trixxx
09.01.04, 10:52
Pare miesiecy temu rozstalismy sie z mezem. Stalo sie to z jego inicjatywy.
Po dokladnie 4 miesiacach jestesmy znowu razem. Jestesmy w zwiazku od
kilkunastu lat (prawie polowe mojego zycia). Byl dla mnie kims wyjatkowym,
kochalam go naprawde bardzo mocno. Odejscie meza bylo dla mnie traumatycznym
przezyciem. Po jego powrocie rozmawialismy przez dwa dni wyjasniajac sobie
rozne sprawy. Jedna z nich byla forma komunikacji oraz koniecznosc mowienia o
swoich uczuciach. Wydawalo mi sie, ze sprawa jest prosta. A jednak okazalo
sie, ze lata swiadomosci bycia nierozumiana oraz niemoznosc otwartego
mowienia o swoich potrzebach daja swoje zniwo. Znowu zaczynam zamykac sie,
mam opory przed powiedzeniem tego co czuje, bo mam wrazenie kruchosci naszego
porozumienia. Mam potrzebe rozmawiania, zadawania pytan, w przeciwienstwie do
mojego meza. A moja milosc do tego czlowieka? Mam uczucie spustoszenia I
sponiewierania tego, co bylo we mnie najlepsze dla niego. Czuje sie
psychoterapeuta naszego zwiazku a oczekiwalam partnerstwa. Nie mam zwyczaju
zalamywac sie I z kazdej niecodziennej sytuacji wyciagac wnioski. Teraz
zastanawiam sie co robic, aby nie wpasc w pulapke, ktora doprowadzi nas do
nikad, czyli do ulepszonych starych ukladow. Obydwoje mamy dobre intencje,
ale to nie wystarczy.
Zapewne niejedno z Was bylo w podobnej sytuacji I moze z perspektywy czasu
wiecie jakich bledow mozna uniknac.
Pozdrawiam
trixxx