nie moge pogodzic sie ze smiercia brata..

16.10.09, 23:30

zyje normalnie, funkcjonuje normalnie.. ale ciagle o nim mysle, wciaz widze
jego usmiech, zlosc, kazdy gest, kazdy ruch.. nasze rozmowy i zarty.. jego
wspaniale poczucie humoru.. zawsze mnie pocieszal, zawsze potrafil rozbawic..
mowil mi o wszystkim.. o prawie wszystkim.. tak dobrze sie dogadywalismy,
wspieralismy.. zawsze wiedzial, ze moze na mnie liczyc.. teraz jestem sama..
calkiem sama.. odsunelam sie od przyjaciol, znajomych.. dostepna jestem tylko
dla rodzicow i najblizszej przyjaciolki.. mieszkam z chlopakiem.. ale wciaz w
glowie tylko on.. wciaz nie wierze, ze juz go nie ma.. nie chce w to
uwierzyc.. usilnie pragne, zeby wrocil.. powraca w snach, rozmawia ze mna,
usmiecha sie.. i spowrotem odchodzi.. zawsze blagam go, zeby zostal.. siedzi
we mnie wielki smutek, zal i zlosc.. nie chce mi sie zyc, nie chce mi sie nic,
bo wszystko stracilo sens.. z nikim juz o tym nie rozmawiam, kazdy widzi
normalna mnie.. ale zrobilabym wszystko, wszystko, zeby wrocil.. albo zebym
mogla pojsc do niego.. w listopadzie beda jego 20te urodziny.. ale juz bez
niego.. nie widze juz zadnej przyszlosci.. moje dzieci nie beda mialy wujka..
nie bede miala nikogo bliskiego.. tak bliskiego, ktory zawsze mial byc, ta
jedyna osoba, na ktora zawsze moglam liczyc, ktorej bylam pewna, ze zawsze
bedzie.. przyjaciele sa i ich nie ma, milosc jest i jej nie ma.. rodzice..
tez.. Wiedzialam, ze moj Brat bedzie zawsze..
tak bardzo kocham.. tak bardzo tesknie.. usilnie pragne, zebys wrocil..
prosze, blagam.. wroc...
    • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 00:54
      Wiem ze to bardzo przykre i trudne dla Ciebie, widać jak cierpisz, ale to
      cieprpienie niczemu nie służy, jest bardzo złe.

      Brat nie chce zebys cierpiała. daltego choał by zebys pogodziła sie z jego smiercią.

      Musisz sie zatem z tym pogodzić i zaakceptowac ten fakt.

      Przestan zyc tak jak by on ciagle by byl, rozpominać go, to jest całkowicie
      zbędne i szkodliwe.

      jedyne co mozna zrobićto przeanalizowac przyczyne jego smierci i wyciagnac
      wnioski, to wszystko.

      on nie wruci, pogodz sie z tym, nic nei mozesz zrobic i nie zrobisz.

      Pozbadz sie tego smutku i zalu oraz złosci - najlapiej poprzez uswiadomienie
      sobie ze to konieci już.
      nie wolno tak sie zachowywać

      to co robisz jest bardzo złe, szkodzi tobie i takze twojemu otoczeniu poniewaz
      sama nie mozesz sie realziować.

      tak juz jest ze ludzie umieraja to jest wpisane w ten swiat.

      wyciagnij z tej smierci to co da sie wcianac pozytywnego: pomysl jakie brat miał
      pozytywy i skorzystaj z tego, sama mozesz byc taka jak on wobec kogoś jesli
      uznajesz ze tego nei masz a on to mial i to bylo w nim fajne.
      wspomnienia zostaw w pudelku i je tam zamknij

      po co to wszystko? ten caly zal i bol? on sluzy tylko jednemu - zrozumieniu
      dlaczego tak sie stalo, jesli to byl wypadek lub choroba mowi sie trudno.

      zaakceptuj jego smierc, pogodz sie z nią.
      swoją milosc do niego zamin na cos pozytywnego i budujacego a nie negatywnego.
    • elzbieta007 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 08:05
      Powinnaś pozwolić mu odejść, pogodzić się z tym, co się stało. Radziłabym
      skorzystać z pomocy psychologa lub psychoterapeuty, który pomoże Ci przeżyć
      żałobę po bracie.
    • lejdi111 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 08:23
      Po przeczytaniu Twojego posta czuję, że brat odszedł nagle, niespodziewanie, nie
      pożegnawszy się z nikim. Wiem, że takie nagłe odejście jest najgorsze dla
      bliskich. Współczuję.
    • 8magdalena8 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 08:42
      uwazam, ze twoj brat zawsze bedzie czescia ciebie, to ze go nie ma
      nie zmieni tego, nie zyje sie tylko terazniejszoscia, czytalam nawet
      recenzje nowej ksiazki zimbardo o czasie, spodobalo mi sie podejscie
      ze czas, chwila obecna to wszystko razem wziete i to co było, to co
      jest i jeszcze to co chcialabys aby bylo. masz wybor, albo
      decydujesz sie umrzec, tzn. dolaczyc do niego albo zyc dalej. zyjesz
      dalej, nic nie probujesz tlumic, umarl, dlaczego wiec mialabys go
      jeszcze zabijac w sobie, zyjesz tak jak jestes w stanie zyc
    • witaminka_e Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 09:29
      czuję DOKŁADNIE to samo. Czuję, że powoli umieram. Jakaś część mnie i tak już
      umarła. Została mi brutalnie zabrana, wyrwana, zostałam okradziona. Nie umiem
      żyć jak do tej pory. Każda minuta mojego zycia, kazda chwila jest myślą o nim i
      tęsknotą. Ciągle myślę, a gdybyś tu był...... życie bez Ciebie nie jest życiem.
      Jest ruiną.
      Nie mam dla ciebie słów pocieszenia. To i tak nic nie da. MUSIMY to jakoś
      przeżyć. Pozdrawiam.
      • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 10:31
        słowo "okraść" skojarzyło mi sie dosc specyficznie.

        To tak jakby ktos miemał ze to co dostawał od osoby której nia ma z OBOWIĄZEK,
        nie to nei obowiezek, to DAR, i ŁASKA

        i moe odejsc w kazdej chwili a jej zapelnienie zawsze jest mozliwe przez inne
        osoby czasami wymaga to czasu
    • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 12:44
      KAzdy człowiek jest inny,
      nie rozumiem po co te negatywne emocje czemu one maja słuzyc?

      Przeciez tak go sie nie przywraca? jedyne co moze go zastapic i przywrucuc jest
      miłosc.

      Pogodzenie sie z losem i dobry kierunek zycia.

      Z tego bulu i zalu powinno sie wyciagnać wnioski: znajoma ktora traciłą
      przyjaciela postawnoiła sobie ze bedzie zyłą za niego, czyli ze bedize zyal
      podwujnie nie traca ani chwili z zycia.

      To co tu sie dzieje to dzganie sie nozem, tylko po co sibie niszczyc? dlatego ze
      np wypadek sprawil ze osoba zgineła?
      To co ktos ma umrzec razem z nią?

      Dlaczego zabiajc się? Bo brakuje miejsca w sercu i umysle by realizowac milosc?

      czy zmuszac otoczenie by dla nas cos zrobiło?
      Czyli co? LOS NAS OKRADŁ NIECH LOS NAM COS ZWRÓCI?
      mzoe zaczac grac w totolotka hahaha

      to czlowiek kształtuje los swoj, czasem on ma wplyw na nas, to co mialas od
      brata to bylo bonus i to bylo gratis,
      nei ma brata nie ma bonusikow, tak ciezko to zaakceptowac?
      czy to egoizm tego chce?
      brakuje pocucia bycia kochaną?
      -trudno- trzeba dawac milosc
      a nie czekac az los zesle niewaiadomo co

      jakis bezsens totalny
      • bakejfii Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 15:10
        Zakop ty swego brata w mogile gdzie jego miejsce i nie wspominaj na okraglo bo
        tym wspominaniem sie nakrecasz niepotrzebnie.Niech spoczywa w pokoju .Amen.
        • takaja77 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 20.10.09, 00:36
          debilizm pierwsza liga!!! Amen.
    • bakejfii Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 14:33
      Dziewczyno czy ty nie przesadzasz z tym bratem.Gdyby to bylo twoje dziecko to
      nie zdziwilabym sie.Tyle ludzi choruje i umiera i rodzina musi to
      przejsc.Widocznie tak musialo byc.To nie jest koniec swiata a zycie toczy sie
      dalej.Ludzie czasem musza wiele przecierpiec aby pozniej sie smiac wesolo.
    • asica74 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 17.10.09, 23:09
      przeczytalam poprzednie komentarze i wlos mi sie zjezyl na glowie...
      Ludzie, wypisujecie bzdury. Az wstyd:(
      Namastee, to co przezywasz, to zal po stracie. Wszystko co piszesz,
      to nic innego jak bardzo zdrowa reakcja po smieci bliskiej osoby.
      Emocje jak smutek, zal i zlosc, wlasnie temu sluza, bys mogla sie od
      brata odzielic. Z twoich slow wnioskuje, ze laczyla cie z nim
      gleboka wiez, ktora prawdopodobnie zostala gwaltownie zerwana. Czy
      tak?
      Te emocje, ktore wczesniejsze posty klasyfikuja jako niepotrzebne,
      nienormalne, lub smieszne, pomoga ci przewartosciowac, przewarstwic
      swoje zycie - i tylko wtedy bedziesz mogla wrocic do swiata zywych.
      To co czujesz jest normalne i potrzebne. Nie masz sie czego
      wstydzic. Nie uciekaj przed nimi.

      Jezeli masz mozliwosc, skontaktuj sie z psychologiem - jezeli ten
      stan, w ktorym jestes, sie poglebia, badz jezeli on trwa dluzej niz
      rok.
      • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 18.10.09, 00:27
        tak jesli kazdego rok oplakiwac a ma sie liczną rodzinę.. ciekawie ile z zycia
        zostaje takiemu człowiekowi

        to niepotrzebne katowanie się, chec umarcia razem z osoba ktora umarła...
        to ejst chore

        kiedy kumplowi umarł ojsciec smialismy sie na pogrzebie, wojownik nie oplakuje
        wojownika, ryzyko smierci jest wpisane w pelne przygód zycie
        • asica74 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 18.10.09, 09:39
          Wiesz co, twoje wypisy sa zywcem z pop-psychologii.
          Daj sobie spokoj, bo bardziej szkodzisz niz pomagasz.
          • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 18.10.09, 17:41
            To jest twoje zdanie, na szczescie nie ma ono wiele wspólnego z rzeczywistością

            A to czy bede pisal czy nie to wciaz moja decyzja.

            Co do tematu:
            zrowo jest jak babuszki odspiewają przez tydzien, dwa gorzkie zale, popłaczą,
            polamentują, pożalą się, naubolewają.

            To bardzo naturalne jest i wlasciwe, realziacja pragnien serca w silny porzadny
            sposob. Harmonijny,

            Po tem tacy ludzie wychodza zdrowi.

            Ale lamentowanie kilak lat i zycie zyciem zmarleo czlowieka w poczuciu zalu,
            beznadzieji, bólu pychicznego?
            jest ZŁE, jest wykoslawieniem poczucia, jesgo nieumiejetna realziacja lub wrecz
            jakims zaburzeniem psychiczno-emocjonalnym

            i osoba ktora twierdzi ze to jest ok i ze to jest dobre i naturlane jesli trwa
            powiedzmy rok...???
            to zachecania ludzi do odpływania w swiecie swoich negatywizmow a co mzoe
            prowdzic do pewnych rodzajow depresji czy jescze gorzej do schiofreni... gdzie
            ludzie tak pragną zobaczyc i zyc ze zmarłym przyjacielem czy czlonkiem rodziny
            ze zaczynaja go widziec i slyszec a to jzu jest choroba...

            i kazde oplakiwanie ktore trwa tyle czasu samo w sobei jest destrukcyjne i jest złe.
            stwierdzanie ze tego typu opinie to pogranicze pop-psychologi jest chyba
            upraszaniem się o to by ludzie mogli się krzywdzić.
            ja nei zabraniam nikomu lamentowac i plakac, zalic sie przez rok czy dziesiec lat
            ale niech ci ludzie wiedza ze to nic dobrgo nei jest jakkolwiek to jest ich
            decyzja i ich droga na ktora ja wplywu nie mam
            • asica74 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 18.10.09, 22:34
              Po epistole wnioskuje, ze to nie tylko pop-psychologia, ale i
              wyssana z palca. To moje zdanie, a ty sobie pisz ile chcesz.
              Szkoda, ze twojego zdania nie podziela ani srodowisko
              psychiatryczne:

              www.rcpsych.ac.uk/mentalhealthinfo/problems/bereavement/bereavement.aspx

              ani psychologiczne:

              www.psychologytoday.com/articles/200303/good-grief-coping-after-loss

              I jezeli nadal bedziesz sie upierac przy swoim stanowisku, to mimo
              ciezkiego serca, wybiore to co mowia, bardziej obiektywne autorytety
              niz ty.
              • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 19.10.09, 00:03
                twoje wnioskowanie oparte jest na dazeniu do twoich psychicznych onanizmow.
                Prawda wypowiedziana przez dziecko jest zawsze nieskonczenie wiecej warta niz
                klamstwo wypowiedziane przez pseudoautorytet, mędrca czy profesora.

                Ludzie zamknieci na argumenty, prawade zyja w swoich iluzjach, urojeniach
                uciekając z tego swiata, poniewaz jest cos czego pojac nie mogą lub z czym maja
                problem.

                srodowiska trujące ludzi bazujące na pseudo wiedzy wspierajace siebie na wzajem
                bezsensem swojej egzystenccji spolecznej niewiele mnie obchodza. MArtiąmnei
                jedynie brednie serwowane ludziom a czesto realizujace interesy koncernow
                faracaeutycznych bo na ej kasie bazuje dzisiaj psychiatria uprzedmiatawiajaca
                czlowieka.

                Nei upieram sie przy zadnym stanowisku poniewaz zawsze jestem otwarty an argumeny,
                jesli tylko ktos jest w stanie je przedstawić i z nimi dyskutować.

                Przedstawiajac swoje zdanie przy tym je rozumiejąc a nie powielajać. Nei da sie
                dyskutować z wklejonymi linkami, chyba ze skontaktuje sie z autorami tych tekstów

                Prawda jest prawdą niezaleznie od tego kto ją wypowiada jesli dla ciebie
                synonimem prawdy jest wyraz pseudo spolecznego zaufania zwane nadmuchiwaniem
                czyli przypisywaniem ludziom, stowarzyszenim, orgaznizacjim swojego rodzaju roli
                "wyroczni" zwanej autorytetem, to wspołczuje. Zachęcam tez np do ogladania
                telezwiji ona ma spore mozliwoci kreowania autorytetów. zacznijmy od na przyklad
                autorytetu moralnosci, wolnosci, walecznosci, sprawiedliwosci i patriotyzmu
                jakim byl agent Bolek zwany Lechem Wałesą


                a ludzie... hehe
                nei ch płącząrok, dwa, trzy, niech przezywaja zycie zmarlych lduzi, niech ich
                widza slysza rozmawiaja, z iluzjami i wspomniniami, neich czuja ból, zal złosc i
                neich tkwią z w tym
                przybedzie psychiatrom i psychologom pacjentów
                neich zyja zyciem kawałka rozkłądającej sie padliny zakopanej kilka metrów pod
                ziemią przywuołujac jego dusze z miesc z który nie powinni
                • asica74 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 19.10.09, 00:44
                  Projekcja.

                  > Ludzie zamknieci na argumenty, prawade zyja w swoich iluzjach,
                  urojeniach
                  > uciekając z tego swiata, poniewaz jest cos czego pojac nie mogą
                  lub z czym maja
                  > problem

                  napisales dokladnie to, co mysle o tobie

                  Maly zapyzialy czlowieczku
                  • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 19.10.09, 00:58
                    asica74 napisała:

                    > Maly zapyzialy czlowieczku

                    kiedy brakuje argumentów wysnuwa się ataki personalne
                    deprecjonowanie drugiego czlowieka ma swoje zródlo we wlasnych kompleksach
                    zazwycaj oraz w próbie dogodzenia swojemu muzgowi, przez relatywizacje i chec
                    wypadniecia lepiej od kogos przez porownanie

                    nie musisz w to wieżyc, zaufaj swoim autorytetom :)
                    • asica74 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 19.10.09, 11:12
                      chyba o mózg ci chodzilo? nie wiem co to jest muzg?
                      Sluchaj gosciu, to ty masz manie wielkosci, i to ty dogadzasz sobie
                      przez racjonalizacje, ze to ty masz absolutna racje.
                      Argumenty przyjmuje i owszem, jezeli sa koherentne i spojne.
                      Ale twoje argumenty o zalobie, naprawde nie przystaja do zadnych
                      zaobserwowanych faktow, z ktorymi sie spotkalam. A zaloba i zal po
                      stracie, nie sa miejscem do wlasnych dywagacji.

                      Z tego życia nie wyjdziemy żywi...
                      • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 19.10.09, 11:57
                        drugą rzecza któa tkzwani hetarze robią jest atakwoanie formy kiedy nie potrafią
                        za wiele zrobic z treścią...
                        zazwyczaj tacy interlekutorzy odchodzą w gniewie

                        ja tez przyjmuje argumenty bo zawsze milo posluchac czyjegos zdania w dazeniu do
                        odszukania tego co istotne
                        kazdy argument moze miec znaczenie, decydujące w odkrywaniu prawdy jesli ktos
                        jej w ogole szuka

                        wielu ludzi hce tylko szukac swojego dowartosciowania ego

                        jesli chodzi o zaobe to jak powiedziałem mysle ze jest zdrowa jesli jest
                        intensywna i krotka zeby byla widac wyraznie kiedy jest jej koniec.

                        w pewnyc hsytuacjach związanuych ze sporą miłoscią w rodzinie ktos zazwyczaj
                        opłakuje osobe ktora odeszła - załoba jednej osoby, kobiety
                        przez rok nei moze imprezować...
                        wtedy to ma wszystko ramy, wiadomo o co chodzi, jest zdrowe

                        kobieta ma męza, ginie w wypadku, zostaje wdową, rok czasu przezywa poniewaz
                        kochała, zeby to głupio nie wyfladało ze tydzien po smierci umawia sie z nowym
                        kolesiem.

                        To jakby szacunek i prawdziwosc wobec zmarłego i zaswiadczanie o prawdziwosci uczuć
                        zeby ktos aby nie pomyslił ze wdowa sama ukatrupiła swojego męzusia po to by
                        zając sie innym


                        a sparalizowana zalem i bolem polowa rodziny oplakujaca czyjas smierc przez iles
                        lat? to jest chore
                        • tor-tilla Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 20.10.09, 00:32
                          Proponuje przeczytać post /i słownik/ przed naciśnięciem ENTER.
                          A co do meritum - alboś niespełna rozumu, albo i jedynie straciłeś chomika w
                          wieku 6 lat - stąd Twe wielkie doświadczenie życiowe. Pojęcia nie masz o czym
                          piszesz - i oby nie było Ci dane przekonać się na własnej skórze o tym, co
                          wystukałeś na klawiaturze.
                          • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 20.10.09, 05:18
                            nie powiedzialas NIC sensownego, absolutnie nic

                            piszesz co do meritum... wiesz co to meritum?
                            uzywaj argumentów, argumentów

                            wiesz co to ARGUMENT, mysl?
                            czy takie puste głowy potrafią myslec jedynie sferą manipulacji i
                            deprecjonowania ludzi?
                            jakie dzieci taka istota jest w stanie wychować?

                            poniewaz mysliz ze twoja opini jest w centrum wrzechswiata mimo ze z prawda nie
                            ma NIC WSPOLNEGo?

                            twoja propozycja- wybacz zle nie skorzystam, bo mi nie zalerzy szczegolnie
                            spelniac czyis wymagań formalnych, relizuje je wzgledem siebie

                            jesli bys wykazala ze jestes tego warta - czemu nie, na razie nie predstawilas
                            nic poza czystymi wymazami ego, ktore szuka sposobu na dowarosciowanie siebie i
                            stawianie siebie jako osci znaczenia wrzchswiata mimo ze jest na jego dnia

                            przekonac sie na wlasnej skorze? o czym? o realziowaniu emocji, rozumieniu ich?
                            czy straty liskich? tak u mnie w rodzinie ludzie nie sa z kamienia tez umeirają...
                            nie jestem jednak na tyle wypaczony by zyc zyciem zmarlego czlowieka zamiast
                            myslec o przyszlosci

                            jak mozesz zstwierdzac czy ja mam pojecie p czym pisze czy nei skoro ty nie
                            dokonca siebie rozumiesz
                            • tor-tilla Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 21.10.09, 00:00
                              Sensu w mojej jakże skomplikowanej wypowiedzi uporczywie szukasz i nadal nie
                              znalazłeś?
                              Aaaaa, meritum i myśli Ci również brakowało?
                              Lepiej milczeć i sprawiać wrażenie idioty niż odezwać się i rozwiać wszelkie
                              wątpliwości
                              .
                              Masz 2 w jednym. Autora wedle potrzeby - sam doszukaj.
                              Natomiast skromnie polecam - aspiracje grafomańskie przystopuj, no i z wymogami
                              formalnymi powalcz, na pierwszym froncie - z ortografią, bo czytać się tego nie da.
                              Pozdrawiam
                              • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 21.10.09, 00:19
                                co to ma wspolnego z kwestia poruszonaw wątku?
                                Z poczuciem żalu, zalobą i pustką po śmierciu bliskiej osoby i problemami z nich
                                wynikajacymi oraz z tym co napisała na ten temat autoraka watku oraz ja?

                                w jaki sposob ma to pomoc rozwiazac jej problrmy poza tym ze cerujesz jakies
                                swoje kompleksy, braki ego, niedowartosciowanie uprawijajac psychiczny onanizm
                                prubujac wierzyc w iluzje stworzone w twojej glowie?
                                • tor-tilla Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 21.10.09, 00:50
                                  To była zwykła odpowiedź na Twój post, który w 9/10 nie dotyczył wątku Autorki a
                                  jedynie Twoich osobistych wywodów na temat bezsensu mojej wypowiedzi.
                                  Ponawiam sugestię o przystopowanie zapędów grafomańskich.
                                  Cytuję:
                                  "cerujesz jakies
                                  > swoje kompleksy, braki ego, niedowartosciowanie uprawijajac psychiczny onanizm
                                  > prubujac wierzyc w iluzje stworzone w twojej glowie?".
                                  Rozkoszne... Z czego konkretnie wnioskujesz, że tak nieśmiało spytam? Bo widzę,
                                  że tu znawca ludzkiej psychiki vel. prawie szaman psychiatryczny się w Tobie
                                  odzywa /stąd pytam/.
                                  • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 21.10.09, 05:15
                                    tor-tilla napisała:

                                    > To była zwykła odpowiedź na Twój post, który w 9/10 nie dotyczył wątku Autorki
                                    > a
                                    > jedynie Twoich osobistych wywodów na temat bezsensu mojej wypowiedzi.
                                    > Ponawiam sugestię o przystopowanie zapędów grafomańskich.
                                    > Cytuję:
                                    > "cerujesz jakies
                                    > > swoje kompleksy, braki ego, niedowartosciowanie uprawijajac psychiczny on
                                    > anizm
                                    > > prubujac wierzyc w iluzje stworzone w twojej glowie?".
                                    > Rozkoszne... Z czego konkretnie wnioskujesz, że tak nieśmiało spytam? Bo widzę,
                                    > że tu znawca ludzkiej psychiki vel. prawie szaman psychiatryczny się w Tobie
                                    > odzywa /stąd pytam/.


                                    Mój post w odpowiedzi na post Asica74, tak dla przypomnienia jako czesc
                                    kontunuowanej dyskusji:
                                    drugą rzecza któa tkzwani hetarze robią jest atakwoanie formy kiedy nie potrafią
                                    za wiele zrobic z treścią...
                                    zazwyczaj tacy interlekutorzy odchodzą w gniewie

                                    ja tez przyjmuje argumenty bo zawsze milo posluchac czyjegos zdania w dazeniu do
                                    odszukania tego co istotne
                                    kazdy argument moze miec znaczenie, decydujące w odkrywaniu prawdy jesli ktos
                                    jej w ogole szuka

                                    wielu ludzi hce tylko szukac swojego dowartosciowania ego

                                    jesli chodzi o zaobe to jak powiedziałem mysle ze jest zdrowa jesli jest
                                    intensywna i krotka zeby byla widac wyraznie kiedy jest jej koniec.

                                    w pewnyc hsytuacjach związanuych ze sporą miłoscią w rodzinie ktos zazwyczaj
                                    opłakuje osobe ktora odeszła - załoba jednej osoby, kobiety
                                    przez rok nei moze imprezować...
                                    wtedy to ma wszystko ramy, wiadomo o co chodzi, jest zdrowe

                                    kobieta ma męza, ginie w wypadku, zostaje wdową, rok czasu przezywa poniewaz
                                    kochała, zeby to głupio nie wyfladało ze tydzien po smierci umawia sie z nowym
                                    kolesiem.

                                    To jakby szacunek i prawdziwosc wobec zmarłego i zaswiadczanie o prawdziwosci uczuć
                                    zeby ktos aby nie pomyslił ze wdowa sama ukatrupiła swojego męzusia po to by
                                    zając sie innym


                                    a sparalizowana zalem i bolem polowa rodziny oplakujaca czyjas smierc przez iles
                                    lat? to jest chore

                                    ---
                                    twoja odpowiedz na ten post i głos w dyskusji:

                                    Proponuje przeczytać post /i słownik/ przed naciśnięciem ENTER.
                                    A co do meritum - alboś niespełna rozumu, albo i jedynie straciłeś chomika w
                                    wieku 6 lat - stąd Twe wielkie doświadczenie życiowe. Pojęcia nie masz o czym
                                    piszesz - i oby nie było Ci dane przekonać się na własnej skórze o tym, co
                                    wystukałeś na klawiaturze.


                                    -brak jakichkolwiek argumentow mwerytorycznych
                                    -pytolenie o ortografi jakby kogos to obchodziło, masz z tym problem to nei czytaj
                                    -atak personalny bez odniesienia do tresci
                                    -brak odniesienia do argumentow w dyskusji
                                    -sugestie z chorej, brudnej dupy wyjete

                                    czyli rzekł bym gorzej niz trolling, zasmiecanie watku, osmradzanie go swoimi
                                    problemami i beztresciowa wypowiedzia z nich wynikającą



                                    z czego wnioskuję?
                                    wróżę z fusów, czasami jesli ludzie nei sa w stanie uwierzyc ze tradycyjna
                                    bezsaszetkowa pozostałosc po herbacie jest dostatecznie zetelnym zrodlem wiedzy
                                    i natchnienia to klepie cos o tytule profesorskim i jakis dyplomach ale nei ma
                                    to znaczenia to tylko ma wplyw na ich wiarę poniewaz ludzie nie potrafia
                                    zaakceptowac prawdy jesli nei pochodzi ze zrodla ktore oni akceptuja jako cos
                                    cos mialo by byc wiarygodne
                                    • fe-tysz Malawinka, zadbaj o swoja kondycje 21.10.09, 11:39
                                      psychiczna.
                                    • tor-tilla Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 21.10.09, 23:38
                                      Czytam i oczom nie wierzę,
                                      Forumowicz sam siebie podświadomie zdiagnozował ale leczyć samego siebie zapomniał
                                      /oryginalność pisowni zachowana, żeby nie było/:

                                      "(...) prawdopodobnie tak skrajnie negatywne poczucie narastalo od dawna
                                      wywolujac w koncu zaburzenia
                                      wydostac sie z tak skomplikowanej sytuacji nei bedzie latwo
                                      ta kczy inaczej potrzebujesz pewnyc hzmian osobowosciowych, swiatopogladowych
                                      ktore wyprowadza cie ze stanu odrealnienia, aberracji, uciekania
                                      celem wiec bylo by formowanie takiej postawy ktora doprowdzila by do integracji
                                      ze swiatem zewnerznym umiejetnosc konrontacji z nim, harmonei emocjonalna,
                                      spojnpsc mysli, dobre poczucie emocjonalne
                                      podejrzewam ze jesli ten proces przebieggnie sprawnie to za rok mozesz
                                      funkcjonowac jzu calkiem dobrze
                                      jesl irzecz jasna popracujesz nad soba bo masz sporo do roboty (...)
                                      ".

                                      Konrontacja, harmonei
                                      - oj, niestety - nei bedzie latwo.

                                      Nic dodać, nic ująć.
                                      Odpowiadać nie będę,cokolwiek napiszesz
                                      pozdrawiam
                                      • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 22.10.09, 10:12
                                        kto 10 letnim dzieciom daje dostęp do internetu? twoj poziom mniej wiecej pasuje
                                        pod schemat dziewcznki szukajacej dowartosciowania...
                                        myslisz ze na kogo sa w stanie podzialac takie manipulacjie i po drugie - czy
                                        robisz je swiadomie? to ejst fascynujace :)
                        • takaja77 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 20.10.09, 00:41
                          ciężko cie czytać człowieku, nie wiem czy ktokolwiek podejmuje się jeszcze tego
                          wysiłku:) pisz wolniej może wtedy każda literka znajdzie się na swoim miejscu.
                          • s.p.7 Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 20.10.09, 05:21
                            jesli ktos nie jest w stanie przebrnac przez niezbyt piekna forme przez tresc
                            raczej tez nie przejdzie wiec nic nie trace...
                            t oni moga tracic bo glownie to lduzie ktorzy mnie przeczytaja moga cos zyskac
                            nie ja
                            i nei potrzebuje lekcji ortografii... szkole ukonczlem
    • wichrowe_wzgorza Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 18.10.09, 20:23
      Pozwól mu odejść... Rozpacz, tęsknota, którą czujesz - to rozpacz wobec siebie
      samej.
      Pisalam już o tym tu, napisze raz jeszcze - niedługo minie 16 lat, jak odszedł
      mój Pierworodny. Nie było to łatwe, godzić się, pojmować śmierć, myśleć o niej,
      mając dwadzieścia parę lat. Moja Babcia, która straciła 4 dzieci powiedziała mi,
      żebym nie płakała i cieszyła się tym, że w ogóle ze mną, z nami był. Nie
      rozumiałam jej początkowo, ale potem pomyślałam - ona to przeżyła, mówi z
      doświadczenia, choć dałaby wszystko, żeby każde z nich mogło być z Nią. I żeby
      kolejność pożegnań była zachowana. Cierpiała ze mną bardzo, bo wydawało jej się,
      że " w tych czasach" dzieci już nie umierają, a śmierć, jako druga strona życia
      - ma swoje prawa. Wszystko ma swój czas i swoją porę. My też.
      • bszalacha Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 19.10.09, 01:42
        A ja myslę,że rozpcz,którą czujesz,jest zawsze przezywana
        podobnie,tzn.najpierw sie odrzuca to,co przyniósł los.Na nic
        pocieszanie,trzeba ,żeby ktoś przy Tobie był,zadbał o Twoje
        potrzeby.Musisz coś jeśc,spać,dbać o zdrowie,mieć się do kogo
        przytulić.
        Czy masz kogoś takiego,kto jest obok i o nic nie pyta?
        Jeśli nie,bedziemy Cię wspierać pisząc.Wiem,jak trudno przyjąć taką
        prawdę.Jak trudno jest z poczuciem,że nie ma na kogo liczyć...

        ps.Jest forum"strata,osierocenie"Prowadzi ja pani Halimoniuk z
        Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.Spróbuj tam zajrzeć kiedyś.
        Sciskam Cię serdecznie.
    • simone-kkk personalnie do namastee 20.10.09, 03:07
      Tragedie ktore nas czasami dotykaja maja wymiar bezsilnosci i
      trzeba duzej ufnosci, ze Bog zna tajemnice czlowieka i daje jej
      rozwiazanie.Coz, przykro mi.
      Wiem co znaczy bol w takich sytuacjach...naprawde wiem.
      pozdrawiam. komandos

      www.youtube.com/watch?v=cwXEY1J1Xeo
    • fleuret moja ulubiona bajka cz.1 20.10.09, 10:22

      BRACISZEK I SIOSTRZYCZKA
      Wilhelm i Jakub Grimm

      Braciszek ujął siostrzyczkę za rękę i rzekł:
      —- Od śmierci mateczki nie znamy chwili radości. Macocha bije nas i kopie, twarde okruchy chleba są naszym pożywieniem, a psu pod stołem lepiej się dzieje niż nam: spada mu przynajmniej czasem smaczny kąsek. Mój Boże, gdyby o tym matka nasza wiedziała!
      Pójdź, powędrujemy razem w daleki świat.
      Szły dzieci cały dzień przez łąki, pola i kamienie, a gdy deszcz począł padać, rzekła siostrzyczka :
      — Niebo płacze razem z naszymi sercami !
      Pod wieczór przyszły do wielkiego lasu i były tak znużone, cierpieniem, głodem i długą drogą, że usiadły pod drzewem i wnet usnęły.
      Kiedy się obudziły, słońce stało już wysoko na niebie.
      — Siostrzyczko — rzekł braciszek — mam wielkie pragnienie, zdaje się, że słyszę w pobliżu szmer strumyka. Poszli razem szukać wody. Ale zła macocha, która była czarownicą, zakradła się potajemnie za nimi i zaklęła wszystkie źródła w lesie. Kiedy znaleźli wreszcie źródełko które szemrało wesoło na kamieniach, braciszek chciał się z niego napić, ale siostrzyczka usłyszała, jak źródełko mówi:
      — Kto się mojej wody napije, stanie się tygrysem ...Kto się mojej wody napije, stanie się tygrysem.
      Zawołała więc:
      — Ach, braciszku, proszę cię, nie pij tej wody, bo staniesz się dzikim zwierzęciem i pożresz mnie .
      Braciszek usłuchał jej, chociaż miał wielkie pragnienie, i rzekł :
      - Poszukajmy innego źródełka. Kiedy znaleźli drugie źródełko, usłyszała siostrzyczka, jak i to mówiło:
      - Kto się mojej wody napije, stanie się wilkiem... Kto się mojej wody napije, stanie się wilkiem.
      Zawołała więc: — Braciszku, proszę cię, nie pij tej wody, bo staniesz się wilkiem i pożresz mnie ! Braciszek usłuchał jej i rzekł:
      —Zaczekam jeszcze, aż znajdziemy trzecie źródełko, ale wtedy muszę się napić: za duże mam pragnienie. Kiedy znaleźli trzecie źródełko, usłyszała siostrzyczka szmer jego:
      — Kto się mojej wody napije, stanie się jelonkiem... Kto się mojej wody napije, stanie się jelonkiem. Zawołała więc:
      — Ach, proszę cię, braciszku, nie pij tej wody, bo staniesz się jelonkiem i uciekniesz ode mnie !
      Ale braciszek już ukląkł nad źródełkiem i napił się z niego; zaledwie jednak dotknął wody ustami, przemienił się natychmiast w jelonka.
      Zapłakała więc siostrzyczka nad swoim biednym, zaklętym braciszkiem, a jelonek płakał również i smutnie patrzył na nią. Wreszcie dziewczynka rzekła:
      — Nie płacz, drogi jelonku, ja cię nigdy nie opuszczę. Potem zdjęła złotą podwiązkę i założyła ją jelonkowi na szyję, a z sitowia uwiła miękki sznur. Uwiązała na nim zwierzątko i prowadziła je coraz głębiej i głębiej w las. Szli długo, aż napotkali maleńki domek, zupełnie pusty.
      „Tutaj możemy zamieszkać" — pomyślała dziewczynka. Usłała jelonkowi miękkie posłanie z mchu i liści codziennie zbierała w lesie dla siebie korzonki, jagody i orzechy, a dla jelonka smaczną trawę, którą jadł z jej ręki i skakał wesoło dokoła. Wieczorem, kiedy siostrzyczka była zmęczona, kładła główkę na grzbiecie jelonka i zasypiała na tej miękkiej poduszce. Jakież wspaniałe mieliby życie, gdyby tylko braciszek odzyskał ludzką postać !
      Żyli tak sobie przez długi czas samotnie w puszczy,
      Razu pewnego król tego kraju urządził wielkie polowania.
      Po całym lesie rozlegały się dźwięki rogów myśliwskiej szczekanie psów i nawoływania ludzi.
      Jelonek słyszał to i rad przyłączyłby się do polowania.
      — Ach —- rzekł do siostrzyczki — pozwól mi pójść ni polowanie, nie mogę dłużej usiedzieć tutaj...
      — I tak długi prosił i błagał, aż mu wreszcie pozwoliła.
      — Pamiętaj jednak — rzekła — abyś przed wieczorem powrócił. Zamknę drzwi przed myśliwymi, abym zaś ciebie mogła poznać, zapukaj trzy razy i zawołaj:
      „Wpuść mnie wpuść, siostrzyczko!" A jeżeli tak nie powiesz, nie otworzę drzwi.
      Jelonek przyrzekł tak uczynić i pobiegł wesół i szczęśliwy do lasu.
      Król i jego myśliwi ujrzawszy piękne zwierzątko poczęli je gonić, ale jelonek umiał im się wymknąć.
      Gdy wieczór nadszedł, pobiegł do chatki, zapukał trzy razy i zawołał :
      — Wpuść mnie, wpuść, siostrzyczko! I Natychmiast otworzyły się drzwi, a jelonek wskoczył do izby i przez całą noc wypoczywał na miękkim posłaniu.
      Nazajutrz, gdy polowanie zaczęło się znowu, a jelonek usłyszał dźwięk rogu i okrzyki strzelców, nie mógł znaleźć spokoju i począł znowu prosić:
      — Siostrzyczko, otwórz mi, muszę pójść do lasu. Siostrzyczka otworzyła drzwi i rzekła:
      — Pamiętaj, powróć wieczorem i powiedz tak jak wczoraj.
      Gdy król i myśliwi ujrzeli znowu jelonka ze złotą opaską poczęli go gonić, ale rącze zwierzątko wymknęło im się znowu. Wreszcie jednak pod wieczór osaczyli je kołem, a jeden zranił je w nóżkę; biegło więc wolniej do domu. Toteż któryś z myśliwych nadążył za nim, usłyszał, jak jelonek znów stukał do drzwi i rzekł:
      — Wpuść mnie, wpuść, siostrzyczko! — i ujrzał, jak się drzwi otworzyły i szybko zamknęły.
      Myśliwy zapamiętał to sobie, poszedł do króla i powiedział, co widział i słyszał. Król zaś rzekł:
      — Jutro zapolujemy znowu.
      Tymczasem siostrzyczka przeraziła się bardzo, gdy ujrzała że jelonek jest zraniony. Obmyła mu nóżkę, przyłożyła zioła i rzekła:
      — Połóż się, drogi jelonku, abyś szybko wyzdrowiał. Ale rana była tak maleńka, że nazajutrz nie pozostało po niej śladu. A gdy w lesie rozległy się znowu nawoływania myśliwych, rzekł jelonek:
      — Nie mogę wytrzymać w domu, puść mnie, siostrzyczko, do lasu. Nie złapią mnie tak łatwo.
      Ale siostrzyczka zaczęła płakać:
      — A jeśli cię zabiją, a ja tu zostanę w lesie, samotna i opuszczona przez cały świat ?
      Nie, nie puszczę cię.
      — Więc umrę tu ze smutku — odparł jelonek. — Kiedy słyszę rogi myśliwskie, nie mogę ustać na miejscu!Siostrzyczka nie znalazła na to odpowiedzi i z ciężkim sercem otworzyła mu drzwi, a jelonek zdrów i wesół pobiel do lasu.
      Gdy go król ujrzał, rzekł do swych myśliwych:
      — Polujcie na niego aż do wieczora, ale nikt niech mu krzywdy nie zrobi !
      Gdy słońce zaszło, król wziął z sobą owego myśliwca, aby mu wskazał domek, gdzie mieszkał jelonek. Gdy stanął prze drzwiami, zapukał trzy razy i rzekł:
      — Wpuść mnie, wpuść, siostrzyczko !
      • fleuret Re: moja ulubiona bajka cz.2 20.10.09, 10:23

        Wówczas drzwi otworzyły się, król wszedł i ujrzał dziewczę tak piękne, jakiego nigdy jeszcze nie widział.
        Siostrzyczka przeraziła się bardzo widząc zamiast jelonka obcego człowieka w złotej koronie.
        Ale król spojrzał na nią serdecznie, wyciągnął rękę i rzekł :
        — Czy chcesz pójść ze mną do zamku i zostać moją ma żonką ?
        — O, tak — rzekła dziewczynka — ale jelonek musi pójść ze mną,- ja "go nigdy nie opuszczę.
        — Dobrze — odparł król — pozostanie z tobą do końca życia, niczego mu nie "zabraknie.
        Tymczasem nadbiegł jelonek, a siostrzyczka znowu uwiązała go na sznurku z sitowia i wyprowadziła z leśnej domku. Król wziął piękną dziewczynę na konia i powiózł do zamku, gdzie odbyło się huczne wesele. Była teraz panią królową i przez długi czas żyli szczęśliwie; jelonek, pieszczony i pielęgnowany, biegał wesoło po ogrodzie zamkowym.
        A zła macocha, przez którą dzieci poszły w świat, myślała, że siostrzyczkę dawno pożarły dzikie zwierzęta, a braciszka, zaklętego w jelonka, zastrzelili myśliwi. Kiedy się więc dowiedziała o ich szczęściu, w sercu jej zbudziła się nienawiść i zazdrość, które jej nie dawały spokoju. Dzień i noc myślała o tym, jak by sprowadzić na nich nieszczęście, jej własna córka, która była brzydka jak noc i miała tylko jedno oko, robiła jej wyrzuty mówiąc:
        — Ja powinnam zostać królową, mnie się to szczęście należy.
        A czarownica uspokajała ją:
        - Poczekaj, gdy przyjdzie czas, będę nad tym czuwała.
        Czas ów nadszedł, gdy królowa wydała na świat ślicznego synka, a król był właśnie na polowaniu. Stara czarownica przybrała postać pokojowej, weszła do komnaty, gdzie leżała królowa, i rzekła do chorej :
        — Pójdź, królowo, kąpiel już gotowa, to ci sił doda; pójdź szybko, póki woda ciepła.
        Córka jej czyhała pode drzwiami: razem zaniosły osłabioną królową do wanny, potem zamknęły drzwi na klucz i uciekły.
        A przedtem rozpaliły w kąpielowym pokoju tak wielki ogień, że piękna, młoda królowa udusiła się z gorąca.
        Wtedy macocha włożyła swej córce czepek na głowę i położyła ją do łóżka królowej. Nadała jej też postawę i wygląd królowej, tylko drugiego oka dać jej nie mogła. Aby zaś król tego nie spostrzegł, kazała jej położyć się na tym boku, gdzie nie miała oka. Gdy król powrócił wieczorem i dowiedział się, że żona powiła mu synka, ucieszył się bardzo i zbliżył się do łóżka, aby przekonać się, jak się czuje jego ukochana małżonka. Lecz czarownica zawołała szybko:
        — Na Boga! Nie odsuwaj zasłony ! Królowa nie może jeszcze patrzeć w światło i musi mieć spokój.
        Król cofnął się od łoża, nie dowiedziawszy się, że leży w nim fałszywa królowa.
        Kiedy nastała północ i wszyscy posnęli, piastunka, która jedynie czuwała siedząc nad kołyską, ujrzała nagle, jak otwierają się drzwi i wchodzi prawdziwa królowa. Wyjęła dziecko z kołyski i nakarmiła je. Potem poprawiła mu poduszeczkę, ułożyła je znowu w kołysce i przykryła kołderką. Nie zapomniała też o jelonku, podeszła do kącika, gdzie leżał, i pogłaskała go po grzbiecie. Po czym cichutko wyszła z pokoju; a nazajutrz piastunka zapytała strażników, czy ktoś wchodził w nocy do pałacu, ale oni odparli:
        — Nie, nie widzieliśmy nikogo.
        Przychodziła tak co noc, a nigdy nie przemówiła ani słowa; piastunka widziała ją zawsze, ale nie ważyła się wspominać o tym komukolwiek.
        Minęło wiele czasu; pewnej nocy królowa przemówiła :
        — Co robi mój jelonek? Co robi moje dziecię ? Przyjdę tu jeszcze dwa razy, potem mnie już nie znajdziecie.
        Piastunka oniemiała z przerażenia, ale nazajutrz pobiegła do króla i opowiedziała mu wszystko.
        — O Boże, co to znaczy ! — zawołał król. — Następne! nocy sam będę czuwał przy dziecku.
        Wieczorem udał się król do dziecinnego pokoju, a o północy królowa ukazała się znowu i rzekła :
        — Co robi mój jelonek ? Co robi moje dziecię ?
        Przyjdę tu jeszcze raz jeden, a potem mnie już nie znajdziecie.
        Nakarmiła dziecko, jak to czyniła zazwyczaj, zanim zniknęła. Król nie odważył się słowa wymówić, ale następnej nocy znowu czuwał przy dziecku. Królowa przyszła i tym razem zapytała :
        — Co robi mój jelonek ? Co robi moje dziecię ? Przyszłam tu po raz ostatni i więcej już mnie nie znajdziecie.
        Wówczas król zbliżył się do niej i rzekł :
        — Nie możesz być nikim innym, jeno moją kochaną żoną.
        A ona odparła :
        — Tak, jestem twoją żoną. — I w tejże chwili wróciło jej życie, stanęła radosna, różana i zdrowa.
        Teraz królowa opowiedziała swemu mężowi o podstępie złej czarownicy i jej niegodnej córki.
        Król kazał obydwie stawić przed sąd, gdzie wydano na nie wyrok. Zamknięto je w więzieniu za siedmioma żelaznymi drzwiami, a każde drzwi były zamknięte na siedem żelaznych zamków. Gdy to się stało, jelonek odzyskał ludzką postać.
        Przez długie jeszcze czasy braciszek i siostrzyczka żyli razem w szczęściu i miłości.
        • lonely.stoner Re: moja ulubiona bajka cz.2 20.10.09, 23:53
          hej, a ile czasu uplynelo odkad Twoj brat zmarl?? moja bliska osoba zmarla w
          lutym i do tej pory jest mi ciezko (ale nie bylismy az tak blisko jak Ty z
          bratem). Tez czesto mysle, wspominam, placze i po prostu nie moge uwierzyc ze
          tego kogos juz nie ma, glosu, czlowieka, wszystkiego, ale nie jest ze mna zle.
          OStatnio zaczelam myslec ze my wszyscy umrzemy, i zastanawiam sie kto bedzie
          nastepny???
          Porozmawiaj o tym z kims bliskim, to daje ulge. Przynajmniej mi pomaga,nawet jak
          ktos mnie tylko wyslucha i przytuli. Nie badz sama w jego urodziny, postaraj sie
          byc z kims kto Cie dobrze rozumie, przytuli i da wsparcie:)
          • xerxys Smierc 21.10.09, 23:51
            bliskiej osoby zawsze wzbudza w nas protest przeciwko jej odejsciu. Ciagle
            chodza za nami wyrzuty sumieni ze zbyt malo czasu jej poswiecalismy. Brakuje nam
            jej dotyku, glosu, ba nawet sprzeczki.
            Pustka ktora powstaje jest nie do zasypania ani lzami ani wyrzutami. Zycie
            przemija a my przemijamy wraz z nim. Jedno jest pewne, juz nigdy nie bedziemy
            tacy sami jak przed odejsciem kochanej osoby. To nas zmienia pozytywnie,
            zaczynamy widziec to co przedtem umykalo naszym zmyslom.
    • rlena Bardzo Ci wspolczuje, 22.10.09, 03:07
      wierze tez,ze nic nie dzieje sie przypadkiem. Jeszcze bedziesz
      b.szczesliwa.
    • namastee Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 22.10.09, 16:12
      dziekuje..
      tylko, ze to nie jest takie zwyczajne jak sie Wam wydaje.. to nie
      byla zwykla smierc..
      bylam przy nim.. bylam ostatnia osoba ktora widzial i ostatnia ktora
      widziala Jego przed smiercia.. a potem..po kolana bylam w Jego
      krwi..
      Rodzice opowiadali mi, gdy mialam roczek i przyprowadzili go ze
      szpitala, jak to male pierwsze dziecko z zazdrosci zrzucilam go z
      kolan mamy. heh.. potem gdy doradtalismy zawze go bronilam,
      wspieralam.. gdy doroslismy bylismy najlepszym rodzenstwem.. nie
      mielismy przed soba tajemnic.. wszyscy zazdroscili mi brata, a ja
      zawsze sie nim szczycilam.. bylam taka dumna, ze mam tak
      fantastycznego brata..
      a teraz juz go nie ma.. do konca zycia bede miala przed oczami te
      noc.. nigdy nie uwierze, ze Go juz ze mna nie ma.. Rodzina sie juz
      dla mnie nie liczy, on byl moja najblizsza i najwspanialsza
      rodzina.. i przyjacielem..

      Niektorzy pytali czy mam wsparcie.. mam.. mieszkam z chlopakiem,
      ktory sie bardzo stara i przyjaciolke, ktora mnie wspiera. A ja
      sama.. musze byc silna i wspierac rodzicow, ktorzy sie rozstali..
      • efekt_motyla Re: nie moge pogodzic sie ze smiercia brata.. 23.11.09, 11:52
        Namastee, wiem dokładnie co czujesz...mój brat nie żyje od 2 lat i 6 miesięcy. Już nie płaczę codziennie.. ale nic nie jest takie jak było a w chwilach kiedy najbardziej Go potrzebuję czuję taki ból jakby mi serce znowu pękało. Po Jego śmierci przeszłam przez piekło, myślałam, że już nie wrócę, że to koniec ze mną. Chciałam, żeby to był mój koniec...Słyszałam Jego głos, czułam obecność..chciałam do Niego dołączyć żeby mój młodszy braciszek nie był sam!
        Teraz funkcjonuję, żyję prawie normalnie ale wciąż mam żal do matki, do rodziny, do starszego brata... mam wyrzuty sumienia, że byłam za daleko, że powinnam wiedzieć, zapobiec!!!Trzy dni temu skończył by
        24 lata....
        Trzymaj się Namastee!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja