Gość: ryb IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:12 Napewno nie Twoja Drogi Czytelniku...Matko i Ojcze...Jezeli myslisz inaczej, to wytlumacz mi dlaczego? Pozdr. ryb Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: Oleńka Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:15 Tutejsze filozofy uważają, że do 18 urodzin są panami dusz i ciał swojej progenitury. Bździarze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:19 Tego wlasnie nie potrafie pojac, troszke inaczej mnie wychowano, cos w stylu...narozrabiales? No to bujaj sie z tym, ja ci tylko moge doradzic, nic wiecej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:33 mnie też tak wychowano. i chwalę sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
mahoney Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 01:02 Gość portalu: Oleńka napisał(a): > Tutejsze filozofy uważają, że do 18 urodzin są panami dusz i ciał swojej > progenitury. Bździarze... do 18 tu , no to widze ze niektorzy rodzice zaczynaja myslec , wiekszosci to sie wydaje ze moga rozporzadzac jak polem do 30 tki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:53 W niektorych przypadkach do 60 tki :) Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora do czego dziecko ma prawo? 28.01.04, 23:16 Gość portalu: ryb napisał(a): > Napewno nie Twoja Drogi Czytelniku...Matko i Ojcze...Jezeli myslisz inaczej, > to wytlumacz mi dlaczego? drogi Rybie? (oprócz prawa do prawdy, bo to już "ustaliliśmy") Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: do czego dziecko ma prawo? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:21 O tak, prawo do prawdy, zgadzam sie z tym :) Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora jakie są obowiązki rodziców 28.01.04, 23:27 wobec swoich dzieci? A jakie prawa? (według Was, oczywiście) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: jakie są obowiązki rodziców IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:36 Dla zrozumienia...Nie Was - bo nie naleze do zadnego klubu i nie bede nalezal. Pisze tylko i wylacznie jako JA (napisalem z duzej litery zeby bylo jasno). Obowiazki rodzicow sa takie aby wychowac i dostosowac dzieci do roznych sytuacji zyciowych, w ktorych pozniej jako samodzielni dadza sobie rade bez pomocy rodzicow...oczywiscie nie pomijajac w tym milosci rodzicielskiej Odpowiedz Link Zgłoś
mahoney Re: do czego dziecko ma prawo? 29.01.04, 01:07 kamfora napisała: > Gość portalu: ryb napisał(a): > > > Napewno nie Twoja Drogi Czytelniku...Matko i Ojcze...Jezeli myslisz inacze > j, > > to wytlumacz mi dlaczego? > > drogi Rybie? (oprócz prawa do prawdy, bo to już "ustaliliśmy") > dziecko ma prawo do : 1 . racji zywnosciowych 2. podziwiania rodzica 3. sluchania rodzica 4. wysluchiwania jego zyciowych niepowodzen 5.brania na siebie zalu za zmarnowane zycie 6. zapewniania rodzicowi dobrego humoru niezaleznie od pory dnia i roku 7. bycia rodzica pociecha 8. bycia rodzica pociecha na polu naukowym przed rodzina 9. bycia jego wycieraczka jak ma sobie rodzic ochote pokrzyczec 10. jezeli dziecko spisuje sie jako dziecko ma prawo do dwoch wyjsc tygodniowo , po skonczeniu 18 roku zycia 11. dziecko ma prawo nie pyskowac kufa nie mam dzis weny , sory Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 28.01.04, 23:22 są własnością dzieciństwa z prawami i obowiązakmi dzieciństwa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:39 To powiedz mi prosze cos na ten temat. Oczywiscie spodziewam sie ze nie bedzie to rozmowa na temat misiow pluszowych :) Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu 12-latek 29.01.04, 00:25 hm, bo to co ja sądzę jest sądem ogólnie znanym, aż głupio o tym, a własnych dzieci nie mam mówienie o prawdzie dzieciom, koniecznie, ale na pozimie stanu świadomości dziecka. 12-latek nie musi rozumieć złożoności relacji pomiędzy dorosłymi, bardziej nakierowany jest na białe-czarne-neutralne. Jeśli rodzic w dobrej wierze zacznie dziecku tłumaczyć dlaczego ojciec zbłądził i że on ma brata i że to i tamto, 12-latek uzna, że starzy ściemniają, a przypomniawszy sobie swoje podobne ściemniania skojarzy, że to napewno z powodu chęci ukrycia czegoś, obłaskawienia lub krętactwa. Tak czy siak będzie niedobrze. 12letni chłopiec, choć obecnie idzie już do gimnazjum i w ziązku z tym może poczuć się bardziej dorosły, sam jescze w piłkę gra lub kompa, i nie zna się na relacjach ludzkich na tyle dobrze by rodzic mógł mu po dorosłemu wytłumaczyć. A dać do wiadomości takie sprawy trzeba tyle, że w odpowiedni dziecięcy sposób, odpowoednio językowo i odpowiednio sytuacyjnie. Ja tego brata bardziej porównałabym dziecku do kuzyna, też krewny i też czasem nie widziany nigdy. Brat? Dla 12-latka więzy krwi nie są bardzo ważne. Brata może pojąć bardziej jako, poza kuzynem, kupmla do zabawy. I tyle szoku dla dziecka. Tłumaczenie mu dlaczego tatuś zrobił tak, a mamusia siak i tak do niego nie dotrze. Będzie tylko myślał, że wapniaki głowę mu trują. Ma jeszcze parę lat aby sam o szczegóły zapytać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: 12-latek IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:44 Widzisz, dzieci to sa cwane bestie. Jak kiepsko z nimi pogrywasz, to niestety tego samego ich nauczysz. Potem Cie tym Twoim batem moga niezle zlac. Dlatego ostroznosc i zastanowienie jest zalecane :) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 28.01.04, 23:27 Szczerze mowiac, bardzo nie lubie jak mowi sie o kims, ze jest "czyjas wlasnoscia" :(( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:37 No to wiesz o co chodzi :) Odpowiedz Link Zgłoś
procesor Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 28.01.04, 23:32 Gość portalu: ryb napisał(a): > Napewno nie Twoja Drogi Czytelniku...Matko i Ojcze...Jezeli myslisz inaczej, > to wytlumacz mi dlaczego? Kwieto z klawiatury mi zdjął - że nie cierpię jak ktoś używa słowa "włąsność"w odniesieniu do ludzi. Kim sa dla mnie dzieci? Dziecko to dar który otrzymujemy w powiernictwo - mamy sie nim opiekowac jak najlepiej - a potem pogodzić sie z tym, że ten dar pójdzie do kogoś innego. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.01.04, 23:55 Opiekowac, ale w tym samym czasie dostosowac do realnego zycia, do roznych sytuacji zyciowych. Tak bym powiedzial :) Odpowiedz Link Zgłoś
otryt Miłość i bezpieczeństwo dla dzieci 28.01.04, 23:57 Dzieci nie są niczyją własnością. Rodzice przede wszystkim powinni je przygotować do dorosłego życia najlepiej jak potrafią, dawać im miłość i bezpieczeństwo, wprowadzać je w sprawy tego świata stopniowo w miarę jak dorastają i rozumieją coraz więcej. Zgadzam się a Yagnieszką, gdy pisze, że prawda, którą się komuś chce przekazać musi służyć jakiemuś dużemu dobru. Nie wiem dlaczego żaden z jej oponentów nie chce tego dobra nazwać po imieniu. Mówiąc dziecku trudną prawdę o rozpadzie rodziny niekoniecznie je zahartujemy. Może być wręcz odwrotnie, zależy to od psychiki dziecka. Tego rodzaju doświadczenie może skutkować ciągłym poczuciem zagrożenia przez całe późniejsze życie. A więc skutek wychowawczy odwrotny od zamierzonego. Sam mając 12 lat przeżyłem rozwód rodziców i piekło, które było przedtem, dziś mam 12-letniego syna i naprawdę wiem o czym mówię. Nie zawsze wygląda to tak różowo jak w amerykańskich filmach, że są dwie mamusie, dwóch tatusiów, piątka dzieci, każde z innej kombinacji i wszyscy wesoło i wspólnie spędzają urlop w Hollywood lub na Lazurowym Wybrzeżu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Miłość i bezpieczeństwo dla dzieci IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 00:05 Pozwol ze podwaze to co powiedziales. Pieklo przezyles, bo rodzice wywolali je. Mysleli tylko i wylacznie o sobie. Mozna sie rozwiesc bez piekla, ostatnio mialem przyklad kumpelki z dwojgiem dzieci, blizniaki 11 lat. Bardzo ja za to cenie, za jej podejscie do "problemu". Jej byly maz rowniez ja bardzo ceni. Jego troszke mniej cenie, bo menda pierwszej kategorii, ale...potrafil sie zachowac. Dzieci nie cierpia... Odpowiedz Link Zgłoś
otryt Re: Miłość i bezpieczeństwo dla dzieci 29.01.04, 00:26 Rodzice nie potrafili panować nad sytuacją, nad swoimi emocjami. Obciążali nas sprawami, których nie byliśmy w stanie zrozumieć. Słyszeliśmy o zdradach, delegacjach, hotelach, wczasach i takie tam. Czy to jest prawda, którą muszą poznać małe dzieci? (bo bracia byli jeszcze młodsi). Do tego konflikt lojalności wywoływany w dzieciach, kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie? Kto nie trzyma mojej wersji jest przeciwko mnie, jest szpiegiem matki lub szpiegiem ojca. Czy naprawdę uważasz, że są to sprawy, którymi mają zajmować się dzieci? W późniejszym wieku próbowali mi różne prawdy przekazywać. Ja tych prawd nie chciałem słuchać i im o tym mówiłem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Otryt, Ty chyba żartujesz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 00:28 nikt nie mówi o częstowaniu dzieci takimi szczegółami! Odpowiedz Link Zgłoś
otryt Re: Otryt, Ty chyba żartujesz... 29.01.04, 00:32 Takie rzeczy wyłażą, chcąc nie chcąc. Nie każdy potrafi trzymać emocje na postronku i być doskonałym aktorem wobec dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Otryt, Ty chyba żartujesz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 00:34 Nikt nie namawia do opowiadania dzieciom takich prawd. To, ze czasem tak się dzieje nie jest argumentem na rzecz oszukiwania dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
otryt Miłość i bezpieczeństwo najważniejsze 29.01.04, 01:05 Prawo do poczucia bezpieczeństwa i bycia kochanym jest ponad wszystkie inne prawa dziecka. Jeśli prawda, którą rodzice chcą dziecku powiedzieć zakłóci to poczucie bezpieczeństwa, prawda powinna poczekać. Miłość i bezpieczeństwo jest konieczne do właściwego rozwoju dziecka. Bez tego osobowość dziecka ulega wypaczeniu, podobnie jak roślina karleje bez światła. Kto ma dzieci ten o tym wie. Odpowiedz Link Zgłoś
mahoney Re: Miłość i bezpieczeństwo najważniejsze 29.01.04, 01:11 zgadzam sie z otrytem milosc i bezpieczenstwo sa najwazniejsze Odpowiedz Link Zgłoś
otryt Re: Miłość i bezpieczeństwo najważniejsze 29.01.04, 01:16 mahoney napisał: > zgadzam sie z otrytem milosc i bezpieczenstwo sa najwazniejsze Cieszę się, Mahoney:-)) Zrobiłeś mi apetyt na parówki, już znikam. Dobranoc:-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka bzdura, Otryt!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 13:16 poczucie bezpieczeństwa budowane na kłamstwie jest złudne i zawali się z hukiem, kiedy kłamstwo wyjdzie na jaw. a zawsze wychodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Miłość i bezpieczeństwo dla dzieci IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:28 I nie powinienes sluchac drobnostkowych powodow. Niestety, potwierdzasz moj punkt, ze zajeci byli bardziej soba, targaniem sie za glowy i zdobywaniem Waszej lojalnosci niz Waszym dobrem. Postawili siebie i swoje emocje na pierwszym miejscu, nie Was. Zastaliscie towarem do szantarzy. A mozna to bylo inaczej zalatwic... Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Miłość i bezpieczeństwo dla dzieci 29.01.04, 08:08 Rybie, tak sie dzieje stosunkowo czesto. Oboje rodzice czuja zawod, i przynajmniej jedno chce sie odegrac. A dzieci to swietne narzedzie. Dlatego zanim sie szafuje radami typu "zrob to, nie rob tamtego", warto by sie zastanowic nad konsekwencjami w sytuacji gdy nie mamy do czynienia z rodzicami para-idealnymi. A tak jest w wiekszosci przypadkow. Odpowiedz Link Zgłoś
cossa Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:01 dzieci nie sa niczyja wlasnoscia bo "wszystkie dzieci nasze sa" :) zadziwia mnie jednak co pisane jest w niektorych watkach dziecko ma swoje prawa, a jednym z nich jest prawo do w miare normalnego wzrostu (normalny oczywiscie pojeciem wzglednym ;) ukrywanie przed dzieckiem zagrozen, przykrej prawdy czy tez innych rzeczy nie moze byc zupelnie potepiane, bo dzieci SA DZIECMI obowiazkiem doroslych jest zadbanie o swiat dziecka poki jest dzieckiem i prosze nie mowcie, ze 12-latek z watku o bolesnym tabu to juz prawie nastolatek, no i niedlugo bedzie zupelnie dorosly chlop, ;) te lata sa liczone chyba troche inaczej pozdr.cossa Gość portalu: ryb napisał(a): > Napewno nie Twoja Drogi Czytelniku...Matko i Ojcze...Jezeli myslisz inaczej, > to wytlumacz mi dlaczego? > > > Pozdr. > > > ryb Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 00:08 Cosso, najgorsza prawda jest lepsza niz najpiekniejsze klamstwo...szczegolnie jak sie pozniej o tym dowiadujesz od osob trzecich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka dobrze muvi, dać mu chivasa :) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 00:23 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: dobrze muvi, dać mu chivasa :) n/t IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:33 I po co takie rzeczy piszesz? Zmusilas mnie do wyjechania z domu po chivaska. A wiesz jaki tu snieg spadl i co sie dzieje na drogach? Ledwo do domu wrocilem :))) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: dobrze muvi, dać mu chivasa :) n/t 29.01.04, 08:13 Pono metro wam czesciowo wysiadlo? A co do prawdy - jeszcze zostaje pytanie kiedy i w jakiej formie jest ona przekazywana. Wiek dziecka jest tu dosc zludny, gdy moi rodzice sie rozwodzili, starszy brat zerwal calkowicie kontakt z ojcem (bedzie prawie 20 lat jak sie nie widzieli), w moim przypadku bylo zupelnie inaczej. Wot kazdy przypadek inny, kazdy wymaga innego traktowania. Czasem z prawda lepiej sie troche wstrzymac, czasem najlepiej powiedziec ja od razu. Nie ma reguly. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: dobrze muvi, dać mu chivasa :) n/t IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 30.01.04, 22:26 Nie tylko metro wysiadlo, 3 mile jechalem 3,5 godziny. Troche sniegu i wszystko lezy. Ale, jeszcze nigdy nie widzialem burzy snieznej z blyskawicami. Sliczny widok... Tak to prawda ze z prawda nie ma reguly. Ale swoje posty pisalem raczej z zalozenia ze prawda predzej czy pozniej powinna byc powiedziana. Zwolennikiem jestem raczej predkosci, oczywiscie zalezy rowniez od sytuacji. Z watka Zal wyczulem ze jej raczej nie chodzi o jej syna, ale o nia sama. Moglem sie mylic, chociaz nie sadze... Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: dobrze muvi, dać mu chivasa :) n/t 30.01.04, 23:54 > Z watka Zal wyczulem ze jej raczej nie chodzi o jej syna, ale o nia sama. Moglem sie > mylic, chociaz nie sadze... Byc moze, choc dokladnie identycznie postepuje jej maz. Bo niby dlaczego akurat teraz, po siedmiu latach, nabral przemozonej ochoty by chlopaka uswiadomic na okolicznosc brata? Odpowiedz Link Zgłoś
veerle Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:24 racja. kwestia kiedy, dzieci nie sa doroslymi, rozwijaja sie i na roznych etapach rozwoju trzeba im te prawde podawac w sposob dostosowany do ich mozliwosci. przeciez inaczej odpowiesz 4latkowi i 12latkowi na pytanie skad sie biora dzieci. co nie znaczy ze wczesniej klamiesz nie mowiac calej prawdy. podajesz te jej czesc ktora dziecko jest w stanie objac i to mu wystarcza. inaczej powiesz 3latkowi o rozstaniu rodzicow a inaczej 15latkowi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 00:27 dokładnie to od poczatku w sprawie tego 12-latka pisałam... trzeba mu to sprzedać, jak 12-latkowi - na jego rozum i poziom rozwoju emocjonalnego, a nie ze strachu łgać, że jest za wcześnie. Odpowiedz Link Zgłoś
cossa Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:33 trudno tu generalizowac bo wydaje mi sie, ze wiele zalezy od rodzicow otoczenia, w ktorym dziecko przezywa w "bolesnym tabu" wszystko byloby inaczej gdyby byl ustaloby pewien porzadek lepszym juz, moim zdaniem, jest odejscie ojca z domu do innej kobiety niz dzielenie go na dwa domy lepszym, niz lepienie ze skrawkow rodziny dla tego chlopca bo tatus bedzie raz tu raz tu bo brat ma mamusie, ktora kim jest dla chlopca? bo prawdziwa mama nie chce sie spotykac z jego bratem i dzielic jego radosci posiadania rodzenstwa (a moze powinna?) bo pojedzie na wakacje z tata, bratem (i moze mamusia brata) jesli dorosli tego nie poukladaja to chlopiec tego nie zrobi i to jest porypane prawda tak, ale nie za wszelka cene i nie w kazdej chwili przepraszam, ze ja tu u Ciebie w tym watku o innym no i troche nie na temat, ale wiem, ze mi wybaczysz ;)) pozdr.cossa Gość portalu: ryb napisał(a): > Cosso, najgorsza prawda jest lepsza niz najpiekniejsze klamstwo...szczegolnie > jak sie pozniej o tym dowiadujesz od osob trzecich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 00:19 Jakim to prawem można nie respektować prawa rodziców do własności swych dzieci? Wszystkie dzieci są Wasze? Wszystkie dzieci są niczyje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 00:28 Prawem??? Kodeks, paragraf??? I co jeszcze, moze powiesz ze wydalem tyle i tyle na syna i mnie sie on nalezy??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 00:30 > Prawem??? Kodeks, paragraf??? I co jeszcze, moze powiesz ze wydalem tyle i > tyle na syna i mnie sie on nalezy??? Pytam - dlaczego uważasz, że on mi się nie należy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 00:31 Bo się q-m ludzie nikomu nie należą!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:31 Dziecko nie jest niewolnikiem, nie jest cegla z ktorej zbudujesz sobie swoj wymarzony dom. Ten dom, jest Twoim domem. Dziecko jest Twoja szansa, na wychowanie dobrego czlowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 22:39 E tam zaraz niewolnictwo. Własność i szansa nie stoją w sprzeczności. Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:30 ten Twój mechanicyzm jest straszny. Dzieci są Twoje bo je sam zmontowałeś? A na przykład siła wyższa żadnego palca w tym nie umoczyła? A w czasie rozwodu na pół ciąć telewizor, łóżko i jedyne dziecko? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 00:34 Co wiesz o tej sile wyższej i jej udziale, może jej wskazówkach? Szkoda telewizora. Połowa nie będzie działać. To co robić w czasie rozwodu? Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:44 no dobra, siłę wyższą można pominąć jeśli się komuś nie podoba, można też pominąć siłę sugestii, dobry nastrój, dobre zdrowie w celu poczęcia ale co dalej z własnością? często pojęcie własności prowadzi do skrzynek i beczek po kapuście kiedy to Twoje prawo własności dziecka miałoby przestać działać? a w czasie rozwodu, no wiadomo, ten kto się lepiej do funkcji rodzica nadaje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 00:49 > kiedy to Twoje prawo własności dziecka miałoby przestać działać? Najpierw ustalmy czy w ogóle jest między nami zgoda co do tego prawa. > a w czasie rozwodu, no wiadomo, ten kto się lepiej do funkcji rodzica nadaje Oczywiście Ty będziesz o tym decydować, a z braku czasu wybrani przez Ciebie przedstawiciele (sąd) ? Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:55 nie ma z mojej strony zgody do żadnego prawa własności dziecka, ja tylko deliberuję o Twoim prawie co do wyrokowania o nadawaniu się na rodzica. Najczęściej jest to matka, ze szkodą dla wielu wspaniałych ojców. Jeśli dziecko jest względnie małe, do 10 rż, jest to głównie matka i cześć. Potem.. a kto ma wyrokować co do nadawania się do funkcji rodzica jeśli nie sąd? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 01:01 > nie ma z mojej strony zgody do żadnego prawa własności dziecka, ja tylko > deliberuję o Twoim prawie Trudno mi deliberować z despotami takimi jak Ty. do 10 > rż, jest to głównie matka i cześć Cześć. Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 01:23 despotami? dlaczego? właśnie na opak. Według mnie dziecko jest swoją własnością, a ja mam mu tylko pokazać jak ono ma tą swoją własność wykorzystać jezu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.magtel.net.pl 29.01.04, 22:42 > despotami? dlaczego? Wtrącasz się, zabraniasz, nakazujesz. > właśnie na opak. Według mnie dziecko jest swoją własnością, a ja mam mu tylko > pokazać jak ono ma tą swoją własność wykorzystać No to niech to dziecko przychodzi do Ciebie od czasu do czasu po nauki. A może też je karmić będziesz? > jezu maryjo Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 00:41 dzieci nikomu sie nie naleza. gdy matka ani ojciec nie dorastaja do roli bycia odpowiedzialnymi niech nie probuja wykrecac sie dzieckiem. przynajmniej za siebie niech biora odpowiedzialnosc a nie za wychowywanie dzieci, o ktorych nie maja pojecia. dobranoc bo naprawde juz pozno i serce boli ogladac to dalej dzieci was moga was nie chciec lacznie bulterier panie Boze chron mnie przed takimi rodzicami, az tak podla nie bylam ani moi przdkowie, zeby dzierzyc tak wileka kare za grzechy ............. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:50 Dobry tekst, podaba mi sie. Dobranoc :) Odpowiedz Link Zgłoś
jmx ku zastanowieniu 29.01.04, 01:00 To już kolejny wątek na temat sytuacji Zal i jej historii. Z dorosłymi tak jak z dziećmi - trzeba umiec przekazać prawdę w taki sposób by zechcieli jej wysłuchać i przyjąć. Jasne, ze wszytscy macie rację - trzeba było powiedzieć chłopcu prawdę. Zal popełniła błąd (chociaż tego tak do końca nikt z nas nie wie bo nie znamy całej sytuacji), że tak nie zrobiła. Ale efekt jest taki, że ona już sie tu nie pojawiła i pewnie nie pojawi, znowu jest sama ze swoim problemem. Powie ktoś - nie mogła oczekiwać głaskania ani kłamstw. Jednak ja wolę rozmawiać z kimś niż przedstawiać "prawdę" w przestrzeń. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: ku zastanowieniu IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 01:39 Mnie nie tylko o klamstwa czy prawde chodzi. Raczej o przynaleznosc i interpretacje tego. Tak dla przykladu: Sad i sprawa o rozwod: Alimenty, prosze przyznac jak najwieksze, przeciez to JEGO dziecko. Wizyty: Zaraz, chwileczke, po co on chce MOJE dziecko tak czesto widziec... Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: ku zastanowieniu 29.01.04, 01:53 To nie było osobiście do Ciebie tylko bardziej ogólnie. Interpretacja przynależności - myślę, że im gorzej układało się między rodzicami tym trudniej o prawidłową interpretację i poprawne stosunki bo jedno z rodziców może czuć się zagrożone więzami dziecka z drugim rodzicem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: ku zastanowieniu IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 02:04 jmx, nic nie traktuje osobiscie :))) zreszta nigdy nic takiego mi sie nie zdarzylo i mam nadzieje ze nie zdarzy:) A dlaczego czuja sie zagrozeni? Zazdrosc, albo moze za duzo chca dla siebie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb czy ja dzisiaj agresywnie pisze? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.01.04, 02:07 Fakt ze mialem "wspanialy" dzien:( ale nie powinno to wplynac na moje teksty na forum. A moze jednak? Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: czy ja dzisiaj agresywnie pisze? 29.01.04, 02:31 Gość portalu: ryb napisał(a): > Fakt ze mialem "wspanialy" dzien:( ale nie powinno to wplynac na moje teksty > na forum. A moze jednak? Nieee! :-))) Poczułam w Twoim głosie jakby nutkę pretensji ;-). Przeczytałam te watki i naprawdę współczuję tej kobiecie. Ma popaprane zycie (przynajmniej teraz), pewnie zdaje sobie sprawę z własnych win jakie popełniła (bo nikt nie jest ideałem) a teraz czyta te wszystkie recenzje na swój temat. Napewno jej to nie pomoże w odzyskaniu równowagi... obym się myliła jednak :-). O poczuciu zagrożenia (z poprzedniego postu): czasem jest to nadopiekuńczość, obawa przed utratą pozycji itp. ale z reguły ludzie mają dobre intencje i chcą dobrze tylko to czasem głupio realizują ;-). Rozwód najczęściej wiąże się z poczuciem krzywdy, rozżaleniem, utratą zaufania - jak komuś kto skrzywdził powierzać opiekę (nawet chwilową) nad najdroższą osobą - dzieckiem? Trzeba czasu by dotarło, że jeśli nawet współmałżonek skrzywdził to nie znaczy automatycznie, że skrzywdzi dziecko. Sprawy między rodzicami to jedno a między rodzicami a dziećmi to drugie. Ale to model idealny a ideałów, jak wiadomo, nie ma, więc każdy krąży gdzieś "pomiędzy". Ale się rozpisłam! Z niekorzyścią dla wszytskich ;-) Dobranoc :-) PS. Myślałam, że jesteś starszy... ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: czy ja dzisiaj agresywnie pisze? 29.01.04, 08:20 > Przeczytałam te watki i naprawdę współczuję tej kobiecie. Ma popaprane zycie > (przynajmniej teraz), pewnie zdaje sobie sprawę z własnych win jakie popełniła > (bo nikt nie jest ideałem) a teraz czyta te wszystkie recenzje na swój temat. > Napewno jej to nie pomoże w odzyskaniu równowagi... obym się myliła jednak :-). Tez mam nadzieje ze sie mylisz (zreszta ja tez, bo mam podobne wrazenia) :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka wczoraj (i dziś) pisałeś świetnie! :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 13:19 Poproszę częściej o taką demonstrację instynktu polemicznego :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
mahoney Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 01:01 jak to co to za glos dziwny , oburzony jestem bardzo , dzieci wlasnoscia rodzicvow nie sa , jakze to chyba po to je rodzimy a potem na nie lozymy zeby za nie decydowac , skad mialyby wiedziec jak myslec , swiat taki niedobry , no i zasada wazna place i wymagam , jakze to dziecko ma miec prawo glosu gdzie to zaprowadzi , a teraz najlepsze dziecko jest wlasnoscia moja swiadczy przeciez o tym najlepiej jego nazwisko ktore jesli sie nie myle jest takie samo jak moje :) Odpowiedz Link Zgłoś
yagnieszka Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 29.01.04, 03:11 Przeczytalam uczciwie wszystkie posty i w zasadzie nalezy sie cieszyc, ze wszyscy sie zgadzaja co do tego, ze "wlasnosc" nie jest odpowiednim slowem okreslajacym relacje miedzy rodzicami a dziecmi. Ja bym to pewnie nawet czasem i odwrocila - to ja jestem "wlasnoscia" mojego syna i mojej pasierbicy ;o) I juz bez zartow, to poczucie, ze mnie MAJA niezaleznie od czegokolwiek stanowi dla Nich najwieksze oparcie, jest punktem odniesienia, miejscem bezpiecznym i w sumie najwazniejszym. I ja sie na te role "niewolnicy" ;o) godze bez sprzeciwow - mam, co chcialam ;o) Tak wiec jesli juz w ogole uzywac slowa "wlasnosc" w kontekscie rodzicow i dzieci, to moj syn i moja pasierbica "maja mnie na wlasnosc" i do tego na zawsze :) I dobrze mi czuc, ze Oni to doceniaja. Nawet nie wiecie jak fajnie jest do Nich nalezec :) Mam dziwne podejrzenia, ze wiekszosc rodzicow zyje w takim "stanie zniewolenia" i ma sie calkiem dobrze ;o) Odpowiedz Link Zgłoś
unknown10 Re: cos w tym jest. 29.01.04, 04:07 yagnieszka co napisalas, bo i ja czuje, ze "jestem" dla moich dziewczynek a nie one dla mnie... a do tego one nazywaja mnie swoja najlepsza przyjaciolka, z ktora mozna sie i smiac, i plakac .... ale tego jak jest po drugiej stronie lustra nie wiedza ci ktorzy dzieci jeszcze nie maja... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maika7 Re: cos w tym jest. IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.04, 10:53 >ale tego jak jest po drugiej stronie lustra nie wiedza ci ktorzy >dzieci jeszcze nie maja... Głos tych "po drugiej stronie lustra", którzy jeszcze dzieci nie mają jest bardzo ważny w dyskusji o relacjach między rodzicami a dziećmi. Każdy z nas wynosi z domu bagaż doświadczeń z tym związanych i nie widzę powodu, dla którego głos rodzica miałby być ważniejszy od głosu nierodzica. M. Odpowiedz Link Zgłoś
unknown10 Re: do maiki7 29.01.04, 15:51 maika7, nie musisz sie oburzac, nie napisalam, ze glos nierodzica jest mniej wazny, lecz tylko tyle, ze opinie nierodzicow sa a priori.. pzdr Gość portalu: maika7 napisał(a): > > Głos tych "po drugiej stronie lustra", którzy jeszcze dzieci nie mają jest > bardzo ważny w dyskusji o relacjach między rodzicami a dziećmi. Każdy z nas > wynosi z domu bagaż doświadczeń z tym związanych i nie widzę powodu, dla > którego głos rodzica miałby być ważniejszy od głosu nierodzica. > M. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maika7 Re: do maiki7 IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.04, 21:43 Unknown10, nie oburzyłam się :-))) Tylko tak często słyszę w rozmowach argumenty typu: "ach, młoda jeszcze jesteś, to nie zrozumiesz", "co ty możesz wiedzieć o wychowywaniu dzieci, przecież nie masz dziecka", "o małżeństwie pogadamy jak bedziesz mężatką" itp, itd, że zareagowałam na Twoją "drugą stronę lustra". Niżej jmx też pisze o wartości porozumienia pomiędzy dzieciatymi i niedzieciatymi :-)) Czasem głos "teoretyka" jest ważniejszy od głosu praktyka - świeższy po prostu i z innego dystansu :-)))) A jeśli chodzi o dzieci i rodziców to podpisuję się pod tym, o czym piszecie: ryb, yagnieszka, Ty, kamfora i inni, którzy uważają, że dzieci są po prostu "swoje". I jeśli mówić o jakiejkolwiek "własności" to raczej rodzice są "własnością" dzieci. M. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inka_s Re: do maiki7 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.04, 13:16 Gość portalu: maika7 napisał(a): > Unknown10, nie oburzyłam się :-))) Tylko tak często słyszę w rozmowach > argumenty typu: "ach, młoda jeszcze jesteś, to nie zrozumiesz", "co ty możesz > wiedzieć o wychowywaniu dzieci, przecież nie masz dziecka", "o małżeństwie > pogadamy jak bedziesz mężatką" itp, itd, że zareagowałam na Twoją "drugą > stronę lustra". > Niżej jmx też pisze o wartości porozumienia pomiędzy dzieciatymi i > niedzieciatymi :-)) > Czasem głos "teoretyka" jest ważniejszy od głosu praktyka - świeższy po > prostu i z innego dystansu :-)))) :o) Wiesz dlaczego dzieciaci tak mówią? Oni tez byli dziećmi, a potem byli niedzieciatymi dorosłymi, którzy mieli swoje teorie, świeże spojrzenia i inny dystans. A potem zostali dzieciatymi i okazało się, że ich świeże spojrzenia, dystans i teorie (jak i teorie z podręczników, poradników, znajomych itd.) to jedno - a praktyka życia codziennego jakoś nie chce sie do dawnych teorii dostosowac. :o) To trochę tak gdy ciężarna kobieta myśli sobie "ach, jak juz się urodzi, będzie takie słodkie, ono będzie spało, grzecznie ssało, nie będzie płakać bo je zawsze utulę". A dziecko zamiast spać 20 godzin na dobę - przez tyleż godzin płytko drzemie budząc się od byle szelestu, ssanie nie wychodzi jak powinno, tulenie i kołysanie nie zawsze pomaga na płacz... Nie ma czasu na sen, obiad jedzony w 4 ratach, szybki prysznic kończy sie jeszcze szybciej bo dziecko juz krzyczy. :o) Nie, nie straszę, wspominam moją starsza córkę. Teoria. :o) Za to na pociechę po kilku latach druga - niewiarygodnie spokojna. Obie kochane. Obie tak samo wychowywane - i kompletnie różne. Gdy teoretycy przechodzą do praktyki, często musza przyznać, że sie mylili. :o) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maika7 Do inki_s IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.04, 13:47 Inko, nie neguję, że teoria czasem mija się z praktyką. Neguję wartość argumentu "nie doświadczyłaś - nie gadaj". Praktyka tez niesie bardzo różne doświadczenia - jak sama doświadczyłaś :-)). M. Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora metody 29.01.04, 07:11 yagnieszka napisała: > w zasadzie nalezy sie cieszyc, ze > wszyscy sie zgadzaja co do tego, ze "wlasnosc" nie jest odpowiednim slowem > okreslajacym relacje miedzy rodzicami a dziecmi. Ja bym to pewnie nawet czasem > i odwrocila - to ja jestem "wlasnoscia" mojego syna i mojej pasierbicy ;o) Chciałam jeszcze dodać, że najlepsze metody to takie, które przynoszą zamierzone efekty. Najlepszymi więc metodami wychowawczymi są nie takie, które budzą aplauz młodych ludzi - ale takie, których efektem jest człowiek, który po skończeniu 18 lat, po skończeniu nauki w szkole, po osiągnięciu niezależności finansowej - w dalszym ciągu ma ochotę spotykać rodziców. MA OCHOTĘ - to nie znaczy to samo, co poczuwa się do obowiązku/ma nadzieję na spadek czy cośtam. W związku z powyższym, zamiast wymyślać z sufitu wspaniałe metody wychowawcze w przekonaniu, że "ja wam pokażę, jak należy wychowywać dziecko" - raczej wypadałoby rozejrzeć się wokół i poobserwować/podpytać ludzi, którym wychowanie się udało. Popytać ludzi, których uważamy za "dobrze wychowanych" - (i nie chodzi tu o maniery). To przecież nie jest tak, że jednym "trafia się" super egzemplarz noworodka, który bez żadnych problemów i udziału rodziców wyrasta na porządnego człowieka, a innym jakiś "wybrakowany". Aha - i nie myślcie, że WY na pewno nie staniecie przed jakimś problemem. W każdej chwili w procesie wychowania może się zdarzyć coś, czego nie spodziewaliście się w najgorszych snach. Dziecko, cokolwiek by zrobiło - ma prawo do miłości rodzica. Bezwarunkowej. Tylko wtedy jest w stanie wygrzebać się z tego, w co wpadło. Odpowiedz Link Zgłoś
malvvina Re: metody 29.01.04, 08:34 a ze dziecko nie krowa medody "hodowlane" nie podzialaja - u sasiadow podzialaly bo oni byli tacy jacy byli i ich dzieciak tez. Ludzie maja OSOBOWOSCI. > W związku z powyższym, zamiast wymyślać z sufitu wspaniałe metody wychowawcze > w przekonaniu, że "ja wam pokażę, jak należy wychowywać dziecko" - raczej > wypadałoby rozejrzeć się wokół i poobserwować/podpytać ludzi, którym wychowanie > się udało. Popytać ludzi, których uważamy za "dobrze wychowanych" - (i nie > chodzi tu o maniery). To przecież nie jest tak, że jednym "trafia się" super > egzemplarz noworodka, który bez żadnych problemów i udziału rodziców wyrasta na > porządnego człowieka, a innym jakiś "wybrakowany". > > Aha - i nie myślcie, że WY na pewno nie staniecie przed jakimś problemem. > W każdej chwili w procesie wychowania może się zdarzyć coś, czego nie > spodziewaliście się w najgorszych snach. Dziecko, cokolwiek by zrobiło - ma > prawo do miłości rodzica. Bezwarunkowej. Tylko wtedy jest w stanie wygrzebać > się z tego, w co wpadło. > Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora Re: metody 29.01.04, 19:58 malvvina napisała: > a ze dziecko nie krowa medody "hodowlane" nie podzialaja - u sasiadow > podzialaly bo oni byli tacy jacy byli i ich dzieciak tez. Ludzie maja > OSOBOWOSCI. Czy chcesz przez to powiedzieć, że rodzimy się już z gotową osobowością? Że nie można jej kształtować? (ani łamać?) To co to właściwie jest ta osobowość? Odpowiedz Link Zgłoś
malvvina Re: metody 29.01.04, 20:22 chce przez to powiedziec ze twoje dziecko w twojej rodzinie to nie moje w mojej Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora Re: metody 29.01.04, 20:26 malvvina napisała: > chce przez to powiedziec ze twoje dziecko w twojej rodzinie to nie moje w > mojej Etam - toż my siostry, więc rodzina ta sama ;-) (i leć już, a nie dopisuj!:-)) Odpowiedz Link Zgłoś
malvvina cmok n/t i O/F 29.01.04, 20:32 kamfora napisała: > malvvina napisała: > > > chce przez to powiedziec ze twoje dziecko w twojej rodzinie to nie moje w > > mojej > > Etam - toż my siostry, więc rodzina ta sama ;-) > (i leć już, a nie dopisuj!:-)) > Odpowiedz Link Zgłoś
otryt Bez znieczulenia 29.01.04, 09:42 Nasza dyskusja przypomniała mi wspaniałą scenę z filmu „Bez znieczulenia”. Rolę rozwodzącego się małżeństwa grali Zbigniew Zapasiewicz i Ewa Dałkowska. To kulturalni ludzie, chcą załatwić to szybko i bezboleśnie, bez scen, na poziomie. Nie wyszło im Trudno. Mają dwie małe córeczki :Oleńkę(!) i Gabcię, chcą im oszczędzić trudnych chwil. Rolę adwokata Ewy grał Jerzy Stuhr. Namawia swoją klientkę do złożenia fałszywych zeznań i opowiedzenia w sądzie o zdradzie, której nie było, aby szybko uzyskać rozwód. Do dziś pamiętam scenę, w której sędzina pyta Zapasiewicza, co on na to? A on bez słowa, w bolesnym geście na usłyszane kłamstwo wyszedł z sali wbrew upomnieniom sędziny. Zapasiewicz w chwilę później ginie w wypadku(?)A może to samobójstwo? Oczywiście, powie ktoś, że to fikcja literacka. Ja jednak wierzę mistrzowi Wajdzie i Agnieszce Holland twórcom scenariusza, że pokazali jakąś prawdę o życiu. Do tego wspaniały, jak zawsze Zapasiewicz . Uważam, że niemożliwe są bezbolesne rozwody, a dzieci zawsze płacą najwyższą cenę za błędy i lekkomyslność rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
aiszka4 Re: Bez znieczulenia 29.01.04, 10:58 > Uważam, że niemożliwe są bezbolesne rozwody, a dzieci zawsze płacą najwyższą > cenę za błędy i lekkomyslność rodziców. A ja to wiem - z autopsji:(( Yagnieszka, Kamfora, Inka, Procesorka - jesteście świetnymi mamami :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Richelieu* Re: Bez znieczulenia IP: 213.77.25.* 29.01.04, 13:39 co do rozwodów, sęk tym, że małe dziecko poczuje brak taty czy mamy, większe dziecko odetchnie z ulgą, że katorga się skończyła. Bez żadnego bólu. No, oczywiście jeśli rozwód jest z przyczyn innych niż po prostu zakochanie się rodzica i jego chętka na siną dal. Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora Re: Bez znieczulenia 29.01.04, 23:20 Gość portalu: Richelieu* napisał(a): > No, > oczywiście jeśli rozwód jest z przyczyn innych niż po prostu zakochanie się > rodzica i jego chętka na siną dal. Jest tak, jak mówisz...najtrudniejsze dla dzieci są rozwody "skądinąd uczciwych ludzi". W przypadku tatusia - pijaka czy awanturnika dużo łatwiej jest wytłumaczyć dziecku, dlaczego mamusia "musiała" się rozstać. W innym przypadku - bardzo łatwo o zawalenie się świata wartości młodego człowieka. (Szczególnie w szkole widać, jak nagle dziecko przeistacza się w cynika). No nic - nikt za nikogo życia nie przeżyje, każdy sam musi. Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci 29.01.04, 16:35 Da się tu zauważyć pewną rozbieżność, która chyba jest nie do przekroczenia - głos "rodziców" tzn. osób które już sami mają dzieci i głos "dzieci" tzn. tych którzy dzieci własnych nie mają ale pamiętają doświadczenia z własnymi rodzicami. No i okazało się, że te dwa doświadczenia są nie do pogodzenia, między nimi jest przepaść. A szkoda, bo jedni od drugich mogliby wiele skorzystać. Błędów nie sposób uniknąć - rzecz w tym by umieć, starać się sobie z nimi radzić. I wydaje mi się, że Malwina czy Ryb są równie świetnymi rodzicami co Procesor, Inka czy Yagnieszka ;-))). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aiszka4 ale gafa IP: *.wmid.amu.edu.pl 29.01.04, 17:00 oczywiście, Malwina:) sorki, że nie wymieniłam Jej w tym uznawanym przeze mnie gronie autorytetów, jak wiele innych mam, które są prawdziwymi przyjaciółkami swoich dzieci:)) ale, wybacz jmx, o ryb'ie nie jestem w stanie powiedzieć, że jest świetną mamą ;) Odpowiedz Link Zgłoś
agresja4 Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... 30.01.04, 23:56 Skąd Ci, na miłość boską, przyszło takie pytanie. Masz problem? Z sobą czy ze swoimi dziećmi? Napisz - odpowiem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryb Re: Czyja wlasnoscia sa dzieci... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.02.04, 22:21 Zona mnie nie rozumie. Borykalem sie z tym problemem przez kilka ladnych lat. W koncu sam zrozumialem, ze tak wlasciwie jest lepiej :))) Odpowiedz Link Zgłoś