Zdradzane - same sobie winne?

IP: *.chello.pl 11.02.02, 13:47
Czytam właśnie wątek o tym, czy zdradzana żona powinna wiedzieć o tym, że jest
zdradzana. I wiecie co? Nie mogę pojąć bezmiaru ludzkiej głupoty! Jak można nie
zostać zdradzoną, jeśli się na to daje jawne przyzwolenie?! Rozważania w
stylu:"mu wogóle już na tej żonie nie zależy""bo gdyby mu na niej zależało to
by bardziej to zdradzanie zakonspirował."
Piękne, prawda? Albo te usprawiedliwienia - długa rozłąka, więc korzystam z
usług prostytutki, ale to przecież nie zdrada...
Kobiety, czy zakładacie z góry, że faceci "tacy już są" i godzicie się z tym,
snując rozważania, czy wolałybyście się dowiedzieć o zdradzie od cioci
Petroneli czy od kochanki mężusia? Czy dajecie to przyzwolenie ze strachu, że i
tak nie uda się utrzymac takiego bęcwała przy sobie? Czy w końcu przełykacie
zdradę, romansiki, miłostki, wypady do burdeli tylko po to, żeby nie utracić
takiej nędznej kreatury u swojego boku?
I czy znajdzie się kobieta lub mężczyzna, który powie - zdrada nie wchodzi w
grę? Nie przebaczam?
    • kwieto Re: Zdradzane - same sobie winne? 11.02.02, 13:53
      "Kobiety, czy zakładacie z góry, że faceci "tacy już są" i godzicie się z tym"

      Dlaczego zakladasz, ze to kobieta jest zawsze pokrzywdzona? A co z mezczyznami
      zdradzanymi przez kobiety?
      • Gość: Melba Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.chello.pl 11.02.02, 14:04
        To samo, moim zdaniem. Nie zakładam, co widać w 2 ostatnich zdaniach mojego
        postu.A kieruję go do kobiet, bo to kobiece wypowiedzi w poprzednim wątku
        natchnęły mnie do założenia tego.Jednak bardzo jestem ciekawa męskich opiniii,
        ale nie tych zdradzających panów (te już znam), ale raczej zdradzanych bądź na
        zdradę sie nie godzących...
    • zizzi Re: Zdradzane - same sobie winne? 11.02.02, 14:07
      Droga Melbo.
      Mimo niezbyt życzliwego tonu Twego listu wnioskuję że jesteś osobą nie
      tolerującą zdrady, dlaczego? a właśnie choćby dlatego że ktoś kto to robi
      jest "kreaturą"(Twoje określenie).I właśnie o to chodziło mi rzucając ten
      wątek -poprzez takie sytuacje życiowe możemy przekonać się o tym z kim mamy do
      czynienia,z jaką osobą żyjemy,kogo wybraliśmy my sami i teraz przyszło nam
      żyć.Ten wątek nie jest o wybaczaniu lub nie wybaczaniu zdrady ,tylko o tym czy
      powinnyśmy znać całą prawdę o tej drugiej stronie,a dowiadujemy się tu sporo.A
      to czy i jak będiemy sobie układać życie z ta osobą to już wybór nie
      podlegający ocenie.Malbo ile masz lat?Pytam bardzo poważnie.
    • zizzi Re: Zdradzane - same sobie winne? 11.02.02, 14:10
      Przeczytałam jeszcze raz twój list i proszę zwróć uwagę że to głównie męska
      część pisze o ukrywaniu,usprawiedliwionych skokach w bok itp.Pozdrawiam.Pytanie
      jest aktualne do Melby.
      • Gość: Melba Re: Zizi IP: *.chello.pl 11.02.02, 14:27
        Zizi, odpowiadam Tobie Twoimi własnymi słowami z poprzedniego wątku :"jeśli
        kocham-nie zdradzę choćbym się miała wywinąć na drugą stronę,jeśli kocham a on
        zdradzi-to sprawa jest krótka następuje koniec(choćby jak wyżej).W moim ubogim
        pojęcu nie istnieje wybaczenie.Zdrada to zdrada-skaza.W tym przypadku na
        związku.Sklejanie czegokolwiek nie wchodzi w rachubę."
        Bo są trafieniem w 100% w moje poglądy.
        A co do rozdzielenia kobieta - mężczyzna. Też zauważyłam, że to mężczyźni
        usprawiedliwaiją swoje skoki w bok,a kobiety to "przyklepują". Stąd ten wątek
        (który, nota bene, nie jest wystapieneim anty Twemu watkowi, ale złapaniem się
        za głowę po przeczytaniu tych wszystkich odpowiedzi).Pozdrawiam Cię bardzo
        serdecznie.
        • zizzi Re: Zizi 11.02.02, 14:55
          Melbo nie uznałam twojej wypowiedzi jako ataku na mnie ,raczej wyczułam że
          nadajemy na tych samych falach.A Twoja wypowiedz była podszyta dużą dawką
          emocji i stąd ten zwrot o ostrości Twojego listu.Pytanie do Ciebie o wiek jest
          nadal aktualne.Zizzi.
          • Gość: Melba Re: Zizi IP: *.chello.pl 11.02.02, 15:22
            Bo mam ochotę namieszać trochę w kociołku :)Dlaczego zadajesz tak niedyskretne
            pytania? Czy to o czymkolwiek świadczy?
            • Gość: frisky2 Re. gdyby zdradzila IP: 62.233.139.* 11.02.02, 16:53
              Odpowiadam na ktorys tam post od gory (mieli sie wypowiedziec faceci, ktorzy
              nie zdradzali). Wiec nie zdradzilem zony i nie mam zamiaru. A co bym zrobil,
              gdyby ona mnie zdradzila? Uznalbym ze to jej wybor po prostu. Nie mowilbym o
              niej "kreatura" "podla kobieta" ani zadnych innych obelg. Uwazam ze mimo
              malzenstwa czlowiek ma prawo wyboru, jest wolny. Slubowal wiernosc (zalozmy) i
              tylko od niego zalezy czy tego slubu dotrzyma. Gdyby np. moja zona znalazla
              lepszego faceta, to nie chcialbym, zeby na sile trzymala sie przy mnie. Bo to
              by bylo bez sensu.
              • Gość: A27 Re: Re. gdyby zdradzil IP: *.proxy.aol.com 11.02.02, 18:41
                Nie wiem czy wybaczylabym zdrade. Chyba nie. Dzisiaj bym nie wybaczyla. Za
                pare lat nie wiem. Moze gdyby w gre wchodzily dzieci, to moze. Ale gdyby mi
                dzisiaj moj chlop wrocil z pracy i powiedzial, w czasie przerwy na lunch bzykal
                Nathalie albo Rozanne to bylby to koniec naszego malzenstwa.

                Bardzo podoaba mi sie radykalna postawa Melby. Moze gdyby wiecej kobiet bylo
                mialo takie no-bullshit podejscie, wtedy nie byloby tyle desperatek, dla
                ktorych meskie spodnie, chocby te, rzucane kolo lozka kochanki sa sensem zycia.
              • Gość: unknown Re: Re. do frisky2 IP: *.travelers.com 11.02.02, 18:42
                zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze malzenstwo nie zawsze musi byc "po grob" i moze
                sie rozpasc z roznych powodow. Ale istnieje cos takiego jak rozwod. Chodzi o to,
                zeby traktowac sie nawzajem uczciwie i z szacunkiem a zdrada jest pogwalceniem
                tych wlasnie zasad i bardzo agresywnym aktem skierowanym przeciwko zdradzanej
                osobie. Uczciwym rozwiazaniem w przypadku rozpadu zwiazku jest poinformowanie
                partnera(ke) o tym i rozejsc sie w sposob uczciwy. A zdradzajacy zasluguja na to,
                zeby ich postepowanie oraz ich samych nazwac po imieniu bo na to zasluguja. Czy
                kogos kto kradnie nie nazwiesz zlodziejem albo jeszcze gorzej jesli nie bedziesz
                przebieral w slowach?
                pzdr
                u

                Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                > Odpowiadam na ktorys tam post od gory (mieli sie wypowiedziec faceci, ktorzy
                > nie zdradzali). Wiec nie zdradzilem zony i nie mam zamiaru. A co bym zrobil,
                > gdyby ona mnie zdradzila? Uznalbym ze to jej wybor po prostu. Nie mowilbym o
                > niej "kreatura" "podla kobieta" ani zadnych innych obelg. Uwazam ze mimo
                > malzenstwa czlowiek ma prawo wyboru, jest wolny. Slubowal wiernosc (zalozmy) i
                > tylko od niego zalezy czy tego slubu dotrzyma. Gdyby np. moja zona znalazla
                > lepszego faceta, to nie chcialbym, zeby na sile trzymala sie przy mnie. Bo to
                > by bylo bez sensu.

    • Gość: kasia28 Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.atol.com.pl 11.02.02, 22:44
      A ja uważam, ze zdrada to problem jak każdy inny w małżeństwie i wina leży
      zawsze po obu stronach. To nigdy nie jest tak, ze facet(kobieta) zdradzający
      jest zły, a ta druga połowa jest nieszczęśliwą ofiarą. Nic nie dzieje się bez
      przyczyny. Podam tu może dwa przykłady. W którymś wątku(nie pamiętam gdzie)
      poruszano sprawę oglądania przez mężczyzn kaset erotycznych (delikatnie
      mówiąc). Mężczyźni wypowiadający się twierdzili (kobiety niektóre ich
      poparły), że robią to dlatego, iż od swojej żony tego nie dostaną. I to jest
      prawda, jak facet(kobieta) dostaje w domu czego mu trzeba nie będzie tego
      szukał(a) poza domem i żadna panienka(fagas) nie skusi go(jej). Szukać poza
      domem można też inych rzeczy, których żona(mąż) nie "daje". Do mojej mamy
      przez kilka lat przyjeżdżał co sobotę jej znajomy z kawą pod pachą(takie
      czasy) i po co? Ano żeby sobie najzwyczajniej w świecie pogadać: o polityce,
      literaturze itp. Sam o swojej żonie mówił, że ją bardzo kocha, szanuje za to,
      że jest dobrą matką i gospodynią, ale ona była prosta kobietą ze wsi i nie
      mieli o czym rozmawiać. Jego żona moze też czułaby się zdradzana w jakis
      sposób. Dlatego twierdze, że zawsze należy taką sprawę omówić i poszukać
      przyczyn. Jak się znajdą to naprawić, jeśli obojgu zależy na związku, jeśli
      nie rozstać się. Ale z tym rozstaniem też jest trudno. Łatwo się mówi:odejdź,
      zostaw wredniaka. Ale są dzieci, jest mnóstwo małych i wielkich spraw, które
      łączą ludzi, tego nie można ot tak się pozbyć jak worka ze śmieciami.Poza tym,
      gdy dwoje ludzi się kocha, powinni sobie umiec wybaczać i nie uważam ,by
      rozmowa i wysłuchanie wyjaśnień zdradzającego było poniżające. Co się stało,
      to się stało, ważne jest co z tym zrobić. Zaufanie nadszarpnięte trudno jest
      odbudować, ale jest to możliwe, to zależy tylko od nas samych.
      • al_aksa Re: Zdradzane - same sobie winne? 12.02.02, 11:16
        Gość portalu: kasia28 napisał(a):

        To nigdy nie jest tak, ze facet(kobieta) zdradzający
        > jest zły, a ta druga połowa jest nieszczęśliwą ofiarą. Nic nie dzieje się bez
        > przyczyny. Podam tu może dwa przykłady. W którymś wątku(nie pamiętam gdzie)
        > poruszano sprawę oglądania przez mężczyzn kaset erotycznych (delikatnie
        > mówiąc). Mężczyźni wypowiadający się twierdzili (kobiety niektóre ich
        > poparły), że robią to dlatego, iż od swojej żony tego nie dostaną. I to jest
        > prawda, jak facet(kobieta) dostaje w domu czego mu trzeba nie będzie tego
        > szukał(a) poza domem i żadna panienka(fagas) nie skusi go(jej). Szukać poza
        > domem można też inych rzeczy, których żona(mąż) nie "daje".

        taaa świetny tok rozumowania ...panix nie lubi pornografi ale pan x
        uwielbia ..wiec pani x z radoscia i wbrew sobie wskakuje do najblizszego sex-
        shopu ..po kajdanki i nowe filmiki ....bo jak nie ta mąz pójdzie poszukać tego co
        nie dostaje poza domkiem ...

        pani y uwielbia muskularnych brunetów ...niesiety jej mąż jest tylko sredniego
        wzorstu blondynem ...no taa tu sytuacja jest bardziej skomplikowana ....co ma
        zrobic pan y ? nie wiem , w sumie rzeczywiscie wedle twojej teori pani y moze po
        prostu isć do jakiegos ,,fagasa " bo ten okrutny nie zważający na potrzeby żony
        pan y nie da jej nigdy tego namietnego spojrzenia zza ciemnych rzęsek :)))
        ewentualnie w gre wchodzi inne rozwiazanie : pan y sprowadza dla zony
        muskularnego bruneta ...i tym sposbem wszyscy sa szczesliwi .. ;)) a żonka
        dostala w domu to czego chciala ...:) ( sytuacje można odwrócic np ; pan z i
        blond pieknosc etc ..)

        niesety ze zdrada tak to jest ...ze czasem po prostu ludzie ktorzy wchodza w
        stale zwiazki sa zbyt malo odpowiedzialni , zbyt malo wyszumieni etc ...

        wiele osob nie zdradza z przyczyn wzioslych( jeśli zdrada może mieć wziosłe
        przyczyny ...) np : brak mi ciepła i miłości ..etc
        ale po propstu z czysto zwierzecego pożadania , brak kontroli nad swoimi
        reakcjami tudzież po prostu chetki żeby przeżyć coś nowego i ekscytującego .
        owszem później można dorobić do tego filozofie ale czasem naprawde za ludzi myślą
        inne o r g a n y niż mózg :))

        Uważam więc że nie jest tak że druga strona niezależmnie od tego czy to mężczyzna
        czy kobieta jest winna , owszem różne są sytuacje , ale według mnie zawsze
        istnieje jakieś wyjście np : rozwód , rostanie ..a nie szukanie szczęścia w
        innych ramionach za plecami partnera . Wszystko to jednak zależy od charakteru i
        pewnych naszych zasad moralnych .Co do twierdzenia że kobiety które mają dzieci
        są starsze etc patrza na te sprawy inaczej to według mnie to bardzo wygodne
        podejście ...znam kobiety po 40 które z 3 dzieci potraiły odejść od osoby która
        je zdradziła... jest po prostu róźny stopień wrażliwości jak i róźne układy w
        związkach ... dla jednej osoby ...zdrada jest wtedy gdy jest miłość ( sex to nie
        zdrada ) dla innej już sam flirt z drugą osobą to zdrada. należy wszystkie te
        punkty widzenia szanować ... a samemu ustalić z partnerem co dla nas jest
        zdradą ...zeby potem nie usłyszeć : ,, ależ kochanie ja cie nie zdradzałem to był
        tylko zwykły sex oralny " :)))
        al_a
        • =miraz= Re: Zdradzane - same sobie winne? 12.02.02, 14:38
          al aksa to co napisałaś jest genialne!Zgadzam się z tobą prawie w 100%.Każdy
          człowiek ma swoje wlasne poglądy na temat zdrady i co najważniejsze określony
          pogląd na temat tego kiedy ona się zaczyna...Dla jednych jest to zbliżenie
          fizyczne,dla innych "zamachem" na związek jest jakakolwiek więż psychiczna z
          innym człowiekiem(poza rodziną).Spedzanie wolnego czasu z inną osobą może,a
          najczęściej jest traktowana jak zdrada.Najgorsze jest to,że często wydaje sie
          nam,że skoro my nie zrobimy partnerowi krzywdy to on nam też tego nie
          uczyni..BŁĄD!!!!.Trzeba ustalić co sprawia ból...i jakieś zasady postępowania.
          Uważam ,ze jeśli się kogoś kocha to należy dać mu drugą szansę...,ale tylko
          jedną...
        • Gość: kasia28 Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.atol.com.pl 13.02.02, 16:40
          Pragne uspokoić, ze nie popieram zdrady. Uważam tylko, ze jesteśmy ludźmi i
          mozemy popełniac blędy. Błąd blędowi nierówny. Jedne mozna wybaczyć inne nie.
          Zdrada to również błąd.chodzi mi głównie o jednostkową zdrade.Dlatego uważam,
          ze ważna jest rozmowa po to by ustalić przyczyny tej zdrady, zastanowic się
          nad swoim związkiem. i to nie na zasadzie, ze jest skończony, że zły itp. Nie,
          zastanowić się trzeba czy na pewno zrobiliśmy wszystko, aby związek był
          szczęśliwy.Jesli odpowiemy sobie :tak, jeśli czujemy się zupełnie w porządku
          wtedy należy podjąć radykalniejsze kroki. A przecież nie zawsze tak jest, ze
          jesteśmy w porządku wobec tej drugiej osoby. Wiele kobiet pisze tu na forum,
          ze gotuje, pierze, sprzata, jest na każde zawołanie swego partnera, a on nie
          docenia, nie kocha itp. Tylko zastanawiam się czy którakolwiek z pań spytała
          swego partnera czego on oczekuje od niej. A moze on wcale nie chce żeby ona
          sprzatała itp. Może chce z nią iść na spacer, porozmawiać itd. Mam wrażenie,
          ze większość ludzi w związkach uszczęśliwia drugą osobę na siłę: kobieta
          ustala co dla jej męża jest najlepsze, a mąż co dla żony. a potem żyją
          nieszczęśliwie. A wystarczyłoby tylko zapytać, porozmawiać. Mnie nie chodzi
          zeby zawsze i każdemu wybaczać. Ale każdy oskarżony ma prawo do obrony i
          należy go wysłuchać zanim wyda się wyrok. Nie zgadzam się z twierdzeniem iż
          zdrada to zdrada i już. Owszem fakt jest faktem, ale są jeszcze okoliczności
          przestepstwa. Czy kradzież chleba przez głodnego człowieka jest taką samą
          kradzieżą jak kradzież samochodu czy włamanie do mieszkania? Myślę, ze nie.
          Owszem i to i to jest kradzieżą, ale powody które skłoniły jednego i drugiego
          są zupełnie inne, takze w wymiarze moralnym.Poza tym to, co tu piszemy to
          teoria nie mająca nic wspólnego z życiem. Każda zdrada jest inna, bo inne jest
          każde małżeństwo. Każda z nas inaczej rozwiąże ten problem.Nic nie można
          zrobić na siłę. Jeśli zdradzony czuje sie tak bardzo źle, to nie ma sensu, by
          zyła z człowiekiem, który zawiódł. ale jeśli stwierdzi,że warto dany związek
          ratować trzeba spróbowaćć wybaczyć, ale oczywiscie nie za wszelką cenę. Nie za
          cenę szacunku dla samego siebie, nie za cene upokorzenia i w imię wyższych
          celów.Każdy bardzo boleśnie odczuje zdradę, ale trzeba przeczekać pierwze
          emocje i na trzeźwo zastanowić się nad sytuacją.
    • Gość: kasia28 Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.atol.com.pl 11.02.02, 22:49
      Kobiety zainteresowane jak sprawić, by mąż nie zdradzał odsyłam do wątku:"Czy
      mężczyzna jest w stanie...", post "koprowskiego".A jeśli pomimo to zdradzi, to
      znaczy, że nic niewart i faktycznie "za burtę" go.Pozdrawiam.
    • Gość: ida Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.csk.pl 11.02.02, 22:51
      Gość portalu: Melba napisał(a):

      > Nie mogę pojąć bezmiaru ludzkiej głupoty! Jak można nie
      > zostać zdradzoną, jeśli się na to daje jawne przyzwolenie?!


      Melba, zanim zaczniesz wymyślać innym od bezmiaru głupoty, to bądź łaskawa
      przyjąć do wiadomości, że nie wszystkie kobiety traktują zdradę w kategoriach
      zycia i smierci. I nie ma to nic wspolnego ze strachem czy obawą utraty takiej
      jak Ty to nazywasz "nędznej kreatury"

      Moje poczucie własnej wartosci jest na tyle silne, że naprawdę nie sądzę aby
      zdrada partnera mnie specjalnie zraniła. Jeśli on sam nie potrafi wyczuć pewnej
      takiej niepisanej granicy do której może się posunąć to ja zaczynam się pakować.
      Bez żadnych spazmów i wymyślań od kreatur czy bęcwałów.

      I wybaczcie, ale nie przyłacze się do Waszej babskiej kampanii przeciwko
      zdradzającym mężczyznom


      • Gość: zizzi Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 10:24
        Melba pytam o Twój wiek,dlatego gdyż z twojego radykalnego postu wnioskuję że
        albo jesteś jeszcze bardzo młodą osobą,albo nie pozostającą w stałym związku z
        facetem takim z dziećmi i całym bagażem.Póżniej myśli się tak jak Kasia28 lub
        inne posty wyżej.Ale popieram Cię całkowicie.Kasia też ma rację.życie jest
        bardziej skomplikowane niż nam się wydaje,a w każdym jego okresie zmieniamy się
        my i nasze poglądy.
        Powiem teraz Wam dlaczego przyszedł mi na myśl taki temat.Otuż zastanawiam się
        i to coraz częściej czy żona "takiego jednego" nie powinna dowiedziec sie o
        swoim mężu więcej.Czy gdyby to wiedziała chciała by nadal żyć z nim pod jednym
        dachem?
        Kilkanaście lat temu był on moim chłopakiem,trwało to 2 lata ,związek był
        naprawdę udany,byliśmy dopasowani,itp.itd.Każdy kto był mocno zakochany zna
        doskonale te sprawy,dla mnie był to mały "cud",ale niestety pojawiła się ta
        trzecia,do dziś nie znam przyczyn ,powodu rozstania-nastąpiło rozstanie ,bez
        scen,tzw.kulturalne,powiedzieliśmy sobie wszystko,upewniłam się że on wie co
        robi,ze ostatecznie podjął decyzję,na nic prośby ,grożby.Nie muszę wspominać
        jaki ból przeżywałam,jak życie dla mnie umarło na kilka najbliższych lat,zbyt
        mocno mu ufałam,kochałam ipt.Ale cuż nie minął rok,pojawia się,niby jakies
        stare wspólne zdięcia,coś tam mojego u niego zostało,cos ma mi
        oddać,listy,długie,ciepłe,zwierzenia.Jenak ja pozostaję głucha na to co między
        wierszami,mimo że widze co się święci.Ale po co to piszę, chodzi mi o to że ten
        człowiek powraca do mnie przez te wszystkie lata,pragnie się ze mną
        spotykać,dziękuje mi że jestem,kilka a może kilkanaście lat temu poprosił abym
        została jego kochanką, ale że po chwili zrozumiał jaki nietakt popełnił nie
        musiałam nic mówić - ale zdał sobie sprawę że może stracić nawet i
        to "niewiele" które mogę mu dać.Od tamtej pory już tego nie mówi ale wiem że
        wystarczyła by chwila i zdradził by fizycznie swoją żonę.I teraz się
        zastanawiam która kobieta chciała by mieć takiego partnera,czy ona nie ma prawa
        wiedzieć. Tu prośba do "wzorowych żon" prosze mnie tu nie osądzać i nie napadać
        jak to się w takich wątkach zdarza.Ja też jestem żoną i mojemu mężowi zawsze
        mogę spojrzeć w oczy.Tylko zastanawiam się czy ona powinna wiedzieć.Zizzi.
        • Gość: ryba2 Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 12.02.02, 10:43
          Myślę,że powinna.Mnie samej ktoś kiedyś na czas nie otworzył oczu i nie mogę
          się pozbierać do dzisiaj.gdybym wiedziała wcześniej,nie tak wyglądałoby moje
          życie.
          To ją moze bardzo zranić,ale nie pozbawiaj jej wyboru.
          • zizzi Re: Zdradzane - same sobie winne? 12.02.02, 12:12
            Kochana Rybko
            Cieszę sie że jesteś osobą która nie bała by się prawdy,może to ułatwia życie a
            może nie.Wiem że trzeba być w życiu bardzo czułą na symptomy,znaki,niby nic nie
            znaczące gesty,a jednak.Z doświadczenia też wiem że każdy musi sie przejechać
            na własnym t..... aby się przekonać.Cudze rady na nic się nie zdają.Tak samo i
            w tym przypadku ja nic tu już nie zrobię , a z pewnością nikogo nie uświadomię
            bo to już samo wyszło , mogę powiedziec tylko tyle że nigdy nie żałowałam tego
            co się stało,pompatycznie to zabrzmi ale mój ból nie poszedł na marne, decyzja
            która w pierwszej chwili nie była moją decyzją obróciła się jednak na moją
            korzyśc,nigdy nie żałowałam póżniejszych moich posunięć,nie żałowałam tego że w
            moim słowniku brak słowa wybaczenie zdrady,bo zdrada swiadczy o słabości
            człowieka,o jego słabym charakterze,to rysa która zawsze może pęknąć w
            trudniejszej sytuacji.Dzis niekiedy przenika mnie uczucie współczucia dla tego
            człowieka,widzę smutek w jego oczach,gestach,jest w nim cos takiego
            niewypowiedzianego,zatrzymanego w czasie.Wszystko to jednak nie uniemożliwia mi
            przyjazni z nim,wiem że darzy mnie szacunkiem i wierzcie mi lub nie ale jast to
            naprawde miłe uczucie.
            Droga Rybko a co Tobie takiego się przytrafiło?
        • Gość: Melba Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 11:12
          Hej Zizzi, chciałam tylko dodać, że radykalizm mojego postu bierze się z
          radykalizmu co do tematu - takich tematów, jak pewnie kazdy mam w zyciu kilka i
          chyba dobrze, myślę, że dobrze kiedy NIEKTÓRE rzeczy są czarno-białe i dobrze
          robić takie założenia na początku związku. Co do wieku i doświadczeń - oscyluję
          wiekowo koło kasi28, związek stały, dzieci w planach bardzo powaznych, bagaż, z
          powodów, o których pisać tu nie będę - przeogromny. Ale gdyby wypowiadała się
          tu jakaś nastolatka - czy nie miałaby prawa do swoich poglądów i bronienia
          swego zdania, tylko dlatego, ze nie ma za sobą złotych godów i odchowanych
          dzieci? Przeczytałam resztę Twoich postów i widzę, ze naprawdę sie zgadzamy :)
          Ta żona miom zdaniem powinna wiedzieć, ale czy od Ciebie?
          Najbardziej w moje poglady trafiają wypowiedzi (nieradykalne :) ) al aksy i
          Sławka. Pozdrawiam wszystkich !
      • Gość: Melba Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 10:58
        Wybazc ida, żadna to kampania przeciw zdradzanym mężczyznom.A cytat
        o "konspiracji i skali szacunku zdradzajacego" pochodzi z Twojej wypowiedzi.
        Dla mnie, jak nappisała to A27 to po prostu bullshit.
    • Gość: charlie Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: 217.11.133.* 12.02.02, 11:41
      witaj !!
      Człowiek jest tylko człowiekiem i jeżeli zdarzy się tej drugiej osobie zdrada
      to należy dać jej drugą szansę. Nie można mówić nie i zamykać dzwi.. Każdy ma
      prawo na możliwość poprawy. Chyba że robi to nie pierwszy raz, wtedy powiem :
      koniec !

      pozdrawiam serdecznie
      • Gość: frisky2 Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.man.axelspringer.com.pl 12.02.02, 14:05
        Zgadzam sie z Charlie - czlowiek jest tylko czlowiekiem. Nawet te z Was, ktore
        teraz nazywaja zdrajcow "kreaturami" nie moga byc pewne, ze kiedys same tymi
        "kreaturami" nie zostana. To przykre, ale tak juz jest.
        Do unknown: czym sie rozni zdrada w malzenstwie od zdrady nie w malzenstwie?
        Jak chodze z dziewczyna to tez jej przyrzekam uczciwosc, moze nie przed
        oltarzem, czy nie przed urzednikiem, ale jednak. Dlatego niewazne jak sie to
        zwie - rozwod, nie rozwod - kazdy jest wolny i ma prawo isc w swoja strone. Z
        niewolnika nie ma robotnika - jak to mawiala moja babcia. Zdrada to tylko wybor
        jednego z partnerow.
        • Gość: A27 Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: *.proxy.aol.com 12.02.02, 16:03
          Al-aksa najlepiej chyba oddala to, co ja juz dawno sobie myslalam.
        • Gość: unknown Re: do frisky2 IP: *.travelers.com 12.02.02, 16:18
          ja nie rozgraniczam zdrady w malzenstwie od zdrady w zwiazku nie zalegalizowanym
          formalnie - o malzenstwie wspomnialam dlatego, ze ty podales przyklad malzenski.

          Zdrada jako taka jest podlym wyjsciem z sytuacji poniewaz jest oszustwem
          partnera.Bardzo czesto zdradzajacy nie ma ochoty rezygnowac ze swojego glownego
          zwiazku na zasadzie "chce miec ciastko i je zjesc jednoczesnie". Jesli ktos
          zdradza bo jest mu w zwiazku zle to po co jednoczesnie w nim tkwi?
          Czy to jakis masochizm? Nie to po prostu jest oszustwo i brak szacunku okazywany
          zdradzanej osobie oraz brak szacunku dla samego siebie.

          Nie musisz sie ze mna zgadzac.To sa moje wlasne poglady a ty mozesz miec swoje.
          Pozdrowionka.
          u
          Gość portalu: frisky2 napisał(a):

          > Zgadzam sie z Charlie - czlowiek jest tylko czlowiekiem. Nawet te z Was, ktore
          > teraz nazywaja zdrajcow "kreaturami" nie moga byc pewne, ze kiedys same tymi
          > "kreaturami" nie zostana. To przykre, ale tak juz jest.
          > Do unknown: czym sie rozni zdrada w malzenstwie od zdrady nie w malzenstwie?
          > Jak chodze z dziewczyna to tez jej przyrzekam uczciwosc, moze nie przed
          > oltarzem, czy nie przed urzednikiem, ale jednak. Dlatego niewazne jak sie to
          > zwie - rozwod, nie rozwod - kazdy jest wolny i ma prawo isc w swoja strone. Z
          > niewolnika nie ma robotnika - jak to mawiala moja babcia. Zdrada to tylko wybor
          >
          > jednego z partnerow.

          • Gość: frisky2 Re: unknown IP: *.man.axelspringer.com.pl 12.02.02, 16:38
            Wiem ze nie musze sie z toba zgadzac. Ale wyglada mi na to, ze sie z toba
            zgadzam. Wlasnie to mialem na mysli, ze osoba zdradzajaca nie powinna
            oszukiwac.
      • Gość: Sławek Re: Zdradzane - same sobie winne? IP: 213.186.93.* 12.02.02, 16:24
        Właśnie dlatego, że człowiek jest człowiekiem powinien wiedzieć co to jest
        odpowiedzialność. Powinien wiedzieć, że związek z partnerem to nie kurs na
        prawo jazdy, który w razie oblania można powtarzać do skutku. Błędy popełnia
        każdy ale błędy mają różną wagę i nie każdy da się wybaczyć. Po zdradzie
        partnera można co najwyżej błagać o drugą szansę a nie domagać się jej.
        Oszukanie kogoś komu mówiliśmy że jest dla nas najważniejszy, najwspanialszy,
        jedyny jest jedną z najgorszych rzeczy jakie można zrobić w zyciu.
        I nie ma usprawiedliwień.

        pozdrawiam
Pełna wersja