Nikt Nikogo Nie Nagabuje

IP: *.unl.edu 05.02.04, 15:43
do czytania moich postow ani do dyskutowania. Nie po to tu jestem.
Chec dyskutowania wynikalaby z dwoch powodow, zreszta z tych, ktore mi sie
tutaj wciska od niepamietnych czasow:
1. Z checi przekonywania do czegokolwiek ( guru)
2. Z checi zdobycia potwierdzenia slusznosci swych przekonan (niepewniak).
Dla bystrego obserwatora jasnym jest, ze nie biore udzialu w wielu dyskusjach
na tym forum i nawet specjalnie nie przywiazuje wagi do kontynuowania swoich
watkow. Co jest tego powodem ? Nie zalezy mi na wymianie pogladow,
z prostej przyczyny: wychowalem sie w kulturze europejskiej, tak jak i wy,
ale odszedlem juz tak daleko w eksploracje innych obszarow duchowo-
intelektualnych, ze zwyczajnie smiesznym wydaje mi sie dyskutowanie na temat
rozumowego pojmowania rzeczywistosci. Moj rozwoj dopelnij swej kolistosci,
w perfekcyjnej harmonii ducha i materii widzac jednosc we wszystkim.
Bombardowany o dowody mych przekonan, stwierdzen, poddaje sie, gdyz nauka
duchowosci nie rzadza prawa trojwymiarowej logiki. Ja wierze, wiem, ze nie-
mierzalnosc swiatow o ktorym mowie, nie dyskwalifikuja ich egzystencji.
Wszelkie proby udowodnienia moich racji musza spelznac na niczym. Zapytajcie
sie ryba, jakie dowody on ma na niesmiertelnosc duszy. Zadnych, a jednak wie,
ze nie umrze caly.
Po co wiec tu jestem ? Napewno nie jako misjonarz, ktory odfajkowuje ilosc
zdobytych duszyczek. Nie jako guru ani nauczyciel, ktory chce sie otoczyc
gromadka studentow, by udowodnic sobie i innym, ze cos jednak znaczy.
Nie dbam o to czy ktos sie zgadza ze mna czy nie zgadza. A jednak mam cicha
satysfakcje, gdy ktos zacznie patrzec innymi oczami na ten swiat, gdy komus
pomoge przebrnac przez czasami zawily swiat ezoteryki. To jest moja
satysfakcja, nie ukrywam tego. Nie chodzi mi o to, by wierzono mnie czy we
mnie. Tak jak w starym powiedzeniu: doprowadze kogos do wodopoju, ale napic
juz musi sie ten ktos sam. Czy jestem artysta w prezentowaniu zagadnien ?
Nie, napewno nie jestem. Jest tu wielu na tym forum, ktorzy maja jezyk o niebo
bardziej gladki, pisarsko wyrobiony. Ale ide w zapasy z kazdym, kto chce sie
zmierzyc ze mna jesli chodzi o pasje i wiare w to, o czym sie pisze.
Gleboko wierze w to o czym mowie tu na forum. Swiat, ktory staram sie
opisywac istnieje, jest tak blisko kazdego z nas. Na wyciagniecie reki.
"jeno im sie nie chce chciec ".
Imagine.
    • j_ar Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 05.02.04, 15:49
      spoko spoko, sam tez wierze w karme;)
      ale czasem sie zastanawiam, czy wiara w dziadka mroza oznacza, ze dziadek
      istnieje?
      • Gość: Imagine Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.unl.edu 05.02.04, 15:58
        slowo "wiara" nie jest najszczesliwszym okresleniem stanu naszego wygiecia
        w strone niewidzialnego. wole mowic o doswiadczeniu, najmniejszym, ale jednak
        doswiadczeniu.
        dziadek mroz istnieje, Kubus Puchatek rowniez. zamknij oczy i sproboj sie
        znalezc w 100-akrowym lesie, czekajac na Puchatka na zakrecie lesnej drogi.
        ten swiat istnieje, to tylko racjonalizacja naszego myslenia zabila ten piekny
        swiat. dlatego wierze dzieciom. one wiedza.
        Pozdr, Imagine.
        • zlewozmywak1 Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 05.02.04, 16:08
          Spoko Imaginacjo

          tylko głupek napina sie twierdząc, że nawracasz. Twoje gadanie to czasem jak
          tłumaczenie płaszczakowi;
          "- słuchaj stary, mówie ci sa trzy wymiary
          a płasczak na to
          - nie wierzę, nie widziałem, a skoro tak to nie ma.

          Wszystkim chłopakom mówię, że opowieści Imagina to niezły bajer na laski w
          realu.
          • Gość: Imagine Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.unl.edu 05.02.04, 16:12
            szkoda, ze nie mozemy wyskoczyc gdzies razem i zarwac troche towaru.
            ja bym gadal, ty byc regulowal rachunki ... gra kapela ? laskami dzielimy sie
            po polowie ...
            • Gość: aiszka4 Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: 217.8.186.* 05.02.04, 16:21
              laskami dzielimy sie
              > po polowie ...

              w Waszym wieku dzielenie się laską może skutkować trudnością w podpieraniu się
              przy chodzeniu;)
              • Gość: Imagine Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.unl.edu 05.02.04, 16:24
                spoko, oprocz lasek zarwanych, mamy jeszcze po jednej lasce wspierajacej.
                wtajemniczeni nazywaja to trzecia noga, hihihihihihi.
                • Gość: aiszka4 Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: 217.17.46.* 05.02.04, 16:34
                  jeśli podlega starzeniu, jak reszta Waszych cielesnych powłok, to za bardzo bym
                  nie polegała ;)
                  • Gość: Imagine Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.unl.edu 05.02.04, 16:39
                    gdy dziadek (moj) byl staruszkiem,
                    byl bardzo hardy,
                    mial wszystkie czlonki miekkie,
                    a jeden twardy.

                    jestem jego pierworodnym wnukiem, jak na razie, toczka w toczke podobny...
                • Gość: Oleńka podpierasz się nią przy chodzeniu? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 16:39
                  jesoosmariah....drżyjcie boginie :)))

                  ;D
                  • Gość: Imagine Re: podpierasz się nią przy chodzeniu? ;) IP: *.unl.edu 05.02.04, 16:47
                    nie tylko, gruszki obijam, w bejzbola gram, sufity maluje, pranie wieszam,
                    cos jeszcze ?
                    • Gość: Oleńka Re: podpierasz się nią przy chodzeniu? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 16:53
                      to dość, przyznam, oryginalne zastosowanie tej części ciała ;)))

                      raczej jestem przywiazana do bardziej tradycyjnych praktyk z użyciem tego
                      narzędzia, hihihi.

                      ;)
    • Gość: Oleńka Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 19:50
      Tak naprawdę wartość Twojego pisarstwa wykracza daleko poza wiedzę (czy
      związane z nią doświadczenie) o hinduskiej metafizyce, która się dzielisz.

      Twoja historia - fakt, ze znaja ją pewnie tylko uważni czytelnicy większej
      części Twoich postów - jest świetnym dowodem na siłę, jaka jest w człowieku.
      Jest obłędnie wprost optymistyczna.

      Chciałam tylko dodać, że mam do tego ogromny szacunek.
      Niezwykły facet jesteś :)
    • ginger_beer Znów naszłą cie potrzeba wygłoszenia kazania? 06.02.04, 06:54
      Nie tłumacz się. Ja wiem, co ci dolega. :)
    • Gość: senin Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 06.02.04, 12:25
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Nie zalezy mi na wymianie pogladow,
      > z prostej przyczyny: wychowalem sie w kulturze europejskiej, tak jak i wy,
      > ale odszedlem juz tak daleko w eksploracje innych obszarow duchowo-
      > intelektualnych, ze zwyczajnie smiesznym wydaje mi sie dyskutowanie na temat
      > rozumowego pojmowania rzeczywistosci. Moj rozwoj dopelnij swej kolistosci,
      > w perfekcyjnej harmonii ducha i materii widzac jednosc we wszystkim.
      > Bombardowany o dowody mych przekonan, stwierdzen, poddaje sie, gdyz nauka
      > duchowosci nie rzadza prawa trojwymiarowej logiki. Ja wierze, wiem, ze nie-
      > mierzalnosc swiatow o ktorym mowie, nie dyskwalifikuja ich egzystencji.
      > Wszelkie proby udowodnienia moich racji musza spelznac na niczym

      Nie uwierzysz, Imagine, ale jest to kwintesencja tego, co mi chodzilo po
      glowie w trakcie twojej dyskusji z kwieto na watku o karmie (mialam nawet cos
      podobnego napisac, ale odpuscilam, bo leniwa jestem niezwykle, w pisaniu (i w
      mysleniu po przyjsciu z roboty)

      Od jakegos czasu wiem, ze trudno jest znalezc plaszczyzne do dyskusji z
      ludzmi wychowanymi w kuturze zachodu, upierajacymi sie przy interpretowniu
      swiata i zjawisk wszelkich zgodnie z prawami tzw. logiki, jesli udalo sie nam
      przekroczyc magiczna bariere intuicyjnosci, akceptowania i przylaczania idei
      (pozornie(?)) sprzecznych, nielogicznych. Twoja dyskusja z kwieto jest tego
      najlepszym dowodem


      W dalszym ciagu uwazam ze "krucjaty" tego typu przynosza wiecej szkody niz
      korzysci, bo "nic po nauczycielu, gdy uczen nie gotowy", ale przyznc musze,
      ze zacytowany przeze mnie fragment Twojego wpisu jest zmiana jakosci Twojego
      wkladu tutaj.
      • Gość: senin przepraszam, jesli zabrzmialo to protekcjonalnie, IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 06.02.04, 12:27
        n/text
      • kwieto Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 06.02.04, 14:06
        Wiesz, kiedy ja od dluzszego czasu tlumacze, ze pojecie karmy jest nie tyle nie do pojecia, co razi
        swoja naiwnoscia.

        Problem z karma jako zbyt doslownym potraktowaniem przenosni i "sztuczek" skierowanych do
        prostego ludu.
        Karma wymyslona po to, by wytlumaczyc dlaczego np. zabicie sasiada celem zagarniecia jego wlosci nie
        jest w gruncie rzeczy takie fajne. A trzeba to bylo zrobic, bo inaczej ludzie by sie w krotkim czasie
        zwyczajnie powyzynali.
        Tyle ze w ktoryms tam momencie dochodzisz do wniosku, ktory propaguja wlasciwie wszystkie religie
        czy filozofie duchowe - ze zlo jest cierpieniem, i malo wazne czy Twoim czy Twego sasiada. I ze zlo
        rodzi zlo, cierpienie rodzi cierpienie. (i to sie czuje, to jest "bariera intuicyjnosci" o ktorej mowisz)
        A wtedy koncepcja karmy przestaje byc po prostu potrzebna, a staje sie wrecz naiwna...

        Przyczym dodam, ze koncepcja karmy jest wrecz "zelaznie" logiczna (tyle ze jest to logika dosc
        naiwna), wiec wytaczanie "interpretowania swiata i zjawisk zgodnie z prawami logiki" jako zarzutu jest
        nietrafione, bo tak samo nalezaloby zakwestionowac karme - a nawet przede wszystkim wlasnie ja.
        • Gość: senin Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 06.02.04, 14:31
          chyba ze wyjdziesz poza dwoistosc zla i dobra, cierpienia i przyjemnosci...

          I wg mnie wlasnie o to chodzi, i wg mnie zlo nie jest zlem w doktrynie karmy
          jest naturalna konsekwencja ...

          co do smierci noworodkow i holocaustu - jesli rozpatrujez karme jako "prawo
          natury" (okreslenie umowne")zlo pojawia sie na tym swiecie, by dac
          szanse "duszom ze zlym dlugiem karmicznym" wykazac sie dzialajac wbrew
          normalnym ludzkim zachowanoim - tzn samolubnosci, tchorzostwu itd... czlowiek
          poddany taki, probom ma szanse dzialac wychodzac z centrum -" serdecznosci,
          milosci, wspolczucia" - uczuc, ktorych czasem trudno doswiadczyc w
          codziennosci, sytej nie sprowokowanej skrajnosciami


          i tu mozna powiedziec holocaust byl o tyle dobry iz dal szanse pewnym
          jednostka okazac super czlowieczenstwo, na ktore pewnie nie zdobyliby sie w
          warunkach zwyklego spokonego zycia .

          To ostatnie to oczywiscie uproszczenie podsuniete tu jako "twist of mind"
          pewne myslowe "skrecenie" percepcji


          Zdaje sobie sprawe, ze to co napisalam to bardzo duze wyzwanie ( lub - jak kto
          woli naiwna spekulacja) ale ja tak te koncepcje rozumiem - dla wyjasnienia
          pomoglo mi to uporac sie z dwoistoscia dobra i zla i zaczac postrzegac
          rzeczywistosc jako jednosc
          • kwieto Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 06.02.04, 14:49
            > chyba ze wyjdziesz poza dwoistosc zla i dobra, cierpienia i przyjemnosci...

            Ale ta dwoistosc nie bierze sie z nieistnienia obu odczuc, ale z przywiazywania sie do jednego z nich.
            Jest wiec zupelnie czym innym. Tam gdzie nie ma odczuc nie ma tez nic. Zatem "przekraczanie" dobra i
            zla to nie odciecie sie od nich, a raczej traktowanie ich po rowno...

            > I wg mnie wlasnie o to chodzi, i wg mnie zlo nie jest zlem w doktrynie karmy
            > jest naturalna konsekwencja ...

            Toz pisalem, ze koncepcja karmy rzadzi sie zelazna logika...

            > co do smierci noworodkow i holocaustu - jesli rozpatrujez karme jako "prawo
            > natury" (okreslenie umowne")zlo pojawia sie na tym swiecie, by dac
            > szanse "duszom ze zlym dlugiem karmicznym" wykazac sie dzialajac wbrew
            > normalnym ludzkim zachowanoim - tzn samolubnosci, tchorzostwu itd... czlowiek
            > poddany taki, probom ma szanse dzialac wychodzac z centrum -" serdecznosci,
            > milosci, wspolczucia" - uczuc, ktorych czasem trudno doswiadczyc w
            > codziennosci, sytej nie sprowokowanej skrajnosciami

            No dobrze, tylko jakie szanse na to ma ow noworodek?

            > i tu mozna powiedziec holocaust byl o tyle dobry iz dal szanse pewnym
            > jednostka okazac super czlowieczenstwo, na ktore pewnie nie zdobyliby sie w
            > warunkach zwyklego spokonego zycia .

            Tylko ze ktos musial im te warunki stworzyc. Czy w takim razie ci "zli" ktorzy stworzyli owe warunki
            niezbedne po temu by ow ktos wykazal sie superczlowieczenstwem, nie powinni zostac nagrodzeni za
            poswiecenie sie w imie czynienia dobra (stworzenia warunkow owym nielicznym)? Jest to bliskie
            koncepcji bodhisattwy, ktory pozostaje w "uludzie", poswiecajac swe dobro dla zbawienia innych
            istnien...
            No i wchodzi tu problem Judasza - ktos musial zdradzic, sprawic ze Jezus zawisnal na krzyzu. Dlaczego
            wiec prezentuje sie go jako grzesznika, a nie swietego?
            A teraz - jesli uznamy slusznosc powyzszego, czy nie okaze sie, ze karma w pewien sposob
            usprawiedliwia czynienie zla? Bo przeciez zeby stworzyc warunki aby ktos sie mogl wykazac, trzeba
            bylo gnebic tysiace... Dlaczego im nie dano tej szansy?

            > Zdaje sobie sprawe, ze to co napisalam to bardzo duze wyzwanie ( lub - jak kto
            > woli naiwna spekulacja) ale ja tak te koncepcje rozumiem - dla wyjasnienia
            > pomoglo mi to uporac sie z dwoistoscia dobra i zla i zaczac postrzegac
            > rzeczywistosc jako jednosc

            Zgodze sie, karma pomaga w tym zrozumieniu. Ale pozniej trzeba ja niestety odrzucic, bo nie
            wyczerpuje calosci zagadnienia. Tak samo jak odrzuca sie boczne kolka od roweru, nauczywszy sie
            jezdzic.
            • Gość: senin Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 06.02.04, 15:25
              Tylko ze ktos musial im te warunki stworzyc. Czy w takim razie ci "zli"
              ktorzy
              > stworzyli owe warunki
              > niezbedne po temu by ow ktos wykazal sie superczlowieczenstwem, nie powinni
              zos
              > tac nagrodzeni za
              > poswiecenie sie w imie czynienia dobra (stworzenia warunkow owym
              nielicznym)? J
              > est to bliskie
              > koncepcji bodhisattwy, ktory pozostaje w "uludzie", poswiecajac swe dobro
              dla z
              > bawienia innych
              > istnien...


              WLASNIE O TO CHODZI

              > No i wchodzi tu problem Judasza - ktos musial zdradzic, sprawic ze Jezus
              zawisn
              > al na krzyzu.

              ****
              MOGLABYM POWIIEDZIEC - WLASNIE TAK!!
              ale po lekturze Mistarz i malgorzaty wygladac by to moglo na uprodszczenie

              >Dlaczego
              > wiec prezentuje sie go jako grzesznika, a nie swietego?


              mieszasz tu tradycje judeo-chrzescijanska z tradycja wschodnia (choc wiele z
              tej pierwszej da sie przelozyc na te ostania - wschodnia, nie nalezy
              rozpatrywac tego z perspektywy grzechu-swietosci.

              pare razy zapytywalam na tym forum, czy ktos czytal "Course im
              Miracles" .Powod - jest to dosc nosna koncepcja polaczenia Wschodu z
              Zachodem , Chrzescijanstwa z Buddyzmem (hinduizmem) Podstawa tej koncepcji
              jest odrzucenie koncepcji winy i pojecia grzechu w chrzescijanstwie oraz
              zaakceptowanie rzeczywistosci wewnetrznej jako jedynej rzeczywistosci .

              To tak w skrocie. nie podejmuje sie bronic tu skrotow myslowych, uzytych
              przeze mnie. Na szczescie w Pl prawie wszystko, co interesujace na zachodzie
              (i nie tylko;)) jest teraz dostepne, wiec polecam zrodlo "course in Miracles'
              wyd "Arcana"

              PS. Wybacz, kwieto, to troche by sie wymigac od powazniejszej dyskusji, bo:

              1. Leniwa jestem bardzo (intelektualnie)
              2. Nie przedstawie zapewne koncepcji. ktorej pisze, az tak dobrze jak zrobil
              to autor
              3.
              spodziewam sie polemiki, a mni nie o to chodzi by przekonywac kogos o moich
              racjach czy sile moich argumentow, raczej o to by dac ludziom mozliwosc
              zapoznania sie z inna koncepcja widzenia swiata - i pozostawic im wolny
              wybor, co do jej akceptacji

              PS2. Jesli jest cos w czym moglabym pomoc "niepolemicznie" ,jestem "do uslug"
              • kwieto Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 07.02.04, 22:59
                > WLASNIE O TO CHODZI

                I wlasnie dlatego proste rozumienie karmy wymyka sie tu spod kontroli. Bo wychodzi na to, ze
                nalezaloby nagradzac za zlo...

                > MOGLABYM POWIIEDZIEC - WLASNIE TAK!!
                > ale po lekturze Mistarz i malgorzaty wygladac by to moglo na uprodszczenie

                Musze to wreszcie przeczytac, chodzi za mna od jakiegos czasu. Wiem z grubsza o co tam idzie, ale
                nawet najlepsze streszczenie nie zastapi ksiazki..

                > mieszasz tu tradycje judeo-chrzescijanska z tradycja wschodnia (choc wiele z
                > tej pierwszej da sie przelozyc na te ostania - wschodnia, nie nalezy
                > rozpatrywac tego z perspektywy grzechu-swietosci.

                Ale karma mowi o dobru i zlu. Sprawiedliwosc za uczynki. Dobro nagradzane, zlo karane. A tu sie
                okazuje, ze zlo moze byc dobrem a dobro zlem. wszystko zalezy od punktu widzenia i horyzontu.
                Dlatego moim zdaniem karma jest naiwna - bo zbytnio upraszcza takie niuanse

                > pare razy zapytywalam na tym forum, czy ktos czytal "Course im
                > Miracles" .Powod - jest to dosc nosna koncepcja polaczenia Wschodu z
                > Zachodem , Chrzescijanstwa z Buddyzmem (hinduizmem) Podstawa tej koncepcji
                > jest odrzucenie koncepcji winy i pojecia grzechu w chrzescijanstwie oraz
                > zaakceptowanie rzeczywistosci wewnetrznej jako jedynej rzeczywistosci .

                Grzech nigdy mi sie nie podobal. Wole pojecie "blad" i takie to chyba mialo miec konotacje w
                zalozeniach.
                Co zas idzie o "rzeczywistosc wewnetrzna" - co przez to rozumiesz?

                > To tak w skrocie. nie podejmuje sie bronic tu skrotow myslowych, uzytych
                > przeze mnie. Na szczescie w Pl prawie wszystko, co interesujace na zachodzie
                > (i nie tylko;)) jest teraz dostepne, wiec polecam zrodlo "course in Miracles'
                > wyd "Arcana"

                Poszukam. Aczkolwiek niezbyt gorliwie, bo znalazlem dla siebie ciekawsza (z mojego punktu
                widzenia) droge zyciowa.

                > PS. Wybacz, kwieto, to troche by sie wymigac od powazniejszej dyskusji, bo:
                >
                > 1. Leniwa jestem bardzo (intelektualnie)

                Z lenistwa bierze sie postep :"P

                > 2. Nie przedstawie zapewne koncepcji. ktorej pisze, az tak dobrze jak zrobil
                > to autor

                Ech, czyli mam jednak poszukac i poczytac? Buuuu...


                > 3.
                > spodziewam sie polemiki, a mni nie o to chodzi by przekonywac kogos o moich
                > racjach czy sile moich argumentow, raczej o to by dac ludziom mozliwosc
                > zapoznania sie z inna koncepcja widzenia swiata - i pozostawic im wolny
                > wybor, co do jej akceptacji

                O widzisz, fajnie ze mowisz o wyborze.
                I ze nie narzucasz swojego pogladu jako jedynie slusznego wtedy gdy go prezentujesz


                > PS2. Jesli jest cos w czym moglabym pomoc "niepolemicznie" ,jestem "do uslug"

                Wiesz, w sumie po pewnym zafascynowaniu sie tego typu sprawami wolalem wrocic do "tu i teraz" i
                dobrze mi z tym. Polemike uprawiam raz na jakis czas i raczej dla sportu :"P
                Wyszedlem od spostrzezenia, ze im bardziej sie czegos szuka tym bardziej sie to oddala. Imagine by
                mi pewnie zarzucil "zycie w swiecie zmyslow". A ja po prostu nie czuje juz potrzeby szukania Boga czy
                wyzwalania sie z kola samsary. Acz staram sie byc otwarty na nowe i jesli zobacze swoja "zyrafe", mam
                nadzieje ze nie powiem: "to niemozliwe, takie zwierze nie istnieje"
                • j.wierny Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 08.02.04, 23:50
                  kwieto napisał:

                  > karma mowi o dobru i zlu.
                  > Sprawiedliwosc za uczynki.
                  > Dobro nagradzane, zlo
                  > karane.
                  >
                  Dla wyjasnienia pozwole sobie wtracic odnosnie karmy: karma pojmowana, tak jak
                  przedstawiles, jest w niektorych hinduistycznych tradycjach. W buddyzmie
                  wyglada to zupelnie inaczej, poniewaz tutaj w ogole nie operuje sie
                  pojeciami "dobro - zlo", "sprawiedliwosc" czy "kara - nagroda" lecz
                  wylacznie "przyczyna" i "skutek" oraz "cierpienie" i "szczescie". Prawo karmy,
                  to po prostu prawo przyczyny i skutku, ktore mowi, ze przeszle dzialania,
                  warunkuja terazniejsza sytuacje, w zaleznosci od tego co robimy doswiadczamy
                  szczescia badz cierpienia. Nie dzieje sie tak dlatego, ze jakas "karma" nas
                  ocenia i wystawia sprawiedliwy wyrok nagradzajac nas lub karzac. Dzialania
                  dokonywane z egoistyczna motywacja prowadza ostatecznie do cierpienia (chociaz
                  moga doprowadzic do chwilowego zaspokojenia egoistycznych potrzeb), natomiast
                  dzialania altruistyczne sa na dluzsza mete przyczyna szczescia. W buddyzmie
                  karma nie jest czyms w rodzaju nie dajacego się zmienic przeznaczenia. Jeżeli
                  chce sie zmienic swoja przyszlosc, to nalezy zmieniac ja tu i teraz m.in.
                  poprzez zmiane nawykowego sposobu przezywania swiata i reagowania na niego.

                  Pozdrawiam serdecznie,

                  Jaroslaw Wierny
                  www.buddyzm.edu.pl
                  • kwieto Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 09.02.04, 07:59
                    > Prawo karmy, to po prostu prawo przyczyny i skutku, ktore mowi, ze przeszle dzialania,
                    > warunkuja terazniejsza sytuacje, w zaleznosci od tego co robimy doswiadczamy
                    > szczescia badz cierpienia.

                    Zgoda, ale dosc arbitralnie uznaje co przynosi cierpienie a co szczescie co sam zauwazasz nizej:

                    > Dzialania dokonywane z egoistyczna motywacja prowadza ostatecznie do cierpienia (chociaz
                    > moga doprowadzic do chwilowego zaspokojenia egoistycznych potrzeb), natomiast
                    > dzialania altruistyczne sa na dluzsza mete przyczyna szczescia.

                    A przeciez znane sa przypadki ludzi ktrzy prez cale zycie byli egoistami i nic nie wskazuje na to, ze
                    czuli sie z tego wlasnie powodu nieszczesliwi. Karma zatem wartosciuje co dobre a co zle, wiec owa
                    "przyczyna i skutek" jest poszerzona o ocene moralna

                    Wracajac do szczesliwych egoistow, wg karmy w nastepnym zyciu sa oni stawiani w takiej sytuacji, w
                    ktorej cierpia za dzialania poczynione w poprzednim zyciu. Ich cierpienia nie sa wprost skutkiem tychze
                    zachowan, szczegolnie ze nie pamietaja oni nawet ze kiedys, w poprzednim zyciu postepowali
                    egoistycznie.
                    Karma sprowadza sie wiec tak czy siak do roli "reki sprawiedliwosci", zreszta dzialajacej mocno post
                    factum i bez swiadomosci samego zaangazowanego. Pelni wiec raczej role kary niz dzialania
                    wychowawczego (bo stwierdzenie ze moje obecne cierpienia spowodowane sa np. egoizmem w
                    poprzednim wcieleniu jest czysto uznaniowe - nie jestem w stanie zweryfikowac czy na pewno (a moze
                    cierpie za czynienie dobra?), ani jakie konkretnie dzialania spowodowaly obecne cierpienia - nie mam
                    wiec szans uczyc sie na swych bledach.
                    • j.wierny Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 09.02.04, 14:00
                      kwieto napisał:

                      >> Prawo karmy, to po prostu prawo przyczyny i skutku,
                      >> ktore mowi, ze przeszle dzialania,
                      >> warunkuja terazniejsza sytuacje, w zaleznosci
                      >> od tego co robimy doswiadczamy
                      >> szczescia badz cierpienia.
                      >>
                      > Zgoda, ale dosc arbitralnie uznaje co przynosi
                      > cierpienie a co szczescie co sam zauwazasz nizej:
                      >
                      Ale kto arbitralnie uznaje? ;-) Prawo karmy nie jest "kimś", ale PRAWEM
                      rozumianym na wzór praw fizycznych.



                      >> Dzialania dokonywane z egoistyczna motywacja
                      >> prowadza ostatecznie do cierpienia (chociaz
                      >> moga doprowadzic do chwilowego zaspokojenia
                      >> egoistycznych potrzeb), natomiast
                      >> dzialania altruistyczne sa na dluzsza mete
                      >> przyczyna szczescia.
                      >>
                      > A przeciez znane sa przypadki ludzi ktrzy prez cale
                      > zycie byli egoistami i nic nie wskazuje na to, ze
                      > czuli sie z tego wlasnie powodu nieszczesliwi.
                      >
                      Myślę, że po "zajrzeniu" do psychiki takiego egoisty moglibyśmy zobaczyć, że
                      jednak jego działania są powodowane cierpieniem. W buddyzmie pojęcie cierpienia
                      ma badzo szeroki zakres, chodzi tu o pewne poczucie niezaspokojenia. Cierpienie
                      oznacza m.in. obawę o własne "ja". Zauważ, że ktoś działający nieustannie z
                      poziomu egoizmu wciąż pragnie potwierdzać swoje "ja", troszczy się o nie -
                      nieustannie doświadcza takiej obawy o siebie, czyli cierpi. Jeżeli by tak nie
                      było, to jaka miałaby być prawdziwa motywacja jego egoistycznych działań?
                      Cierpienie może mieć bardzo subtelne oblicza, nie musi to być od razu depresja
                      kliniczna ;-)




                      > Karma zatem wartosciuje
                      > co dobre a co zle,
                      > wiec owa "przyczyna i skutek"
                      > jest poszerzona o ocene moralna
                      >
                      Karma niczego nie wartościuje, to my dokonujemy tego wartosciowania w oparciu o
                      swoje kulturowe uwarunkowania, a przede wszystkim w oparciu o wewnętrzne
                      poczucie szczęścia/cierpienia. Prawo przyczyny i skutku niczego nie ocenia,
                      podobnie jak prawo grawitacji nie ocenia czy Księżyc ma większą masę od Ziemi,
                      czy mniejszą i w jakiej znajduje się od niej odległości :-)



                      > Wracajac do szczesliwych egoistow, wg karmy
                      > w nastepnym zyciu sa oni stawiani w takiej
                      > sytuacji, w ktorej cierpia za dzialania
                      > poczynione w poprzednim zyciu.
                      > Ich cierpienia nie sa wprost skutkiem tychze
                      > zachowan, szczegolnie ze nie pamietaja oni nawet
                      > ze kiedys, w poprzednim zyciu postepowali
                      > egoistycznie.
                      > Karma sprowadza sie wiec tak czy siak do roli
                      > "reki sprawiedliwosci", zreszta dzialajacej mocno post
                      > factum i bez swiadomosci samego zaangazowanego.
                      > Pelni wiec raczej role kary niz dzialania
                      > wychowawczego (bo stwierdzenie ze moje obecne
                      > cierpienia spowodowane sa np. egoizmem w
                      > poprzednim wcieleniu jest czysto uznaniowe - nie jestem
                      > w stanie zweryfikowac czy na pewno (a moze
                      > cierpie za czynienie dobra?), ani jakie konkretnie
                      > dzialania spowodowaly obecne cierpienia - nie mam
                      > wiec szans uczyc sie na swych bledach.
                      >
                      Nie zgodzę się z tym. Masz taką szansę, ponieważ nie musisz przywoływać swoich
                      przeszłych czy przyszłych "wcieleń". Wystarczy przeanalizować swoje
                      dotychczasowe doświadczenia z tego życia (sam Dalajlama czasami powtarza, że
                      można być buddystą nie wierząc w reinkarnację). Im więcej takich doświadczeń,
                      im uczciwiej i głębiej zastanawiamy się nad nimi, tym lepiej możemy zrozumieć
                      prawo przyczyny i skutku. Pozbawione refleksji powoływanie się na domniemane
                      działania z "przeszłego życia" w celu wyjaśnienia obecnej sytuacji, to zbyt
                      wielkie upraszczanie źródeł naszych obecnych uwarunkowań, pójście na łatwiznę.
                      Przyczyn naszej sytuacji z tego życia należy szukać w tym życiu. Jeżeli ich nie
                      znajdujemy, to być może są one wynikiem jakichś jeszcze wcześniejszych działań,
                      ale zajmowanie się tym to już czyste spekulowanie. Zamiast spekulować lepiej
                      jest zająć się konkretnymi działaniami tu i teraz, które miałyby na celu zmianę
                      niekorzystnych dla nas warunków. W ten sposób widzi to buddyzm.

                      Pozdrawiam serdecznie,

                      Jarosław Wierny
                      www.buddyzm.edu.pl
                      • kwieto Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 11.02.04, 08:24
                        > Myślę, że po "zajrzeniu" do psychiki takiego egoisty moglibyśmy zobaczyć, że
                        > jednak jego działania są powodowane cierpieniem. W buddyzmie pojęcie cierpienia
                        > ma badzo szeroki zakres, chodzi tu o pewne poczucie niezaspokojenia. Cierpienie
                        > oznacza m.in. obawę o własne "ja". Zauważ, że ktoś działający nieustannie z
                        > poziomu egoizmu wciąż pragnie potwierdzać swoje "ja", troszczy się o nie -
                        > nieustannie doświadcza takiej obawy o siebie, czyli cierpi. Jeżeli by tak nie
                        > było, to jaka miałaby być prawdziwa motywacja jego egoistycznych działań?
                        > Cierpienie może mieć bardzo subtelne oblicza, nie musi to być od razu depresja
                        > kliniczna ;-)

                        Byc moze. Ale nie jestesmy w stanie tego ocenic (mozemy przypuszczac, z roznym
                        prawdopodobienstwem). Poza tym, egoista szczesliwy do konca zycia to w sumie dosc banalny
                        przyklad.
                        Ciekawsze sa dzialania w rodzaju wybierania mniejszego zla - przy czym pytanie kto ma ocenic ktore
                        zlo jest mniejsze?
                        Albo zachowania na poly wariackie - czy czlowiek ktory czyni zlo, bedac jednoczesnie swiecie
                        przekonany co do czystosci swych intencji "zaciaga dlug karmiczny" czy nie? On swiecie wierzy, ze
                        dziala dobrze, a cierpiacy ludzie to mniejsze zlo...

                        > Karma niczego nie wartościuje, to my dokonujemy tego wartosciowania w oparciu o
                        > swoje kulturowe uwarunkowania, a przede wszystkim w oparciu o wewnętrzne
                        > poczucie szczęścia/cierpienia. Prawo przyczyny i skutku niczego nie ocenia,
                        > podobnie jak prawo grawitacji nie ocenia czy Księżyc ma większą masę od Ziemi,
                        > czy mniejszą i w jakiej znajduje się od niej odległości :-)


                        Wiec dlaczego ktos czyniacy zlo kreci sie w kole samsary, a ten co czyni dobro stopniowo sie stamtad
                        wyzwala? Rozroznienie na dobro i zlo jest tak czy siak ocena.
                        Jesli przyjmiesz ze "dlug" jest zaciagany za stwarzanie cierpienia - tez jest to forma oceny.
                        Rozumialbym, gdyby przyczyna i skutek byla logiczna i jasna (skacze z dachu - rozplaszcze sie na
                        chodniku). Ale stwierdzenie - czynie zlo, bede to musial odpracowac, czynie dobro, zostane
                        "wyzwolony" ma w sobie ocene moralna, i nie jest prostym prawem przyczyny i skutku.


                        > Nie zgodzę się z tym. Masz taką szansę, ponieważ nie musisz przywoływać swoich
                        > przeszłych czy przyszłych "wcieleń". Wystarczy przeanalizować swoje
                        > dotychczasowe doświadczenia z tego życia (sam Dalajlama czasami powtarza, że
                        > można być buddystą nie wierząc w reinkarnację). Im więcej takich doświadczeń,
                        > im uczciwiej i głębiej zastanawiamy się nad nimi, tym lepiej możemy zrozumieć
                        > prawo przyczyny i skutku. Pozbawione refleksji powoływanie się na domniemane
                        > działania z "przeszłego życia" w celu wyjaśnienia obecnej sytuacji, to zbyt
                        > wielkie upraszczanie źródeł naszych obecnych uwarunkowań, pójście na łatwiznę.
                        > Przyczyn naszej sytuacji z tego życia należy szukać w tym życiu. Jeżeli ich nie
                        > znajdujemy, to być może są one wynikiem jakichś jeszcze wcześniejszych działań,
                        > ale zajmowanie się tym to już czyste spekulowanie. Zamiast spekulować lepiej
                        > jest zająć się konkretnymi działaniami tu i teraz, które miałyby na celu zmiane
                        > niekorzystnych dla nas warunków. W ten sposób widzi to buddyzm.

                        Ale w ten sposob pojecie Karmy staje sie niepotrzebne! Nie prosciej mowic o przyczynie i skutku
                        wlasnie, nie placzac w to Karmy, ktora odwoluje sie tez do (zupelnie niepotrzebnej jak tutaj mowisz)
                        reinkarnacji?
                        Czy zatem wymyslanie Karmy nie jest niepotrzebnym mnozeniem bytow?
                        OK, byc moze niektorym latwiej jest to zrozumiec, gdy powiesz im ze to sprawa Karmy. Ale z tego co
                        piszesz wychodzi na to ze Karma jest tutaj raczej bytem czysto logicznym, ilustracja majaca na celu
                        zobrazowanie pewnych praw (juz o tym wspominalem gdzies wyzej, piszac ze IMHO Karma zostala
                        stworzona by pewne zaleznosci zrozumial "lud prosty").
                        Innymi slowy - Karma nie musi byc czyms potrzebnym do szczescia, stanowi raczej model ktory
                        jednym jest potrzebny do nauki, a innym nie.
                        • j.wierny Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 11.02.04, 12:52
                          kwieto napisał:

                          )) Myślę, że po "zajrzeniu" do psychiki takiego egoisty
                          )) moglibyśmy zobaczyć, że jednak jego działania są
                          )) powodowane cierpieniem. W buddyzmie pojęcie cierpienia
                          )) ma badzo szeroki zakres, chodzi tu o pewne poczucie
                          )) niezaspokojenia. Cierpienie oznacza m.in. obawę o własne
                          )) "ja". Zauważ, że ktoś działający nieustannie z poziomu
                          )) egoizmu wciąż pragnie potwierdzać swoje "ja", troszczy
                          )) się o nie - nieustannie doświadcza takiej obawy o siebie,
                          )) czyli cierpi. Jeżeli by tak nie było, to jaka miałaby
                          )) być prawdziwa motywacja jego egoistycznych działań?
                          )) Cierpienie może mieć bardzo subtelne oblicza, nie musi
                          )) to być od razu depresja
                          )) kliniczna ;-)
                          ))
                          ) Byc moze. Ale nie jestesmy w stanie tego ocenic
                          ) (mozemy przypuszczac, z roznym prawdopodobienstwem).
                          )
                          To prawda, ze względu na ograniczenia naszej percepcji trudno jest nam ustalić
                          z całą pewnością wiele rzeczy. Myślę, że w takich wypadkach może pomóc nam w
                          pewien sposób logiczna analiza różnych stanów umysłu i przyczyn, które je
                          wywołują oraz badania naukowe prowadzone w tym zakresie. Uważam, że dialog
                          współczesnej zachodniej psychologii z buddyzmem może się okazać bardzo owocny
                          dla obu stron.



                          ) Ciekawsze sa dzialania w rodzaju wybierania mniejszego zla
                          ) - przy czym pytanie kto ma ocenic ktore zlo jest mniejsze?
                          ) Albo zachowania na poly wariackie - czy czlowiek ktory
                          ) czyni zlo, bedac jednoczesnie swiecie przekonany co do
                          ) czystosci swych intencji "zaciaga dlug karmiczny" czy nie?
                          ) On swiecie wierzy, ze dziala dobrze, a cierpiacy ludzie
                          ) to mniejsze zlo...
                          )
                          Dobrze, że zwróciłeś na to uwagę, ponieważ karma nie działa tylko w oparciu o
                          konkretne czyny (nie ma żadnej "tabeli" określającej, że ten czyn jest zawsze
                          negatywny, a tamten pozytywny, ponieważ zależy to również od okoliczności), ale
                          także o motywację jaka im towarzyszy oraz efekty jakie te działania wywołują.
                          Karma nie jest prostą przyczynowością typu A daje B, ale zespołem wzajemnych
                          powiązań pomiędzy wszystkimi zjawiskami, które wpływają na siebie, trochę na
                          zasadzie feedbacku.

                          W przypadku, o którym wspomniałeś egoizm objawia się jako postawa: ja mam
                          rację, ponieważ wiem czym jest dobro i na bezwględnym narzucaniu swojego
                          światopoglądu innym w imię tak "egoistycznie" pojmowanego dobra. Chociaż
                          towarzyszy temu działaniu pozornie altruistyczna motywacja, to jednak wynika
                          ono z głębokiej egoistycznej postawy, która opiera się na przekonaniu o
                          słuszności własnych poglądów i ignorowaniu poglądów innych ludzi, w takim
                          stopniu, że prowadzi ona do działań powodujących ich cierpienie. Podkreśliłbym
                          tutaj, że ocena tego czym jest dobro a czym zło, dokonywana jest przez
                          człowieka, przez pryzmat jego "ego" - jest to więc pewien subtelny rodzaj
                          egoistycznego działania, które wzmacnia przywiązanie do fałszywej wizji świata
                          (o tym akapit niżej). Dlatego w buddyzmie nie mówi się o dobru i złu
                          istniejących w sposób autonomiczny.



                          )) Prawo przyczyny i skutku niczego nie ocenia,
                          )) podobnie jak prawo grawitacji nie ocenia czy Księżyc
                          )) ma większą masę od Ziemi, czy mniejszą i w jakiej
                          )) znajduje się od niej odległości :-)
                          ))
                          ) Wiec dlaczego ktos czyniacy zlo kreci sie w kole samsary,
                          ) a ten co czyni dobro stopniowo sie stamtad
                          ) wyzwala?
                          )
                          Działania egoistyczne w naturalny sposób wzmacniają egoistyczną postawę, która
                          jest błędnym przeżywaniem świata. Utrwalają ten nawyk. Natomiast działania
                          motywowane altruizmem osłabiają nasz egoizm, a tym samym prowadzą do poprawnej
                          wizji świata, w którym wszelkie granice mają jedynie nominalny, a nie
                          rzeczywisty charakter. Jeszcze dla wyjaśnienia: w buddyzmie nie chodzi o
                          wyzwolenie się z koła samsary, lecz o rozpoznanie nirwany w samsarze. Nirwana
                          nie jest stanem niebytu przeciwstawnym samsarycznemu światu form, lecz stanem
                          umysłu, poprawnym sposobem przeżywania zjawisk. Błędna interpretacja nirwany
                          przez wielu zachodnich religioznawców była wynikiem dużego nieporozumienia (na
                          szczęście sytuacja ta zaczyna się zmieniać i buddyzm zaczyna być coraz lepiej
                          rozumiany na Zachodzie). Otóż sanskryckie słowo "nirvana", które
                          oznacza "zdmuchnięcie" ilustruje zdmuchnięcie kurzu z tafli lustra umysłu, a
                          nie zdmuchnięcie płomienia umysłu ze świecy.




                          ) Rozumialbym, gdyby przyczyna i skutek byla logiczna
                          ) i jasna (skacze z dachu - rozplaszcze sie na
                          ) chodniku). Ale stwierdzenie - czynie zlo, bede to musial
                          ) odpracowac, czynie dobro, zostane "wyzwolony" ma w sobie
                          ) ocene moralna, i nie jest prostym prawem przyczyny i skutku.
                          )
                          Jak już wspomnialem to MY dokonujemy tej oceny, karma nie jest sędzią. To my
                          interpretujemy prawo karmy jako "odpłatę za grzechy/nagrodę za szlachetne
                          działania", jest to interpretacja z poziomu "ego", a w buddyzmie wszystko co
                          oparte jest na "ego" jest z gruntu fałszywe. Zatem ten sposób interpretowania
                          karmy również jest fałszywy. Wg buddyzmu karma nie działa na zasadzie stałego
                          długu, który zostaje gdzieś zapisany, ale jest dynamiczną, dwustronną relacją
                          pomiędzy działaniami jakie wykonujemy a naszym umysłem.




                          ) Ale w ten sposob pojecie Karmy staje sie niepotrzebne!
                          ) Nie prosciej mowic o przyczynie i skutku
                          ) wlasnie, nie placzac w to Karmy, ktora odwoluje sie tez do
                          ) (zupelnie niepotrzebnej jak tutaj mowisz)
                          ) reinkarnacji?
                          )
                          Nie napisałem, że zupełnie niepotrzebnej. Chodzi o to, że większość wydarzeń z
                          tego życia można wyjaśnić jako przyczynowy proces ograniczony do tego życia,
                          bez potrzeby przywoływania innych wydarzeń i spekulowania na ich temat. Jednak
                          większość nie oznacza wszystkie. Ponadto ograniczając nasze pole badania do
                          aktualnego życia, pomijamy milczeniem jedno z podstawowych egzystencjalnych
                          pytań: "Skąd się wziąłem?". Trochę więcej na ten temat napisałem tutaj:

                          http://www.buddyzm.edu.pl/pytania/2002/092.html
                          http://www.buddyzm.edu.pl/pytania/2002/151.html
                          http://www.buddyzm.edu.pl/pytania/2002/156.html




                          ) OK, byc moze niektorym latwiej jest to zrozumiec,
                          ) gdy powiesz im ze to sprawa Karmy.
                          )
                          Jak już wspominałem takie przedstawienie sprawy jest pójściem na łatwiznę, ale
                          z drugiej strony komu chciałoby się dokładnie analizować wszystkie wydarzenia z
                          tego życia, po to żeby zrozumieć dlaczego dzisiaj rano mając do wyboru napicie
                          się gorącej herbaty albo zimnego mleka wybrało się to drugie? ;-) Trzeba byłoby
                          przeanalizować nie tylko całe własne życie, by zrozumieć dlaczego tendencja do
                          wypicia zimnego mleka w określonych okolicznościach jest silniejsza niż wypicia
                          gorącej herbaty, ale również rozpatrzeć drogę jaką przebyła herbata i mleko,
                          zanim znalazły się w mojej kuchni oraz życie rodziców i znajomych, którzy mieli
                          wpływ na kształtowanie się naszej osobowości itp... Byłby to prawdziwy regresus
                          ad infinitum, bo w którym miejscu należałoby zaprzestać analizy tych powiązań
                          pomiędzy zjawiskami? ;-) Wzrok współczesnej nauki zatrzymuje się na czasie
                          Plancka (10^-43 s od Wielkiego Wybuchu), nauka nie jest w stanie opisać co
                          działo się wcześniej, nie potrafi wyjaśnić DLACZEGO Wszechświat powstał.
                          Powstają na ten temat różne teorie, ale jak na razie są to w dużej mierze
                          czyste spekulacje.

                          Reasumując, o wiele łatwiej jest powiedzieć: taka jest moja karma, tak został
                          ukształtowany mój umysł, bym w momencie gdy zejdą się określone warunki
                          zareagował w ten sposób z większym prawdopodobieństwem, a w tamten z mniejszym,
                          niż poddać ten proces ścisłej analizie. Gdybyśmy dokładnie znali wszystkie
                          zależności rządzące zjawiskami bylibyśmy istotami oświeconymi (w buddyjskim
                          znaczeniu tego słowa) i nie musielibyśmy prowadzić tego rodzaju ciekawych
                          dyskusji :-)



                          ) Ale z tego co
                          ) piszesz wychodzi na to ze Karma jest
                          ) tutaj raczej bytem czysto logicznym, ilustracja
                          ) majaca na celu zobrazowanie pewnych praw (juz
                          ) o tym wspominalem gdzies wyzej, piszac ze IMHO Karma zostala
                          ) stworzona by pewne zaleznosci zrozumial "lud pro
                          • j.wierny Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje 11.02.04, 12:53
                            [kontynuacja]

                            kwieto napisał:

                            > Ale z tego co
                            > piszesz wychodzi na to ze Karma jest
                            > tutaj raczej bytem czysto logicznym, ilustracja
                            > majaca na celu zobrazowanie pewnych praw (juz
                            > o tym wspominalem gdzies wyzej, piszac ze IMHO Karma zostala
                            > stworzona by pewne zaleznosci zrozumial "lud prosty").
                            > Innymi slowy - Karma nie musi byc czyms potrzebnym do szczescia,
                            > stanowi raczej model ktory jednym jest potrzebny do nauki,
                            > a innym nie.
                            >
                            Zgadzam się z tym. Każdy światopogląd, nie wyłączając buddyjskiej filozofii,
                            jest pewnym intelektualnym modelem rzeczywistości, który ma za zadanie pomóc
                            człowiekowi lepiej zrozumieć jego rolę w świecie, zaspokoić pewne intelektualne
                            i emocjonalne potrzeby. A ponieważ różni ludzie obarczeni są różnymi
                            uwarunkowaniami, stąd tyle pomysłów na to jaki jest naprawdę ten świat. Istotne
                            jest to, by nie pomylić palec wskazujący na Księżyc z samym Księżycem,
                            niezależnie od tego jak bardzo ten palec może być pomocny w dostrzeżeniu
                            Księżyca.


                            Pozdrawiam serdecznie,


                            Jarosław Wierny
                            www.buddyzm.edu.pl


    • jan_stereo Panie Imagine 06.02.04, 12:51
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      wychowalem sie w kulturze europejskiej, tak jak i wy,
      > ale odszedlem juz tak daleko w eksploracje innych obszarow duchowo-
      > intelektualnych, ze zwyczajnie smiesznym wydaje mi sie dyskutowanie na temat
      > rozumowego pojmowania rzeczywistosci.

      Bo doszedles do momentu, w ktorym zdales sobie sprawe, ze nie rozumiesz i nie
      pojmujesz rzeczywistosci,ale to nie jest powod do smiania sie z rozumu i jego
      mozliwosci ;-)

      > Moj rozwoj dopelnij swej kolistosci,
      > w perfekcyjnej harmonii ducha i materii widzac jednosc we wszystkim.

      Pytanie czy Ty to widzisz, czy ta harmonie slyszysz(!) i czujesz w sobie ?

      > Bombardowany o dowody mych przekonan, stwierdzen, poddaje sie, gdyz nauka
      > duchowosci nie rzadza prawa trojwymiarowej logiki.

      Skad wiesz ze nie rzadza ? Mysle ze poddales sie w wyjasnianiu tych spraw na
      gruncie logiki, bo to wymagaloby ogromnego ich zrozumienia.


      > Wszelkie proby udowodnienia moich racji musza spelznac na niczym. Zapytajcie
      > sie ryba, jakie dowody on ma na niesmiertelnosc duszy. Zadnych, a jednak wie,
      > ze nie umrze caly.

      Mylisz dowody z przeczuciami,choc te ostatnie sa jak najbardziej logiczne.

      Dodam od siebie na koniec,uwazam ze wszystko co istniej jest logiczne,nawet
      jesli wydaje sie byc nieskonczenie niepojetym i duchowym,bo przeciwskazan ku
      temu nie widze.
    • Gość: WITOLD Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje - KON BY SIE USMIAL IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 09.02.04, 04:57
      TYLKO RAZ NA SZCZESCIE ROZMAWALEM Z TOBA PRZEZ TELEFON.
      Robiles na mnie wrazenia fajnego czlowieka.
      Ale takze szukajacego potwierdzienia tego co dopiero przeczytales.
      Wyraziles zainteresowanie nowym kontaktem, ale bardzo szybko okazalo sie ze
      twoje wypowiedzi SA TO TYLKO SLOWA.
      Lubisz oleac ludzi tych blisko siebie i na forum.
      Szkoda pisac wiecej szegolow naszego kontaktu Andrzejku vel imagine.
      Twoje slowa sa puste jak obietnice ze juz na pewno odejdziesz.
      Widzsz wiedza ksiazkowa to nie wszystko. Ty potrzebujesz byc w swietle
      reflektorow nie umiesz sie usuniac ze sceny. Musisz pedalowac kazdy watek zeby
      tylko sie cos nowgo zaczelo. Znalazlo sie kilka osob ktore ci graja na kazda
      nute wtedy twoje ego rosnie i puszy sie!!!!!!.

      zal mi ciebie ze sie tak plasasz po tym forum bez skadu i ladau
      raz jako Andrzej albo buuda albo imagine albo cos innego.
      Gdzie twoj osobisty rozwoj duchowy ?????????
      masz cos do powiedzienia
      napisz artykuly, pisz ksiazki zrob strony web
      daj ludziom material do przemyslenia.
      Wtedy zrobisz przysluge ludziom !!!!!!!!

      zyczliwy W W
      • Gość: Imagine Re: Nikt Nikogo Nie Nagabuje - KON BY SIE USMIAL IP: *.unl.edu 09.02.04, 15:25
        TYLKO RAZ NA SZCZESCIE ROZMAWALEM Z TOBA PRZEZ TELEFON.
        ***
        to nie byla rozmowa tylko monolog z toba w roli prowadzacej.

        > Robiles na mnie wrazenia fajnego czlowieka.
        ***
        ci co mnie znaja zawsze mowia dokladnie to samo.

        > Ale takze szukajacego potwierdzienia tego co dopiero przeczytales.
        ***
        nic nowego. kazdy szuka tego potwierdzenia.

        > Wyraziles zainteresowanie nowym kontaktem, ale bardzo szybko okazalo sie ze
        > twoje wypowiedzi SA TO TYLKO SLOWA.
        ***
        po tym, jak moich rodakow nazwales polaczkami i zydkami.

        > Lubisz oleac ludzi tych blisko siebie i na forum.
        ***
        nie sadz a nie bedziesz sadzony. znasz to skads ?

        > Szkoda pisac wiecej szegolow naszego kontaktu Andrzejku vel imagine.
        ***
        nie ma zadnych szczegolow. nie dopusciles mnie do slowa.

        > Twoje slowa sa puste jak obietnice ze juz na pewno odejdziesz.
        ***
        slowa zawsze sa puste. ile rzay ty obiecywales nie odzywac sie na forum ?

        > Widzsz wiedza ksiazkowa to nie wszystko.
        ***
        to o czym mowie, praktykuje, wlaczajac wstrzymywanie wytrysku. starczy ?

        Ty potrzebujesz byc w swietle
        > reflektorow nie umiesz sie usuniac ze sceny.
        ***
        bzdura, bzdura, bzdura.

        Musisz pedalowac kazdy watek zeby
        > tylko sie cos nowgo zaczelo. Znalazlo sie kilka osob ktore ci graja na kazda
        > nute wtedy twoje ego rosnie i puszy sie!!!!!!.
        ***
        mam wrazenie ze nadal nie wiesz czym jest ego.

        > zal mi ciebie ze sie tak plasasz po tym forum bez skadu i ladau
        > raz jako Andrzej albo buuda albo imagine albo cos innego.
        ***
        nikogo ci nie zal a juz najmniej mnie.

        > Gdzie twoj osobisty rozwoj duchowy ?????????
        ***
        osobisty czyli nalezacy do mnie. nic ci do tego

        > masz cos do powiedzienia
        > napisz artykuly, pisz ksiazki zrob strony web
        > daj ludziom material do przemyslenia.
        > Wtedy zrobisz przysluge ludziom !!!!!!!!
        ***
        czyli mam isc twoja droga ? bufon jestes.

        > zyczliwy W W
        ***
        dubya dubya. Pa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja