zmieszani
09.09.09, 12:45
Witam,
piszę w imieniu żony i swojej.
Jestesmy malzenstwem z ponad 10letnim stazem. Posiadamy dwoje dzieci w wieku 10, 8 lat.
Kilka tygodni temu okazało się że żona jest w ciązy. Jest to dla nas kompletne zaskoczenie, i zupełnie nieplanowana sytuacja.
Nie jestesmy pewni czy chcemy kolejnego dziecka.
To w skrocie.. A teraz w szczegółach.
Od momentu zajscia w ciążę z pierwszym dzieckiem żona przestała pracować. Te 10 lat w domu w zasadzie bardzo odbiło sie na psychice zony. Nie jest ona jakiś specjalnym typem Kobiety Sukcesu - myślę, że do pewnego momentu przeywanie w domu z malutkimi a potem dorastającemyi dziećmi powodowało poczucie jej spełnienia. Jednak do czasu.
Nasz sytuacja materialna była dośc znośna - mimo, że pracowałem tylko ja nie mieliśmy nigdy 'noża na gardle'. I myślę, że to był w jakimś stopniu czynnik wygłuszający potrzebę żony pójścia żony do pracy.
pamiętam, że raz czy dwa, żona znalazła nawet jakieś zajęcie. Ale ponownie z powodu powyżej decydowaliśmy się: lepiej aby zona była w domu, zapewniała codziennie ciepły obiad, bez pośpiechu prowadząła dzieci do rpzedszkola itp... niż za (bardzo) niskie pieniądze znikać na cały dzień z domu.
Dodam, że kwalifikacje zawodowe żony są dość podstawowe i generalnie raczej nie było szansy na dobrą posadę.
Dzis wiemy, że był to bład. Jednak trzeba było podjąc pracę za przysłowiowe 'siedemset' moze nie dla dorobienia się ale dla 'uzdrowienia sytuacji'.
Mijał czas.
okolo czterech lat temu zaczela nas ogarniac stagnacja. uswiadomilismy sobie, ze materialnie stoimy w miejscu. narastala frustracja - mamy po 30 lat i kiepskie perspektywy. Owszem nie glodujemy, ale z wiekiem chcialo by sie zaczac planowac dom itp...
Narastało coś złego między nami. Zonei dalej nie udawalo sie wyjsc z domu. Po czesci poczucie jako takeigo bezpeiczenstwa powodowalo ze nie byla zdesperowana w tych poszukiwaniach pracy, jej kwalifikacje tez mialy tutaj znaczenie. Z czasem kryzys narastal. Ona czuła coraz większe zakłopotanie że co miesiąc potrzebuje ode mnie pieniędzy i sama nie potrafi się finansowo 'dołożyć'. Ja juz prawie otwarcie sugerowalem zonie, ze niezbyt dobrze sie stara, ona nie pozostawla dluzna itp...
Nie było wesoło.
W miedzyczasie wynieslismy sie z cala rodzina na wyspy. Powody w zasadzie glownie materialne (aby wreszcie ruszyc z miejsca, co bylo mozliwe nawet w sytuacji kiedy tylko ja pracujuę)
Kilka miesiecy temu zona znalazla dla siebie zajecie. Okazalo się, że praca zony jest całkiem przyzwoicie płatna i ma naprawdę spory wkład w nasz domowy budżet.
Sytuacja się ustabilizowała, pojawiły się nieśmiałe plany na przyszłość. Ona poczula sie pewna siebie, miała wreszcie własne pieniądze. Bardzo fajny czas.
No i kolka tygodni temu wynik testu ciążowego okazał się pozytywny. Jesteśmy w trzeciej ciązy.
Dużo o tym rozmawiamy, rozmowy są szczere i obydwoje dochodzimy do wniosku, że nie chcemy tego dziecka teraz.
Dlaczego nie?
- żona jest po 10 ciu latach wychowywania dzieci. Teraz chce skupić się na sobie,
- urodzenie dziecka oznacza przynajmniej 2-3 lata powrotu do domu. Za te kilka lat powrot zony do aktywnosci za\wodowej bedzie jeszcze trudniejszy niz teraz
- boimi się znowu, ze moze dojsc do flustracji o ktorych wspominalem wczesniej itp...
jakie mamy wątpliowści?
- skrobanka to zabijanie życia, po prostu się boimy tego czynu!
- co będzie potem? wiem, ze kobiety to ciężko przechodzą (faceci są jednak z grubszej skóry). Róznie moze byc - poczawszy od pogorszenia relacji miedzy nami az po depresję i rozpad związku.
- mamy swiadomosc, ze chodzi tutaj przede wszystkim o nasze zyciowe wygodnictwo. Ze obecnosc tego nowego dziecka co prawda posypie plany zyciowe ale przeciez nie pograzy nas materialnie. Prawdopodobnie wrocilibysmy do statusu z przed kilku lat - stagnacja z racji tego, ze tylko ja pracuje.
jestesmy zli - na siebie!. Dorosli ludzie nie potrafili zadbac dostatecznie o antykoncepcje, wpędzili się w sytuację któa przynjamniej teraz wygląda tak jakby miałą tylko dwa wyjścia - i oba złe.
zawsze w zartach powtarzalem ze ja bym jeszzce chcial miec blizniaki. I tak jest - ale ten momoent jest juz bardzo nieodpowiedni z powodow opisancyh wyzej. mamy swiadomosc, ze po tym rprzerwaniu chyba juz bysmy sie NIE zdecydowali na kolejne dziecko - strach i chyba przekonanie, ze nie mozna miec wszystkiego co się chce. Poszlismy w tą złą stronę to musimy ponieść karę.
za okolo tydzien musimy sie ostatecznie zdecydowac - dodam tylko ze na wyspach zabiegi przerwania sa legalne a zabieg jest w materialnym zasiegu praktycznie dla kazdego.
czy ktos mial podobna sytuację?
przeglądalem mnostwo forow, znalazlem mnostwo kobiet załujących usunięcia dziecka. Nie znalazlem żadnego głosu ktory by stwierdził - wybralam wtedy minejsze zlo, czyn byl zly ale jedyny mozliwy wtedy...