Gość: veela
IP: *.as1.lmk.limerick.eircom.net
15.01.04, 13:10
... bo od wrogow to sie sam obronie.
Mialam przyjaciolke.
Zaprosilam ja do siebie w goscine. Wybieralam dla niej prezent noworoczny,
chcialam zeby sie cieszyla. Jej szczescie i dobro byly dla mnie wazne. Jak to
dla przyjaciela. Gdyby trzeba bylo, stanelabym w jej obronie.
Odebrala mi meza. Chce odebrac mieszkanie. Maz w przeciagu miesiaca zlozyl
wniosek o rozwod i chce tez odebrac mi dziecko (5 lat) bo - jak twierdzi,
oczadzony miloscia, namietnoscia - ona bedzie lepsza matka.
Staram sie nie ulegac emocjom i dzialac na chlodno. Moja jedyna wina jest to
zaprosilam do naszego domu kobiete ktora uznalam za przyjaciolke. Poczekam,
moze im przejdzie - a jak nie, sprawa rozwodowa wszystko wyjasni.
Maz prawdopodobnie preparuje zarzuty przeciwko mnie bo tak naprawde to nic na
mnie nie ma. Kochalam go ale teraz, widzac jego "inna twarz" nienawidze.
Wyglada na zdolnego do wszystkiego.
Kiedys wypowiadal sie w kregu znajomych o znaczeniu i powadze wezla
malzenskiego, o jego swietosci. Jego tez uwazalam za przyjaciela.
Czy ktos z Was mial podobne doswiadczenia?