Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy...

10.01.04, 02:13
Mam cudowną żonę, taką, jaka tylko mogłem sobie wymarzyć. Trafiło się ślepej
kurze ziarno! Zakochiwałem się w niej co 3 miesiące od nowa. Ale do rzeczy.
Żona mimo swego cudownego charakteru, okłamała mnie. Okłamała co do jednej
rzeczy – ona nie chciała mieć dzieci. Nie, że nigdy, ale nie w pierwszych
latach małżeństwa. Tłumaczyła to tym, że źle się zrozumieliśmy przed ślubem.
Ja myślałem, ze dziecko pojawi się rok, dwa lata po ślubie, a ona, ze 5 –
10. No fajnie, pięknie, tylko że do tego czasu ja będę już ładnie po
czterdziestce (mam 37 lat, żona 24). Do tego żona chyba dla świętego
spokoju, okłamywała mnie, bo brała tabletki, podczas gdy ja sadziłem, ze
staramy się o dziecko. O ja naiwny! Kiedy odkryłem jej „mały” sekret zaczęły
się awantury.
Któregoś czerwcowego wieczoru wróciłem do domu po spotkaniu z kolegami.
Byłem trochę wypiwszy, żona się o to doczepiła, to ja jej odwarknąłem
odnośnie jej oszustw z tabletkami, i znowu się zaczęło. Wtedy zaczęła
krzyczeć, że tabletki odstawiła. Nie uwierzyłem. Tak sama z siebie?
Zarzekała się, że to prawda. Przekonała mnie. Ucieszyłem się bardzo.
Zaproponowałem jej więc seks. Nie zgodziła się, zaczęła się kolejna
awantura. Skończyła się tym, ze ją zgwałciłem. Tak tylko to można nazwać.
Nawet nie starałem się być szczególnie delikatny. Nie byłem na pewno, mnie
tez nie było wcale przyjemnie i bolał ten stosunek jak diabli. Nie wiem, co
we mnie wstąpiło. Następnego dnia spakowała się i wyszła z domu nawet nie
wiem kiedy, bo jeszcze spałem. Obudziłem się już koło 11:00 gdy jej nie
było. Odnalazłem ją po niemal dwóch tygodniach w nadmorskim pensjonacie jej
koleżanki. Przepraszałem, błagałem, prosiłem, obiecywałem. Koleżanka żony
patrzyła na mnie jak na kryminalistę – zboczeńca. W ogóle wydawało mi się,
ze wszyscy tak na mnie patrzyli. Miałem koszmarne wyrzuty sumienia. Po
kolejnych dwóch tygodniach żona wróciła do domu. Bardziej dlatego, ze
kończył jej się urlop w pracy niż z mojego powodu. Ale wróciła i pomalutku
zaczynaliśmy żyć normalnie. Do końca października nawet raz nie
zaproponowałem jej seksu. Byliśmy tzw. białym małżeństwem. W końcu jakoś
samo z siebie wyszło, że wylądowaliśmy w łóżku (paradoksalnie, nie we
własnym, ale jej… rodziców - 1 listopada – nocowaliśmy u nich) - teściowie
za ścianą zawsze działali na nas pobudzająco, he he. Po powrocie do domu
nasze życie wróciło do normy. Ależ byłem szczęśliwy, myślałem, ze ona też.
Temat dzieci zacząłem drążyć bardzo nieśmiało i delikatnie. Powiedziała, że
od czerwca nie bierze hormonów. Rany, jak się ucieszyłem! Niedługo mi było
dane się cieszyć. Przed samym Bożym Narodzeniem odwiozłem ja na pogotowie,
bo strasznie krwawiła z dróg rodnych. Potem się dowiedziałem, ze usunęła
ciążę. Tak po prostu. Widziałem się z nią od tamtej pory trzy razy. Raz, gdy
kazałem jej zabrać rzeczy i się wynosić z domu, drugi, gdy zabierała cześć
tych rzeczy a ja ją wyzywałem od najgorszych i trzeci, gdy powiedziałem jej,
że wystąpię o rozwód. A teraz żałuję. Wcale nie chcę rozwodu, bardzo za nią
tęsknię. Ona to zrobiła chyba po to, by mi zrobić na złość, by mnie
skrzywdzić, bym cierpiał tak jak ona wtedy. Kurde, sam już nie wiem. Wiem,
że w domu jest strasznie smutno, i czuję się jak stary, skopany pies.
Zastanawiam się, co ona teraz myśli. Jak się czuje? Czy też tęskni? Jak ją
odzyskać? Wiem, ze po wyjściu ze szpitala (w ten wtorek) zaczepiła się u
koleżanki z pracy i szuka mieszkania. Sam już nie wiem. Nawet nie wiem, z
kim o tym pogadać. Siedzę w domu i piję do lustra. Jutro pewnie będę
żałował, że wysłałem ten post. Ale co tam.
    • Gość: Oleńka yesoos mariah... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 03:26
      > Nawet nie wiem, z
      > kim o tym pogadać.

      Ja wiem!
      Z NIĄ!

      > Siedzę w domu i piję do lustra.

      no...to jest tymczasowe rozwiązanie ;)


      Smutny Psie :)
      Nie ma takiej rzeczy, której by się nie dało wybaczyć człowiekowi, którego się
      kocha. Podobno - ja z takim hard corem osobiście do czynienia nie miałam ;)

      I jeszcze chciałam dodać, że ludzie, którzy czują się bezpieczni i akceptowani
      mają tendencje do mówienia prawdy :)

      Zadzwoń do niej.

      pozdrawiam :))
      • jmx Re: yesoos mariah... 10.01.04, 03:47

        W związku w którym jest poczucie bezpieczeństwo i akceptacja nie
        dochodzi do gwałtów. Wybaczyć podobno wszystko można - to fakt.
        Ale wybaczenie nie odbuduje zaufania.

        Nie będę nic więcej pisać Smutnypsie, bo nie chcę Cię dobijać (choć klawiatura
        świerzbi), dość jesteś zdołowany. Tym bardziej, że na niewiele się to zda.
        Dobranoc...
      • Gość: ja echhhhhh IP: *.telpol.net.pl 16.01.04, 03:24
        facet--jak ja bym tak kochał jak TY-echhhhhhhhh--szkoda gadać
        ps..sorry nie chciało mi się czytać postów
    • jastrzebiec Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 10.01.04, 04:43
      Tako mi sie widzi, ze ni ta zona, ni jej charakter, takie znow cudowne.
      Nie klamalaby o tym dziecku, nie oszukiwala.

      Moze dla "swietego spokoju", moze sie bala. Faktem jest, ze zaufania z jej
      strony zabraklo.

      Lecz jesli nie ufala, to Tobie; jesli sie bala, to Ciebie. ! ??? Dlaczego?

      Powyzsze wpierw nalezy wyjasnic. A tego inaczej sie nie osiagnie niz
      rozmawiajac z nia.

      A dlaczego wlasciwie Twoja zona nie chciala dziecka? Przez te 5-10 lat. Nie
      podajesz zadnego wyjasnienia. Znaczyloby to, ze pomimo tylu tych awantur - nie
      wiesz.

      No, i na koniec, owo sakramentalne: czy ona kocha? Czy kochala, czy nadal?
      Hmmm. To nie wyglada teraz dobrze.

      To tyle, ot tak, "z biodra".
    • Gość: rozsadek [...] IP: *.dialsprint.net 10.01.04, 04:43
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: kochanek a gdyby przed ślubem powiedziała?? IP: *.com / 62.233.250.* 10.01.04, 05:04
      ..ze niechce miec dzieci?To co?odkochał bys się w niej??Już byś się nie
      zakochiwal co trzy miesiące?Wiążesz sie z kobietą..to j ą kochasz...a dzieci
      mogą być tylko wynikiem związku..może po prostu nie chce...zrozum ją..ma prawo
      decydowac o sobie chyba!!No i czy gwalci się osobe ktora
      się"kocha"..zwłaszcza,ze i tak by dzieci z tego nie bylo(bo rozumiem,że to był
      powod gwałtu) skoro brala tabletki??
      Ehh.....dałes ciała jak nic...Popraw się chłopie..moze skoro raz Ci uwierzyla
      zrobi to znowu..tylko pamiętaj,że to ją kochasz..a nie wyimaginowane dzieci..
    • Gość: pasia Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: 62.148.87.* 10.01.04, 10:00
      Wiesz co,ona klamała o dziecku i o pigulkach bo bala się Ciebie i Twojej
      reakcji.Z twojego postu jasno wynika ze musi byc tak jak Ty chcesz. Nie
      bierzesz pod uwagę uczuć,planów,potrzeb..itp. twojej zony.Przecież ona ma
      dopiero 24 lata,spokojnie mogla poczekać jeszcze kilka lat,ale nie
      najwazniejsze jest ze Ty chcesz teraz bo "będziesz po 40-stce". Żeniąc się z
      mlodszą dziewczyną musiałeś wziąść pod uwagę że jej sie też coś z życia
      należy...nie tylko Tobie...Cos mi się wydaje że wymagales na niej wszystko i
      dlatego tak wyszlo...Kochala Cie więc wybaczyla gwałt (spó\rz na siebie z boku-
      zaslugujesz na milość i szacunek..??? )...Może potem dobrze bylo dla
      Ciebie,dlatego zdecydowala sie na usunięcie..czy wiesz co dzielo się w jej
      sercu ,duszy przez caly ten czas -gdy znowu byliscie razem..?? Wydaje mi sie
      ze nie ,bo opisujesz tylko i wyłącznie swoje ...ona wróciła (po
      gwałcie),wróciliscie do siebie fizycznie a Ty znowu o dzieciach-wiesz co ręce
      opadają..jak egoista..Czy ona tęskni??? Aczy Ty tęsknił bys za koms
      takim???...Co mysli? - co Ty byś myslał na jej miejscu....?
    • smutnypies Re: Jak to sami sobie życie spieprzyliśmy... 10.01.04, 10:14
      Wiedziałem, ze żałować będę!
      Może jestem trochę despotyczny, ale wcale przed nią tego nie urywałem. Dobrze
      wiedziała "w co się pakuje". Przed ślubem nie raz gadałem o dzieciach.
      Doskonale wiedziała jak bardzo chciałem je mieć.

      Ale to już nieważne. Teraz trzeba pomyślec co tu zrobić, by ją odzyskać.
      • zuzka111 Re: Jak to sami sobie życie spieprzyliśmy... 10.01.04, 10:30
        > Wiedziałem, ze żałować będę!

        Ty kompletnie nie zdajesz sobie sprawy z sytuacji.

        > Może jestem trochę despotyczny, ale wcale przed nią tego nie urywałem. Dobrze
        > wiedziała "w co się pakuje".

        Szczerze wątpię, czy wiedziała. Miłość zaślepia, a z Twojego postu wynika, ze
        naprawdę bardzo.

        Przed ślubem nie raz gadałem o dzieciach.
        > Doskonale wiedziała jak bardzo chciałem je mieć.

        jesteś chory i powinienes się leczyć... u dobrego psychiatry. Z tymi dziećmi to
        obłęd. Dzieci rodzą się (przynajmniej powinny) w atmosferze miłości i wiary na
        dobrą dla nich przyszłość... A tu??? jakiś horror. Obłąkany facet, który za
        wszelką cenę, chce się rozmnożyć..

        > Ale to już nieważne. Teraz trzeba pomyślec co tu zrobić, by ją odzyskać.

        Nieważne... odzyskać... pomyśleć... coś zrobić...
        Ona byłaby niezwykle głupią kobietą, gdyby choć pomyślała, żeby do ciebie
        wrócić po cokolwiek innego niż swoje rzeczy.
        Powinna wziąć prawnika, rozwód i spore odszkodowanie za prześladowania :)

        Umartwiasz się nad sobą, z kieliszkiem... do lustra... jejku jaki biedny,
        smutny pies... I jestem pewna, że to, co tutaj opisałeś to tylko cząsteczka
        tego, co jej zrobiłeś.

        Poświęć się pracy społecznej, najlepiej w domu dziecka, jeśli tak kochasz
        dzieci...
        • Gość: lala111 Re: Jak to sami sobie życie spieprzyliśmy... IP: 195.245.213.* 10.01.04, 12:44
          Najbardziej zazdroszcę większości piszących tu osób, że są bez skazy. I nie
          popełniają błędów, i nie robią potwornych rzeczy. I przede wszystkim doskonale
          umieją wymyślac innym.

          Oczywiście to, co zrobiłeś jest potworne. Ja bym nie wróciła do kogoś, kto by
          mnie zgwałcił. Ona jednak na pewno Cię kocha, skoro Ci wybaczyła. Nie wiem, czy
          zrobi to jeszcze raz, ale jeśli ją kochasz, to musisz spróbować. Przynajmniej
          po to, zeby przekonać się, czy to koniec. Zadzwoń do niej, spotkajcie się na
          nautralnym gruncie. Musisz jej powiedzieć, co czujesz, ale przede wszystkim
          wysłuchać. Jesli będzie Was stać na to, zeby sobie wybaczyć - oczywiście
          musicie zrobic to oboje, to macie szanse. Obawiam się jednak, ze Ty ze swoim
          despotyzmem (wiem, co mówię, bo też mam zapędy dyktatorskie) któregoś pięknego
          dnia wypomnisz jej tę aborcję...

          Oby tak jednak nie było. Życze Ci powodzenia. I zdecyduj się na tę rozmowę, bo
          jeśli tego nie zrobisz, to będziesz żałował do końca życia.
    • Gość: naiwna Drogi Psie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 11:30
      Jest mi Was obojga straszliwie żal.

      Oboje popełniliście błędy, chociaż Ty bardziej z impulsu (gwałt)a ona -
      bardziej przemyślane i długofalowe (jeśli można tak powiedzieć).

      Jako kobieta myślę, że łatwiej byłoby mi wybaczyć gwałt (popełniony zresztą z
      rozpaczy, bezsilności, tzw.w afekcie) niż zabójstwo dziecka (to po prostu nie
      mieści mi się w głowie)

      Powinieneś z nią porozmawiac, czy jest i czy było kiedkolwiek w Waszym związku
      zaufanie, wzajemna troska o siebie, zrozumienie, w końcu w miarę wspólne
      poglądy na życie??????? Musicie zobie wyjaśnić bardzo wiele i zadecydować czy
      różnice w wyobrażeniu wspólnego zycia nie są zbyt odległe. Jeśli tak, to po
      prostu nie możecie być razem.

      Aha i jeszcze jedno; nie jesteś tak beznadziejny jak napisano w powyższych
      postach. Ja nie wiedzę niczego złego w facecie, który pragnie dziecka
      najbardziej na swiecie. Uwzględnij jednak zonę w tych planach...
      A ona... bez obrazy, ale na podstawie Twjego postu, stwierdzam że po prostu
      nie jest fair (spiskowanie za plecami męża, te hormony i w końcu aborcja!!!
      bez Twojej wiedzy - koszmar - to jakieś patologiczne zachowanie)

      Trzymam kciuki za Ciebie i za nią
      • oleena Re: Drogi Psie 10.01.04, 12:08
        Gość portalu: naiwna napisał(a):

        > Jest mi Was obojga straszliwie żal.
        >
        > Oboje popełniliście błędy, chociaż Ty bardziej z impulsu (gwałt)a ona -
        > bardziej przemyślane i długofalowe (jeśli można tak powiedzieć).

        ....
        > Aha i jeszcze jedno; nie jesteś tak beznadziejny jak napisano w powyższych
        > postach. Ja nie wiedzę niczego złego w facecie, który pragnie dziecka
        > najbardziej na swiecie. Uwzględnij jednak zonę w tych planach...
        ...

        No tak, naiwna, przecież on uwzgledniał żone w swoich planach, gwałcąc ją i
        próbując wymusić na niej zgodę na posiadanie dziecka.
        Rzeczywiście, nie ma nic złego w gwałcie, jeśli służy prokreacji, prawda?
        • Gość: naiwna Re: Drogi Psie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:13
          wiesz Oleena

          jesteś typową babą (facet jest winny zawsze nawet gdy to ona zabije)

          gwałt nie jest usprawiedliwiony niczym, niczym!

          ale to co zrobiła ona jest moim zdaniem o wiele bardziej perfidne

          on działał pod wpływem chwili, ogromnego rozczarownia i rozgoryczenia (to
          takie okoliczności łagodzące) ona - wydaje się, że miała jakiś plan który
          konsekwentnie realizowała, ale jak na mój gust, posunęła się za daleko
          • oleena Re: Drogi Psie 10.01.04, 12:55
            Gość portalu: naiwna napisał(a):

            > wiesz Oleena
            >
            > jesteś typową babą (facet jest winny zawsze nawet gdy to ona zabije)

            A gdzie ja napisałam, że on jest winny usunięciu ciąży (to chba masz na myśli
            pisząc o zabiciu? )
            >
            > gwałt nie jest usprawiedliwiony niczym, niczym!
            >
            > ale to co zrobiła ona jest moim zdaniem o wiele bardziej perfidne
            >
            > on działał pod wpływem chwili, ogromnego rozczarownia i rozgoryczenia (to
            > takie okoliczności łagodzące) ona - wydaje się, że miała jakiś plan który
            > konsekwentnie realizowała, ale jak na mój gust, posunęła się za daleko

            Jeżeli dla niego szukasz okoliczności łagodzących, zastosuj je i wobec niej.
            • Gość: naiwna Re: Drogi Psie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:58
              nie potrafie zważyć ich winy ale to on szuka pomocy na tym forum

              efekt jego czynu i jej różni się diametralnie
              • oleena Re: Drogi Psie 10.01.04, 13:02
                On szuka pomocy, ale nie zawsze usprawiedliwianie, szukanie okoliczności
                łagodzących i poklepywanie po ramieniu jest pomocą. Czasem pomocą jest kop w
                d... i nazwanie rzeczy po imieniu.
              • kwieto Re: Drogi Psie 10.01.04, 13:28
                > efekt jego czynu i jej różni się diametralnie

                A co jesli jej czyn byl efektem jego dzialan?
                Skad to mozemy wiedziec?
                Juz samo to, ze on posty ludzi ktorzy chcieli sie dowiedziec jak to wygladalo dokladniej, albo
                pokazac inny punkt widzenia skomentowal "wiedzialem ze bede zalowal" jest dosc znaczace... Czy
                on w ogole jest zainteresowany poprawieniem stosunkow z zona, czy tylko tym aby wrocila, a
                potem szopka pt: "chce miec dziecko" zacznie sie od nowa?


                No i nie wiemy w koncu, czy ona usunela i stad krwawienie, czy krwawila i dlatego usunela?
                Zwlaszcza w swietle drugiej mozliwosci slowo "usunela" brzmi bardzo ciekawie...
    • Gość: koleś Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: 62.148.87.* 10.01.04, 11:37
      ..jesteś egoistą..juz sam tytuł mowi jaki jesteś..po tym wszystkim miales
      czelność naoisać tki tytuł...powinno być"jak to SAM sobie spieprzylem życie"!
    • oleena Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 10.01.04, 11:48
      Naprawdę sądzisz, że ona usunęła ciążę tobie na złość?! Myślisz, że to jest jak
      usunięcie kurzajki? Raz- dwa i po problemie?
      Mówiła ci tyle razy, że nie chce dziecka! Też tobie na złość? Nie możesz sobie
      wyobrazić tego, że nie wszystko na tym świecie jest dzięki tobie, z twojego
      powodu, przez ciebie, że mogą być inne powody decyzji twojej żony niż ty?
      Ja na miejscu twojej żony rozmawiałabym z tobą tylko przez adwokata. Nie
      umiałabym wybaczyć gwałtu, wyzwisk.

      • Gość: naiwna Co za bzdety!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 11:54
        Naprawdę sądzisz, że ona usunęła ciążę tobie na złość?! Myślisz, że to jest jak
        > usunięcie kurzajki?

        Więc jeśli wiedziała, że w 100% nie chce miec dziecka to po cholere odstawiała
        tabletki????????? Założyła sobie z góry, że jeśli zajdzie, to po cichu zrobi
        skrobankę?????????? Żałosne!!!!
        Może dla niej to było jak kurzajka. Starszy wiekiem Pan wydumała sobie dziecko
        a ona piekna i młoda przecież jeszcze. "dla udobruchania go odstawię piguły,
        najwyzej usunę jeśli wpadnę. On nie musi o tym wiedzieć. A będzie tak, że
        tabletek nie biorę i w ciązę nie zachodze. wilk syty i owca cała."

        I kto tu jest egoista: ona czy on??????
        • oleena Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 11:59
          Nie wiem po cholerę odstawiała tabletki. I nigdy się tego nie dowiem. A Ty skąd
          wiesz, że ona po cichu założyła sobie, że zrobi skrobankę?
          Czytam jego post i widzę, że on pisze tylko o sobie, a jeśli zastanawia się nad
          tym, co czuje żona, to tylko "czy za mną tęskni", "zrobiła mi na złość".
          • Gość: naiwna Re: Co za bzdety!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:05
            ok może i jest egoistą, nie bronie go i nie pochwalam tego co zrobił.

            ale ona bije rekordy: brała tabletki, "dla niego" przestała, zaszła w ciąże
            (wiedziała jak on tego pragnie) i nic mu nie powiedziała i po cichu wyskrobała
            ich, do cholery, ich dziecko!!!!!!!!!!!!! Paranoja pojawiła się w momencie
            odstawienia przez nia pigułek, po co to zrobiła????????????????
            • oleena Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 12:15
              Ja się zastanawiam, jak ona musiała się czuć, co takiego, o czym Smutnypies nie
              napisał, musiało sie tam dziać, że ona się zdecydowała usunąć ciążę. Rozumiesz?
              Wychodzi za niego, kocha go, a potem nie chce mieć jego dziecka, nawet, gdy ono
              juz jest. Straszne.
              • Gość: naiwna Zgadzam się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:26
                Zgadzam się w 100%.
                Cała ta sytuacja wydaje się jakaś anormalna

                Ja po prostu sprzeciwiam sie potepianiu tego faceta, zrzucania całej winy na
                niego.

                To wszystko

          • Gość: lala111 Re: Do Oleeny IP: 195.245.213.* 10.01.04, 13:28
            A jak ma pisać o jej uczuciach??? Kobieto zastanów się, co piszesz! Przecież on
            wszedł na to forum po to, żeby opisać co ON czuje, a nie co czuje jego żona -
            zwłaszcza, że zapewne nie wie, bo ona jest u koleżanki! Dla mnie jest jasne, że
            facet nie jest skurwielem. Kocha żonę, narozrabiał, jest impulsywny. Po prostu
            jest człowiekiem. Gdyby był gnojem, olałby to wszystko i znalazł sobie kolejna
            babkę. I nie wchiodzi tu po to, zebyś mu napisała, że jest do dupy. Może gdybys
            miała w sobie troche wiecej sympatii wobec ludzi, to nie byłabys taka
            kategoryczna w swoich osądach. Życzę Ci, żebyś odnlazła w sobie choć odrobinę
            życzliwości wobec innych.
            • zuzka111 Do lalki111 10.01.04, 13:48
              wyobraź sobie siebie w takiej sytuacji. tylko tyle. potem współczuj razem z nim.
              Raz, drugi, trzeci.. Wybaczaj, wierz w zapewnienia i przeżywaj zawód za zawodem.

              współczuj mu, bo kocha, bo chce miec dziecko..

              Tylko powiedz mi po co despocie dziecko?? by się nad nim znęcał, tresował dzień
              po dniu i karał za przewinienia?
              Mam koleżankę, której ojciec zabronił chodzić w spodniach, bo tylko k.. chodzą
              w spodniach. Zresztą wiele rzeczy, które robią wszystkie dziewczyny według
              niego robiły tylko k...
              Gdy chciała jechać na wycieczkę matka wyrzucała jej spodnie przez okno...
              Tak, zeby kochany mąż i ojciec nie widział..
              Tak się zachowuje despota..
              Tak bardzo mi go żal, bo one go przcież oszukiwały.
              A on chciał dobrze...
              • Gość: lala111 Re: Do zuzki111 IP: 195.245.213.* 10.01.04, 13:58
                Ale z postu smutnegopsa nie wynika, ze jest psychopatą. Sama mam zapędy, może
                nie despotyczne, ale lubię forsowac swoje zdanie. Wielokrotnie próbowałam cos
                wymusić na moim męzu. Czasem się udaje, czasem nie. Nie znaczy to, że jestem
                psychopatką podobną do ojca Twojej koleżanki. Napisałam juz, ze gdyby facet
                mnie zgwałcił, nie spojrzałabym nawet w jego stronę. Ale ona wróciła. Wybaczyła
                mu. To znaczy, ze chciała to zrobić, ze go kocha. Z jego postu wynika jasno, że
                gdyby się go panicznie bała, to nie zdecydowałaby się na ucieczkę z domu nad
                morze.

                Jego wina jest niekwestionowana. Rozumiem jednak, ze facet może chcieć mić
                dziecko i być rozczarowany tym, ze jego zona dziecka nie chce. Jednak skrobanka
                dla mnie jest równiez niewybaczalna. Myślę, ze ta babka albo sama nie wie czego
                chce, albo zmienia zdanie co pięć minut.

                uważam, że oboje są po równo odpowiedzialni za sytuację, która stała się ich
                udziałem. Nie wierzę w bajke o pięknej i bestii. Pozdrawiam
            • oleena Re: Do Lali111 10.01.04, 14:01
              Może po prostu dobrze byłoby, gdyby się zastanowił, gdzie zrobili błąd,
              dlaczego jego żona oszukiwała go, a nie patrzył na sytuację tylko przez pryzmat
              własnej osoby. Nawet, gdy pisał o gwałcie, zaznaczył swoje cierpienie w tej
              sytuacji.
              Piszesz, że facet nie wchodzi tu po to, bym mu napisała, że jest do dupy.
              No właśnie- może wchodzi tu po to, by usłyszeć, że jego postepowanie jest
              słuszne, bo jego żona to zła kobieta jest. Moim zdaniem autor wątku żle
              postepował i brnął w to za daleko. I nie będę go pocieszać i mówić mu, że jest
              ok, bo uważam, że w nie był ok wobec żony.
              • Gość: Do Oleeny Re: Do Lali111 IP: 195.245.213.* 10.01.04, 14:21
                Nie mówię, że należy mu napisać, że jest biedny i ma rację. On przeciez wie o
                tym, ze zrobił źle. Pisze o potwornych wyrzutach sumienia, o tym, że jest mu
                źle, że żałuje, że ją wyrzucił z domu, zaznacza wielokrotnie że ją kocha.
                Chodzi mi o to, że należy, moim zdaniem, wykazać choć odrobinę zrozumienia
                wobec ludzi, którzy tu pisza. jestem pewna, że gdyby on był przeświadczony o
                tym, że jest niewinny, nie napisałby tego. Nie siedziałby w domu i nie chlał do
                lustra wódki.

                Oczywiście oboje, jeśli mają jeszcze siłę i ochotę, powinni zastanowić się, czy
                chce im się chciec to wszystko budowac na nowo. I smutny pies musi zmienic dość
                diametralnie swoje podejście do żony.

                Być może ja wykazuję się zrozumieniem, ponieważ zawsze dopatruję się w ludziach
                dobra i nie zakładam, że robią coś złego dlatego, że sa wyrafinowanymi,
                zepsutymi gnojami. Sama czasem krzywdzę innych, choc nie takie były moje
                intencje, nie chciałam, żałuję. Po prostu nie jestem ideałem i rozumiem, ze
                inni też nie są, nawet jeśli robią rzeczy, których ja nigdy w życiu bym nie
                zrobiła. Pozdrawiam.
                • Gość: naiwna z tym optymistycznym akcentem zaczekajmy na autora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 14:31
        • zuzka111 Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 12:14
          > Może dla niej to było jak kurzajka. Starszy wiekiem Pan wydumała sobie
          dziecko a ona piekna i młoda przecież jeszcze. "dla udobruchania go odstawię
          piguły, najwyzej usunę jeśli wpadnę. On nie musi o tym wiedzieć. A będzie tak,
          że tabletek nie biorę i w ciązę nie zachodze. wilk syty i owca cała."
          I kto tu jest egoista: ona czy on??????

          O Naiwna... :-)
          czy Ty może liczysz na to, że ten biedny, smutny pies się toba zainteresuje? Że
          będziesz jego pocieszycielką i klaczką rozpłodową...
          Napisze o" pociesz mnie i bądź moja..."

          Przeczytaj jeszcze raz to co pies napisał...
          Kiedy odstawiła tabletki, kiedy przerwała ciążę, o tym jak uciekała z domu.
          Według mnie to jest tak, ze facet chciał ją na siłę uwiązać w domu. Jest chory
          z zazdrości, a dziecko wydawało mu się doskonałym sposobem. Będzie siedzieć,
          niańczyć i będzie jego własnością już na zawsze..
          Bo on ma 40 lat, więc co biedny zrobi jak ona go zostawi...

          Szczerze współczuję 24 letniej dziewczynie takiego "czułego" "tatuśka"...
          Współczuję jej, że czuła się tak zagrożona, że uciekała z domu. Współczuję jej,
          ze człowiek którego pokochała zgwałcił ją i wyrzucił z domu. Chciał rozwodu.
          Myślę, że po następnym powrocie obawiając się, że znów go opuści może ją zabić,
          by do tego nie dopuścić, pobić, by wstydziła się wyjść na ulicę...

          "Starszy wiekiem pan... a ona młoda jeszcze..." WŁAŚNIE... i facet powinien to
          zrozumieć. Zwłaszcza taki, który kocha. Jeśli się kogoś kocha, to chce się jego
          dobra.

          Gdyby chciała oszukiwać zawsze mogła powiedzieć - pigułek nie biorę... :-) co
          za problem. i brać dalej.. po co zachodzić w ciążę, po co skrobanka, koszty,
          strach, ból???????
          Chora jesteś?
          • Gość: naiwna Re: Co za bzdety!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:21
            Jeżeli była tak zastraszona i tak wylękniona to dlaczego do niego wracała?
            Może tu chodzi o rzeczy banalniejsze niz nam się wydaje??????

            po co zachodzić w ciążę, po co skrobanka, koszty,
            > strach, ból???????

            no właśnie po co? zmusił ją do odstawinia tych piguł? aha no i jeszcze
            zapomniała uwzględnić koszty....

            Zal mi Cię koleżanko

            > O Naiwna... :-)
            > czy Ty może liczysz na to, że ten biedny, smutny pies się toba zainteresuje?
            Że
            >
            > będziesz jego pocieszycielką i klaczką rozpłodową...
            > Napisze o" pociesz mnie i bądź moja..."

            Tak liczę na to. W końcu zawsze moge rozwieźć się ze swoim mężem, zostawić
            dziecko i służyć komuś za klacz rozpłodową.

            Żal mi Cie po raz drugi
            • zuzka111 Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 12:27
              > Jeżeli była tak zastraszona i tak wylękniona to dlaczego do niego wracała?
              > Może tu chodzi o rzeczy banalniejsze niz nam się wydaje??????

              właśnie.. na przykład uczucie. czasami ludzie pragną się w taki zwierzęcy
              sposób :) dlaczego kobiety dają się bić i ciągle są z mężczyznami?
              ... bo ich pragną..


              > > będziesz jego pocieszycielką i klaczką rozpłodową...
              > > Napisze o" pociesz mnie i bądź moja..."
              >
              > Tak liczę na to. W końcu zawsze moge rozwieźć się ze swoim mężem, zostawić
              > dziecko i służyć komuś za klacz rozpłodową.
              >
              > Żal mi Cie po raz drugi

              zupełnie niepotrzebnie
              zostaw litość dla dziewczyny, nad którą ten człowiek się znęcał
              • Gość: naiwna a może np. pieniądze???????n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:32

                • zuzka111 Re: a może np. pieniądze???????n/t 10.01.04, 12:35
                  może, ale wtedy, gdy ich sporo, co za problem urodzić dziecko, mieć do niego
                  niańkę i bawić się dalej??
            • oleena Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 12:30
              Gość portalu: naiwna napisał(a):

              > Jeżeli była tak zastraszona i tak wylękniona to dlaczego do niego wracała?
              > Może tu chodzi o rzeczy banalniejsze niz nam się wydaje??????
              >
              Nie roztrzygniemy tu po co i dlaczego wracała. Nie znamy jej wersji.
              Jeśli wyszła za niego, to pewnie go kochała- może dlatego wraca. Może
              dlatego, że istnieje rodzaj uzależnienia między tym, który zastrasza, a
              zastraszanym.

              • Gość: lala111 Re: Co za bzdety!!!!!!!! IP: 195.245.213.* 10.01.04, 13:39
                Czy Ty go zbytnio nie demonizujesz. Wiem, że to co zrobił jest straszne, ze
                bardzo ją skrzywdził, ale chyba nie jest damskim bokserem, który ją katuje,
                zastrasza, zniewala. Myślę, ze mnóstwo sobie dopisałas sama. Nie wiem, może to
                wynik twoich złych doświadczeń. Ale nie dopisuj ich innym.
                • oleena Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 13:48
                  Nie napisałam, że on jest damskim bokserem.
                  Odpowiadałam naiwnej, która dziwiła się, że zastraszona osoba może wracać do
                  tego, który ją krzywdzi.
                  Nie chodzi o ten konkretny przypadek- nie wiem, jak jest między autorem wątku i
                  jego żoną i się tego nie dowiem.
                  Wiem, że ofiarom (niezależnie od płci) jest trudno odejść od sprawców
                  (niezależnie od płci).
                  • Gość: lala111 Re: Co za bzdety!!!!!!!! IP: 195.245.213.* 10.01.04, 14:02
                    Ale nie wynika to z miłośći, tylko współuzależnienia. jednak pisząc o tym w tym
                    wątku, moim zdaniem sugerujesz, że on jest katem, a ona ofiarą. Poza tym ona
                    nie sprawia wrażenia ofiary. Odeszła od niego juz dwa razy. Myślę, że zaleznośc
                    kat-ofiara nie ma miejsca w tym przypadku. Choć oczywiście, jak jest naprawde
                    trudno powiedzieć, bo przeciez kompletnie ich nie znamy.
                    • oleena Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 14:17
                      Skąd wiesz, że ona nie sprawia wrażenia ofiary?
                      To,że odeszła nie musi o tym świadczyć. Przecież wróciła.
                      Zgadzam się (pisałam zresztą o tym wcześniej), że nie poznamy
                      nigdy "prawdziwej" sytuacji w tym małżeństwie.
                      • Gość: lala111 Re: Co za bzdety!!!!!!!! IP: 195.245.213.* 10.01.04, 14:30
                        To, że wróciła, wcale nie znaczy, że jest ofiarą. Może po prostu go kocha.
                        Oczywiście z drugiej strony może jest osobą o słebej osobowości i ma naturę
                        ofiary. Na dwoje babka wróżyła.
                • oleena Re: Co za bzdety!!!!!!!! 10.01.04, 13:50
                  PS. Napisałam "może dlatego..." a nie "na pewno dlatego...". Nie były to moje
                  kategoryczne stwierdzenia, tylko przypuszczenia.
        • kwieto Tak naprawde nic nie wiadomo. 10.01.04, 12:56
          > Więc jeśli wiedziała, że w 100% nie chce miec dziecka to po cholere odstawiała
          > tabletki????????? Założyła sobie z góry, że jeśli zajdzie, to po cichu zrobi
          > skrobankę?????????? Żałosne!!!!

          No dobrze, a co bylo jak on wykryl, ze ona po cichu te pigulki bierze?
          Najpierw awantury, potem gwalt.

          Moze bala sie, ze jesli bedzie je brac dalej, to znowu sie wykryje i nastapi dalszy ciag tej "imprezy"?
          Wiec moze przestala brac i zaczela liczyc na lut szczescia, ze uda sie "nie wpasc"?

          Pytanie - czy krwawienie bylo efektem aborcji, czy jej przyczyna?
          Czy usunela/poronila, czy krwawienie bylo efektem powiklan po zabiegu?

          Teraz z drugiej strony:
          Dlaczego klamala? Bala sie? czego?
          Moze wiedziala, ze zajscie w ciaze moze sie skonczyc poronieniem, i dlatego sie tego bala?
          Dlaczego tego nie powiedziala jemu? Zeby go nie stracic? Znowu - dlaczego sie bala?

          Jesli on ja kochal, to dlaczego (wiedzac ze ona nie chce miec dzieci) nie stworzyl atmosfery po
          temu, aby porozmawiac o tym, i dowiedziec sie dlaczego? Kariera, chciejstwo, czy ryzyko - np.
          smierci lub poronienia?

          Duzo pytan, malo odpowiedzi.
          • malvvina Re: Tak naprawde nic nie wiadomo.Okienko ? n/t 10.01.04, 13:16

            • kwieto Byc moze :") N/T 10.01.04, 13:17
      • Gość: naiwna i jeszcze coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 11:56
        Ja na miejscu twojej żony rozmawiałabym z tobą tylko przez adwokata. Nie
        > umiałabym wybaczyć gwałtu, wyzwisk

        A umiałabyś wybaczyć wielomiesięczne okłamywanie i w końcu zabicie własnego
        dziecka, o którego istnieniu on dowiedział się za późno???????????
        • oleena Re: i jeszcze coś 10.01.04, 12:02
          Gość portalu: naiwna napisał(a):

          > Ja na miejscu twojej żony rozmawiałabym z tobą tylko przez adwokata. Nie
          > > umiałabym wybaczyć gwałtu, wyzwisk
          >
          > A umiałabyś wybaczyć wielomiesięczne okłamywanie i w końcu zabicie własnego
          > dziecka, o którego istnieniu on dowiedział się za późno???????????

          Umiałabym wybaczyć okłamywanie. Zabicia dziecka nie. Ale ja nigdy nie dowiem
          się zbyt późno o istnieniu swojego dziecka.

        • zuzka111 Re: i jeszcze coś 10.01.04, 12:23
          > A umiałabyś wybaczyć wielomiesięczne okłamywanie i w końcu zabicie własnego
          > dziecka, o którego istnieniu on dowiedział się za późno???????????

          cyt. odwiozłem ją do szpitala bo strasznie krwawiła z dróg rodnych...
          potem się dowiedziałem, że usunęła ciążę..."

          a jeśli facet w ten sposób nazywa skrobankę w szpitalu po poronieniu??
          zawiózł ją do szpitala krwawiącą i może jeszcze miał pretensję, że ciąża nie
          uratowana... Może ją pobił i poroniła? Z opisów sytuacji to dość
          prawdopodobne...

          • Gość: naiwna a może... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:30
            a moze ona juz w ogóle jest martwa bo on się zdenerwował że poroniła po tym
            jak ja pobił....

            tak to mozemy sobie bajdurzyć(bajdużyć?) do końca świata koleżanko
            • zuzka111 Re: a może... 10.01.04, 12:32
              > a moze ona juz w ogóle jest martwa bo on się zdenerwował że poroniła po tym
              > jak ja pobił....

              niech się autor wypowie...

          • Gość: lala111 Re: i jeszcze coś IP: 195.245.213.* 10.01.04, 13:48
            Nie wiem, skąd Ci się wzięło, ze on ja pobił??? A już dorabianie teorii, że ona
            poroniła w skutek tego pobicia wzbudził we mnie wybuchy smiechu. Skąd podobne
            rzeczy przychodza Ci do głowy???? Facet nie sprawia wrażenia idioty. Skoro
            napisał, że się potem dowiedział, że ona poddała się aborcji, to chyba wszystko
            jest jasne. Kompletnie nie kapuję, skąd się biorą te wszystkie chore domysły i
            dorabianie teorii. Może nalezy go "wysłuchać" a nie zachowywać się jak baba,
            która zjadła wszystkie rozumy, z niejednego pieca jadła chleb i życie dla niej
            nie ma tajemnic.

            Moja opinia jest taka, że oboje są winni tej sytuacji. Zazwyczaj prawda leży po
            środku.
            • zuzka111 Re: i jeszcze coś 10.01.04, 13:54
              Kompletnie nie kapuję, skąd się biorą te wszystkie chore domysły i
              > dorabianie teorii. Może nalezy go "wysłuchać" a nie zachowywać się jak baba,
              > która zjadła wszystkie rozumy, z niejednego pieca jadła chleb i życie dla
              niej nie ma tajemnic.

              czekam na wypowiedz pana psa, ale on jakoś się nie kwapi...

              > Moja opinia jest taka, że oboje są winni tej sytuacji. Zazwyczaj prawda leży
              po środku.

              a może to ty piesku?
              tylko teraz zamiast smutnypies smutnalala ?

              "nie kapuję" "jak baba która zjadła wszytkie rozumy" ;-) brzmisz jak facet
              laleczko
              • Gość: lala111 Re: i jeszcze coś IP: 195.245.213.* 10.01.04, 14:10
                W sumie traktuje to jak komplement. Jednak Twoja teoria jest mylna. Jestem
                babką w 100 procentach. Zresztą nie mam zamiaru Cię o tym przekonywac. Tylko
                dodam, że dorabianie teorii, że on jest strasznym skurwielem i wyrzucił ją z
                domu dlatego, że poroniła jest absurdalna i zakrawa mi na historie opowiedzianą
                przez zakompleksioną, niedwoartościowaną pseudo feministkę. Nie traktuj tego
                ostatniego zdania jako skierowanego do Ciebie. Po prostu zastanów się, zanim
                kogoś bezpodstawnie oskarżysz. Pozdrawiam
    • Gość: naiwna najwyższy czas... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 12:38
      aby wypowiedział się autor i rozwiał wszelkie wątpliwosci rozpalonych do
      czerwonosci forumowiczek

      tyle emocji...a jak jest tylko oni wiedza :)
    • witch-witch Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 10.01.04, 14:57
      A czy nigdy nie przyszlo ci do glowy, ze twoja zona cie nie kocha.
      Bo gdyby cie kochala nie usuwalaby ciazy i twojego dziecka. Aborcja to
      strasznie powazna sprawa!
      Moim zdaniem musisz zaakceptowac sytuacje...rozwod jest dobrym wyjsciem z tego
      psychicznego marazmu.
      A tesknota? Jestes jeszcze tak mlody, ze znajdziesz sobie nie jedna sliczna
      panienke, a moze taka z ktora lepiej pasujesz na zycie i z ktora bedziesz mial
      dzieci.
      Nie wybaczaj zonie aborcji!
      • smutnypies Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 10.01.04, 16:02
        Rany! Ja tylko się wyżalić chciałem! W lustro już patrzeć nie mogę, własnej
        twarzy nie poznaję, rybki w akwarium słuchać też mnie już nie chcą.

        Rozwieję Wasze wątpliwości.
        Przemoc wobec żony użyłem raz w opisywanej sytuacji. Wyzywałem ją też raz,
        również w opisywanej sytuacji. Nie jestem z tego wcale dumny. Cholernie mi
        wstyd za to, co zrobiłem, gdybym tylko mógł cofnąć czas… Wiem, ze mi później
        już nigdy do końca nie zaufała. Pamiętam jej spojrzenie, kiedy przyjechała we
        wtorek (źle napisałem w poprzednim poście – nie w ostatni, tylko poprzedni
        wtorek, prawie dwa tygodnie temu - nie ważne). Była taka smutna, nic nie
        mówiła, a ja na nią naskakiwałem, nazywałem morderczynią, dzieciobójczynią,
        kurwiszonem itd. Chryste, żałuje, serio, żałuję.

        Wiem, ze ona mnie kocha. Nie wiem dlaczego to zrobiła, ale to chyba jednak
        zemsta była. Chciała mi dokopać za tamto. Inaczej sobie nie potrafię tego
        wytłumaczyć i mam szczerą nadzieję, że to właśnie z zemsty. Że nie
        nienawidziła naszego dziecka tylko mnie. Ja ją znam. Wiem, że nikogo by nie
        skrzywdziła. Nie zabiłaby własnego dziecka.

        Dzwoniłem do niej dziś bez przerwy pół godziny. Nie odbierała. Połączenie
        odrzucało. W końcu odebrała. Spotkamy się jutro. Wybaczcie, więcej chyba nie
        napiszę. Muszę się wziąć w garść, posprzątać ten chlew, który w domu
        narobiłem. Byle do jutra. Jakoś sobie to poukładamy. Ona mnie kocha, wiem to.
        Tak strasznie płakała w słuchawkę. Nie płakałaby gdyby nic nie czuła. Jeszcze
        będziemy razem. Będzie dobrze. Na pewno.

        Dzięki za posty. Trochę pomogły.
        • Gość: Oleńka Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 16:28
          Widzę, że teraz interesuje Cię tylko 1 rzecz - jej powrót :)

          Ale pytanie za sto punktów brzmi, czy jesteś w stanie zaakceptować fakt, że
          ceną za bycie z nią jest ryzyko, ze nigdy dziecka mieć nie będziesz. O tym
          pomyśl.

          pozdrawiam :)
    • Gość: Katarzyna do biednego psa IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.04, 16:01
      Z pustego w próżne nie przelejesz.
    • Gość: ryb Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 10.01.04, 16:35
      Mnie to wyglada na prawdziwa milosc, bedziecie sie za lby tarmosili dopoki
      wasze uczucia wzgledem siebie nie opadna do normalnego poziomu. Element
      zazdrosci i niepewnosci powinien rowniez ochlonac. Bo o to w tym wszystkim
      ochodzi, Ty za wszelka cene chcesz ja uziemnic dzieckiem, tak dla pewnosci ze
      ona Cie nie zostawi. Ona tego dziecka nie chce, bo co bedzie jak ja zostawisz.
      Widac, ze zyc bez siebie nie mozecie ale w tym calym zabujaniu nie wierzycie
      sobie...W miedzy czasie bedziecie sie katowac, zarowno ty ja jak i ona ciebie.


      ryb
    • Gość: Kazio Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: *.citynet.pl 10.01.04, 17:06
      chłopie może Twoja cud żona stosuje hormony antykoncepcyjnne ponieważ ma
      kochanka i to moze jego dziecko usuneła. Watpię czy zabiła by Wasze wspólnne
      potomstwo. Przyglądnij się temu. Nie chcę siać niepokoku w Twojej głowie ,ale
      to wszystko jest jakies takie. Trzymaj się
    • cossa Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 10.01.04, 17:22
      a mnie zastanawia na czym polega cudownosc Twojej zony?
      glupie pytanie, ale na powaznie
      czym jest dla CIebie milosc?
      co sprawilo, ze wlasnie z nia chciales spedzic zycie?

      pozdr.cossa
      • smutnypies Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 10.01.04, 17:42
        Wszystkim. Całym życiem. Jest kochana, dobra, inteligentna, piekna, radosna
        (była). Nie chciała dzieci, bo jak twierdzila, nie dorosła do nich jeszcze.
        Fakt, dzieciuch z niej straszny czasem był. Za ta jej infantylność, którą
        okazaywała czasami, też ja kochałem. Acha, małżeństwem jesteśmy 2,5 roku.
        Teraz juz nieważne, czy będziemy mieć kiedyś dzieci, czy nie. Tarez musze się
        skupić na tym, by ją odzyskać, byśmy znów mogli byc razem, szczęśliwi.

        Dzieki za odpowiedzi! Papa!
        • otryt Ja, ja i jeszcze raz ja !!! 14.01.04, 01:20
          smutnypies napisał:

          Tarez musze się
          > skupić na tym, by ją odzyskać

          I cały czas tylko o to Ci chodzi. Nie wyciągnąłeś żadnych wniosków z całej tej
          historii. Bo chwilowy żal, który w tej chwili odczuwasz nie jest wyciągnięciem
          wniosków i minie, kiedy Ona wróci. A jeśli tak, to jest duże
          prawdopodobieństwo, że podobne rzeczy będą się powtarzać. A każda powtórka jest
          zazwyczaj coraz bardziej dramatyczna!

          Aborcja jest przede wszystkim krzywdą i wielkim dramatem osobistym samej
          kobiety. Szkoda, że tego nie wiesz i siebie stawiasz w sytuacji osoby
          pokrzywdzonej. Znów Twoja osoba jest najważniejsza i Twoje odczucia na
          pierwszym miejscu!

          Kuriozum pewne stanowi Twój opis gwałtu, że dla Ciebie był on mało przyjemny i
          bolesny. Co odczuwała Ona jest na dalszym planie. W tym momencie pomyślałem, że
          jest to jakaś prowokacja wobec uczestników forum z Twojej strony, ale tego nie
          wiem na pewno.

          Moim zdaniem bardzo źle to rokuje.
    • Gość: kaja [...] IP: *.matrixx.waw.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.04, 23:28
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: gosia do smutnegopsa IP: *.acn.pl 12.01.04, 22:00
        no i jak ?? wyjasnilo sie cos ?
        • Gość: Oleńka co za ciekawski naród ;)))) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 00:05
          • smutnypies Re: co za ciekawski naród ;)))) n/t 13.01.04, 08:14
            Nic, jeszcze nic. Ale będzie dobrze! Będzie na pewno.
            Co to jest "n/t"??
            • Gość: OIeńka n/t = no tekst :)) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 13:39
    • Gość: yahoo Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: *.hhp.de / 213.70.8.* 13.01.04, 16:42
      Stary, sorry ale mysle ze wasz powrot do siebie absolutnie juz nie ma sensu! To
      sie rozwali predzej czy pozniej...

      Wydaje mi sie ona Cie po prostu nie kochala bo nie miesci mi sie w glowie zeby
      po 2,5 roku malzenstwa w wieku 24 lat (a nie np. 18) uswac w ten sposob (bez
      zadnej rozmowy z toba) ciaze.

      Ale moze sie myle?
      • zuzka111 Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 13.01.04, 21:43
        > Stary, sorry ale mysle ze wasz powrot do siebie absolutnie juz nie ma sensu!
        To sie rozwali predzej czy pozniej...

        racja, to juz nie istnieje.

        > Wydaje mi sie ona Cie po prostu nie kochala bo nie miesci mi sie w glowie
        zeby po 2,5 roku malzenstwa w wieku 24 lat (a nie np. 18) uswac w ten sposob
        (bez zadnej rozmowy z toba) ciaze.
        > Ale moze sie myle?

        zaszczuł dziewczynę.
    • taka_tam Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 13.01.04, 17:13
      wiesz smutny psie... ja najnormalniej w świecie bałabym się żyć z tobą. być
      może twoja żona też się boi...
    • anka2004 Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 13.01.04, 18:03
      Nie odbierz tego jako brutalne najezdzanie na Ciebie, ale...:
      1.z jednej strony nie dziwie sie dziewczynie, ze Cie tak zrobila. Jest miedzy
      wami spora roznica wieku i prawdopodobnie panna poleciala na kaske, a Ty w tym
      wieku juz potrzebujesz sabilnosci i myslisz o rodzinie, czego nie robia
      przewaznie 24 dziewczyny - kobiety.
      2.z drugiej zes strony serdecznie Ci wspolczuje, jezeli pokladasz w kims swoje
      nadzieje, zyjesz, planujesz i tu nagle taki zawod, cios w samo serce.
      3.z trzeciej strony, zeby mnie zgwalcil ( moj byly chlopak tez tego ze mna
      probowal - tylko raz!) urwalaby Ci jaja bez mrugniecia okiem tym bardziej, ze
      byles wypity.
      4.z czwartej zas strony zastanow sie czy kochasz ja czy tylko wyobrazenie o
      niej, i czy Ty ja naprawde znasz skoro oszukala Cie w tak podly sposob.
      Zebym znala troszke wiecej szczegolow, moze udaloby mi sie napisac cos wiecej.
      Zycze Ci wytrwalosci w sytuacji i zrozumienia. Nie traktuj mego listu jako
      ataku poprostu nie znam szczegolow. powodzenia
      Wcale jej sie nie dziwie, ze Cie zostawila.
    • mrrrr Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 13.01.04, 22:20
      Nie chce mi się czytać wszystkich postów; zakładam, ze niektórzy wyzwą cię od
      zboczeńców ( poniekąd słusznie), a inni bedą dodawać odwagi (także prawidłowo)
    • mrrrr Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 13.01.04, 22:27
      Nie chce mi się czytać wszystkich postów; nie będę cię nazywać zboczeńcem, ani
      nie będę dodawać ci odwagi.
      Po prostu zwrócę ci uwagę, że krzywdzisz swoją zonę. Decyzja o dziecku musi być
      podjęta przede wszystkim przez tego, kto przez 9 miesięcy będzie chodził z
      210ciokilowym brzucholem, będzie cierpiał meki przy porodzie, potem bedzie spał
      seriamii kilkugodzinnymi, będzie miał rozstępy, zapalenia piersi inne
      przyjemności.
      Chciałeś zmusić młodą dziewczynę, by zrezygnowała z kariery, zycia z ukochanym,
      spotkań z przyjaciólmi, zanim zdążyła sie tym nacieszyć...Może gdybyś miał
      troche cierpliwości, za 3,4 lata szepnęłaby ci, że jest w ciązy...?
    • jmx i co dalej? 13.01.04, 23:09

      Taak... Kilka dni minęło, starasz się na powrót 'oswoić' żonę, zdobyć jej
      zaufanie, mówisz, że ją kochasz, chcesz odbudować związek... tylko ja się
      zastanawiam - co dalej? Nie myśl, że chcę Cię zniechęcić do małżeństwa, to
      dobrze, że jesteś zdeterminowany i Ci zależy na związku. Ale same dobre chęci
      nie sprawią, że będzie lepiej.
    • gidanka Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 14.01.04, 02:09
      widzisz zachcialo Ci sie mlodej zony. Jestescie na zupelnie innych etapach.
      Ona jest mloda, chce sie bawic, nie miec narazie obowiazkow. A Twoj biologiczny
      zegar tyka. Twoja wina - zly wybor. Ona ma racje.
      • kobbieta Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 14.01.04, 02:24
        piszesz ze dzieciuch z niej, ze infantylna. Wiesz co ? Ona najprawdopodobniej
        szukala tatusia, dlatego nie chce dzieci, bo wtedy bedzie musiala miec
        obowiazki i byc mamusia. Ona nie chce utracic tatusia. Moja matka taka jest -
        chciala byc centrum uwagi ojca, zawsze grala mala dziewczynke, nie chciala
        dzieci. No ale aborcji nie zrobila bo jest Katoliczka. Obecnie majac nas, nadal
        gra role malej dziewczynki, a w nas widzi mamuski. Bleeeeeeee
        • kataszyna Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... 14.01.04, 07:56
          zgadzam sie z kobbieta. Ona moze chciec miec na Ciebie monopol jako na tatusia.
          Z chwila gdy bedzie miala dzieci, boi sie ze straci ten status "coreczki", bo
          beda inne mniejsze, slodsze, prawdziwe male dziewczynki. Niestety takie kobieta
          sa i nigdy nie sa dobrymi matkami wtedy dla corek. Zabieraja te role dzieciom
          swoim. Zastanow sie na ile dzieci sa dla Ciebie wazne, bo moze sie okazac ze
          ona nigdy nie zechce dzieci miec. Jest jakas niedojrzala na te swoje 24 lat.

          ps dziwie sie ze potepia sie Ciebie tutaj - przeciez dzieci to cos bardzo
          waznego, zeby pozbawic sie tego pragnienia ot tak!
    • Gość: asix Re: Jak to sami sobie zycie spieprzyliśmy... IP: *.kwidzyn.ext.ids.pl 14.01.04, 12:56
      Witam, bardzo mi się zrobiło smutno, kiedy przeczytałam Twój list. Rada jest
      jedna zadaj sobie pytanie, czy wytrzymasz jeszcze trochę bez dzieci oraz czy
      wytrzymasz bez Twojej żony. Odpowiedź powie Ci wszystko. Powodzenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja