kamila.wil
03.12.09, 23:33
mialam dzisiaj taką rozmowę, która mnie osobiście bardzo dotknęla, do
lez;zastanawiam się co to spowdowalo
rozmawialam z kobieta ok 55-50 lat; muszę dodać, ze kobieta byla na mnie
zpewnego powodu zla i domyślam się, ze w rozmowie ze mną chciala się
"odegrać";podjęte bylo kilka wątków, ale jeden chcialabym poruszyć;
powiedzialam jej, ze będę opiekować się swoją siostrzenicą w wakacje, ona na
to mniej-wiecej tak:
"no to wspólczuję, wspólczuję, nie wie Pani co to znaczy, takie male dziecko
wymaga duzo energii"; potem coś w stylu: "no, siostra wiedziala jak się ustawić"
ja bylam tak zszokowana jej slowami, ze nie bylam w stanie jej
odpowiedzieć(wiem, ze jestem malo asertywna), po prostu nie skomentowalam
jednak być może dzięki temu, ze byla na mnie zla, to powiedziala to co
naprawdę myślala, co akurat może być cenne
i tak - wiem, ze opieka nad dzieckiem to nie jest prosta rzecz i tutaj nad
slowami kobiety "wspólczuję..." moglibyśby dyskutować; powiedziala w sumie
prawdę, chociaż tonem, który wyzwala reakcje obronne (przynajmniej we
mnie);czy w tym przypadku mialam prawo się na cokolwiek wkurzać?
drugie zdanie jest już chyba mniej kontrowersyjne: "siostra wiedziala jak się
ustawić"; to mnie najbardziej dotknelo, bo kobieta nie zna mnie, nie zna mojej
siostry! ja naprawdę z wielką chęcią i radością zajmę się moją siostrzenicą,
bo kocham siostrę, bo wiem, ze bardzo wtedy jej pomogę i odwdzięczę się jej za
jej pomoc mnie, nie mówiąc już o tym, ze nawiązę więź z dzieckiem! nawet nie
chcialabym (chociaz potem to będzie nieuniknione) zeby dzieckiem zajmowala się
opiekunka, gdybym ja mogla; jestem pewna, ze siostra poprosila mnie nie ze
względu na "ustawienie", ale dlatego, ze wie, ze będę dobrą opiekunką dla jej
dziecka (jest mi gotowa za to placić, więc nie chodzi o pieniądze)
doszlam do wniosku, ze osąd tej kobiety wynika z jej innych doświadczen i
obserwacji, być może w jej rodzinie i otoczeniu panują inne "standardy" i
jeżeli siostra opiekuje się dzieckiem siostry, to znaczy ze jedna drugą
wykorzystuje, a moze to takie już ogólne standardy? ze jak już w rodzinie ktoś
sobie pomaga nawzajem to jest to nadmierne wykorzystywanie kogoś? domyślam
się, ze to, co spowodowao we mnie takie emocje to bardzo negatywny,
zgeneralizowany osąd mnie/siostry jak najbardziej daleki od prawdy
a może jestem po prostu ślepa i siostra rzeczywiscie po prostu się "ustawia"?
no nie, po prostu nie przechodzi mi to przez myśl... to ja znam siostrę w tej
sytuacji najlepiej, to jak mierzenie kogoś innego wlasną miarą..
żaluję teraz, ze nie zachowalam spokoju, ogarnely mnie emocje i jej tego nie
powiedzialam; może poruszę temat jak się z nią spotkam kolejnym razem (co
następuje regularnie)