lhasa
12.11.09, 02:57
Pisze ten post, gdyz czuje, ze znalazlam sie pod murem, nie wiem co ze soba
zrobic:(
Otoz, jestem osoba, patologicznie moim zdaniem, zwiazana z rodzicami i to nie
w pozytywnym sensie. Za dwa miesiace koncze 25 lat i stwierdzam, ze moje zycie
jest totalnym chaosem. Ale do rzeczy: mieszkam z rodzicami, koncze studia
(bronie sie w styczniu) i od kilku miesiecy poszukuje pracy. I wlasnie to
poszukiwanie pracy stalo sie takim katalizatorem, ktory doprowadzil do tego,
ze caly ten syf emocjonalny, ktory we mnie siedzial, wyplynal na wierzch:(
Moj ojciec jest osoba swietnie zarabiajaca i jakos od zawsze naturalnym
bylo,ze on zarabia, matka zajmuje sie domem a ja wraz z moja siostra nie
musimy sie niczym przejmowac, tylko uczyc. Typowy polski model rodzinny.
Jednoczesnie ojciec jest osoba trudna do zycia, jest agresywny, wybuchowy,
wszystko wie najlepiej, nie mozna mu sie sprzeciwic, jak stluklam szklanke w
zeszlym roku(pierwszy raz w zyciu)to przez godzine mial powod do dreczenia
mnie swym darciem, ze "jak w ogole mozna stluc szklanke w wieku 24 lat?!!"
Nigdy tez nie inetresowal sie naszym zyciem, nigdy o nic nie pyta, nie wie co
nas interesuje, co lubimy, nigdy nie wychodzi z zadna inicjatywa , na wakacje
jezdzi z kolegami. My same.
Szczerze mowiac, zawsze ignorowalam to, nie chcialam sie klocic, bylam wygodna
ze wzgledu na pieniadze. Dawalam sie tlamsic w zamian za kase:( Taka jest
prawda:( Ale sami przyznajcie, czy to cos strasznego,ze ojciec utrzymuje swoje
dzieci, nawet dorosle jesli studiuja?Czy aby dostac od ojca pare zlotych
trzeba koniecznie we wszystkim sie z nim zgadzac? Chociaz w sumie i tak rok
pracowalam na studiach. Na usprawidliwienie dodam,ze zawsze myslalam, ze jak
tylko skoncze nauke od razu sie usamodzielnie i dam sobie rade bez niego.
A tu figa z makiem. Pracy nie moge znalezc, a szukam naprawde intensywnie:(
jestem tym zalamana, siedze w domu, ojca to wkurza, twierdzi,ze te studia nic
mi nie daly, ze to byla strata czasu i trudno z nim polemizowac skoro po
studiach (ok, humanistycznych) na najlepszej uczelni w Polsce,jezykiem i
krotkim, bo rocznym ale jednak, doswiadczeniem w, w miare dobrej instytucji
nie moge znalezc najzwyklejszej pracy. Myslalam o wlasnej dzialanosci w czym
on mnie popiera i oferuje pomoc finansowa, ale to oznacza, ze bede nadal od
niego zalezna:(
Podswiadomie sie go boje, boje sie go, cholera, cale zycie!Chcialam sie
wyprowadzic, ale od razu stwierdzil,ze sama sobie nie poradze, zreszta po co
mam sama mieszkac skoro w domu mam wszystko i o nic nie musze sie martwic:(A
ja juz nie moge na niego patrzec:(Szkoda mi mojej matki, nie wyobrazam
sobie,ze ona zostaje z nim sama, cale zycie nam poswiecila i dala sie tak samo
zastraszyc:(
Nie mam faceta, nikogo nowego nie poznaje, mialam 2 kolegow, ktorzy nie
pasowali mojemu ojcu i mial pretensje jak przychodzili:( W ogole temat relacji
damsko-meskich to w moim domu temat tabu, zadne z rodzicow sie mnie nie pyta
czy spotykam sie z kims, w ogole nigdy z nimi nie rozmawialam na te tematy.
Chcialabym kogos poznac, pokochac i wyrwac sie w koncu ze szponow ojca, ale
nic takiego sie nie dzieje:(
Obecnie nie mam sil wstac z lozka rano, budze sie i od razu placz i
stres...wiem,ze dalam sie wytresowac ojcu, wiem ze jest to moja wina,ale jak z
tego wybrnac?