Gość: marta
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
01.02.04, 16:03
moi drodzy,
ten problem przewija sie przez cale moje zycie jako swiadomego czlowieka,
czyli od 6 klasy podstawowki...
jestem osoba bardzo ambitna, mam wyzsze wyksztalcenie, dbam o swoj kulturalny
rozwoj, lubie rozmowy o sensie zycia itp.
tymczasem moja rodzina to ludzie prosci, ktorzy nigdzie nie podrozuja, nic
nie czytaja, nigdzie nie chodza (kino, teart)...
czasem zastanawiam sie o czym bede rozmawiac z moim ojcem czy dziadkami,
wujkami...
dodam, ze bardzo kocham moja mame ale jak pomysle ze musze tez gadac z ojcem
to nie chce mi sie jechac do domu (nie mieszkam z nimi)...
jak bylam troche mlodsza mialam obsesje ze napewno mnie adoptowali, a gdzies
tam zyja moi prawdziwi rodzice - inteligentni, kulturalni...
pisze o tym bo planuje z narzeczonym slub i najchetniej nikogo bym nie
zaprosila (oprocz rodzicow), bo wstydze sie tych ludzi...ale wiem ze tak nie
mozna...
co ja mam zrobic?
az mi sie odechciewa tego slubu
doradzcie jak sobie to przetlumaczyc, jak to rozwiazac?
wiem ze wiele osob ma mnie po tym co napisalam za samoluba, ale moze jest
wsrod was ktos kto mysli podobnie... chyba byloby mi lzej z mysla ze nie
tylko ja tak reaguje...
marta
ps. mimo ze mam tyle lat, ze sama moglabym byc mama,nadal czasem marze by
ktos madry, inteligentny stal sie moim duchowym rodzicem...