Gość: R
IP: 81.210.81.*
07.01.04, 11:24
Przezylem to. 2 razy.
Rozpadam sie i nie wiem w ktorym kierunku isc.
Najpierw opowiem w skrocie moja historie.
Jestesmy ze soba od 8 lat. Choc to moja pierwsza i jedyna kobieta zawsze
wierzylem ze to wlasnie ta. Wstawilem ja do mojego obrazka szczescia i bylem
pewien, ze ide dobra droga.
1,5 roku temu zaczela zblizac sie do mojego najlepszego przyjaciela. On mial
niezbyt udane malzenstwo, a ona szukala czegos czego ja podobno ciagle nie
potrafilem jej dac. maile, smsy, gadu-gadu. Sporo erytycznych. Niby
bezosobowo, ale to nie byla obca osoba. Az doszlo do tego ze sie spotkali
sami. Oklamala mnie ze idzie do kolezanki. Przypadkiem znalazlem na jej
komputerze wszystkie te teksty. Pojechalem do niego i ja tam znalazlem. Nie
doszlo do niczego, ale calowali sie. Najgorsze ze zdradzila moje uczucia. Nie
bede opisywal co wtedy przezylem. Nie chce tego pamietac.
Przeszlismy to, odwolalismy slub planowany i zaczelismy znow planowac wspolne
zycie. Nie przestala mnie kochac, a to byl tylko uczuciowy odskok. Znajdywala
u mnie duzo, ale czegos jej brakowalo, i pomimo ze mnie kochala szukala tego
czegos u innego.
Przetrwalismy i jak to sie mowi co nas nie zabije, to nas umocni. Znow
uwierzylismy w siebie. Znow jej zaufalem i pokochalem moze nawet jeszcze
bardziej.
Wzielismy slub 4 miesiace temu
2 dni temu jej bliski znajomy z pracy napisal ze ja kocha smsem. Ona go tez.
Znow przypadkiem to odkrylem. Pokochala go i jednoczesnie caly czas kocha
mnie. Ale ja nie potrafie byc nie jedynym. Znow zdradzila moje uczucia, po
tym jak jej zaufalem, tuz po slubie. Tamto skonczylo sie te 2 dni temu, i
wiem ze do niczego nie doszlo, ale to nie zmienia faktu ze jestem
zdruzgotany. Wiem ze ciagle mnie kocha. Ale wiem tez ze drugi raz mnie
zdradzila i drugi raz zamiast walczyc z tym, poddala sie swoim potrzebom.
Kocham ja bardzo. Wiem ze ona mnie tez, ale ucieklo zaufanie i wiara w
przyszlosc. Nadzieja ze milosc wszystko zwyciezy. Wiem ze milosc nie
wystarczy zeby zwiazek przetrwal. A moze ta milosc jest za slaba do tego zeby
w pelni zaakceptowac to co sie ma.
Nie jestem idealny, jak kazdy. Wiem ze sa rzeczy ktorych nie dawalem jej w
pelni. Nie mam takiego temperamentu, ciagle siedze przy komputerze i nie ide
przez zycie tak szybko jak ona.
Nie wiem jakie sa szanse zeby cos z tego wyszlo. Chcialbym naprawic, ale czy
zdolam sie z tego podniesc? Czy zaufam? Czy to sie nie powtorzy?
Wlasciwie nie pisze zeby uslyszec odpowiedzi na moje pytania. Pewnie
wiekszosc powie, zostaw ja. Zrobila to 2 raz, to bedzie sie powtarzalo.
Rozstancie sie dla wspolnego dobra. Ale to nie jest takie proste, bo naprawde
sie kochamy. Tylko ze ta milosc moze nie wystarczyc do przetrwania. Pisze
glownei po to zeby wyrzucic to z siebie. Nie chce zeby ktokolwiek wiedzial
kto mnie zna.
Teraz juz nawet nie mysle u nas, czy o niej. Teraz mysle jak samemu sie
podniesc i dalej isc z godnoscia przez zycie. Najchetniej od razu bym jej
wybaczyl. Zeby juz zaraz wszystko bylo tak jak tydzien temu. Tylko ze to nie
zmieni nic, tylko opozni kolejny wstrzas.
Serce mowi, zeby walczyc dopoki starcza sil.
Rozsadek mowi ze to nie ma przyszlosci, a ja mam jeszcze szanse zbudowac cos
nowego z kims innym.
Zobaczymy co powie psycholog do ktorego sie chyba wybierzemy.