miesiace wdrażam sobie sam embargo na czytanie forum. Co do (bez)sensu badań naukowych, to wszystko juz tu napisano. Podzielam obawy, że niekoniecznie zostało to zrozumiane. Ja, dla odmiany, nie jestem naukowcem, ale swietnie rozumie, ze bez pracy naukowcow marny bylby moj codzienny los. Domyslam sie, ze wiekszosc agresywnych atakow na "glupie badania" nie mialaby miejsca, gdyby zniesc obowiazujaca tu (prawem kaduka?) anonimowosc. Pozdrawiam z Warszawy, Wojciech Kubalewski Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Ptaki Miłości (w Nowym Yorku) 17.08.06, 20:57 ość portalu: WojciechKubalewski napisał: > jest to pierwsza dyskusja na forum Gazety, ktora nie powoduje u mnie > zadnych fizjologicznych dyskomfortow Dziekuje za komentarz ;-). Andrzej polecil mi inna kulturalna dyskusje na zupelnie inny temat, mianowicie zdjecia i wrazenia z Korei Polnocnej: tinyurl.com/9vp4o . Jesli idzie o badania i ich spoleczna akceptacje, to w USA bardzo duza wage przywiazuje sie do tzw. "outreach", czyli wychodzenie przez naukowcow z ich przyslowiowej wiezy i propagowanie wynikow badan i racjonalnych postaw. Sam mam nawet na sumieniu udzial w takim pokazie prowadzonym przez jednego z tutejszych profesorow fizyki: wolfspc.pas.rochester.edu/muon/Background.html Oczywiscie wiem, ze w Polsce tez tak jest. Odbywaja sie publiczne wyklady dla oswieconej publicznosci. Jest to szalenie wazne. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andsol-br Ptak do gniazda, my do roboty 18.08.06, 02:24 O, mamy już dwóch Wojtków. Do Wojtka K.: pozwolisz, że przekierunkuję Twoje miłe słowa: > Dzieki Wam dwom jest to pierwsza dyskusja na forum Gazety [...] na większe grono, któremu to się należy? Uroczyście stwierdzam, że to nie tzw. "fałszywa skromność" ani też dobrze obliczone zagranie publiczne, żeby zdyskontować w przyszłych wyborach (mieszkam nieco daleko...) Wkładano mi do głowy różne rzeczy, formalne i nie, na moim Uniwersytecie im.(tfu, na psa urok) B.Bieruta, i wśród nieformalnych mocno wbiła się w pamięć prosta prawda o nieco zaczepnym sformułowaniu "grupa jest zawsze inteligentniejsza od asystenta". Osoby, które są zakodowane ksywkami stworzyły podkład i dołożyły poglądy. Gdyby nie to, nie byłoby rozmowy. Oczywiście nie zgadzam się z "heluvaldą" czy z innymi prześmiewcami, ale chcę zrozumieć czym jest motywowana ich postawa. Bo przecież gdy ktoś mówi: "tak nie chcę" to ma pewną wizję jak sprawy powinny wyglądać. Nie jest lojalne przypisać im takie pobudki, które łatwiej jest obić, bo prawdziwych problemów to przecież nie rozwiąże, a one (osoby zniecierpliwione głupotkami "naukowymi") niestety mają aż nadmiar racji. Rzecz chyba w tym jak je zachęcić, by zgodziły się opanować chwilowo zniecierpliwienie i pomogły dokopać się do psa, który podobno leży tu pogrzebany. Pies czy wąż, coś tam w istocie źle pachnie, i bardzo chętnie dołączę się do krytykantów jeśli nie będzie to zespołowy atak na całą naukę, bo jak człowiek przyzwyczai się do Internetu, higieny i szybkich podróży to mu niespieszno wracać do jaskini. Dlatego, Wojtku S., chcę Cię zachęcić do posłania chwilowo pingwinów, homo i heteroseksualnych, z powrotem na południe i przystopowanie drugiego gigantycznego tematu "wiara - nauka" na osobną okazję. Zresztą, widzę Cię w dyskusji w GW wokół artykułu p.Majcherka, oj, tam usłyszysz wszystko, czego nie chciałeś słyszeć tutaj. Więc ograniczny się troszkę i do roboty - i boję się, że będzie to długawe. Chciałbym wiedzieć jak i ile daliby na naukę ci, których podrażnił czy rozśmieszył artykuł o wzroku i wężach. I zatrzymałbym się tylko na odniesieniach polskich, coś mi mówi, że tam w USA oni sobie radzą. Więc może tak na przystawkę ... no nie wiem. To ciężkostrawne porcje. Ale im wcześniej się zacznie tym szybciej pójdziemy spać. Więc na początek może trzy problemy, wszystkie w kłąbkach wiążące naukę i szkolnictwo, bo problemy nauki z zamkniętych, odizolowanych instytutów mają lepsze samonaprawialne mechanizmy. Pierwszy problem: szkoły byznesu, drugi: badania problemów historii łączącej państwa parami, trzeci: gdzie pokieruje szkołę i naukę Pan Minister MEN. Pierwszy: czym stoją te dawne gmachy Partii, a teraz kuźnie polskiego menadżerstwa? (Ach, pochwalę się moim niepoprawnym politycznie powiedzonkiem: "menadżer to ostatnie stadium komiwojażera".) Kadrą i to kwalifikowaną. Przynajmniej w połowie. Połowa ma tytuły, dorobek i kompetencje - i tym dorobkiem dorabia sobie jeżdżąc po kilkaset kilometrów, żeby przeżyć, bo z profesorskich pensji na renomowanych uczelniach nawet nie odświeżą swojego warsztatu pracy (książki, pisma, programy komputerowe, narzędzia itp). Proszenie o granty to żebranina, nie każdy wytrzymuje - a jak otrzymuje to może się ... Może się wyłożyć ze śmiechu. Więc iluminuje swoim nazwiskiem Wyższą, och Jakże Wyższą Szkołę Interesu - i biedni studenci widzą, że ich wykładowcy to sławy. A zajęcia mają z kimś innym, kto zresztą nadzoruje sto seminariów, dwieście prac magisterskich i czterysta doktorskich. Przepraszam za dziwne pomysły, ale może by zacząć płacić własnym sprawdzonym sławnym specjalistom tak z 40% tego, co mogą dostać po świecie - to może i wielu sławnych wróci do Kraju? Zamknie się kupę tych Szkół Dnia Siódmego, ale prawdziwe uniwersytety będą miały osoby do prowadzenia wykładów i badań. Drugi: chcemy, żeby wreszcie Rosjanie wyłożyli dupsko do lania oświadczając: tak, wśród tych milionów, które wymordowaliśmy, było systematyczne niszczenie waszych "gramotnych", szczególnie kadry oficerskiej. Ile to będzie ich kosztowało? Bo przecież procesy sypną się hurtem. "Mało to nas obchodzi, niech płacą." Świetnie, a jeśli z Niemiec poszybują wówczas do nas pozwy za tych, co wsiadali _po_zakończniu_wojny_ do przymusowego pociągu na zachód, ale pociąg nie miał ani trzech żołnierzy ochrony zbrojnej? Nie chcemy o tym myśleć? Rosjanie też nie chcą. No i trzymamy się patowej sytuacji, a tracimy na tym nie tylko dostęp do ich archiwów ale i do współpracy z setkami ich instytutów technicznych czy humanistycznych, które są bliżej niż Boston, których profesorowie z radością mieliby u nas półroczne staże itd. Ale chromolić tam wielkiego potencjalnego partnera naukowego, lepiej zostawić przedpole harcownikom. Tak wejdziemy w XXII wiek, oni z im ukradzionymi koronami a my z naszymi 15 tysiącami zamordowanych i milionem rozproszonych i zaginionych. I będziemy tylko oglądali jak oni wracają do roli potęgi naukowej i ekonomicznej. A odradzam komukolwiek "wishful thinking", że szlag ich trafi albo że na zawsze zostaną w marazmie, w którym są - bo jak tam kipiatok przeleje się i to nas poparzy. Teraz jest czas na nawiązywanie nowego typu kontaktów - i z naukowymi jest najłatwiej. Sportowe niby by były dobre, ale jak człowiek przypomni sobie te pociągi do Niemiec obiecujące powtórzenie Cedyni... Trzeci: Pan Minister chce znieść matematykę a wprowadzić Rozszerzony Poczet Królów, Książąt i Biskupów? A to nie tylko tu. Nawet we Francji przed paru laty były takie świetne pomysły. Ale zamiast płakać, związek ichniego nauczycielstwa wziął się do roboty i wykazał co się stanie z mocarstwowych zamiarów Francji, jak ich słynna tradycja Wielkich Szkół się wykolei. Więc może zamiast zbierać podpisy, mówiące: "już tyle tysięcy osób nie lubi tego pana" (wystarczy, że Pan Prezydent lubi, tu jest źródło decyzji), może w narodzie znużonym złym nauczaniem matematyki i wolącym krzyżówki, rozpowszechniać informacje, że jest pewien związek między potęgą ekonomiczną Niemiec a ich nadmiarem w XIX wieku teoretyzujących do nieznośności Technische Hochschule, że jak raz wojskowe potęgi (USA, Indie, Izrael, Francja) są też potęgami w matematyce i informatyce? To co, jest o czym gadać? Andrzej Odpowiedz Link Zgłoś
narciarz2 Re: Ptak do gniazda, my do roboty 19.08.06, 01:24 Jestem Robot Wojtka. Kazał powiedziec do roboty. Robota nie zajac. Kazał powiedziec pali sie w rekach. Wołam straz pozarna. Kazał powiedziec nowa konstytucja. Nie wiem o co chodzi. Jestem robot o małym rozumku. I am equal opportunity robot. Thank you very much. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DrNo Re: Dzięki wężom widzimy lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.06, 14:01 > No i tym się zajmują "naukowcy"za ciężkie pieniądze podatników:) przeniesc podatki na darmowa telewizje i darmowa wodke w fontanach. Odpowiedz Link Zgłoś