nie potrzebuję już bliskości??

12.11.09, 23:05
Historia jakich pewnie wiele – dziecko w młodym wieku, nieudany związek, i
kolejny również, wiele przykrych chwil, zdrady, kłamstwa, dopraszanie się o
dobre słowo, generalnie zawsze dawałam z siebie wszystko albo i jeszcze więcej
i zostawałam w końcu z niczym.
Ogarnęłam się w końcu, wiele wiele miesięcy temu – rozstałam się, zostałam
sama z dzieckiem w małym mieszkanku, z niezłą pracą i zaczęłam budować swój
mały świat. I w zasadzie to w końcu byłam szczęśliwa, uśmiechnięta,
niezależna, samodzielna. Powiedziałam sobie – żadnych facetów. No i się
cholera zakochałam. Na dodatek dość szczęśliwie, bo nie dość, że z
wzajemnością, to jeszcze w dobrym fajnym człowieku. Super, nie? No właśnie nie
do końca.
Mam wrażenie, że jakoś zdziczałam. Tęsknię za nim jak go nie ma, ale nie do
szaleństwa (pracuje w innym mieście, więc mamy dla siebie głównie weekendy).
Czekam z niecierpliwością, aż przyjedzie, ale raczej nie rzucam mu się
szaleńczo na szyję. Bardzo lubię, jak pomieszkujemy sobie u mnie przez kilka
dni, razem gotujemy, łazimy na spacery, ale przychodzi taki moment, że
chciałabym choć na chwilę zostać sama. Lubię zasypiać koło niego, ale potem
wkurzam się jak chrapie i zabiera mi kołdrę. Bardzo lubię np. siedzieć razem
na kanapie, oglądać ulubione filmy i się przytulać, ale po chwili mam ochotę
wyciągnąć się wygodnie na fotelu a nie siedzieć skulona w jego uścisku.
Czasami wieczorami gadamy na gg czy na skype, lubię ten rytuał, ale po jakimś
czasie stwierdzam, że w zasadzie mam jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia,
i nie chce mi się siedzieć przy kompie od 19.00 do 22.30…
itd. itp. Z boku wygląda to trochę tak, jakby on był znacznie bardziej
zaangażowany niż ja, mam wrażenie że czasami nie jest pewien mnie i moich
uczuć. A uczucia owszem posiadam, i naprawdę mi zależy. Natomiast nie daję z
siebie wszystkiego, nie tym razem. Myślę głównie o sobie i o swoim dziecku.
Mam swój świat, swoje sprawy, swoją niezależność, swój ‘teren’. Czuję jakiś
niepokój, zaczynam czuć się niekomfortowo, kiedyś zachowywałam się inaczej w
stosunku do moich facetów a teraz sama siebie nie rozumiem. Jakaś zimna ryba
ze mnie wychodzi, czy co?
Ktoś by powiedział: dziewczyno puknij się w łeb! Masz fajnego mądrego faceta,
kran naprawi, pocieszy, zakupy przyniesie, obiad zrobi i jeszcze do tego lubi
się przytulać i mówi że kocha, a tobie coś nie pasuje, nienormalna jesteś?
No właśnie, czy ja jeszcze jestem normalna?
    • dyn-ex Re: nie potrzebuję już bliskości? 12.11.09, 23:17
      mor.gan napisała:

      > Mam wrażenie, że jakoś zdziczałam. Lubię zasypiać koło niego, ale
      potem
      > wkurzam się jak chrapie i zabiera mi kołdrę. Bardzo lubię np.
      siedzieć razem
      > na kanapie, oglądać ulubione filmy i się przytulać, ale po chwili
      mam ochotę
      > wyciągnąć się wygodnie na fotelu a nie siedzieć skulona w jego
      uścisku.
      > No właśnie, czy ja jeszcze jestem normalna?
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

      masz defekt po deklem, to fakt. milostki do niego mijaja ci po
      orgazmie......nic nowego....myslisz kroczem....expert powiedzialby
      ze myslisz macica.....
    • de_witch Cos ciut ciasno tam u was. 12.11.09, 23:30
      Masz tylko jedna sypialnie? To ciezko. No bo jak on chrapie
      to ...HORROR! nO ALE SA LEKI NA CHRAPANIE i dentysta moze mu cos tam
      wstawi,ze przestanie chrapac.

      A tak poza tym to mysle, ze jest jak najbardziej ok. Tylko zlatw mu
      oddzielne lozko....:=)
    • s.p.7 Re: nie potrzebuję już bliskości?? 13.11.09, 00:31
      Wczesniej odczuwalas lęk przed zostaniem sama.
      Zeby odrzucic mezczyne z twojego zycia pewnie musialas zienic sobie czesc
      spojrzenia na rzeczywistosci w tym stosunek emcojonalny do pewnych spraw.

      Kiedy poczucla sie pewnie zaczelas koncentrowac sie na zyciu w pojedynkę.

      To czesty przypadek w sytuacjach kiedy kobiety decyduja sie byc calkowiecie
      samodzilne.
      Zaczynaja sie uczyc, tego jak zyc i radzic sobie bez mezczyzny,

      W tym wszystkim towarzyszyc moze (i w twoim przypadku tak pewnie bylo)
      zaprzeczenie pewnym pragnieniom, emocjom, potrzebom, zmiana stylu zycia.

      Ale mimo wszystko jesli ejst to zdrowe i nei wiaze sie z zparzeczeniem potrzeb
      oraz wykrzywieniu swiatopogladu to potem dalej powinnas miec dostep do pelnego
      wahlarza emcoji, uczuc i potrzeb.

      wg mnie w 95% przypadkow ograniczenie sily emocji pranien, wahlarza odczuc
      zwiazanyc hz miloscia wiazy sie z jakims stopniu z "EMOCJONALNYM
      HOCHSZTAPLERSTWEM" czyli jakas forma oszukiwania siebie i swoich emocji,

      rodza sie z tego tzw. Jędze, wiedzmy, suki, dominatorki itp (zalerzne od
      charakteru "sciemy")

      Ciebie to lekko dotknęło.

      W sferze emocji oznacza to u Ciebie BRAK ZAUFANIA
      wyraznie sie pojawia.
      moze byc calkowicie nieuzasadniony,
      Odrzucilas pewna sfere potrzeb do pewnego stopnia. stajac sie lekko oziebła.

      Jak ostach pwnie przed byciem odrzuconą, i jako podpora do samodzilnosci.
      odejrzewam ze proporcjonalnie bardziej zalezy ci na seksie w stosunku do uczuc i
      potrzeby bezpieczenstwa niz kiedys.

      Twoje potrzeby zostały ograniczone.
      a wiec nie obchodzi cie jzu tak bardzo, pzoatym traktujesz go pewnie lekko z
      dystansem, nie rzucasz sie ogien, maszswiadomosc ze penie cie opusci... itp,
      czyli moga pojawiac sie mysli ktore wspomagaja tą oziebłosc

      > Ktoś by powiedział: dziewczyno puknij się w łeb! Masz fajnego mądrego faceta,
      > kran naprawi, pocieszy, zakupy przyniesie, obiad zrobi i jeszcze do tego lubi
      > się przytulać i mówi że kocha, a tobie coś nie pasuje, nienormalna jesteś?
      > No właśnie, czy ja jeszcze jestem normalna?

      wiesz ze go nei potrzebujesz az tak bardzo wiec nei zalerzy ci tak bardzo by go
      zatrzymac dla siebie.


      PRAWDOPODOBNIE nei chesz miec z nim dzieci, lub nei myslisz o dzieciach
      takie podejsce do sprawy zmienilo by relacje miedzy wami
      wiazalo by sie to z przyszloscią

      zwyczajnie uzlozylas sobei zycie sama, i teraz mezczyzna nie jest jakas druga
      polowka ciebie tylko kims z kim zyje sie przyjemniej
      seks, spacerki, mzona se pogadac, kran naprawi

      to nei jest to samo i masz tego swiadomosc

      czy jestes normalna?
      jak najbardziej to misci sie granicach normalnosci
      chociaz czujesz ze to krok wstecz i ja tez czuej ze to krok wstecz lekko
      w sferze zycia emcocjonalnego

      da sie tak zyc, czemu nei

      jesli wczesniej nie radzilas sobei w relacjach damsko meskich, zawsze konczylo
      sie to mala lub duza katastrofą
      i jakims bolem

      skoro nie potrafilas trwale tego rozwiazc to moze i tak ejst lepiej
      ze jest ta bariera chlodu...

      jak dal mnie to jakas oznaka slabosci
      ale to twoj wybor jesli sie z nim dobrze czujesz to jest w porzadku

      jesli nei... i masz swiadomosc ze ta relacja mogla by byc glebasz emcojonalnie
      ze mogla bys sie zaangazowac i chciala bys sobei z nim zycie ukladac

      to mozna nad tym popracowac
      zaufac w pelni, wierzyc, rzucic sie troche w milosc, budowac przyszlosc itd

      ale sadze ze teraz mezczyzna w twoim zyciu to tylko dodatek a nie cos co je
      wpotworzy

      pytasz sie czy normalne to jest...
      we wspolczesnym siwecie dzieja sie takeie rzeczy ze na miano nienormalnosci to
      trzeba by sie troche napracowac i nakombinowac

      lekko ozieblas i sie zdystansowlas ty jestes osia twojego zycia i twoje dziecko
      jakis to stopin :wiedzmizmu" jak jzu to napsialem

      no mozna tak zyc
      raczej spytaj sie czy tego chcesz...
      wg mnei pelne zycie emcojonalne przynosi znacznie wiecej satyfakcji ale twoje
      spojrzenie na rzeczywistosc musialo by sie zmienic
    • annastazy Re: nie potrzebuję już bliskości?? 13.11.09, 02:34
      wiesz, co?
      spróbuj żyć normalnie: jak chcesz się przenieśc na fotel - zrób to
      jak chcesz rozmawiać od 19.00 do 20.00 - potem skończ rozmowę
      (zaprawdę powiadam Ci, można to zrobić delikatnie, acz zrobić)

      albo złapiesz oddech i będziesz zadowolona, a on się z tym oswoi,
      albo on nie wytrzyma ciśnienia i się rozpęknie związek, trudno, ktoś
      by się udusił w nim, skoro nei da rady być soba i być razem, albo
      ktoś nie wytrzyma ciśnienia i związek i tka się rozpęknie

      nic na siłę
      lekko młotkiem i bedzie dobrze

      ps. przy okazji, w wolnej chwili zdefiniuj sobie samej znaczenie
      słowa "bliskość"
    • maureen2 Re: nie potrzebuję już bliskości?? 13.11.09, 04:55
      to dobrze,że wyleczyłaś się i nie potrzebujesz w życiu wsparcia,
      ciepłych słówek,głaskania i trzymania za rączkę
      dorosłaś i dojrzałaś w porę,nie piszesz ile masz lat,być może 20 ?
      i to jest ten wiek,w którym należy to osiągać
      doradzacze/wspomagacze forumowi będą cię krytykować i próbować cię
      zmanipulować na rózne sposoby,aby zrobić z ciebie swojego klienta,
      i poczuć się użytecznymi,he,he
      bo wbrew pozorom,tzw wsparcie,czyli zalewanie delikwenta swoimi
      bredniami podobno pomocnymi,jest destrukcyjne. Brawo za dojrzałość.
    • paco_lopez Re: nie potrzebuję już bliskości?? 13.11.09, 11:13
      moim zdaniem każdy by tak chciał. nie truj. moze skopijuj jemu to co
      napisałas tutaj. jak sie spłoszy, to znaczy, ze cienki siurek z
      niego. a u niego dzieci są ? bo jak nie ma, to moze jemu chodzi o to
      zebys mu urodziła z jedną sztukę. i tu własnie rodzi sie napięcie.
      aby do wiosny.
    • stinefraexeter Re: nie potrzebuję już bliskości?? 14.11.09, 12:59
      Źle definiujesz bliskość.

      Nie ma nic złego w tym, że wygodniej byłoby ci na fotelu, ani w tym, że męczą
      cię trzy godziny spędzone ciurkiem przed komputerem, ani w tym, że irytuje cię
      zabieranie ci kołdry. To są naturalne sprawy.

      To co jest nienormalne, to fakt, że takie oczywistości traktujesz jako
      nienormalność. Tak jakbyś bała się, że twoje zachowanie jest oziębłe. Co
      oznaczałoby, że w twojej głowie bliskość jest rozumiana do przesady dosłownie
      (siedzieć blisko siebie choćby było nie wiem jak niewygodnie, niszczyć sobie
      zdrowie przed kompem przez kilka godzin, itp.).
      Wydaje mi się, że zaszły w tobie zmiany, które tobie wydają się nienaturalne, za
      to w moim odczuciu są jak najbardziej pozytywne. To świadczy o tym, że wzorce
      zachowań z przeszłości były w twoim wypadku nienajlepsze.
      • journeyman Re: nie potrzebuję już bliskości?? 17.11.09, 15:01

        W pełni się zgadzam z poprzednią wypowiedzią.

        Morgan, być może po tych poprzednich negatywnych doświadczeniach nastroiłaś się
        na ich odwrotność - zamiast oziębłości i egoizmu wybrałaś osobę oferującą wielką
        zażyłość. Tak się zwykle dzieje po dużych traumach w związkach - szukamy negatywu.
        Jest możliwe, że Twój nowy partner jest w dużym stopniu zależny (symbiotyczny),
        a Ty nie mając doświadczenia i punktu odniesienia możesz traktować to jako normę.

        Jedynym wyjściem jest prawda - ona zawsze wyzwala. Postaw granice tego, co jest
        dla Ciebie do zaakceptowania, a co już nie. Nie ma innej rady - jeśli tego nie
        zrobisz, to będziesz się choćby nieświadomie wycofywać. Może być kuszące
        zatrzymanie "dobrego" faceta za wszelką siłę, ale wtedy są tego koszty - z
        czasem może narosnąć "odraza" i brak miłości w Tobie.

        Jeśli postawisz granice - zaryzykujesz, bo być może nie jesteście dla siebie
        odpowiedni i się rozstaniecie. Ale jeśli nie zaryzykujesz - konsekwencje mogą
        być dużo gorsze na dłuższą metę.
        • dyn-ex Re: nie potrzebuję już bliskości? 17.11.09, 15:14
          journeyman napisał:

          > Jest możliwe, że Twój nowy partner jest w dużym stopniu zależny
          (symbiotyczny),
          > a Ty nie mając doświadczenia i punktu odniesienia możesz
          traktować to jako norm
          > ę.
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

          najwiecej do powiedzenia masz w kwestii zlamanego krocza...miales
          byc psycho....jestes psycho...
          jak juz.....wiazka pokrzyw pod twoje genitalia w obcislych szortach
          wyzwoli w tobie nowe spojrzenie na psychologie
    • gadagad Re: nie potrzebuję już bliskości?? 14.11.09, 14:31
      Mylisz bliskość z uzależnieniem.Znowu tracisz osobowość na rzecz dawania z
      siebie wszystkiego.To co cię dręczy, to kiełkujące poczucie winy, że nie byłaś
      dość dobra, na przekór sobie,by robić to, co może, ktoś od ciebie oczekuje, choć
      twoje potrzeby w tym momencie są inne.Z takim podejściem znowu zaczniesz być
      zdradzana, oszukiwana i będziesz domagać się dobrego słowa, bo ktoś po prostu
      nie będzie miał możliwości dać ci coś sam z siebie, będąc pod presją
      potwierdzania twoich potrzeb emocjonalnych.Nawet kot zeskakuje z kolan, jak ma
      dość pieszczenia i spróbuj go zatrzymać, to drapnie. Ty czekasz, aż ktoś cię
      zrzuci, by mu nie zrobić przykrości,choć masz już dość, a potem będziesz mieć za
      złe, dlaczego to zrobił.Za szybko weszłaś w związek, zanim ukształtowało się w
      tobie co chcesz, i że masz do tego prawo,a cudza reakcja, to jego problem,
      który zaakceptujesz, albo nie, ale nie twoja wina.
    • greengrey Re: nie potrzebuję już bliskości?? 14.11.09, 16:11

      ale o co chodzi?

      z Tobą wszystko jest w jak największym porządku...

      w końcu dojrzałaś, masz normalne, zdrowe priorytety (dziecko, swoje
      dobre samopoczucie)i zdrowe odruchy- nic dziwnego, że godzinami nie
      masz czasu i chęci wisieć na skypie, nic dziwnego,że po pół godzinie
      leżenia w objęciach cierpną ręce i co tam jeszcze !

      miej czas dla siebie, swoją przestrzeń i zainteresowania

      miłość nie polega na tym,że wszystko do końca jest wspólne

      zaczynasz znowu być "pod niego" jak w tamtych związkąch, widzisz to?

      ten czas życia samodzielnego zmienił Cię jednak trochę- na świadomą
      kobietę- świadomą swoich potrzeb i porządku

      więc nie obawiaj się że za mało kochasz

      bądź spokojna, kochasz
    • ona_37 Re: nie potrzebuję już bliskości?? 14.11.09, 23:36
      Po przejściach,człowiek już nie jest w stanie dać z siebie tyle co kiedyś...
    • mor.gan dzięki 16.11.09, 08:57
      trochę sobie w głowie poukładałam
      ale pojawia się w tym momencie inna kwestia - jeżeli przyjmiemy, że moje reakcje
      i zachowania są jednak w normie, to czy to oznacza, że reakcje/zachowania mojego
      partnera nie są? ewentualnie mieszczą się w jakiejś innej 'normie', której
      granice są dla mnie ciężkie do zaakceptowania?
      wygląda to w zasadzie tak, że to on bardziej szuka kontaktu, fizycznego i w
      ogóle, co nie ukrywam czasami po prostu mnie drażni. Paradoksalnie, jak go nie
      ma [zwykle przez cały tydzień] to myślę o nim bardzo ciepło i w zasadzie
      non-stop - a jak się pojawia to po kilku godzinach ja mam dość tego przytulania,
      trzymania za rękę albo za kolano itp itd.
      • s.p.7 Re: dzięki 16.11.09, 09:56
        Mysle ze uzywanie okrslen typu: normalny nienormalny jest nie namiejscu bo
        niesie sobą jakies połecznąpresje uznawania czegos za dopuszczalne lub nie a te
        granice sa dosc dziwne.

        Mysle ze bardeziej powinnas patrzec na siebie - czy to sa zachowania NORMALNE
        dla ciebie a nie w ogole.

        Kilka godzin przytulania to sporo.
        Sa osoby ktore ;orzebuja bardzo tej bliskosci szczegolnie kiedy na codzien nie
        widuja sie z dana osobą,
        To jest naturalne.

        Kazdy czlowiek ma swoje potrzeby, odczucia i stara sie je zaspokoic, jego
        potrzeba bliskosci jest spora.

        ty takich potrzeb nie masz... i tyle.

        • mor.gan dalsze przemyślenia 17.11.09, 11:24
          Sensownie brzmi to co piszesz Ty i inni w tym wątku
          Jednak po dłuższym zastanowieniu nie do końca mogę odnieść do siebie
          stwierdzenia o oziębłości, zablokowaniu emocji itp.

          W zasadzie ostatnia rzecz, jaką mogę o sobie powiedzieć, to że jestem w
          jakimkolwiek stopniu oziębła. Do wielu spraw podchodzę wręcz zbyt emocjonalnie;
          przez najbliższych jestem raczej uważana za osobę bardzo ciepłą, otwartą.
          Czyżbym oziębła stawała się wyłącznie w towarzystwie mojego faceta? jeżeli tak,
          to tu smutna konkluzja - coś jest bardzo nie tak.
          Nie wiem, może intuicja podpowiada, że to jednak nie jest to, może wydaje mi
          się, że kocham, bo kochać chcę, ale sama siebie nie potrafię już oszukiwać
          [kiedyś było inaczej, wchodziłam jak w dym w każdy związek, ignorując bardziej
          lub mniej oczywiste sygnały, że coś tu nie gra]. Przykre te przemyślenia są dla
          mnie, jednak zaczęłam brać tą opcję pod uwagę.
          • s.p.7 Re: dalsze przemyślenia 17.11.09, 17:14
            punktem wyjscia jest to jak ty sama siebie odbierasz.

            Stwierdziłąs ze cos sie w Tobie zmieniło.

            Sama tą zmiane musisz ocenic pytasz sie czy jeszcze to jest "normlane", tak jak
            napsiałem - nie mozna tak podhcodzic do tego okreslajac cos nie swoimi ryteriami
            "nromlanosci" bo to bez sensu.

            Wazne jak sie czujesz ze zmianami.

            Jesli sa ok to w porzadku.


            Co do emcojonlanosci:
            Widac ze ejstes osoba wralziwa i emocjonalną. Ta wroazliwsc jest w duzym stopniu
            cecha wrodzoną, Nie znika od tak sobie.
            Jedyne co sie moze stac to zmienia forme. Np bardzo emocjonalna osoba moze
            popasc w pracoholizm, alkoholizm jako reakcja na jakies swoje silne emcoje - i
            to ejst ucieczk od emcocji.

            Tzn ta emcojonlanosc mzoe miec rozne ujscia.

            Wiele osob pod wplywem przykreych doswiadczen calkowicie rezygnuej z milosci
            rozumianej jako relacje z partnerem.
            One wciaz sa emcojonalne ale nie okazuja juz tego w zainteresowaniu plcią odmienną.

            Oczywiscie męzczyznom podoba się zazwyczaj bardziej kobieta ciepla, uczuciowa,
            ktora nei boi sie związku, nie boi sie kochać.
            I to samo jest z kobietami - chca raczej kogos kto potrafi kochać - tzn lepiej
            jest kiedy potrafi to robic niz nie potrafi.

            Tak jak pisałem - moglas w sobie cos ZBLOKOWAĆ tzn uznac ze mezczyzna-tak ale z
            dystansem i ostroznie, lepiej traktowac go z góry jako osbe ktorej za miesiac
            mzoe juz nie być.
            NIe warto sie rozczucla i zbytnio wiazac...

            z takimi przekonaniami mozesz odrzucać milosc rozumianą jako totalne poswiecenie
            sie dla kogos i milosc bezgraniczną.
            To sa uczucia wysokich lotów ale kiedy sie coss zawali to i upadek bardziej boli
            wiec pewni lduzie wola unikac juz takich silnie emcojonalnych zwiazkow.

            czyli jest jakas mala bariera czy cos w tym rodzaju.

            sama ja ustalilas i sama musisz stwirrdzic czy z nia ci jest lepiej.

            jesli jej nie chesz to decyzja jest prota w teorie - calkowicie poswiecenie sie
            milosci czystej i silnej.
Pełna wersja