Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwac?

IP: 81.210.81.* 07.01.04, 11:24
Przezylem to. 2 razy.
Rozpadam sie i nie wiem w ktorym kierunku isc.

Najpierw opowiem w skrocie moja historie.
Jestesmy ze soba od 8 lat. Choc to moja pierwsza i jedyna kobieta zawsze
wierzylem ze to wlasnie ta. Wstawilem ja do mojego obrazka szczescia i bylem
pewien, ze ide dobra droga.
1,5 roku temu zaczela zblizac sie do mojego najlepszego przyjaciela. On mial
niezbyt udane malzenstwo, a ona szukala czegos czego ja podobno ciagle nie
potrafilem jej dac. maile, smsy, gadu-gadu. Sporo erytycznych. Niby
bezosobowo, ale to nie byla obca osoba. Az doszlo do tego ze sie spotkali
sami. Oklamala mnie ze idzie do kolezanki. Przypadkiem znalazlem na jej
komputerze wszystkie te teksty. Pojechalem do niego i ja tam znalazlem. Nie
doszlo do niczego, ale calowali sie. Najgorsze ze zdradzila moje uczucia. Nie
bede opisywal co wtedy przezylem. Nie chce tego pamietac.
Przeszlismy to, odwolalismy slub planowany i zaczelismy znow planowac wspolne
zycie. Nie przestala mnie kochac, a to byl tylko uczuciowy odskok. Znajdywala
u mnie duzo, ale czegos jej brakowalo, i pomimo ze mnie kochala szukala tego
czegos u innego.
Przetrwalismy i jak to sie mowi co nas nie zabije, to nas umocni. Znow
uwierzylismy w siebie. Znow jej zaufalem i pokochalem moze nawet jeszcze
bardziej.

Wzielismy slub 4 miesiace temu

2 dni temu jej bliski znajomy z pracy napisal ze ja kocha smsem. Ona go tez.
Znow przypadkiem to odkrylem. Pokochala go i jednoczesnie caly czas kocha
mnie. Ale ja nie potrafie byc nie jedynym. Znow zdradzila moje uczucia, po
tym jak jej zaufalem, tuz po slubie. Tamto skonczylo sie te 2 dni temu, i
wiem ze do niczego nie doszlo, ale to nie zmienia faktu ze jestem
zdruzgotany. Wiem ze ciagle mnie kocha. Ale wiem tez ze drugi raz mnie
zdradzila i drugi raz zamiast walczyc z tym, poddala sie swoim potrzebom.

Kocham ja bardzo. Wiem ze ona mnie tez, ale ucieklo zaufanie i wiara w
przyszlosc. Nadzieja ze milosc wszystko zwyciezy. Wiem ze milosc nie
wystarczy zeby zwiazek przetrwal. A moze ta milosc jest za slaba do tego zeby
w pelni zaakceptowac to co sie ma.
Nie jestem idealny, jak kazdy. Wiem ze sa rzeczy ktorych nie dawalem jej w
pelni. Nie mam takiego temperamentu, ciagle siedze przy komputerze i nie ide
przez zycie tak szybko jak ona.
Nie wiem jakie sa szanse zeby cos z tego wyszlo. Chcialbym naprawic, ale czy
zdolam sie z tego podniesc? Czy zaufam? Czy to sie nie powtorzy?

Wlasciwie nie pisze zeby uslyszec odpowiedzi na moje pytania. Pewnie
wiekszosc powie, zostaw ja. Zrobila to 2 raz, to bedzie sie powtarzalo.
Rozstancie sie dla wspolnego dobra. Ale to nie jest takie proste, bo naprawde
sie kochamy. Tylko ze ta milosc moze nie wystarczyc do przetrwania. Pisze
glownei po to zeby wyrzucic to z siebie. Nie chce zeby ktokolwiek wiedzial
kto mnie zna.
Teraz juz nawet nie mysle u nas, czy o niej. Teraz mysle jak samemu sie
podniesc i dalej isc z godnoscia przez zycie. Najchetniej od razu bym jej
wybaczyl. Zeby juz zaraz wszystko bylo tak jak tydzien temu. Tylko ze to nie
zmieni nic, tylko opozni kolejny wstrzas.
Serce mowi, zeby walczyc dopoki starcza sil.
Rozsadek mowi ze to nie ma przyszlosci, a ja mam jeszcze szanse zbudowac cos
nowego z kims innym.

Zobaczymy co powie psycholog do ktorego sie chyba wybierzemy.
    • Gość: *** Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: 217.153.39.* 07.01.04, 13:08
      WALCZ!!! Jeśli naprawdę ja kochasz to WALCZ!!

      Idźcie na wspólna terapię, zróbcie coś!! Dlaczego tak kategorycznie piszę?

      Ja byłam taka jak ona - miałam koło siebie kogos kto mnie bardzo kochał, kto mi
      ufał bezgranicznie. Zawiodłam jego zaufanie dwa razy. Raz mi wybaczył, drugi..
      nie potrafił. Rozwiedliśmy się. Dlaczego taka byłam? Bo byłam głupia, bo
      pędziłam za czymś co wydawało mi się ciekawsze i smaczniejsze, a przestałam
      zauważać to co miałam koło siebie. Byłam głupia, niedojrzała... po prostu
      BEZNADZIEJNA!! Nie będę się tu rozpisywac, ale bardzo Nigdy nie bylismy u
      żadnego psychologa, sami probowaliśmy sklejać to co bylo miedzy nami, ale..
      były to próby nieudolne.

      Minęło pół roku od rozstania i.. wiesz co.. ja Go nada kocham. Wiem jak to
      banalnie zabrzmi, ale.. zmienilam sie. Zmieniłam sie po wielu tygodniach
      rozmyślań, po wielu godzinach spędzonych z psychologiem i z soba samą. Wreszcie
      udało mi się odpowiedzieć sobie na pytanie - czego chcę w życiu? Co jest dla
      mnie najważniejsze?

      No i.. podjęłam walkę o Niego, ciężką walkę która juz teraz przyniosła mi morze
      łez i potworny ból. Ale.. mam w sobie wiarę i nadzieję. Chcę żeby się udało,
      choć.. mam też świadomość, że mogę ponieść porażkę. On może mi już nigdy nie
      zaufać. Na razie powolutku zbliżamy się do siebie On jest nieufny, niepewny
      tego czy chce znowu w to się pakować. I.. wcale Mu się nie dziwię.

      Także... jeszcze raz WALCZ, a właściwie WALCZCIE zanim zrobicie cos głupiego.

      Pozdrawiam
      ***
      • kvinna a ja trochę inaczej 07.01.04, 13:12
        Może ona ma taką naturę. Że będzie zdradzać (albo zbliżać się do zdrady) już
        zawsze. Może jest nimfomanką. I co wtedy?
      • Gość: R Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: 81.210.81.* 07.01.04, 13:50
        Spodziewalem sie od Was innej odpowiedzi. Czytalem troche roznych opinii na
        usenecie i zadna nie byla taka zeby po 2 razie dawala szanse.

        Najbardziej chcialbym wlasnie walczyc ale boje sie dwoch rzeczy.
        Po pierwsze ze wiecej bolu i rozpaczy nie znose. A jak sie nie uda to moze juz
        nigdy nie bede potrafil zbudowac dobrego zwiazku z kims innym. Po drugie, bo
        boje sie czy jak jej pojdzie "tak latwo" to nie wiem czy sie nauczy i zrozumie
        czego sama chce. Czy wiedzialabys jak bylas glupia, czy raczej co mozesz
        stracic, gdybyscie nadal byli razem?
        Rozejscie sie jest straszne, ale boje sie ze bez rozejscia ona moze nie
        zrozumiec czy jestem dla niej tak wazny. Moze zrobic to kiedys kolejny raz.
        Poza tym w pewnym sensie rozejscie sie uswiadomic moze nam czy to jest
        prawdziwa milosc, czy moze w pewnym stopniu uzaleznienie.

        Teraz mam wrazenie ze milosc, choc najwazniejsza, nie wystarcza. Zeby stworzyc
        dobry zwiazek potrzeba jeszcze innych cech, jak chcociazby zaufanie. A czy to
        uda mi sie odnalezc?
        Mowienie ze milosc wszystko zwycieza chyba niestety nie jest do konca prawda. :(

        Powiedz *** czy wiedzialabys ze chesz o niego walczyc gdybyscie sie nie
        rozstali?
        • Gość: *** Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: 217.153.39.* 07.01.04, 14:17
          > Powiedz *** czy wiedzialabys ze chesz o niego walczyc gdybyscie sie nie
          > rozstali?

          Szczerze? To przed rozstaniem byłam nastawiona na "nie" i zupełnie nie chciałam
          słyszec o walce. Poddałam się, bo nie było nikogo kto by mna potrząsnął. Mój
          mąż próbował ze mna rozmawiac, ale w końcu sam tez się poddał. Myślę, że
          gdybyśmy wtedy poszli do psychologa, osoby zupełnie obcej, a przez to
          obiektywnej to mogłabym juz wtedy spojrzeć na to wszystko z innej strony. No
          ale nie poszliśmy.

          A jeśli chodzi o Twój strach, "że więcej bólu i rozpaczy nie zniesiesz" to..
          porozmawiaj bardzo spokojnie ze swoją zona. Zapytaj ja czego ona chce od
          życia? Ciagłych wrażeń, gonienia za niewiadomo czym, czy pewności, że w domu
          czeka na nia kochający (choc na pewno nie idealny) mąż, stabilizacji i ciepła?
          Zaproponuj jej terapię małżeńską i.. spróbuj zmienic nastawienie. Wiem, że to
          bardzo trudne, ale jeśli naprawdę zdecydujesz się walczyć to każdego dnia rano
          po otwarciu oczu mów sobie - "uda się, wszystko będzie dobrze, ona się
          zmieniła". Tylko jest jeszcze jedna ważna sprawa.. Ona rzeczywiście musi się
          zmienić. Ona musi tego chcieć!! A odbudowanie zaufania tez jest możliwe tylko
          trwa bardzo, bardzo długo.

          Optymistyczna wersja jest taka że Wam sie uda (tego Wam z całego serca życzę).
          Zakładając jednak wersje pesymistyczna - że się nie powiedzie to... nie martw
          się na zapas, ze nigdy ni będziesz umiał stworzyć z nikim związku. Będziesz
          umiał. Czasem sami sobie nie zdajemy sprawy ile w nas jest siły.

          Pozdrawiam ciepło
          ***
        • ginger_beer Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa 07.01.04, 18:52
          Gość portalu: R napisał(a):

          > Spodziewalem sie od Was innej odpowiedzi.

          Trzeba było nas wcześniej uprzedzić, to na pewno udzielilibyśmy ci takiej
          odpowiedzi, jakiej oczekiwałeś, bo niby czemu mielibyśmy ci żałować. A tak
          wyszło, jak wyszło.
    • barnaba7 do R - po pierwsze nie grzeb w jej danych 07.01.04, 13:19
      osobistych.
      po co ci to?
      jakby Cie nie kochala, to by z Toba nie wziela slubu?

      Skoro za czyms sie jeszcze rozglada, to znaczy, ze cos jej jeszcze trzeba.
      podejdz do tego rozwaznie i spokojnie.
      jezeli chcialaby Cie zostawic, to zawsze to moze.
      Nic tu szarpanina nie pomoze,
      a tylko spokojna rozwazna i rzeczowa rozmowa.
    • Gość: heh......... Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: *.lodz.dialog.net.pl 07.01.04, 14:10
      Przeczytalam uwaznie twoj list i nasunely mi sie pewne refleksje. Po pierwsze
      co dalej z tym fantem zrobic musisz wiedziec TYLKO Ty sam! Nikt Ci nie odpowie,
      czy masz zwiazek zakonczyc czy ciagnac dalej (chociaz znow moze zabolec i to
      mocniej). Nie piszesz nic o sobie jakim jestes czlowiekiem, o niej tez niewiele
      wiemy. Z kilku zdan zaledwie mozna wysnuc wniosek, ze to ona jest "iskra" tego
      zwiazku czyli, ze Ty jestes jego spokojniejsza polowa. Czy tak jest? A teraz do
      rzeczy: istnieje grupa ludzi, ktorzy uwielbiaja stan zakochania, wiecznej
      ekscytacji, nie znosza nudy, musza ciagle czuc ze cos sie dzieje. Ten stan
      zakochania jest jak najbardziej normalny w poczatkowej fazie kazdego zwiazku.
      Pozniej, jak partnerzy sie lepiej poznaja, stan zakochania powinien sie
      przerodzic w dojrzala, partnerska milosc. To oczywiscie wymaga czasu ale i WOLI
      stron obydwu! Sa jednak ludzie, ktorzy nie potrafia przejsc do nastepnej fazy
      po zakochaniu. Sa to osoby niedostepne emocjonalnie, maja problem z
      odczytywaniem swoich uczuc, nie potrafia ufac sobie wiec nie ufaja innym. Wcale
      to nie oznacza, ze sa to osoby, zle, zimne, wyrachowane!!!! Nie! Moga byc
      cieple, usmiechniete, czule! Ale nie znosza rutyny, zaangazowania w dluzszym
      okresie czasu z tylko jedna osoba, bo nieosiagalnym jest stan, zeby jedna osoba
      dostarczala im ciagle tej samej dawki ekscytacji na najwyzszym poziomie! To sa
      osoby niedojrzale emocjonalnie wewnetrznie! Moga byc z kims w oficjalnym
      zwiazku, bo daje im on poczucie bezpieczenstwa, ale szukaja tej ekscytacji poza
      zwiazkiem w romansach, bo tylko romans daje ten dreszczyk emocji (tajemnice,
      niedopowiedzenia, cos czego nie mozna przewidziec - adrenalina wiec rosnie).
      Czy to co opisalam zgadzaloby sie choc troche z twoim "przypadkiem"? Zalezy mi
      na odpowiedzi, bo nie wiem czy czegos podobnego nie przezywamy z tym, ze u mnie
      akurat partner byl (bo juz nie jest) strona ktora miala "syndrom Romea"...
      • Gość: R Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: 81.210.81.* 07.01.04, 15:25
        Jaki ja jestem?
        Bardzo uczuciowy. Wychowywany rodzinnie. Zaangazowany. Racjonalny tez. I
        niestety egoistyczny dosc mocno.

        Jaka ona jest?
        Skryta, empatyczna, dobra, wrazliwa. Niestety bardzo introwertyczna i czasem
        rzadzaca.

        Kto jest spokojniejsza polowa?
        Nie wiem. Z zewnatrz wszystkim wydaje sie ze to ja ja bardziej kocham, i chyba
        tak jest. Ale moze tez ona jest tylko bardzo skryta. Oboje jestesmy podobnie
        energetyczni, choc w inny sposob.

        Nie wiem czy u niej chodzi o stan wiecznego zakochania. Cos w tym jest, ale
        wydaje mi sie ze raczej dziaje sie tak, poniewaz ja mam 90% cech ktorych ona
        potrzebuje, ale nie mam pozostalych 10%. Ona zawsze byla dla wszystkich mila.
        Az za bardzo. Jest ladna, wiec podoba sie facetom, a ze jest malo asertywna, to
        pozwala na to ze ja zaczynaja adorowac, podoba jej sie to i brnie coraz
        glebiej. Nie potrafi sie zatrzymac, choc wie ze to nie jest dobre i ze choc nie
        wiem o tym, to mnie rani.
        Ona chyba nie szuka romansow, tylko kogos kto ja zrozumie w pelni, i choc nie
        znala tych 2 facetow tak dobrze jak mnie, to wmowila sobie ze oni rozumieja ja
        w tych 10% i akceptuja bardziej niz ja.

        To jest tez moj problem. Uzaleznilem sie od milosci, ale i szczerze ja kocham.
        To mnie chyba zaslepia i nie widze czy to jest dobre tylko dla mnie czy dla
        obojga (ten egoizm). Czas pedzi jak szalony, ja chcialbym darzyc do marzen, i
        zatracam sie troche w pracy w pogoni za pieniedzmi. Odreaogowywuje ta prace
        troche z nia, ale glownie na innych przyjemnosciach (gry, motocykl, itd). A
        przez to faktycznie czasem zapominam o niej. Chcialbym zeby ona tez miala jakas
        mocna fascynacje, ale ona na ogol siedzi i albo czyta, albo pisze smsy. To duze
        uproszczenie, ale tak mniej wiecej to wyglada.

        Wmawialismy sobie juz po pierwszym razie ze chcemy sie zmienic. Ale zmiany byly
        minimalne. Udawaly sie, ale w zbyt malym stopniu. Nie wiem czy mozna sie
        zmienic, a nawet jak ktos sie zmieni to czy nie zdradza w pewnym sensie samego
        siebie. Z drugiej strony mysle, ze ta milosc warta jest kazdej zmiany.

        Ona byla na takiej grupie terapeutycznej. Cos jej to dalo, ale malo. Jest
        bardziej introwertyczna niz wydawalo mi sie. Ale spotkala tam kilka bliskich
        kolezanek. Nadal sie z nimi kontaktuje. One wiedza o wszystkim. Jedna jest 30-
        sto paroletnia panna i wie co to samotnosc. Mowi jej zeby walczyla o mnie.
        Druga jest po rozwodzie i nieudanym malzenstwie. Mowi jej zostaw go, bo nie
        bedziesz szczesliwa.

        Ogladaliscie film "Godziny". Ta kobieta z lat 60-tych miala meza, dziecko, dom.
        Maz wracal samochodem z pracy do domu i rodziny. Byl szczesliwy. Spelnilo sie
        jego marzenie o szczesciu. Byl dobry i kochajacy. Ale jej czegos brakowalo i
        nie mogla zniesc tego zwiazku. Cos bylo nie tak, choc nikt nie wiedzial co.
        Niby wszystko pieknie, jak z obrazka. I w koncu nie mowiac nic nikomu o swoich
        problemach popelnila samobojstwo. W pewnym sensie przypomnialo mi to o mnie i
        mojej zonie. Ja jestem tym szczesliwym facetem ktory cieszy sie ze zbudowal
        dobra rodzine i kocha ja i takie zycie. A jej brakuje czegos, czego nawet sama
        nie moze zrozumiec. I powoli wypala sie. I fakt ze nie walczy o siebie niszczy
        nie tylko ja, ale i wszystkich najblizszych, na ktorych wlasciwie to jej bardzo
        zalezy. Nie wiem czy mam racje.
        Ale tu wlasnie moj ogromny problem. Zupelnie nie rozumiem czemu tak sie dzieje.
        • Gość: heh......... Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: *.lodz.dialog.net.pl 07.01.04, 16:50
          Podoba mi sie, ze podchodzisz do problemu obiektywnie - nie wybielasz siebie,
          szukasz drog wyjscia z sytuacji w jakiej oboje sie znalezliscie, a raczej
          SZUKACIE! Bo z tego co zrozumialam i zonie ten stan w jakim sie znalezliscie
          nie jest obojetny! I mam nadzieje, ze zona mowi to szczerze - jesli tak - jest
          dla was swiatlo w tunelu - i tym swiatlem jest nic innego jak terapia! Nie
          idzcie do psychologa! Psycholog to teoretyk! Terapeuta to praktyk i do niego
          trzeba sie udac. Sa specjalne terapie dla par i w waszym przypadku wydaje sie
          to najlepsze rozwiazanie. A potem praca, praca i jeszcze raz praca nad
          zwiazkiem. Ale to nie na chwile, na dwie....... trzeba byc bardzo silnym, zeby
          zmienic to co nas niszczy. W moim przypadku nad zwiazkiem pracowac chcialam
          tylko ja, a jak wiadomo do tanga trzeba dwojga, wiec sie rozstalismy. Ciezko to
          przezylam, bo podobnie jak Ty - relacja z moim partnerem dawala mi duzo radosci
          ale i niszczyla mnie i nasz zwiazek. Ja to widzialam, on dostrzec tego nie
          chcial. Tyle....

          Od siebie zycze Ci i twojej zonie duzo wytrwalosci w pracy nad soba, zwiazkiem,
          zebyscie sie w koncu odnalezli i zeby sie wszystko dobrze poukladalo.
          Powodzenia!

          Pamietaj: "rzeczy piekne sa trudne" (Platon)
        • Gość: goa Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: *.gwardii.bmj.net.pl / 212.106.191.* 08.01.04, 02:11
          ta kobieta o której piszesz z filmu "Gozdiny" nie popełniła samobójstwa ona
          wyjechała i opuściła rodzinę
    • teodorek3 Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa 07.01.04, 14:23
      Napiszę w punktach choć moje uwagi są chaotyczne
      1. Jeśli jeszcze nie osiwiałeś to obawiam się, że wkrótce Cię to czeka.
      2. Czy dasz sobie głowę uciąć, że Twoja kobieta miała tylko te wyskoki o
      których wiesz? Bez obrazy, ale jeśli ew. doczekacie się potomstwa to radziłbym
      Ci zrobić badania genetyczne.
      3. Jak chcesz iść przez życie z godnością to idź za głosem rozsądku.
      4. Sama miłość (nawet wzajemna) nie wystarczy do przetrwania żadnego związku.
      5. Ciekaw jestem czy faktycznie wybierzecie się do psychologa.
    • Gość: tomek Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: 195.94.193.* 07.01.04, 14:27
      Parokrotnie w tej dyskusji padla rada - idzcie do psychologa
      Czy ktos z was ma doswiadczenia z taka terapia i moze sie podzielic
      swoimi 'doswiadczeniami'? Czy możecie polecic jakiegos psychologa (albo
      chociaz) przychodnie w Warszawie? Bede wdzieczny za info...
      • Gość: heh......... Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: *.lodz.dialog.net.pl 07.01.04, 17:01
        Tomku, nie jestem z W-wy ale wiem, ze jest w W-wie cos takiego
        jak "Laboratorium Psychoedukacji". To osrodek pomocy psychologicznej,
        psychoterapii, rozwoju osobistego i szkolen dzialajacy od 1978 roku.
        Moja kolezanka odbywala tam trening interpersonalny i byla zadowolona!
        Pracuja tam znani ludzie z branzy terapeutycznej. Jakie sa ceny wizty nie mam
        pojecia, ale mysle, ze warto sie tam udac i zasiegnac info.

        Laboratorium Psychoedukacji
        ul.Katowicka 18, Warszawa
        tel.: 616-13-72, 617-61-64,

        jest i strona internetowa: lps.pl

        pozdrawiam

        • Gość: tomek Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: 195.94.193.* 08.01.04, 08:52
          Dziekuje ci bardzo heh...
    • Gość: Oleńka Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 14:39
      Nie "kochacie się" tylko "jesteście od siebie uzależnieni" i tyle.

      Gdzieś czeka fajniejsza, bardziej dla Ciebie, a Ty jej właśnie (i sobie)
      odbierasz czas, który moglibyście razem spędzić.
    • Gość: Aster Re: Zdrada i milosc jednoczesnie. Jak to przetrwa IP: *.magma-net.pl 09.01.04, 02:17
      Po przeczytaniu całego wątku mam takie wrażenie, że w Waszym związku
      jest jakaś niesymetria. Że to Ty jesteś stroną której bardziej zależy
      a Ona po prostu to akceptuje, uważa za coś oczywistego.
      I dalej czegoś szuka, choć wygląda, że nie bardzo wie czego.

      Czy czujesz że Ona jest z Tobą dlatego, że ją bardzo kochasz czy też
      dla samego faktu że to jesteś Ty? Czy był taki moment kiedy poczułeś,
      że to Ona o Ciebie walczy? Bo mam takie wrażenie, że nawet po tym
      pierwszym rozstaniu (właściwie z Jej winy) to tak zupełnie nie było.
      Jeśli jesteś pewny, że ona Ciebie kocha, to nie pozostaje chyba nic
      innego jak próbować dalej. Musiałoby jednak Jej też zależeć na tym
      aby zrozumiała, czego właściwie jej brakuje. Przynajmniej tak samo
      jak Tobie, bo jeśli nie, to będzie to dość jałowe.
      A może po prostu Ona potrzebuje więcej "romantycznej" otoczki.
      Skoro pakuje się w dziwne pseudo-romanse (w których do niczego nie dochodzi).
      Główne pytanie (dla Ciebie, dla Niej) może być więc chyba takie:
      Dlaczego Ona jest z Tobą?
      Tak wiem, pisałeś że Ciebie kocha ale coś tu szwankuje.
      To takie impresje (rad nie chciałeś, zresztą nie mam ich).

      Pozdrawiam
Pełna wersja