Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje!

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.04, 16:03
moi drodzy,

ten problem przewija sie przez cale moje zycie jako swiadomego czlowieka,
czyli od 6 klasy podstawowki...
jestem osoba bardzo ambitna, mam wyzsze wyksztalcenie, dbam o swoj kulturalny
rozwoj, lubie rozmowy o sensie zycia itp.
tymczasem moja rodzina to ludzie prosci, ktorzy nigdzie nie podrozuja, nic
nie czytaja, nigdzie nie chodza (kino, teart)...
czasem zastanawiam sie o czym bede rozmawiac z moim ojcem czy dziadkami,
wujkami...
dodam, ze bardzo kocham moja mame ale jak pomysle ze musze tez gadac z ojcem
to nie chce mi sie jechac do domu (nie mieszkam z nimi)...
jak bylam troche mlodsza mialam obsesje ze napewno mnie adoptowali, a gdzies
tam zyja moi prawdziwi rodzice - inteligentni, kulturalni...
pisze o tym bo planuje z narzeczonym slub i najchetniej nikogo bym nie
zaprosila (oprocz rodzicow), bo wstydze sie tych ludzi...ale wiem ze tak nie
mozna...
co ja mam zrobic?
az mi sie odechciewa tego slubu
doradzcie jak sobie to przetlumaczyc, jak to rozwiazac?

wiem ze wiele osob ma mnie po tym co napisalam za samoluba, ale moze jest
wsrod was ktos kto mysli podobnie... chyba byloby mi lzej z mysla ze nie
tylko ja tak reaguje...

marta

ps. mimo ze mam tyle lat, ze sama moglabym byc mama,nadal czasem marze by
ktos madry, inteligentny stal sie moim duchowym rodzicem...
    • kamfora blichtr 01.02.04, 16:19
      a właściwie jego umiłowanie - nie jest wyznacznikiem ani kultury ani mądrości.
      • komandos57 Re:Kamforo 01.02.04, 16:24
        A ja tez nie miluje madroscia forumowego.Zem nie kulturalny tez i co?
        Zyje.p.Miller jest bardzo kulturalny i co? Tylko nie obrazaj sie tu na
        mnie,o.k.!
        • kamfora OK n/t 01.02.04, 16:38
    • Gość: Perforance Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.ip-pluggen.com 01.02.04, 16:34
      Rozumiem Cie, bo sama mialam ojczyma, ktorego bym sie wstydzila komus pokazac,
      bo to byl cham, bezzebny i do tego cuchnacy potem.

      Moje przyrodnie siostry braly slub poza granicami Polski i zaprosily na slub
      tylko nasza mame!
    • Gość: Richelieu* Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: 213.77.25.* 01.02.04, 16:38
      Kto powiedział, że masz obowiązek rozmawiać z rodzicami o sensie życia? Kto
      powiedział, że masz być dumna tylko z tego powodu, że nosisz to samo nazwisko
      co pół rodziny, a więzy krwi to najważniejsza sprawa na świecie? Kto
      powiedział, że nie można nie zaprosić na ślub rodziny, która przy jedzeniu
      mlaska i siorbie, no i upija się do nieprzytomności. Jakieś więzy społecznej
      poprawności trzymają Cię. Jedno tylko, nie wstydź się, nie powinnaś się
      wstydzić za rodzinę. Wstyudzić się można za to co się samemu głupiego zrobiło,
      a Ty nakładasz na siebie nie swoje winy. Ciesz się, że Ty jesteś jaka jesteś,
      a rodzinę olej i oglądaj na zdjęciach.
      Ja ślub zrobiłabym niewielki, bo drogo, bo to i tamto. Zawsze jest jakieś
      wytłumaczenie.
      • komandos57 A ja akceptuje swoja. 01.02.04, 16:40
        Tata wyciagal azbesta,mama sprzatala.I co? Co ma piernik do wiatraka?
        • Gość: Richelieu* Re: A ja akceptuje swoja. IP: 213.77.25.* 01.02.04, 16:47
          Ech, KOmandosie. Nieważne co robili, ważne jak się zachowują. Jeśli potrafią
          na ślubie uchlać się w sztok to nie dziwię się, że nie chce ich zapraszać.
          Zawód z wartością człowieka ma niewiele wspólnego. Na przykład mój Dziadek śp.
          skończył 4 klasy podstawówki i był wybitnie mądrym człówiekiem, no, dzieci
          wychowywać raczej nie potrafił.. ale w tym co dziś określa się wyedukowaniem,
          że o sensie życia i takie tam.. Zresztą to On między innymi określił moją
          katolickość sam biorąc chrzest jako dorosły człowiek i niewykształcony w
          dodatku.
          • komandos57 Re: A ja akceptuje swoja. 01.02.04, 16:52
            Moj tata wyciagal azbesty,mama sprzatala tam,gdzie tata te azbesta
            wyciagal.Teraz ja tez wyciagam azbesta,a moj maly brat jak dorosnie,bedzia
            sprzatal.Tak staramy sie ciagnac tradycje rodzinna.Zaraz musze lysnac w ksiegi
            czy rzeczywiscie zem ochszczon.....O tak,bimbrem.P
            • Gość: olina2 Re: A ja akceptuje swoja. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 16:54
              • komandos57 Re: A ja akceptuje swoja. 01.02.04, 16:56
                Olinko,wiem zes po terapii.Zes jeszcze nie swiadima tego co czynisz i
                mowisz.Lyknij relania,tak na wszelki wypadek.Policz tez barany.Spokojnie tylko.
                • Gość: olina2 Re: A ja akceptuje swoja. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 17:00
                  Kocham Cię.
            • Gość: Richelieu* Re: A ja akceptuje swoja. IP: 213.77.25.* 01.02.04, 17:10
              no cóż, gdybym ja miała ciągnąć tradycje rodzinne musiałabym krowy doić, grać
              na weselach na skrzypcach, upijać się, sprzątać a jakże też, rowy kopać, no i
              ewentualnie po szkoleniu strzelać na przodku trotylem ;)
              • komandos57 Re: A ja akceptuje swoja. 01.02.04, 17:17
                O,a ja az trudno opowiedziec.Staram sie jednak kultywowac tradycje.Gesi
                siedza w kuchni na fortepianie,Strzelam po grochowej a urodzilem sie z
                rowem.Nie musze kopac.O...i nie trzezwieje.Zara sobie gulne......
                • Gość: Richelieu* Re: A ja akceptuje swoja. IP: 213.77.25.* 01.02.04, 17:43
                  zara to miałeś się modlić ;) a od tego gulgania Twojego smutno mi się robi
    • Gość: olina2 Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 17:05
      Napisałam Marto do Ciebie tekst , który mi wcięło. W skrócie. Wstydzisz się
      ich. Myślę, że powinnaś olać gości co sobie pomyślą. Niech gadają, ty to ty.
      Reszta nieważne.
      • komandos57 Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje 01.02.04, 17:08
        olinko.widze ze terapia podzialala.Zes teraz smiala,mozesz paluszkami po
        klawiaturce strzelac.Gdybys jeszcze tak miala swiadomoscia co klikasz!
    • Gość: Imagine Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.adsl.navix.net 01.02.04, 19:11
      urodzilas sie celowo w takiej rodzinie. rozwoj intelektualny wcale nie musi isc
      w parze z rozwojem emocjonalnym, w szczegolnosci jesli chodzi o stosunek do
      innych ludzi. to zycie jest twoja proba. masz w sobie pokonac niechec do tych
      prostych ludzi. maja byc na twoim slubie i masz zwalczyc w sobie wstyd i
      zazenowanie. jesli nie ... powtorzysz ta lekcje ziemska z cala pewnoscia.
      Z karmicznym pozdrowieniem,
      Imagine.
    • agresja4 Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje 01.02.04, 19:43
      To bardzo trudny temat.
      Zrobisz, jak postanowisz.
      Ale o wszystkim /tj też o tym co czujesz i dlaczego/ opowiedz swojemu
      przyszłemu mężowi - byś mogła już zacząć żyć bez uciekania.

      Zapewne urodziłaś się w takiej rodzinie, po to byś pojęła czym jest rozwój, i
      abyś potrafiła to docenić.

      To, czego się boisz, musisz pokazać światu - inaczej będziesz żyła w ciągłym
      strachu, że ktoś się dowie. /czego, na miłość boską?/
      Musisz też zrozumieć, że to jest Twoje subiektywne odczucie.
      W tzw dobrych domach dzieje się tyle złego...

      Daj innym szansę zrozumieć do czego doszłaś.:)
      • r.richelieu Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje 01.02.04, 19:55
        to chyba oczywiste, jednego tylko nie potrafię sobie wyobrazić. Tego wesela.
        Połowa gości pijana i rzygająca po kątach, druga połowa gości w szoku
        • agresja4 Re: ale jesteś durna/y - r.richelieu 01.02.04, 20:14
          wsyzstko opada cyztajc ciebie - ignorancie


          r.richelieu napisała:

          > to chyba oczywiste, jednego tylko nie potrafię sobie wyobrazić. Tego wesela.
          > Połowa gości pijana i rzygająca po kątach, druga połowa gości w szoku
          • r.richelieu Re: 01.02.04, 20:18
            dlaczego ignorancie, nie byłaś nigdy na podobnych weselach gdzie rodzina z
            jednej strony była w szoku, że wielu z drugiej rodziny uchlali się w ciągu
            pierwszych dwóch godzin a potem rozrabiali?
            gdzie tu ignorancja, raczej przykre doświadczenia
            • Gość: olina2 Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 18:00
              Sama kiedyś byłam na weselu na Sląsku , gdzie w połowie wesela wyszła druga
              połowa wesela i ta reszta która została, olała tą co wyszła. Z perspektywy
              czasu /10 lat/ nic to nie zmieniło w związku ,,młodej pary,, Zgadzam się, że
              zdaniem aby małżonkowi powiedzieć prawdę chyba, że już wie. Pozdrawiam
          • Gość: doswiadczona... Jeszcze duzo Pani przezyje... IP: *.sasiedzi.pl 01.02.04, 20:23
            i moze kiedys sie dowie ile obludy i interesownosci kryje sie za tzw dobrymi
            manierani tzw ludzi na poziomie.
            Dla Pani byloby lepiej, gdyby nauka przyszla w miare szybko, bo wtedy dopiero
            odczuje Pani ile sa warci ludzie, ktorych teraz Pani okresla jako prosci. A oni
            po prostu nie mieli warunkow, aby ksztalcic sie .
            Pani te warunki miala, dzieki komu? Tylko dzieki sobie, moze im, tym prostym
            ludziom tez Pani cos zawdziecza?
            • Gość: aaaaaahalina Re: Jeszcze duzo Pani przezyje... IP: *.ip-pluggen.com 02.02.04, 00:16
              Ksztalcic sie ci ludzie nie mieli okazji, ale doksztalcac, tego im nikt nie
              zabronil, a jednak tego nie robili. Ma sie ochote nauczenia sie czegos, to
              mozna to zrobic chocby przez sluchanie radia. Slucham P1 i uwazam sie sie
              niesamowicie duzo z tego ucze! Przepisy prawne, polityka, porady lekarza,
              tematy spoleczne, pogadanki. To ze ludzie pozostaja prostakami to tylko ich
              wybor. Moja mama skonczyla tylko 7 klas, ale miala oczy i uszy szeroko
              otwarte...
    • anonim_ka Grunt to rodzinka!!! 02.02.04, 00:36
      Witaj :) marta zechciej ZAUWAZYC ,ze to rodzicom zawdzieczasz swoja
      obecna "samoswiadomosc", wyksztalcenie i pozycje. Ci prosci ludzie
      inwestowali tyle lat w twoja lepsza przyszlosc.!!!!
      Jest takie fajne slowo :wdziecznosc i szacunek, dla siebie tezzz. Zycze Ci
      wszystkiego najlepszego na NOWEJ DRODZE:))
      Jak sadzisz czy twoje dzieci patrzac na brak akceptacji dla rodziny, nie
      zachowaja sie kiedys podobnie???
      Pozdrawiam
    • cossa Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje 02.02.04, 00:43
      kultura rzecz nabyta
      a inteligentny czlowiek
      to nie tylko ten co umnie wsrod podobnych sobie przebywac

      i warto pamietac, ze zawsze znajdzie sie ktos
      bardziej od nas bystry, bardziej oczytany
      czy z powodu tego typu "brakow"
      chcialabys byc przez kogos kiedys odtracona?

      pozdr.cossa
    • Gość: Adam Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.02.04, 01:06
      Poradz sobie z tym , za wszelka cene. To bedzie jedno z Twoich najwiekszych
      zwyciestw. Po nim staniesz sie bardzo silna i "wolna". Na tym polega miedzy
      innymi, moim zdaniem, najwieksza nasza sila, nas ludzi.
      Nie dopusc do tego , zeby było inaczej. Bo bedzie sie to wloklo za Toba przez
      cale zycie.
      Czlowiek prawdziwie kulturalny jest odwazny !!!!!!
      A poza tym nie jestes sama.
    • seksuolog Kompleksy kolosalne 02.02.04, 09:19
      Gość portalu: marta napisał(a):

      > ten problem przewija sie przez cale moje zycie jako swiadomego czlowieka,
      > czyli od 6 klasy podstawowki...
      > jestem osoba bardzo ambitna, mam wyzsze wyksztalcenie, dbam o swoj
      > kulturalny rozwoj, lubie rozmowy o sensie zycia itp.
      > tymczasem moja rodzina to ludzie prosci, ktorzy nigdzie nie podrozuja, nic
      > nie czytaja, nigdzie nie chodza (kino, teart)...
      > czasem zastanawiam sie o czym bede rozmawiac z moim ojcem czy dziadkami,
      > wujkami...dodam, ze bardzo kocham moja mame ale jak pomysle ze musze tez
      > gadac z ojcem to nie chce mi sie jechac do domu (nie mieszkam z nimi)...
      > jak bylam troche mlodsza mialam obsesje ze napewno mnie adoptowali, a gdzies
      > tam zyja moi prawdziwi rodzice - inteligentni, kulturalni...

      Twoje nastawienie swiadczy o glebkich kompleksach ktore nie sa racjonalne.
      Podchodzenie do zycia przez pryzmat wyksztalcenia i kultury czy kasy ma sens
      ale w granicach rozsadku.

      Po pierwsze ktos jeszcze bardziej kulturalny i wyksztalcony
      tez moglby uwazac ciebie za prymitywka bo np. nie piszesz ksiazek o filozofii.

      Po drugie zycie w podstawowej warstwie jest takie samo niezaleznie od
      wyksztalcenia i kultury: narodziny, choroby, seks, rozmnazanie, smierc. Z tego
      punktu widzenia nie ma co sie pysznic swoim wyksztalceniem bo np. kazdy moze
      dorwac raka jajnikow a na koniec czeka to samo. O tym sie sama przekonasz
      gdy trzeba bedzie pojsc na pogrzeb rodzica. Pisanie na nagrobkach tytulu mgr
      czy dr jest chyba bez sensu, co?

      > pisze o tym bo planuje z narzeczonym slub i najchetniej nikogo bym nie
      > zaprosila (oprocz rodzicow), bo wstydze sie tych ludzi...ale wiem ze tak nie
      > mozna... co ja mam zrobic? az mi sie odechciewa tego slubu
      > doradzcie jak sobie to przetlumaczyc, jak to rozwiazac?
      > wiem ze wiele osob ma mnie po tym co napisalam za samoluba, ale moze jest
      > wsrod was ktos kto mysli podobnie... chyba byloby mi lzej z mysla ze nie
      > tylko ja tak reaguje...

      Otoz sa dwie mozliwosci:

      1. Rodzina tzw. biedna i prosta ale porzadna. Sprawe wowczas mozna po prostu
      traktowac jak folklor i na wesolo. Na swiecie jest masa ludzi kulturalnych
      i wyksztalconych ktorzy urodzili sie gdzies w dzungli. To jest bardzo ciekawe
      skadinand i wlasnie moze byc polem do wielu ciekawych obserwacji i refleksji.

      2. Rodzina patologiczna (alkoholicy, przestepcy itd) tez sie zdarza.
      Zaproszenie na slub jest wtedy ryzykowne bo moga zaczac walic klonicami.
      Nawet w takich przypadkach nie ma co sie wypierac takiej rodziny, po prostu
      mozna zorganizowac skromny slub.

      > ps. mimo ze mam tyle lat, ze sama moglabym byc mama,nadal czasem marze by
      > ktos madry, inteligentny stal sie moim duchowym rodzicem...

      To swiadczy o niezwykle glebokich kompleksach. Wskazane byloby poddanie sie
      terapii dla ustalenia jakie mogloby byc zrodlo tych kompleksow. Byc moze sa
      tu inne problemy niz kultura rodzicow? Sam kompleks jest jak zwykle bardzo
      nieracjonalny bo absolutnie idealizuje role rodzicow. W praktycznym zyciu
      wyglada to tak ze rodzice niezwykle inteligentni i kulturalni np. oboje
      z tytulami prof. dr. hab. dr. h.c. czl. rzecz. PAN i piszacy ksiazki,
      sa tak zajeci ze nie maja zbytnio czasu dla dzieci a dzieci zyja w ich cieniu.
      Wobec tego znaczenia rodzicow nie ma co przeceniac a w doroslym zyciu kierowac
      sie swoja samodzielna osobowoscia.

    • morian Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje 02.02.04, 12:48
      Nie akceptując rodziców jak możesz akceptować siebie!
      Nie wstydź się za nich i za rodzinę-wstydź się za siebie.
      M.
      • Gość: olina2 Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 18:10
        E, nie tak mocno. Może się bać tego co zrobią na weselu. Czy to znaczy, że
        poza weselem nie będziecie się widywac? A co z waszymi dziećmi ? Czy to znaczy,
        że nigdy nie poznają dziadków? Zastanów się, to nie chodzi o wesele. Po jest
        tak naprawdę życie...... Ty to ty...... Pamiętaj. Pozdrawiam.
        • Gość: kinia Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 23:04
          czy tego chcesz czy nie i mimo, ze stwierdzenie ze TY to TY i ze sama sie
          kreujesz i sama za siebie odpowiadasz
          prawda jest tez taka ze jestes czescią swojej rodziny i swoich rodzicow czy ci
          sie to podoba czy nie i nawet patrząc w lusto mozesz zauwazyc wiele cech swoich
          wlasnych rodzicow
          to im zawdzięczasz to ze jesteś, to że zyjesz i to dzięki nim zostałaś wychowana
          to jacy są to ich sprawa a ty powinnas sie cieszyc tym jaka ty mimo tej prostej
          rodziny jestes i jaką udało ci sie byc
          ale nie zapominaj tez ze udało ci sie to kim jestes takze dzieki nim
          jezeli chodzi o dalszą rodzinę to zupełnie inna sprawa i to nie za nich
          odpowiadasz ani oni za ciebie
          wstydząc się i uciekając przed tym z jakiej rodziny sie wywodzisz stajesz sie
          mała, nie warta szacunku w oczach innych , bez klasy
          wielkiej klasy wymaga to zeby pokazac swiatu to z czego niekoniecznie mozemy
          byc dumni ale co jest częścią nas - i pokazać ze mimo tego ze mielismy takich a
          nie innych przodkow mozemy byc szczesliwi i bardziej wyedukowani, ciekawsi
          swiata, ale klasę osoby widać w akceptacji innych a nie gnojeniu tych, którzy
          mogą wydawać się gorsi na pierwszy rzut oka
          • Gość: Adam Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.02.04, 23:42
            Nie moge uwierzyc, ze napisalas to co napisalas.
            Myslalem , ze jestem sam w swojej opini.
            Dzieki, wow.
            Zastanawiam sie, dlaczego Marta zainteresowana swoim problemem nie bierze
            udzialu w tym dialogu. Czyzby to byl jedynie impuls z Jej strony ?
            Ale sensownie.... (tutaj puszczam wodze swojej fantazji), jaka role pelni
            tzw. "seksuolog" ?
            Jesli to jest ksywka , to sam jest napastliwy i jest kompleksiarzem, wszak
            kazdy moze miec rozne dylematy w zyciu.
            Ale jesli jest to lekarz, to skad ta napastliwosc i szkodzenie. Jakis
            minimussolini.
            A przede wszystkim po pierwsze nie szkodzic.
            Ale , ze pojawil sie ktos taki jak Ty Kinia w tym dialogu...
            Kinia - aj laf ju.... :(............
          • Gość: Richelieu* Re: Urodzilam sie w rodzinie ktorej nie akceptuje IP: 213.77.25.* 02.02.04, 23:47
            co do tego wychowania.. Kinia, nie przesadzaj, w domach dziecka też dają
            dzieciom jeść i miejsce do spania

            znowu się narażę pewnie ;), no ale jeśli taka agresja nie ma argumentów
            odpierających
    • Gość: Dorota Koscielny dla rodziców cywilny dla znajomych IP: *.chello.pl 04.02.04, 11:51
      Ja z tego powodu zrezygnowałam ze ślubu i to był mój błąd. Potem weszłam w
      nieformalny związek, zostałam zdradzona, wyrzuciłam zdrajcę z domu, zostałam z
      córeczką i często się zastanawiam czy już do końca będzie mi się tak w życiu
      pieprzyć tylko dlatego że przerosłam jakoś swoje gniazdo. Dodatkowo problemem
      dla nas jest presja świata w którym się obracamy gdzie liczy się ustosunkowana
      rodzina, znajomi itd.Od czasu jakiegoś próbuję się uwolnić od presji tej opinii
      ale to trudne. Mimo że się nie zgadzam z tym, że ten prosty to prostak a
      inteligent, bogaty to wyższa półka to jednak nie chcę być sama i chcę by ludzie
      wśród których przebywam też mnie akceptowali. Zresztą tak naprawdę to jest to
      problem kompleksów, które są w nas i tego że czujemy się gorsi ze względu na
      pochodzenie. Trzeba spróbować to olać. Mojego exkonkubenta rodzina uważa się za
      lepszą od innych i uprawnioną do czołobicia gdy tymczasem na troje rodzeństwa
      jedno maltretowało rodzinę i zapiło się na śmierć, drugie upija się na umór od
      kilkunastu lat, trzecie jest seksoholikiem, aferzystą i oszustem. Spróbuj
      spojrzeć na swoją rodzinę twoim sercem i twoim rozumem, nie pozwól innym by się
      szarogęsili w twoim życiu i byli ważniejsi od ciebie. Do tego jednak musisz być
      niezależna i silna i przyugotowana na samotność.
Pełna wersja