allibys
22.10.09, 13:36
Mam 21 lat nigdy nie narzekałam na powodzenie u płci przeciwnej - nie mam
problemów z nawiązywaniem kontaktów z facetami. Za to mam problem z
koleżankami - nie mam ani jednej przyjaciółki - zawsze nudziły mnie babskie
rozmowy o niczym, weekendowe wypady na zakupy, denerwowało mnie jak w liceum
koleżanka z ławki prosiła żebym z nią poszła do WC - jestem z natury asertywna
i jak nie miałam ochoty mówiłam "idź sama" i tak jest do dziś, mówię to co
myślę - nie lubię jak ktoś mnie wykorzystuje. Trzymam ludzi na dystans - na
pewno nie zwierzam się pierwszej lepszej osobie. Nie przeszkadza mi nawet to
że nie mam koleżanek - wolę sama iśc kupić bluzkę czy buty, nie potrzebuję by
ktoś mówił mi czy dobrze wyglądam czy nie. Nie obchodzi mnie to. A większość
dziewczyn z którymi się "przyjaźniłam" często wyciągało mnie żeby im doradzić
to czy tamto. Myślę, że to wynika z mojej empatii - po prostu ja nie lubię jak
ktoś ciągnie mnie za sobą tylko dlatego, że chce kupić sweter, więc sama też
tego nie robię. Problem właśnie jest w tym, że z jednej strony mogę wydawać
się pewna siebie - mam swoje zdanie, jestem asertywna, nie bardzo przejmuję
się opinią ludzi - mogłabym przyjść na uczelnię w pidżamie i nic sobie z tego
nie robić a z drugiej strony mam wielki problem z zabieraniem głosu w grupie -
właśnie na uczelni, na zajęciach gdy prof. zadaje pytanie - każdy klepie co
wie, a ja wiem ale siedzę cicho - nie potrafię tego pokonać. I czasami jak
pada pytanie wszyscy milczą a ja znam odpowiedź to w duchu modlę się "niech
mnie zapyta błagam!!!", wtedy mogłabym zabłysnąć. Niestety przez to mam
problemy bo wykładowcy uważają, że skoro nie odzywam się to nic nie wiem - a
potem są zdziwieni gdy z prac pisemnych dostaję 5. Nie mam też problemu z
głośnym mówieniem - jeśli mówię to tylko głośno. A dodam jeszcze, że jestem
bardzo wrażliwa. Nie wiem co jest nie tak z moim mózgiem, że inaczej nie
potrafię...