trudny orzech do zgryzienia :(

IP: *.cmp.waw.pl 19.01.04, 15:25
Witam wszystkich,
mam bardzo duży problem do rozwiązania i nie umiem sobie z nim poradzić sama,
więc mam nadzieję, że ktoś mi doradzi na forum.
Od 5 lat jestem mężatką i niestety małżeństwo do udanych nie należy.
Powód: mąż nie chciał mieć dzieci i nieudane życie intymne. Brak bliskości,
sexu ( ja mam zdecydowanie większe potrzeby niż 1 raz na miesiąc )
doprowadził, że przestałam kochać męża i niestety znalazłam kochanka.
Wydaje mi się, że go kocham, a on mówi że kocha mnie. Od jakiegoś czasu
nosiłam sie z zamiarem rozwodu, ale cały czas odwlekam to bo nie jestem na
100% przekonana, czy dobrze zrobię. Mąż obiecuje że sie zmieni i zapewnia mnie
że wszystko zrozumiał, to jak mnie skrzywdził itp.
Z kolei przyjaciel zaczął mnie naciskać żebym się zadeklarowała co do rozwodu
i poczyniła odpowiednie kroki w tym kierunku, tzn. złożyła pozew o rozwód.
Tłumaczy się, że chce być pewien że się nie rozmyślę i nie zostawię go na
lodzie. Rozumiem go a z drugiej strony denerwuje mnie to, że mnie tak naciska.
Jeśli mu powiem że jeszcze potrzebuje czasu do namysłu, to się rozstaniemy.
Nie wiem co jest lepsze, zostać z mężem, który w jakiś sposób stara się
zmienić, ale niesety wszystkiego chyba nie da rady ( np. temperament ), do
którego nie czuję nic oprócz zwykłej koleżeńskiej sympati, czy rozwieść się i
próbować ułożyć życie na nowo.
Boje się, i nie wiem jaka decyzja jest prawidłowa i rozsądna.
Może ktoś ma podobne doświadczenia.....

pozdrawiam


    • Gość: Oleńka 76 :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 16:01
      (ludzie, czemu Wy sie numerujecie? ;DDD )

      1.może i zmieni stosunek do zegzu (przyjdzie Jedruś, to napisze, ze kluczem do
      sukcesu jest "technologia bezwytryskowa"), ale co z dziećmi? czy człowiek,
      który nie czuje potrzeby posiadania ich, a wręcz ich nie chce, powinien je
      mieć "dla świętego spokoju"? czy też powionien je z Tobą mieć, ten, który by
      ich głęboko i autentycznie chciał?

      2.kluczowe sa twoje uczucia w stosunku do męża - owa jedynie "koleżeńska
      sympatia". na tym daleko nie zajedziecie...

      3.drugiego można zrozumieć - czuje się kiwany, stawiany na drugim miejscu
      dajesz mu odczuć, ż ego kochasz, po czym sama nie wiesz :(

      4.odchodzić trzeba od nie do :)
    • cossa Re: trudny orzech do zgryzienia :( 19.01.04, 16:32
      kochanek w pewnym momencie przestanie byc kochankiem
      i obawa, ze czar prysnie
      (proby nacisku, "bo nie wytrzymam" - tak sie nie robi)

      sprobuj z mezem na nowo
      seks jest wazny
      ale czy az tak bardzo?
      ma byc podstawa do odejscia
      i zarazem poczatkiem i wszystkim w nastepnym zwiazku?

      pozdr.cossa
      • Gość: mm Re: trudny orzech do zgryzienia :( IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 20:43
        to prawda, odchodzi się od, nie do. Inaczej to asekuracja. A czy seks jest
        ważny aż tak? Nie piszesz wiele o swoim związku, ale myślę, że jesli na tym
        polu nie ma zgody, to pewnie będzie coraz więcej problemów, z czasem. No i ten
        brak miłości ... Sympatia jest dobra w wieku nastu lat jak się chodzi z
        chłopakiem/dziewczyną.
    • Gość: yagootek ? IP: *.wrzos.wroc.pl 19.01.04, 21:15
      pytanie czy on nie chce cie puscic czy chce z toba byc?

      pamietaj ze dla niego to moze byc szok, ze chcesz odejsc, moze nie byc na
      tojeszcze gotowy i zrobi wszystko zeby zachowac swoje status quo. teraz nie
      chce niczego zmieniac. moze dla niego, to co dla ciebie bylo trudne do
      przezycia dla niego bylo norma... teraz boi sie ze cie straci wiec powie
      wszystko...
      kolejne pytanie: czy ten drugi facet to nie jest prowokacja...zeby sprawdzic
      czy maz cie chce? z doswiadczenia wiem, ze ludzie ktorzy nie chca z kims jush
      byc po prostu odchodza... ci co sie wahaja tylko mowia ze odchodza...

      zastanow sie czego chcesz?

      i obejrzyj american beauty...
Pełna wersja