patuniaa
11.11.09, 11:23
Drodzy forumowicze, chcialabym prosic Was o rade... Postaram sie
opisac wszystko jak najkrocej...
Mlodszy brat mojego meza (E.) ozenil sie ponad rok temu. Przed jego
slubem laczyly nas bliskie stosunki. Z jego wtedy-dziewczyna (G.)
rowniez dogadywalam sie bez problemow do czasu gdy poprztykalam sie
z tesciowa. Pewnego dnia G. przyszla do nas i rozpoczelysmy rozmowe
o tesciowej. Przynala mi racje, przy okazji opowiedziala swoje
watpliwosci co do tesciowej, a ja nabuzowana powiedzialam, ze nie
wiem kiedy pogodze sie z tesciowa, bo nie chce z nia rozmawiac.
Tesciowa zaprosila mnie i meza na kolacje niecaly tydzien pozniej i
sie pogodzilysmy, a G. przestala sie do mnie odzywac... Okazalo sie,
ze obrazila sie bo pogodzilam sie z tesciowa (wg niej jestem
dwulicowa, a ona takich ludzi nie toleruje).
Powoli E. zaczal mnie dziwnie traktowac w jej obecnosci. Ogolnie
wszystko bylo ok, ale gdy pojawiala sie G. nie odzywal sie do mnie.
Na powitanie przestalismy sie calowac (w policzki), poniewaz G.
sobie nie zyczyla (to dotyczylo wszystkich dziewczyn).
Po slubie E. w ogole przestal sie do mnie odzywac, nawet sie ze mna
nie wital. Okazalo sie, ze G. tego rowniez sobie nie zyczy.
Chialabym tylko dodac, ze nie jestem jedyna kobieta, z ktora E. nie
moze rozmawiac. Po slubie bardzo zawezyl mu sie krag znajomych,
poniewaz zona uwaza, ze powinna mu wystarczac, tak jak on wystarcza
jej (ona nie ma bliskich znajomych).
Wszystko to trwalo do czasu gdy G. poprztykala sie z tesciowa...
Swemu mezowi powiedziala, ze nie pogodzi sie z tesciowa poki ta jej
nie przeprosi. Potem pojechala do niej z mezem i sie pogodzily...
Sama twierdzi, ze to E. wymyslil sobie historyjke z przepraszaniem,
bo ona tego od tesciowej nie oczekiwala.
Po tym wszystkim G. doszla do wniosku, ze powinna akceptowac ludzi
pomimo ich wad (a wiec w tym mnie i moja dwulicowosc) i na swiecie
zmarlych przywitala mnie podaniem reki, to samo zrobil jej maz, do
tego zapytal mnie jakby nigdy nic co slychac...
Nastepnie bylismy na obiedzie u tesciowej. Ja jak zwykle ignorowalam
G., natomiast ona w rozmowach mowila rowniez do mnie (patrzyla na
mnie).
Wychodzac od tesciow powiedzialam wszystkim ogolnie “do widzenia”
nie wyszczegolniajac przy tym E. i G.
Teraz zblizaja sie imieniny tesciowej. Jak powinnam sie zachowac?
Czy rozmawiac z nimi i tak jak oni udawac ze nic sie nie stalo?
Zdaje sobie sprawe, ze szwagier jest pantoflem, ktory dal sie
prowadzic zoneczce, a ona manipulatorka. Ja sama najchetniej
wykrzyczalabym im obu w twarz co mnie denerwuje. Uwazam, ze powinni
przeprosic za swoje zachowanie. Jak mozna po takim czasie podejsc do
czlowieka i udawac, ze nic sie nie stalo???
Moj zaczal odwiedzac swego brata niedawno, wczesniej przez jego zone
ich kontakty sie ochlodzily. E. nie odwiedza nas w ogole (ja ich
rowniez - bo po co??). Niby ma zamiar, ale i obawy.
Dodam, ze tesciowa w ramach zachowania pozorow uwaza, ze powinnam
witac sie zarowno z G., jak i z E., ale nie musze z nimi rozmawiac.
Co Wy o tym sadzicie? Bede wdzieczna za Wasze opinie.
(Staralam sie opisac wszystko ogolnie w jak najwiekszym skrocie,
zeby nie zanudzac ;) ).