aknel
07.12.09, 00:29
Próbując zrozumieć moje dziecko zaczęłam od siebie. Moi rodzice nigdy dzieci
mieć nie powinni, zrobili mi i bratu więcej krzywdy niż można by wybaczyć. Nie
wybaczyłam, nie mam z nimi kontaktu. Zawsze obiecywałam sobie, że ja takich
rzeczy swoim dzieciom nigdy nie zrobię, że będę szanowała, kochała, słuchała,
błędów się wystrzegała. I coraz mi ciężej. Jestem trudnym człowiekiem, mam
trudny charakter. Całe życie to słyszałam, w końcu uwierzyłam.
Mam trudne dziecko. Moja córka. Ma pięć lat, zielone oczy, twórczą duszę, duże
serce, śmieje się...
I ma tak okropnego osła w sobie, taką straszną głupotę, taką
nieprzywidywalność, taką despotyczność. Z wiekiem ma tego coraz więcej. Nie
słucha nikogo, robi to, co tylko ona chce, zawsze stara sie postawić na swoim,
walczy do ostatniej krwi o byle głupotę, nie odpuszcza niczego, nie rozmawia,
nie chce zrozumieć.
Niczego się nie boi. Krzyczy i wrzeszczy tak, że nie wiadomo co ze sobą
zrobić. Zaczyna być okrutna w złości, wyzywa nas, mówi przykre rzeczy. Gryzie,
szarpie, kopie, szczypie i rzuca wszystkim o ścianę.
Bardzo rzadko się wstydzi. Przeprasza tylko wtedy, gdy wie że coś tym
osiągnie. Następnego dnia robi to samo.
Z prostych spraw robi przeogromne problemy. Kwestia pokazania gardła u lekarza
to walka rangi na śmierć i życie, a zmierzenie temperatury - awantura na cały
regulator. Bo ona nie chce i nie lubi.
- Chodź na obiad - mówię. Ona: -Nie, nie, nie, przestań, przestań, przestań,
nie chcę obiadu, nie chcę obiadu. I nie przyjdzie. Zrobi awanturę, którą
słyszą najdalsi sąsiedzi.
- Nie rób tak, to mnie boli - mówi jej tata, gdy ona kopie go nogą dla zabawy.
Nie przestaje, kopie mocniej i cieszy się, że tata się złości. Tata się
odsuwa, ona się przysuwa. I kopie coraz mocniej. Za karę ląduje w swoim pokoju
(trzeba ją tam zanieść, bo stawia opór, wyrywa się i wyszarpuje, próbuje
schować pod stół, podrapać rękę, albo zamknąć się w łazience), no to rozbija
ceramiczną skarbonkę z wielkim hukiem o ścianę.
- Posprzątaj to - mówię. - Nie posprzątam! Nie chcę! i szarpie z całej siły
drzwiami od pokoju. Będzie szarpała do krwi na rękach. Pod nosem powie ze
złością: "Ty głupia gruba kobieto! Nie chcę żebyś tu była!" To o mnie.
Gdy pytam potem na spokojnie, czy naprawdę nie chce żeby mama była z nią, mówi
że żartowała.
Idziemy zanieść pocztę sąsiadom, moja córka przodem zagląda łakomie do ich
mieszkania. - Chcesz wejść? - pyta obcy facet. Ona chce. Ja, że nie może, że
zaraz obiad, że wracamy do domu (mówię konkretnie,
aczkolwiek cokolwiek by córka nie poszła do nikogo obcego). Córka odpycha mnie
i próbuje na wszelkie sposoby wejść do tego mieszkania, siłą ją zabieram do
domu, po drodze mnie kopie i szarpie, bo ona chciała zobaczyć co jest w
środku... Tłumaczę: obcy teren! Musisz uważać! - Trallalala śpiewa i krzyczy,
że wie przecież!
Idzie do koleżanki. Po godzinie telefon, czy moglibyśmy przyjść po córkę.
Idziemy z duszą na ramieniu. Tamta rodzina spokojnie siedzi przy stole, razem
z dziećmi i jedzą obiad. Nasza córka rozebrana do majtek gania dookoła stołu
za ich kotem, z wielkim piskiem, wrzaskiem i zaaferowaniem. Nie zechciała
usiąść z nimi do stołu, ubrać też się nie zechciała - taką relację dostaję od
zażenowanych ludzi (dodam, że ona tych ludzi niemal nie znała). Pół godziny
zajęło nam ubranie jej, niemal na siłę, we dwójkę próbowaliśmy.
Wracamy z nią wrzeszczącą: bo ona świetnie się bawiła, chciała jeszcze zostać.
- Dlaczego się rozebrała, przecież wie, że nie wolno się rozbierać... -
Chciała się przebrać w sukienkę koleżanki, ale nie dała rady bo kot przyszedł
i chciał się z nią ganiać. Śmiać się czy płakać? Nigdy więcej już jej nie
zaproszono.
Czas spać, wreszcie. Bluzkę wrzuciła do kibelka i spuściłą wodę zatykając
rurę, w spodniach weszła do wanny z wodą. - Dlaczego to zrobiłaś? - To nie ja!
Przestań! Nie chcę o tym mówić! - krzyczy moja córka.
Noc. - Mamusiu opowiesz mi jakąś historię? Przepraszam, że się pokłóciłyśmy.
Już nie będę, to opowiesz? Głowa mi pęka. Nie opowiem, więc będzie wrzeszczała
przez godzinę "dlaczego nieeeee". Nie ustępuję. Była dla nas niemiła, nie chcę
niczego opowiadać. Ignorowanie jej wrzasku, nieustępliwość skutkuje tylko tym, że
sąsiedzi wzywają policję. Na mojej córce nie robi to wrażenia.
Od zawsze taka była. Rozmawiam z nią cały czas, tłumaczę, wychowuję mądrze, i
z rozumem, i z sercem. Piszę o sobie, ale tata małej robi to samo, boże jak ja
marzyłam żeby mieć kiedykolwiek chociaż kawałek takiego ojca! Jesteśmy dobrymi
ludźmi, normalnymi, inne dzieci nas uwielbiają, psy do nas przybiegają, mamy
zacięcie pedagogiczne, świetnie wyczuwamy nastroje, znamy obce języki, czytamy
książki, mamy kreatywne pomysły, serce na dłoni, uśmiech, chęci by biegać po
parku, wycinamy, kleimy z kartonów statki kosmiczne, sadzimy na trawniku
ziemniaki, zabieramy na wycieczki, odwiedzamy muzea, jeździmy na farmy ze
zwierzakami i zabieramy sześć jej przyjaciółek, dbamy o kontakty z innymi
dziećmi, czytamy, wozimy na balet, przytulamy, jesteśmy cierpliwi, szanujemy
jej indywidualność, wspólnie pieczemy, nie wyśmiewamy, mamy poczucie humoru, z
siebie też się śmiejemy, chodzimy w brudnych bluzkach i piszemy listy jako
wróżki, duchy, mikołaje, jemy ser zamiast myszek z kuchni, pomagamy i nie
pomagamy... Dlaczego nasza córka jest taka? Co robimy nie tak?
Nie chodzi - biega. Non stop kręci się na krześle, macha nogą, skacze w
miejscu, kręci ubraniem na palcu. Ciągle coś zrzuca, wylewa, brudzi. Nie mówi
- krzyczy. Słowo "ciszej" wypowiadamy chyba niestety najczęściej. Potrafi
wbiec na jezdnię, nie rozejrzawszy się nawet. Non stop gada. Gdy się czymś
zaaferuje piszczy, piszczy, taki jazgot, nawet inne dzieci mają dość...
Zaaferowana potrafi zrobić potworną głupotę, na przykład próbuje powiesić się
na skakance, moim zdaniem mogłaby wyskoczyć również i przez okno.
Niestety, niczego się nie boi. Nie straszymy jej specjalnie, ale ona potrafi
wskoczyć do jeziora z mostu, w styczniu. Ciągle chodzi w siniakach, w sobotę
uderzyła się w głowę trzy razy. Nie boi się obcych, wszystkich zaczepia. Nie
ma dnia bez idiotycznych pomysłów.
Jest niesamowicie inteligentna. Ma bardzo bogate słownictwo. Pamięć
zaskakującą. Sama nauczyła się pisać i czytać. Jest dwujęzyczna, biegle mówi
również po angielsku. Sama układa puzzle 200 elementów. Skupia się, godzinami
nad czymś ślęczy, jest bardzo cierpliwa. Ma rewelacyjne i twórcze pomysły.
Sama wymyśla gry, sama robi gry planszowe i nas do nich zaprasza.
Oczywiście bawi się, jak każde dziecko. Ma etapy i księżniczek, i potworów, i
baletnic. Liczy pieniądze, uroczo brzydko maluje, fałszuje, skacze na
skakance. Mówi: kocham cię mamusiu, dziękuję tatusiu, pobawmy się razem... A
za chwile wrzeszczy jakbyśmy skórę z niej zdzierali, albo pluje na nas i
wykręca nam palce.
Młodszą siostrę ma w głębokim poważaniu na ogół. Można powiedzieć, że ją lubi,
to znaczy bardziej lubi niż nie lubi. Chętnie przy niej pomoże, coś poda,
założy skarpetkę (czuje się ważna wtedy i starsza), ale mają dwa różne światy,
jest spora różnica wieku między nimi. Gdy małej nie było, to tak samo się działo.
Nie wiem, jak ją wychowywać. Mam wrażenie, że nic nie działa. Boję się, że ją
stracę już całkowicie, że zupełnie nie będziemy dla niej autorytetem. Co
robić, gdy ona tak potwornie wrzeszczy? Co robić, gdy nie działają ani
nagrody, ani kary, ani gdy nas nie słucha, gdy nie reaguje na nasze słowa...
Co robić z takim dzieckiem? Najwspanialszym i najgorszym równocześnie... My
już nie mamy pomysłów, mamy dość walki codziennej o wszystko. Tak chcemy być
dobrymi rodzicami.