Sama się pogrążam w poczuciu winy

IP: 82.139.13.* 10.01.04, 20:22
Witam wszystkich,

Około rok temu zakończyłam ponad 6-letni związek. Nie była to decyzja
pod wpływem chwili. Czułam się kompletnie niekochana, odebrano mi
prawo do popełniania błędów. Każda moja i nie moja pomyłka czy błąd (złe
słowo, zachowanie niezgodne z jego oczekiwaniem itp.) uruchamiał lawinę
oskarżeń, przypomiania mi najmniejszych błędów i przede wszystkim wmawiania mi
mojej rzekomej winy. Byłam na skaraju wyczerpania psychicznego.

Oczywiscie nie było mi łatwo odejść, walczyłam do końca.

Niedawno minął rok, poukładałam swoje życie. Wydaje mi się, że jestem
szczęśliwa, choć jestem sama. Jednak często zdarzają się chwile, że
wspomnienia wracają, szczególnie te przykre. Wraca nasza ostatnia rozmowa, w
której obarczył mnie winą za swoje rzekomo zniszczone życie. Ciagle wydaje mi
się, że nie mam prawa do szczęścia. Analizuję swoje przeszłe błędy.

Chciałabym w końcu zapanować nad tym okropnym poczuciem winy. Zdaję sobie
sprawę, że ono zostało mi wmówione. Zostałam obarczona odpowiedzialnością za
nie swoje błędy.

Poradźcie proszę jak to zrobić? Czy pójść do psychologa? Dlaczego udało mu się
w taki sposób zapanować nade mną?

pozdrawiam

somee
    • witch-witch Re: Sama się pogrążam w poczuciu winy 10.01.04, 20:35
      Wizyta u psychologa nie jest taka ...glupia, jezeli jest mozliwosc
      warto z niej skorzystac. Mozna na sprawe swojego zycia spojrzec z wielu nowych
      perspektyw, ktore naswietla nowa mysl albo nowy sposob myslenia.
      W zwiazku jest zawsze dwoje a nie jeden, dlatego nie powinnas brac calej winy
      na siebie.Mysle ze takie burzliwe uczuciowo zwiazki zawsze sa bardzo
      uzalezniajace i trudno od nich sie uwolnic, nawet wtedy gdy zwiazek sie juz
      rozpadl. Dlatego warto udac sie do psychologa aby moc zrozumiec i poznac siebie
      samego lepiej aby w ewentualnym nastepnym zwiazku nie bylo tych samych
      problemow.
      Glowa do gory nie jestes taka sama....
    • Gość: Kochanek no coś Ty??? IP: *.com / 62.233.250.* 11.01.04, 00:36
      Skoro bylo źle..nie było sensu sie męczyć dłużej....napewno próbowaliście coś
      robić by to naprawiać,bo sześć lat to nie tak mało...a co do poczucia winy?
      Niektórzy są bardzo dobrzy w jej wmawianiu...skoro teraz jest Ci dobrze,lepiej
      niż było..to weź to za dobrą monetę.Widocznie tak miało być.Jeśli robiłas coś w
      kierunku by próbowac chociaż raz naprawiać to co się psuło..to jesteś
      rozgrzeszona...sznasa to nie jest coś co się daje nonstop i skoro była
      niewykorzystana...olać to,życie toczy się dalej i to Tobie przede wszystkim ma
      być w nim dobrze..chyba,że masz na imie Teresa i pochodzisz z kalkuty...ale w
      takim razie piszesz z zaświatów i jest Ci i tak wszystko jedno.To TY się
      liczysz!!!Nie wiń się że nie możesz uszczęśliwić całego świata naraz!!!
      Pozdrowionka i głowa do góry!!!!!:)
    • kwieto Re: Sama się pogrążam w poczuciu winy 11.01.04, 15:24
      Podejmowanie decyzji o rozstaniu zawsze jest trudne. Bo chce sie dac tej drugiej osobie szanse, bo
      widzi sie rowniez swoje bledy i mysli "skoro ja rowniez przesrobalem/am to i owo, to moze i jemu/
      jej trzeba to wybaczyc".
      Moze byc tez tak, ze zwiazek jest sredni - nie jest dobry, ale do patologii mu jeszcze daleko.
      Wtedy decyzja meczy jeszcze bardziej - widac ze nic wiecej nie da sie "wycisnac", ale patrzac
      obiektywnie - tragicznie tez nie jest.
      No i ten ktory mowi "stop" czuje sie za to odpowiedzialny, niezaleznie od tego co do takiej decyzji
      doprowadzilo.

      Ale z drugiej strony - co w zwiazku robila druga osoba? Dlaczego nie reagowala widzac, ze dzieje
      sie zle? Dlaczego nie chciala rozmawiac o tym dlaczego zwiazek sie sypie?
      Czy bardziej "winny" jest ten kto zwiazek zakonczyl, czy ten ktory nie byl nim tak naprawde
      zainteresowany od dawna?
      • Gość: somee Re: Sama się pogrążam w poczuciu winy IP: 82.139.13.* 11.01.04, 16:07
        >Czy bardziej "winny" jest ten kto zwiazek zakonczyl, czy ten ktory nie byl nim
        >tak naprawde zainteresowany od dawna?

        To bardzo mądre pytanie. Moja rozpaczliwa prośba o dialog pozostała bez odzewu.
        Wtedy już wiedziałam, że to nie miłość.

        somee
Pełna wersja