O budowaniu mostow

19.01.04, 02:42
Chodzi mi o to, ze dla mnie fajnie jest sie spotkac z kims w pol drogi gdy
ma sie swiadomosc wlasnych kompromisow i kompromisow oferowanych przez
adwersarza. Kompromisy sa dla was OK czy nie?
    • kwieto Re: O budowaniu mostow 19.01.04, 07:58
      Tak, tyle ze zwracam czesto uwage na to czy jest to kompromis (wzajemne ustepstwa) czy tez
      konsensus (zgoda).
      Kompromis kojarzy mi sie ze "zgnilym kompromisem", czyli sytuacja w ktorej droga
      wzajemnych ustepst wybrano rozwiazanie ktore tak naprawde nie zadowala (w pelni) nikogo.
      Konsensus - dojscie do rozwiazania, ktore zaspokaja potrzeby wszystkich.
      • maly.ksiaze Kompromis i konsensus... 19.01.04, 16:39
        ...są zwykle tyle samo warte - o ile nie chodzi o rozwiązanie techniczne. Gdy
        budujemy most w sensie dosłownym potrzebujemy konsensusu albo dyktatury. Gdy
        budujemy most w sensie przenośnym, jedno i drugie będzie równie dobre. A o
        ileż łatwiej jest osiągnąć kompromis!

        Pozdrawiam,

        mk.
    • kamfora kompromisy a mosty 19.01.04, 08:34
      Z kompromisami to jest duży problem, jeśli człowiek koncentruje się na sobie
      a nie na owym wspólnym celu. Jeśli ważniejsze staje się, żeby nie ustąpić
      więcej, niż ten drugi. Jeśli nie widzi się tego, że "nam wszystkim będzie
      lepiej", tylko to, że inni zyskają więcej(w stosunku do stanu obecnego).

      Ludzie są skłonni do szufladkowania, do nadawania etykietek. Ale, co
      paradoksalne, robią to w stosunku do innych - jednocześnie wyrażając żal/złość
      gdy inni robią tak w stosunku do nich.
      Wydaje się takie proste: nie sądźcie mnie po moim wyglądzie, nie sądźcie po
      mojej rodzinie, znajomych...JA przecież jestem inny.
      Jednocześnie, na podstawie jednostkowej wypowiedzi jakiegoś oszołoma, podającego
      się za członka grupy X - jestem skłonny odsądzić od czci i wiary wszystkich,
      członków owej grupy.

      Nie piszemy tutaj w imieniu naszych rodzin czy narodowości/grupy wyznaniowej.
      Piszemy we własnym i sami bierzemy za swoje pisanie odpowiedzialność.
      To by było nie fair, gdyby za moje bzdury wypisywane na forum obarczano
      odpowiedzialnością mojego szefa czy...kobiety o imieniu Ba.;-)
      • yagnieszka Kompromis vs. consensus 19.01.04, 13:22
        Cenie sobie kompromis. Bardziej niz consensus. Bo kompromis wydaje mi sie
        bardziej prawdopodobny i uczciwszy. W osiagnieciu consensusu jest wedlug mnie
        duzo chciejstwa (znalezlismy trzecia droge, hurra!!!), ktore nie ma
        odzwierciedlenia w faktycznych uczuciach tych, ktorzy go osiagaja. Kompromis to
        moj podarunek dla Ciebie i Twoj podarunek dla mnie. No OK, nikt nie otrzymal
        100% tego, czego chcial ale w sumie sam fakt USTAPIENIA z obu stron jest wedlug
        mnie czyms bardziej wartosciowym niz takie jednostkowe 100%. Dlatego pisze o
        moscie - spotkajmy sie w pol drogi - troche wysilku po Twojej stronie, troche po
        mojej i uda nam sie polaczyc dwa brzegi. Nawet jezeli most bedzie koslawy, z
        Twojej strony zel-betonowy a z mojej drewniany. Moze nie przetrwa wiekow ale jak
        juz go postawimy, jak docenimy mozliwosci jakie daje chodzenie po nim, otworzy
        sie kolejna szansa budowaniu juz razem nowej drogi. No tak mniej wiecej cos w
        tym rodzaju.
        • kwieto Re: Kompromis vs. consensus 19.01.04, 20:32
          Dlaczego chciejstwa? dlaczego "trzecia droga"?
          Kompromis to sytuacja, gdy kazdy chce oddac jak najmniej, a wziac jak najwiecej. Rozdaje ochlapy
          a chce w zamian frykasow.
          W konsensusie inaczej - pomysle o tym, co moze byc dla partnera frykasem, i jesli moge to mu
          odstapie.

          Na negocjacjach nasz wykladowca mial na ten temat bardzo ladna anegdotke: o tym jak to
          zachcialo mu sie zjesc przy niedzieli kaczke, a zona nie bardzo miala ochote ja zrobic. Droga
          wzajemnych ustepst (rzucania ochlapow) skonczyli na de volaille'u. Osiagneli kompromis, tyle ze...
          oboje nie cierpia de volaille'a.

          Consensus - gdyby poszli do restauracji. Albo on jej przy robieniu tej kaczki pomogl. Albo...
          • yagnieszka Re: Kompromis vs. consensus 19.01.04, 20:48
            Anegdotki sa fajne ale sam pewnie wiesz, ze mozna wymyslac rozne w kazda strone
            i zeby ilustrowaly kazda mozliwa teorie. To samo mniej wiecej ze statystyka ale
            to inna sprawa. Musze szybko, bo jak nie wyjde za 15 minut z domu to bede
            musiala przekraczac szybkosc bardziej niz lubie a to mnie stresuje.
            Dla mnie wartosc kompromisu jest juz w samym negocjowaniu i szukaniu w samym
            sobie na ile moge ustapic. Bo tak naprawde zawsze mozna troche ustapic, czesto
            nawet wiecej niz troche. Sytuacji, ze juz sie nie da dyskutowac (np. dziecko
            musi urodzic sie JUZ albo jajka nie da sie trzymac w gotujacej sie wodzie ani
            sekundy dluzej, bo przestanie byc na miekko) jest w sumie w zyciu nie az tak
            wiele. Sama dyskusja, owo werbalizowanie swoich przemyslen, chodzenie kroczek
            do przodu, dwa kroczki w tyl jest, moim zdaniem, wartoscia bez porownania
            cenniejsza niz sam efekt koncowy. Szukanie consensusu jest dla mnie skupieniem
            sie na efekcie koncowym, szukanie kompromisu to dla mnie skupienie sie na
            metodzie. I tu mnie swedzi ;o)
            • kwieto Re: Kompromis vs. consensus 19.01.04, 22:20
              Dla mnie to troszke inna relacja.
              Kompromis to relacja dwoch przeciwnikow ktorzy walcza o to by jak najwiecej uszarpac dla siebie,
              zas consensus to relacja partnerow ktorzy szukaja rozwiazania dogodnego dla obu stron.
              I wlasnie consensus daje wieksza plynnosc celu
              Kompromis zaklada negocjacje "pozycyjne", w ktorym kazdy z rozmowcow dazy do upatrzonego
              celu. W przypadku consesusu wybiera sie sposrod n rozwiazan, szukajac najbardziej efektywnego.
        • kamfora Re: Kompromis vs. consensus 20.01.04, 07:32
          yagnieszka napisała:

          > Cenie sobie kompromis. Bardziej niz consensus. Bo kompromis wydaje mi sie
          > bardziej prawdopodobny i uczciwszy. W osiagnieciu consensusu jest wedlug mnie
          > duzo chciejstwa (znalezlismy trzecia droge, hurra!!!), ktore nie ma
          > odzwierciedlenia w faktycznych uczuciach tych, ktorzy go osiagaja. Kompromis to
          > moj podarunek dla Ciebie i Twoj podarunek dla mnie.

          Istotą porozumienia jest wspólnota celu. Bez tego - nic nie wyjdzie.
          Zawsze można znaleźć wspólny cel ludzkich działań. W ostateczności
          może to być takie najogólniejsze: szczęście w życiu moje i moich
          bliskich/twoje i twoich bliskich. Do tego samego celu może prowadzić
          wiele dróg. I na tym właśnie polega porozumienie, żeby poznać wady
          i zalety "drogi" adwersarza, przedstawić mu zalety swojej,
          a potem wspólnie poszukać możliwości wspólnej (albo takich,
          które nie kolidują).

          Dlatego najważniejsze wydaje mi się pytanie o motywy takiego a nie innego
          działania człowieka, z którym porozumienia szuka się. Czyli
          najważniejsze słowo w porozumieniu to : dlaczego?
          • yagnieszka Re: Kompromis vs. consensus 20.01.04, 15:13
            kamfora napisała:

            > Dlatego najważniejsze wydaje mi się pytanie o motywy takiego a nie innego
            > działania człowieka, z którym porozumienia szuka się. Czyli
            > najważniejsze słowo w porozumieniu to : dlaczego?
            >
            Gornolotnie - dla pokojowego wspoistnienia. Przyziemnie - dla swietego spokoju.
            Porozumiewamy sie ze soba, bo jakie jest inne wyjscie? Unikac, zabijac,
            izolowac - to sa w sumie polsrodki. Jedynym rozwiazaniem jest gadac zeby sie
            dogadac. Zarowno w zyciu prywatnym jak i spolecznym.
            • kamfora Re: Kompromis vs. consensus 21.01.04, 19:58
              yagnieszka napisała:

              > Gornolotnie - dla pokojowego wspoistnienia. Przyziemnie - dla swietego
              spokoju.
              > Porozumiewamy sie ze soba, bo jakie jest inne wyjscie? Unikac, zabijac,
              > izolowac - to sa w sumie polsrodki. Jedynym rozwiazaniem jest gadac zeby sie
              > dogadac. Zarowno w zyciu prywatnym jak i spolecznym.

              Przepraszam, ale chyba wyraziłam się mało czytelnie. Moje "dlaczego" odnosi
              się do motywów działania drugiego człowieka, przyczyny, dla której
              robi różne rzeczy, które mnie wydają się złe/głupie/szkodliwe/no -
              po prostu: i n n e. Czyli mniej więcej chę powiedzieć, że nie może być
              porozumienia bez chęci poznania tego innego człowieka i bez założenia, że
              "być może on nie jest głupi".
              Porozumienia nie szukałabym w ustępowaniu i rezygnowaniu z jakiejśtam części
              z tego, co uważamy za słuszne, tylko w "dokładaniu" czegoś nowego, innego.
    • Gość: maika7 Mostom - tak IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 14:16
      Hm... dla mnie chyba nie jest istotne czy nazwę wspólne porozumienie
      kompromisem, konsensusem, ustępstwem, dogadaniem się itp.... ważny jest efekt w
      postaci "doszliśmy do porozumienia" i "nadal chcemy się porozymiewać". Czasem
      trudniej, czasem łatwiej, czasem czuję, że muszę swoje "ja" schować "do
      kieszeni", a czasem wiem, że porozumienie wymagało większej "ofiary" z drugiej
      strony. Jestem za budowaniem mostów, za porozumiewaniem się, za znajdowaniem
      wspólnych rozwiązań.
      Całą sobą.
      :-)
      M.
    • fan_gazety Re: O budowaniu mostow 19.01.04, 14:29
      Bez dwóch zdań: dla mnie kompromis to wygrana obu stron, a nie ich porażka! Ale
      też nie zawsze chcę tego kompromisu...
      • yagnieszka Re: O budowaniu mostow 19.01.04, 15:04
        fan_gazety napisał:

        > Bez dwóch zdań: dla mnie kompromis to wygrana obu stron, a nie ich porażka!
        Ale
        >
        > też nie zawsze chcę tego kompromisu...

        Czyli, ze jednak chce sie czlowiek (czy moze nawet musi) czasem okopac na swoim
        brzegu i ewentualny kompromis odrzuca z gory jako niemozliwy? niepotrzebny?
        grozny? niebezpieczny? Gdy czytam Forum, mam czasem wrazenie, ze takie postwy
        reprezentowane sa zbyt czesto i zbyt latwo takie okopywanie sie przychodzi
        kazdemu z nas. Co to jest z ta niechecia do wyciagania reki? Tym brakiem
        cierpliwosci wobec siebie wzajemnie, a coz dopiero wobec totalnych oszolomow? W
        koncu obecnosc na takim Forum jest kompletnie dobrowolna, kazdy spedza tu tyle
        czasu ile chce a jednak wciaz ta niechec do budowania mostow. A co dopiero w
        normalnym zyciu, gdy uklady sa czesto pod przymusem, czasu malo i weekend
        zawsze za krotki ;o)

        • fan_gazety Re: O budowaniu mostow 19.01.04, 19:49
          Czyli, ze jednak chce sie czlowiek (czy moze nawet musi) czasem okopac na swoim
          brzegu i ewentualny kompromis odrzuca z gory jako niemozliwy? niepotrzebny?
          grozny? niebezpieczny?

          *** Tak, oczywiście! I wszystkie te określenia pasują do określenia sytuacji, w
          których nie szukam kompromisu. Jak szukać kompromisu z rasistą na prezykład? To
          niemożliwe dla mnie i tyle. A w innych sytuacjach - błahych - po prostu szkoda
          czasu na kompromis itd.

          Gdy czytam Forum, mam czasem wrazenie, ze takie postwy
          reprezentowane sa zbyt czesto i zbyt latwo takie okopywanie sie przychodzi
          kazdemu z nas. Co to jest z ta niechecia do wyciagania reki?

          *** Nie wiem, czy "każdemu z nas". Łatwiej mi pisać o sobie, bo ocena intencji
          innych jest chyba ryzykowna, choć czasem sama się narzuca... Zgadzam się z więc
          z Tobą, że pisanie tu jest jednocześnie deklaracją chęci słuchania innych i
          brania pod uwagę zdań innych. Bo forum jest przecież "dyskusyjne" z definicji,
          a nie miejscem wygłaszania monologów.

          Tym brakiem
          cierpliwosci wobec siebie wzajemnie, a coz dopiero wobec totalnych oszolomow?

          *** Brak cierpliwości do "oszołomskich" wypowiedzi jest akurat jak najbardziej
          zrozumiały, no bo czasem się nie da... inaczej.

          W koncu obecnosc na takim Forum jest kompletnie dobrowolna, kazdy spedza tu
          tyle czasu ile chce a jednak wciaz ta niechec do budowania mostow. A co dopiero
          w normalnym zyciu, gdy uklady sa czesto pod przymusem, czasu malo i weekend
          zawsze za krotki ;o)

          *** No, a może forum jest właśnie taką odskocznią od sytuacji na co dzień,
          kiedy to często pewnie mamy przekonanie, że właśnie zawarliśmy "zgniły"
          kompromis :-) ? Tu można - upierać się, obrażać innych, walić z grubej rury
          itp. Zdarzają się przecież wypowiedzi, których język już na początku utrudnia
          jakiekolwiek porozumienie z ich autorami, nie mówiąc o kompromisie. Przecież
          mało prawdopodobne, by takiego języka osoby te używały w "realu", choć może...
          Jeśli jednak tak w "realu" nie mówią, to po co właśnie tak piszą na forach,
          bezkompromisowo właśnie? Może dlatego, że w "realu" tak pisać, agresywnie,
          bezkompromisowo jest bardzo trudno, bo to nie jest akceptowane?

          • yagnieszka Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci... 19.01.04, 20:08
            Czy mozna osiagnac kompromis z rasista, faszysta, komunista itd, itp? A czymze
            jest nasz pokojowe wspolistnienie w wiekszosci spolecznosci swiata jak nie
            kompromisem z tymiz?
            Wciaz mam w oczach scenke z podrozy po Grecji. Siedzimy przy stole i rozmawiamy
            z nauczycielami pewnego uniwersytetu, ktory zaprosil moja druga polowe na cykl
            wykladow. Jeden z profesorow opowiada nam o powojennych dziejach uniwersytetu i
            w pewnym momencie deklaruje "ja jestem komunista a ten tu profesor X jest moim
            najlepszym przyjacielem - on jest faszysta". I miejsce przy stole jest dla
            kazdego :o) Bo jaka jest alternatywa? Strzelac?
            • fan_gazety Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 19.01.04, 22:25
              Czy mozna osiagnac kompromis z rasista, faszysta, komunista itd, itp? A czymze
              jest nasz pokojowe wspolistnienie w wiekszosci spolecznosci swiata jak nie
              kompromisem z tymiz?

              *** No, to chyba proste - za poglądy przecież się nie karze. Więc to chyba nie
              jest przykład kompromisu a jedynie tolerancji różnych poglądów.

              Wciaz mam w oczach scenke z podrozy po Grecji. Siedzimy przy stole i rozmawiamy
              z nauczycielami pewnego uniwersytetu, ktory zaprosil moja druga polowe na cykl
              wykladow. Jeden z profesorow opowiada nam o powojennych dziejach uniwersytetu i
              w pewnym momencie deklaruje "ja jestem komunista a ten tu profesor X jest moim
              najlepszym przyjacielem - on jest faszysta". I miejsce przy stole jest dla
              kazdego :o) Bo jaka jest alternatywa? Strzelac?

              *** Nie no, zaraz, między strzelaniem a pełnym poparciem, czy wręcz przyjaźnią
              jest trochę miejsca na pośrednie zachowania, np. unikanie kontaktów z
              wyznawcami faszyzmu.
              • yagnieszka Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 20.01.04, 01:59
                fan_gazety napisał:

                > *** Nie no, zaraz, między strzelaniem a pełnym poparciem, czy wręcz
                przyjaźnią
                > jest trochę miejsca na pośrednie zachowania, np. unikanie kontaktów z
                > wyznawcami faszyzmu.

                Ale unikanie kontaktow wyklucza mozliwosc jakiegokolwiek porozumienia czy by
                to mial byc kompromis, czy consensus. Przyklad Australii wskazuje, ze nie tedy
                droga. Mozna "niechcianych" izolowac ale tylko do czasu. To ja mowie, ze
                szkoda czasu - lepiej szuka kompromisu od razu.
                • fan_gazety Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 20.01.04, 06:49
                  Ano, wyklucza, wyklucza... Całe szczęście, świat jest na tyle pojemny, że mogą
                  sie w nim pomieścić różni ludzie, jak widać na przykładzie podanym przez
                  Ciebie. A Australia - szczególnie pojemna :-) . Może dlatego tam łatwiej?? No,
                  a powiedz, proszę, jak mógłby wyglądać kompromis w poglądach na zasady
                  przyznawania praw wyborczych między rasistą i demokratą? Jest tu miejsce na
                  kompromis?
                  • Gość: Oleńka Fanie_gazety, proszę Cię, przestań, bo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 14:43
                    mi się żołądek wywraca na drugą stronę jak czytam, co Jadźka do Ciebie pisze. W
                    cywilizowanej części świata istnieje zakaz publicznego głoszenia treści
                    rasistowskich, antysemickich, homofobicznych itp. Innymi słowy, jeśli
                    opublikujesz coś takiego, to prokurator ściga Cię z urzędu. Sprawa jest prosta.
                    Jadźka niewiele chyba w zyciu czytała i nie bardzo zna historię Europy. Jak
                    pozna, to się dowie, czym się kompromisy z Hitlerem skończyły.

                    Właśnie taki jest sens tych zakazów i delegalizacji np. niektórych partii -
                    zło, którego nie zdusi się w zarodku, rośnie. A potem jest za późno.
                    • fan_gazety Makiawelizm, ani chybi! 20.01.04, 23:45
                      *** Oleńko, ja mam przestać, by Yagnieszka przestała???

                      mi się żołądek wywraca na drugą stronę jak czytam, co Jadźka do Ciebie pisze. W
                      cywilizowanej części świata istnieje zakaz publicznego głoszenia treści
                      rasistowskich, antysemickich, homofobicznych itp. Innymi słowy, jeśli
                      opublikujesz coś takiego, to prokurator ściga Cię z urzędu.
                      [...]
                      Właśnie taki jest sens tych zakazów i delegalizacji np. niektórych partii -
                      zło, którego nie zdusi się w zarodku, rośnie. A potem jest za późno.

                      ** I dobrze. Ale my tu nie mówimy o publicznych wystąpieniach i działaniach, bo
                      wtedy sprawa właśnie jest prosta. Śigać rasistów i tyle. Zgadzam się. Ale my
                      mówimy o rozmowach przy stole. Dla mnie jest za ciasno przy jednym stole z
                      ludźmi, którzy deklarują się jako rasiści i tyle. Ale... i tylko tyle. Bo co
                      więcej?

                      • maly.ksiaze Tak nie można... 21.01.04, 00:09
                        Tak - to znaczy w ten sposób, jak zdaje się sugerować Oleńka. Zamykać komuś
                        gębę nawet przy dyskusji na poziomie 'meta', w dyskusji o podejściu do
                        problemów, o granicach tolerancji.
                        Bo - przecież się zgodzicie - wolność wypowiedzi ma swoją wartość niezależnie
                        od tego, co się mówi. Oczywiście, w imię 'ogólnego spokoju' wprowadza się
                        jakieś uszczuplenia tej wolności. Ale to mają być właśnie wyjątki, a nie
                        reguła o 'niemówieniu tego, co sprzeczne z fundamentami'.

                        Nawoływanie do przemocy, na przykład. Podlega karze! Ale nie każda wypowiedź
                        rasistowska jest nawoływaniem do przemocy. Co wtedy?

                        Pozdrawiam,

                        mk.
                        • Gość: Oleńka Re: Tak nie można... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 01:03
                          Oczywiście, że to są wyjątki, nikt tego nie kwestionuje, Co więcej, te wyjątki
                          są ściśle skodyfikowane.

                          re co wtedy: wtedy decyduje prokurator, a potem sędzia.
                      • Gość: Oleńka mnie jest tez za ciasno :)))))) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 01:01
                      • yagnieszka Re: Makiawelizm, ani chybi! 21.01.04, 03:39
                        fan_gazety napisał:

                        . Dla mnie jest za ciasno przy jednym stole z
                        > ludźmi, którzy deklarują się jako rasiści i tyle. Ale... i tylko tyle. Bo co
                        > więcej?
                        >

                        No i co sam robisz gdy Ci jest za ciasno? Bo to jest podstawowe pytanie PRZED
                        dogadaniem sie. Odchodzisz zostawiajac "im" pole? Strzelasz? Wolasz policje?
                        Ja zyje i pracuje z ludzmi, dla ktorych JA taka jaka jestem, jestem ich
                        problemem wewnetrznym - musza sie ze mna, taka jaka jestem pogodzic - odrzucic
                        swoje uprzedzenia i przyjac mnie z dobrodziejstwem inwentarza. To samo dotyczy
                        np. wiekszosci imigrantow w wielu krajach. Wiem, ze dla wielu ludzi "przyjecie
                        mnie przy stole" bylo, bywa, jest klopotliwe. I szanuje gleboko to, ze jednak
                        od stolu nie odchodza, policji nie wolaja ;o) i staraja sie za wszelka
                        cene "dogadac sie". Popatrz np. na to, co sie dzieje we Francji, gdzie
                        tambylcy nie maja takiej samej checi przyjecia przy stole "odmiencow" -
                        dyskutowalismy tu juz kwestie hijabow kilka tygodni temu. W miniona niedziele
                        moja pasierbica brala udzial w Toronto w demonstracji przed konsulatem
                        francuskim krzyczac z calych sil "moja glowa - moje prawo" mimo, ze przeciez
                        nie jest Muzulmanka. Ale Ona rozumie kwestie ROWNOSCI praw, nawet tych
                        niewygodnych czy trudnych w nauczaniu lub wprowadzaniu w zycie. Skoro Ona
                        rozumie (materialistycznie nastawiona do swiata 17latka), kazdy moze
                        zrozumiec - kwestia tylko w tym zeby usiasc razem przy stole :) i POROZUMIEWAC
                        SIE celem wzajemnego zrozumienia. Bo ja z kolei nie widze innego wyjscia.
                        Rozwiazanie Guantanamo (wspolczesna mini-Australia?) mnie nie przekonuje ;o)
                        • fan_gazety Re: Makiawelizm, ani chybi! 21.01.04, 10:13
                          No i co sam robisz gdy Ci jest za ciasno? Bo to jest podstawowe pytanie PRZED
                          dogadaniem sie. Odchodzisz zostawiajac "im" pole? Strzelasz? Wolasz policje?

                          *** Może rozbieżność między nami bierze sie jednak z trochę różnego rozumienia
                          sytuacji, w których może być w ogóle mowa o zagadnieniu "kompromisu". Ja
                          rozumiem to tak, że o kompromisie mowa jest wtedy, gdy jest jakiś konkretny
                          problem do rozwiązania. Wtedy możemy zawrzeć kompromis w jakiejś tam sprawie.
                          Jeśli jest taka konieczność. Ale nie ma przecież konieczności siadania przy
                          jednym stole w celu spędzenia miłego wieczoru z rasistą.

                          Ja zyje i pracuje z ludzmi, dla ktorych JA taka jaka jestem, jestem ich
                          problemem wewnetrznym - musza sie ze mna, taka jaka jestem pogodzic - odrzucic
                          swoje uprzedzenia i przyjac mnie z dobrodziejstwem inwentarza.

                          *** No, tak, to dotyczy każdego przecież, nie tylko emigrantów. Każdy ma coś
                          tam, co komnu innemu nie pasuje. Ale to już kwestia tolerancji jest, a nie
                          kompromisu.

                          To samo dotyczy
                          np. wiekszosci imigrantow w wielu krajach. Wiem, ze dla wielu ludzi "przyjecie
                          mnie przy stole" bylo, bywa, jest klopotliwe. I szanuje gleboko to, ze jednak
                          od stolu nie odchodza, policji nie wolaja ;o) i staraja sie za wszelka
                          cene "dogadac sie".

                          *** Yagnieszko! Nie nadążam jesteś rasistką? Wybacz wścibskość, ale nie bardzo
                          rozumiem to, co wyżej.

                          Popatrz np. na to, co sie dzieje we Francji, gdzie
                          tambylcy nie maja takiej samej checi przyjecia przy stole "odmiencow" -
                          dyskutowalismy tu juz kwestie hijabow kilka tygodni temu.

                          *** Powtórzę - nie mieszajmy braku tolerancji z bezkompromisową postawą. O
                          Francuzach wspomnianych tu można powiedzieć, że sa ksenofobami i tyle.

                          W miniona niedziele
                          moja pasierbica brala udzial w Toronto w demonstracji przed konsulatem
                          francuskim krzyczac z calych sil "moja glowa - moje prawo" mimo, ze przeciez
                          nie jest Muzulmanka. Ale Ona rozumie kwestie ROWNOSCI praw, nawet tych
                          niewygodnych czy trudnych w nauczaniu lub wprowadzaniu w zycie. Skoro Ona
                          rozumie (materialistycznie nastawiona do swiata 17latka), kazdy moze
                          zrozumiec - kwestia tylko w tym zeby usiasc razem przy stole :) i POROZUMIEWAC
                          SIE celem wzajemnego zrozumienia. Bo ja z kolei nie widze innego wyjscia.

                          *** No, Francuzi przechodzą sami siebie w politycznej poprawności :-) . Ja tam
                          nie rozumiem dlaczego nie można mieć w szkole publicznej krzyżyka na szyi,
                          zasłoniętej głowy i czego tam jeszcze... To groteska dla mnie i tyle. Ale jeśli
                          już jest problem, to jakie tu pole do kompromisu? Jaki jest kompromis między
                          wolno a nie-wolno zasłaniac głowę? Do połowy wolno? W dni parzyste wolno?
                          Półrzezroczystym materiałem? :-) No przecież to szopka jest i tyle. Taki
                          problem - związany z wiarą, przekonaniami - nie bardzo się nadaje do szukania
                          kompromisów. Zostawić to w spokoju! Co komu przeszkadza taki czy inny ubiór? A
                          niech sobie wyraża co chce - w granicach prawa rzecz jasna.

                          Rozwiazanie Guantanamo (wspolczesna mini-Australia?) mnie nie przekonuje ;o)

                          *** O co chodzi z tym Guantanamo? Nie znam sprawy :-( . Choć coś tam pobrzękuje
                          w pamięci, to bardzo odlegle. Oświecisz mnie?
                  • yagnieszka Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 20.01.04, 15:10
                    fan_gazety napisał:
                    No,
                    >
                    > a powiedz, proszę, jak mógłby wyglądać kompromis w poglądach na zasady
                    > przyznawania praw wyborczych między rasistą i demokratą? Jest tu miejsce na
                    > kompromis?

                    Wiesz, to dziala w praktyce - wystarczy sie przejechac na Poludnie Stanow.
                    Czlonkiem Ku-Klux-Klan mozesz zostac za $70.00 wypelniajac ich ankiete a
                    jednoczesnie mozesz byc np. czlonkiem Partii Demokratycznej ;o) Sam wiesz, ze
                    odcienie gloszonych pogladow bywaja rozne. Iluz ja znam Polakow, ktorzy
                    mieszkaja w Kanadzie czy w Stanach i glosza publicznie rasistowskie lub inne
                    tego typu poglady jednoczesnie cieszac sie swobodami demokratycznymi.
                    Jak im sie to laczy w jedna calosc? Zapewne jest to powodowane wygoda i
                    pragmatyzmem (moze tez i materializmem?). Kompromis zas w sprawach publicznych
                    JEST najczesciej pochodna pragmatyzmu i zwyklego wygodnictwa. Wolny rynek i
                    systemy promujace demokracje wydaja sie poki co najskuteczniejszymi metodami
                    zapewniania przyzwoitych warunkow zycia wiekszosci zyjacej w takich systemach -
                    dlatego to dziala. Dlatego tez rasista bedacy np. konserwatysta fiskalnym wcale
                    nie musi byc trudnym partnerem w dyskusji na temat praw wyborczych - wystarczy
                    przejsc w rozmowie na platforme ekonomiczna. W koncu antysemityzm
                    faszystowskich Niemiec mial za podloze nie tylko pseudo-naukowe rozwazania o
                    wyzszosci rasy aryjskiej ale przede wszystkim zwyczajne, prymitywne
                    zlodziejstwo. To samo zreszta stalo sie nie tak dawno temu w Rwandzie (1994) -
                    straszliwe mordy na tle rasowym wynikaly i wiazaly sie z takimi "przyziemnymi"
                    sprawami jak dostep do wladzy i pieniedzy.
                    Wracajac do Twojego podstawowego pytania, kompromis w pogladach wygladalby tak
                    jakby to podyktowala praktyka sugerujaca wygode i bezpieczenstwo zycia dla
                    wszystkich zainteresowanych.
                    • Gość: Richelieu* Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci IP: *.localdomain / 213.77.25.* 20.01.04, 16:18
                      co dziś robi Ku Klux Klan? też Murzynom domy podpala gdy ośmielą się zerknąć
                      na ich żony i córki?
                      • yagnieszka Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 20.01.04, 17:00
                        Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                        > co dziś robi Ku Klux Klan? też Murzynom domy podpala gdy ośmielą się zerknąć
                        > na ich żony i córki?

                        Podsylam Ci jedna z wielu ich stronek: www.texasamericanknights.org/
                        Ci sa z Texasu ale sa i z Alabamy, i z innych miejsc. Z tego, co wiem glownie
                        przeciwstawiaja sie imigracji, wprowadzeniu hiszpanskiego jako rownoprawnego
                        jezyka w kilku stanach majacych duza populacje Latinos, dbaja o zachowanie
                        tradycyjnej szkoly itp. Poludnie Stanow to naprawde fascynujacy swiat -
                        szczegolnie Alabama, Luizjana, Tennessee ale i Poludniowa Karolina czy wlasnie
                        Texas. Bardzo dziwnie sie tam pracuje (zyje) komus takiemu jak ja - biala ale z
                        kraju rzymsko-katolickiego choc ateistka i do tego ze wschodniej Europy,
                        nalezaca do okreslonych mniejszosci. Relacje z ludzmi - bardzo niejednoznaczne.
                        • maly.ksiaze Zamiast mostu - kładka 20.01.04, 22:09
                          Przyszło mi do głowy, że budowanie takich 'transideologicznych' przyjaźni jest
                          tak naprawdę możliwe dopiero wtedy, kiedy swoich ideałów nie traktuje do końca
                          poważnie. Tak jak i religijna tolerancja zyskała popularność dopiero wtedy,
                          gdy religię przestano traktować naprawdę serio.

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                          • Gość: senin Re: Zamiast mostu - kładka IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 21.01.04, 00:59
                            MK

                            A ja mysle, ze mozna traktowac swoje idealy jak najbardziej powaznie i
                            budowac takie przyjaznie. Warunkiem koniecznym jest traktowanie tej drugiej
                            strony z szacunkiem tzn. danie jej prawa do traktowania wlasnych przekonan
                            rownie powaznie


                            Wtedy dopiero zaczyna sie rozmowa.
                            Ale nie ma miejsca na polemike i przerzucanie sie argumentami - bo jesli po
                            obu stronach panuje takie samo zalozenie Szacunek dla przekonan innych) to
                            jest miejsce jedynie na madry kompromis.

                            Co do religii, ja np. traktuje ja bardzo serio, choc - paradoks- nie podpisuje
                            sie pod zadnym z kosciolow,i innych ruchow religijnych. Dzieki temu moge
                            traktowac wszystkie inne wyznania jako godne powaznego traktowania
                            • yagnieszka Re: Zamiast mostu - kładka 21.01.04, 03:26
                              Gość portalu: senin napisał(a):

                              > Co do religii, ja np. traktuje ja bardzo serio, choc - paradoks- nie
                              podpisuje
                              > sie pod zadnym z kosciolow,i innych ruchow religijnych. Dzieki temu moge
                              > traktowac wszystkie inne wyznania jako godne powaznego traktowania

                              Bardzo dziekuje za te slowa. mam dokladnie taki sam stosunek do religii. Nie
                              wierze w zaden Absolut ale BARDZO szczerze i gleboko szanuje wszystkich,
                              ktorzy wierza.
                              Slowa Malego Ksiecia o mniej powaznym traktowaniu religii zamienilabym raczej
                              na "traktowanie religii w sferze bardzo prywatnej". Gdy religia staje sie
                              sprawa panstwowa, zaczynaja sie schody. Co zreszta nie znaczy, ze nie mozliwe
                              do pokonania ;o)
                              • maly.ksiaze Nie mam pojęcia, o czym piszesz... 21.01.04, 03:59
                                Jak osoba deklarująca się jako ateista może twierdzić, że traktuje religię na
                                serio? Można napisać, że z szacunkiem podchodzisz do innych ludzi i uznajesz
                                ich prawo do własnych przekonań. Można i trzeba (bo inaczej się nie da) bardzo
                                serio traktować to, w jaki sposób to, że inni są religijni wpływa na nas. Ale
                                jak można serio potraktować system zbudowany na czymś, czego - według Ciebie -
                                nie ma.

                                Religia, jeśli się ją wyznaje 'do końca', czyli na serio, jest systemem
                                całościowym i nie dopuszcza 'wielości prawd' czy odmienności punktów widzenia.
                                Można okazać się wyrozumiałym, ale sytuacja i tak jest jasna: "ja mam rację,
                                wszyscy, którzy wierzą w coś innego, są w błędzie". Obecnie niemal wszyscy
                                patrzą na to tak: 'Ty masz swoją wiarę, a ja swoją - i jest dobrze'.
                                Taki sposób patrzenia na religię umożliwiła dopiero reformacja i (wyklinane
                                chętnie) kościoły państwowe. Oczywiście - dopiero po kilkuset rzeziach.
                                Wcześniej 'moja religia - twoja religia' miało tyle sensu ile teraz miałaby
                                rozmowa o tym, że 'każdy ma swoją fizykę, ale ja nie podpisuję się pod żadną'.

                                To właśnie miałem na myśli pisząc o traktowaniu nie do końca serio.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                                • yagnieszka Serio 21.01.04, 04:38
                                  To, ze nie wierze w Absolut nie wyklucza dla mnie jego istnienia. Zakladam, ze
                                  ci, ktorzy wierza wiedza, czuja, rozumieja, potrzebuja vzegos innego niz ja.
                                  Innosc przeciez jednak nie oznacza gorszosci. Przyjmujec wiec, bardzo serio,
                                  ze jest jakis swiat, do ktorego ja nie mam wstepu - swiat ludzi wierzacych.
                                  Ani im nie zazdroszcze, ani im nie wspolczuje. Przyjmuje do wiadomosci, ze sa
                                  poklady uczuc lub wiedzy dla mnie niedostepne. Cos w rodzaju szacunku dla
                                  czlowieka, ktory mowi nieznanym mi jezykiem. Bede szukac drog porozumienia ale
                                  przeciez nie musze od razu stac sie czlonkiem jego plemienia.
                                  No w kazdym razie cos w tym rodzaju. Mnie naprawde ciezko przychodzi
                                  tlumaczenie niektorych spraw w z zalozenia troche bezosobowej formie jaka
                                  narzuca Forum. Moge miec tylko nadzieje, ze docenisz moje starania :)
                                  Myslisz, ze znow bedzie ten pieprzony radar w Ontario? A moze to popierasz?
                                  Mnie juz zlosci sama perspektywa, bo robie Master's w Toronto wiec musze tam
                                  jezdzic 2 razy w tygodniu a taki radar to potencjalny wzrost kosztow
                                  ksztalcenia ;o)
                                  • maly.ksiaze Re: Serio 21.01.04, 05:02
                                    Ależ ja doceniam Twoje starania. Co więcej, z grubsza podzielam Twój punkt
                                    widzenia. Stwierdzam jedynie, że przesunięcie czegoś z kategorii 'okoliczności
                                    przyrody' do 'prywatna sprawa' stanowi obniżenie rangi. Oczywiście, można
                                    napisać, że najważniejsze jest nasze wnętrze, ale to dość cienkie tłumaczenie.
                                    Coś jak fragment rozmowy internisty z dermatologiem.

                                    W każdym razie takie porozumienie, i jakim mowa (komunisty z faszystą) możliwe
                                    jest tylko wtedy, gdy ma się do swoich przekonań niejaki dystans. Gdy ktoś go
                                    nie ma, to choćby ideą była 'pis, low, hepines' - porozumienia nie będzie.

                                    Pozdrawiam,

                                    mk.

                                    PS. Myślę, że będzie. Jak premier mówi, że wezmą, to wezmą. Jak mówi, że dadzą,
                                    to mówi. Jestem zdecydowanie i stanowczo przeciw. Codziennie jeżdżę QEW. Limit
                                    przekraczam, jak wszyscy, już na rampie wjazdowej.
                              • Gość: senin Re: Zamiast mostu - kładka IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 21.01.04, 11:27
                                yagnieszka napisała:

                                > Bardzo dziekuje za te slowa. mam dokladnie taki sam stosunek do religii. Nie
                                > wierze w zaden Absolut ale BARDZO szczerze i gleboko szanuje wszystkich,
                                > ktorzy wierza

                                Ja wierze w ... no wlasnie w co ? mam klopot z nazwaniem, bo to pociaga
                                potrzebe wpasowania sie w jakas religie-system.

                                Ja wierze w Absolut (niech to slowo bedzie uzyte) I mam potrzebe Religii jako
                                sposobu obcowania z rzeczywistoscia (nie wiem, czy jsno sie wyrazam)

                                I, co paradoksalne, gleboko szanuje rowniez ateistow , bo podzialow w sferze
                                przekonan i duchowosci doszukiwac sie /uwypuklac nie ma sensu.

                                Taki moj skrajny relatywizm. POzwala mi jednak dojrzec i zaakceptowac niemal
                                kazde przekonania i przerozne postawy zyciowe ( w teorii, z praktyka roznie to
                                bywa) i poszukiwac jakiejs tam wspolnej platformy.

                                Niestety to dziala bardzo rzadko, bo ludzie zwykle upieraja sie "przy swoim",
                                albo przyjmuja to za slabosc/ brak przekonan . Trudo wytlumaczyc, ze to nie
                                tak.
                                Kompromis jest zwykle pojmowany jako ustepliwosc
                                Zaczyna wowczas dzialac zasada "power game" (("gra sil" nie oddaje znaczenia)
                                i cala zabawa na nic gdy w owej "power game" nie chce sie brac udzialu DLA
                                ZASADY.


                                Nie akceptuje :rasizmu, faszyzmu, umniejszania/braku szacunku dla innych.
                    • fan_gazety Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 20.01.04, 23:47
                      Wiesz, to dziala w praktyce - wystarczy sie przejechac na Poludnie Stanow.
                      Czlonkiem Ku-Klux-Klan mozesz zostac za $70.00 wypelniajac ich ankiete a
                      jednoczesnie mozesz byc np. czlonkiem Partii Demokratycznej

                      *** Zwyczaje w południowych stanach w ogóle sa w takim razie zaskakujące. To co
                      piszesz, to dla mnie jakaś schizofrenia... Ale skoro tam w kilku stanach
                      demokratycznie uchwalono, że nie wolno w szkołach publicznych nauczać
                      ewolucjonizmu, to ja się poddaję... Można tylko westchnąć: Chcecie, to macie!

                      ;o) Sam wiesz, ze
                      odcienie gloszonych pogladow bywaja rozne. Iluz ja znam Polakow, ktorzy
                      mieszkaja w Kanadzie czy w Stanach i glosza publicznie rasistowskie lub inne
                      tego typu poglady jednoczesnie cieszac sie swobodami demokratycznymi.

                      *** Odcienie są faktycznie różne i dlatego im odcień rasizmu wyrazistszy, tym
                      większa moja niechęć do ludzi o takim odcieniu. I tyle. Powtórzę - nie chcę
                      szukać kompromisu (dopóki nie muszę) z każdym. Na przykład - trzymając sie tego
                      przykładu - nie z rasistą, i nie z antysemitą.

                      ...dlatego to dziala. Dlatego tez rasista bedacy np. konserwatysta fiskalnym
                      wcale
                      nie musi byc trudnym partnerem w dyskusji na temat praw wyborczych - wystarczy
                      przejsc w rozmowie na platforme ekonomiczna.

                      *** To wydaje mi się faktycznie ciekawe - że wiekszość polityków z zasady chyba
                      szuka kompromisów. Np. demokrata z rasistą, jesli sprawa dotyczy np. finansów.
                      Dlaczego?

                      Wracajac do Twojego podstawowego pytania, kompromis w pogladach wygladalby tak
                      jakby to podyktowala praktyka sugerujaca wygode i bezpieczenstwo zycia dla
                      wszystkich zainteresowanych.

                      *** Czyli jak? Bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić takiego kompromisu :-) .
                      • Gość: Oleńka Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 01:23
                        > *** To wydaje mi się faktycznie ciekawe - że wiekszość polityków z zasady
                        chyba
                        >
                        > szuka kompromisów. Np. demokrata z rasistą, jesli sprawa dotyczy np.
                        finansów.
                        > Dlaczego?

                        bo trzeba jakoś gospodarką zarządzać - choćby dlatego

                        ale akurat rasizm idzie w parze zwykle z populizmem i w kwestiach
                        gospodarczych, także niamaproblema (jak mówią Bułgarzy ;))
                        • fan_gazety Kompromisowość - cechą polityków? 21.01.04, 10:08


                          >bo trzeba jakoś gospodarką zarządzać - choćby dlatego

                          >ale akurat rasizm idzie w parze zwykle z populizmem i w kwestiach
                          >gospodarczych, także niamaproblema (jak mówią Bułgarzy ;))

                          *** No niby nie, ale mnie co innego zaciekawiło. Czy politycy "obowiązek"
                          zawierania kompromisów przenoszą na życie poza-polityczne, czy oni mają jakąś
                          skłonność to zawierania kompromisów, czy tez szybko się tego uczą i już im tak
                          zostaje?

                          Ale jest jeszcze coś. Politycy są na smyczy wyborców (raz na parę lat
                          wydłużanej, lub skracanej) więc skoro już chcą uprawiać politykę, to nie ma
                          wyjścia - trzeba zawierać kompromisy nawet z tym ksenofobem, co siedzi obok...
                          Takie zajęcie...
                          • Gość: Oleńka wierzysz politykom? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 19:30
                            Przecież to, co głoszą nie jest tym, w co wierzą.
                            Bo gdyby było, to czy mogliby grzmieć z trybuny na zgniliznę moralną
                            tzw.poskomuny ;) a za pięć minut bratać się nad wódką?

                            daj spokój :)
                            polityk to półczłowiek, ogólnie rzecz biorąc.
                            • yagnieszka Re: wierzysz politykom? ;) 21.01.04, 19:46
                              Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                              > Przecież to, co głoszą nie jest tym, w co wierzą.
                              > Bo gdyby było, to czy mogliby grzmieć z trybuny na zgniliznę moralną
                              > tzw.poskomuny ;) a za pięć minut bratać się nad wódką?
                              >
                              > daj spokój :)
                              > polityk to półczłowiek, ogólnie rzecz biorąc.


                              No to jest taki niekonczacy sie dylemat - czy jako spoleczenstwo wybieramy z
                              zalozenia podle kareatury na swoich przywodcow, czy dopiero po wybraniu
                              wczesniej przywoici ludzie staja sie podlymi kreaturami ;o)
                              Trzeba miec sporo "guts" zeby sie zajmowac polityka zawodowo. Skoro
                              polczlowiek, to i polbog? ;o)
                              • Gość: Oleńka żeby się zabrać za politykę, trzeba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 21:03
                                być dalekim od przyzwoitości - praktyka polityczna owe złe skłonności jedynie
                                pogłębia.

                                niemniej politycy sa niezbędni.
                      • yagnieszka Re: Rasisci, faszysci, komunisci, sexisci, agisci 21.01.04, 03:28
                        fan_gazety napisał:

                        > *** Czyli jak? Bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić takiego kompromisu :-) .

                        Jak juz powyzej - nie musisz sobie wyobrazac. Wystarczy np. wycieczka do
                        Little Rock czy do Memphis. Idealami "wspolistnienia" te miasta zdecydowanie
                        nie sa ale kompromis tam dziala. For better and for worse :)
                        • fan_gazety To co z tym Memphis? 21.01.04, 10:06

                          >Jak juz powyzej - nie musisz sobie wyobrazac. Wystarczy np. wycieczka do
                          >Little Rock czy do Memphis. Idealami "wspolistnienia" te miasta zdecydowanie
                          >nie sa ale kompromis tam dziala. For better and for worse :)

                          *** No, dobrze, wiem, Memphis jest nie daleko Polski ;-) , jest też internet,
                          możnna tam pogrzebać, ale... pomożesz mi? O co chodzi z tym Memphis, czy Little
                          Rock? Ale w detalach, detalach... Bo mnie ciągle interesuje pytanie? Gdzie
                          miejsce na kompromis pomiędzy dajmy na to rasistą ,który uważa że rasa inna,
                          niż jego jest gorsza i powinna nie mieć, lub mieć ograniczome prawa
                          obywatelskie a demokratą? Gdzie miejsce styku w rozwiązaniu takiego problemu do
                          rozwiązania?
    • Gość: Richelieu* Re: O budowaniu mostow IP: *.localdomain / 213.77.25.* 19.01.04, 15:36
      tak, ale jeśli obie strony mają podobne pojęcie o temacie dysusji. Trudno iść
      na kompromis z kimś kto zielonego pojęcia nie am, ale twierdzi, że jest
      specjalistą. Kiedy po zorientowaniu się jak niewiele ma od siebie do
      przekazania delikwent wycofujemy się, i wtedy dyskutant jest zły i goni nas z
      szyderczym śmiechem : tchórz. Jeśli zaś dyskutujemy mimo wszystko, co już jest
      głupie, to stojąc przy swoim zdaniu stajemy się nieprzejednanymi twardzielami,
      brr, a jeśli idziemy na niechciane kompromisy stajemy się chporągiewkami. tak
      źle i tak niedobrze.
      Wypada w dyskusjach liczyć tylko na kulturę przeciwnika
      • yagnieszka Re: O budowaniu mostow 19.01.04, 16:25
        No wiem, ze do tanga trzeba dwojga :o) Ale zakladam tez (moze naiwnie,
        przyznaje), ze wstep na publiczne forum, bedac wstep dobrowolnym, jest
        jednoznaczny z deklaracja: "chce gadac i WYMIENIAC SIE pogladami,
        spostrzezeniami, uwagami, dowcipami, lzami, usmiechami i cala reszta tez". Stad
        i pytanie o mosty, bo czasem mam poczucie obcowania z takimi, co przyszli ale
        wymieniac sie nie beda tylko sie okopia i na dodatek beda strzelac pociskami ze
        zgnilych pomidorow w kogokolwiek innego, kto by sie odwazyl zaproponowac
        chociaz stawianie pierwszego przesla. Tez jestem przywiazana do moich pogladow
        na swiat, nie powiem, ze nie. Ale wpisuje sie tu, bo a nuz chociaz kladeczke do
        innych da sie przrzucic raz na jakis czas ;o)
    • cossa Re: O budowaniu mostow 19.01.04, 16:43
      uwielbiam kompromisy
      kompromis jest dla mnie kwintesencja dialogu

      uwielbiam ludzi, ktorzy szanuja kompromisy
      umieja sie odnalezc, wyposrodkowac

      to nie chodzi o bycie szarym
      dostosowanym do reszty

      chodzi o wspolistnienie

      idealistyczno-patetycznie
      cossa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja