to.niemozliwe
24.11.09, 08:52
Skąd się bierze kobieca toksyczność wobec dziecka? Taka, która
przejawia się nadmiernym rygoryzmem, ciągłym strofowaniem,
kwestionowaniem tego co i jak dziecko robi, przekazywaniem ukrytego
przesłania, że "wszystko po tobie muszę poprawiać, do niczego się
nie nadajesz". Równocześnie taka matka może deklarować, że kocha
swoje dziecko nad życie. Ciekawi mnie jaki jest punkt odniesienia
przemiany z troskliwej, opiekuńczej i czułej matki w zołzę, która -
może nieświadomie - ale zatruwa życie własnemu dziecku?