Wyuczona zależność? (długie)

12.11.09, 15:11
Ojciec były milicjant (później pracownik poprawczaka) – oschły,
porywczy, wymagający dyktator, nie okazujący żadnych ciepłych
uczuć, i co najgorsze, nie odzywający się praktycznie wcale do
swojego jedynego dziecka czyli mnie. Po prostu tak jakby mnie nie
było. Zawsze miałam siedzieć cicho bo przecież dzieci i ryby głosu
nie mają. Liczyło się tylko to co on uważał za słuszne i nikt nie
miał prawa się mu sprzeciwić. W zasadzie tylko wydawał polecenia,
bardzo często przekazywane zresztą przez matkę, mówił np.: „powiedz
jej (czyli mi), żeby wyrzuciła śmieci”. Zawsze miałam wrażenie, że
jest wiecznie na mnie zły, że coś zrobiłam nie tak, bałam się go.
Chodziłam na palcach, żeby tylko zasłużyć na jego miły gest.
Oczywiście jako dziecko nie rozumiałam dlaczego tatuś się do mnie
nie odzywa, a właśnie to, że mnie totalnie ignorował było najgorsze.
Ponieważ zupełnie nie wiedziałam dlaczego mnie tak olewa i szorstko
traktuje uznałam jak większość dzieci, że to coś ze mną jest nie
tak. Że powinnam w jakiś sposób zasłużyć lub zapracować na to, żeby
ojciec się normalnie odezwał. To ja byłam tą „niegrzeczną” córeczką,
która wiecznie coś robi źle, a on przecież był wszechwładnym
rodzicem.

Jeżeli chodzi o matkę to była zupełnie przez niego zdominowana.
Oczywiście odzywała się do mnie, ale zawsze była tak jak on bardzo
wymagająca. Chyba polegało to na tym, że nie potrafiła się mu
sprzeciwić i ciągnęła z nim ten zimny wychów. Kiedyś po latach
powiedziała mi, że to wszystko dla mojego dobra, żeby mi się w
głowie nie poprzewracało i że ojciec po prostu taki jest (do niej
też dość rzadko się odzywał) W sumie powinnam chyba zacząć od tego,
że jestem dzieckiem z wpadki i dlatego musieli się pobrać.

Po liceum wyjechałam na studia do innego miasta i starałam się nie
utrzymywać z rodzicami częstych kontaktów. Po pewnym czasie poznałam
faceta z którym zamieszkałam. Zawsze powtarzałam sobie, że nie
zwiąże się z kimś pokroju ojca i tak jest. Mój teraz już mąż jest
ciepłym spokojnym człowiekiem. Ale wiadomo, jak w każdym związku
czasami występują tarcia, a czasem „ciche godziny lub dni” i wtedy
włącza się u mnie czerwona lampka. Zaczynam się niepokoić i
zastanawiam się co powinnam zrobić, żeby mój mąż się znowu do mnie
odzywał. Nie ma znaczenia kto zawinił, ja natychmiast staję na
łapkach i nadskakuję mu, żeby tylko nie milczał, żeby nie był na
mnie zły. Znowu jestem małą grzeczną dziewczynką, która bardzo nie
chce być odtrącona. Tak samo jest w pracy. Nie umiem walczyć o
swoje. Nie umiem powiedzieć NIE szefowi lub współpracownikom. Jestem
milusia dla wszystkich bo tak bardzo boję się, żeby mnie
nie „nielubili”.
Czy jest z tego jakieś wyjście? Czy nauczę się nie zależeć od innych
i mieć gdzieś to co myślą o mnie i to, że się np. do mnie nie chcą
odzywać.


    • s.p.7 Re: Wyuczona zależność? (długie) 12.11.09, 16:38
      wlasciwie sama rozumiesz siebie dobrze, mozliwe przyczyny swojego zachwoania i
      to czego chesz.

      Mysle zze trzba sie nauczyc asertywnosci.
      Wiedziec czego sie chce i co sie czuje.
      Byc milil wtedy kiedy che sie byc milym a nie wtedy kiedy wypada.

      Nuczyc sie odmawiac,
      Dbac o swoje interesy.

      Nauczyc siebie szanwoac.

      Jesli ojciec nie byl ucuciowy to matka powinan nadrabiac cieplem ktore daje dziecku.
      To ze ojciec byl taki czy wokai nie usparwiedliwia jej tak samo jaj ojca nie
      usprawiedliwa jego praca czy cokowliek innego.
      Mozna to rozumiec.

      postaraj sie pocuc siebie.

      nie badz sie odrzucenia i odtracenia,

      nei zbaiegac o laskę

      wiedziec to co potrafisz i to kim jestes.

      dlaczego obchodzi cie to co mysla o tobie inni lduzie? mniej to gdziesz
      sama to wsyzstko napsialas

      to nei ejst takie zle,
      bycie milym...
      ale jesli robiac tak przeczysz samej sobie to jest kupa ktora warto sprzatnąc

      lepsze to niz bycie gburem.

      jesli udajesz to kim nei jestes robisz to ze stachu...
      majac tego swiadomosc powinno byc ci latwiej zaczac zachowywac si bardziej
      naturalnie

      mozesz sobie pociwiczyc
      najlepiej przez odwrucienie zachownia totalnie
      tzn odmawiac wszystkim, nie wychodzic z gestem pojednawczym, walczyc o to co ci
      sie nalezy ja lew itp.
      Zobacz jak bedziesz sie z tym czula... sprubij tak przez 2 tygonie mysle ze
      znajdziesz zloty srodek w ktorym bedziesz mogla powiedziec ze jestes tak jaka
      czujesz ze jestes i chcesz byc

    • de_witch Byziu... 12.11.09, 17:02
      Masz fajny styl pisania. Choć trochę dofasalasz gramą..no ale czyta
      się z wypiekami na twarzy, zwłaszcza po sutej kolacji, zakrapianej
      gorącą herbatą.

      No cóż tata stróż prawa. I do tego osłchły. Ale inni w takiej pracy
      nie zdają egzaminu. Facet o bardziej pobłażliwej mentalności wpada w
      sidła mafii i jest jej członkiem.Po jakimś czasie może być bez
      członka, no ale to już inna historia...

      Rozmawiałam kiedyś przed laty z bardzo fajnym facetem, który
      pracował w tutejszym sztokholsmkim cóś_niecóś_poprawczak i
      powiedział mi,że ta praca nie jest dla normalnych ludzi. On silny
      zdrowy facet, mentalnie i psychicznie nie wyrobił w zwierzyńcu
      zwanym poprawczakiem. To jest praca, gdzie człowiek wcześniej, czy
      później bedzie robotem. I pewnie coś koło tego stało się z twoim
      ojcem. Albo był taki zawsze. Zycie go przerosło.

      A ty żyj swoim zyciem.
      Najważniejsze abyś lubiła siebie samą, taką jaką jesteś.
      Może polub swoje nieudane życiowe sytuacje? Coś z czego nie jesteś
      dumna i powiedz sobie:" A co mi tam, stało się zycie mknie dalej..."
      No...coś koło tego...:-)))
    • lifeisaparadox Re: Wyuczona zależność? (długie) 12.11.09, 18:01
      No ale co w tym złego? fajna jesteś taka jaka jesteś :)
    • dyn-ex Re: Wyuczona zależność? (długie) 12.11.09, 22:30
      byziu1977 napisała:

      W zasadzie tylko wydawał polecenia,
      > bardzo często przekazywane zresztą przez matkę, mówił
      np.: „powiedz
      > jej (czyli mi), żeby wyrzuciła śmieci”. Zawsze miałam wrażenie,
      że
      > jest wiecznie na mnie zły, że coś zrobiłam nie tak, bałam się go.
      > Chodziłam na palcach, żeby tylko zasłużyć na jego miły gest.
      > Oczywiście jako dziecko nie rozumiałam dlaczego tatuś się do mnie
      > nie odzywa, a właśnie to, że mnie totalnie ignorował było
      najgorsze.

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      mam wrazenie ze jestes flejtuch i ojciec gnal cie zebys smieci
      wyniosla....
      ale....zapytaj matki kto jest twoim ojcem...kto cie wyrzezbil.....
    • koala_tralalala Re: Wyuczona zależność? (długie) 26.11.09, 01:07
      Moim zdaniem byloby ci latwiej gdybys poszla na kurs asertywnosci,
      bedzie ci latwiej wyznaczac granice i czasem chociaz stawac na swoim.
Pełna wersja