georgina101
09.09.09, 12:50
Mój tato:
lat 70, wdowiec od 3 lat, na emeryturze od ok. 10 lat, posiadający duży dom z duuuuużym ogrodem, w którym mieszka sam, poznał panią, z którą chce się ożenić. Znają się ponad dwa lata. On ciągle do niej jeździ. Jak mi powiedział ostatnio, potrzebny jest mu ktoś, by wyprać i ugotować...
Charakter taty - lubiany przez otoczenie, miły itp. Ale dla bliskich zupełna odwrotność - lubi rządzić, postawić na swoim, wszystko musi być tak, jak on chce. Zdrowy, baaardzo energiczny.
Pani A., z którą tato chce się ożenić:
lat ok.60, miła, inteligentna, wdowa od ok. 20 lat, mieszka w tej samej miejscowości w domu z synem i jego rodziną (ona na parterze, oni na piętrze).
Problem:
- z punktu widzenie mnie jako córki - nie mam nic przeciwko temu, by się żenił właśnie z tą panią, nie będzie sam, przestanie się nami (tzn. moją najbliższą rodziną) interesować (czytaj: da nam wreszcie spokój);
- z punktu widzenia mnie jako kobiety - szczere współczuje tej pani, bo wiem, że jest już zmęczona nadgorliwością mojego taty i ciągłym mówieniem o ślubie od ponad roku. Najbardziej jej przeszkadza jego charakter, bo owszem, człowiek z niego dobry, ale potrafi doprowadzić człowieka do pasji (mnie już nie raz doprowadzał, ale się nie poddaję) i jest szalenie uparty, jak już wcześniej wspomniałam. Rozumiem też, że zmiana wszystkiego (tzn. przeprowadzka) nie jest jej największym marzeniem, bo ma bardzo ładnie urządzone mieszkanie itp.
Moim zdaniem (i zdaniem tej pani) najlepiej by było, gdyby sytuacja została taka, jak była dotąd. Mieszkają osobno i się spotykają od czasu do czasu.
Czego się obawiam? Że tato znajdzie sobie kogoś, kto nie będzie taki mądry jak ta pani, tylko jakąś, za przeproszeniem, zołzę, która tak go okręci, że zostanie bez swojego majątku (cały majątek jest jego własnością). I wtedy będzie miał co chciał!
A może się mylę?...
Czekam na opinie.