Dodaj do ulubionych

czy terapia ma sens jesli nie lubi sie

13.12.09, 21:46
swojego terapeuty?
jak myslicie??
czy jest osoba na forum ktora uszczeszcza na terapie mimo ze nie lubi swojego
terapeuty ?


Obserwuj wątek
    • nieadekwatna Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 14.12.09, 09:21
      Ma sens, jeśli jesteś się w stanie zmusić do pracy z tym nielubianym terapeutą.
      Ja chodzę na terapię do terapeutki, której nie lubię. Tzn. gdybym ją spotkała w życiu prywatnym, nie byłaby osobą, z którą chciałabym się zaprzyjaźnić. Mimo tego pracujemy już dwa lata (terapia psychodynamiczna) i efekty widzę.
      W tego typu sytuacji ważne jest, aby z terapeutą omówić uczucia, jakie w Tobie budzi; w mojej terapii ten temat pojawiał się wielokrotnie i mam to nieźle przepracowane.
      Jeśli natomiast chodzi o lubienie/nielubienie terapeuty - tu bardzo utkwił mi w pamięci fragment z mojej "biblii" czyli Aleksandrowicza "Psychoterapia, poradnik dla pacjenta". Mianowicie prof. Aleksandrowicz pisze, że jeśli terapeuta budzi w pacjencie negatywne uczucia, to należy się zastanowić, czy ten terapeuta będzie zły dla mnie czy dla mojego zaburzenia. I tu trafił w sedno.
      W początkach naszej pracy próbowałam nawet szukać kogoś innego, spotkałam się z 2 innymi terapeutami. Dlaczego zostałam? Bo tylko ta terapeutka była dla mnie wyzwaniem. Nie wspominając o tym, że żywię bardzo głęboki szacunek wobec jej profesjonalizmu.

      A w jakim nurcie pracuje Twój terapeuta?
      • lukmic Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 14.12.09, 13:15
        nieadekwatna napisała:

        > Ma sens, jeśli jesteś się w stanie zmusić do pracy z tym nielubianym terapeutą.
        > Ja chodzę na terapię do terapeutki, której nie lubię. Tzn. gdybym ją spotkała w
        > życiu prywatnym, nie byłaby osobą, z którą chciałabym się zaprzyjaźnić. Mimo t
        > ego pracujemy już dwa lata (terapia psychodynamiczna) i efekty widzę.
        > W tego typu sytuacji ważne jest, aby z terapeutą omówić uczucia, jakie w Tobie
        > budzi; w mojej terapii ten temat pojawiał się wielokrotnie i mam to nieźle prze
        > pracowane.
        > Jeśli natomiast chodzi o lubienie/nielubienie terapeuty - tu bardzo utkwił mi w
        > pamięci fragment z mojej "biblii" czyli Aleksandrowicza "Psychoterapia, poradn
        > ik dla pacjenta". Mianowicie prof. Aleksandrowicz pisze, że jeśli terapeuta bud
        > zi w pacjencie negatywne uczucia, to należy się zastanowić, czy ten terapeuta b
        > ędzie zły dla mnie czy dla mojego zaburzenia. I tu trafił w sedno.
        > W początkach naszej pracy próbowałam nawet szukać kogoś innego, spotkałam się z
        > 2 innymi terapeutami. Dlaczego zostałam? Bo tylko ta terapeutka była dla mnie
        > wyzwaniem. Nie wspominając o tym, że żywię bardzo głęboki szacunek wobec jej pr
        > ofesjonalizmu.
        >
        > A w jakim nurcie pracuje Twój terapeuta?
        Nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam. :-)))))
      • s.p.7 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 14.12.09, 13:39
        sadze ze między wiekrzoscą "teraputów" a terapeutyzowanych panuja prota symbioza
        polegajaca na iliuzji tego ze cos się zmienia i poprawia.
        Jesli chodzi o kobiety to 90% z nich jedynie czego chce to emocjonalne wsparcie,
        oraz rodzaj "wspolzrozumienia" ktore pozwolilo by zaakceptowac jstan jako
        bezzsesnowny ale i bez wyjscią

        Symbioza polega na tym ze pacjent zachwuje iluzje ze coś z sobą robi, ze idzie w
        dobrym kierunku, ze sie naprawia i zmienia,
        a terapeuta ma zyciowego inwalide z tym samym problemem ktorego zrodlo nie
        zostaje rozwiązane na wiele lat, pacjen t ma ochote przychodzic, a terapia moze
        trwac w nieskonczonosc.
        PAcjent czuje sie dobrze, poniewaz zazwyczaj to mu wystarcza mimo ze caly czas
        nosi w sobie wady z ktorm isie zglosil z tym ze zwyczajnie lepiej sie czuje z
        nimi i z samym sobą.
        Tak jest czesto w USA,
        czy nawet sam dostrzeglem ze sa ludzie ktorzy z "terapeutyzowania" robiąd
        oktrynę samą w sobie z ktorej nigdy nic nie przychodzi z wyjatkiem pewnych
        emocjonalnych wyobrazeń.


        90% to i tak praca samemu nad sobą
        • factory2 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 15.12.09, 12:10
          Istnieją narzędzia statystyczne, za pomocą których można wykazać, czy i jak
          efektywna jest dana metoda terapeutyczna. I takie analizy się, może Cię zdziwię,
          od lat wykonuje - wystarczy sięgnąć do tzw. literatury przedmiotu.
          A psychoanaliza nie jest metodą terapeutyczną, tylko zwykłą szarlatanerią.
    • klosowski333 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 14.12.09, 14:38
      Psychologia jest w powijakach, na tym etapie znajomosci mechanizmow dzialania
      ludzkiego mozgu psychologia i wszystkie jej odmiany sa w zasadzie znachorstwem.
      Niczym wiecej. Zgadzam sie wiec z przedmowca, ktory mowi o "iluzji".

      W znaczeniu potocznym "psychologiem" moze byc kazdy kto umie sluchac, jest
      inteligentny, obdarzony darem empatii, checia pomocy, dosc dobrze zna "pacjenta"
      etc.

      W przypadku psychologow zawodowych motywem przewodnim sa pieniadze. Psycholog
      lubi wyglaszac madrosci w rodzaju - wykonuje prace taka jak kazda inna, to ty
      sobie musisz pomoc, ja za nic odpowiedzialnosci nie biore, moge cie tylko
      nakierowac.
      Jest to kwintesencja postawy psychologa zawodowego.

      Moze sie jednak zdarzyc caly splot okolicznosci, ktory uczyni terapie sensowna i
      skuteczna. Czynnikiem decydujacym jest wlasnie "iluzja" oraz wiara w madrosc
      psychologa i wspolczesnej psychologii, oraz w tzw postepy terapii.
      Naiwnosc i pewna infantylnosc oraz kompletny brak krytycyzmu predystynuja wiec
      "pacjenta" do angazowania sie w czesto wieloletnie relacje z tzw psychologami
      zawodowymi.

      Ostatnio troche dla zartu, po latach przerwy znowu poszedlem do psychologa.
      Analizowalem jego zachowanie bardziej niz on moje. Generalnie jak wiekszosc
      ludzi z tej profesji mial wszystko w dupie, za to bardzo spodobaly mu sie moje
      pieniadze. Nie chcial mi w niczym pomoc, rzucic jakiejs dobrej rady, cokolwiek
      zasugerowac, cala rozmowa nakierowana byla na przekonanie mnie, ze warto wydac
      wiecej pieniedzy i wiecej. Mniej lub bardziej umiejetnie dawkowal mi swoje
      madrosci, starajac sie je rownomiernie rozlozyc na ewentualne nastepne
      spotkania. Godzina kompletnie pozbawiona sensu, ale tez nieco groteskowa. Te
      szabloniki, schematyczny, wyuczony sposob myslenia, proba szufladkowania
      wszystkiego mimo powierzchownej znajomosci moich "problemow", to byl standardzik
      jazzowy, cos co troche bardziej analitycznie myslacy czlowiek wychwyci w
      zachowaniach psychologow zawodowych momentalnie.

      Mowi sie, ze zadna praca nie hanbi. Coz. Psychologowie czesto szkodza ludziom,
      ale nigdy nie chca brac za to odpowiedzialnosci. Ja mam prosta zyciowa zasade -
      nie ma litosci dla sku...synow. Wiadomo, ze wiekszosc psychologow to ludzie z
      powaznymi problemami, zaburzeniami, czesto niezrownowazeni psychicznie,
      pozbawieni dystansu do samych siebie, nieznoszacy krytyki, zakompleksieni,
      dowartosciowujacy sie poprzez awans spoleczny i materialny, chwalacy sie
      dyplomami, nowymi samochodami, domami, podatni na rozne ludzkie slabosci. Ale
      czy tacy ludzie sa kompetentni do tego by zajmowac sie problemami innych ludzi i
      jeszcze brac za to duze pieniadze?

      Ten moj pozal sie Boze psycholog, pierwsze 10 minut poswiecil na oprowadzanie
      mnie po swoim gabinecie i pokazywanie mi wiszacych na scianie dyplomow. Na reku
      mial drogi zegarek, byl elegancko ubrany, gejowaty wyglad, podżelowane wlosy -
      gdy pod koniec rozmowy prowokacyjnie skrytykowalem muzyke, ktora saczyla sie w
      poczekalni, irytujacy wystroj wnetrza i jego kolorystyke, oraz zwrocilem uwage
      na fakt, ze dwa razy pomylil moje imie, mimo, ze mial je zapisane na kartce, to
      gosc spurpurowial, zaczal sie trzasc, z trudem powstrzymal sie od nawrzeszczenia
      na mnie. Jak dziecko. Zenujace, ale tacy wlasnie sa w wiekszosci psychologowie.
      • s.p.7 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 14.12.09, 15:42
        sadze ze zawód psychoterapeuty jest dośc szczegolny,
        nie wymaga on tylko wiedzy lecz sporej dawki kreatownosci i umiejętnosci
        myslenia i analizy

        to jak z zawodem detektywa.

        nie mozna sie tego nauczyc, mozna posiasc jakąś schematyczną wiedzę kilka regół
        i dobrych rad ale w wikrzosci to inwencja dochodzenia, myslenia analitycznego i
        dedukcyjnego

        aktualnie jest wiele zwyklych dziewczyn po psychologi, maja mgr. jakas tam
        specjalizacji i w zasadzie zero kompetencji
        Wiekrzosc i tak balowala na studiach, lub maial porblemy sama ze sobą


        "Moze sie jednak zdarzyc caly splot okolicznosci, ktory uczyni terapie sensowna i
        skuteczna. Czynnikiem decydujacym jest wlasnie "iluzja" oraz wiara w madrosc
        psychologa i wspolczesnej psychologii, oraz w tzw postepy terapii.
        Naiwnosc i pewna infantylnosc oraz kompletny brak krytycyzmu predystynuja wiec
        "pacjenta" do angazowania sie w czesto wieloletnie relacje z tzw psychologami
        zawodowymi. "

        Msyle ze bardzo podobnie jest z wielo ma zawodoami, szczytem głupoty jest
        instytucja rozdwania prostych zwiazkow chemicznych produkowanych w fabrykach za
        ogromne pieniądze.
        To wszystko polega w zaadzie na wierze i zaufaniu w tzw skutecznosc i "możgowe
        konotacje" objawow

        Ale psycholodzy, psychoanalitycy i psychoterapeuci musza jakos zarabiac na chleb,
        Dlatego bnronia się iluzjami kompetencji, profesjonalizmu, skutecznosci,
        opierajace sie w zasadzie na pustym dyplomowaniu

        Mądry przyjaciel ze sporą inteligencja emocjonalna jest w stanie zdialac 10 razy
        wiecej niz dyplomowany psychoterapeuta

        Wielu ludzi jasno to widzi.
        Dlatego zacznąsie wkrótce tworzyc cos w rodzaju "cechów zawodowych"
        rozadajacych KONCESJE na mozliwosc przeprowadzania psychoterapi, psychoanalizy
        tak by nikt im chleba nie zabierał.

        Podobnie jest z prawnikami, - to prawnicy decyduja kto moze korzystac z prostej
        wiedzy a kto nie, dostaje koncesje po znajomici - moze zakladac kancelarie - ie
        ma konaktoe- nigdy nei dostanie
        w ten sposob prawnicy sami sobie odcinaja konkurencje poprzez ograniczone
        rozdawnictwo koncesji
      • factory2 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 15.12.09, 12:08
        Statystyka to też znachorstwo? Efektywność terapii, mierzona empirycznie (nie
        odczuciami, intuicją, jak ma to miejsce w psychoanalizie) z wykorzystaniem
        narzędzi statystycznych - czym jest, według Ciebie?
        Mylisz psychologa z psychoterapeutą.
        Jak w każdym zawodzie - są marni, średni i wybitni
        psychologowie/psychoterapeuci. Najwięcej jest, zgodnie z rozkładem normalnym,
        tych średnich.
        A psycholog-naukowiec kim jest, według Ciebie - szarlatanem, czy znachorem?
        • klosowski333 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 16.12.09, 20:18
          Co to znaczy "naukowiec"? Nie przekraczajmy granic absurdu. Liczy sie wiedza a
          jaka wiedze maja wspolczesni psychologowie? Niemal zadna. Bladza po omacku. Sami
          przyznaja, ze stopien zrozumienia funkcjonowania mechanizmow ludzkiego mozgu
          jest znikomy. Jeszcze gorzej jest ze stopniem zrozumienia zaleznosci ludzkich
          zachowan, postaw, mysli, emocji, pogladow w korelacji z aktywnoscia mozgowa oraz
          ze wszelkimi uwarunkowaniami, zarowno genetycznymi, jak i spolecznymi, czy
          kulturowymi. Psycholog nie wie zgola NIC, zaokraglajac oczywiscie. Operuje tylko
          pewnymi zalozeniami, ktore ocieraja sie zaledwie o hipotezy. Psycholog w sensie
          wlasnie naukowym jest zbyt malo kompetentny do zestawienia i przeanalizowania
          niezliczonej ilosci danych dotyczacych TYLKO jednego czlowieka i jego zachowan,
          a co dopiero mowic o opracowaniu jakichs "metod", "technik" czy "terapii".
          Nazywanie psychologii na tym etapie wiedzy o ludzkim mozgu "nauka" jest skrajnym
          naduzyciem. To tak jakby stwierdzic, ze Grzegorz Lato jest naukowcem, ekspertem
          od pilki noznej.
          Nie obrazajmy prawdziwych naukowcow. Liczy sie wiedza, ugruntowana,
          doswiadczalnie i empirycznie potwierdzona, powtarzalna w warunkach
          laboratoryjnych. Ktos powie, ze mozg ludzki to nie fizyka czy chemia. Bzdura.
          Wszystkoe w tym wszechswiecie opiera sie na pewnych prawach, ktore dla nas
          oczywiscie sa w wiekszosci niezglebione, co nie znaczy, ze nie istnieja.
          Niebywala zlozonosc ludzkiego mozgu na tym etapie dociekan naukowych lub
          pseudonaukowych czyli psychologicznych na dzien dzisiejszy ogranicza nasze pole
          manewru. Wierze, ze bedziemy czynic postepy, ale w swiecie AD2009 nazywanie
          psychologow naukowcami jest czysta bezczelnoscia.


          • factory2 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 16.12.09, 22:57
            Przekroczyłeś granice absurdu. Jesteś laikiem, dokonujesz nieuprawnionych
            uogolnień, masz problemy z opanowaniem znaczenia podstawowych pojęć z dziedziny
            psychologii, wielu, tych na średnim poziomie zaawansowania w ogole nie
            pojmujesz, jesteś skrajnie sztywny poznawczo i do tego autorytarny w swych sądach.
            Bełkot, ergo: adieu.
            • klosowski333 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 17.12.09, 01:24
              Boze, epitety w dyskusji nt psychologow. I to nie jeden, ale cala seria,
              wystrzelona w eksplozji chorych, niekontrolowanych emocji. Jestes psychologiem z
              wyksztalcenia? Chyba czas udac sie do supervisora, jak sadzisz? A jezeli nie
              jestes pcychologiem, to moze czas jakiegos znalezc i opowiedziec mu jak dziala
              na Ciebie forum internetowe i dyskusje na nim prowadzone?
              Do takich ja Ty mowi sie - "lecz sie". Ale to Ty podejmujesz decyzje czy cos ze
              soba zrobisz, czy sobie pomozesz. Skoro doswiadczasz napadow agresji podczas
              dyskusji, to chyba nie do konca jest z Toba wszystko w porzadku. Sam zreszta o
              tym najlepiej wiesz, kolego Factory2.

          • mizuage1 Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 30.06.13, 12:08
            Myślę, że nie odróżniasz psychologii, psychoterapii i neuronauki, a wygłaszasz bardzo zdecydowane poglądy.
            Psychologia to nie neuronauka o funkcjonowaniu mózgu!
            Psychologia należy do grupy nauk społecznych, a nie biologicznych!
            Chociaż są na niej zajęcia też z neuronauki.
            Poznanie (lepsze niż dzisiaj) biologii mózgu nie pozwoli na zrozumienie mechanizmów psychicznych człowieka, to coś innego, może to jedynie ułatwić.
            Psychologia jest nauką interdyscyplinarną.
            Jeśli myślisz, że nie ma dowód naukowych na skuteczność psychoterapii to więcej czytaj.
            W USA firmy chociażby ubezpieczeniowe badają skuteczność terapii i określają jakie metody uznają i w jakim wymiarze są potrzebne sesje w konkretnym zaburzeniu.
            Sorry, ale szkoda mi więcej czasu na pisanie tego posta, bo wydajesz się bardzo doktrynerską i zamkniętą osobą.

    • maya_w A co to znaczy nie lubic? 14.12.09, 16:04
      W jakim sensie nie lubic, za co? Fakt nie lubienia kogos jest
      czystym sygnalem z pokladow podswiadomosci,ze ta osoba moze nas np.
      zawiesc, oszukac, sprawic przykrosc, nie dac tego czego oczekujemy
      itp. Sa to rzeczy, ktorych nie nalezy lekcewazyc. Czlowiek ma cos
      takiego jak intuicja. Jedni maja lepsza, inni gorzej rozwinieta.
      Bardzo wiele osob nauczylo sie sluchac swojej intuicji, na zlych
      przykladach kiedy to spotkal ich zawod od wlasnie takich osob,do
      ktorych nie czuly sympatii.Jezeli mozesz to zmien terapeute. Po co
      sie torturowac psychicznie, z kims z kim sie zle czujesz, bo tak
      rozumiem twoje nielubienie.

      Terapie powinna byla byc, z kims do kogo ma sie zaufanie i jest cos
      za cos te osoby lubimy i cenimy oraz swobodnie bez obaw sie
      komunikujemy. Wtedy kiedy kogos nie lubisz nie ma klarownej
      komunikacji, nie odpowiadasz szczerze i swobodnie o sobie i swoim
      zyciu, problemach. A wlaczasz mechanizm samobrony, ktory w terapii
      przeszkadza przerobic pewne aspekty twojego zycia.
    • adamu2000pl Re: czy terapia ma sens jesli nie lubi sie 15.12.09, 02:44
      być może jest, ale lubić -nie lubić, to nie jest do końca to kryterium, które
      decyduje o powodzeniu terapii wg mnie, ważna jest sympatia do osoby z która
      rozmawia się o dość drażliwych tematach ale to ważniejsza jest relacja oparta na
      zaufaniu, bezpieczeństwie, wtedy terapia powinna iść do przodu, a to czy się
      lubi?, to chyba czynnik wtórny, bo można go lubić, ale to będzie takie jak to
      ktoś powiedział "jedzenie sobie z dziubków" ...

      • agatlaska Re: Nie lubilam swojej terapeutki a teraz 16.12.09, 09:20
        tez wydaje mi sie ze bez sensu chodzic do terapauty ktorego sie nie lubi. Musze
        szukac dalej. Jesli nie znajde bede skazana na te babe.


        jukalive napisała:

        > ja lubię - czasami ;)

        Twoja terapeutka o tym wie? wogole jak to jest chodzic pare lat do osoby ktorej
        sie nie lubi , i mowic jej o wszystkim co nas boli?
        • jukalive Re: Nie lubilam swojej terapeutki a teraz 16.12.09, 17:05
          Sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy jesteś w stanie pracować z tą
          konkretna osobą. Jeżeli stwierdzisz, że zdecydowanie nie, to przecież nikt Cie
          nie zmusza. Jest wielu terapeutów, skąd pomysł, że masz chodzić akurat do niej?
          Zanim jednak podejmiesz decyzję może powiedz jej o tych uczuciach, tym silnym
          negatywnym wrażeniu, jakie na Tobie wywarła. Rozmowa, która się z tego rozwinie
          na pewno da Ci sporo argumentów, które ułatwią decyzję.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka