po 8 latach zostałem sam

06.02.02, 18:48
pierwszy raz jestem na tym forum, pół roku temu zostawiła mnie dziewczyna,
która była dla mnie wszystkim, przestałem pracować, przestałem w ogóle robić
cokolwiek, dla niej wróciłem z zagranicy i przez te 8 lat ciężko pracowałem,
było róznie, generalnie wspaniale, teraz wszystko straciło sens wiem, że jest
zła, że kogoś ma, że muszę się za siebie wziąć, ale nie wiem jak to zrobić.
Mogę wyjechać z Polski, by jej nigdy nie oglądać, albo zacząć wszystko od nowa
tutaj w nowej pracy z nową dziewczyną, przestało mi na czym kolwiek zależeć.
Może Wy macie jakąś radę?
    • izabe Re: po 8 latach zostałem sam 06.02.02, 20:01
      Hej glowa do gory!
      Tu na forum jest mnostwo watkow i problemow podobnych do Twojego. Sprobuj je
      przejrzec:) Nie uzalezniaj swojego zycia i swojego szczescia od okolicznosci
      zewnetrznych. Bo cale zycie bedziesz cierpial. Trzeba przezyc bol zwiazany z
      rozstaniem z ukochana osoba ale nie powinno to miec AZ takiego negatywnego
      wplywu na cale Twoje zycie, Twoja prace. Poza tym pol roku to chyba troche za
      dlugo?
      Pozdrawiam
      iza
    • osssa Bard! Weż się w garść! :)))))))))))) 06.02.02, 20:38



      Bard! Weż się w garść!
      To nie jest tragedia ostateczna!
      Nikt nie może Ci dać rady , ktora wszystko załatwi.
      Musisz poradzić sobie sam.
      Najpierw ze sobą ,potem z żalem po jej stracie.
      Nie jesteś jedynym , którego to spotkało.
      Popatrz wokół!
      Prawie każdy z nas ,albo od kogoś odszedł , albo został porzucony.
      A przecież wszyscy funkcjonujemy! Kochamy , śmiejemy się , pracujemy...Ot!Żyjemy!
      Myślisz ,że jej jest lekko?
      Ona Cię kochała , skoro była z Tobą tyle lat.
      Ale stało się , jak się stało.
      Spotykamy kogoś , kto wydaje nam się wyjątkowy , jedyny
      w swoim rodzaju i .... chemia wlewa nam się w żyły ...
      a serce zmienia orientację.
      Koniec.
      Nie miała wyjścia. Wybrała jedyne możliwe.
      Powinna Cię okłamywać i trwać przy Tobie?
      Na to nie ma się wpływu. Wiem coś o tym. :)))))

      Ty musisz jej wybaczyć! Dla własnego dobra.
      Nie pielęgnuj żalu do niej , to już nic nie zmieni.
      Ona nie cierpi.
      Ty, cierpisz.
      Po co się katujesz?
      Przebacz jej i zapomnij o jej istnieniu.
      Wtedy spotkasz swojego "kogoś" - tak jak ona.
      Chemia wleje się w TWOJE żyły a serce ..... j.w. :)))))))))
      Potem być może pokochasz jeszcze raz ...i jeszcze ...
      Jeśli masz taką możliwość , wyjedż!
      Stracisz z oczu te miejsca , przedmioty...
      I idż do pracy!
      Masz za dużo czasu na myślenie , dlatego rozklejasz się i biadolisz nad sobą!
      Musisz być świetnym gościem , bo piszesz z sensem. :)))))))))))))

      Wpisałam się , bo zrobiło mi się przykro ,że od Twojego wpisu ,
      do tej pory nikt Ci nie odpowiedział.
      Życzę Ci szczęścia.
      Wiem na pewno ,że przyjdzie do Ciebie.:))))))))))
      Nie dawaj się nostalgii!
      Trzymaj się!

      Pozdrawiam.

      osssa :))))))))))))))))))))))))))
      PS.
      Wpisz się jeszcze kiedyś w tym wątku.
      Daj znak ,że tak się stało , jak się stanie!



      • osssa Re: Bard! Weż się w garść! :)))))))))))) 06.02.02, 20:44
        ooooops!
        Ktoś się jednak wpisał , kiedy pisałam do Ciebie!
        Widzisz , nie jesteś tu sam.
        :)))))))))))))))))))))))))))

        osssa
        • Gość: Andrzej Re: Bard! Weż się w garść! :)))))))))))) IP: *.unl.edu 06.02.02, 21:01
          osssa napisał(a):

          > ooooops!
          > Ktoś się jednak wpisał , kiedy pisałam do Ciebie!
          > Widzisz , nie jesteś tu sam.
          > :)))))))))))))))))))))))))))
          >
          > osssa

          To wszystko swieta prawda co pisza. Pomysl, ze za rok bedzie
          juz po bolu. I patrzaj w przyszlosc. Male ale.... to byla lekcja dla Ciebie,
          i owa lekcja sie juz nie powtorzy tylko pod jednym warunkiem. Ze zrozumiesz
          o co w niej chodzilo.
          Serwus, porzucony i rzucajacy nie raz.
          Andrzej.
          • Gość: mycha Re: Bard! Weż się w garść! :)))))))))))) IP: *.acn.waw.pl 06.02.02, 21:57
            Wiesz mowisz 8 lat .... dziewczyna. Nie wspominasz :narzeczona, zona.
            Jesli po 8 latach nawet sie jej nie oswiadczyles to sorry - ja tez bym na
            goscia - jego deklaracje nie czekala cala wiecznosc.
            Chcesz rady ? Jak poznasz jakas fajna dziewczyne to nie czekaj az 8 lat by
            sie jej oswiadczyc.
            Powodzenia
            • Gość: emma Re: Bard! Weż się w garść! :)))))))))))) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.02, 22:02
              Stary nie jestes sam.Pelno nas takich.To nie byla dziewczyna dla ciebie. Teraz
              pora na prawdziwa milosc.Otrzasni sie i zacznij wszystko od nowa. Ale po co ci
              jakas zagranica. nic tym nie zmienisz.Nie uciekniesz przed tym.Sam musisz
              zrozumiec.Glowa do gory. Zajmij sie czyms.
              • Gość: allex Re: Bard! Weż się w garść! :)))))))))))) IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.02, 00:50
                Nie płacz biedaku. Pomyśl co by było gdyby zostawiła cię po 16 latach
    • Gość: charlie Re: po 8 latach zostałem sam IP: 217.11.133.* 07.02.02, 07:36
      Witaj !!

      Miałem podobną przygode jak TY. Pisałem o tym w wątku "dlaczego tak jest". Jest
      tam wiele wspaniałych rad.

      Moja dla Ciebie jest taka. Skoro nie umiała Cie docenic to daj sobie z Nią
      spokój. Dalsze zamartwianie się bedzie tylko zabijało Twoją psychikę i nie
      pozwoli Ci cieszyć sie życiem. Musisz szybko się zająć czymś nowym. Wyjdź
      gdzieś z przyjaciółmi....

      Trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam
    • vicca Re: po 8 latach zostałem sam 07.02.02, 11:42
      To nie prawda że Cię kochała. To nie prawda że jej na Tobie zależało. To nie
      prawda że jest warta Twoich starań, nieprzespanych nocy, załamania...
      Jest jeszcze wiele takich "nie prawda".
      Należy się tego nauczyć - to jest prawda.
      Ja się uczę (jestem w dokładnie takiej samej sytuacji jak Ty). I żyję -
      przynajmniej się staram - normalnie.

      Trzymaj się :-))
      • Gość: charlie Re: po 8 latach zostałem sam IP: 217.11.133.* 07.02.02, 14:01
        Vicca ma 100000 % racji. Szkoda Twojego życia na taką osobę. Nie jest warta
        Twojego czasu

        pozdrawiam
        • Gość: Hesia Re: po 8 latach zostałem sam IP: 194.103.40.* 07.02.02, 14:10
          eee no ja sie nie zgadzam...

          to nie jest dobry system motywacji... wiem, ze to przykre jak sie cos konczy, ze boli, ze zabija... ale cos sie
          przezylo .... na pewno zostaja tez mile wspomnienia (szanujmy wspomnienia - powtorka, hehe). nie nalezy robic
          sobie pranie mozgu tylko dlatego ze to pomylka... tak mysle, choc tez cierpie, bo ...
          • Gość: charlie Re: po 8 latach zostałem sam IP: 217.11.133.* 07.02.02, 14:16
            oczywiście że bez względu na to co ta druga osoba nam wyrządziła należy
            zachować te miłe wspomnienia i szacunek do niej. JA tak zrobiłem. Nie można
            obrzucać tej drugiej osoby błotem , ponieważ wtedy uwłaczamy także sobie. W
            końcu spedziliśmy z nią/nim ileś czau i było wspaniale.....tak więc szanujmy
            się
            • Gość: semi Re: po 8 latach zostałem sam IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.02.02, 15:36
              Szanujmy sie, ale nie wspominajmy dobrych chwil, bo to wlasnie powoduje, ze zle
              sie czujemy. Tak radza psycholodzy - nie wspominaj wspanialych chwil.
              • Gość: Hesia Re: po 8 latach zostałem sam IP: 194.103.40.* 07.02.02, 15:42
                doprawdy zenada!!!!
                a co lepiej sie motywowac w chory sposob? wyobrazac sobie jak nasz obiekt porzadania robi kupe?
                przepraszam bardzo za wyrazenia ale dla mnie to jest CHORE!

                nie po to zyje by wykasowywac super chwile a motywowac sie czyms co jest turpistyczne.
    • Gość: bard32 Re: po 8 latach zostałem sam IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 07.02.02, 20:30
      Dzięki za Wasze rady!

      Czuję się trochę lepiej, nie wszystko Wam jednak opowiedziałem, ma rację mycha
      mówiąc, że dawno powiniśmy się pobrać. Wiele razu jej to proponowałem, gdy się
      poznaliśmy była mężatką, po kilku latach naszej znajomości wzięłą rozwód.
      Niektórzy z Was powiedzą, że dobrze mi tak, bo prezeze mnie też ktoś cierpiał
      i... pewnie będzie miał rację. Nie chcę w żaden sposób się teraz
      usprawiedliwiać i próbować wybielić, zupełnie inaczej patrzę na nią i na siebie
      teraz. Wiem, że postąpiłbym inaczej, kiedyś wierzyłem we wszystko, co mi
      powiedziała. Swego męża przedstawiła jako potwora, co oczywiście kupiłem i o
      ironio, teraz w ten sam sposób przedstawia mnie, chociaż nie ma do tego
      powodów. W mojej pracy dużo jęździłem po polsce, pracowałem dla najlepszych
      firm zachodnich, prowadziłem w ich imieniu nogocjacje opiewające na wielkie
      kwoty. 8 lat nie miałem urlopu, gdy ona wyjeżdżała 2 razy w roku za granicę
      sama lub z dziećmi, oczywiście za moje pieniądze (choć to nie najważniejsze).
      Nie kupiłem i nie wybudowałem swojego mieszkania czy domu, bo myślałem, że mi
      nie potrzebne, inwestowałem w jej mieszkanie, w nią i dzieci. Rano wstawałem
      razem z nią przed 6 (pracowała w mediach i wcześnie zaczynała), żeby zrobić jej
      śniadanie, w niedziele też. Wiele razy wracałem z końca polski jadąc 400 km
      nocą, żeby rano zawieźć ją do pracy. Mieliśmy wszystko, ale się ciągle psuło,
      ciągle byli jacyś inni faceci, przynajmniej raz w roku od siebie odchodziliśmy
      i wracaliśmy. Czuję się jak zurzyte piękne futro, które było wspaniałym
      prezentem, znoszonym wytarło się podłogę i wyrzuciło w kąt. Po tylu latach
      zostałem sam, bez mieszkania (choć to nie jast jakiś wielki problem), bez
      rodziny, bez dzieci. Ostanie pół roku ( do jesieni Bo potem za zimno :) żeby
      zapomnieć, jeździełm tylko motorem, wyłączyłem telefony i z dnia na dzień
      przestałem pracować, nie wychodziłem z domu itd. Jak patrzę na siebie takiego
      jakim jestem teraz, a tego z przed 8 lat, to widzę, że jestem w tym samym
      punkcie życia tylko starszy i bardziej zgorzkniały, wiem że sobie poradzę, że
      znowu stanę na nogi i za jakiś czas to ja się będę śmiał, bo całe życie nic
      innego nie robię tylko rozwiązuje problemy innych i swoje, ale czasem coś w
      człowieku pęka i to właśnie nastąpiło 6 m-cy temu u mnie. Jednakże rana się
      zabliźni, a to forum spełnia rolę swoistego psychoanalityka. Dzięki za wasze
      rady, głowa do góry, wierzę w to, że każdy dobry uczynek i myśl zatoczy krąg i
      wróci do nas z powrotem. Myślę, że macie rację mówiąc iż nie można zapominać o
      tym co było piękne, bo wspomnienia to jest to, czego nikt nam nigdy nie
      zabierze. Jest to banał ale jak większość banałów bardzo prawdziwy. Dzięki za
      słowa otuchy, każdemu są bardzo potrzebne.
      • tinkaa Re: po 8 latach zostałem sam 08.02.02, 19:39
        bard kazdy ma jakiegos mola ..wiem ze to boli bardzo boli ..ale zastanow sioe
        nad wszystkim na spokojnie..zobacz co osiagneliscie przez te 8 lat bycia
        razem/nie mysle o stropnie materialnej tego zwoazku/ale o uczuciach...sam
        piszesz ze byly rozstania poworoty zdrada to nie byl bezpieczny spokojny
        zwiazek .przypuszczam ze nie byles pewny swojej dziewczyny.jak mozna zdradzac
        kogos kogo sie kocha???????? mysle ze to ze zostales sam to w twojej sytuacji
        najlepsze rozwiazanie wiem ze to boli bedzie zawsez bolalo gdzies tam w
        serduszku pozodtanie ona ...ale byc mzoe gdzies tam .....jest druga polowa
        ktora wlasnie na ciebie czeka..pamietaj nie wolno plakac nad rozlanym mlekiem
        wiem ze to boli .... ale ciesz sie zyciem wez sie za siebie ...koniecznie...kto
        tkwi w miejscu ten sie cofa wiec..do przodu usmiechnij sie czasem przez lzy ale
        smeij sie...zycie jest piekne mimo wszystko jedyne i nie powtarzalne kazda
        chwilka jest iina jedyna w swoim rodzaju ona juz nie wroci do ciebie.....
    • Gość: hathor Re: po 8 latach zostałem sam IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.02.02, 21:00
      Głowa do góry Bard. Nie jest tak źle. Pomyśl, minęło już pół roku od
      rozstania...i potrafiłeś je przeżyć bez niej. Te następne pól będzie
      łatwiejsze. Wysil się choć odrobinkę i znajdź sobie zajęcie, które zaprzątnie
      Twoje mysli.Praca to dobra rzecz, koncentrując się na niej choć przez chwilę
      zapomnisz o niej. Hej, jednak chce Ci się coś zrobić - pojawiłeś się na forum.
      To dobra oznaka. Tu wszyscy są bardzo życzliwi i chętnie Ci pomogą, a Ty nie
      będziesz czuł się tak samotnie. Niedługo i dla Ciebie słońce zaświeci - uwierz
      mi. Serdecznie pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja