mariusz7891
21.10.09, 14:43
Mam wrażenie, że nie odbieram świata zewnętrznego, tzn. odbieram w niewielkim
stopniu, a wszelkie braki nadrabiam schematami i wyobraźnią. Nie mogę się
skupić na jakiejś rzeczy, wszystko muszę robić błyskawicznie. Wydaję mi się,
że nie mam kontaktu z rzeczami, np. z długopisem. mam tylko o nim wyobrażenie.
Schemat w głowie który mówi mi, że służy do pisania. Ale co to znaczy służy do
pisania? mam jakiś schemat w głowie tego, ale tak naprawdę nie rozumiem tego.
Bardzo męczę się, gdy ktoś próbuje ze mną rozmawiać o prozaicznych rzeczach,
jak choćby o tym przykładowym długopisie. Nie mówię co myślę, tylko wymyślam
coś. Cokolwiek powiem, to nie są moje myśli, nie jestem do tego przekonany,
tak naprawdę nie pojmuję tego. opisuję tylko jakiś "schemat" który pojawia się
w mojej głowie. Czuję, że sposób w jaki to opisuję jest ogólnikowy. Nie
potrafię konkretnie powiedzieć co mi jest. Mam wrażenie, że aby to przekazać,
muszę się posługiwać językiem normalnych ludzi, a ja tak do końca nie jestem
świadom co te słowa oznaczają. Postępuję bardzo po omacku. Będąc w swoim
świecie muszę poruszać się po tym realnym. Tak naprawdę, nie mając kontaktu z
realem, ciężko mi cokolwiek zrobić. Wszystko co robię, robię z wielkim bólem.
trudno mi się do czegokolwiek zabrać, coś przemyśleć. W końcu nie mam
fundamentów do myślenia. W szkole zawsze byłem dobrym uczniem, nawet
wybijającym się, ale wszytko rozumowałem po swojemu, wg. swoich "schematów"
dlatego ciężko mi było cokolwiek komuś wytłumaczyć, gdyż ta osoba myśli
normalnie, a ja po swojemu, tak naprawdę nie mając świadomości co robię. Nie
miałem problemów np. z ortografią czy liczeniem, bo to wszytko rządzi się
prostymi schematami, które mogłem sobie ułożyć w głowie, nie mając większego
pojęcia co robię. Potrzebuje pomocy lekarza, który będzie chciał zrozumieć o
co mi chodzi. ja nie potrafię konkretnie powiedzieć o co mi chodzi. Byłem na
3miesięcznej psychoterapii w IPiNie w Warszawie, ale tam miałem wrażenie, ze w
ogóle nie interesują się tym co mówię, tylko na siłę próbują mi
przyporządkować jakieś zaburzenie nerwicowe. Wypisali mi, że mam natręctwa
myślowe związane ze swoim myśleniem :/ Czułem sie jakbym miał złamana nogę, a
lekarz powiedział, że mam natrętną myśl, że mnie boli :/ Strasznie potrzebuje
pomocy. Ciągle myślę o samobójstwie, nie mogę i nie potrafię żyć. Zamykam się
tylko w swoim pokoju, boję się świata zewnętrznego, bo do mnie nie dociera.
cokolwiek mam zrobić, to jestem bardzo zestresowany
Nie potrafię tego skonkretyzować :( Wydaje mi się, że mam ograniczoną
świadomość wszystkiego, nawet siebie. To co staram się tu napisać nie
odzwierciedla tego. Wszystko dochodzi do mnie jak przez wąską szparę. Wydaję
mi się, że nie chodzi tu o inteligencję, wyniki tych testów mam ok. Ale sam
sposób ich rozwiązywania jest wg mnie jest upośledzony.
Każdy lekarz mówił co innego. Od schizofrenii, przez zespół aspergera,
derealizacje-depersonalizacje, na zaburzeniach osobowości mieszanych kończąc.
Ale ja nie czuję żadnego z tych zaburzeń. Marzę o tym, że jakiś fachowiec
poświęciłby mi troszkę więcej czasu by to zrozumieć. Są momenty, jak ja to
nazywam, że "wchodzę w świat, wchodzę w życie". Jest to bardzo minimalne, ale
mimo wszytko czuję wielką różnicę, czuje się znacznie lepiej. Czuję, że jestem
w tym świecie, że to co mnie otacza, dotyczy mnie. Czuję się człowiekiem. Ale
to jest śladowe
Mam wrażenie, że przez całe życie nauczyłem się tak udawać "normalną" osobę,
że ciężko mi pokazać lekarzowi o co mi chodzi. Byłem żałosny. Każdego dnia
płaczę, myślę o tym. Chciałbym dostać jeden rok normalnego życia, a potem umrzeć.
To jak to opisuję, to owijanie w bawełnę, żadnych konkretów nie podaję. Ale
właśnie mi. to jest mój problem. Ja to wszytko właśnie tak widzę, cały ten
świat, wszytko jest daleko, widzę to ogólnikowo. Ja inaczej tego nie nazwę.
tak jest ze wszystkim. to jest dla mnie okropne, że czuję jakie mam straszne
problemy, a nawet nie potrafię ich konkretnie nazwać. Nie mogę się w nic
głębić, zaczerpnąć szczegółów. Mam wrażenie jakbym dzieliła mnie od
rzeczywistości jakaś mgła. Dojrzały też napewno nie jestem. Mam wrażenie, że
zatrzymałem się w wieku kilku lat (a mam 22).
Udało mi się przebrnąć przez szkołę bez żadnych problemów o dziwo z dobrymi
albo bardzo dobrymi wynikami. Teraz mam rważenie, że tak naprawdę ucząc się,
ja niewiele rozumiem, tylko potrafię ułożyć w głowie jakieś schematy, często
dość naiwne, ale skuteczne jeśli chodzi o zaliczanie. Prawdę mówiąc, przez
całe życie prawie w ogóle się nie uczyłem, wszytko jakoś łatwo przychodziło,
byłem wyróżniający się w każdej klasie. Teraz jestem na 3 roku studiów i nie
widzę zbytnio sensu ich kończenia, bo nawet jeśli mi to się uda, nic z nich
nie wyniosę, bo tak naprawdę nic nie rozumiem. Zresztą "sam nie wiem co znaczy
"rozumieć". Jakiś czas temu stworzyłem sobie koncepcję, że myślę dość
sprawnie, ale nie mam dobrych fundamentów do tego wykorzystywania, bo
rzeczywistość, świat, wszytko co wokół mnie nie dociera do mnie tak jak
powinno, a to jest jakby materiał, na podstawie którego mam myśleć. A skoro
nie dociera do mnie, to myślę na podstawię bardziej swoich domysłów,
wyobrażeń. Ale to wszytko jest takie anormalne, uproszczone. Układam sobie w
głowie schematy. mam czasem wrażenie, że jestem samoprogramującą się maszyną.
Mam wrażenie, że jestem pozbawiony jakiegoś mechanizmu, który nie pozwala
nabywać mi tej samoświadomości, Wszytko co wokół mnie tylko się ode mnie
odbija. Gdy próbuję coś zrobić, nie potrafię się dłużej przyjrzeć danej
rzeczy. szybko spojrzę i zaraz uciekam w świat swojej wyobraźni. I próbuję to
robić z jej perspektywy.
Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale w pewnym momencie czułem się głupszy od
swojego psa, czy kota. Ale to nie chodzi o inteligencję ( mam taką nadzieję
przynajmniej) To chodzi o odbieranie świata. Pies czy kot to mają a ja nie.