nataasha
01.01.10, 21:15
moze krotko - mam w domu taka mistrzynie w robieniu aferyw
atmosferze robienia z siebie pokrzywdzonej, nie jestem w stanie sie
dogadac na spokojnie, zawsze odwroci sytuacje, przeinaczy cudze
slowa i wyjdzie na jej. Sa na takie cos sposoby???
moze przyklad ostatniego starcia:
w niedziele obudzila mnie, czy zrobie na sniadanie zapiekanki, oki,
wstalam, zeszlam do kuchni, ale troche mi z nimi zeszlo, bo mama
chora, musialam jej pomoc w kilku rzeczach, zreszta sama jakos sie
nie spieszylam bo niedziela... Siostra wpada, ze jeszcze robie te
zapiekanki, czemu tak dlugo, zaraz przychodzi do niej znajoma, sama
by sobie szybciej zrobila itp. tak dosc niemilo. Po poludniu znow
mnie cos skrytykowala, wiec jej powiedzialam, ze sama idealna nie
jest, nie uprzedzi ze sie spieszy, tylko chamsko mnie pogania przy
sniadaniu. No i sie zaczelo: mam sie udlawic tymi zapiekankami,
zaluje ze mnie wogole prosila o zrobienie, jak mam jej wypominac (ja
jej?!), jak mam czelnosc mowic ze jest chamska. tak sie nakrecala ze
za chwile juz powtarzala ze nazwalam ja chamska i podlą... I dialog
koncowy wygladal mniej wiecej tak-
-wedlug ciebie jestem chamska i podla!
-akurat w kwestii zapiekanek twoje zachowanie bylo troche chamskie,
o podlosci sobie dodalas
-tak, jestem chamska dla ciebie, masz mnie za nic, dlaczego mnie tak
traktujesz??!
-mowilam o twoim konkretnym zachowaniu, jak cie niby traktuje?
TU WLACZA SIE ZDARTA PLYTA O CHAMSKIEJ I PODŁEJ. moge dziesiec razy
powtorzyc, ze nie nazwalam jej podla a ona i tak powtorzy swoje. Na
koniec stwierdzi ze zle ja traktuje, ze wszyscy ja nienawidza (taa,
to tez juz bylo..), ze patrze na nia z gory. Pozniej jest wzbudzanie
poczucia winy - ze nie wie, co sie ze mna stalo, NIKT nie moze sie
ze mna dogadac, dawniej taka nie bylam itp. Mamie ktora przebywala w
szpitalu ostatnio tez zasunela "nie wiem co sie z toba stalo po tym
szpitalu, nie da rady sie z toba normalnie porozmawiac", gdy mialy
inne zdanie.
Najgorsze jest to ze ona sie przy tym wyplacze, wywscieka i za
godzine normalnie zaczyna rozmawiac o czym innym, podczas gdy ja
dalej to rozgryzam w myslach, najczesciej nie majac ochoty z nia
gadac po tych wszystkich szopkach jakie odstawila. ten przyklad to
jest jeden z wielu, zawsze zaczyna sie uczepieniem do jakiejs
kwestii, ostrym przekonywaniu o swojej racji, na koniec przechodzi w
obrazanie kogos albo w zbudzanie litosci. Jakies pomysly??