Dulszczyzna - co to znaczy?

08.01.04, 22:04
Dulska, dulszczyzna - te określenia przewinęły się parę razy w dyskusjach.
Źle się kojarzą. Co oznaczają dla Was współcześnie?
Czy dulszczyzną jest hipokryzja obyczajowa? Wyrachowanie? Chęć życia z mężem
a nie konkubentem? Jakieś reguły ustalane w związku? Wartościowanie ludzi i
ich zachowań?
Czekam na pomysły z uzasadnieniem, może rozwinie się ciekawa dyskusja.
    • r.richelieu Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:06
      "po to mamy 4 ściany i sufit żeby swoje brudy prać w domu"
      • Gość: ryb Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 08.01.04, 22:08
        podlogi nie masz? O Boze...:)
        • yagnieszka Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:16
          Bardzo dziekuje za przypomnienie mi tym watkiem serialu TV "Z biegiem lat,
          z biegiem dni" - wspaniala kreacja Anny Polony jako Anieli Dulskiej. Musze
          poszukac w bibliotece, moze maja - chetnie sobie obejrze jeszcze raz.
        • r.richelieu Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:34
          nie mam podłogi, bo jej mycie nakolanowe z czasów przedmopowych było jawnym
          przejawem służalczej roli kobiet-sprzątaczek pod jarzmem męskich
          szowinistycznych świń ;)))))
          • Gość: ryb Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 08.01.04, 22:38
            Dobre, dobre :))) Ja tez pozbywam sie podlogi, zeby moja zona przestala ja w
            koncu mna wycierac :)))
            • r.richelieu Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:44
              nie wiem czy Cię dobrze rozumiem, ale wystarczy chyba odwrócić kota ogonem i
              wtedy Ty będziesz wycierał żoną podłogę, z tym to już jak kto lubi ;))))
      • triss_merigold6 Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:16
        Co widzisz złego w tym, że konfliktów domowych (niezwiązanych z przemocą -
        podkreślam) nie wynosi się na zewnątrz? W końcu rodzina jest autonomiczna,
        stanowi wspólnotę ludzi spokrewnionych, wspólnotę, która ma określone funkcje.
        Po co w jej problemy wciągać obcych ludzi.
        • r.richelieu Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:31
          konfliktów domowych nie związanych z przemocą nie wynosi się na zewnątrz,
          racja. Ale z tym czym jest dulszczyzna kojarzy mi się też Zbyszek Dulski.
          Dopóki seksił się w komórkach z Hanką było dobrze, bo nikt go sekszącego się w
          klubach nie widywał, jakby Hanka to był jeszcze jeden gadżet przynależny
          młodemu gneiwnemu. Oczywiście o dziecku wysoko urodzonego mieszczanina i
          durnej służącej mowy być nie mogło.
          • triss_merigold6 Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:47
            Zbyszko, racja. Z drugiej strony takie dziecko - bez określonej przynależności
            społecznej wówczas miałoby straszne życie, Hanka też. Na każdym kroku wytykany
            mezalians. Czy nie lepiej stało się, że Hanka dostała kasę na posag i mogła
            wrócić na wieś i wyjść za mąż? Na wsi posażne panny z ziemią, nawet dzieciate
            jakichś strasznych sprzeciwów nie budziły...

            Sztukę znamy. Mnie chodzi o dulszczyznę dzisiaj... czy odpowiednikiem jest
            postawa "szaleć za młodu, bzykać laski, a za żonę wziąść dziewicę nieskalaną".
            • r.richelieu Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:58
              tu wszystko pasuje co jest hipokryzją i życiem na pokaz. I, że bzyka się laski
              żądając od żony dziewictwa i, że pracuje się jako policjant d/s przestępstw
              domowych samemu żonę lejąc przy każdej okazji (taki był na śląsku jeden z
              policjantów) i, że działa się w stowarzyszeniach wspierających coś tam, a we
              własnym domu odpycha się dziecko, które chce pomocy w lekcjach

              co do Hanki. faktycznei, jeśli komuś zależy na spokojnym ciepełku to głosu
              sprzeciwu nie podniesie. Prędzej Hanka podniosłaby nie mając nic do stracenia
    • Gość: ryb Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 08.01.04, 22:16
      Nigdy nic zlego w Dulskiej nie widzialem. Natomiast widzialem i widze paskudny
      atak na kobiety, zony i matki. Cos potwornego...
      • yagnieszka Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 08.01.04, 22:19
        Gość portalu: ryb napisał(a):

        > Nigdy nic zlego w Dulskiej nie widzialem. Natomiast widzialem i widze
        paskudny
        > atak na kobiety, zony i matki. Cos potwornego...


        Ryb, no ale Filicjanem bys nie chcial byc, co? ;o) Cygara chowane na piecu,
        spacery dookola stolu "na Wysoki Zamek" (lub jak w PRL-owsko, krakowskiej
        wersji - na Kopiec Kosciuszki). Biedny Felicjan, biedny Ryb... ;o)
        • Gość: ryb Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 08.01.04, 22:28
          Dla kobiety-zony trzeba sie poswiecic, tak samo jak ona poswieca sie dla nas
          mezczyzn. Nie jest to latwe jak ktos dba o Toje zdrowie i chce jak
          najlepiej...:)
    • Gość: ryb Nikt nie stanie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 09.01.04, 00:08
      W obronie tej biednej kobiety? Przeciez, prawie w kazdym domu dzieja sie tego
      rodzaju historie...
      • triss_merigold6 Re: Nikt nie stanie 09.01.04, 00:21
        Jak byłam młodziutka Dulską uważałam za potwora, dziś mam wątpliwości bo
        generalnie chciała dobrze dla rodziny.
        • Gość: Sisi Re: Nikt nie stanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 00:27
          O, mnie się wydaje, że nie tyle chciała dobrze dla rodziny, ile aby rodzina za
          dobrą uchodziła w oczach innych, moralność Dulskiej była hipokryzją
          najczystszej wody, "co ludzie powiedzą" było jej zawołaniem rodowym.
          • triss_merigold6 Re: Nikt nie stanie 09.01.04, 00:31
            Nie żyjemy na pustyni. Opinia ludzi: w szkole; w pracy; w środowisku; wśród
            znajomych nie jest bez znaczenia.
            Dulska chciała, żeby jej dzieci bez problemów poruszały się w ówczesnym świecie
            norm społecznych, żeby były zaakceptowane i ułożyły sobie przyszłość: syn -
            ożenił się; dziewczynki - dobrze wyszły za mąż. Na zamążpójście miały szanse
            tylko wtedy gdy "dom" miał dobrą opinię.
            • Gość: Sisi Re: Nikt nie stanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 00:50
              Oczywiście, że nie żyjemy na pustyni. Problem w tym w jaki sposób wyrabiamy
              sobie opinię w środowisku, żeby była to dobra opinia, nie trzeba przecież
              stosować niespójnych zasad moralnych tzn. co innego w domu, co innego przed
              sąsiadami. To tak jakbyś dziecko w domu tłukła, a na zewnątrz udawała świetną
              matkę. Nie o obraz zewnętrzny chyba chodzi, ale o to jakim się jest
              człowiekiem.
          • Gość: Sue Re: Nikt nie stanie IP: *.gios.gov.pl 12.01.04, 16:10
            Dokladnie, gdyby chciala tak dobrze dla rodziny, to nie wyrzucilaby na zbity
            pysk swojego wnuka - dziecko Hanki to przeciez wnuk Dulskiej

            >O, mnie się wydaje, że nie tyle chciała dobrze dla rodziny, ile aby rodzina za
            >dobrą uchodziła w oczach innych, moralność Dulskiej była hipokryzją
            >najczystszej wody, "co ludzie powiedzą" było jej zawołaniem rodowym.

            • malvvina a ja se zacytuje z opracowan lit. 13.01.04, 10:25
              " Dulska główna bohaterka wspomnianego dramatu postępuje niezgodnie z zasadami
              moralnymi, choć tytuł sugeruje inaczej. Sama Dulska tak kreuje swoją postać, iż
              wydaje się, że postępuje nienagannie.
              Niemoralność głównej bohaterki przejawia się między innymi w wyrzuceniu
              niedoszłej samobójczyni lokatorki z domu, ponieważ zrobił się z tego wielki
              skandal.
              Pani Dulska ma jeden nadrzędny cel, budowę pozytywnego obrazu swojej rodziny w
              oczach innych ludzi, sąsiadów, całego miasta.
              Temu podporządkowuje wszystkie swe działania, wysiłki. Nie jest – w gruncie
              rzeczy – ważne to, co naprawdę dzieje się w jej domu, liczy się przede
              wszystkim opinia innych.
              Dulska odznacza się typową podwójną moralnością – np. toleruje w swym domu
              kobietę lekkich obyczajów, ponieważ ta systematycznie płaci czynsz. Bohaterka
              Zapolskiej łatwo uspokaja sumienie – czynszem od owej kobiety płaci podatki,
              nie zostawia tych pieniędzy dla siebie. Można podać jeszcze wiele podobnych
              przykładów zakłamania. Gdy za sprawą syna służąca zachodzi w ciąże, Dulska
              martwi się jedynie wyciszeniem sprawy, nie interesuje jej los dziewczyny,
              przyszłego wnuka. Nie dostrzega żadnych moralnych obowiązków ze strony Zbyszka,
              jest bez reszty obłudna podczas rozlicznych prób zatuszowania „skandalu” –
              przykładem niech będą rozmowy z Hanką i Tadrachową.
              Dulska zachowuje tylko pozory życia duchowego.
              Jeżeli tylko bohaterce udaje się rozwiązać tzw. życiowe problemy, natychmiast
              zapomina o jakiejkolwiek moralnej ocenie swych czynów, taka refleksja
              generalnie nie pojawia się w jej myśleniu – liczy się jedynie to, co „powiedzą
              ludzie”.
              Dulska stała się wyrazem, symbolem tamtej epoki. Personifikacją postawy i
              moralności, która wciąż okazuje się zdumiewająco zdrowa – niezależnie od
              ustroju politycznego, głośno wyznawanej religii itp.
              Opisane postępowanie otrzymało nazwę – dulszczyzny.
              Dramat Zapolskiej wykazuje na ułomności ludzkie, sugeruje, iż trzeba walczyć z
              kłamstwem, obłudą, hipokryzją i skąpstwem. Ma także charakter dydaktyczny.
              Wyraża ironię, skierowaną przeciw Dulskiej, jest próbą nauki postępowania dla
              wszystkich ludzi. Dom Dulskich jest miejscem przerażającym odrażającym, w jego
              ścianach z największą łatwością popełnia się czynny podłe – na ulice wychodzi
              się z wysoko podniesioną głową. Ludzie pokroju Dulskiej pełnili i pełnią rolę
              moralistów, sędziów postaw innych, wychowawców nie tylko swoich dzieci. Zapewne
              także, dlatego „Moralność pani Dulskiej” nie traci aktualności, a dulszczyzna
              jest czymś, co nas niezmiernie otacza."
        • Gość: ryb Re: Nikt nie stanie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 09.01.04, 00:39
          No wlasnie, kazdy z nas powinien zadac sobie pytanie. Jak zachowalbym sie
          bedac na Dulskiej miejscu? Hmm. Odpowiem obrona. Alez oczywiscie ze nie, nigdy
          nie podwazalem Waszej szlachetnosci...A prawda jest taka. Kazda matka chce jak
          najlepiej dla swojego syna czy corki. Kazda normalna zona bedzie walczyla o
          rodzine i pokazywala ja w jak najlepszym swietle. Naprawde, nic w tym zlego
          nie widze...

          • Gość: Sisi Re: Nikt nie stanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 01:00
            Oczywiście, że chcę jak najlepiej dla mojej córki. I właśnie dlatego nie
            bronię jej za wszelką cenę, gdy popełni błąd powinna za niego ponieść
            konsekwencje, nie będę jej wybielać tylko dlatego, że jest moja córką. Tylko w
            ten sposób nauczy się odpowiedzialności i szacunku dla innych. Naprawdę
            uważasz, że każda żona ma ukazywać swoją rodzinę w najlepszym świetle, a np.
            żona alkoholika, wszak tłumaczenie i krycie go przed innymi to nic innego jak
            tylko utrzymywanie go w alkoholiźmie. I imię czego, "co ludzie powiedzą"?
            • Gość: ryb Re: Nikt nie stanie IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 09.01.04, 21:23
              Za dawnych dobrych czasow "co ludzie mowili" bylo bardzo wazne. Mozna bylo
              wszystko stracic przez "otwartosc". Pamietam takie przyslowie: Nie mow nikomu
              co sie dzieje w domu. W dzisiejszych casach jest troszke inaczej ale tylko
              troszke. Przyklad o alkoholiku jest skrajny, nie piszmy o ludziach chorych...
    • jmx Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 00:57

      Moim zdaniem o dulszczyźnie świadczą intencje czynów a nie jakieś konkretne
      zachowania (generalizuję bo pewno będzie można znaleźć jakieś wyjatki).
      Przykład - sama chęć posiadania męża nie jest dulszczyzną ale jeśli chce się
      wyjśc za mąż "bo ludzie będą gadać" juz tak.
      • yagnieszka Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 03:18
        Tak mi sie skojarzylo, moze nie bardzo a propos ale w kontekscie tego watku i
        tego Ta-ej o umierajacych slowach/sprawach.
        Gdy ja konczylam zawodowke, wiekszosc chlopakow z podworka i okolic szykowala
        sie do woja. Wiekszosc marzyla o tym zeby sie od tego wymigac ale tylko
        nielicznym sie udawalo. Pamietam taka swietojebliwa sasiadke, co to pomstowala
        na tych migajacych sie i darla sie pod niebiosa, ze jak przyjdzie czas na Jej
        Marcinka to On z podniesionym czolem pojdzie sie cwiczyc dla ojczyzny w silach
        Paktu Warszawskiego. No a jak na Marcinka naprawde przyszla pora, to pani
        Kulczynska po cichutku dala lapowke komu trzeba i Marcinek - zdrowy byk -
        dostal kategorie D - zwolniony z wojska na wieki wiekow amen. Moj przyklad to
        takie reality check w kwestii "jak kochamy nasze dzieci". Bo zasady zasadami,
        wiara w LWP moze byc niezmierzona ale jak sobie matka wyobrazi, ze Jej
        Marcinek spada gdzies na dziurawym spadochronie, to nie ma sily - lapowke da i
        jeszcze panu sierzantowi buty wyglansuje byle tylko szczeniakowi sie krzywda
        nie stala. I takie pewnie bylo myslenie Dulskiej w sprawie Zbyszka. Chwalebne
        to nie jest ale iluz bylo w PRLu rodzicow sklonnych sie zapisac do PZPR tylko
        po to zeby sie dzieci na studia dostaly, bo wiara czyni cuda a serce matki nie
        opiera sie na zadnej logice. Moge tylko podejrzewac ilu jest obecnie rodzicow
        sklonnych do mniejszych lub wiekszych nagiec swoich wlasnych pryncypiow tylko
        po to zeby dzieciskom nieba przychylic albo uchronic je przed zlem. Dzieci
        zreszta czesto sobie nawet nie zdaja sprawy z wielokrotnie idiotycznych
        zachowan swoich rodzicow. Zaczynaja sie czegos domyslac, gdy same staja sie
        rodzicami. To, oczywiscie, nie jest zadna obrona hipokryzji tylko taka sobie
        opowiesc z lumpenproletariackiej Pragi, ktorej juz pewnie nie ma. I dobrze.
    • kwieto Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 08:03
      hipokryzja, tendencja do zachowania w stylu co innego robie, co innego mowie, co innego mysle.
      Padl tu problem rodzicow walczacych za wszelka cene o dobro dzieci (rowniez za cene hipokryzji
      itd).
      Mysle ze dulszczyzna to jednak nie do konca ten problem. Dla mnie dulszczyzna oznacza przede
      wszystkim fasadowe zycie. A wlasciwie podwojne - fasadowe na zewnatrz, "normalne" wewnatrz
      rodziny.
      Udawanie po to by moc sie np. pochwalic sasiadom (albo tylko wstydu przed nimi nie czuc),
      konformizm.

      Dulszczyzna na forum - dorabianie sobie falszywej biografii by ladniej wygladala, na przyklad.
      • kamfora Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 08:10
        kwieto napisał:

        > Dulszczyzna na forum - dorabianie sobie falszywej biografii by ladniej wygladal
        > a, na przyklad.

        Chyba Ci się nieco pomyliło z literaturą (albo, jak wolisz: z grafomanią).
        • kwieto Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 08:35
          > Chyba Ci się nieco pomyliło z literaturą (albo, jak wolisz: z grafomanią).

          Nie, bo to spelnia dokladnie te same potrzeby - jest reakcja na strach "co ludzie powiedza".
          Literackosc/grafomanstwo jest wtorne w stosunku do strachu
          • kamfora Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 19:55
            kwieto napisał:

            > > Chyba Ci się nieco pomyliło z literaturą (albo, jak wolisz: z grafomanią).
            >
            > Nie, bo to spelnia dokladnie te same potrzeby - jest reakcja na strach "co ludz
            > ie powiedza".
            > Literackosc/grafomanstwo jest wtorne w stosunku do strachu

            Ja mogę mówić tylko za siebie - jeśli z Twojej strony tak to wygląda, to
            pozostaje mi przyjąć do wiadomości :-)
      • yagnieszka Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 12.01.04, 14:56
        kwieto napisał:

        > Dulszczyzna na forum - dorabianie sobie falszywej biografii by ladniej
        wygladal
        > a, na przyklad.

        Tu przeciez ludzie glownie narzekaja - albo, ze ich zona/maz zdradzili, albo ze
        tesciowa beznadziejna, albo ze zycie daje w kosc. Malo kto sie czymkolwiek
        chwali - dopiero co przeczytalam watek o jakims facecie, ktory zgwalcil zone,
        bo chce miec dzieci a potem ta zona ukryla przed nim aborcje i teraz on cierpi -
        myslisz, ze to jest poprawianie sobie biografii? To jakby mialo wygladac
        pogarszanie? ;o) Pomijam juz czy to wszystko prawda, czy nie - ja mam zawsze
        odczucie, ze tu jest duzo krzywdy - nie wazne, czy faktycznej, czy tylko
        odczuwanej przez piszacego.
        Dulszczyzna na Forum to chyba nieistniejace zjawisko, jezeli juz to w
        pogladach, ktore nasza ukochana GF nazwalaby konserwatywnymi ale to
        beznadziejny skrot myslowy, ktory wlasciwie niczego nie wyjasnia. W ogole im
        dluzej czytam ten watek, tym bardziej dochodze do wniosku, ze Anieli Dulskiej
        dostaje sie przez ostatnich 100 lat lekko za mocno i troche bez podstaw. Bo
        wlasciwie czego bysmy od niej chcieli - zeby dawala Zbyszkowi drobne na
        prostytutki zeby sie nie zadawal z Hanka a zamiast tego uczyl poza domem
        postepowania z kobietami w burdelu? Antybiotykow wtedy nie znano - syfilis, nie
        mowiac juz o gruzlicy dziesiatkujacej prostytutki, nie byl wart takiego
        liberalizmu ;o)
    • Gość: maika7 Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 08:56
      Dulszczyzna kojarzy mi się chyba podobnie jak RR, jmx, yagnieszcze i sisi. Ale
      przede wszystkim dulszczyzna kojarzy mi się z takim zakłamaniem, w którym
      tzw. "opinia publiczna" jest ważniejsza od relacji między bliskimi. To np.
      robienie czegoś "bo tak trzeba", "bo co sąsiedzi powiedzą" itp. przy
      jednoczesnym nieliczeniu się z faktycznymi potrzebami np. dziecka. Np.
      zmuszanie córek do ślubu, bo zaszły w ciażę podczas gdy one nie zamierzają
      wiązać się z ojcem dziecka. To nakłanianie do ślubu par będących z wolnych
      związkach, to pytania do bezdzietnych kobiet "kiedy w końcu obdarzysz nas
      wnukiem", "ubolewania" nad trzydziestolatką "kiedyż ona biedna ułoży sobie
      życie"?? i wszelkie inne. Czyli dla mnie przede wszystkim dulszczyzna to presja
      ze strony otoczenia, żebyśmy byli inni niż chcemy i czujemy.

      M.
      • kamfora Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 19:45
        Gość portalu: maika7 napisał(a):

        > Czyli dla mnie przede wszystkim dulszczyzna to presja
        > ze strony otoczenia, żebyśmy byli inni niż chcemy i czujemy.

        Wydaje mi się, że dulszczyzna - to uleganie tej presji.
        • Gość: maika7 Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 21:36
          Hm...uleganie chyba nie, bo dla mnie bardziej zakłamane (czyli "dulskie") jest
          wywieranie presji czyli przedkładanie "co sąsiadki powiedzą" nad otwarcie na
          bliską osobę.

          Uleganie (czyli np. decydowanie się na dziecko wbrew sobie) to głupota
          raczej... :-))
          Tak jakoś to widzę :-)
          M.
          • kamfora Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 21:46
            Gość portalu: maika7 napisał(a):

            > Hm...uleganie chyba nie, bo dla mnie bardziej zakłamane (czyli "dulskie") jest
            > wywieranie presji czyli przedkładanie "co sąsiadki powiedzą" nad otwarcie na
            > bliską osobę.

            Uleganie - to nic innego, jak dołożenie do owych "sąsiadek" mamusi, babci czy
            kogotam chcesz... ("bo co powie mamusia/babcia/ciocia"). Czyli dulszczyzna do
            kwadratu ;-)
            • maika7 Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 09.01.04, 23:34
              Chyba wiem gdzie jest różnica między naszym patrzeniem. Ja myśląc o uleganiu
              mam na myśli (tak jakoś automatycznie...) kogoś w sumie psychicznie słabszego,
              zazwyczaj młodszego (bo te młode matki za maż wychodzące pod presją wywalenia z
              domu stają mi natychmiast przed oczami...) i osamotnionego w walce z presją
              tłumu sasiadek, dalszej rodziny (jak ona mogła NAM coś TAKIEGO zrobić),
              blizszej rodziny. I stad raczej obwiniam i dulszczyzną nazywam tych starszych i
              w sumie gromadą silniejszych. I stąd łagodniej mi się na tych ulegających
              patrzy.

              Ale owszem, owszem uleganie presji z argumentem "bo co powie ktośtam" też
              dulszczyzną bym nazwała.

              Ale nadal wywieranie presji w imię tzw. "dobrej opinii" wbrew czyjejś woli
              bardziej mi pasuje jako jednoznacznie dulskie. :-))

              Uogólnię to tak: tam gdzie motywem działania jest zakłamanie i hm...
              wygodnictwo (?) tam widzę dulszczyznę.
              M.
              • kamfora Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 11.01.04, 09:26
                maika7 napisała:

                > Chyba wiem gdzie jest różnica między naszym patrzeniem. Ja myśląc o uleganiu
                > mam na myśli (tak jakoś automatycznie...) kogoś w sumie psychicznie słabszego,
                > zazwyczaj młodszego (bo te młode matki za maż wychodzące pod presją wywalenia z
                > domu stają mi natychmiast przed oczami...) i osamotnionego w walce z presją
                > tłumu sasiadek, dalszej rodziny (jak ona mogła NAM coś TAKIEGO zrobić),
                > blizszej rodziny.

                Zgadzam się ze słabością psychiczną. Ale zauważ, że często " młoda matka"
                staje się nią, ulegając wpływowi koleżanek - idzie do łóżka z chłopakiem,
                którego nie kocha, z którym nie ma zamiaru się wiązać "bo taka jest moda", bo
                "co sobie koleżanki pomyślą - że ona taka zacofana?" To też można (i trzeba!)
                nazwać po imieniu: dulszczyzna. Znam takie dziewczyny: To są te, które
                wyznają w jakimś wstydzie (ale muszą z siebie w końcu wyrzucić) "bo ja tak
                naprawdę to wcale nie lubię sexu!". A o czym myślały "tak naprawdę"?
                O prawdziwej miłości. I nie miałyby wcale nic przeciwko temu, żeby poczekać,
                aż znajdzie się "ten właściwy", z którym wszystko będzie ok.
                Niestety: dzisiaj TRZEBA być "trendy". Dziewczyna jest "podejrzana" gdy "nie
                ma nikogo". Nie mówcie mi o matkach/ciotkach.
                To jest problem grupy rówieśniczej, poddawanej presji TV, i wywierającej wpływ
                /ulegającej sobie wzajemnie.
                • Gość: maika7 Re: Dulszczyzna - co to znaczy? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.04, 12:21
                  Kamfora, tu pewnie myślimy podobnie - jeśli idę do łóżka z facetem dlatego, że
                  tak "trzeba", to dulszczyzna, głupota, brak odpowiedzialności itp itd.

                  Ale daleka jestem od poglądu, że dzisiaj "trzeba być trendy". Jesteśmy
                  rożnorodni, jedni chcą byc trendy, inni chcą być sobą. Inni są sobą będąc
                  trendy... Są też zaściankowe ciotki i matki (wujkowie i ojcowie takoż....), dla
                  których liczy się tzw. "dobre imię rodziny" kosztem jej członków. Zaściankowe w
                  każdej grupie społecznej i niezależnie od wykształcenia....

                  Wpływ grupy rówieśniczej może być ogromny, ale grupy rówieśnicze są też
                  zróżnicowane. Są grupy gdzie wartością jest blichtr, a są grupy, gdzie są inne
                  wartości. Myślę, że każdy może znaleźć swoje miejsce.

                  Presji TV w jakimś konkretnym kierunku nie zauważyłam, ale może dlatego, że
                  telewizja odgrywa w moim domu marginalną rolę.

                  :-))
                  M.
                  • kamfora Re: Dulszczyzna - co to znaczy? 11.01.04, 12:45
                    Gość portalu: maika7 napisał(a):

                    > Ale daleka jestem od poglądu, że dzisiaj "trzeba być trendy". Jesteśmy
                    > rożnorodni, jedni chcą byc trendy, inni chcą być sobą.

                    Maika, ależ ja nie twierdzę, że wszyscy młodzi są tacy sami!
                    (to, że trzeba być trendy - nie znaczy, że każdy się temu poddaje : poddają się
                    "dulscy" ;-)
                    Zauważ, że Dulscy - to nie tylko starsza pani Dulska - to również Zbyszek, który
                    najpierw taki niezależny - w końcu ulega. Te młode matki, które stają Ci przed
                    oczyma jako "ofiary dulszczyzny" - to są żeńskie odmiany Zbyszka a nie Hanki.
                    I one, niby-ofiary - będą tę dulszczyznę niosły w następne pokolenia.

                    One przecież dokładnie wiedzą, jakie jest stanowisko matki w danej kwestii.
                    Wydają się sobie na tyle dorosłe/dojrzałe, aby podjąć decyzję o wybraniu
                    innej drogi, aby mieć swoje zdanie. Wracają do domu po ratunek - ale
                    przecież wiadomo, że dom będzie "ratował" według swoich zasad. One zgadzają
                    w tym momencie się na te zasady, jednocześnie żaląc się wszystkim wkoło,
                    że są ofiarami presji.
                    • Gość: maika7 wytchnienie dla młodych matek!!! IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.04, 13:36
                      Kamfora, napisałaś w poprzednim poście, że "niestety: dzisiaj TRZEBA
                      być "trendy" - stąd mój sprzeciw. :-)), bo myślałam, że wkładasz wszystkich "do
                      jednego wora".

                      Uczepiłyśmy się tych "młodych matek". Nie chcę osądzać każdej
                      decyzji "ulegającej" jako dulszczyzny, bo dla mnie świat nie jest czarno-biały.
                      Jeśli jestem dziewczyną bez zawodu, w przypadkowej ciaży (bo się zakochałam,
                      uwierzyłam) a zostaję na lodzie, zagubiona i właściwie na łasce rodziny to moja
                      dulszczyzna jest nieco inna niż gdy wychodzę za mąż bo nie kocham faceta, ale
                      tak "trzeba". Dajmy może już spokój tym matkom.

                      Zgadzam się z Tobą, że dulska nie jest sama Dulska, ale i jej bliscy też,
                      z "biednym" Felicjanem łącznie.

                      Bardziej jest dla mnie interesujące jaką cenę się płaci za niebycie Dulską. I
                      kiedy rodzi się w nas świadomość własnej dulszczyzny (jeśli ją mamy, a pewnie u
                      większości coś by się znalazło - taki czyn, który zrobiło się "dla świętego
                      spokoju").
                      :-))
                      M.
                      • ovocko Re: wytchnienie dla młodych matek!!! 11.01.04, 14:53
                        > Bardziej jest dla mnie interesujące jaką cenę się płaci za niebycie Dulską.

                        Np. ostracyzm
                      • kamfora Re: wytchnienie dla młodych matek!!! 11.01.04, 15:26
                        Gość portalu: maika7 napisał(a):

                        > Bardziej jest dla mnie interesujące jaką cenę się płaci za niebycie Dulską. I
                        > kiedy rodzi się w nas świadomość własnej dulszczyzny (jeśli ją mamy, a pewnie u
                        > większości coś by się znalazło - taki czyn, który zrobiło się "dla świętego
                        > spokoju").

                        Jak pewnie pamiętasz - Zbyszko Dulski miał od początku pełną świadomość
                        Mówił : "jak wy umiecie zbudzić we mnie kołtuna" ;-)
                        Prawdopodobnie predyspozycje tkwią w każdym człowieku,
                        prawdopodobnie każdy zrobił coś "dla swiętego spokoju" przynajmniej raz w
                        życiu...Co z tego wynika? Moim zdaniem wynika tylko jedno: że najłatwiej można
                        poprawić sobie samopoczucie zrzucając odpowiedzialność za własne błędy
                        na kogoś innego. Najtrudniej - zaakceptować fakt bycia omylnym i, ponosząc
                        konsekwencje tych błędów, wierzyć, że zawsze jest możliwość wyrwania się
                        z "zaklętego kręgu".
                        • Gość: maika7 Dulska świadoma i nie :-) IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.04, 18:24
                          >Jak pewnie pamiętasz - Zbyszko Dulski miał od początku pełną >świadomość.
                          Mówił : "jak wy umiecie zbudzić we mnie kołtuna" ;-)

                          No, a jeśli dulszczyzna jest we mnie tak rozwinięta, że nie mam jej
                          świadomości?? Zrosła się ze mną jak z Dulską, która chyba nie wnikała w swoje
                          kołtuństwo, po prostu go nie widziała :-)) Mam szansę nie ocknąć się :-(((

                          >Najtrudniej - zaakceptować fakt bycia omylnym i, ponosząc
                          >konsekwencje tych błędów, wierzyć, że zawsze jest możliwość wyrwania >się
                          z "zaklętego kręgu".

                          No właśnie, właśnie... wyrywam się i co dalej?

                          Na ile bycie dulską jest uwarunkowane potrzebą akcetacji, strachem przed
                          wyobcowaniem, a na ile jest zwykłym wygodnictwem?
                          Na ile łatwiej być "Niedulską" w społeczności małej (wioska, w której się
                          wszyscy znają) i dużej (miasto, gdzie się jest bardziej anonimowym).
                          No i jeszcze jedno (oczywistość niby, ale zawsze...) różnice pomiędzy
                          pojmowaniem tego co jest dulszczyzną pomiędzy ludźmi.... to juz nawet trochę
                          przerabiałyśmy wcześniej... :-))

                          M.
                        • Gość: mika Re: wytchnienie dla młodych matek!!! IP: *.energis.pl 11.01.04, 18:24
                          Ale w sytuacji ciazy Hanki to bylo najlepsze rozwiazanie.
Pełna wersja