Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej...

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.04, 23:34
Potrzebuję pomocy/wsparcia w problemach wychowawczych z 17-latkiem. Zdaję
sobie sprawę, że to forum dotyczy głównie problemów ludzi dorosłych, ale
może ktoś uzna, że może pomóc/podzielić się swymi doświadczeniami-będę
wdzięczny za każdy post "dobrej woli".

Krótko przedstawię sytuację:
Chłopak nie przejawia chęci do nauki. Temat stary jak świat i dotyka zapewne
większości młodych ludzi w tym wieku. Problem w tym, że jego postawa, styl
życia, wyznawane wartości i zasady (a może ich brak) są destruktywna dla
niego i naszej rodziny. Właśnie wyrzucono go po raz drugi w połowie 1 klasy
szkoły średniej. Oczywiście można powiedzieć, że nie wszyscy musza mieć
wykształcenie, że ktoś musi zamiatac ulice i nosić cegły na budowie, ale czy
to stwierdzenie zwalnia z podejmowania prób zmiany jego najbliższych losów,
a zapewne i całego życia? Czy hasło tolerancji dla wyboru drogi życiowej i
zasada puszczania młodych ludzi na szerokie wody, aby poznali zycie i mogli
świadomie wybierać mają swoje granice? Czy są wartości, o które powinno się
walczyć w rodzinie "do upadłego"? Czy argumentem za życzliwą biernością i
postawą wyczekującego "trwania obok" jest fakt, że inni mają gorzej, że do
dna mamy jeszcze tak daleko, że zawsze może coś się w nim obudzi zanim nie
będzie ZA PÓŹNO?

Jeśli uważacie, że powninniśmy udać się do profesjonalnego terapeuty, to
chciałbym poznać opinie tych, którzy z takiej pomocy korzystali.

A może inne forum.. ?

Jeśli dobrze trafiłem podam bliższe informacje, jesli będą potrzebne.


Pozdrawiam i liczę na pomoc -

Jerzy





    • witch-witch Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 31.01.04, 23:39
      To co opisujesz to powazny kryzys w rodzinie i profesjonalista ale taki dobry
      moze w nie jednym pomoc.Z tego w czym ja sie orientuje - to cala rodzina jest
      zaangazowana w terapi,naprawde polecam i to szybko.
      • Gość: Ethlinn Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.04, 09:50
        Ja wiem kto to Włochaty;-)))
        Pomysł z terapią jest pewnie bardzo dobry, ale może mieć jedną wadę - chłopak
        może po prostu nie chcieć na takie spotkania chodzić. Nie sądzę bowiem by on
        zdawał sobie sprawę z tego że pomocy profesjonalisty potrzebuje. Przecież gość
        ma 17 lat - i jak to bywa w tym wieku wie wszystko najlepiej. Jeśli jednak uda
        się go nakłonić na terapię - byłoby bardzo dobrze.
        A tak na marginesie, może spróbować zwrócić jego uwagę na inne rzeczy? Jeśli
        jest typem buntownika (na co wskazuje poniekąd słuchanie Włochatego) może
        zachęcić go do zmieniania tego świata np. przez wolontariat??? Jeśli nie w
        Polsce, są takie wyjazdy do innych krajów w trakcie których pomaga sie np.
        remontować szkoły dla dzieciaków, itp. Te wyjazdy z tego co wiem nie są drogie,
        a on nie dość ze pomógłby innym, jeszcze podszkoliłby język. No i może by go to
        czegoś więcej nauczyło. jeśli Cię to interesuje, moge popytać koleżanek które
        były na takich campach. Pozdrawiam
    • r.richelieu Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 31.01.04, 23:42
      a gdybyś podsunął mu moralnie pozytywne wzorce z, hm, nawet przejaskrawionym
      obrazem ich cech dobrych. A obok największych polskich lepperów i beger aby
      przeciwstawić. I na koniec skwitować to, że furą, skórą i komórą będzie
      większym prostakiem , nie, będzie bardziej obciachowy niż ta dwójka
      • Gość: jerzyg Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.04, 01:01
        .. co to znaczy "podsunąć wzorce"? Moj osobisty (nie pretenduję!) wymaga
        najpierw uznania w jakims obszarze mojego autorytetu. A tego oczywiscie brak.
        Jeśli zas chodzi o wzorce osobowe, to takim wzorcem był dla niego przez pewien
        czas Włochaty. Jesli nie wiesz o kogo chodzi, to znaczy ze wiesz juz
        najwazniesze. Dla orientacji podam, ze to taki polski zyjący Curt Cobain.
        Generalnie: życie jako protest i protest jako życie - tak opisałbym wzorce
        osobowe, jakim chłopak hołduje. I bynajmniej nie chodzi o politykę.
        • yagnieszka Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 01:21
          Jesli nie chce sie uczyc, to czy pracuje? Jesli nie pracuje - dlaczego? Jesli
          pracuje - na ile jest w stanie sam sie utrzymac? Jesli sie nie uczy i np.
          fascynuje Go muzyka (nie mam pojecia kim jest Wlochaty, bo nie mieszkam w
          Polsce ale doskonale wiem kim byl Cobain), czy planuje w tym kierunku kariere?
          Mam w domu 17letnia pasierbice, ktora jest w 11 klasie i tez nie specjalnie
          kocha nauke ale Ona kocha pieniadze i pracuje kiedy tylko Jej na to pozwolimy
          (pozwalamy umiarkowanie) - Ona ma swoj plan zarobienia 1 miliona (dolarow
          kanadyjskich ;D) przed 25 rokiem zycia i znajac Ja "co nieco" ;o) moge sie
          spodziewac, ze ma szanse na powodzenie. Nas (Jej "parental unit") raczej
          martwi i dziwi to zamilowanie do pieniedzy ale przynajmniej wiemy, ze nie robi
          sobie krzywdy. Jerzy - z moich obserwacji i praktyki domowo-zawodowej wynika
          jedno - "nic za darmo". Jesli Twoj Mlody nie chce sie uczyc, w jakims momencie
          bedziesz musial odpuscic ale wtedy On musi isc do pracy - innego wyjscia nie
          ma. Juz tu slyszalam, ze jest w Polsce jakies przedziwne prawo o obowiazku
          utrzymywania dzieci do ktoregos tam roku zycia, ale nie przypuszczam zeby
          moglo to dotyczyc mlodziezy nie pracujacej i nie uczacej sie.
          Napisz cos wiecej o swoim Mlodym. Bedzie latwiej szukac wyjscia. Szczerze
          wspolczuje i pozdrawiam.
        • Gość: gosia Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 01:26
          protestować można jak się ma za co - ciepłe obiadki, dach nad głową, łóżko,
          kasa na wydatki, olewka wszystkiego i wszystkich, luźne życie, spanie na
          ulicach, wracanie w nocy albo wcale itd. itp.
          gadanie na zasadzie - ja myślę że to jest złe, nie rób tego, ucz się, nie
          będziesz nikim ważnym, nie wychodź z domu itd. tylko pogarszają sprawę
          tu nawet nie chodzi o autorytet, to że masz byc autorytetem itd.
          powinienes spróbować go zrozumieć, na tyle, żeby być partnerem a nie kimś
          wyżej, nie wiem też czy to twoj syn?
          zapomnij o relacjach - ojciec syn albo innych które was łączą, postaraj się być
          partnerem, - o ile to jest możliwe, po prostu zmień się w jego kumpla a nawet
          zachowuj jak on - a przynajmniej tak żeby on myślał, mając niezabraniany luz,
          pełen luz, bez jakichkolwiek nakazów itd. - to dość oczywiście ryzykowna metoda
          ale sprawdza się - o ile to w ogóle można nazwać metodą
          prościej mówiąc, wbrew sobie i wszystkich postaraj się wczuć w niego , w to jak
          myśli, co myśli i co chce - nie sztucznie ale tak na poważnie nawet wbrew sobie
          postaraj się wejść w jego skórę i zrozumieć co on ma na myśli
          wiadomo, ze wiek jest wiekiem buntu i różnie się go przechodzi itd. - marnie
          skończyć byłoby jako zamiatający ulicę ale jak sam mówisz ktoś to musi robić
          pytanie tylko jak jemu uświadomić to, że właśnie to mu grozi - najprościej
          przez to żeby tego doświadczył, zobaczył sam jak to jest z drugiej strony -
          brak kasy, brak żarcia (skoro taki protest to może przecież nie jeść, może
          włochaty żyje powietrzem?)chce mięć bałagan niech ma, nawet specjalnie możesz
          zrobic tak trochę bałaganu - prawda jest taka, że ktoś kto ma 17 lat ma już
          swój rozum, buntuje się na wszystko wtedy gdy ma na co!!!! - a więc akcja równa
          się reakcji - rodzice mowią masz być o 17 - wiec ktos wraca o 20, mowią masz
          się uczyć więc ktoś olewa itd.
          więc tak jak mówię metoda a właściwie jej brak jest ryzykowna ale działa
          wczuj sie w jego sytuację, i zachowuj dokładnie tak jak on a nawet z większym
          luzem - trudno mi podać przykłady ale jezeli jest przyzwyczajony do ułożonego
          ojca to będzie w szoku jak np. zrobisz coś czego się nie spodziewa, pójdziesz z
          nim na koncert w podartych dzinsach, upijesz sie czy bedzies rzucał luźnymi
          tekstami, - wiem ze to niekonwencjonalne ale jezeli ktos kto sie tak zachowuje
          sam zobaczy jako obserwator jak to moze wyglądać z boku zaczyna się zastanawiac
          chce miec protest - weź urlop, powiedz ze masz w nosie prace i mozesz nie
          zarabiac, jestes pod wrazeniem jego wzorców w postaci włochatego i sam masz tak
          dosc ze zaczynasz się nad tym zastanawiac wiec niestety nie masz szmalu i
          lodowa bedzie pusta itd.
          mowie o tym zebys pokazal mu wszystko to co sam widzisz
          zebys spojrzal jego oczami i postaral sie go zrozumiec - to bardzo trudne o
          wiele trudniejsze niz pojscie do psychologa - gdzie po 1 nie liczyłabym na cud,
          po 2 on musi tego chciec a skoro ma bunt to wszystkich psychologow ma głęboko
          gdzies, po 3 nie bedzie sluchał gadania psychologicznego o poprawach siebie itd
          a jeszcze bardziej sie zamknie w sobie
          mimo ze ma 17 lat daj mu doswiadczyc tego z czym wiaze sie taki luz zycia, brak
          zarcia, brak cieplego łóżka brak kasy, chce miec luz - wyciągnij go w srodku
          nocy wtedy gdy spi smacznie na włóczęgę po stolicy mówiąc ze masz tak dosyć
          zycia że chcesz odrobiny luzu i pójścia na starówkę na barkakan i popatrzenia w
          gwiazdy z zulami którzy tam siedzą
          itd. - mówię zupełnie poważnie , sam musisz wiedziec czy cie stac na cos
          takiego i czy jestes w stanie to zrobic nawet wbrew sobie i przy pomocy zony?
          no calej rodziny, nawet gdyby uznali cie za wariata (gdyby ów 17 latek cię
          uznał tym lepiej bo mógłby zobaczyć jak to wygląda z boku jak inni patrzą na
          niego)gwarantuje Ci że po takiej domowej terapii po krótkim czasie będzie jak
          nowonarodzony, bo to on będzie chciał zrobić wszystko żeby było jak dawniej, to
          jemu bedzie przeszkadzał przewrócony w ramach np. twojego protestu kosz ze
          smieciami na srodku pokoju, to on będzie w szoku widząc że np. nagle (pozornie)
          postanowiłeś olać swoją pracę i posiedziec na barbakanie paląc cos itd. itp.
    • Gość: Oleńka Jerzy, co to za szkoły??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 01:37
      Batem bym po dupie grono antypedagogiczne sprała na Twoim miejscu!!!

      Co to są za ludzie, którzy nie potrafiąc rozwiązać problemu wyrzucają dzieciaka?
      I Ty jesteś po stronie tych idiotów?
      • malvvina Re: Jerzy, co to za szkoły??? 01.02.04, 02:00
        powiem ci Olenka ze masz cholerna swieta racje !
    • Gość: Michalina Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: *.revers.nsm.pl 01.02.04, 09:17
      A nie przyszło Ci do głowy, że jego problemy mogą być odbiciem domowych
      sytuacji? Może zbyt wiele od niego się wymagało/wymaga? Może wzorce wyniesione
      z domu wcale nie muszą być godnymi naśladowania dla właśnie tak młodego
      człowieka?? A może poprostu nie potafi sobie poradzić z tym wszytskim i stąd
      ten protest.??
      Zajmij sie dzieckiem, porzuć kochanki, porzuć zabawki(komputer) i zajmij sie
      rodziną...Dzieci nie ślepe i wszystko widzą, a przede wszystkim czują.
      Pozdrawiam....
    • kamfora Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 11:05
      Gość portalu: Jerzyg napisał(a):

      > Problem w tym, że jego postawa, styl
      > życia, wyznawane wartości i zasady (a może ich brak) są destruktywna dla
      > niego i naszej rodziny.

      Problem nie jest w tym. 17 latek ma prawo buntować się przeciwko
      Waszemu stylowi życia, postawie, wyznawanym wartościom i zasadom.
      Ten bunt nie może być dla Was destruktywny. Wasze zasady mają pozostać
      niewzruszone - (chyba, że takowe nie są)? Bunt 17-latka - to wystawianie
      Waszych wartości na próbę buntu właśnie. Jeśli przetrwają tę próbę
      (w jego oczach) - wygracie wszyscy.

      A tak na marginesie: kiedy zaczęły się te problemy? I co Wam zarzuca syn?
    • summa Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 12:35
      Coś przegapiliście - i to dużo, dużo wcześniej.

      Niech zgadnę - był wychowywany metodą nakazów i zakazów? Miał sie uczyć,
      słuchać, nie pyskować, bo ojciec, matka i nauczyciel wiedzą lepiej?
      Co o nim wiesz? Jakie ma predyspozycje, talenty, zainteresowania, co lubi
      robić, jakich ludzi ceni i dlaczego? Tylko nie powierzchownie, proszę.
      I czasem wysłuchaj uważnie, nie tylko przemawiaj.

      To co teraz robi, wygląda po prostu na bunt - tylko przeciw czemu? Do tego
      trzeba dojść i wydaje mi się, że bez psychologa się nie obejdzie.

      Miałam w rodzinie podobny przypadek, dzięki w porę udzielonej pomocy psychologa
      skończyło się szcześliwie.
    • empeka Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 12:55
      Dziwne, że nikt nie pamięta o hormonach i prawach rozwojowych. Niektórzy przechodzą ten czas
      gwałtownie.
      Trzeba chlopaka wspierać uczuciowo, nie ukrywać komplikacji jakie niesie porzucenie nauki - i dać
      wszystkim czas do okrzepnięcia.
      Zmarnuje rok szkoły? Trudno.
      Powinien wiedzieć, że rodzina go wspiera.

      A TA szkoła rzeczywiście do kitu, pora szukać innej.

      Marta
    • Gość: Imagine Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: *.adsl.navix.net 01.02.04, 15:38
      panie jerzy, co to za wartosci co tak rujnuja panska rodzine ? a moze
      te "wartosci" zrujnowaly chlopca ? znalem kilku tzw. swietych ojcow poza domem,
      przypominajacych raczej diabla dla wspolmieszkancow. walnij sie pan w klate,
      zes pan nie jednym z nich. polecalbym terapie dla pana.
      Imagine.
    • komandos57 Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 15:55
      Zawsze bylem oporny na wiedze.I co? Twoj syn ma racje.Zobacz co szkola moze
      uczynic z ludzi,jak skrzywic ich myslenie.Popatrz uwaznie ilu uczonych czubow
      jest na tym forumie.Kup mu wieksza lopate.Bedzie w swoim zywiole i twoje
      problemy sie skoncza.Jak juz umie sie podpisac i nie wyciaga jezora robiac
      to,to juz jest dobrze.Buzka
      • Gość: tTz Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: 82.160.33.* 01.02.04, 19:49
        Opowiem o takim przypadku w moim otoczeniu;dziewczyna III kl.lic.,od kilku
        tygodni wagarująca, anorektyczka, tylko papierosy"je",totalny bunt i koniec
        świata!Ani nauczyciele, ani psycholog, ani rodzina-wszystko na nie!W dodatku
        wpadła w depresję, w nocy nie spała, w dzień nie mogła się zwlec z łóżka
        itd.Ponieważ opiekowała się nią dość zasadnicza babcia,a mama dziewczyny
        przebywała w tym czasie za chlebem poza krajem i widziała, jak młodzież sama
        sobie tam daje radę-postanowiła córce wynająć w tej samej miejscowości
        kawalerkę(właśnie obchodziła 18-tkę).Rodzina i babcia w krzyk i płacz,rwą
        włosy z głowy-ależ ona pójdzie prosto na dno!Ale, ale...Owszem, wiele błędów
        popełniła, z początku ferajna pomagała jej w doprowadzeniu b.zniszczonego
        mieszkania do użytku, przesiadywali u niej,spali,balangi-ale o dziwo,trwało to
        tylko parę miesięcy(2-4).Do szkoły już nie poszła, ale po wakacjach powtarzała
        klasę w lic.dla dorosłych, sama poszła po poradę do psychologa i zastosowała
        się do jego wskazówek, pozbyła się szemranego towarzystwa,kwota,którą
        wyznaczyła jej mama, zaczęła jej wystarczać,już nie chodzi głodna, jak na
        początku, bo kupiła sobie ciuchy, kosmetyki, zrobiła dredy itp.-a na życie nie
        starczyło.
        Jeżeli stać cię na kupno lub wynajem kawalerki(a pewnie za kilka mies.syn
        będzie miał 18-tkę),to może zrób tak.Wyznacz mu pewną kwotę na utrzymanie(coś
        koło kwoty,którą sam mógłby w I-wszej pracy zarobić),już teraz rozmawiaj z nim
        o tym, jak ma się przygotować do samodzielnego życia za niedługi czas,
        powiedz, że nie będziesz się wtrącał do jego życia, ale jeżeli będzie miał
        trudności, to może się wyjątkowo zwrócić o pomoc do domu.Moja koleżanka tak
        rozmawiała ze swoją niemożliwie zbuntowaną ,histeryczną pannicą, niepotrzebnie
        z nerwami,strasząc ją("żebym jeszcze te parę miesięcy z tobą wytrzymała,
        opłacę ci kawalerkę, dam 600 zł na miesiąc, ludzie na to ciężko pracują i
        utrzymuj się sama i mędrkuj, ja też chcę jeszcze pożyć ,a nie wykończyć się
        przy tobie")i , o dziwo, córka, która sama straszyła, że ucieknie z domu,
        zaczęła się zmieniać, podziałała na jej wyobrażnię możliwość dość szybkiego
        wyjścia z tej sytuacji i wzięcia na siebie całej odpowiedzialności ,do
        wyprowadzki nie doszło, idealnie nie było,ale przynajmniej dało się
        wytrzymać.Myślę, że to faktycznie niedobrze, że musimy tak długo (studia)
        mieszkać ze swoimi dziećmi, po 18-tu latach wychowywania ich zastanawiać się,
        jakie błędy popełniliśmy w ich wychowaniu(jakby wobec nas ich nie
        popełniano...)chodzić do psychologa ,albo w nocy po mieście, z pracy się
        zwolnić,Chryste,paranoja!Nasze dzieci powinny wcześniej opuszczać dom albo
        mieć taką możliwość.Mam nadzieję, że nie należysz do tego typu rodziców, jak
        pewna moja bardzo fajna przyjaciółka, mama 20-toletniego studenta, która na
        moją sugestię o samodzielności Piotrusia dostała wypieków na twarzy i w ogóle
        tchu jej brakło;jak to,kto by Piotrusiowi o szaliczku przypomniał, od złej
        przygody uchronił,wskazał jedynie słuszną, rodowo-moralną drogę postępowania
        itd.Jerzy, uznaj swego syna za mężczyznę,czuwaj nad nim z daleka, co zrobiłeś
        dobrego czy złego to już uczyniłeś_-teraz będzie jego czas.Życzę Ci, zebyś po
        okresie "Burzy i naporu" (jeśli by nie można tego uniknąć) zaznał dumy ze
        swojego syna.A wydajesz mi się fajnym tatą.
    • mahoney Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 20:43
      tez chcialem zeby mnie wyrzucili ze szkoly bo nie mailem ochoty chodzic ,
      fajnie ma , przechodzilem cala szkole , wkoncu wypiepszyli mnie z uniwerku ,
      lepiej wczesniej , fajnie ze sie zajmujesz wlasnum synem , moja stara ma
      wszystko w dupie
    • agresja4 Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 01.02.04, 21:17
      napisałabym WALCZ, ale z reguły to walka z wiatrakami, prowadząca do zdwojonej
      autodestrukcji.
      Podobne - podobnym - ktoś z rodziny musiałby się poświęcić i zachowywać
      dokładnie tak jak on. To daje do myślenia.

      Psychoterapia jest ok. Ale najpierw musiałby zechcieć słuchać - lub od razu
      trafić do wybitnego specjalisty!
      • mahoney Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 03.02.04, 22:26
        agresja4 napisała:

        > napisałabym WALCZ, ale z reguły to walka z wiatrakami, prowadząca do
        zdwojonej
        > autodestrukcji.
        > Podobne - podobnym - ktoś z rodziny musiałby się poświęcić i zachowywać
        > dokładnie tak jak on. To daje do myślenia.
        >
        > Psychoterapia jest ok. Ale najpierw musiałby zechcieć słuchać - lub od razu
        > trafić do wybitnego specjalisty!

        agresja ty jestes nienormalna jak ktos ma problemy to on nigdy nie zechce
        sluchac to jego teraz tzreba sluchac , jezeli wczesniej dalo sie dupy i go
        olewalo
    • Gość: Jerzyg Kryzys w rodzinie: wyjasnienia IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.04, 00:24
      Dziękuje za wszystkie Wasze posty. Widze jednak, ze nawet w pobieznych opiniach
      konieczne sa dodatkowe informacje. Takze o tym, ze Wasze rady i propozycje w
      większości już były u nas ćwiczone, albo nie mogą być brane pod uwage z
      przyczyn zewnętrznych.

      o psychoterapii:
      On sam uważa sie za dobrego psychoterapeutę. Za to zreszta m.in. usunieto go z
      pierwszej szkoły po tym, jak próbował wyciągnąć z depresji koleżankę z klasy.
      Jej rodzice nie mogąc sobie z nią poradzić, przeszukali jej papiery i znaleźli
      jego "notatki z terapii" z zaklęciami pisanymi własną krwią. Ile w tym ostatnim
      prawdy nie wiem. Wiem jednak, że doszli do wniosku ze ona zamierza popełnić
      samobójstwo i zarządali usunięcia jego ze szkoły albo zgłoszenia sprawy do
      prokuratury. Szkoła wybrała ...
      On twierdzi, że odpowiada mu bardziej terapia Gestalt niż behawioralna. Stosuje
      je zreszta z róznym powodzeniem u koleżanek od 14 do 32 roku (tak sam to
      relacjonuje). Ja sam byłem rok temu u psychoterapeuty - najpierw sam, potem z
      nim, potem reszta rodziny. Psychoteraputa zaczął od słów "słucham pana.." i w
      zasadzie na tym skończył. Jego rady sprowadziły się do stwierdzeń : "życzliwie
      obserwować". Chłopak potem sam był u innego specjalisty, ale to może i wykręt
      bo tłumaczył się w szkole, że miał wizytę o 8 rano i dlatego nie mógł iść do
      szkoły.
      Kolejne próby wizyty u specjalisty spaliły na panewce w obliczu argumentu, że
      on pójdzie tylko do takiego, do którego będzie miał zaufanie, ze nie powtórzy
      on nam treści rozmów. Oczywiście taki terapeuta nie może być nam znany, bo to
      stwarza ryzyko ujawnienie przebiegu terapii..

      Pomysły samorealizacji przez aktywność poza szkoła i formalnymi organizacjami
      sprowadzają się do uczestnictwa w całonocnych maratonach spod znaku RPG. Był
      zresztą raz, ale oczywiście bez naszej zgody. Strony internetowe miał robić
      (także za pieniądze) już chyba ze 4 razy, w tym raz dla szkoły. Rezultatu nikt
      nie widział.. Nie przeczę, że może jakiś obóz, coś w stylu OHP .. Tego jeszcze
      nie sprawdziliśmy.

      o pokazywaniu twardej szkoły życia... :
      Czy mielibyście odwagę zamknąć przed dzieckiem lodówkę z jedzeniem? Drzwi od
      środka o północy, kiedy go nie ma w domu? Odmówić dostępu do telefonu do
      dziewczyny, która jest w depresji i CZEKA na jego telefon, bo tylko on ją
      rozumie?

      Pieniądze. Hmmm.. Też przez pewnien czas myslałem, że to jakiś (kiepski, ale
      realny) miernik inteligencji społecznej, który może motywować. Za wydzwonione w
      internecie kilkaset złotych - zwracał przez 10 miesięcy z kieszonkowego (t.j
      miał odpisywane 100%). Za swoje popsute telefony-komórki musiał sam płacić. Za
      McDonalds'a, kasety i papierosy - ze swoich. W lecie przez 4 tygodnie roznosił
      ulotki za 200 zł. I bardziej rozczarował się że to tak niewiele za tak wiele,
      niż zmobilizował do pracy. Na dziś po prostu "podbiera" pieniądze z naszych i
      siostry portfeli. Czy mamy się cieszyć, że jeszcze tego nie robi na miescie.. ?
      Próby prac zleconych w domu (sprzątanie, smieci, mycie samochodu itp) - to
      zabawy w wymiarze kilkunastu godzin na rok. O jakości tych prac i ich
      wydajności- lepiej nie mówić zbyt wiele.

      Czy bylibyście w stanie, kiedy za rok skończy 18 lat powiedzieć mu: Tam są
      drzwi - szukaj swego szcześcia na swój koszt? On nawet nie wie ile kosztuje
      wynajęcie mieszkania, bo kiedy to planował liczył tylko koszty eksploatacji z
      rachunków, bez czynszu. Wyszło mu, że za pełen miesiąc roznoszenia ulotek już
      mógłby od nas się "uwolnić"...


      O kumplowaniu :

      Ja czasem świadomie zachowuję sie przy nim tak, że w zasadzie dorośli ludzie
      powinni się wstydzić. Wygłupianie się, gry słowne za ladą w sklepach, w
      tramwaju.. Kiedy razem oglądamy TV potrafimy z tych samych pozycji krytykować
      artystów - i tych młodzieżowych i tych "starych". Albo spierać sie, czy
      graffiti to sztuka. Albo czy jego 15 letnia koleżanka jesli mówi o sobie że
      jest biseksualna, to czy jest i czy to znaczy ze jest także homoseksulana i
      dlaczego on nie powinien traktowac tego w tym wieku jako sprawy bezproblemowej.
      Albo granie w karty do pierwszej w nocy. Albo dwa lata temu nocny powrót do
      schroniska w gorach (mało nóg nie połamaliśmy). Co jeszcze można zrobić dla
      dziecka, aby bardziej być z nim ...?


      O warunkach w domu, jakich sam pragnie:
      Po kilku miesiącach nie wytrzymaliśmy z nim, tym co robi w domu i jak się
      zachowuje i pod jego nieobecność zrobiliśmy porządek w pokoju-13m2. Dwa po 120
      litrow worki śmieci: papiery, ogryzki, resztki jedzenia, pudełka, potłuczone
      kubki, talerze, zardzewiałe sztućce, podarte części garderoby, połamane kasety,
      pudełka od płyt. Zreszta kiedy sam mieszkał przez 9 dni, to chyba się nie mył,
      nie zmywał naczyń (poza jednym,ostatnim kubkiem), nie wyrzucał śmieci... Dla
      niego normą jest teraz rzucać ubranie, gazety na podłogę tam gdzie własnie
      stoi. Czyste ubrania pomieszane z brudnymi i butami zasłaniają podłogę. Od
      czasu do czasu, jak nie chce mu się wychodzić z pokoju do łazienki (przez
      ścianę) to korzysta z 1,5 litronych plastikowych butelek. A butelki potem stoją
      i stoją...

      O zrozumieniu :
      Ja go bardzo dobrze rozumiem. Pomijajac skłoność do bałaganu - sam chciałbym
      być takim "luzakiem". Zero obowiązków - pełna swoboda w wyborze przyjemności.
      Mój szwagier przez pewien czas żył podobnie. Jego, żonę i dziecko utrzymywali
      rodzice. Dzisiaj stara się o pracę "na zmywaku" na statku. Jego problem to brak
      znajomości języka ang i przekroczony 30 rok życia. Jak naszego chłopaka dziś
      uchronić od TAKICH zyciowych konieczności ?

      O wartościach :
      Może chciałbym, żeby nie kłamał "z przyzwyczajenia". Żeby był w stanie odczuwać
      empatie nie tylko wobec znajomych ale także wobec członków rodziny? Zeby
      kradzież to była dla niego wtedy kiedy komuś coś zabierają bez zgody to. Zeby
      potrafił rezygnować z "prywatnego" na rzecz "wspólnego".. Bo ja wiem co
      jeszcze? Taki katalog minimum...

      Czytałem książkę "Zanim będzie za późno". Napisana była z pozycji, że niektóre
      dzieci po prostu takie są: osobowość aspołeczna. Rady kroczyły mniej wiecej tym
      torem co wobec alkoholików i narkomanów. Generalnie - zero tolerancji. Ja
      ciągle mam jednaj nadzieję, że autor sie mylił.

      Pozdrawiam - Jerzy
      • kamfora Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 07:05
        Czytam te "wyjaśnienia" i oczy mi się robią coraz większe.
        Chłopak ma 17 lat. Wygląda na to, że był bardzo pojętnym uczniem i chłonął
        wszystko, co mu zaproponowaliście, bez żadnego "filtra".
        I sam wedle własnego uznania teraz z tego korzysta.

        Wybacz - być może poczujesz się urażony.
        Ale ja w tym Waszym wychowaniu widzę pewien brak. Brak miłości.
        • Gość: Julka Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia IP: *.acn.waw.pl 02.02.04, 09:20
          Pardon ale co Ty bredzisz kobieto, jaki brak miłosci.
          Gnojek ma anielsko cierpliwych rodziców, jest egocentrycznym, leniwym
          pasożytem, który swoją pożal się boże - psychoterapią może zrobić komuś
          krzywdę. Nie dziwię się szkole, że nie chciała niezrównoważonego nastolatka
          (nie dziecka, tylko niemal pełnoletniego człwieka).
          Dopóki jest na utrzymaniu rodziców ma obowiązek stosowania się do norm
          przyjętych w rodzinie: nauka, wydatki na stosownym poziomie (niewydzwanianie
          kilkuset złotych na pierdoły), utrzymywanie porządku wokół siebie. Rodzice są
          za niego w dużym stopniu odpowiedzialni, zapewniają mu byt i nie musi ich
          kochać czy rozumieć ale powinien stosować się w owym minimalnym stopniu do
          wymagań.
          Skoro próby normalnego dyscyplinowania (zabranie kieszonkowego, proponowanie
          prac, proponowanie psychoterapii) nie przyniosły rezultatu to trudno. Rodzice
          nie są bogami i nie zmuszą do wartościowego życia rozpuszczonego małolata,
          który uważa się za mądrzejszego od wszystkich.
          Jerzy - trudno. Poczekajcie do pełnoletności syna i odetnijcie finanse.
          Całkowicie. Ryzyko, że skończy na śmietniku istnieje. Istnieje również szansa,
          że obudzi się, przemyśli i dorośnie. Na razie stwarzacie mu tak komfortowe
          warunki, że nie ma żadnej motywacji żeby robić cokolwiek. Kumplowanie sobie
          daruj - jesteś ojcem, nie kolegą. Może powinniście być twardsi wcześniej, nie
          tak liberalni i pomocni. Młody ma życie usłane różami, nie potrafi tego
          docenić - może zycie brutalnie zweryfikuje jego nieodpowiedzialność.
          Dla Was - rodziców to straszne, ale nic na razie chyba nie możecie zrobić.
          Wyślesz syna na OHP - ucieknie. Tak samo ze szkoły z internatem. Nie
          obwiniajcie siebie.
          Rany boskie sama jestem matką nastolatka, rozumiem hormony, problemy
          dojrzewania, zmiany nastrojów, czasem póxniejsze powroty do domu ale takie
          zachowanie wytłuklibyśmy młodemu z głowy pasem. Na szczęście bunt naszego syna
          przebiega w miarę do zniesienia.
          • Gość: ines Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia IP: *.chello.pl 02.02.04, 14:02
            i szczęście wielkie dla was że jego " bunt jest w miarę do zniesienia", ale i
            tak współczuję twojemu dziecku bo ogrom twojego zrozumienia zwyczajnie mnie
            poraża. Gdyby ktoś o moim dziecku powiedział że gnojkiem i leniwym
            egocentrycznym pasożytem to nie ręczę za siebie niezależnie od problemów jakie
            bym z nim miała. I gratuluję tego projektu wytłukiwania pasem... klasa.
          • kamfora Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 19:33
            Gość portalu: Julka napisał(a):

            > Pardon ale co Ty bredzisz kobieto, jaki brak miłosci.
            > Gnojek ma anielsko cierpliwych rodziców, jest egocentrycznym, leniwym
            > pasożytem, który swoją pożal się boże - psychoterapią może zrobić komuś
            > krzywdę.

            Posłuchaj, Julko.
            Napisałam, że to JA nie widzę tam miłości. Dlaczego więc zarzucasz mi bredzenie?
            Jeśli Ty widzisz tam miłość, to po prostu napisz, że Ty widzisz.
        • summa Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 23:28
          kamfora napisała:

          > Ale ja w tym Waszym wychowaniu widzę pewien brak. Brak miłości.

          popieram Cię, Kamfora.
          też mi spomiędzy tych wierszy chłodem wieje.
      • ladyblue Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 14:31
        przyjmując że sytuację opisujesz obiektywnie - to normalne (nawet dla
        nastoletniego buntu) to w zadnym razie nie jest.

        domorosła "psychoterapia" - co za idiotyzm, za to powinno sie karać.
        bałagan w pokoju - porozrzucane rzeczy to normalne ale taki syf (szczególnie
        te butelki) to na pewno nie świadczy o tym ze wszystko z nim w porządku.

        ustalcie jasne i proste zasady i konsekwencje za ich nieprzestrzeganie. i sie
        tego trzymajcie (nie chodzi mi o jakis terror czy robienie z domu wiezienia
        tylko o wytyczenie granic których sie nie przekracza). nie sprzatac po nim,
        nie gotowac jedzenia, nie prać, nie zmywac. nie wyreczac w zadnej kwestii -jak
        chce miec gdzies wsyzstkich to niech zobacyz jak to jest z drugiej strony.

        i poszukajcie DOBREGO terapeuty.

        powodzenia
        • moc_ca Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 15:01
          ladyblue napisała:

          > przyjmując że sytuację opisujesz obiektywnie - to normalne (nawet dla
          > nastoletniego buntu) to w zadnym razie nie jest.
          > domorosła "psychoterapia" - co za idiotyzm, za to powinno sie karać.

          Kto, jest wg Ciebie uprawniony do karania i wedle jakich norm? Za co , jaka
          kara ma być wymierzana?

          > bałagan w pokoju - porozrzucane rzeczy to normalne ale taki syf (szczególnie
          > te butelki) to na pewno nie świadczy o tym ze wszystko z nim w porządku.
          > ustalcie jasne i proste zasady i konsekwencje za ich nieprzestrzeganie. i sie
          > tego trzymajcie (nie chodzi mi o jakis terror

          alez to co proponujesz to właśnie TERROR i ograniczanie wolności osobistej!
          Jeśli Ci zależy na własnym dziecku - musisz znależć INNĄ! drogę do
          uświadomienia mu co jest złem a co dobrem, co normą a co nienormalnością, o to
          pyta jego ojciec,pokaż mu jak to zrobić bowiem proponowana przez Ciebie terapia
          i sposób postępowania moze to dziecko zniechęcić do zmian i do zycia!!!

          czy robienie z domu wiezienia
          > tylko o wytyczenie granic których sie nie przekracza). nie sprzatac po nim,
          > nie gotowac jedzenia, nie prać, nie zmywac. nie wyreczac w zadnej kwestii -

          O bosheeeeeeee, on ma tylko 17 lat i jest Twoim ukochanym dzieckiem!!!!, czy
          czujesz że możliwe jest wykonanie Twoich poleceń i rad?

          > jak chce miec gdzies wsyzstkich to niech zobacyz jak to jest z drugiej strony.

          > i poszukajcie DOBREGO terapeuty.

          Tylko w tym miejscu mówisz jak człowiek który wie co mówi a nie mówi
          co wie, ladyblue!
          pozdrawiam!
          • ladyblue Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 20:54
            moc_ca napisała:
            > Kto, jest wg Ciebie uprawniony do karania i wedle jakich norm? Za co , jaka
            > kara ma być wymierzana?

            napisałam chyba wyraźnie - za "psychoterapię" - wystarczy poczytac post
            Jerzego - wypisywanie hasełek krwią, przekonanie o własnej wiedzy (17-letni
            psychoterapeuta - to po co ludzie sie tego latami uczą?) i tego efekty :/

            > alez to co proponujesz to właśnie TERROR i ograniczanie wolności osobistej!

            a jeżeli syf w pokoju i śmierdzący mocz w butelkach ograniczają wolność
            osobistą rodziny tego chłopaka?

            nie proponuję terroru. chodiz mi o jasne zasady współżycia w rodzinie i
            konsekwencje ich nieprzestrzegania np. "jeśli nie chcesz to nie zmywaj tego
            kubka ale nie bedziesz miał z czego napić sie herbaty"; "nie pierz skarpetek -
            ale nie bedzisz miał co założyć albo założysz brudne"; mam więcej przykładów
            podać?

            trochę późno na wychowywanie i uczenie odpowiedzialności ale lepiej późno niz
            wcale.

            > Jeśli Ci zależy na własnym dziecku - musisz znależć INNĄ! drogę do
            > uświadomienia mu co jest złem a co dobrem, co normą a co nienormalnością,

            inną cyzli jaką? jakieś sensowne propozycje?

            > o to pyta jego ojciec,

            mnie sie wydaje że to wujek (pyta o syna siostry) ale nie ejst to ajsno
            powiedziane kim jest dla młodego-problemowego ;)

            > pokaż mu jak to zrobić bowiem proponowana przez Ciebie terapia
            > i sposób postępowania moze to dziecko zniechęcić do zmian i do zycia!!!

            co mam pokazywać? ja swoje propozycje napisałam - masz inne? lepsze? to
            dlaczego sie nimi nie podzielisz. to, o czym piszę, to nie jest żadna terapia.

            > O bosheeeeeeee, on ma tylko 17 lat i jest Twoim ukochanym dzieckiem!!!!, czy
            > czujesz że możliwe jest wykonanie Twoich poleceń i rad?

            on ma AŻ 17 lat i teoretycznie jakiś rozum ma. to lepiej dalej sprzątać, prac,
            gotować i ogólnie sie męczyć niz spróbować coś zmienić?

            moc_ca - piszesz ze ma go kochac jak najbardziej, ja uwazam ze nawet
            największa miłość sama w sobie nic nie da, trzeba oprócz tego cos robić, jakoś
            działać. to ze sie kogos kocha nie sprawi ze wszystkie problemy znikna.

            i też pozdrawiam
          • procesor moc_ca 02.02.04, 22:32
            Ni ewystarczy kochac dziecko.
            Trzeba kochac MĄDRZE!!!!

            Jeśli az takie sa problemy z 17 (AŻ siedemnastolatkiem!) to znaczy ż edużo
            wcześniej coś zostało pominiete w jego wychowaniu.
            Wolnośc nastolatka w rodzinie nie moze być najwyższym dobrem - bo to znaczy że
            on ma w d**** wolność rodziny!
            Wolnośc to nie tylko prawa - to takze wzięcie na siebie odpowiedzialności za to
            co z moich WOLNYCH wyborów wynika.
            Nie chcę żyć tak jak moja rodzina - idę na swoje, jestem sam sobie żeglarzem,
            sterem okrętem. I zdobywam żarcie i inne dobra sam. A nie - jestem inny, mam
            wasze zasady gdzies - ale wasze pieniądze to kocham, dajcie mi jeść i nie
            zwracajcie uwagi że robie chlew w waszym/wspólnym domu.

            Nie jest łątwo kochac mądrze.
            A stare przysłowie mówi - czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość
            trąci. Trochę późno na wpajanie podstaw współżycia społecznego u 17letniego
            chłopaka.
            • mathias_sammer Re: moc_ca 03.02.04, 10:27
              procesor napisała:

              > Ni ewystarczy kochac dziecko.
              > Trzeba kochac MĄDRZE!!!!
              >
              > Jeśli az takie sa problemy z 17 (AŻ siedemnastolatkiem!) to znaczy ż edużo
              > wcześniej coś zostało pominiete w jego wychowaniu.
              > Wolnośc nastolatka w rodzinie nie moze być najwyższym dobrem - bo to znaczy
              że
              > on ma w d**** wolność rodziny!
              > Wolnośc to nie tylko prawa - to takze wzięcie na siebie odpowiedzialności za
              to
              >
              > co z moich WOLNYCH wyborów wynika.
              > Nie chcę żyć tak jak moja rodzina - idę na swoje, jestem sam sobie żeglarzem,
              > sterem okrętem. I zdobywam żarcie i inne dobra sam. A nie - jestem inny, mam
              > wasze zasady gdzies - ale wasze pieniądze to kocham, dajcie mi jeść i nie
              > zwracajcie uwagi że robie chlew w waszym/wspólnym domu.
              >
              > Nie jest łątwo kochac mądrze.
              > A stare przysłowie mówi - czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość
              > trąci. Trochę późno na wpajanie podstaw współżycia społecznego u 17letniego
              > chłopaka.


              Masz racje procesor. Na wychowanie 17 latka jest juz za pozno... Moze byc juz
              tylko gorzej.... Znam podobna sytuacje. Chlopak utrzymuje bardzo luzne
              kontakty z ojcem, bardzo luzne. Widuja sie od czasu do czasu, zawsze pod
              obecnosc matki, ktora nie wychodzi (na szczescie ) z kuchni.
              Jedyna nadzieja na przyszlosc jest to, ze ojciec probuje cokolwiek zrobic, co
              moze stac sie uzyteczne.
              Zalosne natomiast jest to, ze chlopak od matki nie wyniosl nic co chcialby
              uznac za wartosciowe.

              Jedyna rada : Niech tacy jak on radza sobie w zyciu sami. Nie dawac jesc.

              Odnosnie "chlewa" no coz....Jest takie powiedzenie: jesli przyjedzasz do Rzymu
              zachowuj sie ja Rzymianin. Jesli wchodzic na salony zachowuj sie jak
              arystokrata...........itd.

              klaniam sie,
              M.S.
              wylogowany juz
      • yagnieszka Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 19:58
        Wiesz co, Jerzy - to jest chyba zbyt trudna i skomplikowana sytuacja aby ja
        dyskutowac na forum publicznym. Za duzo szczegolow musialbys zaczac ujawniac
        zeby faktycznie mozna bylo sie pokusic o jakies rady. Bo np. co na to wszystko
        Jego mama? Jego siostra? Czy jest w ogole ktos, kto moglby uchodzic za
        autorytet w oczach Twojego syna?
        Kamfora napisala o braku milosci, mnie sie raczej wydaje, ze zabraklo hierachii
        wartosci ale, jak widzisz, zdan jest tyle, co piszacych albo i jeszcze wiecej.
        Ponadto my sami mamy rozne doswiadczenia jako nastolatki i jako rodzice. Np. ja
        jestem jak najbardziej za tym, co sie na moim kontynencie nazywa "tough love" -
        nie mialabym zadnych problemow z odcieciem nieuczacego sie i niepracujacego
        nastolatka od lodowki, telefonu i innych dobr, na ktore nie lozy (zarowno moj
        syn jak i moja pasierbica sa tego doskonale swiadomi wiec nigdy nie zaryzykuja
        sprawdzania jak moge byc konsekwentna). No i mieszkajac, gdzie mieszkam nie
        czekalabym na to do Jego 18 urodzin - gdyby Twoj syn byl moim synem, juz by
        pewnie musial podjac decyzje, czy szkola lub praca, czy wyprowadzka z domu do
        schroniska dla bezdomnych. Ale z kolei ja nie mam pojecia jak to dziala w
        Polsce - czy sa schroniska dla nastolatkow? Czy otrzymuja tam pomoc wychowawcow
        w powrocie do szkoly, pracy i rodziny?
        Zapewne gdzies w przeszlosci popelniliscie z zona jakies bledy wychowawcze,
        ktore sie teraz mszcza. Klopot w tym, ze zaden z rodzicow nigdy nie ma
        pewnosci, czy to, co robi w najlepszej wierze przyniesie zamierzone skutki.
        Dlatego jak najserdeczniej Ci wspolczuje.
      • agresja4 Re: Kryzys w rodzinie: wyjasnienia 02.02.04, 22:55
        Nie chce mi się dokładnie czytać Twojej analizy /Twojej wersji wydarzeń/
        sytuacji
        Odpowiem tylko na formy terapii:
        behawioralna - musi być dawca nagród - Ty, jako analizujący każdy krok nie
        sądzę, byś potrafił nagradzać

        Getalt - jak może zostawić za sobą przeszłość, skoro wszystko, co doprowadziło
        go do tego stanu, nadzoruje go, jest przy nim non stop.


        Gość portalu: Jerzyg napisał(a):

        > Dziękuje za wszystkie Wasze posty. Widze jednak, ze nawet w pobieznych
        opiniach
        >
        > konieczne sa dodatkowe informacje. Takze o tym, ze Wasze rady i propozycje w
        > większości już były u nas ćwiczone, albo nie mogą być brane pod uwage z
        > przyczyn zewnętrznych.
        >
        > o psychoterapii:
        > On sam uważa sie za dobrego psychoterapeutę. Za to zreszta m.in. usunieto go
        z
        > pierwszej szkoły po tym, jak próbował wyciągnąć z depresji koleżankę z klasy.
        > Jej rodzice nie mogąc sobie z nią poradzić, przeszukali jej papiery i
        znaleźli
        > jego "notatki z terapii" z zaklęciami pisanymi własną krwią. Ile w tym
        ostatnim
        >
        > prawdy nie wiem. Wiem jednak, że doszli do wniosku ze ona zamierza popełnić
        > samobójstwo i zarządali usunięcia jego ze szkoły albo zgłoszenia sprawy do
        > prokuratury. Szkoła wybrała ...
        > On twierdzi, że odpowiada mu bardziej terapia Gestalt niż behawioralna.
        Stosuje
        >
        > je zreszta z róznym powodzeniem u koleżanek od 14 do 32 roku (tak sam to
        > relacjonuje). Ja sam byłem rok temu u psychoterapeuty - najpierw sam, potem z
        > nim, potem reszta rodziny. Psychoteraputa zaczął od słów "słucham pana.." i w
        > zasadzie na tym skończył. Jego rady sprowadziły się do
        stwierdzeń : "życzliwie
        > obserwować". Chłopak potem sam był u innego specjalisty, ale to może i wykręt
        > bo tłumaczył się w szkole, że miał wizytę o 8 rano i dlatego nie mógł iść do
        > szkoły.
        > Kolejne próby wizyty u specjalisty spaliły na panewce w obliczu argumentu, że
        > on pójdzie tylko do takiego, do którego będzie miał zaufanie, ze nie powtórzy
        > on nam treści rozmów. Oczywiście taki terapeuta nie może być nam znany, bo to
        > stwarza ryzyko ujawnienie przebiegu terapii..
        >
        > Pomysły samorealizacji przez aktywność poza szkoła i formalnymi organizacjami
        > sprowadzają się do uczestnictwa w całonocnych maratonach spod znaku RPG. Był
        > zresztą raz, ale oczywiście bez naszej zgody. Strony internetowe miał robić
        > (także za pieniądze) już chyba ze 4 razy, w tym raz dla szkoły. Rezultatu
        nikt
        > nie widział.. Nie przeczę, że może jakiś obóz, coś w stylu OHP .. Tego
        jeszcze
        > nie sprawdziliśmy.
        >
        > o pokazywaniu twardej szkoły życia... :
        > Czy mielibyście odwagę zamknąć przed dzieckiem lodówkę z jedzeniem? Drzwi od
        > środka o północy, kiedy go nie ma w domu? Odmówić dostępu do telefonu do
        > dziewczyny, która jest w depresji i CZEKA na jego telefon, bo tylko on ją
        > rozumie?
        >
        > Pieniądze. Hmmm.. Też przez pewnien czas myslałem, że to jakiś (kiepski, ale
        > realny) miernik inteligencji społecznej, który może motywować. Za wydzwonione
        w
        >
        > internecie kilkaset złotych - zwracał przez 10 miesięcy z kieszonkowego (t.j
        > miał odpisywane 100%). Za swoje popsute telefony-komórki musiał sam płacić.
        Za
        > McDonalds'a, kasety i papierosy - ze swoich. W lecie przez 4 tygodnie
        roznosił
        > ulotki za 200 zł. I bardziej rozczarował się że to tak niewiele za tak wiele,
        > niż zmobilizował do pracy. Na dziś po prostu "podbiera" pieniądze z naszych i
        > siostry portfeli. Czy mamy się cieszyć, że jeszcze tego nie robi na
        miescie.. ?
        > Próby prac zleconych w domu (sprzątanie, smieci, mycie samochodu itp) - to
        > zabawy w wymiarze kilkunastu godzin na rok. O jakości tych prac i ich
        > wydajności- lepiej nie mówić zbyt wiele.
        >
        > Czy bylibyście w stanie, kiedy za rok skończy 18 lat powiedzieć mu: Tam są
        > drzwi - szukaj swego szcześcia na swój koszt? On nawet nie wie ile kosztuje
        > wynajęcie mieszkania, bo kiedy to planował liczył tylko koszty eksploatacji
        z
        > rachunków, bez czynszu. Wyszło mu, że za pełen miesiąc roznoszenia ulotek już
        > mógłby od nas się "uwolnić"...
        >
        >
        > O kumplowaniu :
        >
        > Ja czasem świadomie zachowuję sie przy nim tak, że w zasadzie dorośli ludzie
        > powinni się wstydzić. Wygłupianie się, gry słowne za ladą w sklepach, w
        > tramwaju.. Kiedy razem oglądamy TV potrafimy z tych samych pozycji krytykować
        > artystów - i tych młodzieżowych i tych "starych". Albo spierać sie, czy
        > graffiti to sztuka. Albo czy jego 15 letnia koleżanka jesli mówi o sobie że
        > jest biseksualna, to czy jest i czy to znaczy ze jest także homoseksulana i
        > dlaczego on nie powinien traktowac tego w tym wieku jako sprawy
        bezproblemowej.
        >
        > Albo granie w karty do pierwszej w nocy. Albo dwa lata temu nocny powrót do
        > schroniska w gorach (mało nóg nie połamaliśmy). Co jeszcze można zrobić dla
        > dziecka, aby bardziej być z nim ...?
        >
        >
        > O warunkach w domu, jakich sam pragnie:
        > Po kilku miesiącach nie wytrzymaliśmy z nim, tym co robi w domu i jak się
        > zachowuje i pod jego nieobecność zrobiliśmy porządek w pokoju-13m2. Dwa po
        120
        > litrow worki śmieci: papiery, ogryzki, resztki jedzenia, pudełka, potłuczone
        > kubki, talerze, zardzewiałe sztućce, podarte części garderoby, połamane
        kasety,
        >
        > pudełka od płyt. Zreszta kiedy sam mieszkał przez 9 dni, to chyba się nie
        mył,
        > nie zmywał naczyń (poza jednym,ostatnim kubkiem), nie wyrzucał śmieci... Dla
        > niego normą jest teraz rzucać ubranie, gazety na podłogę tam gdzie własnie
        > stoi. Czyste ubrania pomieszane z brudnymi i butami zasłaniają podłogę. Od
        > czasu do czasu, jak nie chce mu się wychodzić z pokoju do łazienki (przez
        > ścianę) to korzysta z 1,5 litronych plastikowych butelek. A butelki potem
        stoją
        >
        > i stoją...
        >
        > O zrozumieniu :
        > Ja go bardzo dobrze rozumiem. Pomijajac skłoność do bałaganu - sam chciałbym
        > być takim "luzakiem". Zero obowiązków - pełna swoboda w wyborze przyjemności.
        > Mój szwagier przez pewien czas żył podobnie. Jego, żonę i dziecko utrzymywali
        > rodzice. Dzisiaj stara się o pracę "na zmywaku" na statku. Jego problem to
        brak
        >
        > znajomości języka ang i przekroczony 30 rok życia. Jak naszego chłopaka dziś
        > uchronić od TAKICH zyciowych konieczności ?
        >
        > O wartościach :
        > Może chciałbym, żeby nie kłamał "z przyzwyczajenia". Żeby był w stanie
        odczuwać
        >
        > empatie nie tylko wobec znajomych ale także wobec członków rodziny? Zeby
        > kradzież to była dla niego wtedy kiedy komuś coś zabierają bez zgody to. Zeby
        > potrafił rezygnować z "prywatnego" na rzecz "wspólnego".. Bo ja wiem co
        > jeszcze? Taki katalog minimum...
        >
        > Czytałem książkę "Zanim będzie za późno". Napisana była z pozycji, że
        niektóre
        > dzieci po prostu takie są: osobowość aspołeczna. Rady kroczyły mniej wiecej
        tym
        >
        > torem co wobec alkoholików i narkomanów. Generalnie - zero tolerancji. Ja
        > ciągle mam jednaj nadzieję, że autor sie mylił.
        >
        > Pozdrawiam - Jerzy
    • moc_ca Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 02.02.04, 11:40
      Braku miłości do syna na pewno nie można Ci, Jerzy, zarzucić!
      Moim zdaniem powinniscie go nadal wspierać, pozwalac czuć ze cokolwiek się
      zdarzy będziecie z nim i po jego stronie i KOCHAĆ go, KOCHAĆ, KOCHAĆ!
      Zacznij od nowej szkoły, takiej jaką on wybierze, rozmawiajcie z nim
      o wszystkim co go dotyczy,opowiadaj o sobie, bez tabu, bez ograniczeń typu
      wstyd, zbyt osobiste doznania itp.
      Musicie przeczekać okres poszukiwania siebie i swojego miejsca, czas buntu,
      rozgoryczenia życiem które wcale nie jest takie jak on sobie wymarzył -
      to minie!!!Bądż cierpliwy i oczekuj zmiany na lepsze tym bardziej ze jesteś
      doskonałym ojcem i dotychczas nie popełniłeś błędu.Postępuj tak jak dyktuje Ci
      rozum i serce , wszak to najlepsi doradcy w wychowywaniu Twojego syna,
      podeprzyj się dobrym terapeutą i NIGDY nie zwątp, nie poddaj się! bo chociaż
      być może on nie zdaje sobie z tego sprawy, Ty masz obowiązek a On prawo: LICZYĆ
      na Ciebie, nie zawiedż go!
      Powodzenia!
      • burza4 Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 03.02.04, 13:20
        moc_ca napisała:

        > Musicie przeczekać okres poszukiwania siebie i swojego miejsca, czas buntu,
        > rozgoryczenia życiem które wcale nie jest takie jak on sobie wymarzył -
        > to minie!!!Bądż cierpliwy i oczekuj zmiany na lepsze tym bardziej ze jesteś
        > doskonałym ojcem i dotychczas nie popełniłeś błędu.Postępuj tak jak dyktuje
        Ci
        > rozum i serce , wszak to najlepsi doradcy w wychowywaniu Twojego syna,
        > podeprzyj się dobrym terapeutą i NIGDY nie zwątp, nie poddaj się!

        Mocca, ty chyba nie masz dzieci albo są małe? Łatwo jest teoretyzować, ale
        trudniej w praktyce wyluzować się i pozwolić dziecku na popełnianie własnych
        błędów. Chłopak jest w wieku, kiedy nie wszystkie błędy da się naprawić -
        niektóre będą się za nim wlokły przez całe życie! Nie wyobrażasz sobie, jak
        trudno jest rodzicom patrzeć spokojnie na to, jak jej dziecko pieprzy sobie
        życie. Zaręczam ci, że nie będziesz w stanie ignorować pewnych zachowań w imię
        największej miłości. Owszem ta walka czasem jest beznadziejna, ale po prostu
        nie sposób nad sobą zapanować, kiedy się widzi, że twoje dziecko leci jak ćma
        do ognia. Pół biedy, jeśli chodzi o odwracalne kwestie, jak choćby szkoła.
        Kolega zawalił maturę (choć on nigdy nie był takim "luzakiem"), pracował jako
        ochroniarz, a pod wpływem dziewczyny wrócił do szkoły i doszedł do czegoś. Ze
        szkoła się da - można do niej wrócić. Ale czasem są też nieodwracalne
        posunięcia - tak jak wpakowanie się w dziecko, czy związanie z toksycznym
        facetem. Przykład - chłopak 18 lat, dziecko 1 rok. Jego matka pracuje sama na w
        sumie 5 osób. On się nie uczy, bo jest "dorosły" i sam będzie decydował. Pracy
        dla niego nie ma, bo nawet śmieciarze mają jakąs szkołę. Każdy zawalony przez
        niego rok oznacza że jego matka, siostra, ojciec, własne dziecko w końcu bedą
        nadal klepać biedę. Matka jest u kresu wytrzymałości. Od lat ledwo wiąża koniec
        z końcem, a teraz jeszcze doszły 2 osoby. Przy tym żadne z młodych rodziców nie
        ma specjalnej ochoty na zajmowanie się dzieckiem, małą wsadzają do łóżeczka
        żeby nie przeszkadzała, jedno gra na komputerze, drugie ogląda telewizję. Jak
        nie reagować...?

        Decydując się na macierzyństwo myśli się "wiem, będzie trudno" ale ma się na
        myśli raczej pierwsze lata, zupki kupki, nieprzespane noce, ograniczenie
        wolności itd. Nikt nie ma zielonego pojęcia, że prawdziwe problemy zaczynają
        się dużo później. Czasem nie możesz nic zrobić. I nie zawsze jest to wina
        jakiegoś tam błędu w wychowaniu. Naprawdę - cechy osobnicze mają niebagatelne
        znaczenie, nie raz widzi się rodzeństwo wychowywane tak samo, a skrajnie różne
        w podejściu do życia. Owszem, rodzice powinni wspierać dzieci. Ale zrozum - nie
        zawsze jest to takie proste. Młodszy brat koleżanki sprzedał mieszkanie, które
        dostał po dziadku i przebalował pieniądze na dyskotekach, szkołę dawno rzucił,
        pracy nie ma, bierze jakieś narkotyki, wprowadził się do nich z powrotem. Co
        mają zrobić rodzice? Wywalić go? Patrzeć na to spokojnie i wspierać? Czekać aż
        przejrzy na oczy i zmądrzeje? on ma teraz prawie 30 lat...

        Powiem ci jedno - w posiadaniu dzieci najgorsza jest właśnie bezsilność w
        takich sytuacjach. TU NIE MA DOBREJ RADY!

        piszesz: bo chociaż
        > być może on nie zdaje sobie z tego sprawy, Ty masz obowiązek a On prawo:
        LICZYĆ > na Ciebie, nie zawiedż go!


        On zdaje się świetnie to wie, bo on BIERZE, nie dając nic w zamian....
        A co do liczenia na rodziców - dopiero z czasem się rozumie, że pewne ich
        decyzje to był właśnie przejaw tego, że można na nich liczyć. A wtedy odbierało
        się to jako frontalny atak na własną osobę, a rodzice stanowili największych
        wrogów. Pomoc rodziców ma różne oblicze, niekoniecznie zawsze takie jak by się
        chciało. A często się okazuje, że taka pomoc obraca się nam na dobre... Wiem
        coś o tym, sama byłam zbuntowaną nastolatką.
        • moc_ca Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 03.02.04, 19:07
          Co mi zarzucasz , burzo?:)
          Mówisz moimi ustami! Napisałam do autora wątku :nigdy nie zwątp w siebie
          i w swoje dziecko i nie poddaj sie w walce o nie , co Cie tu bulwersuje, burzo?
          Należy walczyc o swoje dziecko bez względu na jego błędy
          i złe uczynki, tak właśnie napisałam! Czy uważasz że ojciec 17-latka powinien
          tak jak ktos w tym wątku radził ,nie dać mu jeść i wyrzucic z domu
          bo się nie uczy i śmierdzi u niego w pokoju?
          Czy może pomagać , wspierac i mówić 'synu bedę z tobą cokolwiek się stanie
          ale spróbujmy sobie jakoś poradzić z twoim problemem'?
          Napisałaś:
          > A co do liczenia na rodziców - dopiero z czasem się rozumie, że pewne ich
          > decyzje to był właśnie przejaw tego, że można na nich liczyć. A wtedy
          >odbierało się to jako frontalny atak na własną osobę, a rodzice stanowili
          >największych wrogów. Pomoc rodziców ma różne oblicze, niekoniecznie zawsze
          >takie jak by się chciało. A często się okazuje, że taka pomoc obraca się nam
          >na dobre... Wiem coś o tym, sama byłam zbuntowaną nastolatką.

          jesli tak właśnie myślisz to czy nalezy pomagać dziecku (wbrew nawet logice
          niektórych tu piszących)
          i liczyc na to że w dorosłym zyciu powie nam: "dzięki tato/mamo że pomogliście
          mi nie bacząc na to co wam robiłem"
          czy też nie prać, nie karmić, wyrzucic z domu a za parę lat zobaczyć jak
          podnosząc sie na nasz widok z rynsztoka powie:
          "Gdzie byłeś tato kiedy jako 17-letni głupi dupek spadałem na dno? Dlaczego
          wykopaliście mnie na ulicę pozwalając mi stoczyc się do tego rynsztoka?"

          ps.też byłam zbuntowaną i trudną nastolatką! :)
          • yagnieszka Mocca 03.02.04, 19:35
            Sorry za osobiste pytanie ale czy masz dzieci? A jesli tak to w jakim wieku?
            Tu sie zaraz podniosa glosy, ze to nie ma znaczenia w dyskusji. Ja sie z tym
            nie zgadzam - uwazam, ze ma. Im mam starsze dzieci, tym bardziej uswiadamiam
            sobie jak ogromne znaczenie ma, czy sie juz przeszlo pewne etapy, czy jeszcze
            nie. Bo przechodzenie kolejnych etapow z wlasnym dzickiem to rowniez
            przechodzenie ich z cala grupa rowiesnicza i z grupa rodzicow. Tych doswiadczen
            nie da sie zastapic dobra wola, wspomnieniami z wlasnego dziecinstwa ani
            iloscia przeczytanych ksiazek. A 17letni mlody czlowiek to jest dorosly mlody
            czlowiek, ktory moze pracowac i dbac o siebie. Jesli nie zostal do tego
            przygotowany wczesniej i nie widzi potrzeby by sie przygotowywac bedac
            chronionym przez rodzicow, musi z domu wyjsc. Zaczynam dochodzic do wniosku, ze
            Olenka, ktora wtedy nazywala siebie Grilfriend miala jednak racje w bardzo
            starym watku na temat roznic pomiedzy polskim nastolatkiem a nastolatkiem na
            moim kontynencie. Ale to tylko tak na marginesie.
            • moc_ca Re: Mocca 03.02.04, 19:56
              yagnieszka napisała:

              > Sorry za osobiste pytanie ale czy masz dzieci? A jesli tak to w jakim wieku?
              > Tu sie zaraz podniosa glosy, ze to nie ma znaczenia w dyskusji. Ja sie z tym
              > nie zgadzam - uwazam, ze ma. Im mam starsze dzieci, tym bardziej uswiadamiam
              > sobie jak ogromne znaczenie ma, czy sie juz przeszlo pewne etapy, czy jeszcze
              > nie. Bo przechodzenie kolejnych etapow z wlasnym dzickiem to rowniez
              > przechodzenie ich z cala grupa rowiesnicza i z grupa rodzicow. Tych
              doswiadczen
              >
              > nie da sie zastapic dobra wola, wspomnieniami z wlasnego dziecinstwa ani
              > iloscia przeczytanych ksiazek. A 17letni mlody czlowiek to jest dorosly mlody
              > czlowiek, ktory moze pracowac i dbac o siebie. Jesli nie zostal do tego
              > przygotowany wczesniej i nie widzi potrzeby by sie przygotowywac bedac
              > chronionym przez rodzicow, musi z domu wyjsc. Zaczynam dochodzic do wniosku,
              ze
              >
              > Olenka, ktora wtedy nazywala siebie Grilfriend miala jednak racje w bardzo
              > starym watku na temat roznic pomiedzy polskim nastolatkiem a nastolatkiem na
              > moim kontynencie. Ale to tylko tak na marginesie.

              Nie zadam Ci, Yagnieszko, pytania które mnie się nasuwa na myśl po przeczytaniu
              Twoich postów na temat miłości rodzicielskiej bowiem odpowiedź na nie nie ma
              wpływu mój odbiór Twoich słów.
              Czasami bywa tak że
              niekochani - nie kochamy.
              Bici - bijemy.
              Wyrzucani - wyrzucamy.
              itd.
              Czasami bywa tak że,
              niekochani - kochamy mocniej niż inni rodzice.
              itd.
              A czasami bywa tak że, wystarcza mądrość życiowa lub wiedza lub praktyka lub
              człowieczeństwo zwykłe żebyśmy kochali , nie karali, nie wyrzucali.
              Ot, różnimy się w spojrzeniu na wychowanie dziecka co jednak nie znaczy że moje
              jest pełniejsze i zaowocuje lepszymi rezultatami albo gorsze i zakończy się
              porażką, prawda Yagnieszko?
              pozdrawiam
              • yagnieszka Re: Mocca 03.02.04, 20:10
                No ale po takim wykladzie nie bardzo rozumiem dlaczego uchylasz sie od prostej
                odpowiedzi na proste pytanie. Przyznaje, ze jest osobiste ale znajac na nie
                odpowiedz latwiej by mi bylo (i zapewne autorowi watku tez) traktowac powaznie
                sam wyklad.
                • moc_ca Re: Mocca 03.02.04, 21:48
                  yagnieszka napisała:

                  > No ale po takim wykladzie nie bardzo rozumiem dlaczego uchylasz sie od
                  prostej
                  > odpowiedzi na proste pytanie. Przyznaje, ze jest osobiste ale znajac na nie
                  > odpowiedz latwiej by mi bylo (i zapewne autorowi watku tez) traktowac
                  powaznie
                  > sam wyklad.
                  No cóż, będziesz musiała, Yagnieszko, potraktowac mój wykład niepoważnie, czego
                  sobie i Tobie serdecznie życzę.
                  pozdrawiam
                  moc_ca
          • burza4 Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej 04.02.04, 13:19
            Nic ci nie zarzucam, po prostu chciałam dać ci odczuć, że zachowanie rodziców w
            takich sytuacjach nie jest ani proste ani nie ma jednoznacznych wytycznych co
            robić. Na jedno dziecko podziała rozmowa, na drugie jakieś mocniejsze
            argumenty, na trzecie NIC. Możemy jedynie próbować i modlić się żeby coś do
            niego dotarło, ale żadne recepta nie daje gwarancji, że coś się zmieni na
            lepsze.

            Chodziło mi o to, że czasem to "wsparcie" może też być paradoksalnie
            zaniechaniem wszelkiej pomocy. Bo to może otrzeźwić póki jeszcze czas. Bo
            łatwiej zawczasu "potrząsnąć" 17-latkiem niż 27-latkiem, który nie skończył
            żadnej szkoły, to co dostał od rodziców zaprzepaścił, nie ma najmniejszej
            ochoty iść do jakiejkolwiek pracy. Łatwo tez innym radzić - nie chce się uczyć,
            trudno niech idzie do roboty, sam się przekona. A jeśli on nie chce iść do
            roboty? Tak po prostu - "nie chce mi się"? Wywalić z domu siłą? Kto potrafiłby
            patrzeć spokojnie jak dziecko ląduje na ulicy? Z kolei w pewnych przypadkach
            psychologia jako jedyny ratunek zaleca odcięcie się od dziecka - o nałogi mi
            chodzi. Bo to jedyna szansa, bo dopóki będzie miał wsparcie ze strony rodziców,
            bedzie wiedział, że zawsze może na nich liczyć, to nic w swoim życiu nie
            zmieni. Więc nie ma jednoznacznej drogi.

            Nie zawsze jest szansa jakiejkolwiek rozmowy, a co dopiero konstruktywnej.
            Owszem, można powiedzieć dziecku ja sugerujesz 'synu bedę z tobą cokolwiek się
            stanie ale spróbujmy sobie jakoś poradzić z twoim problemem'? ale jakie
            zalecasz dalsze kroki w sytuacji, kiedy dziecko odpowie ci np. "pieprz się
            zgredzie?". Wspierać... ale co z resztą rodziny? przecież czasem ma się nie
            tylko jedno dziecko, sa jeszcze inni. I postępowanie tego wspieranego może się
            na nich bardzo mocno odbijać. Czy ich też nie mamy obowiązku wspierać?

            Przypomniała mi się "Ballada o Januszku". Przecież to nie jest takie proste -
            każdy chce jak nalepiej i wydaje mu się, że robi co trzeba, żeby dziecko
            wychować na przyzwoitego człowieka. Ale w wychowaniu nie ma algorytmów, że jak
            się będzie postępować w taki a taki sposób, to nasze dziecko dorastając bedzie
            takie jak zaplanowaliśmy. Może się okazać, że jest zupełnie inne mimo
            naszego "podręcznikowego podejścia". Dlatego ja nie mam dobrych rad dla
            Jerzego, i powiem szczerze - NIE MAM POJĘCIA co sama bym zrobiła w takiej
            sytuacji. Żadne z nas tego nie wie. I co najgorsze - żadne z nas nie jest w
            stanie przewidzieć, czy nie znadzie się pewnego dnia na miejscu Jerzego...
    • kvinna Cześć i czołem 02.02.04, 12:29
      To ja o coś zapytam.
      Czy ten młody człowiek tak kompletnie nic, tabula rasa, kompletny nihilizm czy
      może jednak interesuje się czymś, szczególnie, czy coś go pociąga, pochłania
      etc.?

      Bo jeśli tak, to spałabym spokojnie.
      Einstein, jak większość wielkich, miał problemy w szkole :)

      I przychylam się do zdania Marty na temat - ja to zdanie znalazłam w takiej
      postaci: świnią będzie ten, kto się nigdy nie buntował. Ładne :)
    • Gość: ex-nastolatka Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: 5.2.* / *.chello.pl 02.02.04, 13:07
      Sama parę lat temu byłam w sytuacji twojego syna. Młoda, zbuntowana, sama
      przeciwko całemu światu. Pamiętam, że wcale nie czułam, że wiem wszystko
      najlepiej i sama sobie zmarnować życie chociaż może tak to wyglądało z
      zewnątrz. To co się dzieje w organizmach nastolatków jest poza ich kontrolą.
      Nie mają wpływu na to czy to akuret ich życie zostanie wywrócone do góry nogami
      przez hormony. To czego ja najbardziej potrzebowałam w tym okresie to
      zrozumienie, żeby ktoś powiedział, że wie że dzieją się straszne rzeczy i że
      trudno mi sobie z tym poradzić. Niestety nie spotkałam się z dużym zrozumieniem
      i musiałam sobie radzić sama. Nie skazuj swojego dziecka na samotną walkę o
      siebie. Szkoły nie są przygotowane na pomoc młodym ludziom z takimi problemami.
      Ostatnio moi znajomi przenieśli swojego syna do szkoły specjalizującej się w
      pracy z takimi uczniami (prywatnej). Efekty są. Chłopak, do tej pory blokers
      zaczął się uczyć bo nie jest skreślany na starcie w tym roku robi maturę, a
      groziła mu zawodówka. Może poszukać też takiej szkoły.A specjalista jak
      najbardziej, tylko mądry... Zyczę szcześcia całej waszej rodzinie, trzymajcie
      się!
    • Gość: bi Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na równi pochyłej IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.02.04, 19:29
      To co opisujesz jest niemalze identyczne z sytuacja, ktora miala miejsce u
      mojej kuzynki i jej syna. Wieczne rzucanie szkol, wszystko na nie
      itd...identycznie. Rodzice robili wiele bledow, pokazywalismy im je palcami,
      ale wszelkie sposoby i pomysly na inne podejscie do "malolata" spalaly na
      niczym. Rodzice sie mordowali tak jak Ty teraz, a mlody robil swoje. Strach
      bylo patrzec ... Nie bede Ci dawala rad, bo to wszystko to sprawa indywidualna
      i jednego lekarstwa pewnie nie ma. Chcialam tylko Cie nieco pocieszyc. Moj
      kuzyn nieco zmadrzal jak zaczal szukac pracy. I w papierach mogl napisac
      jedynie: wyksztalcenie podstawowe. Zaczal sie wstydzic. Ambicje sie odezwaly,
      bo okazalo sie ze z takim dorobkiem to tylko "przynies wynies pozamiataj". A
      chcialo sie wiecej... Skonczyl chlopak szkole srednia, teraz studiuje.
      Wyprostowal sie, przynajmniej czesciowo. Ma teraz 22 czy 23 lata.
      Tak Ci tylko nadziei chcialam dodac.
      Bi
      • tea_time Kryzys w rodzinie: 17-latek na zakrecie 04.02.04, 12:07
        Jerzy, przeczytalam uwaznie Twoja opowiesc o problemie z synem i uwage mam
        wlasciwie tylko jedna. Tego, czego zabraklo, czego brakuje Twojemu synowi ( i
        Twojemu domowi sila rzeczy) to brak okreslonych granic. Dziecko, w kazdym
        wieku, potrzebuje granic ( czasem przybieraja forme zakazow lub nakazow),
        granic, ktorych nie wolno mu przekroczyc, a jesli to zrobi, musi miec
        swiadomosc czekajacych go za to konsekwencji. Tu z kolei zadanie dla Was,
        Rodzicow, by konsekwentnie owe konsekwencje egzekwowac. I to nie ma nic
        wspolnego z domowym terrorem, dziecko musi znac granice, by, wlasnie,
        paradoksalnie, miec poczucie bezpieczenstwa. Te granice tworza sie naturalnie
        od samego urodzenia i wiele wskazuje na to, ze tego elementu zabraklo, a
        dziecko Twoje wyroslo troche na "dziecko dzikie":) Ono z pewnoscia czuje, ze
        jest kochane i miedzy innymi dlatego zachowuje sie w ten sposob, bo wie, ze
        cokolwiek zrobi nie spotka go za to zadna " kara". Czy mozna cos w tej chwili
        jeszcze zrobic? Mysle, ze tak, pomysl z terapia rodzinna ( rodzinna, nie
        terapia tylko syna, o tym zapomnijcie, nie ma sensu na tym etapie) jest dobry,
        ale przede wszystkim trzeba byloby zaczac od ustalenia zasad, granic od tej
        pory obowiazujacych i konsekwencji, jakie czekaja za ich nieprzestrzeganie.
        Jakie czekaja wszystkich Was! Bo zasady powinny byc dwustronne, nie tylko
        skierowane wobec syna. Bardzo dobrym pomyslem byloby nawet ich spisanie i
        powieszenie w widocznym miejscu. W ustalaniu zasad macie prawo jako Rodzice i
        Opiekunowie maloletniego syna narzucic mu niektore: mieszka z Wami, jest jednym
        z domownikow i musi do zasad spolecznego wspolzycia sie dostosowac. I juz:)
        Jesli zechce sie wyprowadzic?- prosze bardzo, pomozcie mu w realizacji planu.
        Jesli jednak chce z Wami/razem mieszkac musi dostosowac sie do zasad w domu
        obowiazujacych. Nie pisze nic o konsekwencjach niepodporzadkowania sie do
        zasad, bo te mozna ustalic znajac dobrze dana osobe, ale w duzym skrocie na
        kazdego mozna znalezc sposob:) Madra milosc rodzicielska to nie tylko,
        aczkolwiek przede wszystkim milosc, zrozumienie i akceptacja, ale takze
        granice, dzieki ktorym dziecko ma poczucie bezpieczenstwa. Mam swiadomosc, ze
        moj post moze brzmiec autorytatywnie:), ale wierz mi, Agnieszka pytala Mocci o
        doswiadczenie, ja jestem Matka i to nastolatki rowniez, moim dzieciom naprawde
        nie brakuje otwartosci, kreatywnosci i spontanicznosci, ale pewne zasady sa
        swiete i bynajmniej nie chodzi o niedzielny wspolny obiad:), nie pozwalam na
        odstepstwo od nich. Do glowy tez nie przyszloby mi sprzatanie za nich w ich
        pokojach, nie tylko dlatego, ze to ich obowiazek, ale z szacunku do nich, to
        ich krolestwo, ich swiat, ingerencje Rodzica uznalabym za wyraz nieposzanowania
        ich prawa do tego swiata, do ich dojrzalosci i odpowiedzialnosci. Co nie
        zmienia faktu, ze nie postaje obojetna na balagan, kiedy byly mlodsze, a slowne
        argumenty nie dzialaly, stawialam ultimatum: ustalalam date nieprzekraczalna,
        nie bylo to bynajmniej na jutro:), ale kiedy mijala, a balagan nie znikal -
        znikaly rzeczy - ladowaly w smietniku. Byl placz i zlosc za poczucie straty,
        naturalnie, ale tylko za pierwszym razem. Dzis sprzataja nie dlatego, ze ja o
        to prosze czy nakazuje, ale poniewaz juz wiedza, ze w porzadku swiata realnego
        swiat mysli rowniez jest wolny od chaosu. W zyciu Twojego syna zapanowal chaos,
        a dojrzewanie tylko zagubienie spotegowalo. Porozmawiajcie raz jeszcze,
        sprobujcie na nowo ustalic zasady wspolzycia i wspolmieszkania, trzymajcie sie
        ich konsekwetnie, nawet jesli mialyby byc okupionem bolem czy placzem, jednak
        jesli chodzi o szkole, nauke, coz, zostaw ten problem synowi. Niech sie z nim
        sam upora. Ze szkoly mozna wyleciec w kazdym wieku, ale tez do niej w kazdym
        wieku wrocic.
        Pozdrawiam serdecznie
        Tea
        ---------------------
        Z niczym nie zwlekaj.
        • yagnieszka Herbatko :) 04.02.04, 12:56
          Jak ja Ci zazdroszcze, ze umiesz tak pisac. Tak ujac w slowa to, co jest istota
          wychowania. Wpedzilas mnie w kompleksy ;) Ide "lizac rany". Zanim pojde -
          podpisuje sie bez zadnych zastrzezen pod Twoim tekstem. Ze tez ja tak nie umiem
          pisac :( Mam nadzieje, ze Jerzy Cie przeczyta i bedzie to dla Niego czyms w
          rodzaju "swiatelka w tunelu".
          • tea_time Agnieszko:)n/t 04.02.04, 13:28
            Bardzo dziekuje za serdeczne slowa:) I nie ujmuj, Agnieszko, pisaniu wlasnemu
            niczego; Twoje posty czytam z wielka przyjemnoscia ( widniejesz u mnie zreszta
            na zielono:) i mowie to bynajmniej nie na zasadzie wzajemnosci, ale cieszac sie
            z okazji, by zdanie swe wyrazic:)
            Pozdrawiam
            Tea
            • Gość: senin Re: Agnieszko:)n/t IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 04.02.04, 21:52
              Ja tez uwazam, ze wbrew temu, co mowia, nastolatki chca tzw "structure", czyli
              jasno postawionych granic, rowniez po to by miec sie przeciw czemu buntowac;))

              "Catch me if you can" ogladaliscie - jest wlasnie o tym.
              Obserwuje to rowniez na codzien w szkole, w ktorej pracuje
        • Gość: Jerzyg Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na zakrecie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 01:27
          Pozwalam sobie odpowiedzieć krótko pod Twoim postem, bo chyba jest najbliższy
          punktu, w którym nie potrafię znaleźć dalszej drogi. Zgadzam się ze wszystkimi,
          którzy pisza o potrzebie miłości, uwagi, szacunku. Nie uważam przy tym, aby
          stawiał mu wygórowane żądania (mów dokąd idziesz, a przynajmniej kiedy wracasz;
          nie kłam w isotnych sprawach, nie kradnij, nie pal w domu, sprzątaj przynajniej
          po sobie, jeśli nie chcesz pomóc reszcie, nie niszcz wspólnego dobra, kiedy już
          nie potrafisz uszanować tego co sam masz). Temat szkoły (rodzaj i miejsce) jest
          jego tak długo, póki nie zechce aby mu pomóc w nauce lub innych takich
          problemach.
          Powiedz, proszę, jakich granic nie pozwoliłabyś przekraczać i pod jaką sankcją.
          To na co dwa lata temu nie godziłem się nawet w myślach, czy nawet nie
          dopuszczałem, że stanie się to tematem u nas w rodzinie, dzisiaj z coraz
          cześtszą obojętnością na przemian z bólem toleruję w imię ochrony nadrzętden
          wartości jaką jest rodzina.

          I jeszcze może prośba ogólna - czy znacie kogoś z rodziców, kto wyszedł z
          podobnych zakrętów i byłby gotów podzielić się poza forum swoimi
          doświadczeniami, niekoniecznie nawet jęsli uważa, że moga komuś słuzyć za wzór.

          • tea_time Re: Kryzys w rodzinie: 17-latek na zakrecie 07.02.04, 12:56
            Bardzo chetnie porozmawiam z Toba na ten temat, Jerzy, aczkolwiek zastanawiam
            sie, czy nie byloby lepiej przeniesc sie z ta rozmowa na grunt mailowy; wydaje
            mi sie, ze pozostawanie przy opisywaniu ogolnych tendencji nie okaze sie
            skuteczne, a nie chcialabym stawiac Ciebie czy siebie w sytuacji dyskomfortu
            psychicznego, kiedy bedzie trzeba powolywac sie na konkretne i zyciowe
            przyklady z naszych doswiadczen. Prosze o zdanie. Pozdrawiam. Tea
    • Gość: Js. Inwersja. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.04, 17:20
      Tak z autopsji...
      Przejawiam niewiarygodnę chęć do nauki,co jednak nie jest powodem do
      nadmiernego szczęścia dla mo\ich rodziców. Bo rzadziej w związku z tym sprzątam
      w domu, bo częściej mnie nie ma, mam ferie i móglbym coś posprzątać w domu,
      albo coś zrobić dla dobra ogól, ale siedzę zamiast tego w szkole i robię
      zadania na międzynrodowy konkurs fizyczny...

      Może uznał, że będzie działać tak , żeby zadowolić siebie a nie innych, gdyż
      tych się zadowolić nie da... Standarty zmieniają się na tyle szybko, że koło
      wieku 17 lat zaczyna się kierunkowość niepodyktowana zewnetrznymi czynnikami.

      Szczerze mówiąć zastanawiam się, czy zamieniłbym kilkadziesiąt stron A4 z
      dyplomami , kilka prac badawczych ipaczki wiedzy na zmniejszenie stresu o 5/6.
      Musiałbym się porządnie zastanowić...

      też Jerzy, ale za to 17lat, który sprawia wyżej wymienione problemy wychowacze.

      Dałem Panu drobną namiastkę punktu widzenia gdzieś, około Pana syna. Proszę to
      wykorzystać.
Pełna wersja